Odpowiedz na ten temat

Wyspa z Florydy USA it's topic for you

  • gość 2017.09.14 [16:32]
    Dziewczyny jestem ok. Nie mieliśmy serwisu. Mam wiele do powiedzenia, ale napiszę trochę później bo teraz w pracy muszę coś ogarnąć.
  • gość 2017.09.14 [17:55]
    Ok, czytałam Dutki i czytałam the Kretka ale odpisywać nie mogłam bo w domu nigdy nie mogę. Trochę mi smutno co tam się dzieje. Mam nadzieję, że więcej ludzi tutaj przeczyta co mam do powiedzenia...
    Huragan to jest dramatyczne przeżycie!!!
    Dla każdego, ale zwlaszcza dla tych, którzy już to przeszli bo wiemy czego się spodziewać i wiemy jak może być źle. Jesteśmy tylko ludźmi, biedni, bogaci, klasa średnia wszyscy jesteśmy na tym samych statku bo jak się straci wszystko to psychicznie to pozostaje na całe życie nawet jak fizycznie się odbuduje. To tak jak mój 82 letni tata ciągle myśli o wojnie, którą przeżył w dzieciństwie. A huragan to nic innego jak przegrana z naturą... My wygraliśmy, Kretka, Dutki, ja i moi przyjaciele i współpracownicy ale ile ludzi nie? Przepiękny Key West i wszystkie Keys leżą w gruzach, jaka szkoda! Naples na zachodnim wybrzeżu zniszczone, cudne miasteczko, żal...
    Teraz o mnie...
    Zdecydowałam się nie ewakuować ze względu na psy. Z tego też względu zostałam w domu sama bo bałam się co może mój pitbull zrobić ze strachu. Jak wiecie przygotowana byłam dobrze i wcześniej, żeby na ostarnią chwilę nie gonić za wszystkim. Od piątku do środy mieliśmy wolne z pracy. To ja pracuję dla tego nieprestiżowego rządu w Zarządzaniu Środowiskiem Naturalnym. Network z ludźmi mieliśmy wspaniały mimo iż telefony kiepsko działały. Mój dyrektor do mnie zadzwonił po czy wszystko jest w porządku i czy nie wysłać mi chłopców z piłami elektrycznymi. W sobotę rano mój sąsiad zdecydował, że przytnie mi gałęzie zwisające nad moim dachem. O boy jak dobrze że mnie do tego przekonał. Miałabym teraz dach bardzo zniszczony. Po przygotowaniach zaczyna się czekanie. Curfew i siedzenie w domu. Policja tego bardzo pilnuje. Mieszkam 3 min samochodem od plaży więc mam cudowne zdjęcia wzburzonego, gniewnego oceanu z soboty 2:15 pm. Zdecydowałam się to zobaczyć w ostatniej chwili i tylko dlatego że mieszkam blisko. Natomiast nigdy nie będę objęta ewakuacją bo mieszkam wysoko i odpowiednio daleko od wody. Nie będę miała powodzi bo 16' piasku wchłania ją momentalnie. Basen spóściłam nawet trochę za dużo. Zresztą ostatnio go zaniedbałam bo nie miałam nawet czasu o tym myśleć. Huragan to nie tylko jeden dzień, to tydzień przed i tydzień, miesiąc lub... lata po. Odbudowa fizyczna i psychiczna.
    W trakcie jedna minuta ciągnie się jak godzina. W tv mówią kiedy nadchodzi tornado i należy się schować do wewnętrznego pomieszczenia. Po kilku razach ciągnięcia psów do łazienki dałam sobie spokój. Textowanie było ciężkie bo raz się dało raz nie. Mój kumpel nie mógł do mnie a ja się denerwowałam, że mnie zostawił samą sobie ale tak nie było. Po prostu texty nie dochodziły. CDN
  • gość 2017.09.14 [20:32]
    Nawet nie wiesz jak sie cieszę , ze jesteś cala i zdrowa . Ciekawe co piszesz , Wyspo. Pozdrawiam goraco (jeszcze dosłownie) Arizona
  • gość 2017.09.14 [21:03]
    Oczywiście, spuściłam basen nie spóściłam, ha, ha. Jestem ogromnie zmęczona...
    W pewnym momencie elektryczność zaczęła okropnie fixować wyłączając się i włączając, bałam się o klimę więc ją wyłączyłam. Zaczęło się robić gorąco a ja nie cierpię stojącego powietrza. Mój pies który dostał benadryl zacząć się trzepać jak opętany, dysząc, śliniąc, wymiotując. Myślałam że go zabiłam tymi tabletkami a to był strach przed spadkami napięcia. A może czuł co się działo od ulicy? Mój sąsiad zauważył iskrzącą się linię elektryczną i zadzwonił na 911. Elektrycy przyjechali i ją przecieli żeby nie zapaliła drzew i mojego domu. Nic o tym nie wiedziałam, dobrzy sąsiedzi! Jak elektryczność wyłączyli pies się uspokoił i już mi nie siedział na głowie, to w przenośni. Natomiast dalej nie odstępował mnie na krok. Suka miała to gdzieś i spała cały czas. Dwa różne psy.
    O godzinie 6:30pm wyszłam na zewnątrz z latarką bo wydawało mi się że jest ciemno, a nie było. Natomiast to co zobaczyłam bardzo mnie zestresowało. Drzewo wyrwane z korzeniami przed samochodem czy na jego przodzie i połamane z tyłu za nim ukazało wizję braku transportu, brr. Połamane drzewa po pn stronie domu. Pierwsze tornado, które nad nami przeszło te szkody poczyniło. A najgorsze jeszcze miało być przed nami. Zerwanej linii jeszcze wtedy nie widziałam i dobrze. Wiało, łamało, przewracało jeszcze całą noc i pół poniedziałku. Wreszcie radio na baterię trochę mnie uspało.
    Rano dopiero ogarnęłam wzrokiem zniszczenia. Pusta działka tylko zadrzewiona wiele nie ucierpiała. Dalej jest zielona a drzewa potraciły parę gałęzi. Ta z domem już "trochę" gorzej. Sprzątania na miesiąc aczkolwiek sąsiad już przyszedł zmęczony po pracy i pociął lub ściął to co by mogło zagrażać domowi lub mnie. Resztę ja potnę piłą elektryczną, którą dzisiaj odzyskałam po pożyczeniu koleżance. Dużo, dużo pracy przede mną! Ale samochód cały! Już wyjechałam z pomiędzy drzew. Pan Bóg jednak mi pomógł. Dach cały, dom cały i wszystkie płoty stoją a to przy basenie i pitbullu bardzo ważne! Szkoda mi drzew bo wyglądają jak zmrożone ale odrosną i znowu się zazielenią. W noc huraganową mój ulubiony kaktus dragon fruit kwitnął jakby nigdy nic. Linię elektrtczną założyli nową i już w poniedziałek wieczorem miałam prąd. Tylko jedna strona ulicy obok nie ma. To ja, ta niebogata średnia klasa podłączyłam ich do siebie kablami, że coś tam chociaż mieli. Dzieci nakarmiłam jak były same bo rodzice byli w pracy i sprawdziłam czy wszyscy są w porządku bo to jest mój moralny obowiązek. Ktoś mnie pomógł pomagam i ja. Życie wraca do normy.
    A teraz wnioski:
    Powinno się ewakuować jak silny huragan idzie lub nie ma się zabezpieczeń na okna i jest się w strefie ewakuacji. Ale nie odjeżdżałabym daleko, chyba wybrałabym schron czyli shelter lub kogoś znajomego, żeby później nie stać w korkach i przed też lub jechać w taką złą pogodę jak Dutki jechały z powrotem. Jest jeszcze niebezpiecznie!
    Ochroniłabym dziecko przed traumą chociaż większość dzieci moich znajomych przeszło to ok. Może dlatego, że nie rozumiały co się dzieje.
    Moje psy pójdą do mojego veta bo mają shelter odpowiednio do tego przygotowany i z obsługą, które one znają i ją lubią jak ja będę musiała gdzieś się ewakuować.
    Nie chcę już nigdy zostać podczas huraganu sama bo nie jestem taka silna psychicznie i czas się dłuży.
    Nie powinno się siedzieć przy oknach bo te przeciwhuraganowe nie są jeszcze sprawdzone w praktyce. Kretka robiła sobie przy nich zdjęcia.
    Ani Dutki ani Kretka nie zrobili nic niestosownego. Dutki nie przeszły nigdy przez huragan więc nie wyobrażały sobie co to jest. Szkoda, że musiały wydać tyle pieniędzy. I better believe it, że spróbuję się z nimi skontaktować żeby na drugi raz przyjechały do mnie przeczekać huragan. Tego nauczyli mnie Amerykanie i ludzie innych narodowości. Jak ja pomogę to i mnie pomogą. Pay it forward.
    Tak, ewakuacja zależy przede wszystkim od sytuacji finansowej. Ja osobiście chcę odbudowywać Florydę (odpukać w niemalowane) niż zaczynać w innym stanie życie od nowa bo i gdzie i w jakiej pracy? I Kretka i Dutki i ja wybraliśmy sobie to miejsce do życia przynajmniej narazie. Do tych co obrażają Florydę, że jest stanem dla ludzi biednych, starych i bez prestiżowej pracy... Floryda jest stanem ludzi pomocnych sobie w biedzie i bardzo fajnych obojętnie o jakim kolorze skóry, religii czy stanu materialnego.
    Polacy tutaj? Nikt się nikim nie interesuje, a może to ja nie jestem jednym z nich. Przykre to ale prawdziwe. Miami? Nie chciałabym tam mieszkać nawet za darmo. Inne stany? Nie wiem, ale to musi być mój przemyślany i przygotowany wybór nie konieczność.
    Kretka się dobrze przygotowała ale po huraganie narazili Viki jak służby prosiły żeby jeszcze nie wyjeżdżać dopóki nie sprawdzą dróg i plaż. Ale Kretka chce mieć oglądalność i tyle. A z drugiej strony ja też byłam na plaży przy silnym wietrze przed i naraziłam się jak wyszłam w czasie sprawdzić co się dzieje na zewnątrz. Ot głupia natura ludzka.
    Dziękuję wszystkim za myślenie o mnie w tym czasie, bardzo mi to pomogło, naprawdę. Jesteście super dziewczyny. Proszę bądźcie też wyrozumiali dla Dutków i Kretki. Wszyscy przeżyliśmy chociaż ofiary są i musimy cieszyć się życiem. Dla tych co są bogaci... szczęście jest stanem umysłu. Niekoniecznie trzeba mieć krocie by być szczęśliwym. Nie wiem dlaczego niektórzy tak źle wyrażają się o biednych ludziach. Nie każdego stać na edukację czy ogromny dom i Ci ludzie też są wartościowi. To mój dacharz się mną interesuje najbardziej a nie kolega naukowiec bogaty jak cholera. To powinno Wam dać coś do myślenia. Wyspa
  • gość 2017.09.14 [21:09]
    Dzięki Arizono za wsparcie moralne przez ten cały czas!
  • gość 2017.09.15 [03:32]
    To oczywiste . Moj maz Cie juz zna z opowiadań i tez Cie polubił. Arizona
  • gość 2017.09.15 [08:28]
    To mój dacharz się mną interesuje najbardziej a nie kolega naukowiec bogaty jak cholera.
    …-D smiech.gifsmiech.gifsmiech.gif
  • gość 2017.09.15 [10:04]
    Wyspo nareszcie dałaś jakiś znak. Usciiiiski!
  • gość 2017.09.15 [10:22]
    Wyspo nareszcie dałaś jakiś znak. Usciiiiski!
  • Azja w Ameryce 2017.09.15 [12:38]
    Kolegę naukowca olej. Skoro Cię niedocenił to skrzywiony jakiś. A poza tym super, żewszystko dobrze chociaż muszę przyznać, że Ywojevopisy czyta się jak kiaźkę.
  • gość 2017.09.15 [15:56]
    To teraz nasze forum odżyje. U Dutków takie chamstwo , ze czytać sie nie da , a pisać juz nie chce. Ciagle te same psychofanki. Moj wnuczek jutro ma przyjęcie urodzinowe (3 lata) z motywem dinozaurów. Wysłałam dekoracje i jak zwykle za dużo. Jestem nieco ekstremalna osoba. Bardzo sie rozgadał po polsku i niemiecku. Ja mogę ocenić tylko polski. Wczesniej juz pisałam , ze wystarczy dziecko "zanurzyć" w języku (termin psycholingwistyczny nie pływacki ), zeby naturalnie przyswoiło język. Zostałam zakrzyczana , chociaz to moje wykształcenie. Będzie sie działo , szukanie śladów dinozaurów , duże balony dinozaurów , prezenty dla dzieci. Chciałabym tam byc , ale będzie video i Skype. W przyszłym roku nas odwiedza , wiec naładuje akumulatory miłości i wyściskam za wszystkie czasy. Pozdrawiam i cieszę , sie , ze juz nie musimy martwić sie o nasza Wysepkę. Arizona
  • gość 2017.09.19 [19:29]
  • gość 2017.09.20 [15:59]
    Dziewczyny, znowu mnie tu nie było bo IRMA dalej "działa" . Tak jak kafe bo wczoraj nie byłam jej nawet w stanie otworzyć, nie mówiąc o pisaniu. Wątki usunięte.
    Ja dalej walczę ze sprzątaniem i usuwaniem zniszczeń. Co IRMA nie zniszczyła kompania elektryczna dokończyła. Zdecydowali się dostać do linii sąsiadów i drzewa sąsiadów przez moją działkę, chociaż nie mam easmentu dla nich bo to nie moje słupy i stoją ne innych działkach. Zniszczyli mi bramkę, którą wygięli żeby otworzyć i zniszczyli mi płot bo zostawili ciężke gałęzie na nim. To co pocięli zostawili i wygląda jak zniszczona dżungla. Wycięli mi też bez mojej zgody bambusy , żeby dostać się do drzewa sąsiadów. Jestem zła bo akurat wyszłam z domu na zakupy. Okazało się, że mam dosyć bezczelną (jedyną taką) sąsiadkę, która steierdziła że ich nie wpuści bo ostatnio jej działkę zniszczyli. Tylko, że Ona musi bo takie jest prawo, ja nie. Jestem zła bo bramkę mi zostawili otwartą a ja mam groźnego psa i wszelkie z tym związane oznakowania. Dobrze, że to ja zobaczyłam pierwsza bramkę otwartą a nie pies bo mogłabym mieć niezłe kłopoty. Bramka musi być powiązana liną, żeby jej sobie nie otworzył i poszedł na spacer po osiedlu. Do bałaganu z drzew nawet nie mogę się dostać. Sąsiad powiedział, że to będą tysiące dolarów. Ja mu płacę $140 za pół godziny pracy. Można zwariować od tego wszystkiego. Następnym razem sąsiadka będzie musiała poczekać sporo na prąd jak ich nie wpuści bo u mnie z przodu bramy też staną. Teraz po prostu wyjechała i przyjechała jak się dowiedziała, że prąd już ma. I teraz konkluzja... Jest to biała Amerykanka... Wszyscy ciemnoskórzy sąsiedzi zachowują się wspaniale lub Latynosi też. Przynajmniej na moim osiedlu. A tak niektórzy ich nie tolerują. Są ludzie i klamki w każdej rasie.
    No, ale ja sobie muszę jakoś poradzić. Przysłowie, " prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" sprawdza się w życiu. Jesteśmy wszyscy zestresowani, bo jak inaczej. Mam szczęście bo już posprzątali góry drzew na mojej ulicy a naprawdę nie mają wystarczająco dużo służb porządkowych. Ja jeszcze mam sporo do wystawienia lub mogę zbudować z gałęzi płot, ha, ha. Coś trzeba zwalić a coś postawić, lol. Wróciły spowrotem moje sowy i w ogóle się mnie nie boją. Nie widzę jednak szopów. Może to i lepiej bo mój pies usilnie próbuje się do nich dostać w niecnym celu. Po IRMIE moja okolica wygląda brzydko bo prawie wszystko co zielone jest teraz brązowe lub szare jak zmrożone, ale już widzę nowe liście. Cdn Wyspa
  • gość 2017.09.27 [01:37]
    Wyspo , nie wiem co powiedzieć. Zastanawiałam sie dlaczego u nas nic sie nie dzieje. Jesteś dzielna i poradzisz sobie , dzień po dniu . Pasuje tu to powiedzenie "this shall pass too". Sąsiadka niezły babsztyl. Nie znam sie na tym , ale czy nie możesz gdzieś sie odwołać o rekompensatę strat. Rozumiem , ze oni chcieli sie gdzieś dostać , ale Ciebie wtedy nie bylo , nie byłaś powiadomiona i masz zdemolowana posesje. Moze jak sie wszystko uspokoi skonsultuj sie z adwokatem. Teraz zrobiłabym zdjęcia wszystkich szkód i jesli masz jakiś świadków ich "zeznania". Przygotuj sie do ewentualnej sprawy. Dlaczego Ty masz płacić tysiące. Pozdrawiam Arizona
  • gość 2017.10.13 [05:30]
    Dziewczyny , żyjecie? Arizona

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...