Odpowiedz na ten temat

Smierc bliskiej osoby...jak sobie z tym poradzic...

  • famfaramfa 2004.01.16 [11:28]
    Moze to niezbyt odpowiednie miejsce na uzalanie sie i wyplakanie po smierci ukochanej osoby...
    Ale z drugiej strony, wiem, ze rozmowa o tym co nas trapi moze pomoc...

    Ponad tydzien temu stracialam mame...dlugo chorowala, moze dlatego troche latwiej jest mi pogodzic sie z Jej odejsciem...Miala lekka smierc, nie cierpiala - to dla mnie bardzo pocieszajace, ze nie musialam przygladac sie Jej cierpieniom ze swiadomoscia, ze nie moge Jej pomoc...

    Ale nie ma jej przy mnie, wszystko mi ja przypomina... i to napawa mnie smutkiem...

    Wiem, ze to moze zbyt osobisty temat i wiele osob niechetnie porusza takie bolesne i drazliwe kwestie...ale moze sa wsrod Was osoby, ktore maja potrzebe wyplakania sie i uzewnetrznienia swego smutku, zalu, bolu, tesknoty...

    Staram sie trzymac, czego zycze wszystkim, ktorych bliscy odeszli do wiecznosci...


    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • K. 2004.01.16 [11:36]
    Famfaramfa... bardzo Ci współczuję, rozumiem... Stopniowo wyjdziesz ze smutku, zostaną tylko wspomnienia, dobre wspomnienia.
    Nie będę się rozpisywać.
    Mów o swoich uczuciach, wypłacz się zawsze, kiedy tego potrzebujesz... Uwalnianie emocji pomaga. Jeszcze liczy się rodzina, miłość, powierzenie bólu Bogu... Będzie dobrze.

  • justa 2004.01.16 [11:38]
    famfaramfa - kwiatek.gif
    http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=82000
    "Szczęście to nie tylko to, co los daje, ale i to, czego nie zabiera."
  • malinka 2004.01.16 [11:42]
    Ja nie miałam czasu pożegnać się z bliską osobą, stało to się kompletnie niespodziewanie... Teraz został żal, że nie powiedziałam, że kocham, że szanuję, że była to osoba wyjątkowa, że pamiętałam...

    Zamknęłam się w sobie, nikomu się nie żaliłam, wyglądało to tak, jakbym przeszła nad tym do porządku dziennego. Ale tak nie było. Minęły już dwa lata, a ja nadal nie przestałam tęsknić, płakać...

    Nie dałam samej sobie takiej \"żałoby\" i czasu na pogodzenie się z tym, co się stało. Teraz tego żałuję, ale wtedy byłam w takim szoku, że sama przed sobą usiłowałam zaprzeczać, że coś się stało, że to niemożliwe, że to przejściowe.
    On jest chory, on jest zarażony, on jest zakażony tobą Twoja dusza, twoje całe ciało - tak na zatracenie wiodą
  • silaczka 2004.01.16 [12:00]
    famfaramfa - wyrazy wspolczucia. moja mama zmarla praiw trzy lata temu, ojciec kiedy bylam jeszcze malutka, w dodatku jestem jedynaczka. Czyli zero rodziny.
    Jeszcze przed smiercia mamy czesto myslalam - jak to bedzie kiedy jej zabraknie, czasami nawet o tym rozmawialysmy. Miala powazne problemy z sercem. Myslalam, ze jest to dla mnie nie do przezycia. Ale jednak okazalo sie inaczej. Dzis wiem, ze to ona mi pomogla. Czesto mowila, ze umarly moze zabrac tesknote do grobu... nie wierzylam w to, ale jednak. Po jej smierci czulam, ze mam sile gory przenosic, duzo spraw mialam wtedy na glowie, przeprowadzka, sprawy spadkowe, praca i koniec studiow. Wiem, ze to ona dala mi sily do wszystkiego. Plakalam i cierpialam po nocach, a w dzien moglam gory przenosic. poradzilam sobie z tyloma problemami naraz, ze dzisiaj strach mnie ogarnia na sama mysl o nich.
    Kiedy zmarl moj tato, mama mowila to samo: ze nie da sobie rady, a pozniej wspominala, ze ta sila, ktora czula po jego smierci przyszla od niego. To samo ja czulam po smierci mamy. Znajomi nie wierzyli wlasnym oczom, mysleli, ze wogole tego nie przezywam, ze mam serce z kamienia, a ja nie umialam im tego wytlumaczyc.
    dzisiaj myslac o tym, znowu wiem, ze nie dalabym rady...

    trzymam za ciebie kciuki,
    porozmawiaj ze swoja mama w myslach, popros ja o sile
    ona na pewno chce dla ciebie jak najlepiej
    a z drugiej strony, sa sprawy, o ktorych nie mozna milczec, wyplacz sie i wyzal jezeli tylko tego potrzebujesz, obojetnie komu, nauczycielowi, szefowej, kolezance czy tu na Kafeterii
    pozdrawiam
  • famfaramfa 2004.01.16 [12:01]
    K.---> Dziekuje za mila slowa. Ja z natury jestem gadula i rozmawianie o problemach, pomaga mi w ich rozwiazaniu...Staram sie robic to, co cieszyloby moja mame, przez ostatnie dobre pol roku, kiedy Jej stan zdrowotny ulegl pogorszeniu, staralam sie robic wszystko, zeby byla szczesliwa, zeby sie usmiechala...Miala przepiekne Swieta-czula sie lepiej, spedzila je w domu z Nami, z rodzina w milej atmosferze. Na Sylwestra zaprosila do nas do domu gosci i w miare mozliwosci fajnie sie bawila...ale chyba cos czula,ze niedlugo odejdzie...W swieta obdzwonila cala rodzine i wielu znajomych...Tak jakby chciala sie z nimi pozegnac...

    Justa-->> Dziekuje za link do topiku o babciach...Moja zmarla w marcu 2003. Mieszkala daleko, ale spedzilam z nia duza czesc mojego wczesnego dziecinstwa.

    Malinka--->>> Mimo, ze moja mama chorowala ostatnio czula sie o wiele lepiej i mielismy nadzieje, ze wszystko powoli wraca do normy...A tu Bog zadecydowal inaczej i zabral Ja do siebie...W calym tragizmie tej sytuacji, widze jednak kilka pocieszajacych elementow...Moja mama zmarla w domu, trwalo to zaledwie kilka sekund...byl przy niej moj tato, a gdy spostrzegl, ze dzieje sie cos niedobrego przybiegl do mnie i oboje staralismy sie jej pomoc...Najgorsze z tego wszystkiego jest, iz zawsze balam sie, ze ktos z moich bliskich bedzie umieral, a ja nie bede w stanie mu pomoc...Koszmar ten spelnil sie...robilam mamie masaz serca w nadzieje, ze zacznie oddachac, ze bedzie zyla...ale to nic nie dalo...Mama odeszla na zawsze i patrzy teraz na mnie z gory i mam nadzieje, ze jest Jej tam dobrze i ze jest dumna ze mnie i wie, ze robilam wszystko, aby ja uratowac...
    Malinko,czasami warto sobie poplakac, wygadac sie i nie zamykac w sobie...a wierz mi, ze jest wokol nas wielu wspanialych ludzi...przekonalam sie o tym, bo na pogrzebie mamy spotkalam ludzi, ktorych bym sie tam nigdy nie spodziewala...
    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • to dziwne 2004.01.16 [12:04]
    siłaczka o czym piszesz, ale tak jest, że czyjaś śmierć dodaje nam sił. Taki paradoks - wydaje się, że powinno być odwrotnie, że to jak ktoś jest to nam powinno dodawać siły, a kiedy kogoś nie ma to świat się wali. Smutny paradoks, ale prawdziwy
  • famfaramfa 2004.01.16 [12:10]
    Silaczko--->>> Tez jestem jedynaczka, z przymusu ( moich dwoch braci zmarlo)...Mam tylko kochanego tate, mojego kochanego faceta (niestety mieszka daleko, ale byl ze mna w trudnych chwilach i mimo, ze nie ma go przy mnie fizycznie, to czuje jego duchowa obecnosc) no i tabun znajomych i przyjaciol...
    Mam nadzieje, ze moja mama rowniez bedzie mi pomagala w trudnych chwilach i da mi duzo sily i energii, abym stawila czolo przeciwnosciom losu...
    Musisz byc bardzo silna osoba...jedyne czego sie teraz boje, to to ze moge stracic tate, ze zostane sama w domu...ze nie bede miala sie do kogo odezwac, komu pozalic...Sama wiesz, znajomi znajomymi, ale nie zastapia rodzicow...
    Dzieki za cieple slowa i zycze Ci wszystkiego co najlepsze...Trzymaj sie cieplutko!

    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • Jamniczek 2004.01.16 [12:19]
    Malinka serduszko.gif

    Famfaramfa serduszko.gif


    A ja jestem świeżo po spotkaniu oko w oko z bliską mi osobą, której nagle parę dni temu zmarł syn... tak nagle... mój równolatek... i wciąż mi się przypomina, jak opowiadała o nim... jak był mały... jaki był śmieszny...

    Naprawdę, w takich chwilach chcę śpieszyć się kochac ludzi... bo tak szybko odchodzą...
    Bez śladu zginęła para kapci, jak rozpływa się wieczorna mgła... A kapcie to były starej babci... i zostałem sam pewnego dnia...
  • Zosia 2004.01.16 [12:23]
    Famfaro - za dwa mine dwa miesiace od smierci mojej Mamy. Wiem co czujesz. Moje Mama takze chorowala dlugo ale mialam nadzieje. Zasnęla i spi sobie. jeszcze pieką mnie oczy bo wlasnie wrocilam z cmentarza. Poszlam prosic ja zeby pomogla mi przetrwac...bo moj tato jest bardzo chory. W tym momencie dopiero Famfaro zaczyna docierac do mnie co naprawde sie stalo. Do tej pory wydawala o mi sie, ze to wszystko to jakis zlu sen....ze to nie mnie dotyczy. Nie wiem dlaczego ale mnie z dnia na dzien jest trudniej. Mimo, ze teraz bardzo mysle o ojcu, bo czeka go powazna operacja..to... Jest trudno, nie mogę powiedziec ze nie...Radzilam sobie ale czuje, ze mimo ze teraz jestem bardzo potrzebna tacie...zaczynam zapadac sie...Wiem...jest tak jak tu zauwazyl slusznie, ze takie trudne przejscia wzmacniaja...ale gdzies jest granica...Przepraszam, ze to co pisze nie brzmi zbyt optymistycznie ale w tym momencie tak wlasnie czuje. Jedno Ci powiem Jej obecnosc czuje cały czas. Jest to wszechobecnosc...i mimo ze obiecalam jej i sobie, ze nie bede plakala...dzisiaj to robie.
    Żyj tak, aby znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz
  • malinka 2004.01.16 [12:31]
    Famfaramfa-nie zazdroszczę Ci oczywiście tego, iż musiałaś przejść przez taki smutny okres... Mój tata natomiast zaginąl. Stało się to z dnia na dzień, wszyscy byli w szoku, taki spokojny człowiek, nikomu nie wadzący... wyszedł z domu i nie wrócił! Byliśmy w szoku i bezsilni. Po pięciu miesiącach znaleziono jego ciało...

    Nigdy nie widziałam jego ciała, nie byłam ani trochę przygotowana na to, że on może odejść, zawsze był przy mnie. Pewnie dlatego ciagle wierzyłam w głebi serca, ze to może być pomyłka, że on się odnajdzie, że wróci, że znowu będzie wszystko ok...

    I chyba tak naprawdę wciąż czekam... bo moje serce nie daje się przekonać, że tak musiało się stać. Ono wciąż ma nadzieję.
    On jest chory, on jest zarażony, on jest zakażony tobą Twoja dusza, twoje całe ciało - tak na zatracenie wiodą
  • famfaramfa 2004.01.16 [12:31]
    Zosiu---->>> Wiem co czujesz...moj ojciec rowniez zdrowy nie jest, a problem w tym, ze nie chce sie leczyc...tzn. przed smiercia mamy nie chcial, ale teraz blagam go caly czas, zeby wzial sie za swoje zdrowie, zeby zrobil to dla mnie, bo jak on odejdzie to zostane sama jak palec...Mam nadzieje, ze ojciec spelni moje prosby...
    Wierze w to, ze Twoja mama bedzie czuwala nad Toba i Twoim Tata...musisz byc silna, choc wiem, ze czasami to trudne, ze czasami wszystko zaczyna nas przerastac...Badz przy ojcu, niech wie, ze jestes przy nim, to bardzo duzo daje, gdyby nie ja i moj tata, to moja mama zmarlaby juz wczesna jesienia, ale nasza troska, opieka, obecnosc i wola Boza pozwolily jej przezyc piekne Swieta i w pokoju odejsc do wiecznosci...

    Trzymaj sie i wierz w to, ze bedzie dobrze, to bardzo wzmacnia.
    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • famfaramfa 2004.01.16 [12:37]
    Malinko--->>> To oczwiste, ze jestem smutna, ze moja mama odeszla...ale przynajmniej moglam przy niej byc, odwiedzac ja, wiedzialam co sie z nia dzieje, bylam przy niej...Owszem mialam nadzieje,ze wszystko bedzie dobrze, ze jakos bedziemy dalej zyli w trojke...
    Twoja tragedia jest o tyle gorsza, ze przez kilka miesiecy nie wiedzieliscie co sie dzieje z Tata..., czy zyje, czy nie, gdzie jest, co sie z Nim dzieje....To chyba o wiele gorsze niz swiadomosc, ze ktos zasnal w pokoju...

    Trzymaj sie Slonko!
    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • Zosia 2004.01.16 [12:41]
    Dziekuję Ci Famfaramfo...i przepraszam za pomylkę w nicku...
    Ja Tobie zyczę takze, z calego serca wiele spokoju, mądrości i siły. Jestes wspanialą osobą - poradzisz sobie. Mysle ze ja tez sobie poradze. Dopoki jest w nas nadzieja...to takie przeciez wazne. Pozdrawiam.
    Żyj tak, aby znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz
  • malinka 2004.01.16 [14:46]
    Famfaramfa kwiatek.gif

    Zosiu kwiatek.gif

    Jamniczek usta.gif
    On jest chory, on jest zarażony, on jest zakażony tobą Twoja dusza, twoje całe ciało - tak na zatracenie wiodą
  • SW 2004.01.16 [16:18]
    Famfara bardzo Ci współczuje Mój tata zmarł nagle pół roku temu to prawda ze czas pomaga ,inaczej to odczuwam teraz wtedy to domnie nie docierało ze go niema i juz nie bedzie ,szłam do sklepu np i go wypatrywałam albo wchodziłam do pokoju i czekałam az usiadzie w swoim ulubionym miejscu dlamnie najgorsza była swiadomosc pustki.Pare dni przed taty smiercia przysniło Mi sie ze przyszli jacys obcy ludzie których bardzo sie bałam i powiedzieli ze przychodza po niego to było takie straszne ze po przebudzeniu pomyslalam ze cos zlego stanie sie z tata na drugi dzien zmarł nagle.Jestem dorosła osoba mam meza dziecko mame i rodzenstwo ale od smierci taty czuje ze skonczyłsie jakis rozdział w moim zyciu.
  • zuzka 2004.01.16 [17:11]
    Czytam te wasze wpisy i jest mi jeszcze gorzej na duszy.
    Moi rodzice zmarli już 5 lat temu, miesiac po miesiącu, a ja do dziś chodzę jak w letargu.
    Nie potrafie się uśmiechać, bawić, przestałam czerpać życie.
    Mam 2 dzieci i męża, ale nie potrafię im od tamtej pory nic ciekawego.
    Smutek, smutek i wielki żal to mi pozostało.
    Podobno czas goi rany, jednak w moim przypadku to się nie sprawdza.
    Czym dalej tym gorzej, nie potrafie sobie z tym poradzić.
  • Driada 2004.01.16 [17:47]
    bardzo serdecznie Ci współczuję, wiem co to znaczy utrata kogoś najbliższego, w maju minie 3 lata gdy zmarła moja MAma, chorowała długo ale ukrywała swój stan, być może dlatego że miałam wtedy wyjątkowo ciężki okres w życiu, - może gdybym była mniej skuppiona na sbie zauważyłabym że potrzebuje pomocy ,miała nowotwór wątroby z rozległymi przerzutami, najgorsza była bezradność - gdy pojęłam że nie moge jej pomóc, prawda jest taka że do dziś nie moge pogodzić się z jej brakiem, tak czasem chciałabym z Nią porozmawiać, tym bardziej,że mój ojciec zmarł dwa lata przed mamą, przeżyjesz to ale ból trwa długo,
  • famfaramfa 2004.01.16 [20:12]
    SW, Zuzka, Driada>>> rowniez Wam wspolczuje....Pustka, tez ja teraz odczuwam...Brakuje mi mamy, wchodze do domu...zawsze w nim byla ( ostatnio troche rzadziej, bo lezala w szpitalach...), a teraz pusto...
    Bardzo za nia tesknie...przez ponad 20 lat mojego zycia przyzwyczailam sie do codziennego rytmu zycia mamy tzn. 8.00, 13.00, 18.00, 22.00...o tych godzinach mama robila zastrzyki (insulina)...i tak kazdego dnia bez wyjatkow...smutno mi bez niej...mam nadzieje, ze to kiedys minie...Niby usmiecham sie do innych i staram byc wesola, ale w glebi duszy tkwi ogromny smutek, tesknota...pustka

    Dziekuje wszystkim za cieple slowa!
    Trzymajmy sie razem i spieszmy sie kochac innych...!!!
    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • dojrzała 2004.01.16 [20:42]
    21.12. - niespełna miesiąc temu zmarła moja mama. Była bardzo schorowana kobietą nie mniej jej śmierć spadła nagle. Nikt nie spodziewał sie takiego nagłego obrotu sprawy. Miałam jednak to szczęście, że byłam przy niej prawie cały czas tj. ostatnie 5 dni jej życia. Mogłam jej powiedzieć, ze ja kocham, prosić o wybaczenie tego co było nie tak, mogłam ja trzymać za ręke do ostatniego tchnienia. Chociaż lekarz mówił, ze mama jest juz w agonii do mnie to nie dochodziło. Rozgrzewałam jej ręce i nogi.
    Na samodzielne urządzenie pogrzebu, powiadomienie bliskich, zadbanie o ubiór dla żyjących (ojca, dzieci, siebie) miałam tylko jeden dzień, bo zbliżała się Wigilia. Pogrzeb się odbył. Nie umiałam wycisnać ani jednej łzy. Byłam tak strasznie silna . Czułam cały czas, że jakaś tajemna siła pomagała mi w tym całym przedsięwzięciu. Dopiero po przyjeździe do domu pękłam. I tak jest do dzisiaj. Potrawy wigilijne były skropione moimi łzami. Nie wiem jak z tym żyć.

  • dojrzała 2004.01.16 [20:43]
    21.12. - niespełna miesiąc temu zmarła moja mama. Była bardzo schorowana kobietą nie mniej jej śmierć spadła nagle. Nikt nie spodziewał sie takiego nagłego obrotu sprawy. Miałam jednak to szczęście, że byłam przy niej prawie cały czas tj. ostatnie 5 dni jej życia. Mogłam jej powiedzieć, ze ja kocham, prosić o wybaczenie tego co było nie tak, mogłam ja trzymać za ręke do ostatniego tchnienia. Chociaż lekarz mówił, ze mama jest juz w agonii do mnie to nie dochodziło. Rozgrzewałam jej ręce i nogi.
    Na samodzielne urządzenie pogrzebu, powiadomienie bliskich, zadbanie o ubiór dla żyjących (ojca, dzieci, siebie) miałam tylko jeden dzień, bo zbliżała się Wigilia. Pogrzeb się odbył. Nie umiałam wycisnać ani jednej łzy. Byłam tak strasznie silna . Czułam cały czas, że jakaś tajemna siła pomagała mi w tym całym przedsięwzięciu. Dopiero po przyjeździe do domu pękłam. I tak jest do dzisiaj. Potrawy wigilijne były skropione moimi łzami. Nie wiem jak z tym żyć.

  • dojrzała 2004.01.16 [20:43]
    21.12. - niespełna miesiąc temu zmarła moja mama. Była bardzo schorowana kobietą nie mniej jej śmierć spadła nagle. Nikt nie spodziewał sie takiego nagłego obrotu sprawy. Miałam jednak to szczęście, że byłam przy niej prawie cały czas tj. ostatnie 5 dni jej życia. Mogłam jej powiedzieć, ze ja kocham, prosić o wybaczenie tego co było nie tak, mogłam ja trzymać za ręke do ostatniego tchnienia. Chociaż lekarz mówił, ze mama jest juz w agonii do mnie to nie dochodziło. Rozgrzewałam jej ręce i nogi.
    Na samodzielne urządzenie pogrzebu, powiadomienie bliskich, zadbanie o ubiór dla żyjących (ojca, dzieci, siebie) miałam tylko jeden dzień, bo zbliżała się Wigilia. Pogrzeb się odbył. Nie umiałam wycisnać ani jednej łzy. Byłam tak strasznie silna . Czułam cały czas, że jakaś tajemna siła pomagała mi w tym całym przedsięwzięciu. Dopiero po przyjeździe do domu pękłam. I tak jest do dzisiaj. Potrawy wigilijne były skropione moimi łzami. Nie wiem jak z tym żyć.

  • artemika 2004.01.16 [21:25]
    topik makabrycznie dołujący... ale chyba potrzebny...

    w maju minie drugi rok, jak zmarł mój tata...
    zachorował niespodziewanie, on - najzdrowszy z całej rodziny...
    miał w sobie \"tykająca bombkę\", o której nikt nie wiedział, a nawet jakbysmy wiedzieli, to medycyna nie daje duzych szans...
    kiedy to się stało, próbowałam mu pomóc...
    nie wiedziałam wtedy, że moja reanimacja przedłuzy mu jedynie zycie o 12 dni...
    12 dni koszmaru...
    oddziały intensywnej terapii sa koszmarne...
    siostra - lekarz, która patrzy razem ze mną, jak nasz tata odchodzi i nic nie może zrobić...
    siostra w 2 miesiącu ciąży z pierwszym dzieckiem - tata tak się cieszył na wnuka... ale ta radośc prysnęła po miesiącu...
    ja - zaledwie 20letnia i pólsierota...

    nie jest prawdą, że czas leczy rany, nigdy nie będzie dobrze... to czcze gadanie...
    boli tak samo czy to jest dzień, miesiąc, czy rok później...
    nigdy się z tym nie pogodziłam, nie wiem nawet, na kogo powinnam byc zła...
    a pustki w domu znieść nie mogę...

    nie chcę od nikogo rad, pocieszania, zamknęłam się całkowicie w sobie... bo to był tylko mój tata, tylko ja miałam z nim takie relacje i nie ma drugich takich jak my... nikt się nie powienien mądrzyć... jesli ma się serce, to ono będzie bolec juz zawsze...

    famfaramfa - to, co czujesz, jest tylko twoje... nie pozwól nikomu tego spłycić i miej nadzieję - nic więcej nam nie pozostało...



    całą naszą miłość i dobro... - smierć odebrała nam wszystko...
    "...jeśli coś kochasz, puść to wolno. jeśli wróci - jest twoje, jeśli nie - to znaczy, że nigdy tego nie było..."
  • malinka 2004.01.16 [21:34]
    Czas pomaga, jeśli my chcemy się z tym wydarzeniem pogodzić. Teraz już są dni, kiedy nie płaczę na widok jogurtu - bo tata codziennie rano przynosił mi właśnie taki sam.... Kiedy mogę spojrzeć na jego zdjęcie i usmiechnąć się do siebie na wspomnienie dobrych chwil.

    Artemika-mogłabym napisać to samo. To był tylko mój tata, i to wyłącznie mój, bo byłam jedynaczką, jego najukochańszą. Już nikt nie będzie mnie kochał tak, jak on. On już nigdy nie będzie wiedział, jak bardzo mnie wspierał, bo nawet ja nie zdawałam sobie z tego sprawy. Darliśmy przysłowiowe koty przez parę lat, ale byliśmy tacy sami-jota w jotę ten sam charakter.

    Mam nadzieję tylko, ze nie cierpiał, zanim umarł. Że nie był świadomy. To mnie będzie dręczyć do końca życia-że umarł samotnie, bez pomocy, być może w strachu, być może w ogromnym cierpieniu, nieszczęśliwy...

    smutas.gif
    On jest chory, on jest zarażony, on jest zakażony tobą Twoja dusza, twoje całe ciało - tak na zatracenie wiodą
  • famfaramfa 2004.01.16 [22:51]
    Artemiko--->>> Nikt nie jest w stanie splycic mego bolu...nikt nie wie tak do konca co tkwi we mnie w srodku...Tak jak napisala Malinka...Nikt nie bedzie nigdy mial ze mna takiego kontaktu jak Mama... Nikt jej nie zastapi...
    Jednak wiem, ile moze zdzialac rozmowa z innymi, podzielenie sie swym bolem i mozliwosc poznania problemow innych ludzi...
    Smierc czeka kazdego z nas to jedyne czego mozemy byc pewni w zyciu...Dla mnie rozmowa z innymi, ktorych spotkal podobny los, jest swego rodzaju terapia...
    Pewnych raz nie da sie calkowicie zagoic...blizny pozostana na zawsze...

    Malinko--->>> Moja rana jest jeszcze zbyt swieza, ale probuje sobie jakos pomoc...Jest wiele sytuacji, w sumie prawie wszystko przypomina mi Mame...Czasam tez dochodzilo do sporow-jak w kazdej rodzinie, ale teraz pamietam tylko dobre chwile...i tylko te chce pamietac...
    Wiem, ze to moze brzmi banalnie, ale wierz w to, ze mial dobra smierc...bo pewnie na taka zasluzyl...chociazby tym, ze dbal o swa kochana jedynaczke...

    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • Sprytna Kotka 2004.01.16 [23:07]
    bardzo smutne to wszystko co piszecie..
    uderza mnie podobieństwo niektórych przezyć do ..moich własnych.
    Driada: to co opisałas, jest mi bliskie. Również siła, o której pisze \"dojrzała\" - to jest coś z góry co nas podtrzymuje, al epotem mija i zotsaje zwykłe życie i ten brak.
    Nie jestem w stanie dodać nic nowego do teo co tu napisano, oprócz tego, że ŻYCIE JEST SILNIEJSZE. Na szczeście. Więc w końcu kiedyś mija żałoba i smutek (puste miejsce i poczucie braku kogoś bardzo waznego i chęc porozmawiania , ujrzenia Mamy nie mineła, chociaż to już 3 lata mijają). Mija ta najgorsza żałoba, smutek i dołek i pozostaje życie. Ono już nie jest takie samo i nie będzie. Ale może być ciekawe i absorbujące i to jest jedyne pocieszenie jakie znajduję i jedyny ratunek - zyć. Z czasem zaczynasz się szczerze śmiać i płakać z zupełnie innych powodów. I tylko ten brak dopada czasem, ale z tym już jakoś sobie poradzisz.
  • malinka 2004.01.16 [23:08]
    Famfaramfo kwiatek.gif za te słowa. Wierzę w to, że nie cierpiał, że śmierć go zaskoczyła. Jeśli gdzieś istnieje Niebo, to z całej mocy wierzę w to, że Nasi rodzice właśnie tam są. Zasłużyli na to tym tylko, że kochali nas i umieli dać nam odczuć to.

    Oni żyją w nas, jesteśmy ich częścią, którą pozostawili na świecie. I chyba musimy starać żyć się tak, żeby byli dumni, że właśnie nam przekazali swe dziedzictwo. Bo ja jestem dumna, że jestem córką mojego ojca. Może nie był kimś wielkim dla swiata, ale w moim małym świecie zawsze będzie wyjątkowy i jedyny.

    Ech. Ból jest we mnie i teraz. I łzy skapujące na klawiaturę. Tak mi smutno, że nie poprowadzi mnie do ołtarza, że nie pozna swoich wnuków... że już nigdy nie poklepie mnie po ramieniu z uznaniem.

    Dziękuję ci Famfaramfo, że stworzyłaś ten topik. Jest taki smutny i taki wyjątkowy. Bardzo potrzebny. kwiatek.gif
    On jest chory, on jest zarażony, on jest zakażony tobą Twoja dusza, twoje całe ciało - tak na zatracenie wiodą
  • jedwab 2004.01.16 [23:26]


    smutas.gif


    Najgorsze jest to że strate bliskiej osoby uświadamiasz sobie dopiero po jakimś czasie. Niemoge opisać tu swoich przeżyć, to jest dla mnie zbyt osobiste, ale powiem jedno, żadna choroba, krótka czy długa nie przygotowuje rodziny na śmierć bliskiej osoby i najgorsze w tym wszystkim jest to że będąc przy tym jesteśmy bezradni, nic nie możemy zrobićsmutas.gif
    Każdy nowo poznany człowiek wie coś, czego my jeszcze nie wiemy.
  • Jadódka 2004.01.17 [02:22]
    Czytam to co tu piszecie i łzy mi ciekną z oczu.
    Moj tata mial 2 zawal i lezal miesiac w szpitalu na intensywnej, a ja nie moglam do niego isc, potrzymac za reke tak jak wy. Po prostu nie moglam. Moze to przez to, ze widzialam go po pierwszym zawale i ten widok nie schodzi mi z oczu do dzis. Koszmar. Nie mialam z nim nigdy zatargow, zawsze bylo ok miedzy nami. Moja starsza siostra byla przy nim, chodzila codzienne i mowila, ze tata w przeblyskach swiadomosci wola mnie. Ale mnie nie bylo przy nim, nie poszlam ani razu, uwierzcie mi nie moglam, nie potrafilam. Do dzis moja siostra ma mi to za zle, wypomina, dogaduje i dokucza ile sie tylko da. Juz od kilku lat nie mamy ze soba zadnego kontaktu, nie wiem moze jest chora, a moze umarla?
    Moja mama zmarla krotko po tacie. To chyba z tesknoty. Wtedy rowniez byla przy niej siostra, ale tym razem nawet nie powiadomila mnie o chorobie mamy i ze lezy w szpitalu. Tylko przez przypadek dowiedzialam sie o tym od obcej osoby. Powiem wam, ze kazde z nas mieszka w innej czesci Polski tz. ja na pólnocy, siostra na poludniu, a rodzice w centralnej.
    Pojechalam i zobaczylam jak mama umiera, ale siostra caly czas utrzymywala ze jest wszystko ok na jak najlepszej drodze do zdrowia. A ja widzialam w jej oczach smierc. Poszlysmy na drugi dzien do szpitala i kedy siostra juz szykowala sie do wyjscia, powiedzialam jej zebysmy zostaly na noc z mama bo ona do rana nie przezyje, ale ona sie oburzyla i powiedziala ze nikt tu nie umiera a napewno nie nasz mama i jak chce to moge zostac sama. Ale ja sama balam sie, nie moglam i poszlysmy do domu. W nocy dzwonil lekarz dyzurny i powiedzial ze mama wlasnie zmarla. Po smierci rodzicow siostra zalozyla sprawe w sadzie o majatek, o mieszkanie po rodzicach. No koszmar ciagnal sie dalej i to przeszlo rok. Dostalam jak obuchem w leb, kiedy na ktorejs ze spraw dowiedzialam sie, ze 5 dni przed smiercia mamy siostra do szpitala sciagnela notariusza, zeby spisal testament z mama, oczywiescie calosc na kozysc jej. Potem wyszlo jeszcze ze notariusz byl w szpitalu dwa razy poniewaz za pierwszym razem mama stracila przytomnosci i musieli ja ratowac. Ale na drugi dzien polepszylo sie troche i notariusz powrocil. Mama nie wiedziala do konca dlaczego mnie niema, siostra jej powiedziala ze nie przyjade bo mi sie nie chce, a tak naprawde dowiedzialam sie pokatnie od obcej osoby ze mama juz 3 tydzien jest w szpitalu.
    Takze nie mam rodzicow i nie mam siostry (bylysmy dwie), nie mam nic. Moi synowie chcieli wziac sobie cos na pamiatke po dziadkach z ich domu, ale niestety drzwi zostaly zamkniete i siostra ich nie wposcila. Ja chcialam wziasc rzeczy (ubrania) moje i dzieci ktore tam mialam zawsze, kiedy zyli rodzice, ale powiedziala mi ze nie mam teraz tu wstepu, ani ja ani moje dzieci.
    Z mężem też nie uklada mi sie pomyślnie, bo to chodzi tez o ten spadek, ze nie dostalam nic. A mnie to juz dawno "zwisło" ten caly spadek, bo coż moi rodzice takiego cennego mieli? Pare obraczek, jakies kilka krysztalow, moze jeszcze jakis 1 pierscionek, z 3 tys. zl na ksiazeczce, no i kupe starych rupieci (ale nie antykow) i ubran. Dla mnie to nie mialo az takiego znaczenia, napewno bogatsza bym nie byla. No ale jak widac moja siostra walczyla w sadzie jak lwica, moj ślubny też obrazony, to jednak sa tacy co im zalezy.
    Jestem sama, zdesperowana, zalamana z masa klebiacych sie mysli.
    Pozdrawiam wszystkich.
  • malutka... 2004.01.17 [15:27]
    moj tata umarl 9.09.2003 czyli 4 miesiace juz sa Najgorsze jest to ze zginal z wlasnej woli powiesil sie w garazu! dowiedzialam sie o tym tydzien po pogrzebie to byl SZOK zostawil mnie(17) siostre(15) i brata(16) i mame oczywiscie zalamal sie gdyz zle szlo w firmie i nie mogl znalesc pracy Nie mogl sobie wybaczyc ze nie da rady nas niedlugo utrzymac Nikt nie chcial mu pomuc znalesc pracy NIKT a sam oddal by wszystko by pomuc innym i dlatego zginal ludzie wisieli mu duza kase mimo ze zarabiali i mogli ja oddac nie chcieli a moj tata nie mial serca wyslac komornika Wybaczylismy mu zaluje tylko jednego ze nie zostawil nam zadnej kartki niczego
  • malutka.... 2004.01.17 [15:29]
    codziennie sie za niego modlimy by BOG mu wybaczyl poniewaz byl za dobrym czlowiekiem i dlatego nie zyje

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...