Odpowiedz na ten temat

Smierc bliskiej osoby...jak sobie z tym poradzic...

  • Natalia472 2017.07.24 [01:20]
    Zaglądam tutaj codziennie, ale chyba wszystko co czuję już napisałam i nic się nie zmienia...cały czas czuję pustkę, której nikt nie wypełni, ból ten psychiczny, który przechodzi w fizyczny i wielką tęsknotę za Tatą. Czasami mam wrażenie jakby on dalej żył, tylko po prostu wyjechał na wakacje ale chwilę później dogania mnie myśl, że go już nie ma smutas.gif 14 tygodni minęło ale sama nie wiem kiedy i wiem, że czas który minął wcale nie wyleczył mnie z bólu ale przyzwyczaił mnie do życia z nim. Śmierć najukochańszej i najważniejszej osoby w moim życiu jaką był Tata uświadomiła mi to jak mało mamy czasu, żeby spędzić czas z kochanymi ludźmi. Szkoda tylko, że dopiero teraz sobie to uświadomiłam i zawsze zostanie we mnie żal, że straciłam tyle czasu na niepotrzebne rzeczy zamiast spędzić go z Tatą. Jest tyle rzeczy, których nie zdążyłam mu powiedzieć i których nigdy nie wypowiem, tyle mam do siebie pretensji, że mu nie mogłam pomóc, że nic nie zauważyłam i do końca życia będę musiała żyć z tymi wszystkimi myślami.
  • Natalia472 2017.07.24 [01:57]
    I to prawda, że nikt nie chce wysłuchać osoby, która doświadczyła straty, nikt nie chce słuchać o śmierci i wszystkim co jest z nią związane. To tak jakby od śmierci taty wszyscy się ode mnie odsuneli, nie mam nawet jednej osoby, której mogłabym się wypłakać. Zawsze miałam kogoś obok siebie, ale właśnie teraz kiedy naprawdę kogoś potrzebuję to nikogo nie ma. O ile w dzień jakoś daję sobie radę, to w nocy wszystko we mnie krzyczy i wraca...tak właśnie noce są najgorsze - kiedy zostaje sam na sam z własnymi myślami. I choć "rzuciłam" już prochy uspokajające to czasami tak mnie kusi, żeby je wziąść i zapomnieć i nie myśleć...ale w końcu tabletki nie są wyjściem, bo jak przestaną działać to ból wróci z jeszcze większą mocą. Absurdalne jest to, że oparcie i zrozumienie znalazłam u obcych ludzi na forum a nie w tych osobach, którzy otaczają mnie codziennie...Dzisiaj czytałam wszystkie moje wpisy na tym forum i przypomniało mi to, że 17 dni przed śmiercią taty szukałam tutaj pomocy, pisałam, że boję się śmierci taty, i mam wrażenie, że to ja "przywołałam" tą śmierć i to wszystko moja wina.
  • SlodkaPaskuda 2017.07.24 [07:15]
    na to potrzeba czasu, nie ma idealnej recepty na ból po stracie kogoś bliskiego.
  • gość 2017.07.24 [09:25]
    Wspomnienia okrutnie bolą.
    Czy to normalne, że raz wydaje mi się, że będzie ok, a innym padam nakolana ze łzami w oczach i pojawia się myśl, ż nie dam rady bez niej żyć?
  • gość 2017.07.24 [09:40]
    To wyzej to ja, osoba ktora stracila 3tygodnie temu mame.Nie byla obloznie chora, rano z nią rozmawiałam wieczorem nagle zatrzymało się krążenie, tata mowil ze zaczela sie zle czuc i nagle poczula silny ból aż krzyczała przyjechalo pogotowie, dali jej morfine i przy karetce zemdlała, zaczeli resuscytacje, niby skuteczna, ale cały czas była nieprzytomna, zmarła na ojomie to bylo w dzień taty czyli 22czerwca. To "świeto" już nigdy nie bedzie mi sie dobrze kojarzyc. Tata do rana czekał sam w domu aby nas poinformowac o jej śmierci, zebysmy mialy chociaz spokojną noc. Przyszedl do mnie o 5nad ranem i dlawiacym glosem powiedział "mama nie żyje". Tego samego dnia trzeba bylo wybrac trumne, ciuchy i zalatwic formalności, nie bylam w stanie, tato już całkiem. Okropny dzień taty, okropny.
    Jak ja Was wszystkich rozumiem, też czuje żal, obwiniam się i mam pretensje, że nie zrobiłam tylu rzeczy dla niej i mimo, że mam męża i dziecko nie czuje wsparcia z ich strony, mam tatę i siostre i my troje cierpimy okrutnie i tylko oni mnie rozumieją, bo czują to wszystko co my tutaj. Jutro mamy miesięcznica eh, a za pare dni taty uridxiny.
  • gość 2017.07.24 [18:50]
    popłakałam się czytając ostatni wpis smutas.gif
    tak bardzo wam wszystkim współczuję !!!
  • gość 2017.07.24 [19:35]
    Można? Mój bliski kolega umarł 3 miesiące temu
  • Natalia472 2017.07.25 [02:51]
    Współczuję z powodu śmierci mamy, niestety oprócz współczucia i zrozumienia nie znajduję słów które mogłyby Ciebie pocieszyć. Mogę tylko napisać, że przyzwyczaisz się do braku mamy, do wszystkich uczuć, które teraz czujesz. Nie napiszę, że będzie lepiej bo mimo, że u mnie minęły trzy miesiące od pożegnania taty to wcale nie jest lepiej a momentami nawet jest gorzej. Płacz, krzycz, pisz co czujesz - to Ci ulży choć na chwilę.
    Myślę, że skrajne uczucia, które teraz przeżywamy - raz jest dobrze, a za chwilę tragicznie są normalne...świadczą o tym jak bardzo kochaliśmy/kochamy osoby, które odeszły i jak ciężko pogodzić się z ich odejściem. Pewnie gdyby nie to forum, to sama myślała bym, że zwariowałam, ale piszące tutaj osoby, ich posty uświadomiły mi, że w tym co czuję i jak się czasami zachowuję nie jestem odosobniona. Twój tata musi być naprawdę kochany, bo pewnie ja w jego sytuacji obudziłabym wszystkich byle tylko nie być sama, a on nawet w takiej chwili bardziej dbał o Was niż o siebie. Życzę Tobie, Twojej siostrze i Tacie dużo siły bo będzie Wam naprawdę potrzebna by przetrwać ten najtrudniejszy czas. Gdy tylko poczujesz potrzebę możesz tutaj napisać o wszystkim - mi to pomogło trochę.
    Wspomnienia zdecydowanie bolą, nie potrafię pomyśleć o tacie jednocześnie przy tym nie płacząc - wszystko co jest związane z nim strasznie boli, każda rozmowa o nim sprawia, że się rozpadam na kawałki, nawet zdjęcia z nim pochowałam bo na tym etapie patrzenie na nie sprawiało mi aż fizyczny ból. Mam nadzieję, że przyjdzie taki moment w którym na wspomnienie o tacie się uśmiechnę a oglądanie zdjęć na których on jest sprawi mi przyjemność. Nie życzę nikomu śmierci ale zastanawiam się dlaczego kochani i dobrzy ludzie tak szybko odchodzą a Ci źli żyją bardzo długo...i to ma być sprawiedliwość?
  • gość 2017.07.25 [14:43]
    Dziękuję za słowa otuchu i również współczuje.
    Tata widzę stara się jak może abyśmy tego nie odczuły, wydaje mi się, że dużo trzyma w sobie co nie jest dobre dla niego moim zdaniem. Mama też była kochana i stawiała nas ponad siebie. Nie mówiłam nam wielu reczy, żeby nam nie było przykro lub żeby nas nie martwić, często udawała, że jest wszystko ok i tylko tata widział jak jest w rzeczywistości. Też nie rozumiem dlaczego dobrzy ludzie odchodzą smutas.gif
  • gość 2017.07.25 [18:11]
    No i trafiłam na jej zdjęcia robione przed miesiącem i świadomość tego, że już jej nigdy nie zobacze smutas.gif to tak przeraźliwie boli.
  • gośćAnia 2017.07.26 [10:53]
    U mnie 8.08 mija dwa lata od smierci mojego męża..mlodego czlowieka, który mial dopiero 38 lat...i nadal nie moge tego pojać, zrozumiec, zaakceptowac.Mam wrazenie , ze z czasem jest gorzej, zaraz po tym siedzialam , ogladalam zdjęcia, na widok niektorych sie usmiechalam...jakoś chyba nie docieralo do mnie to co sie stalo, wypieralam to, wmawialam sobie, ze jest, ze wyjechal w delegacje, ze wróci...teraz minely te 24 miesiace i wiem juz , ze niestety nie wróci i ze to sie naprawdę stalo...nie jestem w stanie ogladać fotografii a kazde wspomnienie sprawia mi straszny ból. Nasze dziecko(obecnie 6 lat)zadaje coraz więcej pytań, placze, tęskni...mówi mi, ze jeszcze bedziemy szcześliwi, ze ktoś Nas pokocha....w świecie, gdzie pelno zdrad, nienawiści, rozwodów Nam sie udalo, byl dla mnie wszystkim...przyjacielem, męzem, kochankiem , mialam to wielkie szczeście i je stracilam...i pytam dlaczego?za co?dlaczego Bóg dal mi doswiadczyć szczęścia, spokoju a nagle mi to wszystko odebral?
  • milenaSzsz 2017.07.26 [21:37]
    Ktoś tu wspominał o wizycie w klinice PsychoMedic . Mi pomogła wizyta u psychiatry. Potem była następna i następna. Obecnie jest lepiej, ale chodzę na terapię do psychologa. Małymi krokami można powrócić do normalnego życia. Tel do rejestracji do nich to 22 253 88 88 . Tu nie chodzi o to, żeby zapomnieć, ale żeby się z tym oswoić.
  • tsunam61 2017.08.03 [12:59]
    Tak naprawdę moim zdaniem nie ma nic wstydliwego w tym, że ktoś chce się wygadać na forum internetowym gdzie jest zupełnie anonimowy. Ja również miałam tragiczny okres po śmierci swojej mamy i jakoś nie mogłam przez dłuższy czas się pozbierać... Po długich namowach mojego brata poszłam do psychologa (ośrodek Relacja w Poznaniu) i z wizyty na wizytę czułam się coraz lepiej... w końcu zaczęłam akceptować stan rzeczy... Nasze życie to bitwa, dlatego ciszmy się teraźniejszością i wszystkimi wspaniałymi chwilami.
  • gość 2017.08.03 [15:20]
    Sposob na zapomnienie
  • gość 2017.08.04 [16:27]
    Znowu gorszy dzień. Wspomnienia tak ranią, że aż łzy zabierają oddech.
  • Natalia472 2017.08.11 [02:46]
    Miałam nadzieję, że z upływem czasu będzie lepiej...że się "oswoję" z całą tą sytuacją...ale to nieprawda, że czas leczy rany....bo gdyby leczył to przez te prawie cztery miesiące moje rany byłyby chociaż trochę zagojone...a tak wcale nie jest. Z każdym dniem coraz bardziej brakuje mi taty i chociaż wiem, że już go nigdy nie zobaczę to mam nadzieję, że będzie nam dane się spotkać. I z każdym dniem mam coraz więcej żalu do siebie...że nie pomogłam mu...że nic nie zauważyłam....że za mało czasu mu poświęciłam....że go zawiodłam. Został mi tylko żal. Straciłam nie tylko najukochańszego tatę na świecie ale również najlepszego przyjaciela...Czuję się oszukana bo przecież nie tak miało być - nie on i z pewnością nie tak szybko. Nie umiem sobie wszystkiego na nowo poukładać w głowie, nie umiem zrozumieć. Boli mnie to, że wszyscy zachowują się jakby nic się nie stało, jakby jego śmierć była czymś mało istotnym, jakby nikogo nic to nie obeszło, że pogodzili się z jego odejściem, że już nie chodzą na cmentarz. Nienawidzę siostry bo nie nosi już żałoby i nie odwiedza taty na cmentarzu, nienawidzę mamy bo nie chce wspominać taty, bo potrafi się śmiać, bo pochwowala wszystkie rzeczy taty a najbardziej nienawidzę siebie że jestem jak jestem i nie potrafię się "ogarnąć" jak wszyscy. Mam wrażenie że gdyby nie ja to nikt by nawet tacie nie zapalił znicza na cmentarzu, że wszyscy o nim zapomnieli...ale jak można zapomnieć o kimś kto był takim wspaniałym człowiekiem? Po co się wogóle rodzimy? Tylko po to, żeby umrzeć? To ja w d**** mam takie życie.
  • gość 2017.08.11 [06:36]
    Przeczytajcie sobie ksiazke :,,Powiedzcie im, ze smierc nie istnieje ,,. Bardzo piekna ksiazka i wyjasniajaca wiele spraw na temat zycia i smierci. Akcja dzieje sie podczas drugiej wojny swiatowej , a takze obejmuje pozniejsze lata. Autorem jest katolicki ksiadz, a zdarzenia sa oparte na faktach . Z tamtej ksiazki dowiedzialam sie na przyklad, ze zwierzeta ida do Nieba , ze nawet kazda kura trafi do Nieba , bo kiedys sluzyla czlowiekowi.
    Zycie na Ziemi to tylko ulotna chwila. Mamy coraz mniej czasu, czas pedzi i jest go coraz mniej. Musimy go dobrze wykorzystac. Na Ziemi mijaja lata, a gdy czlowiek umiera i trafia na tamten swiat, to wychodzi do niego bliska osoba i ze zdziwieniem go pyta: O, to ty juz tez tu jestes? Szybko. Tutaj 30 lat jest jak pstrykniecie palcem na tamtym swiecie . Damy rade to przetrwac. Kazde cierpienia, to tylko chwilka, ktora i tak przeminie. Wszystko przeminie. To nic nie znaczy w stosunku do wiecznosci.
    Musimy tylko byc dobrzy , aby tam trafic i polaczyc sie z bliskimi.
    Kazde dziecko , nawet te stracone we wczesnej ciazy - zyje. Jest na tamtym swiecie i czeka. Matko, ktora stracilas dziecko , ty dalej jestes matka i wciaz masz te dzieci.
  • gość 2017.08.11 [07:17]
    Byla sobie pewna mala dziewczynka, ktora zyla w bogatej rodzinie. Miala piekne ubranka i drogie zabawki. Obok jej domu mieszkala biedna rodzina i tam tez wychowywala sie dziewczynka- jej rownolatka. Pewnego razu bogata dziewczynka oznajmila rodzicom, ze chce oddac swoje wszystkie zabawki i ubrania tej biednej dziewczynce. Rodzice byli zdumieni , gdy to uslyszeli i probowali odwiesc ja od tego zamiaru. Pytali ja czemu to chce zrobic, a ona odpowiadala tylko, ze tak postanowila i chce to zrobic. Rodzice jej powiedzieli, ze ta biedna dziewczynka zawsze moze przyjsc tutaj do nich i sie bawic tymi zabawkami, ale im odpowiedziala, ze to ona tez moze zawsze chodzic do tamtej sasiadki i sie bawic u niej. Rodzice jej powiedzieli, ze juz jej wiecej takich ladnych zabawek nie kupia, a ona oznajmila, ze o tym wie . Rodzice nie mieli wyboru i dziewczynka zaniosla wszystkie swoje rzeczy do sasiadki. Dwa dni pozniej bogata dziewczynka wybiegla na ulice i zostala smiertelnie potracona przez samochod. Rodzice nie mogli pogodzic sie ze smiercia i w koncu poszli do pewnej kobiety, ktora kontaktuje sie z duszami czyscowymi. Poprosili, aby zapytala o ich dziiecko. Dlaczego musiala ona zginac . Po chwili nadeszla odpowiedz. Rodzice maja jeszcze jednego syna i dzieki temu cierpieniu, ktore oni teraz przezywaja ich syn po smierci tez zostanie zbawiony . Wkrotce trafi do Nieba i bedzie z ich corka. Gdyby dziewczynka zyla , to tylko jedno dziecko trafiloby do Nieba, a tak to beda mieli dwoje dzieci w Niebie.
  • gość 2017.08.11 [09:34]
    ale bulszit to na górze. i te całe historie że żyjemy potem. Nie ma żadnego nieba, znaczy jest, są tam chmury atmosfera, dalej kosmos, orbity. dziecko zmarło żeby dwójka dzieci była w niebie...te historie są tworzone by pocieszyć osoby ktore straciły bliską osobę. Można sie wspomagać psychologiem, to jest pomoc, aby nauczyć się funkcjonować po stracie, a nie historie które nie mają potwierdzenia i są urojeniami bądź nadziejami bądź religią
  • gość 2017.08.11 [16:28]
    Nie potrafisz czytac ze zrozumieniem? W opowiesci jest mowa , ze dziewczynka i jej brat po smierci beda w niebie . A nie tak jak ty rozumujesz, ze dziewczynka i dwoje dzieci. To bylo po pierwsze. Po drugie nie bede starala Ciebie przekonywac do zmiany zdania. Bo i po co ? Czasami latwiej jest wejsc do Nieba mniej rozumnym i nie wierzacym, niz katolikom jak ja. Dlaczego ? Poniewaz jabbede surowiej sadzona, bo ,,wszystko,, juz wiem , a mnimo to nie przestrzegam 10 przykazan.
  • gośćiza 2017.08.23 [16:42]
    Natalia472 2017.08.11 [02:46], ja mam ten sam żal do siebie i do wszystkich...też widzę, że tylko mi Go brakuje, tylko ja "odwiedzam" cmentarz, tylko ja nosiłam żałobę, wszyscy pogodzili się błyskawicznie, a ja nie potrafię...Za dwa dni minie 2 lata, a ja tak strasznie za Nim tęsknię, tak boleśnie mi Go brakuje. Wiem co by powiedział w danej sytuacji, jak zaregowała, wciąż pamiętam Jego głos, zapach...WSZYSTKO pamiętam, a wszystkie wspomnienia nieważne czy dobre czy złe sprawiają cierpienie. Nie jestem wstanie pogodzić się z tym, że już nigdy nie będę miała okazji Go zobaczyć, że to po prostu KONIEC, wciąż tego nie ogarniam. Odszedł mój najukochańszy Tatuś, najsilniejszy człowiek jakiego znałam, osoba która rozumiała mnie bez słów, która kochała mnie jak nikt na świecie, którą kochałam i kocham ja, Osoba której nikt nie jest w stanie zastąpić. Nigdy już Go nie zobaczę, nie będzie mi dana szansa naprawienia błędów, nie usłyszę jek się do mnie zwraca, nie spojrzę już nigdy w te wielkie, piękne oczy, to wszystko tak bardzo boli, że przeradza się w fizyczny ból. moje, życie skończyło się prawie dwa lata temu, dziś funkcjonuję, stwarzam pozory, że wszystko jest już dobrze, ALE NIE JEST I NIGDY NIE BĘDZIE! Choć pozornie się uśmiecham, rozmawiam, "żyję" to tak naprawdę w środku krzyczę, z bólu straty i strasznych wspomnień, bo tego nie da się wymazać z pamięci. Wszystko nie ma sensu, funkcjonuję już jakoś, staram, się o tym nie myśleć, zapełniać sobie czas, zmęczyć się fizycznie, aby przyszedł sen, ale jest ciężko, kiepsko sypiam, a w dzień cały czas pamiętam. Jestem bardzo zmęczona, powracająca myśl, że to jest prawda, że to moja rzeczywistość sprawia, że czuję się jak na skraju szlaleństwa
  • gość 2017.08.23 [16:57]
    Cześć. Mam ostatnio gorszy okres, mogę się wygadać?
  • gość 2017.08.23 [20:10]
    Jeśli w jakiś sposób to pomoże, wygadaj się. Nie ma szans na pogodzenie się ze śmiercią bliskiej osoby z samego faktu, że odeszła. Jeśli jeszcze wpakowała w niespłacone kredyty, budowę domu i tego typu atrakcje, boli tym bardziej. Tak mam, ale nie chce mi się o tym gadać
  • DianaBarry 2017.08.23 [21:13]
    >>Choć pozornie się uśmiecham, rozmawiam, "żyję" to tak naprawdę w środku krzyczę, z bólu straty i strasznych wspomnień, bo tego nie da się wymazać z pamięci.
    Jak ja... I też źle sypiam.
    I to NIGDY. Że już nigdy nic. Cały czas mam wrażenie, że się "obudzę" z tego wszystkiego, pojadę do domu, a tam w fotelu siedzieć będzie babcia...
  • santi291 2017.08.31 [12:53]
    Mi było mega ciężko... mimo wsparcia bliskich osób. Nie da się pogodzić z sytuacją gdzie nawet nie możesz się z kimś pożegnać... Ja się z tym nigdy nie pogodzę, ale mogę polecić jeden ważny ******* mianowicie dobrego psychologa. Takie systematyczne wizyty bardzo pomagają mimo, że nie leczą ran... Ze swojej strony mogę polecić Panią Martę Andrałojć z ośrodka relacja w Poznaniu, naprawdę widać, że chce pomóc człowiekowi, a nie tylko ściągnąć honorarium...
  • gośćiza 2017.09.01 [16:10]
    Jeżeli wciskanie w tym miejscu "reklam" ma na celu wku*** ludzi i opustoszenie tego miejsca to cel osiągnięty.
    Jeżeli jednak ktoś reklamujący chce tu zdobyć klientów to mogę powiedzieć na przykładzie własnej osoby- NIE MA SZANS!!!
    Wrzucanie tu nazwisk "cudownych" psychologów na mnie działa jak antyreklama.
    P.S. jak ktoś zmuszony jest w taki sposób szukać "klientów" to taki dobry raczej nie jest.
  • gość 2017.09.01 [18:43]
    Dokladnie o tym samym sobie pomyslalam. Ktos chcecwykorzystac ludzka tragedie. Tu nikt nie szuka psychologa, tu wyrzycamy z suebie wszystko co nas boli. Takze chamskim reklamom mowimy nie!!!!
  • DianaBarry 2017.09.01 [21:05]
    Właśnie.
    Odechciewa mi się tu pisać, kiedy widzę te chamskie naciągactwo.
    Dodam, że ja nawet byłam u psychologa, ale mi za bardzo nie pomógł. Jedno, co było dobre to jakieś "poukładanie" sobie w głowie, żeby się nie obwiniać, nie myśleć, że może coś dałoby się zrobić gdyby, bo pewnie się nie dało, a każdy robił, co mógł. Ale w tym strasznym bólu i świadomości, że nigdy nie zobaczę bardzo bliskiej osoby nic mi nie jest w stanie pomóc, nawet religia(mimo, że jestem wierzącą katoliczką to mam taki żal do Boga, że tak się stało)
    Być może to wszystko jest zbyt świeże jeszcze. Jedyne co mogłoby mi pomóc, to cofnięcie czasu. smutas.gif
  • gość 2017.09.01 [23:24]
    DIewczyny tak bardzo mi przykro... Tak bardzo sama się tego boję :?(
  • gość 2017.09.02 [09:52]
    przed smiercia czesto ludzi cierpia z powodu roznych chorob,leza obloznie w lozku i cierpia .Taki byl przypadek mojej mamy ,wiec jak to sie zblizalo ---> stalo ..........poprostu jestem zadowolona ze nie cierpiala dlugo moja mama ,lekarze nic juz nie mogli pomoc .
    Smierc to zjawisko ktore nas nie ominie i musimy sie z tym pogodzic ,nalezy wspominac mile chwile spedzone razem i chciaz ciezko nalezy przejsc do roku czasu zalobe i zaczac zyc ,zajac sie moze sportem ,jazda na rowerze ,zacznij cos robic dla siebie z mysla ze mamie dobrze jest w niebie .

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...