Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Do mam 8,9,10 latków. Bardzo proszę o pomoc..

Polecane posty

Gość gość

Dziewczyny, błagam, odpowiedzcie na moje pytania, bo ja już wymiękam. Nie wiem czy to ja oczekuję nie wiadomo czego, czy to z moim dzieckiem jest coś nie tak.. Ale do sedna: 1. Czy Wasze dzieci są już skłonne do przemyśleń na temat swojego zachowania (jakieś refleksje, np przychodzą do Was powiedzieć, że faktycznie coś tam zrobiły źle, nie przemyślanie itd)? 2. Czy Wasze dzieci liczą się z Waszym zdaniem? Tzn jeśli coś powiecie, to jest to święte i nie dyskutują? 3. Czy Wasze dzieci mają poczucie empatii? Liczą się z Waszymi uczuciami? Jeśli widzą, że chodzicie przez nich złe, smutne, że płaczecie - reagują jakoś na to, rusza ich to? 4.Czy jeśli coś przeskrobią kilka razy, dostaną za to porządny ochrzan, karę, obojętne - powtarzają to? Robią to samo z pełną premedytacją? 5. Ile czasu zajmuje Waszym dzieciom zjedzenie obiadu? Będę bardzo, ale to bardzo wdzięczna za odpowiedź.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
1 moje jest skłonne do przemyśleń 2 liczą się z moim zdaniem, jednak dyskutują, czasami wpierają mi swoją rację 3 bardzo ich to rusza 4 po porządnym ochrzanie, nie powtarzają błędów z premedytacją 5 szybko jedzą, zawsze jadły z apetytem Dodam jedno! Ja z dziećmi dużo rozmawiam. Tłumaczę im, że popełniły błąd. Mówię im o swoich uczuciach względem ich zachowania wobec mnie. Nie traktuję ich tak jak sama nie chciałabym być traktowana, więc mam super argument, jeśli oni pyskują, mówią podniesionym tonem, zacinam ich, że ja tego nie robię i zadaję pytanie czy chciałyby abym ja mówiła do nich takich tonem i w taki sposób. Wiadomo człowiek jest tylko człowiekiem i popełnia błąd niezależnie od wieku. Najważniejszy szacunek, ty dasz go dziecku on ci odpłaci. Pewnie czasami będzie pod wpływem innych dzieci, ale zobaczysz, że za 50 razem zrozumiesz, że twoje tłumaczenia działają.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
09:48 >>> moim zdaniem jesteś idealną mamą :-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość maniusia333
Mam dziecko w wieku 10 lat. Nie do końca jestem przekonana ze przemyśla swoje zachowania i wyciąga wnioski bo powtarza błędy mimo kary, mimo mojego smutku i niezadowolenia. Widać że się stara ale dopiero panuje nad danym zachowaniem po iluś tam razach tego samego. Jak coś powiem przeważnie nie dyskutuje, wykonuje polecenie z podkreśleniem słowa(przeważnie). Obiad je szybko i tyle ile chce, bo je chętnie aczkolwiek ma zaznaczone że warzywa musi zjadać. Mam nadzieję że pomogłam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość_autoRka
Dziękuję za odpowiedź. Widzisz, problem w tym, że ja to wszystko robię. Odnoszę się z szacunkiem (jestem na to uczulona, bo w moim domu rodzinnym dzieci traktowano jak worek z kartoflami), proszę, BARDZO, naprawdę bardzo dużo tłumaczę. Nigdy nie podejmuję decyzji na zasadzie "nie bo nie" czy "tak bo tak", zawsze staram się, aby moje dziecko zrozumiało czemu postępuję tak a nie inaczej. I nic.. Może ja odpowiem na te swoje pytania, może ktoś będzie wiedział co jest nie tak, z cego to wszystko wynika. Bo ja już nie mam sił :( 1. Moje dziecko (10l) nie ma zupełnie żadnych przemyśleń. Bardzo dużo rozmawiamy w domu o uczuciach, nazywamy je po imieniu, okazywaliśmy je sobie zawsze, odkąd pamiętam. Mimo tego, moe dziecko (w dodatku to jest dziewczynka) robi wszystko jakby bezwiednie, nad niczym się nie zastanawia, nie kieruje się niczym innym poza zaspokajaniem własnych potrzeb 2. Nie liczy się z moim zdaniem w ogóle. Owszem - nie dyskutuje. Przyjmuje na klatę każdą moją decyzję. Ale nie przestrzega tego. Nawet, jeśli zwiększam wtedy konsekwencje na bardziej rygorystyczne, na nią w ogóle nie robi to żadnego wrażenia. 3. Nie. Jej poziom empatii mogłabym ocenić na 0, o ile nie ma skali minusowej. Totalnie nie robi na nią wrażenia ani mój krzyk (bardzo rzadko go używam), ani płacz (czasem się zdarza w chwilach bezsilności, ale zawsze staram się, żeby tego nie widziała, choć nie zawsze się udaje). Czasami starałam się zagrać na jej uczuciach mówiąc wprost, że mnie zraniła, że jest mi przykro, że czuję się smutna, zawiedziona - uśmiecha sie wtedy tylko głupkowato i mówi "przepraszam", ale bardziej ją to śmieszy, niż się tym przejmuje. 4. Robi to samo. I właśnie to jest najgorsze: z pełną świadomością, ale to jest znowu to samo co w pytaniu pierwszym; ona to robi jakby bezwiednie, nie myśląc w tym momencie o niczym innym, tylko o sobie, swojej aktualnej potrzebie. 5. Mówimy o jednym daniu, bez znaczenia czy to zupa czy drugie danie: od 40 minut wzwyż, rekord to 1:30. Tutaj nie przejdzie przetrzymywanie jej do następnego posiłku bez jedzenia, bo ona mogłaby cały dzień o jednym jabłku przeżyć, już tego próbowałam. Musi jeść, jest b. szczupła. To wszystko mnie tak dołuje, bo nigdy nie wychowywałam jej na takie dziecko. To nie o to chodzi, że ja jestem z niej niezadowolona, bo nie spełnia moich oczekiwań. Rzeczy, o których napisałam bardzo nam utrudniają, uprzykrzają życie codzienne, mocno wpływają na atmosferę naszego domu. Codziennie jest jakaś afera, awantura, nie pamiętam kiedy ostatni raz było w naszym domu normalnie. Myślę o psychologu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość matkaosmiolatkkaa
Mam syna- 8lat skończył miesiąc temu. 1. Zdaje sobie sprawę że coś zrobił zle, jednak nie zawsze potrafi się przyznać do błędu 2. Dyskutuje i to bardzo, zawsze stara się przeforsować swoje zdanie, uparty jak osioł, jednak nie awanturuje się. 3. Rusza go np. moje złe samopoczucie. Gdy byłam chora pytał czy już mi lepiej, co mi podać przytulał. 4.Co jakiś czas ma kare, i niezły ochrzan o komputer i gry, a i tak jak nie widze to wł. komputer albo wspina się na drzewa pomimo zakazu. 5. Jeżeli jest to co lubi zjada w kilka minut, gdy jest to potrawa za która nie przepada siedzi 40minut i prawie nic nie zjada. Albo zaczyna męczyć by zrobić mu coś innego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Autorko 10 latenia DZIEWCZYNKA powinna chyba trochę więcej dawać od siebie niż twoje dziecko. W tym wieku dzieciaki już wiedzą co to empatia i mniej lub bardziej ale są świadome swoich poczynań a z tego co piszesz twoja córka niespecjalnie przejmjej się tym co ją proszisz czy wymagasz. Albo bym przykręciła mocniej śrubke albo porządnie uprzykrzyła życie jeśli następnym razem będzie ciebie i twoje zasady tak ostentacyjnie olewać. Ja bym tak w każdym razie zrobiła

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Sa jeszcze socjopaci, ktorzy uczucia empati nigdy nie posiada...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Myślisz, że można zdiagnozować 10latka pod kątem socjopatii? :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość_autoRka
Dzięki dziewczyny.. Ja już jej podkręcalam śrubę.. Luzowałam ją też.. Starałam się i po dobroci i karą jakoś wymusić na niej pewne zachwoania.. Przemyślenia. No ale jak ją zmuszę do przemyśleń? O ile mogę wyegzekwować jakies zachowania, no to przecież nie wbiję jej siłą do głowy, że należy patrzeć na drugiego człowieka, że trzeba liczyć się z uczuciami i emocjami innych ludzi. Jesteśmy normalną rodziną, poświęcamy jej z mężem dużo czasu, od zawsze tak było. Nie jest odepchnięta, nie ma żadnych problemów, w szkole idzie jej dobrze. Kiedy czasem kłóci się, wdaje w konflikty z koleżankami (jak to w tym wieku) - też zawsze zwala winę na nie, nawet, jeśli gołym okiem widać, ze to ona ma coś na sumieniu. Jeśli zdarzy jej się w szkole wyłapać 2 czy 1 to teżNIGDY nie jest to jej wina. Albo pani się uwzięła, albo ja nie sprawdziłam zeszytu i dlatego ona nie zdążyła czegoś tam poprawić, albo ja nie sprawdziłam czy jest spakowana, dlatego wyłapała minusa za brak książki np. To nie są pojedyncze sytuacje, takie dziecinne humory. Tak jest codziennie, z każdą rzeczą. Socjopatka... Jakby była starsza, pewnie bym tak pomyślała :( Tak nie zachowują się dzieci w jej wieku..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Z tego co napisałaś, to wnioskuję, że brak u Ciebie jest konsekwencji. Nie je? Dajesz czas. 20 minut. Po czym zabierasz talerz. Trudno. Będzie głodne. A - i oczywiście zero słodyczy. Jakie ma obowiązki Twoja córka? Czy wychowujesz ją sama? Widzę już, że z mężem. Czy córka jest jedynaczką?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1- przeważnie TAK 2- Dyskutują,ale jak są przyciśnięte to się liczą, lecz nie rzadko starają się cos negocjować 3 Zalezne od ich humoru, nastroju, dnia , jaką nogą wstaną i przeróżnych czynników na ich zachowanie i sposobie "bycia" w danym dniu 4 Róznie, zazwyczaj reprymenda, czy kara jest na tyle mocna i bolesna ,ze odczuwają ją dotkliwie, ale zdarzylo się popelnic te same "przewinienie" za co jakiś czas temu dostalo ktores kare, choć o premedytacji bym nie mówiła 5 NIE CHCE MI się o tym pisać . To jest horror, draka. Nigdy najlepiej by nie jeść. O śniadaniach mowy nie ma, po szkole obiad jak jest już na maxa przyspawana do krzesła potrafila w nieksonczonosc siedzieć przy talerze i dziuybac prawie nic nie ruszając.Waga poniżej normy. To jest jeden z nielicznych tematow, z którym sobie poradzić nie potrafie, te jedzenie- a raczej NIE jedzenia. Wszystko robiłam w tym temacie i efektow poprawy nie widac

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość_autoRka
LenkaMarlenka, nie przeczytałaś uważnie. Jestem bardzo konsekwentna. Bardzo. Napisałam, że nie może nie jeść, bo próbowałam takich sposobów i ona przez 3 dni zjadła DOSŁOWNIE 3 jabłka + to, co podziobała na talerzu przez pół h, jakie jej dałam na zjedzenie obiadu. Jest bardzo szczupła, nie mogę pozwolić na to, żeby nic nie jadła. Uwierz, że jest tak zaparta w tym temacie, że szok. Słodyczy nie je już od miesiąca - to dla niej żaden problem. Obowiązki ma, dołożyłam jej odkąd te problemy zaczęły się nawarstwiać. Oczywiście wszystko, co związane z jej pokojem (odkurzanie, zmycie podłogi, ścielenie łóżka, sprzątanie gruntowne 1x w tyg, codziennie ogarnia tak z grubsza, bo jest bałaganiarą). Wyprowadza psa, wynosi śmieci, 2x w tyg sprząta łazienkę (umywalka, wanna, mamy b. małą łazienkę, więc zajmuje jej to chwilę), podlewa kwiaty, rozładowuje zmywarkę + jakieś drobiazgi, które wychodzą czasem w praniu (wyskoczenie do sklepu, zebranie prania, posegregowanie swojej bielizny itp). Wydaje sie, że to dużo, ale to są rzeczy które zajmują jej parę minut, w tygodniu może uzbiera się z tego godzina roboty. Bardziej mi chodziło o to żeby nauczyć ją systematyczności, rzetelności, jakiegoś rytmu wyznaczającego to, co trzeba zrobić, kiedy trzeba to zrobić itd. Szczerze to nie ma z tym większego problemu. Córka jest jedynaczką ale wychowywała się z dzieciakami (mieszkaliśmy w dużym domu z siostrą i jej 2 dzieci). Nie była rozpieszczana. Inna sprawa, że wszyscy dookoła (dziadkowie, wujostwo) zawsze ją usprawiedliwiali, głaskali po głowie kiedy coś nawywijała i często mówili przy niej, że to my z mężem przeginamy. Nie ma już tego tematu, bo sami przekonali się o tym, że wcale nie przesadzamy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
"LenkaMarlenka, nie przeczytałaś uważnie. Jestem bardzo konsekwentna. Bardzo. Napisałam, że nie może nie jeść, bo próbowałam takich sposobów i ona przez 3 dni zjadła DOSŁOWNIE 3 jabłka + to, co podziobała na talerzu przez pół h, jakie jej dałam na zjedzenie obiadu. Jest bardzo szczupła, nie mogę pozwolić na to, żeby nic nie jadła. Uwierz, że jest tak zaparta w tym temacie, że szok. Słodyczy nie je już od miesiąca - to dla niej żaden problem. " Przepraszam. Rzeczywiście nie przeczytałam uważnie. Kiedy robiliście córce badania? Łącznie z tarczycowymi, wątrobowymi i kałem? "Nie była rozpieszczana. Inna sprawa, że wszyscy dookoła (dziadkowie, wujostwo) zawsze ją usprawiedliwiali, głaskali po głowie kiedy coś nawywijała i często mówili przy niej, że to my z mężem przeginamy. " To, że tematu nie ma - to nie oznacza, że córka dalej nie bazuje na zdaniach dziadków czy wujostwa. Jakie córka ma zainteresowania, pasje? Jaki uprawia sport? A co Wy wspólnie z nią robicie? Napisz, proszę. Jak spędzacie np wolne soboty i niedziele.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Zapisz ja na jakieś zajecia- np. taniec zumba dla cieci etc. Wysiłek fizyczny pobudza apetyt, chodzenie na zajęcia wyrabiają systematycznośc cierpliwość, miałam podobne problemy z synem też jedynakiem i naprawdę zadziałało.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość_autoRka
Toskyczna, dzięki. No właśnie z tym jedzeniem u mnie to samo, jak była młodsza bawiłam się w jakieś wagoniki z parówek, myszki z kanapek i różyczki brokuła ułożone w kwiaty, ale g****o to dawało, potem już zbastowałam. Zachęcałam deserami, nagrodami po jedzeniu, dawałam syropy na apetyt, przygładzałam specjalnie (nic między posiłkami) i tak samo, brak efektów. Chociaż szczerze powiedziawszy to jest mój najmniejszy problem jeśli spojrzeć na to, co się z nią dzieje :o Nie wykorzystałam jeszcze lania i psychologa. Nie wiem, może po prostu ona taka jest, może to jest to 70% charakteru, które jest niezależne od niczego? Wyobraźcie sobie, że czasami słyszałam np w szkole, jak jej koleżanki zwracają uwagę. Mówiły coś na zasadzie "no ale przyznaj się że to ty ją obgadałaś" czy "po co się obrażasz, przecież to ty powinnaś przeprosić" ale ona ciągle idzie tak w zaparte, że to jest jakiś dramat. Ona nie ma w sobie zadnego poczucia winy, jest pępkiem świata który patrzy wyłącznie na swój nos, swoje racje i interesy. Nie mamy w swoim otoczeniu nikogo, kto by taki był. Mało tego - zawsze stroniliśmy od takich ludzi, bo mamy na nich alergię. Nie ma też rzeczy (nawet ją o to pytałam), którą ona w jakiś sposób chciałaby ugrać przez takie zachowanie. Nie cierpi na brak miłości, czułości, zainteresowania. Zawsze traktowaliśmy ją jak partnera, człowieka przede wszystkim, jej sprawy i zdanie zawsze miały dla nas znaczenie. Ale jak się tak głębiej nad wszystkim zastanowię... Ona miała tak od zawsze, od samego początku. To nie tak, że nagle "bach" i coś się stało. Nie, tak jest od zawsze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A może córka przechodzi fazę dojrzewania? Dziś dziewczynki bardzo wcześnie dojrzewają. Być może to burza hormonów nią tak kieruje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
U mnie jedzenie a raczej Nie jedzenie to największy problem z którym regularnie od lat przegrywam bitwe, u ciebie szereg innych niefortunnych czy nawet "dysfunkcyjnych emocjonalnych" zachowan u corki Bicia nie polecam, wręcz odradzam, ale wizyta u specjalisty np. psycholog nie zaszkodzi. Nie jestem fanem latania z kazda pierdoola do psychologow, ale to co opisujesz jak ajbardziej w mojej ocenie nadaje się do konsultacji z psychologiem. Powie ci jak masz postepowac z corką, jak masz reagować, jak masz motywować, jak masz karcic umiejętnie Może wskaze ci inne pole działania ,jakie jeszcze nie stosowalas, a nuz widelec cos w tym kierunku się ruszy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
LenkaMarlenka poczytaj ostatnie zdanie autorki ostatniego wpisu i reszte jej wpisów. Dziecko tak miało od zawsze ,a nie jakby z nieba spadło Od urodzenia przechodzi faze dojrzewania i burze hormonow? Co innego jakby to od roku się dzialo,a co innego jeśli to wystepuje odkąd autorka siega pamiecią.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość_autoRka
Chodzi na koszykówkę, od zeszłego roku. Też ją świadomie na to zapisaliśmy, świadomie był to sport zespołowy, żeby nauczyła sie współżycia w drużynie, tego, że razem można dojść do fajnego celu. Chodzi teraz drugi rok ale nie widzę żadnego wpływu. Zajęcia są 2x w tygodniu po 2h. Ani je lubi, ani nie lubi, ani ją to ziębi, ani grzeje. Po prostu chodzi. Pytałam ją, czy może chciałaby zapisać się na coś innego, siatkówkę, pływanie, cokolwiek - ale jej jest to obojętne. Jej pasją jest plastyka: malowanie, wycinanie, klejenie. Chodziła w zeszłym roku na kółko plastyczne, babka ją b. chwaliła, wzięła nawet udział w kilku konkursach międzyszkolnych (zajmowała całkiem wysokie miejsca), ale w tym roku stweirdziła, że nie chce chodzić. Czemu? Bo te konkursy są durne, bo ona się wysila i i tak nic z tego nie wynika, a poza tym nie lubi dziewczyn które chodzą na to kółko. Jak spędzamy czas.. No powiem szczerze, że od wakacji na których dała nam tak popalić, że aż szkoda gadać, weekendy wyglądają dość bidnie.. Byliśmy na wakacjach zagranicą (o II poł. sierpnia do końca miesiąca). Było jej za gorąco, spacery były za długie, lody nie smakowały tak jak trzeba, woda była za ciepła, strój kąpielowy jej się nie podobal (choć sama go sobie wybrała), dmuchany zamek w wesołym miasteczku był za mały (czaicie to w ogóle?! :o:o:o), poznane dziewczyny w dokładnie jej wieku też nie takie, itp, itd, etc. I tak nam - przepraszam- obrzydziła ten urlop, tak nam się odechciało wspólnego czasu, że każdy nasz weekend od września wygląda w sumie tak samo. W sobotę wyjeżdżamy na zakupy, jakieś rzeczy typu cmentarz, podrzucenie rzeczy do domu dziecka itd. W sob. wszyscy razem sprzątamy chatę (leci głośno muzyka, jest atmosfera artystycznego bałaganu), ja czy mąż robimy obiad, razem jemy, potem zazwyczaj córka siedzi nad książkami/lekturami, potem ma czas wolny (został jej zabrany tv i komputer) zazwyczaj coś rysuj****awi się. Niedziela podobnie, ale zawsze chodzimy razem na długi spacer (to jest jedyna weekendowa rzecz, którą robimy razem w sensie rozrywki, wspólnego spędzania czasu). Ale na ogół córka zaczyna jęczeć już po pół h, że bolą ją nogi i chce wracać. Mieliśmy kilka takich przebłysków, że proponowaliśmy wspólne obejrzenie filmu wieczorem, raz graliśmy w monopoly (inicjatywa córki), innym razem zamówiliśmy pizzę, akurat wyłączyli prąd i po prostu siedzieliśmy i gadaliśmy. W każdym z tych przypadków kończyło się tym samym: film był beznadziejny, co córka demonstrowała jezcze przed upływem połowy (ostentacyjnie wzdychała, mówiła jakie to głupie, nieśmieszne i bez sensu), monopoly niesprawiedliwe, bo ma za mało pieniędzy i ulic, a pizza była niedobra, bo sos pod serem jakiś niedobry. Zawsze jest to samo, zawsze kończy się tak samo. To jest dziecko, którego nie da się zadowolić, nie da się uszczęśliwić. Kiedy kupisz jej coś, jakiś drobiazg, ot tak dla sprawienia przyjemności (mam takie przebłyski, coraz rzadziej, ale się jeszcze zdarzają) - za chwilę to ląduje w kącie, pod łóżkiem, córka w ogóle nie szanuje takich gestów, nie mają dla niej znaczenia. Kiedyś przyjechała do nas jej babcia, córka akurat zajęła właśnie II miejsce w jakimś międzyszkolnym konkursie plastycznym. No i babcia jak to babcia (to była II klasa podst.) dała jej 10 zł za tą wygraną. A córka do niej "tak mało? przecież to mi na nic nie wystarczy". Mina mojej mamy... Myślałam, że mi serce pęknie. Jestem tak bezsilna, że nie potraficie sobie tego wyobrazić. Na rzęsach staję od początku, żeby wychować ją na dobrego, uczciwego człowieka. Tymczasem ona jest cwaniakiem, nie szanuje ludzi, nie jest za grosz wrażliwa na czyjąś osobę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
U mnie w sprawach żywieniowych to identycznie jak u autorki i żadna, ale to żadna żelazna konsekwencja nie zdala egzaminu. Dodam ze moje nie lubią słodyczy i świństw żadnych nie podżerają, skrajne niejadki , tutaj konsekwencja u tego typu dzieci nie jest żadną czarodziejska rózdzką, bo konsekwencja swoją drogą a dziecko i tak swoją

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie dziwię się, że opadliście z sił po takich akcjach. A co z badaniami - czy robiliście je? Podejrzewam, że córka rzeczywiście ma problem z hormonami. Buzują w niej. Zaczyna dojrzewać. Może zaczyna ją to przerastać. Czy rozmawiałaś z córką na temat dojrzewania? Czy tłumaczyłaś, co się wtedy dzieje?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość_autoRka
Ja też myślałam o dojrzewaniu, teraz dziewczyny szybciej miesiączkują itd. Ale tak jak napisałam - u nas tak jest od zawsze. Ale uwaga jest słuszna - ja się zaczęłam zastanawiać: skoro teraz mamy taki sajgon to co będzie, kiedy ona zacznie dojrzewać? Kiedy będzie wchodziła w nastoletni wiek i te hormony naprawdę zaczną buzować? Toksyczna, ja wiem, że Ty masz dużą rodzinę i 4 czy 5 (przepraszam, jeśli się pomyliłam) dzieci.. Masz doświadczenie, masz pojęcie - nie tylko teoretyczne, ale przede wszystkim praktyczne. Powiedz mi, czy Twoim zdaniem jest możliwe to, że choćby skały srały, nie dasz rady ukształtować dziecka? Czy może jednak wszystko jest do wypracowania? Bo ja czasem już myślę, że przegrałam i nic się już nie da zrobić. Oczywiście ciągle piszę per JA, ale w tym wszystkim jest też mój mąż - trzymamy wspólny front, nie dajemy jej wyczuć żadnej wyrwy, przez którą ona mogłaby i chciałaby się prześlizgnąć, która dałaby jej poczucie, że może sobie z którymś z nas pogrywać, bo to drugie stanie w jej obronie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Toksyczna - dojrzewanie może pogłębić takie zachowania. Dlatego pytałam o badania. Również w kierunku tarczycy. Mój Syn ma obecnie 12 lat. Ma 160 cm wzrostu i waży ... 32 kg... Uprawia sporty. Jest zdrowym chłopcem. Powoli zaczyna miewać apetyt. Znaczy. Pytanie, jacy Wy jako dzieci byliście? Ja byłam niejadkiem, mój Mąż był niejadkiem - więc i dziecko siłą rzeczy musiało oddziedziczyć cos po nas.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Patrząc na pierwsza corkę ( jest już prawie dorosla) widze po niej, ze 30% jej osobowości, zachowania jest poprzez uksztaltowanie jej przez nas, a 70% poprzez jej wrodzonego usposobienia, U młodszych dzieci znacznie więcej procentowo ma wpływ na ich osobę uksztaltowanie ich, ona jedyna najmniejsza procentowość kształtowania, stymulacji przejela w procesie wychowawczym , jej urok i natura w zdecydowanej większości nią kierują Nikły miałam wpływ na nią odkąd pamiętam ( nie mowie ze w ogole bez przesady, no ale mimo mój sprzecznych pogladow, często swoje poglądy realizowała kierując się własnym gustem, własnymi preferencjami u upodobaniami, ideami) typ który lubi iść pod prąd a nie płynąc z prądem-wrodzone , większy mam posłuch i wpływ wobec młodszych, choć z tym rożnie bywa czasami

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
. Czy Wasze dzieci liczą się z Waszym zdaniem? Tzn jeśli coś powiecie, to jest to święte i nie dyskutują? x ja uważam z eto dobrze ze dziecko dyskutuje, uczy się argumentować i rozmawiać. Nie moze byc tak że rodzić to powie i koniec a dziecko nie powinno się odezwać. u nas jest tak że np czegoś nie pozwalam a dziecko pyta dlaczego ja mówię dlaczego, on dalej próbuje swoich argumentów... a naiczęsciej kończy się tak ze jemu pierwszemu brakuje argumentów i poddaje sie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość_autoRka
Tak, temat dojrzewania był poruszony, córka jest wprowadzona w takie sprawy. Chociaż tak samo - z nią nie można ogadać o tym na poważnie, ja produkuję się 20min tłumaczę jakie zmaiany zachodzą, jak to się dzieje, czemu, po co, co będzie efektem - po 20 minutach jedynym, co ona z tego wynosi to słowo "miesiączka", które ją bawi jeszcze przez 3 następne dni. I ok, pewnie dzieci w jej wieku tak po prostu mają, ale ona doprowadziła nas do takiego stanu, że już wszystko stało się irytujące. Co do badań - właśnie w czwartek jadę z nią do laboratorium. Będzie miała pełną morfologię z rozmazem, OB, żelazo, tarczycę, glukozę. Pasożytów nie ma, badalam kał, ale profilaktycznie odrobaczamy się raz w roku (mamy psa). Może u jest jakieś źródło te beznadziei, zobaczymy. A jeszcze co do jedzenia - u nas też nie jest tak, że jemy owoce morza, kurze wątróbki i żabie udka. Jemy normalnie, różnorodnie, czasem są sałatki z kurczakiem, czasem zwykły schabowy, czasami pomidorowa, a czasem krem z dyni. Jest w czym wybierać. Jak jechaliśmy na te wakacje założyliśmy, że poluzujemy jej bacik, bo jedziemy tam odpocząć wszyscy, ona też. I tak samo podeszliśmy do jedzenia. Nie musiała jeść mielonego i surówek w barze mlecznym, miała dowolność wyboru, jak dla mnie przez 2 tyg mogła tam jeść hamburgery, frytki i hot dogi, byłabym przeszczęśliwa. Myślicie, że to coś dało? Jedynym co jej smakowało były gofry bez niczego. Bo nawet cukier był za słodki. Jak widziałam inne dzieciaki w jej wieku, nawet młodsze, całe skaczące pod sufit na hasło "idziemy na zapiekankę", czułam taki ból d**y, że to jest aż żenujące. Ale tak jak napisałam - to akurat u nas najmniejszy problem. Moja mama mówiła mi, że byłam niejadkiem, fakt, ale miałam swój żelazny zestaw, który zawsze zjadałam: pomidorowa, schabowy, gołóąbki naleśniki. U nas tym czasem nie ma nawert takiego zestawu, którym można się poratować kiedy jest już skrajnie. Zaczynam chyba wierzyć w karmę, musiałam coś ostro nawywijać w poprzednim wcieleniu, skoro teraz przyszło mi się bujać z tak trudnym dzieckiem :o

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Do badań dołącz jeszcze poziom kreatyniny, magnezu, elektrolity, sód, próby wątrobowe no i mocz oczywiście. Czy robiłaś kiedykolwiek córce USG brzucha?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość_autoRka
Nie, nigdy nie robiłam. A jaki to może mieć związek?? Ja i mąż byliśmy zupełnie inni od córki, rozmawialiśmy o tym z naszymi rodzicami. Tak samo nasze rodzeństwo. Próbowałam dojść do tego po kim ona mogła odziedziczyć taki charakter, usposobienie ale niestety - nie znam w naszych rodzinach nikogo, kto zachowywałby się w taki sposób.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×