Odpowiedz na ten temat

Naprawdę wg Was posiadanie męża i dzieci to jedyna droga do szczęścia

  • gość 2017.03.20 [18:26]
    Długi związek z jedną osobą i dzieci to taka radość? Radością są kłótnie z mężem, opiekowanie się dziećmi i wstawanie do nich po nocach, by wyrosły na rozkrzyczanych nastolatków, a potem same znalazły sobie partnerów i odwiedzały cię od czasu do czasu? a bywa o wiele gorzej...
    Wyobraźcie sobie życie samemu. Spokój w domu, robicie co chcecie i nie dostosowujecie się do nikogo, wykonujecie pracę, którą lubicie, czasem podróżujecie, bo łatwiej jest odłożyć jak się żyje samemu (albo po prostu zarabiacie na tyle, że nie musicie tego robić). Może kogoś macie, może jedną osobę, może nie, ale nie pakujecie się w nic poważnego, żyjecie sobie spokojnie
    to jest taka przerażająca perspektywa?
    nie chodzi o namawianie Was do czegokolwiek czy wmawianie że nie jesteście szczęśliwi. Pewnie niektórzy są.
    Ale o to, że nie można myśleć, że jak ktoś wybiera inną drogę, to zaraz trzeba go posyłać do psychologa, że jest zaburzony i w ogóle nienormalny. Bo widać, że społeczeństwo mamy mocno tradycyjne
    i błagam, bez głupich wpisów o singielkach feministkach, lgbt czy innych rzeczach.
    Nie ma tu miejsca na stereotypy i propagandę.
  • gość 2017.03.20 [18:27]
    I oczywiście nikt nie sugeruje, że KAŻDY kłóci się z mężem idla KAŻDEGO dzieci to udręka
    ale patrząc po znajomych, jakoś nie widać, że tryskają szczęściem w małżeństwach czy że mają dzieci. Prędzej widać zmęczenie i zniecierpliwienie. Pewnie pozytywne emocje są, ale codzienność wszystko niszczy.
    Najbardziej szczęśliwi wydają się ludzie, którzy nie mają domowego kieratu i żyją sobie spokojnie
  • gość 2017.03.20 [18:31]
    a ile kobiet miało możliwość pomieszkać samej i zobaczyć jak to jest?małżeństwo to często przejscie z domu rodziców do gospodarstwa małżeńskiego
  • gość 2017.03.20 [18:33]
    Bo tą prostaczki i nie dlatego że chcą mieć rodzine a dlatego że uważają że bez tego nie można być szczęśliwym. I jeden i ten sam argument "kto ci poda szklanke na starość", można być najlepszym rodzicem na świecie a dziecko sie stoczy i kopnie rodzica w d**e i na tym sie ta pomoc skończy.
  • gość 2017.03.20 [18:34]
    18:31
    Tak było w dawnych czasach, kobieta przechodziła niejako spod opieki rodziców pod opiekę męża
    Dzisiaj częściej młode dziewczyny, studentki, wynajmują sobie coś same i znajdują potem chłopaków na studiach - i dopiero wtedy, za jakiś czas, z nimi mieszkają
  • gość 2017.03.20 [18:35]
    Nie musi tak byc ale człowiek to mimo wszystko zwierze stadne, może dlatego rodzina czy bliska osoba kojarzy się ze szczęściem. Dużo zależy od własnego podejścia do życia. Jeśli ktoś myśli ze życie ma wyglądać jak bajka, wieczne szczęście i brak zmartwień i tego właśnie oczekuje to prędzej czy później się rozczaruje. Dla takiej osoby bycie z kimś i trwanie szybciej może kojarzyć się z poświęceniem i wyrzeczeniami niż z czymś miłym i przyjemnym. Może też nie rozumieć perspektywy innych osób.
  • gość 2017.03.20 [18:36]
    studentki to chyba razem z kolezanką wynajmują jeśli już
  • gość 2017.03.20 [18:39]
    18:31
    Zależy gdzie, w Polsce może z tym ciężko ale zagranicą.. usmiech.gif a to zależy już od chęci i motywacji usmiech.gif
  • gość 2017.03.20 [18:39]
    W ogóle jakimś dziwnym wyznacznikiem bycia wartościową osobą jest poświęcanie się dla innych. A ja pytam, czy poświęcanie się w takim sensie, że hajtasz się, rodzisz dzieci to jest prawdziwe poświęcenie? ktoś mi powie, jakim dobrem dla świata jest stworzenie nowego człowieka (na już i tak zaludnionej i zasyfionej planecie) po czym zgodnie z biologicznym (!) instynktem wychowanie go i puszczenie w świat ?
    dla mnie ludzie, którzy poświęcają się dla OBCYCH ludzi, są wartościowsi. Którzy dają siebie, ale nie dlatego, że czysty instynkt macierzyński tam im podpowiada.
    Zauważcie, jak wiele rodzin wszystko sprowadza do ich własnego interesu. To jest taki osobny organizm, mini państewko, które interesuje się głównie sobą. Jaka roszczeniowość z niektórych wypływa. Jak się cieszą z tego 500 plus, bo oni zrobili dzieci, boże dzieci, przecież to nobilitacja! i im się należy.
    Czy ktokolwiek umie uargumentować nie-religijnie, jaką właściwie wartość stanowi płodzenie nowych żyć? te dzieciaki nie są niczemu winne, ale po prostu - tak pragmatycznie patrząc - ta teza, że życie samo w sobie jest wartością, nie jest podparta niczym szczególnym. Oczywiście ja bym jej nie głosiła publicznie... to w jakiś sposób zostawia furtkę psycholom i mordercom, albo osobom pokroju Hitlera - i nie o to chodzi... ale...
  • gość 2017.03.20 [18:41]
    No ale trochę przesadzacie z tezą, że większość kobiet bezpośrednio z domu rodzinnego przenosi się do domu "małżeńskiego".
    Tak, studentki często wynajmują z koleżankami, stąd jest napisane o pokoju usmiech.gif ale to i tak inny rodzaj swobody niż z facetem.
  • gość 2017.03.20 [18:44]
    [18:35]
    A może ktoś akceptuje zmartwienia, stąd chce z kimś być, ale nie ma pociągu do życia rodzinnego? nie czuje, że to dla niego? a mieszkać lubi sam, bo lubi swobodę, jest indywidualistą i lubi posiedzieć sam, a nie wściekać się o hałas w domu czy o rozrzucone skarpetki męża?
    zresztą, czy my musimy nasze życie rozpatrywać w takich kategoriach? miarą poświęceń, wyrzeczeń? naprawdę da się żyć swobodnie, spokojnie, a równocześnie być odpowiedzialnym i dojrzałym człowiekiem. I wcale nie trzeba mieć obrączki na palcu i dzieciaków, żeby to udowadniać.
    Jak słyszę tekst, że ktoś jest niedojrzały, bo nie założył rodziny, albo ktoś mówi, że "noo, 30, czas na stabilizację", to oczami wyobraźni już widzę przyszłość tej osoby. Takich tekstów nie strzela osoba, dla której małżeństwo, dzieci to MARZENIE, a nie przymus społeczny
  • gość 2017.03.20 [18:46]
    większość ludzi jest mało świadoma swoich pragnien wiec robią to co inni
  • gość 2017.03.20 [18:46]
    Nie wiem, kto Ciebie posyła do psychologa..mam mnóstwo znajomych z racji wolnego zawodu, i ludzie żyją w przeróżnych konfiguracjach. Nikt nikomu nie wytyka niczego, bo każdy człowiek jest wyjątkowy i wybiera własną drogę. Pytasz mnie , męzatkę, czy jestem szczęśliwa? Tak, jestem szczęśliwa.
    Wiele problemów w malzenstwach bierze się z braku pieniędzy. Ludzie naprawdę ciężko pracują i ledwie im wystarcza na podstawowe potrzeby. Szarpią się, walczą o byt, niektórzy tego nie wytrzymują, inni przędą pokornie, wspierając się wzajemnie z całych sił.
    Każdy ma swoją drogę, ale zazwyczaj ludzie łączą się w pary . We dwoje łatwiej przejść przez życie, oczywiście z mądrym partnerem.
  • gość 2017.03.20 [18:48]
    Mnie nikt nie posyła do psychologa. Ja po prostu piszę o swoich obserwacjach wokół siebie. Tak się składa, że nie interesuję się tylko swoimi sprawami, ciekawią mnie rzeczy wokół mnie jezyk.gif
  • zawsze szczery 2017.03.20 [18:49]
    We dwoje łatwiej przejść przez życie,
    x
    to prawda, ale trzeba umiec ocenic kiedy nalezy podjac decyzje o zyciu w pojedynke, wszak sa tez przyjaciele
    dziwny jest ten swiat
  • gość 2017.03.20 [18:51]
    18:46
    Łatwiej przejść życie, ale czy sformułowanie łatwiej oznacza... SZCZĘŚLIWIEJ? jakoś to niekoniecznie się łączy. Z tego by wynikało, że tu niekoniecznie o szczęście chodzi, a o wygodę.
    A czy ktokolwiek byłby zadowolony, gdyby druga osoba go zapytała "a czemu ty ze mną jesteś?" a on "a wiesz no, będzie mi prościej w życiu, dzielić rachunki na pół, kredyt wziąć na preferencyjnych warunkach, dzieci mieć co nam później może pomogą też trzeba z kimś zrobić, i w ogóle ty też mi kiedyś będziesz pomagać bo w końcu jesteś moją żoną/mężem" (małżeństwo to idealna broń w takiej dyskusji)
  • gość 2017.03.20 [18:52]
    Krótko i na temat:
    gdy się jest szczęśliwym (i o to chodzi: najpierw trzeba szczęśliwym BYĆ, czuć się dobrze samemu ze sobą)
    to chcę się tym podzielić z towarzyszem, partnerem, kimś kto zrozumie
    i w następnej kolejności przekazać swoje wzorce potomstwu, dzieciom swoim i tej drugiej, wybranej osoby.
    Tego nic nie zastąpi.
    Konflikty, rozczarowania? To składowa życia nie do uniknięcia bez względu na to czy się jest w związku i ma się dzieci, czy nie.
  • zawsze szczery 2017.03.20 [18:52]
    niekoniecznie o szczęście chodzi, a o wygodę
    x
    a jakze! usmiech.gif
    dziwny jest ten swiat
  • gość 2017.03.20 [18:54]
    Ja wygodę pojmuję w kategoriach zapewnienia jej SAMEJ SOBIE, a nie liczenia, że ktoś mi w tym pomoże. Stąd jak ktoś mi powie o tym, że się cieszy, bo rachunki może dzielić na pół czy wyjechać też taniej, to ja tego nie zrozumiem. Tak, ja wiem, jak wygląda codzienne życie Polaków, sama w biednej rodzinie się wychowałam, ale mimo tego nigdy nie myślałam takimi kategoriami. Zawsze chciałam SAMA sobie zapewnić pewne rzeczy, a dopiero w następnej kolejności myśleć o związku.
  • gość 2017.03.20 [18:56]
    [18:52]
    Za rozwiązanie kłopotów w związku odpowiedzialna jest też DRUGA strona, która często nie jest do tego skora/nie umie/nie chce tego zrobić
    za rozwiązanie SWOICH kłopotów jesteś odpowiedzialny TY, o pomoc możesz poprosić, ale zawsze lepiej poprosić o pomoc, ale nie musieć jej otrzymać, niż liczyć na łaskę męża/żony usmiech.gif
  • gość 2017.03.20 [18:59]
    Tak to własnie rzeczywiscie wygląda, ludzie dla wygody często tkwią w nieszczęśliwych malzenstwach, bo jest łatwiej. Tak na prawdę na życie w pojedynkę moga pozwolić sonie tylko bardzo silne, niezależne kobiety, dobrze wykształcone, z dobrze płatną pracą...inaczej nie ma szans w naszym pro rodzinnym kraju.
  • gość 2017.03.20 [19:01]
    To jest trochę mit, że na życie w pojedynkę trzeba nie wiadomo czego
    nawet za te 2,5 tys - jedna osoba się nie utrzyma twoim zdaniem? Co zmienia, jeśli mąż dokłada drugie 2,5 tys i jeszcze mają do tego dzieci?
  • gość 2017.03.20 [19:02]
    Jestem PEWNA, że to ludzie mający dzieci mają więcej kłopotów finansowych niż osoby żyjące w pojedynkę
  • gość 2017.03.20 [19:04]
    mając 2,5 na rękę i małe mieszkanko na obrzeżach miasta może tak. Zalezy tez na jakim poziomie chcemy żyć, wegetować pewnie można i za mniej...tylko zastanawiam sie co na emeryturze, bo większość z nas niestety się z niej nie utrzyma w pojedynke, nie ma szans
  • gość 2017.03.20 [19:04]
  • zawsze szczery 2017.03.20 [19:05]
    Jestem PEWNA, że to ludzie mający dzieci mają więcej kłopotów finansowych niż osoby żyjące w pojedynkę
    x
    jak do tego doszlas?! no wooow
    dziwny jest ten swiat
  • gość 2017.03.20 [19:07]
    No ale ile rodzin ma duże dochody? też nie mają. Odejmują sobie od ust, żeby dać dzieciom. Sami nic nie zaznają przyjemności w życiu
    a jak jesteś sam, to zawsze coś odłożysz. Za 2,5 tys przeżyjesz nawet w Krakowie. Wynajmujesz kawalerkę za 1000 zł z rachunkami - zostaje Ci 1,5 tysiąca. Jedzenie 500 zł miesięcznie (załóżmy), zostaje 1000 zł na inne wydatki. Da się żyć usmiech.gif
    A nie każdy potrzebuje nie wiadomo czego
  • gość 2017.03.20 [19:09]
    Poza tym piszecie tak, jakby rodziny żyły jak bogacze
    Że co to jest żyć samemu za 2,5 tys... nie wystarcza
    no fakt, lepiej wydawać wszystko na dzieci a samemu nic nie mieć
  • gość 2017.03.20 [19:09]
    Tak tylko ile czasu można żyć na wynajmie, a jak już nie będzie można pracować...emeryta będzie stać na wynajem i wykupienie leków, wątpię.
  • gość 2017.03.20 [19:10]
    Na emeryturę to każdy powinien odkładac, ale właśnie jak ma się dzieci, to się nie ma z czego niestety. To jest problem, duży...
  • gość 2017.03.20 [19:12]
    19:09
    a spłacanie kredytu przez 40 lat? Załóżmy, że zachorujesz przed 60 i co...

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...