Odpowiedz na ten temat

Wasz pierwszy poród

  • marzena32 2005.07.27 [13:52]
    Ojej ale 14 lat temu to poród wyglądał jednak inaczej niz teraz . 14lat temu to nawe dziecko pokazywali jeszcze przez szybe a teraz to mozna na sale wejść do mamy z dzieckiem i niewazne , czy to mąż , mama, czy kolezanka.I zalezy jacy sa lekaże , a przedewszystkim położne ja rodziłam w zwykłym szpitalu w małym miescie i niechciałabym sie zamienić na warszawę ,gdzie pchały sie moje znajome i zle na tym wyszły .Jedna miała próżnociag zakładany i dziecko miało bark wybity i krwiaka na głowie jak pięść .Zreszta niema regóły co ma być to będzie ,ale jakby kazda kobieta tak myslała że sie cos stanie ,to niebyło by chyba wogóle dzieci na tym swiecie.Nas też bo nasze mamy jak nas rodziły to dopiero miały wesoło ,kiedyś było na porodówkach 1000razy gorzej i dzieci przychodziły na świat .Więc powtarzam niema nic piękniejszego niż cieplutki bobasek połozony na piersi mamy po urodzeniu usmiech.gifusmiech.gif . Pozdrawiam !
  • Zobacz także: Seanse kinowe na polskiej porodówce

  • położna z sali porodowej 2005.07.27 [14:48]
    Zabiegu nacięcia krocza wcale nie wykonuje się rutynowo. Zależy to od wielu czynników Nieprawdą ,jest jak tutaj nieco wcześniej pisze kobieta ,że nacina się krocze dla" wygody" położnych. Bardzo ważną role odgrywa tutaj zdyscyplinowanie i współpraca pacjentki. Oczywiście budowa krocza też ma znaczenie. I nigdy z góry nie można założyc ,że tej pacjentce natniemy krocze a tej nie.. Decyzje o nacięciu krocza podejmuje położna praktycznie w ostatniej chwili , w momencie ukazywania się główki w kroczu. I jeśli pacjenta współpracuje to można wtedy popracować na tym kroczem. Oczywiście sam moment urodzenia się główki przy ochronie krocza przedłuża się i niektóre pacjentki tego nie wytrzymują. " Pracująć " nad kroczem trzeba doprowadzić je do tego ,że włókna mięśniowe nie będą już takie sztywne i łatwo ulegną rozciągnieciu. Natomiast jeśli widzimy ,że napięte max krocze " bieleje " nam to znaczy ze skóra jest już rozciągnietą max i widać drobne pęknięcia naskórka to wtedy podejmuje się decyzje o nacięciu krocza. Dobrze napięte krocze powoduje ,że i rana po nacięciu jest dużo mniejsza. Natamiast jeśli pacjenta jest niespokojna nie potrafi oddechem opanować parcia to żadna położna nie odważy się nie naciąc krocza. Siła parcia jest czasami tak duża ,że idzie to jak burza. A główke dziecka należy wytaczać spokojnie . Jest to ważne ze wzgłedu na ciśnienie panujące w tym czasie w głowce dziecka. Od tego jak zostatnie wytoczona główka czesto zależy dalszy rozwój dziecka. Dlatego czasami drogie kobietki ni e warto tak bardzo upierać się przy tym by nie mieć nacinanego krocza. Często gęsto poród jest powikłany , trudny , ,życie dziecka wisi na włosku jak również jego zdrowie i w tym momencie krocze matki jest najmniej nas interesującą stroną.Oczywiście w krajach zachodnich nie tak często się nacina krocze ale tam standardy są zupełnie inne. Tam zarówno położna jak i kobieta mają pełne zaplecze udogodnień w postaci choćby wanny z ciepła wodą.( co u nas jest tylko w nielicznych szpitalach) Woda rozlużnia mięśnie krocza i wtedy ryzyko rozerwania takiego krocza jest dużo niższe niż podczas zwykłego porodu. I nie chodzi tutaj o odbieranie porodu w wodzie. Samo przebywanie w ciepłej wodzie podczas pierwszego okresu porodu powoduje ,że tkanki mięśniowe są nieco rozlużnione. Jeśli macie jakieś panie pytania to chętnie moge na nie odpowiedzieć poprzez maila.Niezbyt często moge na bieżąco śledzić to co piszecie.Maila podałam przy pseudonimie. Pozdrawiam i życze samych szczęśliwych porodów.

  • Barbarella28 2005.07.27 [15:09]
    Witam!
    Ja rodziłam pierwsze dziecko w grudniu 2004. Poród był naturalny ale zabiegowy. W ostatniej fazie porodu użyto próżnociągu, żeby pomóc dziecku. Znieczulenia nie miałam, krocze zostało nacięte. Poród trwał 12h. Przy porodzie był ze mna mąż i to chyba mi bardzo pomogło bo nie skupiałam się tylko na bólu. Najpiękniejszy był moment kiedy urodziła się główka, zaraz potem ramionka i synek był już z nami. Bardzo szybko doszłam do siebie i chwalę sobie że nie zrobili mi cc, bo i takie ryzyko było. Drugie dziecko też chciałabym w przyszłości rodzić z mężem i w tym samym szpitalu. Uważam, że cc na życzenie to świadome planowanie operacji, bo to w końcu jest operacja. Zakładaja cewniki, nie można chodzić i straszne problemy z karmieniem piersią. Brr

  • ciąża to nie choroba więc 2005.07.27 [15:31]
    dlaczego rodząca jest nazywana pacjętką???????????????
  • też pacjentka 2005.07.27 [16:06]
    oczywiście ale każdy bywalec szpitala do pacjent , sklepu to klient a urzędu to petent. A jak inaczej mówić na kobiete rodzącą co? Jest w szpitalu , otrzymuje leki więc jest pacjentką. kurcze ludzie szukają dziury w całym usmiech.gif
  • do gory temat 2005.08.04 [12:03]
    dlaczego nikt nie pisze
  • aaaaaaaaaaaa 2005.08.05 [12:10]
    bo nikt nie zacionzyl a inne porodzily i nie maja czasu
  • nim przeczytałam 2005.08.06 [16:03]
    ten topik nie chciałam rodzić przy mężu. teraz wiem już, że to konieczność.
  • Iwona 2005.08.06 [16:37]
    Wiem,ze brzuch po cesarce boli.Jestem na to przygotowana.A czy porod naturalny to taka blahostka?Kilka miesiecy temu kolezanka urodzila dziecko i przy okazji hemoroidy.Teraz czeka ja operacja.po porodzie 2 tygodnie nie mogla siadac i cierpi do tej pory.O seksie nie ma mowy,bo swiadomosc,ze zwisa jej cos z tylka odbiera chec.Co do piersi-nie ma znaczenia czy byl porod naturalny czy cesarka-wiele kobiet narzeka na problemy z karmieniem,bolem i infekcjami.Zdania nie zmienie bez wzgledu na opinie innych.

  • bea67 2005.08.06 [16:45]
    WITAJCI!!!!!!!!!
    Dziewczyny kazda kobieta rodzi inaczej ,ja po pierwszym porodzie dlugo nie moglam doisc do siebie apo drugim, 2 godziny po przywiezieniu na sale bralam juz prysznic.
  • gumecka 2005.08.06 [21:09]
    Ja mialam CC i nie powiem zeby nie bolalo bo wlasciwie wszystko czulam, miala znieczulenie w kregoslup. Czulam jak mi tam narywaja w srodku i najgorsze bylo wyciagniecie malenkiej bo siedziala mocno wkomponowana w zeberka moje. Lezalam caly dzien i nocke plackiem i powiem ze obkurczanie macicy bylo najgorszym przezyciem. Ale teraz w 6 tygodniu po porodzie juz nie pamietam co czulam bo mam coreczke ktora kocham nad zycie a blizna ech no jest malnka i dokucza jak jest zmiana pogody ale zyje i jest ok.

  • mirabellla 2005.08.06 [21:22]
    A powiedzcie na czym polega to"Oddychanie" w czsie porodu,ktorego ucza w szkole rodzenia.Chodzi o to,zeby spokojnie i gleboko oddychac???
  • Catalina 2005.08.07 [00:20]
    w zupełności zgadzam się z \"rubiną\".

  • żal mi was 2005.08.07 [10:59]
    Gdyby poród był taką cudowną sprawą nie byłoby tyle cesarek na życzenie!!
  • trzeba byc nieźle 2005.08.07 [16:54]
    porypanym by prosic o cesarke jeśli nie ma takiej potrzeby. Zanim urzalać się nad sobą to lepiej pomyśłec o dzidzi jak jej pomóc by c szybko przyszła na świat w sposób naturalny. Teraz to mamy ameryke jeśłi chodzi o porody a co maja powiedzieć nasze babcie,mamy???- gdziue tuż po porodzie musieli iśc w pole do buraków
  • uppppppppp 2005.08.08 [16:17]

  • to było w 4 lata temu 2005.08.08 [17:16]
    Ulek - 25 lat. Dwoje dzieci - synów 4 i 2.5 roku.
    Muszę wam powiedzieć, że bardzo się cieszę, że moga tu sobie popisać.....
    Ja rodziłam pierwszy raz 4 lata temu i było to tak............
    to był 17 czerwiec, Ifinał I edycji Big Brothera...... Ni cholery nie chciałam jechać do szpitala chciałam obejrzeć to wydarzenie nie po to oglądałam dzień w dzien(przynajmniej miałam zajęcie). Tym bardziej, że było już 2 tyg. po terminie - ale u lekarza byłam wcześniej i było oki- lekarz rzekł: wlazło to i wylezie! wiecznie siedzieć tam nie będzie spoko.znudzi mu się to da znać. Tylko dlaczego przed samym końcem finału.......ale zęby w zęby i mówie nie poczekaj jeszcze....,ale nie chciał. Przez ostatnie 3 tyg. jeździłam rozklekotanym maluchem (jako pasażer na wycieczce)po werepach by wytrząsnęło do skutku i nic.....a teraz w takim momenicie..... No cóż ale wkońcu i tak bardzo się stęskniłam za moim maleństwem - więc w malucha i do szpitala!!!! 500 metrów przed szpitalem..........zabrakło paliwa !!!!!! smutas.gif MYŚLAŁAM, ŻE MNIE WEŹMIE!Mąż mówi dobra to idziemy.... Ja mu sam se idź ja nie ruszę nogą!! O tyle dobrze że psychicznie się nastawiłam do tego porodu, że musi wyjść i koniec. Tak jak lekarz powiedział:"wlazło to wylezie". Starałam się nie stresować. Wezwaliśmy taxi, ale się uśmiał....mówi, że mu się nie opłaca..... Obiecałam mu że tylko ich korporacją będę jeździć(na dzień dzisiejszy mam już 45%zniżki). dojechaliśmy..... Wszystko fajnie, ale.............wszyscy oglądają finał!!!! No to się przysiadłam,ale mój niusiek też chyba pragnął zobaczyć końcówkę chociaż!!! Powiedziałam, że zaraz wracam...Nawet nie wiem czemu. Wiedziałam,że bardziej boleć nie będzie niż bóle miesiączkowe,...no może troszkę jeszcze pokuje. Była już 1 w nocy jakaś kobicina wrzeszczała na ostatnim piętrze.....to była PORODÓWKA!!! no dobra przyszłam urodzić, mąż ze mną nie chciał przegabić tego wydarzenia nastawił się i nie słuchał, że może zemdleje itp. Przyszedł zobaczyć po prostu jako pierwszy maleństwo!Oki podłączyli KTG i czekają. Wychodziło,że już powinno dawno boleć a mnie tylko kuje.... Wtenczas położna pyta dawno odeszły wody?? A ja jakie wody??!!! Nic nie wychodziło!! Okazało się że jestem w błędzie.... odeszły w momencie kiedy pani dała mi tabletkę bym wypróżniła (bez lewatywy)po prostu pognało do łazienki. Zaczęli wzywać lekarza, lae zanim przyszedł....na mojej piersi leżało maleństwousmiech.gif .....4500kg i 61kg. Nie pisnęłam wogóle nie krzyczałam....no bo niby jak obudziłabym te bliźniaki co kobiecina rodziła przede mną. Poród trwał 10 minut, z bólami 3h.Dotarł lekarz. I ze zdiwieniem spytał po co go wołali do zawodowczyni, a ja mu,że to pierwsze.... Nie uwierzył. Z tym nacinaniem krocza to nawet nie wiem kiedy mi nacinali. Za to wiem KIEDY ZSZYWALI!!!!!!!!!!! W tym momencie poprosiłam o znieczulenie a oni w śmiech...... TERAZ? Oczywiście dali miejscowo. Także było fajnie...... gorzej z drugim, ale to inna historia!!! Żal mi było,że nie pobawiłam się na tych wszystkich zabawkach typu piłka drabinki itp. PO PROSTU NIE ZDĄRZYŁAM - POBAWIĆ MOGĘ SIĘ GDZIE INDZIEJ JA POSZŁAM TAM WKOŃCU TYLKO URODZIĆ NIE!?
  • gosai 2005.08.08 [17:26]
    ale super opisalas ten swoj porod!!!! dzieki
  • a propo drugiego porodu - ULEK 2005.08.08 [17:33]
    No tu to było zupełnie odwrotnie !!!!! Trochę to moja wina... nastawiłam się, że będę się bawić, krzyczeć itd.
    Znowu było 2 tyg. po terminie!! Listopad zimno, sennie i wogóle nic mi się nie chciało.....tym bardziej rodzić, ale dzidi ciało i już. No więc na izbę przyjęć. 29.11 o godz. 18. Fakt trochę sama z mężem to przyśpieszyliśmy (jakby ktoś chciał wskazówki to zapraszam na mailausmiech.gif . Ale co tam. Teraz to dopiero bolało....... ale mówię sobie spoko urodzimy i po bólu. Nie? Kazali chodzić.... to chodziliśmy.....cały korytarz porodówki zapchany jak na Marszałkowskiej!! Ale jak ja wychodziłam to wszystkie się chowały....no co wcześniej nie krzyczałam...usmiech.gif do dziś pamiętam oddźwięk szczoteczki jaką pani sprzątaczka szorowała podłogę na porodówce.. wrrrrrrrrr. Ale na noc przeszło....smutas.gif Rano się budzę oczywiście na porodówce. Niby oki?! Ale przeszedł pan doktor i "przed śniadankiem rodzimy. oki?" Ja na niego patrzę... a on"jakieś pytania??" Ja nie nie, tylko trzymam za słowo!!! ok.9 się zaczęło. piłka drabinka i inne zabawki w ruch..... potem podobno nieźle na wrzeszczałam....(jeden pan uciekł od żony przed porodem, bo jakoś zwątpił po moich krzykach...)ale co tam ja dalej swoje !!! Mąż oddychaj już jest prawie na świecie nasze maleństwo a ja mu na to " nie umiem" i już. to do wanny, tam z bólu prawie zasnęłam.... oni oki to teraz na łózko i do dzieła. No i przed śniadaniem urodziłam. Maleństwo zabrali (3700kg 58cm) na badanie a ja fik złóżka do wanny, czułam się taka brudna a powiedziałam sobie no co wkońcu urodziłam już to teraz chwila dla mnie. mąż pomógł. I całe szczęście bo nie pamiętam jak znalazłam się zpowrotem na łóżku....... zemdlałam. Ale już mam wszystko za sobą!!!

    POWODZENIA DLA WSZYSTKICH!!!DACIE RADĘ!!!! WSPIERAM WAS MYŚLAMI ..... NAJWAŻNIEJSZY JEST PARTNER!! WIĘCEJ WIARY CHŁOPAKI, NA ŻADNYM PROGRAMIE NIE ZOBACZYCIE JUŻ TAKIEJ AKCJI Z WASZĄ KOBIETĄ W ROLI GŁÓWNEJ.

    www.braciszki.smyki.pl
  • bbbbb 2005.08.16 [23:51]
    hop hop
  • rosa 2005.08.27 [13:14]
    Narazie dziękuję za dziecko.... jak dojrzeje do tego za kilka lat to urodze w prywatnej klinice na poziomie choćbym miala oszczedzac na to rok... nie dam się ponizyć i sobą pomiatać...

  • nina82 2005.08.27 [15:39]
    Mam pytanie odnośnie cesarskiego cięcia.Jestem bardzo drobna i slyszałam że w takim przypadku mozliwy jest tylko taki poród (przez cearskie cięcie) z uwagi na to że mogę mieć zbyt wąska macicie. Czy ktos móglby się wypowiedzieć na ten temat?? proszę
  • lama 2005.08.27 [21:18]
    Drogie panie przyszłe matki i obecne.Samo posiadanie dziecka jest czyms cudownym. Chodzicie do szkół rodzenia itp, duzo czytacie i słuchacie opowiesci kolezanek i ciotek poco to wszystko nikt za was nie urodzi napewno jest lepiej byc przygotowanym do porodu. Uwazam osobiscie ze młode matki sa obecnie słabo przygotowane do macierzyństwa, mimo szkół rodzenia i dostepnej lektury.CO DO PORODÓW RODZINNYCH mam mieszane odczucia.

  • agais 2005.08.28 [04:06]
    moj pierwszy(narazie jedyny) porod wspominam bardzo dobrze.do konca nie bylam pewna,czy rodze,bo choc skurcze pojawialy sie regularnie,to nie byly zbyt silne i co jakis czas w ogole robily sobie przerwe na godzinke lub dwie.w sobote 15 stycznia pojechalam do szpitala na wszelki wypadek,podlaczono mnie do KTG,sprawdzono rozwarcie,okazalo sie,ze jest 1 cm,ale szyjka wciaz twardawa i dluga.wrocilam do domu.nastepna dobe spedzilam na zapisywaniu godzin skurczow,ktore co jakis czas wystepowaly co 5 minut nawet,by znowu zaniknac na kilka godzin i tak na zmiane.byly ciagle slabe,wystarczylo,ze skupilam sie na sekunde na spokojnym oddychaniu albo przeszlam szybkim krokiem po mieszkaniu,aby pomoc sobie w bolu.mimo wszystko nie pozwalaly mi spac juz od poprzedniego dnia(gdy tylko wpadalam w pierwszy sen budzil mnie skurcz).dlatego bylam juz wycienczona brakiem odpoczynku.tak wiec w niedziele wieczorem wybralam sie znowu do szpitala z nadzieje,ze mam juz wieksze rozwarcie..niestety nie bylo zadych postepow!troche sie podlamalam i poprosilam polozna o jakas pomoc,tlumaczac,ze jak przyjdzie czas prawdziwego porodu,to nie bede miala dosc sil.zrobiono mi wiec apukunkture,ktora miala miec dzialanie przyspieszajace porod.nie wierzylam w to,ale usmialam sie przynajmniej troche,bo tatus dziecka,ktory siedzial przy moim lozku nie mogl wytrzymac na widok igiel sterczacych z mojego czola,czubka glowy i innych punktow na ciele,co mnie tez pobudzalo do ,moze glupiutkiego,ale odzywczego,smiechu.po zabiegu wyslano mnie bo domu z poleceniem zrobienia sobie goracej kapieli i pojscia do lozka.gdybym miala trudnosci z zasnieciem mialam przyslac meza po tabletki nasenne i przeciwbolowe o drugiej w nocy.probowalam wiec zasnac,ale nic z tego nie wyszlo,chociaz pomagalam sobie butelka z goraca woda,ktora przykladalam do podbrzusza i krzyza podczas skurczow.byly one na tyle silne,ze nie daly mi spac.myslac,ze to brak snu od ponad doby sprawia,ze bardziej boli,nie zdawalam sobie sprawy,ze zaczynam naprawde rodzic!tymczasem obudzilam meza i wyslalam go po tabletki.przywiozl je okolo 3.30 nad ranem,zazylam je i przespalam sie do okolo 4.30 po czym znow obudzil mnie skurcz.byl naprawde bolesny.jednak ja,wciaz nie wierzac,ze kiedykolwiek urodze,poszlam znowu do wanny z goraca woda,ktora to juz nie dzialala az tak kojaco jak wczesniej i zaczelam sie w tej wannie,podczas skurczow,miotac jak szalona starajac sie jakos sobie ulzyc.wyszlam z wanny,bylo po piatej.chodzilam po mieszkaniu w te i we wte,czekajac na skurcze,ktore robily sie mocniejsze.wreszcie,gdy podczas jednego z nich zaczelam gryzc kanape w salonie,obudzilam meza i kazalam sie zawiezc do szpitala(wciaz nie wierzac,ze to juz,ale majac nadzieje,ze jest chociaz kilka cm rozwarcia).przyjechalismy,,okazalo sie,ze jest juz 8 cm!!spytalam,czy moge w takim razie wejsc juz do wanny.byla 7 rano.maz wrocil do domu po aparat i dal znac wszystkim znajomym,ze rodze.wrocil do mnie okolo 15 po 7.po pol godzinie poczulam chec parcia i urodzilam moja sliczna coreczke o 8.09.
    kilka nieznacznych pekniec(szesc pojedynczych szwow w roznych miejscach),normalna utrata krwi,wszystko inne tez w normia.chyba oprocz bolu i czasu,zbyt szybko poszlo jak na pierwszy porod!
    no,ale ja mam szerokie biodrasmiech.gif

  • matka ze stażem 2005.08.28 [10:58]
    Sam poród czyli wydalenie dziecka to był dla mnie pryszcz. Zdecydowanie gorzej było wcześniej. Do szpitala udałam się ok. 2 w nocy z silnymi skurczami. Zbadali mnie i kazali mi iść spać. Niestety snu nie zaznałam, bo średnio co 5 minut siadałam z bólu na łóżku. O 6 rano do skurczów dołaczyły wymioty. Każdy skurcz powodował wymioty. Więc chodziłam z " nerką" i ligniną. A siostry tylko patrzyły... Ok. 10 rano w drugą rękę podano mi kroplówkę, którą musiałam ze sobą nosić na żelaznym stojaku. Kroczę mi ogolili i szczerze mówiąc byłam tak zmęczona, że nie obeszło mnie to szczególnie. Lewatywy nie miałam, bo jadłam prawie dobę wcześniej, a wymioty pomogły mi się oczyścić. Godzinki leciały. Koło 16 stwierdzili, że może bym już urodziła. Położna kazała przeć, w międzyczasie ugniatając mi brzuch. Po około 30 minutach!!! przyszła Pani Doktor, która to była drugim lekarzem którego widziałam na oczy odkąd przyjechałam do szpitala. Na całe szczęście owa lekarka pomyślała i przebiła mi pęcherz płodowy. Urodziłam w kilku skurczach. Nacinali mnie, ale to wcale nie bolało. Nie wiem czy szycie boli, bo zaraz po porodzie dostałam narkozę, aby mogli mi wyjąć łożysko. Podczas łyżeczkowania dostałam krwotoku. Następnego dnia podawali mi krew. Dziecko widziałam przez chwilę po porodzie, a potem dopiero po kroplówce. Przeniesiono nas na septę, ponieważ miałam jakieś zakażenie. Pielęgniarki od dnia porodu karmiły małą butelką, pierś dostała dopiero drugiego dnia. Nie chciała ssać, więc po wielu próbach zrezygnowałam z karmienia. Urodziłam w środę, a w niedzielę wypisali nas do domu. To był najszczęśliwszy moment od kilku dni...
    Moje dziecko ma 6 lat, pamiętam wszystko, ale ból tylko wtedy, gdy o tym pomyślę.
  • aż mi słabo jak to czytam 2005.09.11 [16:29]

  • mam takie pytanie 2005.10.11 [11:55]
    Czy można przed porodem użyć kremu depilującego zamiast maszynki do golenia?

  • nastOOlata 2005.10.11 [17:03]
    podnosze, bo temacik ciekawy jezyk.gif
  • straszny koszmar 2005.10.11 [18:51]
    ledwo uszłam z zyciem!
    Depresje mam straszną, krocze niemiłosiernie ponacinane, kleszcze...
    Anemia, do tego nawrót hemoroidów

    Rodziłam ponad 20 godzin, w tym 12 godzin koszmarnych skórczów, błagałm o cc to mnie wysmiali

    podczas skurczy, położna robiła mi na łóżku porodowym lewatywę, nawet sie nie sprzeciwiłam bo byłam tak otumaniona bólem, musiałm sie załatwic na leżąco, do tego włożono mi cewnik, bo nawet tyłka nie mogłam podniesc na basen.

    Cały czas płaczę, nie wiem co się ze mną dzieję , mam koszmary zwiażane z porodem, nie wiem co robić?
    Moja krocze b. zle sie goi, boli niemiłosiernie.
  • dzikuskaa 2005.10.12 [00:12]
    o Boże współczuje ci serdecznie, jak ty to przezyłaś??


    wielki ukłon


    inapewno zapłace za cc

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...