Odpowiedz na ten temat

Drugie żony a dzieci z poprzednich związków

  • Phii 2008.06.15 [16:11]
    Mam pytanie do kobiet, które poślubiły mężczyzn posiadających dzieci. Chciałabym się dowiedzieć, jaki macie stosunek do dzieci swoich partnerów? Czy potrafiłyście zaakceptować te dzieci? Czy pojawiło się w waszych relacjach coś w rodzaju uczucia? A może ich nie znosicie i nigdy nie zaakceptujecie? Co czujecie do nich naprawdę? Proszę o szczere odpowiedzi, to w końcu anonimowe forum.
    Jestem w trakcie rozwodu i jestem matką. Boję się mówiąc szczerze, czy ewentualna partnerka mojego eks nie będzie traktować źle mojego dziecka. Sama zresztą nie jestem pewna, czy potrafiłabym w pełni zaakceptować dzieci ewentualnego partnera jako pełnoprawnych członków rodziny. Zwłaszcza dzieci nastoletnie.
    To w końcu obcy ludzie. Wydaje mi się, że mężczyznom łatwiej przychodzi zaakceptować dzieci partnerki. Chociaż przeciwko temu świadczy ilość dzieci bitych a wręcz zakatowanych przez przyszywanych \"tatusiów\".
    Jak wy to widzicie? Jak rozwiązujecie pojawiające się problemy?

  • lamella 2008.06.15 [17:48]
    nikomu nie jest łatwo zaakceptować cudze dzieci, tym bardziej duże. Bo mają już ukształtowany charakter, swoje przyzwyczajenia, są wychowywane zazwyczaj w inny sposób niż nam wydaje się słuszny. Poza tym - nie ma się takiej dozy tolerancji czy cierpliwości jak w stosunku do własnych. Bzdurą jest również, że facetom jest łatwiej - bo oni zazwyczaj są całodobowymi a nie niedzielnymi ojczymami. Jeśli jest łatwiej - to tylko dlatego, że faceci z reguły mniej się angażują w domowe sprawy, od nich nikt nie wymaga, żeby odrabiał lekcje z cudzymi dziećmi, prasował ich ciuchy czy sprzątał po nich łazienkę.

    Dla mnie jest oczywiste że nie ma mowy o wielkich uczuciach, co nie jest równoznaczne ze złym traktowaniem. jeśli dziecko jest fajne, rozsądne - jest szansa się polubić. Jeśli jest rozwydrzone, niewychowane, stwarza problemy - guzik wyjdzie z pozytywnego nastawienia.

    Można zająć się sobą, trzymac dystans - i to tez jest zdrowe podejście, szczególnie jeśli mowa o nastolatkach. One potrzebują ojca, a nie tego, żeby obca baba się z nimi zaprzyjaźniała.




  • Phii 2008.06.15 [21:42]
    Masz rację, to zazwyczaj mężczyźni są całodobowymi ojczymami, bo dzieci zwykle zostają z matką. Moje dziecko też jest ze mną i boję się, jak będą wyglądały moje relacje z mężczyznami. Bo nie zniosłabym chyba, gdyby facet z którym będę nakrzyczał na moje dziecko.
    A jak to jest z \"przyszywanym\" rodzeństwem? Znam dwa małżeństwa, w którym są dzieci z obu związków i widzę, że rodzice są raczej chłodni dla nie swoich dzieci, natomiast między samymi dziećmi jest spora rywalizacja.

  • to zalezy od osoby 2008.06.16 [09:22]
    ja wolałabym zeby dzieci mojego partnera odwiedzały nas rzadziej. Nasze stosunki sa bardzo poprawne , ja nie zwracam im uwgi - to nalezy do ojca. Czasem mnie denerwują ale nie okazuje tego.
  • jeszcze nie żona 2008.06.16 [11:34]
    jestem przyszłą żoną faceta z 2 dzieci (5 i 7 lat). Lubimy się, jednak raz wynikła nieprzyjemna sytuacja: Byliśmy razem w 4 i załatwialiśmy jakieś moje sprawy, dzieci zaczęły marudzić, że chcą robić coś innego (pizza, plac zabaw). Załatwilśmy moje sprawy i poszliśmy na pizze. Następnego dnia dowiaduję się od mojego narzezonego, starsze dziecko strasznie po naszym spotkaniu płakało. Później się okazało że było o mnie zazdrosne tzn. o czas jaki tatuś poświęca mnie i robimy to co ja chcę. Dużo nas to doświadczenie nauczyło. Teraz robimy tak że spotykamy się wszyscy razem, witamy się i tatuś idzie gdzieś z dziećmi lub ja wychodzę. Bardzo uważam żeby nie czuły się o cokolwiek zazdrosne. Teraz jest znowu dobrze.
    Wracając do tematu czasem jest ciężko, ja dzieci nie mam jeszcze, chciałabym ale nie śpieszy mi się. Kocham je, tęsknię i lubię spędzać z nimi czas, jednak 24h na dobę bym nie wytrzymała (ale to dotyczy każdych dzieci bo nie jestem jeszcze gotowa na swoje).
    Eks żona ma czasem jakieś żale, ale wynika to bardziej z faktu że jest nadal sama i może czuje jakąś zazdrość że dzieci mnie lubią. Jednak ogólnie jej zachowanie jest poprawne i nie nastawia dzieci źle do nas.
    Pozdrawiam
  • dzieci sa doskonałymi 2008.06.16 [12:21]
    manipulatorami. Wiedza jak sterowac tatusiem. J anp. słysze jak mieszkałem tutaj jeszcze to to było moje miejsce....jest wiele takich przykładów. To nie jest łatwe. Dzieci sa zazdrosne...na dodatek eks zona pierze mózg dzieciom. Jakos cierpliwie to znosze , wiem ze to dzieci i moze z czasem sie to zmieni.
  • tak masz racje 2008.06.16 [14:32]
    dzieci nastawione sa głownie roszczeniowo do ojca...wcale nie chca spedzac z nim czasu tylko kase wyłudzić.
  • tak masz racje 2008.06.16 [14:33]
    ja juz usłyszałam jak dzieci mojego męza pytaja sie gdzie ich zabierze na wkacje ( czytaj: do jakiego kraju) , kiedy powiedział, ze na plażę beda chodzić w Polsce to sie jedno dziecko obraziło.
  • A ja nie jestem 2008.06.16 [14:37]
    Mój im nakupił mieszkań, wakacji, wyjazdów, czego dusza zapragnie. Żeby się tylko krzywo nie popatrzyły. Manipulują jak mogą. Dlatego nie chcę się denerwować więc nie mają wstępu do naszego domu.
  • przypominam że te dzieci 2008.06.16 [14:39]
    były i sa wychowywane prze OBOJE rodziców więc także przez waszych "słodkich misiów."
    A wy jakoś o tym zapominacie.
    Jeśli ojciec wypracowal z dziecmi tak kiepskie relacje, że widzą w nim tylko bankomat, to może należałoby zastanowic się gdzie popelnil błąd i jak go naprawić?
    Może byl zbyt zajęty adorowaniem nowej miłości i oddalil się od dzieci?

  • A ja nie jestem 2008.06.16 [14:42]
    Na pewno nie będę się zastanawiać nad sposobem wychowania dorosłych dzieci mojego męża. Mam swoje sprawy.
  • A ja nie jestem 2008.06.16 [14:43]
    A adorowanie swojej miłości to też zajęcie pracochłonne i też musi mieć swoje miejsce no bo jak bez adoracji????
  • tak masz racje 2008.06.16 [14:43]
    trudno wychowywać dziecko raz w tygodniuusmiech.gif > Najwiekszy wpływ na dzieci ma rodzic bedacy z nimi na codzień.
  • tak masz racje 2008.06.16 [14:44]
    ja równiez nie zamierzam wychowywac dzieci męża. Swoje wychowałam on niech chowa swoje. Ale reguł panujących w moim domu maja przestrzegać i tyleusmiech.gif
  • A ja nie jestem 2008.06.16 [15:31]
    Bilka u nas jest tak jak u was z tą różnicą, że ja się nie spotykam z dziećmi męża. A jeśli przy okazji np. ślubu kogoś z rodziny męża to towarzyszą temu fałszywe uśmiechy i smutny obowiązek witania się - dla obu stron. Jeśli chodzi o zazdrość to wiek nie ma nic do rzeczy - jego dorosłe dzieci są zazdrosne jak 3 latki, dziecinnie i beznadziejnie. Każdy ma prawo do uczuć nawet tych negatywnych więc nie udaję, że wszystko gra.

  • jeszcze nie żona 2008.06.16 [23:20]
    Przerażacie mnie... ja mimo wszystko spróbuję budować pozytywne relacje, choć wiem że okres dojrzewania dzieci będzie dla mnie okropny...mam jeszcze ok 1-2 lata kiedy starsze dziecko zacznie więcej rozumieć
  • mała karolina 2008.06.17 [09:11]
    dzieci mojego partnera maja 8 i 6 lat. tata ma duży dom. Zawsze jak przyjda to ten starszy rzuca kąsliwe uwagi typu: tata a dlaczego nie mamy osobnych pokoików, a dlaczego ona (czyli ja) jexdzi naszym samochodem...itp. Puszczam te uwagi i staram sie nie zwracac uwagi, ale czy za pare lat jak beda starsi starczy mi cierpliwosci? nie weim. Nie czyham na majatek mojego męza, chce tylko spokojnie pozyc i byc szczesliwą. Na pewno nie pokocham tych dzieci...mam nadzieje, ze polubie.
  • agatuniaczka 2008.06.17 [09:50]
    czasem w takich sytuacjach jak wyżej dobre są radykalne cięcia
    my na przykład z mężem po kilku takich uwagach (dlaczego ONA jeździ NASZYM samochodem) - zmieniliśmy samochód
    wtedy kilka razy ja zapytałam męża w obecności dzieciaków: "kochanie, dlaczego ONE jeżdżą NASZYM samochodem" (specjalnie się tak z mężem umówiliśmy) i one zrozumiały, że to co "ICH" już dawno nie istnieje i muszą sę niestety dstosować do zasad, które panują w NASZYM domu
    nie mieszkają na ulicy, mają wszystko zapewnione (łącznie z mieskaniem) ale najlepiej mówić, jakie to wszystko jest "ICH", choć tak naprawdę, to wszysko co mieli kiedyś i mają teraz to wyłącznie zasługa mojego męża...
    a co do pokoików w naszym domu, o mąż sam powiedział "pokiki macie w swoim domku, tam gdzie mieszkacie. trudno, żeby każdy kogo odwiedzacie dawał wam własny pokoik. tutaj jesteście właśnie w odwiedzinach"
    tak, cieszę się z tego, nie ukrywam, bo wiem, że w ten sposób mąż ukróca jakąś chorą rywalizacę między nimi a mną - a to są zupełnie dwa różne światy, inne rodziny i są granice, któych dzieciom przekraczać nie można
    to że nie mieszkają z ocem nie czyni ch od razu pępkiem świata
  • A ja nie jestem 2008.06.17 [10:36]
    Agatuniaczka - to masz b. mądrego męża, mój raczej chce pogodzić ogień i wodę męcząc się przy tym strasznie bo żadna strona nie chce kompromisu. W naszym przypadku to niekulturalne afronty ze strony jego \"dzieci\". Jest to oczywiste że dorosłych ludzi traktuje się po dorosłemu.
    A wobec małych dzieci oczywiście trzeba stawiać granice. Nie wierzę, w dobre relacje macocha-pasierby w żadnym wieku. To mogą być poprawne stosunki, ale nigdy nie będzie więzi.
    Ktoś wyżej napisał, że wierzy w budowanie dobrych relacji - odpowiadam - ja też byłam kiedyś pełna dobrych chęci i wiary, że się uda ale jest to niemożliwe i żadna z nas drugich żon nie zakładała że złych stosunków z dziećmi męża bo byłoby to nielogiczne i głupie.

  • mała karolina 2008.06.17 [11:28]
    ja jestem pełna obaw co bedzie jak dzieci beda dorastały. Uwazam ,ze wielka rolę maja tutajk mamy tych dzieci. jesli dzieci beda miały w domu pranie mózgu i nie wytałumaczy im mama jak nalezy sie zachowywać lub postepować to dobrych relacji nie bedzie nigdy.

  • A ja nie jestem 2008.06.17 [11:32]
    Mała karolina, czy to są twoje dzieci?? Czy ty jesteś za nie odpowiedzialna?? One mają matke, ojca, dziadków, ciotki i wujków i zapewniam cię, że nie potrzebują twojej troski. Wybacz szczerość ale to nie tyjesteś ich matką.

  • documentz 2008.06.17 [11:34]
    Szczerze mowiac takie sytuacje rzadko sie dobrze koncza. Najgorsze sa corki, ktore manipuluja ojcem, ktory ma poczucie winy, ze zostawil rodzine.
  • mała karolina 2008.06.17 [11:35]
    chodzi mi o to, ze obawiam sie z dorastaniem złośliwości ze strony dzieci.
  • documentz 2008.06.17 [11:35]
    A najgorsze jest to, ze kobieta decyduje sie w pewnym sensie opiekowac tymi dziecmi lub je wychowywac(jesli mieszkaja z ojcem), a takie dziecko i tak podczas klotni predzej czy pozniej powie: Nie jestes moja matka, wiec nie mozesz mi rozkazywac.
  • ferdi 2008.06.17 [11:47]
    nie wiem, czy najgorsze sa corki... corka mojego partnera ma 13 lat i umiemy sie dogadac, to dobre dziecko, wyrozumiale jak na swoj wiek. sredni syn jest raczej oszczedny w okazywaniu swojego zdania, mysle ze ze wzgledu na wrazliwosc. Natomiast najstarszy 18-latek to pieklo dla mnie. Pisze maile do ojca, typu: my (dzieci) albo ona (ja). Żada mieszkania. Udaje ze nie slyszy, jak do nie go mowi. One nie zostaly zle wychowane, moim zdaniem w milosci, ale matka tych dzieci nie mogla pogodzic sie z rozwodem i wmawiala dzieciom rozne rzeczy. Najstarszy okazal sie najbardziej podatny. Wmawiala im, ze ojciec ich juz nie chce, ze chce sie poczuc jakby nigdy nie mial rodziny. Herezje straszne. A przeciez to ja plakalam zostajac sama, bo jeden tel ze z ktoryms z dziecmi cos i on od razu jechal... Kiedy on np. przelozyl spotkanie ze wzgl sluzbowych mowila im ze oni juz go nie obchodza. Gdy pojawilam sie ja, ze ja chce pieniedzy ktore naleza sie dzieciom, np. ze nie pojada na fajne wakacje w tym roku, bo JA wydaje ich pieniadze. A moja syt. materialna jest o wiele lepsza niz mojego partnera. Dlatego widzicie, chyba wszystko zalezy od podejscia rodzicow, nastawienia. Ja te dzieci lubię, lubię rozmawiać z jego córką. Widze, ze ona tez, chociaz ma ogromne poczucie winy wobec matki. Nie mowie, ze to jakas wiez, ale lubimy sie.
  • do agatuniaczka 2008.06.17 [13:00]
    "nie mieszkają na ulicy, mają wszystko zapewnione (łącznie z mieskaniem) ale najlepiej mówić, jakie to wszystko jest "ICH", choć tak naprawdę, to wszysko co mieli kiedyś i mają teraz to wyłącznie zasługa mojego męża..."

    Jędza z ciebie, nie zdziwie się jak niedługo cie porzuci. O ile będzie mądry.

    Jeśli wszystko co macie, to zasługa twojego mężą, to bardziej jest to "ICH" (jego krew), niż "Twoje". Przyszlas na gotowe.
  • odezwała sie pewnie była żona 2008.06.17 [13:10]
    bedzie dzieci tyle ile bedzie chciał im dać.
  • smutno się to czyta 2008.06.17 [13:10]
    "nie mieszkają na ulicy, mają wszystko zapewnione (łącznie z mieskaniem) ale najlepiej mówić, jakie to wszystko jest "ICH", choć tak naprawdę, to wszysko co mieli kiedyś i mają teraz to wyłącznie zasługa mojego męża..."

    A co w tym dziwnego że to, co mają dzieci jewst zaslugą ich ojca?
    Czy mieli może na to sami zarobić, zamiast chodzić do przedszkola czy szkoly?
    Pomnik mężowi nalezy wystawić za to, że utrzymuje WŁASNE dzieci?

  • odezwała sie pewnie była żona 2008.06.17 [13:10]
    jesli bedzie chciał zostawi wszystko swojej zonie teraxniejszejusmiech.gif
  • nie pomnik ale nie 2008.06.17 [13:34]
    moze byc tylko postawy roszczeniowej wobec rodziców.
  • nie pomnik ale nie 2008.06.17 [13:37]
    dzieci ewidentnie przychodza do mojego partnera nie po to zeby pobyc z tata ale zeby go wykorzystać.

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...