Odpowiedz na ten temat

Bardzo młode wdowy!

  • Alice Lis 2017.04.20 [23:39]
    Jak sobie radzicie z poczuciem winy?
    Byłam u psychoterapeuty, polecił mi pisanie listów do męża. Naprzykład o tym czego mnie nauczyło jego odejście, co zrozumiałam, jak się zmieniłam, albo za co jestem mu wdzięczna. Powiedział że później mogę je spalić, że to może przynieść ulgę... Nie wiem. I tak cały czas rozmawiam z mężem kiedy zostaję sama.
    Biorę jakieś leki przeciwdepresyjne, trochę pomagają się zdystansować, ale i tak niekiedy ból i poczucie winy są nie do zniesienia. Najgorsze są poranki, budzę sie od snu i rzeczywistość wbija mi w serce setke igieł.
    Za trzy dni minie miesiąc od jego śmierci, a ja wciąż nie mogę uwierzyć w to, że to nie jest jakiś chory sen.
  • gość 2017.04.21 [14:08]
    Alicjo, bardzo Cię proszę, żebyś nie obarczała siebie winą. Po prostu miałyśmy szczęście trafić na takie słabe psychicznie osoby. W sumie w naszym społeczeństwie jest coraz więcej samobójców. Depresja jest chorobą cywilizacyjną, a samobójstwo podobno trzecią przyczyną śmierci wśród młodych osób. Wcześniej nie zwracałaś na to uwagi. Rozejrzyj się wokół siebie. Zobaczysz, że wiele osób będzie Ci opowiadać, że miało to samo u siebie w domu. Rodziny po samobójcach to z reguły bardzo życzliwi ludzie.
    Osoby uduchowione, wrażliwe emocjonalnie, uzdolnione artystycznie to często jednostki słabe psychicznie, nękane przez różne choroby umysłowe. Poczytaj Sobie o sławnych samobójcach, nawet o tych współczesnych. Czego im było w życiu brak? Miłości, sławy, talentu, urody, pieniędzy? Magda.
  • gość 2017.04.21 [19:05]
    Nie wiem, czy u Waszych mężów też tak było. Mój mąż miał bardzo duże huśtawki nastrojów, takie swoje fazy. Albo był bardzo kochający, opiekuńczy, wyciszony albo popijał i nagle wpadał w histerię , robił różne głupstwa za które później się wstydził. Jak miał tę swoją fazę wyciszenia to był najwspanialszym mężem i ojcem na świecie. Natomiast w furii zachowywał się jak despota. Odszedł w jednym z tych swoich ataków agresji. Miał dwa promile. Wykrzyczał, że mam kochanka i że jest to dla niego największy cios. Zaczął się śmiać i powiedział, że idzie się wieszać. Dodał jeszcze, że na pewno sobie bez niego nie poradzę i zobaczę jak wygląda prawdziwe życie. Wiele razy pogrywał sobie po pijaku na moich uczuciach, myślałam że żartuje i poszedł spać. Kiedy poszłam do niego było już za późno. Cały tydzień poprzedzający te wydarzenia zachowywał się zupełnie przyzwoicie. W tym dniu zachowywał się na tyle dziwnie, że nawet pomyślałam że mógł alkohol pomieszać z czymś innym... Magda.
  • KolejnaWdowa 2017.04.28 [22:13]
    Cześć dziewczyny
    Ale cisza
    Jak się trzymajcie
    Nie wiem czy każda zagląda tu po cichu tak jak ja żeby coś przeczytać nie mając może juz siły cokolwiek pisać tak jak ja
    Piszcie
    Buziak dla was wszystkich
  • Alice Lis 2017.04.28 [23:27]
    Cześć! Ja też zaglądam co jakiś czas, ale mam taką pustkę, nic mi si nie chcę pisać. Wogóle nic mi się nie chcę, a tak wiele muszę zrobić, pisać dyplom, uczyć się do sesji, nie wiem jak się pozbierać. Jestem po prostu ciałem, które ma możliwość chodzić, mówić, załatwiać jakieś sprawy, które już nie mają żadnego sensu.
  • gość 2017.04.29 [10:22]
    To normalne. Kiedyś przejdzie. Nauka to ciężka praca i potrzeba do tego spokojnej głowy. Trzymam z daleka za Ciebie kciuki za powodzenie na tych egzaminach. Musisz dokonać tego dla siebie i swojego dziecka. W tych czasach wykształcenie to bardzo ważna sprawa. Mój mąż wyrzucał mi, że pracuję i dokształcam się. Nawet próbowałam zrezygnować z pracy. Spójrz z czym bym teraz została. Ci zakompleksieni chyba tak mają, że dołują jeszcze tą najbliższą osobę. Uwierz w Siebie i własne możliwości!!! Świat stoi przed Tobą otworem. Ja w najbliższej przyszłości planuję ukończyć Magistra. Magda.
  • gość 2017.04.29 [10:26]
    A tak w ogóle napisz coś o Sobie. Mówiłaś, że Polska nie jest Twoją ojczyzną. Skąd pochodzisz? Muszę Ci powiedzieć, że zupełnie dobrze sobie radzisz z naszym językiem.
  • Alice Lis 2017.04.29 [12:30]
    Bardzo Ci dziękuję za wsparcie! To naprawdę dużo daje. Zauważyłam, że osoby, które miały w rodzinie samobójcę są z reguły bardzo życzliwi i chętne do pomocy, do rozmowy... Największe wsparcie okazują mi nie najbliżsi znajomi i rodzina, a właśnie zupełnie nieznajomi ludzie przez internet, ci, którzy zetkneli się w życiu z podobną tragedią i potrafią zrozumieć...
    Ja jestem z Białorusi, studiuję w Krakowie na UJ. A ty skąd jesteś, opowiedz o sobie.
  • gośćwdowa 2017.04.29 [20:53]
    Zgadzam się z Tobą, pomimo tego, że rodzina mi dużo pomogła i pomaga. To dużym wsprarciem są osoby również nam obce, które są/były w takiej, czy innej podobnej sytuacji. Ja też tutaj często zaglądam.
    Pozdrawiam.
  • gość 2017.04.30 [10:25]
    Ja jestem z Mazowsza. Mam 42 lata. Rodzina na początku pomagała, ale ktoś zaczął robić krecią robotę, bo przestałam być wygodna. Szukam powierników w świecie, ponieważ nie mam z kim za bardzo pogadać. Mąż tak naprawdę na własne życzenie doprowadził się do takiego stanu. Zawsze koledzy, jacyś fałszywi doradcy byli ważniejsi. Zagmatwał się w tym wszystkim. W pewnym momencie nastąpił jakiś dziwny splot różnych okoliczności, które go dobiły. W głowie wypalił się jakiś bezpiecznik. Dziś większość znajomych robi z Niego ofiarę. Ja czuję się tak jakbym była Jego oprawcą. Nieważne, że zostałam z trójką dzieci, których trzeba wychować i utrzymać. Nieważne, że to co dobre. Ważne wytykanie błędów. On był bohaterem a ja jestem tchórzem, bo muszę zadbać o to wszystko o czym On w tym swoim amoku zapomniał.
    Dzisiaj wszyscy wiedzą, że był chory i że potrzebował pomocy. Polak już taki jest, mądry po szkodzie. Magda.
  • gość 2017.04.30 [12:20]
    Jaga
    Czesc, jestem wdowa od prawie 1,5 roku. Maz zmarl nagle lekarz pogotowia po 70 minutach reanimacji strwierdzil zgon - przyczna NZK.
    Byl szok ,niedowierzanie.
    I tak zostalam sama z dorosla corka, ktora juz niebawem wyfrunie z domu.
    Teraz jest juz lepiej, co wcale nie znaczy, ze ok.
    Moj maz zmarl-kochalam Go nad zycie.
    Ale, no wlasnie ale......
    To wszystko co wydarzylo sie w ciagu roku przed Jego smiercia, to co mi zgotowal nie da sie nawet przelozyvc na slowa.
    Nasuwa sie jeden wniosek " pewni mozemy byc tylko samych siebie". Uczucia bolu, zalu miataja sie ze zloscia. Nie, nie z nienawiscia . Wszystko wybaczylam.
    Pozostala tylko pustka. ...... no i te nasze spotkania na cmentarzu i pytanie skierowane do meza i Boga. DLACZEGO? DLACZEGO kochana osoba tak postapila ze mna i dlaczego Bog pozwolil mu odejsc bez wyjasnien.
    Moze ktos porozmawia ze mna. Jaga
  • gość 2017.04.30 [12:33]
    A możesz napisać coś więcej? Podobny wątek został poruszony w "Przyjaciołkach", jestem ciekawa jak to było w Twoim przypadku. Pozdrawiam i przesyłam przytulasy
  • pajączek89 2017.05.07 [19:11]
    Od lat tu nie zaglądałam a dziś postanowiłam tu wrócić i coś napisać. Ja 7 lat temu straciłam najbliższą mi osobę, narzeczonego, który zginął w wypadku w pracy...
    Dziewczyny, 7 lat to bardzo dużo i jeśli, któraś zastanawia się dlaczego akurat ją to spotkało, mogę wam powiedzieć, że będzie się zastanawiać nad tym do końca życia.
    Jeżeli zastanawia się czy kiedyś przestanie boleć, powiem tak: NIGDY! Ale czas to wspaniały lek i nauczy was na nowo kochać i być szczęśliwym. Łzy przestaną płynąć codziennie, chmury choć pewnie teraz czarne zaczną się rozjaśniać. Pojawi się na waszej twarzy uśmiech i chęć życia na nowo. Być może pokochacie kogoś jeszcze ale ta osoba nie zabierze miejsca zajmowanego wcześniej mężczyzny. Ja teraz kocham ponad życie dwóch facetów! Jednego w niebie a drugiego tutaj...
    Nie mam pojęcia dlaczego Bóg pozwolił na to co się wydarzyło, ale po tych latach wiem jedno: życie jest bardzo krótkie i z jakiegoś powodu nadal jesteśmy, żyjemy.
    Żałuję tylko jednego, zmarnowałam 5 lat swojego życia bo byłam zła na wszystkich za to co mnie spotkało, próbowałam znaleźć jakiś sens w tym, odpowiedź dlaczego właśnie my... Nie potrafiłam zapomnieć o bólu i nienawiści do ludzi, którzy nas tak skrzywidzili a do tego doszedł jeszcze strach i zamknięcie się na innych w swojej skorupie z obawy przed kolejnym zranieniem...
    Dziewczyny uwierzcie mi na słowo, przyjdzie taki dzień, kiedy rano się obudzicie i poczujecie się dobrze, kiedy spojrzenie w gwiazdy wywoła na waszych twarzach uśmiech ale potrzebujecie czasu i wsparcia osób, które was kochają!
  • gość 2017.05.07 [20:10]
    Dziekuje "Pajaczku"
    Jaga
  • gość 2017.05.07 [20:12]
    Dziekuje "Pajaczku"
    Jaga
  • gość 2017.05.07 [20:13]
    Mieliście dzieci? Teraz masz kogoś?
  • anulka140289 2017.05.08 [21:18]
    do pajaczek dziekuje za pocieszenie u mnie dopiero minelo 3 miesiace odkad moj narzeczony nie zyje wcale dobrze nie jest a gdzie tu vale zycie ,Jedyne pociesenie ze pod sercem nosze jego dziecko i niebawem bedzie ze mna Na drugie smutek ze dziecko nie pozna dziecka i odwrotnie .
  • pajączek89 2017.05.09 [17:05]
    Do gość: nie dzieci nie mieliśmy. Mieliśmy za to mnóstwo planów. Nie wiem czy Wam to w czymś pomoże, ale ja rok po śmierci narzeczonego wyprowadziłam się z miasta, potem województwa a na koniec wyjechałam za granicę. Nie było mnie 2 lata w domu, wracałam tylko na święta. i to pomogło, znalazłam nowych przyjaciół bo starzy zawiedli, nawet bardzo... I dopiero jak zaczęłam sobie radzić z emocjami poznałam obecnego chłopaka, jestem z nim już 5 lat i dopiero teraz przestaje czuć tą ogromną nienawiść i pogardę do osób, które zaniechały swoich obowiązków i skazały na śmierć 4 cudownych facetów.
    do ANULKA: tata mojego obecnego chłopaka zmarł jak on miał miesiąc. Nie ma z nim żadnych wspomnień, tylko kilka jego zdjęć i dużo historii jakie mu opowiadano. Ma też ojczyma, który stał się dla niego tatą, z którym chodził na cmentarz na grób ojca. Bądź dobrej myśli, Twoje dziecko pozna ojca bo mu o nim opowiesz a Twój mąż pozna maleństwo, tylko inaczej niż to kiedyś planowałaś. Zrozumiesz to kiedyś, całkiem przypadkiem - zaufaj mi usmiech.gif
    Trzymacie się ciepło i pamiętajcie czas jest najlepszym lekarstwem oczko.gif
  • Anulka140289 2017.05.09 [20:57]
    do Pajaczek:Niewiem czy kiedykolwiek kogos poznam jak narazie o tym nie mysle mysle jak przeyrwam porod bez mojego partnera jak tylko widze na ulicy te szczesliwe rodzinki to szlak mnie trafia ja bede musiala sama z malenstwem spacerowac co do znajomych to fakt najlepsza przyjaciolka sie odemnie odwrocila ona ma chlopaka cieszy sie szczesciem a ja z nia nie umiem rozmawiac najgorsze sa ludzie jak klepia po ramieniu a w myslach ciesza sie ze to na nich nie trafilo.Niby czas lecz rany ale dla mnie czym dalej od wypadku tym gorsza tesknota'
  • gośćwdowa 2017.05.26 [20:21]
    Trzymaj się, na pewno dasz radę, będziesz miała dla kogo! Chociaż czasami na pewno łatwo nie będzie.
    U mnie chociaż już ponad rok minął, czasem się zastanawiam, czy kiedyś i u nas "wyjdzie chociaż trochę słońce" i będę umiała się śmiać i uśmiechać jak kiedyś...
  • samotna1976 2017.06.09 [09:38]
    Jestem tu po raz pierwszy i wiem że to co napiszę może sie wielu osobom nie spodobać i możecie mnie negatywnie ocenić. Mam 40 lat. Z moim partnerem byłam 15 lat. Nie mieliśmy ślubu. Od pięciu lat nie układało nam się i bylo bardzo źle przez chorą zazdrość do której nigdy nie dałam mu powodów, przez alkohol który łączył z bardzo silnymi lekami. Od poczatku naszej znajomości ciagle był zazdrosny, ale ostatni okres byl koszmarem, wszędzie szukał kochanków, do tego stopnia że nie mogłam zostać sama w domu lub pójść po zakupy,a do pracy potrafił w ciągu dnia po 100 razy dzwonić. Nie mówięć już o tym, że o wyjściu do koleżnki nie było mowy bo chciał iść razem. Mam córkę z pierwszego małżeństwa która w tym roku zdawała maturę. W końcu po kolejnej awanturze wyrzuciłam go z domu. Nie miałam juz siły. Tylko ja pracowałam on był na rencie. Utrzymywałam sama dom, ogród, samochód. Mimo wszystko dbałam o Niego jak tylko mogłam. Każdy mi mówił co ja robię, dlaczego tak sie poświęcam. Odpowiedź była jedna. Kochałam Go. Poszedł na stancję. Myślałam że sie opamięta, przeprosi i będziemy życ inaczej tak jak kiedyś. Jednak tak się nie stało. Po prawie trzech miesiącach od rozstania dostałam w nocy telefom że On nie żyje. Najprawdopodobniej nie wziął leków a pił alkohol. I sie zaczęło. Nie mieliśmy ślubu więc Jego syn żeby zemścić się na mnie, że Go zostawiłam sam zorganizował pogrzeb mimo, że podawał Ojca do Sądu i nie utrzymywał z Nim kontaktu od 14 lat. Wszyscy obarczyli mnie winą za to co się stało. Na domiar złego w poniedziałek był pogrzeb, a w sobotę mój siostrzeniec się żenił. Poszłam na ślub i wesele za namową rodziny chociaż było mi bardzo ciężko. I chyba dołożyłam ludziom temat do plotek. Mimo że nie byliśmy razem patrzyli na mnie jak na trędowatą. Teraz wiem że lepiej byłoby żebym została w domu sama. Żeby to wszystko nie było takie proste ojciec mojej córki mieszka w Niemczech i z córką przez 14 lat nie chciał sie widzieć. od dwóch lat utrzymuje z Nią kontakt i stara sie nadrobić stracony czas. Trzy dni po pogrzebie przyjechał do nas zapytać się w czym może pomóc. Jak go zobaczyli moi rodzice to znowu się zaczeło. Jak mogę go wpuścić do swojego domu. Ledwo miałam pogrzeb, a nastepny sie kręci. I nie idzie im wytłumaczyć. Obarczyli mnie też tym wszystkim co sie stało. Jak będe dalej żyła nie wiem. Wiem jedno w tej chwili jest strasznie samemu i nie mam siły wstawać rano do pracy. Nie planowałam takiego życia a jednak stało się.
  • gość 2017.06.09 [10:00]
    Odseparuj się kobieto. Nie możesz wziąć na siebie odpowiedzialności za nałóg i zazdrość partnera, które to doprowadziły de facto do tej tragedii. Jesteś jeszcze młoda, pół życia przed Tobą. Nie daj się zaszczuć. Masz możliwość wyjechania, odpoczynku od tej całej sytuacji? Wiesz, swoje w życiu też przeżyłam i wiem jedno - że w najmniej oczekiwanych momentach rękę do ciebie mogą wyjąć ci, po których najmniej się tego spodziewasz. Może były mąż mógłby Ciebie i córkę na jakiś czas do siebie wziąć? Tylko po to, abyś na chwilę zmieniła otoczenie, środowisko.
    Słuchaj, ludzie zawsze będą gadać. Co byś nie zrobiła, jak byś nie postąpiła. Sama o tym piszesz. Byłaś z partnerem - pytali co ty jeszcze przy nim robisz. Zmarł - obarczyli Cię za to winą. Poszłaś na wesele siostrzeńca - okrzyknęli Cię zdrajczynią. Kto wie co tam jeszcze o Tobie gadają. OLEJ to, w ogóle nie nasłuch*j, nie przyjmuj do wiadomości tego, co mówią. To jest TWOJE życie, TY SAMA najlepiej wiesz co przeżyłaś, TY znasz prawdę i wiesz jak naprawdę było. Nie daj zrobić z siebie kozła ofiarnego, bo to nie im były partner rujnował życie przez ostatnie lata.
    Powodzenia dziewczyno, głowa do góry. Masz córkę, masz dla kogo żyć. Całe życie przed Tobą. Spróbuj odciąć się na jakiś czas od rodziny, znajomych. Daj sobie czas, daj sobie czas. Z całych sił trzymam za Ciebie kciuki.
  • samotna1976 2017.06.09 [14:28]
    Bardzo Ci dziękuję za słowa otuchy. Sama widze, że wariuję i nie mogę sobie poradzić ze sobą. Nic mi się nie chce, nie mam siły wstawać, w pracy siedze bo muszę. Od dziś zostaję sama z córką bo mój były mąż mieszka w Niemczech i musi wracac do pracy. Nigdy też nie przypuszczałam, że mi pomoże w tym okresie. Tak jak piszesz nie spodziewamy się nawet kto może by przy nas w tych trudnych momentach.
  • gość 2017.06.12 [11:51]
    Mi najbardziej pomógł kolega męża. Kiedyś się nawet przyjaźnili. Później każdy założył swoją rodzinę i zaczęła się rywalizacja. Każdy chciał mieć więcej, lepiej wyglądać. Nie lubiłam typa tym bardziej, że zawsze mi dokuczał. Mówił, że źle wyglądam albo że jestem glupiutka. Po śmierci mojego męża zaoferował swoją pomoc ryzykując własną reputację. Nie patrząc na to co ludzie gadają pomógł mi stanąć na nogi i uwierzyć w siebie. Sam oberwał chyba jeszcze więcej ode mnie. Są na świecie dobrzy, bezinteresowni ludzie. Magda.
  • samotna1976 2017.06.12 [12:31]
    Właśnie, nigdy nie spodziewałabym się że były mąż mi pomoże mając swoją rodzinę, tym bardziej, że przez 14 lat nie interesował sie nami w ogóle. Przyjmując jego pomoc też szarpnęłam swoją reputację, bo jest to mała miejscowość. Ale teraz nie patrzę na to, bo nikt z tych osób nie wie jaki koszmar człowiek przeżywa w domu będąc samemu.
  • gość 2017.06.12 [12:43]
    samotna1976
    Daj spokój to nie jest twoja wina .
    Twój facet miał problemy i mógł sie leczyć . Wybrał taka drogę a nie inna.
  • gość 2017.06.12 [14:10]
    Nawet nie myślałam, że życie samotnej kobiety może być aż tak dramatycznie trudne. Tak jak Ty potrafię zadbać o byt. W październiku będzie dwa lata jak nie żyje mój mąż. Wiele osób próbuje włazić w moje życie z butami począwszy od matki a skończywszy na zupełnie obcych ludziach. Mam 42 lata i swój rozum.Mogłabym napisać epopeje o swoich przeżyciach.Bycie młodą wdową to koszmar. Często brakuje męskiego wsparcia a jednak nie potrafię zbliżyć się do żadnego faceta. Wolni mają jakieś swoje ukryte wady a zajęci to nie dla mnie. Mam wystarczająco dużo swoich problemów, żeby obarczać się jeszcze cudzymi. Ostatnio uczepil sie jakis palant na fejsie. Po paru godzinach znajomosci byl gotowy na blizsza znajomosc. Nie jestem az tak zdesperowana aby sie rzucac na pierwszego lepszego. Dostal kosza. Strasznie wyzwal. Nigdy wiecej. Mieszkam na wsi. Musiałam szybko i w tajemnicy reorganizowac swoje życie. Im mniej osób jest wtajemniczonych w nasze plany tym lepiej. Jeśli się nie obrazisz, co zrobił Twój facet żeby zejść z tego świata i kiedy to było? Mam spore doświadczenie z otoczeniem, emocje opadły, mogłabym w czymś pomóc.Czuję, że mamy wiele wspólnego.
  • Kolejnawdowa 2017.06.13 [22:58]
    Cześć dziewczyny
    Każda ma tu swoje doświadczenie ,każda z nas niesie jakiś krzyż choć czasem wydaje mi się że nie mam siły już go dźwigać
    Sama nie wiem czy to normalne bo trochę czasu już minęło (8 miesiecy) to tak jakby teraz wychodzi wszystko za mnie,na nic nie mam siły ,nic mi się nie chce " żyję bo żyje"chyba wcześniej żeby nie myśleć o tym wszystkim aź tak (bo i tak sie caly czas myśli)nie popaść w depresję robiłam wszystko na 200% a teraz nie mam siły po prostu nie mam siły do niczego
    Mam nadzieje że to kolejna faza żałoby i kiedyś przejdzie
    Przytulam was wszystkie gorąco
  • gośćo 2017.06.17 [22:37]
    Minely 2 tygodnie.przestalam plakac.mialam troche czasu by sie przyzwyczaic do samotnosci(maz lezal w szpitalu ok miesiaca).Tesknie bardzo,pisze do niego codziennie,ale najbardziej boje sie samotnosci.Kochalam go i kocham nadal bardzo.Teraz gdy go nie ma odkrywam jego sekrety i nie wiem co mam myslec.bylismy razem ponad 15 lat myslalam ze go znam,ze mnie kocha(byl moim pierwszym chlopakiem jedynym mezczyzna).Cierpie ale jednoczesnie mam zal,ze mnie zostawil,ze nie mowil wszystkiego.zostalam sama z 2 dzieci a jestem troche po 30-tce.Zawsze bedzie w moim sercu ale postanowiłem ze nie bede sie uzalac bede zyc dla dzieciakow.
  • gośćaneczka140289 2017.06.20 [15:38]
    do gosc wiem co przezywasz ja tez jestem jakbym mloda wdowa nie bylam po slubie tylko po zareczynach od smierci mojego narzeczonego minelo 4 miesiace zginal nagle w wypadku przy pracy mial 26 lat ja 28 jak zginal bylam w 6 miesiacu ciazy juz urodzilam pieknego synka Bol i placz jest gorszy niz na poczatku .Kazdy patrzy na ciebie jak na trendowata jak sobie radzisz jak wygladasz itp.Dla mnie straszny byl samotny porod i samotne macierzynstwo to straszne ze dziecko nie pozna nigdy swojego ojca i odwrotnie nigdy sie z tym nie pogodze

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...