Odpowiedz na ten temat

Moje zycie po rozwodzie

  • chuliasig 2013.07.30 [18:23]
    Jestem juz prawie rok po rozwodzie, to byl rok wielkich zmian w moim zyciu, tzn. nowa , stresujaca, niestabilna praca, nowe miejsce zamieszkania, poczucie samotnosci, ciagly strach ze cos zawale w pracy i ja strace.Krotko mowicac paralizujacy, wszechogarniajacy stach przed przyszloscia, samotnoscia.
    Nie mam zbyt wiele czasu dla siebie bo albo rozmyslam o pracy dawnym zyciu,wracam do marzen z okresu narzeczenstwa ktorych nie udalo sie zrealizowac, albo jestem w pracy, i to tak w kolko.
    Czuje ze spadam na jescze wieksze dno od jakiego mi sie wydawalo, ze sie juz odbilam, chetnie pogadam z kims kto przezywa podobne stany,albo z kims kto takowych wogole nie mial po rozwodzie ale moze mi poddac jakis pomysl jak zamknac stary rozdzial zycia, jak rozadnie podchodzic do pracy.
    Ja nie daje rady sama z soba czuje ze sie staczam nie potrafie znalesc bodzca by ruszyc do przodu.
  • gość 2013.07.30 [18:31]
    niestety nie pocieszę bo już 4 rok mija a ja ciągle na dnie emocjonalnym i życiowym i mam wrażenie , że może być tylko gorzej smutas.gif Rozumiem więc doskonale - myślę, że rady tutaj nie pomogą bo ja dostaję ich setki , trzeba chyba samemu tę drogę pokonać i albo znaleźć sens nowy życia i nową motywację albo....nie wiem usmiech.gif mnie rady typu nowy facet nie pomogły no bo gdzie niby mam go znaleźć, praca - straciłam zaraz po rozwodzie i znaleźć już nie mogę .......ale z doświadczenia znajomych wiem, że najłatwiej pokonują tę drogę kobiety posiadające już przyjaciela lub kandydata na niego albo te które po prostu lubią życie singielek usmiech.gif
  • gość 2013.07.30 [18:32]
    Kutasa ci brakuje.. chłe..chłe..chłee oczko.gifusmiech.gif
  • gość 2013.07.30 [18:38]
    żyj z całych sił i pomyśl, że i dla ciebie słońce zaświeci ...usmiech.gif
  • chuliasig 2013.07.30 [18:40]
    Ja stara prace stracilam, nowa wprawdzie niedawno ale znalazlam ale tak strasznie paralizuje mnie strach przed jej utrata, ze nie spie po nocach, koniec koncow to przynosi efekt odwrotny i faktycznie stres w pracy zrzera mnie i popelniam bledy.
    Ja myslalm zeby znalesc jakies hobby ale, hobby najczesciej kosztuje i kolko sie zamyka, nie potrafie sie cieszyc z malych rzeczy, chocby z tego ze dzis pieknie swieci slonko, najzwyczajniej w swiecie dni i czas wolny trace na roznyslaniach o bylym, o tym jak sobie poradze i tak w kolko.Czuje ze spadam na dno dna nie potrafie znalezc bodzca, ktory sprawilby, ze zaczelabym racjonalnie myslec i cos robic ze swoim zyciem.
  • gość 2013.07.30 [18:40]
    Było dbać o męża, a teraz..... dooopa blada oczko.gifusmiech.gif
  • chuliasig 2013.07.30 [18:43]
    Wiesz ja nie musilam dbac o meza bo on sam potrafil doskonale o siebie zadbac, ale moj maz nie jest sednem tematu, on zyje swoim zyciem i niech tak bedzie i ja nie zamierzam mu w tym przeszkadzac.
  • gość 2013.07.30 [18:44]
    dbać o męża? a może on nie dbał o żone smutas.gif
  • gość 2013.07.30 [18:45]
    Bo teraz to już za późno.
  • gość 2013.07.30 [18:46]
    Ale mąż sobie radzi, a żona nie.
  • gość 2013.07.30 [18:53]
    Wszystke jesteście takie "silne" jak wam mąż kase daje.
    Fochy, knucia, darcie japy.....
    A jak męża braknie - kwiczycie jak cielęta.
  • chuliasig 2013.07.30 [19:00]
    O co ci czlowieku powyzej chodzi,ex moj maz potanowil ulozyc sobie zycie inaczej niz wspolnie planowalismy, mailam sie z nim szarpac latami, puscilam pomimo ze moglam go ud*pic ale nie chialam, nie mozna zmusic nikogo do wspolnego zycia.Jego zycie od chwili rozwodu mnie nie interesuje.
    Staram sie zyc wlasnym zyciem co prawda nie dokonca mi to wychodzi bo wyszlam z rozwodu potluczona emocjonalnie,dlatego zalozylam temat by konstruktywnie porozmawiac, by zalozyc grupe z podobnymi problemami bez zadnego jadu i plucia nienawiscia.
  • gość 2013.07.30 [19:09]
    A czyż moje wypowiedzi nie są konstruktywne?
    Sama esencja rozwódek - same nie potraficie sobie bucika zawiązać.
    Ale rozwodów coraz więcej.....
    .... a 80% pozwów kto składa? oczko.gif
  • chuliasig 2013.07.30 [19:19]
    Gosciu powyzej czytaj ze zrozumieniem, chyba jasno napisalam ze on wybral sam co chce robic dalej ze swoim zyciem, nie stawalam mu na przeskodzie, dla mnie ex maz ta temat zamkniety.Mnie interesuje tylko moje zycie, ja zalozylam temat by znalezc wzajemne wsparcie od ludzi ktorzy maja podbne doswiadczenia jak ja, ktorym trudno powrocic do rownowagi po rozwodzie(niezaleznie od tego kto skladal pozew), albo dla tych co wyszli z dolka po rozwodzi i sa w stanie takim jak ja i wielu do mnie podobnym cos pocieszajacego napisac.
  • gość 2013.07.30 [19:25]
    Bez chłopa nie dasz raady.
    Żadna nie daje.
    A chłopów coraz mniej.... oczko.gifusmiech.gif
  • gość 2013.07.30 [21:22]
    do 2013-07-30 19:09:28 gość
    weź się puknij w czoło. A potem jeszcze raz, i jeszcze raz, i tak do skutku.
    Nie mierz ludzi swoją miarą. W moim małżeństwie to ja nosiłam spodnie, musiałam myśleć za nas dwoje bo on miał wszystko w d***e. I to ja przez te formalne 2 lata małżeństwa i rok narzeczeństwa pracowałam a on się opie**alał, chociaż pięknie udawało mu się mnie zwodzić.
    Na szczęście powiedziałam "DOŚĆ!!!".
    Autorko, nie umiem Ci nic poradzić. U mnie było tak, że byłam w mega dołku psychicznym, sięgnęłam prawie dna, lubiłam wieczorem wypić flaszkę (!) taniego wina, w dzień gdy ktoś patrzył - uśmiechałam się, ale średnio 10 razy dziennie miałam ochotę wyć, i ryczeć. To było dla mnie straszny okres. W końcu kilka osób powiedziało kilka słów o mnie, i się otrząsnęłam. Pierwszy zainteresował się kumpel - zapytał koleżankę co się ze mną dzieje bo on mnie nie poznaje. To był dla mnie szok, że facet coś zauważył. Potem na spotkaniu na kursie psycholog powiedziała, że nie mogę zmarnować swojego życia, że powinnam myśleć o sobie, a nie o innych. I powiedziała, że jestem normalna, to on jest dziwny. I podziwia mnie, że jeszcze nie złożyłam pozwu rozwodowego. To były dwa główne zapalniki. Zaczęłam myśleć, chciałam zawalczyć o siebie. I udało mi się. Jestem po rozwodzie, spotykam się ze wspaniałym człowiekiem, kocham go, ale równocześnie przeraża mnie perspektywa bycia razem na zawsze. Ogarnia mnie strach, ale cieszę się, że go poznałam.
    W pionie trzymała mnie praca. I rodzina. Bez tego chyba nie przetrwałabym tamtego okresu. I tak już zastanawiałam się jakby to było najeść się leków, popić winem, jakbym się wtedy czuła? czy ktoś by się mną zainteresował? Wiem, że to głupie, ale różne rzeczy przychodziły mi wtedy do głowy.
    Każdy musi znaleźć swój własny złoty środek na takie problemy. Trudno komuś coś doradzić. A hobby nie musi być drogie. Nie wiem, łażenie po górach, zwiedzanie, może załóż bloga i pisz co Ci leży na sercu.
  • chuliasig 2013.07.30 [21:42]
    Dzieki za slowa wsparcia, mi nestety tez sie zdaza topic wieczorem smutki w alkocholu, co powoli zaczyna mnie niepokoic ale potym jakby przychechodzi lek przed juterm, wiem to zgubne ale chociaz na chwile daje wytchniemie.
    Teoretycznie wszystko niby wiem, ze powinnam walczyc, podniesc sie, ze powinnam wyluzowac w nowej pracy ale praktycznie nie daje rady.
  • gość 2013.07.31 [08:13]
    Pewnie różnie w życiu bywa, niestety przypadki które ja znam to zazwyczaj kobiety robią skok w bok, "bo maż za dużo pracuje", "bo nie poświęca mi czasu", "bo nie mówi komplementów"...ble ble ble....generalnie się puściły a później żałują, bo on ma nową, fajniejszą, WIERNĄ.Nie mówie ze tak jest zawsze ale ja znam 3 takie przypadki a nie znam żeby facet zrobił kobietę w wała
  • Transbuba 2013.07.31 [09:12]
    Masz rację. Mój facet właśnie miał taką żonę. Nie pracowała, prowadziła wygodne życie i zaczęła romansować. Męża nie traktowała dobrze, zero seksu i szacunku. Był tylko bankomatem. Kiedy odkrył romans - rozstali się i nie było już opcji powrotu z Jego strony. Zresztą ona zamieszkała z kochankiem. Kiedy poznał mnie zechciał uporządkować życie i niedawno się rozwiódł. Co ciekawe, kiedy się pojawiłam, zaczęła robić podchody- najbardziej komfortowa sytuacja to ch*jny mąż w świecie i kochanek w łóżku. To też nie jakaś miłość z jej strony a wygoda.
    Ja z kolei jestem 6 lat po rozwodzie i naprawdę myślałam, że nie ułożę sobie zycia, że nie spotkam nikogo wartościowego, że nie pokocham. Alkohol też był moim przyjacielem. Nieudane związki tylko bardziej mnie załamywały. Teraz jestem szczęśliwa a miłość znalazłam kiedy przestałam szukać i kiedy najmniej się jej spodziewałam. Może to śmieszne, ale uważam to za przeznaczenie i jestem szczęśliwa jak nigdy. Głowa do góry- na niektóre rzeczy warto czekać.
  • gość 2013.07.31 [09:41]
    30.07.13 [21:22] gość
    Czyli co? Pozbyłąś się jednego chłopa i KONIECZNIE szybko myk pod drugiego.
    Bo bez chłopa..... doopa blada oczko.gifusmiech.gif
  • v34 2013.07.31 [09:46]
    ale z doświadczenia znajomych wiem, że najłatwiej pokonują tę drogę kobiety posiadające już przyjaciela lub kandydata na niego albo te które po prostu lubią życie singielek usmiech.gif
    xxx
    czyli nie puszczac gałezi zanim nie złapie sie inniej? to chorepechowiec.gif kazdy koniec zwiazku powinien przejsc swoją załobe inaczej te emocje są tylko zamiecione pod dywan
    ' ' ' .. Nie czyń priorytetu z kogoś, kto ma Cie tylko za opcję...
  • chuliasig 2013.08.01 [13:07]
    Ja przezywam taka zalobe, jednoczesnie wiedzac ze stare zycie nigdy nie wroci, i nie chce juz nigdy powrotu mojego ex gdyz on zdecydowal za nas dwoje wybierajac inne zycie mimo ze ja stawalm na glowie by miedzy nami bylo dobrze ale on i tak spobie poszedl na latwizne.Teoretycznie tesknie czasem za nim bo do czasu zalozenia sobie przez niego wielu kont na portalach randkowych i poznawania tam prze niego przeroznych osob byl w moich oczach dobrym czlowiekiem, po odkryciu prawdy staram sie go znienawidzic bo tak mi sie latwiej zyje(tak w duszy nienawidziec) ale praktycznie nie w chodze po rozwodzie w zadne girki z nim typu zey mu dopiec, bo po rozwodzie dla mnie jego zycie jest jego sprawa i ono mnie w zaden sposob mnie nie obchodzi.
    Nowy partner na niego napewno przyjdzie czas, ale chyba nie teraz bo mnie obecnie przytlaczaja sprawy codzienne, typu nowa niestabilna praca, ktorej zresza nie lubie a nawet sie boje jak tam ide, niestabilne miejsce zamieszkania.
    Ciezko mi odnalez w zyciu jakis miejsce gdzie moglabym od pracy sie oddciac i w nim zamknac sie przed calym swiatem, mam namysli hobby czy cos takiego.
    Male rzeczy tak trudno mi sprawija radosc.
    Pozdrawiam ze slonecznecznie,chociaz w tym wszystkim pogoda rozpieszcza.
  • gość 2013.08.01 [14:03]
    to ja, gośc z 21:22
    Łatwo oceniać innych. Mnie w życiu już nic nie zdziwi. Nie oceniam nikogo. Bo wiem jak to u mnie wygladało, a ludzie i tak wiedzą swoje.
    Decyzji o rozstaniu, a zwłaszcza o rozwodzie nie podejmuje sie w ciagu jednego dnia. W momencie składania pozwu najczęściej nie ma już żadnego uczucia, jest tylko żal, że nie wyszło.
    Decydując się na rozwód, zakładałam, że daję sobie spokój z facetami, chcę sobie wszystko uporządkować. Nie szukałam nikogo. Przypadek sprawił, że nowy mężczyzna pojawil się w moim życiu jeszcze przed złożeniem pozwu. A z ex-em nie widywałam sie od ponad pól roku.
  • gość 2013.08.02 [09:26]
    Ja się zastanawiam tylko po co się ludzie rozwodzą? Bo znam kilku i wszyscy żałują ...tylko, po co to robić jak się nie jest pewnym?
  • Nina82 2013.08.02 [13:22]
    Jestem po rozwodzie, a życie po prostu ułożyło się. Pół roku po rozwodzie poznałam wspaniałego mężczyznę, z którym dwa lata później wzięłam ślub. Jestem spełniona i szczęśliwa. Troski dnia codziennego zdarzają się. Są lepsze i gorsze dni, ale rozwód nie był klęską, lecz początkiem nowego, innego etapu.
  • gość 2013.08.02 [16:18]
    Dla mnie śmierć dziecka i rozwód były ponad siły. Depresja to paskudna rzecz ale ją pokonałam dzięki lekom od psychiatry, wsparciu rodziny, przyjaciół, znajomych, sąsiadów, ludzi przypadkowych czasami usmiech.gif
    Nie możesz żyć tak monotonnie bo to sprzyja depresji; ja wybudowałam dom, dużo pracowałam i po 5 latach po rozwodzie zniknęło z mojego życia WSZYSTKO CZEGO DOTKNĄŁ BYŁY MĄŻ lub co mi się z nim kojarzyło: mam nowy piękny dom, zupełnie nowe meble, ostatnio zmieniłam auto; to był mój cel smiech.gif nie ma po tym gnojku niczego, nawet pyłku smiech.gif
    Trochę mniej pracuję, mam czasu więcej dla syna, a wczoraj chyba się zakochałam od pierwszego wejrzenia i bardzo się boję tego uczucia.....usmiech.gif
    Do dzieła, kochaniutka usmiech.gif Pozwolisz aby eks mąż nadal miał nad tobą władzę i niszczył ci życie?????????????
  • chuliasig 2013.08.02 [18:45]
    Dzis jestem juz po pracy,zar sie z nieba leje ale ogolnie mam pierwszy raz od rozwodu wmiare dobry nastroj, mam nadzieje ze to przelom.Chociaz przeraza mnie koniecznos pracy prawie na okronglo przez najblizsze 3 tydodnie tzn po 8 godzin ale nie mam ani jednego weekendu w tym miesiacu wolnego poza ostatnim.
    Zaraz zmykam jeszcze do parku nacieszyc sie wolnymi chwilami i cieplym wieczorem.
    Pozdrawiam dzieki za dobre slowo od niektorych forumowiczow.
  • gość 2013.08.02 [21:45]
    Autorko, nie pocieszę cię. U mnie minęło parę lat i jest coraz gorzej. Nie dlatego, że tęsknię za byłym, ale niszczy mnie samotność, a do ludzi wyjść nie potrafię
  • chuliasig 2013.08.02 [21:57]
    Z samotnoscia mam ten sam problem, ale mnie dobijaja sprawy zycia codziennego typu praca, wynajmowane mieszkanie i taka zwyczajna niestabilnosc emocjonalna, trudno mi dostrzec jakies pozytywne aspekty w moim obecnym zyciu.
    Dlaczego ci ciezko wyjsc do ludzi, zycie zmusza nas po rozwodzie wyjsc ze skorupy, domu, etc. chocby by pojsc do pracy?
    Zmykam spac bo jutro praca od 6 rano na mnie czeka.
  • gość 2013.08.03 [02:33]
    autorko
    na początek mocno Cie przytulam
    wiem co przechodzisz , miałam tak samo
    zostałam z 2 dzieci sama i do dzisiaj mam lęki, bałam sie każdego dnia, piłam wieczorem wino -niestety żeby chociaż przez chwile poczuc sie lepiej, rano do pracy, w pracy niewydajna przez to wszystko
    koszmar, ciągle sie bałam , o pracę o przyszłosc , dramat
    chciałam sie zabic.
    dzisiaj jestem juz 9 lat po rozwodzie , od 3 lat w nowym małżeństwie usmiech.gif
    jestem szczęśliwa , powoli liżę rany po małżeństwie wczesniejszym
    każdego dnia mój mąż(aktualny) próbuje dać mi poczucie bezpieczeństwa , które utarciłam kiedys
    to mój mąż (aktualny) zaciągnał mnie do ślubu bo tak się bałam , wpadałam w panike dosłownie
    dzisiaj jestem coraz spokojniejsza , jest lepiej i Bogu dziękuje że poznałam męża
    myslałam ze w moim wieku juz nikogo nigdy nie spotkam , pogodziłam sie ze bede sama i wtedy poznałam mojego męża
    czasem wydaje mi się ze to sen
    uwierz ze nie zbadane jest co nas czeka w zyciu
    przed Tobą są jeszcze piekne dni , bądź spokojna , staraj sie relaksowac , zajmij mysli czymś innym , wychodz do ludzi , najwazniejszy jest czas , on naprawde pozwala zapomniec, niestety to proces długotrwały ale mozliwy
    wiem jakCi trudno , ale dasz radę
    kazdy dzien przybliża Cię do normalności
    moje zycie jest przykładem że nawet jak juz sie wydaje ze zycie jest na końcówce , że nic miłego nas nie spotka to wtedy może jeszcze zaskoczyc
    pozdrawiam i wiem że dasz radę
    trzymam kciuki
  • gość 2013.08.03 [10:39]
    Wychodzę do ludzi tylko tyle, co muszę: praca, zakupy. Też martwię się o przyszłość, nawet nie swoją, ale dzieci trzeba wychować, wykształcić, a potem by znalazły pracę i swoje życie. Martwię się, że będą na zawsze odczuwały skutki rozwodu, brak pewności siebie, nie wiem czy w ogóle będą umiały stworzyć stabilną i szczęśliwą rodzinę?
    A mojego życia już nie ma

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...