Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Jak ratować związek

Polecane posty

Gość gość

Na początek się przedstawię - mam na imię Ewa, mam 42 lata. Mój mąż ma 58 lat, niedawno obchodziliśmy 20. rocznicę ślubu. Mamy (a raczej mieliśmy) bardzo udane życie, uważałam nas do tej pory za małżeństwo idealne (choć wiem, nie ma ideałów, ale dla mnie było idealne). Do tej pory - z racji, że mamy prawie tylko siebie (rodzice męża nie żyją, ja nie pochodzę z dobrej rodziny - ojciec pił, matka sobie z niczym nie radziła, więc nie utrzymuję z nimi kontaktu) spędzaliśmy zawsze cały czas razem - razem też pracujemy. I było nam z tym zawsze bardzo dobrze. Opiszę może pokrótce moją relację z mężem, bo to chyba ważne w tym wszystkim - przynajmniej psycholog, do którego chodzę (żeby uporać się z trudnym dzieciństwem) o to pytał. Można powiedzieć, że mąż uratował mi życie - nie przed śmiercią, w tym sensie że gdyby nie on, moje życie wyglądałoby dziś dużo, dużo gorzej. Na pewno nie skończyłabym studiów, nie miała takiej pracy, nie obroniłabym doktoratu, nie zrobiłabym aplikacji - zwyczajnie nie byłoby mnie na to stać, kiedy go poznałam tułałam się po wynajmowanych pokojach i usiłowałam łączyć dzienne studia z pracą kelnerki wieczorami, co było bardzo trudne, a na zaoczne studia nie było mnie stać). Co jeszcze ważniejsze - jako dziecko/nastolatka zawsze myślałam, że nie mam szans na lepszego męża niż moja matka. I codziennie dziękuję losowi, że mąż nie wraca pijany (nie zdarzyło mu się to nigdy, pije maksymalnie 2 lampki wina), że nigdy nie podniósł na mnie ręki, że nigdy mnie nie obraził, że nie zmuszał mnie do seksu (to wszystko robił mój ojciec mojej matce). Wiem, że to dziwne, ale przy mężu mogłam "nadrobić" dzieciństwo - pierwszy raz czułam się beztrosko i bezpiecznie. Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Wręcz przeciwnie - brałam pigułki, a ponadto w czasie dni które (zgodnie z kalendarzykiem) miały wypadać jako dni płodne kazałam mężowi dodatkowo zakładać prezerwatywę. Wpadałam w panikę kiedy okres spóźniał mi się chociaż o pół dnia. Dopiero teraz - za namową koleżanek - stwierdziłam że musimy mieć dziecko. I nie liczyłam się ze zdaniem męża w tym zakresie. I te "starania", rygor, przymuszanie - zniszczyły wszystko. Dzisiaj to zrozumiałam, zrozumiałam że nie warto - za namową innych (bo czas ostatni na dziecko), zmuszać siebie i męża. Chciałabym cofnąć czas. Kiedyś było zupełnie inaczej niż teraz. Codziennie rano jedno drugiemu robiło kawę (zależy które wcześniej wstało). Ja się często czeszę w takiego dosyć skomplikowanego koka - 3 warkocze dobierane, wypełniacz, ze 20 wsuwek - i mąż zawsze mi wieczorem wyciągał te wsuwki i rozplatał tego koka, tak delikatnie, żeby mnie nie pociągnąć. Często mi przygotowywał kąpiel i potem owijał w ręcznik. Chodziliśmy razem na spacery. Przynosił mi kwiaty bez okazji, właściwie zawsze w gabinecie (w domu mamy obydwoje osobne pokoje, przeznaczone do pracy) stały świeże kwiaty. Jak mieliśmy wolne to nie raz do południa mąż siedział na sofie a ja leżałam z głową na jego kolanach i rozmawialiśmy. Mąż mi np. opowiadał o czymś co mnie zainteresowało i co nie do końca zrozumiałam, a uwielbia mówić a ja uwielbiam go słuchać. Oglądaliśmy razem filmy, czytaliśmy (każde inną książkę, ale razem). Często tańczyliśmy razem, w domu. Razem chodziliśmy na zakupy. Nie miałam wtedy problemów ze snem - całe życie bez problemu przesypiałam 7-8 godzin (teraz nie mogę spać). Zasypialiśmy razem. Nigdy, przez całe 20 lat, nie zasypialiśmy po przeciwnych stronach łóżka - zawsze się przytulałam do męża. Zaczynaliśmy dzień od przytulenia i kończyliśmy na przytuleniu. Mąż mi zawsze mówił różne miłe rzeczy. Że ładnie wyglądam, że ładnie pachnę, że mam miękkie włosy, że mam delikatną skórę itp. I zawsze był spostrzegawczy i poświęcał mi uwagę. Zawsze, przez całe 20 lat, szłam do łóżka z uśmiechem, zawsze to był dla mnie czas tylko dla nas, nigdzie się nie spieszyliśmy, zawsze to było dla mnie wyrażenie uczuć, relaks, przyjemność. Mąż mimo wieku miał zawsze dosyć wysokie libido (a teraz ja to wszystko schrzaniłam). Wiem, że dla męża seks to był też sposób na odstresowanie i mam wyrzuty wobec samej siebie że ze sposobu na odstresowanie zrobiłam coś co go stresuje. Nigdy nie krępowałam się być rozebrana przy mężu, zazwyczaj spałam nago (a teraz śpię w jakiejś głupiej piżamie z długimi nogawkami). Kiedyś jedliśmy razem i dużo rozmawialiśmy - o wszystkim. Albo mąż trzymał mnie często za rękę i się bawił moimi palcami i oglądał paznokcie, tak jakby mimowolnie. Podnosił mnie często, często mu siedziałam na kolanach (jestem od niego prawie 2 razy mniejsza, jest ponad 20 cm wyższy). Zawsze jak miał ciężki dzień to mówił, że cieszy się że do mnie wraca (w sensie wieczorem, do domu). Lubiliśmy razem wyjeżdżać. Jak miałam okres (mam bolesny pierwszy dzień i zawsze dostaję okres nad ranem), to zawsze mnie przytulał i masował mi brzuch aż tabletki nie zaczęły działać i nie zasnęłam znowu. I dużo takich innych rzeczy było. Generalnie całe 20 lat byliśmy ze sobą bardzo blisko. A teraz tego nie ma albo jest zupełnie odwrotnie. I mi z tym ciężko, bo tracę męża. I nic nie potrafię na to poradzić. A chwytałam się nawet najbardziej absurdalnych pomysłów, nawet botox rozważałam (wiem, to głupie, miałabym twarz okropną jak nienaturalną maskę). Próbowałam z nim rozmawiać na tematy związane z jego zainteresowaniami, nawet to nie działa. Dodam, że nie zmieniłam się fizycznie - ciało mam cały czas takie same, jestem chuda (nawet za bardzo, mam niedowagę, mimo że jem), dużo ćwiczę, nie rodziłam i chodzę na bańki chińskie (w sensie na masaż, biorą gumową bańkę, zasysają Ci uda i pośladki i przesuwają i to boli ;) ), z twarzą "walczę" laserem i jogą twarzy. Wyglądam chyba na jakieś 30-33 lata (tak mówią znajomi). Generalnie staram się dbać o siebie, i fizycznie i umysłowo (sama dla siebie, bo głupia nie chcę być, no i wiem że mąż przykłada dużą wagę do mózgu rozmówcy), więc myślałam że będę się mężowi podobać, a tu... I to moje "staranie" wszystko schrzaniło. Dlatego jestem na siebie zła. Wiem że zrobiłam parę rzeczy które męża zraniły. Najpierw popsuł się seks (stał się mechaniczny, tylko w celach prokreacji). Potem - wszystko inne. Chciałam to jakoś ratować. W piątek wieczorem mąż wracał z kilkudniowej konferencji z Niemiec, ubrałam czerwoną sukienkę, pończochy, pokręciłam włosy, wcześniej byłam na przedłużaniu rzęs, zrobiłam makijaż (znaczy codziennie rano robię, ale zrobiłam taki na specjalne okazje) - i mąż udał że tego nie widzi. (wiem, że widział, jest spostrzegawczy). Powiedział, że nie ma sensu iść do łóżka, przecież i tak mam dni niepłodne (i cytował moje słowa, bo ja to powiedziałam kiedyś, nie chciałam go zranić, ale zraniłam). Z takim żalem to powiedział..... :( Nie chcę mieć dziecka. Dzisiaj poszłam do lekarza, mam receptę na pigułki. Chcę znowu mieć swojego męża, chcę żeby było tak, jak było wcześniej. I nie wiem jak do tego wrócić. Dzisiaj mnie ignoruje. Podniósł głowę dopiero kiedy powiedziałam, że dzwoniła sekretarka i klient odwołał spotkanie. Powiedział tylko "dobrze, dziękuję" i wrócił do czytania książki. Najtrudniejsze jest to, że mąż jest stanowczą i dość zasadniczą osobą, jest też przyzwyczajony do tego że ludzie za nim "chodzą" a nie odwrotnie. Czasami nie podoba mi się to, jak traktuje innych ludzi (np. studentów - oboje uczymy jednego przedmiotu, ja prowadzę ćwiczenia, mąż egzamin, studenci się go bardzo boją). Ale dla mnie był zawsze dobry i kochany. A dzisiaj? Dzisiaj się czuję jak studentka, która umawiała się z mężem na egzamin 3 razy i za każdym razem nie miał dla niej czasu, dopiero za 4 kazał jej przyjść do nas do kancelarii, a tam czekała na niego w sumie prawie 2 godziny, po czym nawet nie powiedział jej przepraszam ani dzień dobry. I ja się dzisiaj czuję jak ta studentka... Proszę, pomóżcie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Opisałaś wspaniały związek. Myślałam, że takie istnieją tylko w książkach i filmach, aż mi się łezka w oku zakręciła. Ale właściwie, co się zepsuło? Rozumiem, że zachciałaś mieć dziecko, tak? I tak skupiłaś się na tej potrzebie, że męża, swojego partnera zredukowałaś do dawcy spermy(wybacz bezpośredniość)?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Tak, niestety tak. Kiedyś go obudziłam bo mi sie przypomniało że miałam dni płodne. A był zmęczony (sąd zaczyna pracę już o 7.30, wyobraź sobie o której trzeba wstać żeby się przebić przez całe miasto korków, a potem wrócił do domu - miał spotkania - o 20...). I dzisiaj mi za to wstyd. Co więcej - na wizycie u psychologa zrozumiałam, że moja potrzeba nie była moją potrzebą, a wynikiem norm społecznych. Tak, miałam wspaniały związek. Rzecz w tym, że miałam. W czasie przeszłym. I chcę go odzyskać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A z jakiego powodu wyszłaś za mąż? Czy prawdziwie kochałaś swojego męża czy potraktowałaś go jako szansę na lepsze i wygodne życie i to był klasyczny związek z rozsądku? Z Twojego opisu wynika też,że w pewnym momencie potraktowałaś go jako inseminatora, więc teraz nie dziw się,że seks kojarzy mu się tylko z prokreacją i to wymuszoną. A może w grę wchodzi inna kobieta? Myślę,że w Waszym wypadku tylko i wyłącznie szczera rozmowa może uratować albo raczej doprowadzić do normalności ten związek.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jak długo trwało to staranie się o dziecko?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Napisz do niego list. Tak jak nam tutaj opisujesz. Moze pomoze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Oczywiście, że go kocham. Poznałam go na jego wykładzie (gościnnym, nie byłam jego studentką - na szczęście, bo ciężko mają ;) ). Do dzisiaj się uśmiecham jak o tym myślę. Wyszłam z tego wykładu i powiedziałam do koleżanki że on jest uroczy. A on to słyszał, cała czerwona się zrobiłam. Nie, inna kobieta nie wchodzi w grę. Pracujemy razem. Ja wiem w jakich godzinach mąż ma rozprawy, wiem kiedy przychodzą klienci, wiem kiedy ma wykłady/seminaria. Poza tym ufam mu. Nawet kiedy wyjeżdża. Ostatnio jedna z klientek go podrywała. Nie spodobało mi się to. Teraz pierwszy raz w życiu jestem zazdrosna. Nie wiedziałam nawet że studentki (20 letnie dziewczyny!!!) mówią różne dziwne "rzeczy" o moim mężu (mężczyźnie 58-letnim!!!!). No ale cóż, na to nic nie poradzę. Przyjaciółka ma córkę, która jest teraz u nas na studiach i wiem wszystko - nawet to, że jakieś 2 dziewczyny gapiły mu sie w krocze (swoją drogą co one mają teraz w głowie, żeby się gapić na spodnie wykładowcy podczas wykładu...). W efekcie zrobiłam się zazdrosna. Staranie się o dziecko trwało prawie rok. I dzisiaj przysięgłam sobie, że je zakańczam. Tak, sprowadziłam męża do takiej roli, i niestety ponoszę tego konsekwencje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Mąż NIE CHCE ze mną teraz rozmawiać. A jak mąż nie chce z kimś rozmawiać, to nic nie pomoże. Podniósł głowę dopiero kiedy powiedziałam o odwołanym spotkaniu. Odpowiada jedynie na sprawy związane z pracą. A, wcześniej mi zakomunikował że ma tego dosyć i nie zamierza dalej brać w tym udziału.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
W takim razie napisz mu maila, musisz się jakoś przebić, bo takie ciche dni i zamiatanie problemu pod dywan, do niczego dobrego nie doprowadzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Napisz do niego list, a obok niego połóż tabletki. Może będzie dla niego jakiś sygnał. Ale w czym nie zamierza brać udziału? W małżeństwie, czy w staraniach o dziecko? Zdajesz sobie sprawę, że jak nie porozmawiacie, to nic z tego nie będzie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Oczywiście że prawdziwie kocham męża. Zakochałam się w jego włosach, kiedyś miał takie brązowe włosy opadające na czoło (ale nie długie, absolutnie, takie z 5 cm, w sensie że nie na jeża), teraz też takie ma, tylko już nie brązowe ;) I zawsze uwielbiałam słuchać jak mówi, bo uwielbia mówić na każdy temat. Jak ktoś go zdenerwuje i tej osobie nie może nic powiedzieć (np. jeżeli to jest klient) to zawsze w domu się bulwersuje, ale nigdy nie krzyczy, nigdy nie usłyszałam przekleństwa z jego ust, tylko zaczyna robić wykład o tym że ktoś jest "wstecz myślący". I niezmiennie uważam że to jest urocze :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
List? Myślicie że to jest dobra opcja? W staraniach o dziecko. Jeszcze nie dostałam pozwu o rozwód :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A co Ci szkodzi spróbować? Nie chce rozmawiać, to niech czyta :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Pytanie czy przeczyta... To znaczy on twierdzi, że powiedział co miał powiedzieć. A, powiedział jeszcze (to odnośnie tej czerwonej sukienki i pończoch), że on nie jest w stanie wykrzesać z siebie jakichkolwiek emocji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
To dobrze, że nie dostałaś :-) Czyli jest nadzieja :-) List musi być tylko początkiem. Roku oddalania się od siebie nie można naprawić pisząc list. Na razie on czuje się zraniony i pominięty. Jeżeli nie chce rozmawiać to musisz znaleźć inny sposób komunikacji. List, mail, telegram, cokolwiek co zrobi niewielką wyrwę w murze, którym się otoczył. Ale musisz być bardzo czujna, bo to niewielkie pęknięcie on będzie się starał bardzo szybko naprawić, żeby znowu nie zostać zranionym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja go nie chcę ranić... Jest ostatnią osobą, którą chciałabym ranić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nagraj to co chcesz mu powiedzieć i puść głośno tak, żeby był "zmuszony" wysłuchać. Zrób cokolwiek.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Najgorsze jest to, że on się nie denerwuje. Jego jest bardzo trudno wyprowadzić z równowagi. On odpowiada spokojnie, ale z dystansem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wpadłam na najgłupszy pomysł w swoim życiu. Wykupię sobie godzinę jego pracy. Będzie musiał mnie słuchać :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Świetny pomysł!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Genialny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Naprawdę? I co mu powiem? "dzień dobry, mam problem z mężem". Sekretarka pomyśli, że zwariowałam (to jest nasze wspólne biuro, znaczy ja też jestem wspólnikiem). No ale właściwie to mi wolno... :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A co Cię obchodzi sekretarka? Może właśnie dla niego to będzie sygnał, że jesteś w stanie zrobić z siebie idiotkę (przepraszam za epitet, ale nie wiem jakiego innego słowa użyć) w oczach innych ludzi, bo go kochasz i chcesz naprawić to co zepsułaś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Do autorki tematu: Twoja d u p a jest ciasna jak po praniu a twoja matka to c h u j !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
On umawia spotkania tylko przez sekretarkę ;) No chyba że jest "wyjątkowo ważny" klient - nie wiem czy się łapię :D W sumie mi to wisi co ona pomyśli, przecież się nie zwolni dlatego że ja robię z siebie idiotkę ;) Pytanie czy mnie będzie słuchał, czy uzna że to bzdura.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Powiesz mu to, co napisałaś nam, powiesz mu to, że się pogubiłaś i popełniasz błędy, bo jesteś tylko człowiekiem, że chcesz pracować nad Waszym małżeństwem, bo go kochasz, bo jest najbliższą osobą w Twoim życiu. Wiesz, że go zraniłaś i cierpisz razem z nim, bo zrozumiałąś swój błąd i chcesz go naprawić. Wiesz, że to potrwa, ale musi dać Ci szansę, żebyś mogła mu pokazać jak bardzo go kochasz, jak bardzo jest dla Ciebie ważny, musi dać Ci szansę, żebyś mogła naprawić swój błąd.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
No to co napisałaś to prawda. Tak właśnie czuję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Idę, zrobię mu herbatę. Najwyżej nie wypije.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A wychodząc z pokoju cichutko, ale tak, żeby usłyszał, powiedz "kocham cię"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
I czekać na reakcję? Czy wyjść?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×