Odpowiedz na ten temat

Smierc bliskiej osoby...jak sobie z tym poradzic...

  • iwa 2004.02.26 [23:56]
    pewnie,że nie ma takich ludzi..może malutkie dzieci,które nie zdają sobie z niczego sprawy, ale tak naprawdę to wszystko zależy od uczuć,naszych uczuć .... od tych emocji,czasami wyczuwalnych tylko bo niewidzialnych jakie łączą nas z tą odchodzącą osobą

    witaj Ananke

    trzymajcie się.
  • Nina 28 2004.02.27 [11:09]
    Witajcie kochane usmiech.gif

    Ja miałam wczoraj wieczorem taki mały dołek...który trwał do dzisiaj...
    Pojechałam na cmentarz i .... zryczałam się przeokrutnie. Zobaczyłam nowe groby, które nagle wyrosły obok mojej mamy...ludzie tak szybko odchodzą...

    Wiecie co zrobiłam? Nie smiejcie się tylko...poszłam zajrzeć na te nowe groby kto tam leży...dwie kobiety w podobnym wieku do mamy...troszke starsze...i wiecie co powiedziałam do mamy? Że i tutaj przybywa jej przyjaciół.... Wiem, wiem, to głupie..ale tak to czuję...

    Moja mama miała wielu znajomych, przyjaciół..nasz dom był domem otwartym, ciągle pelno ludzi, zapach kawy w kuchni, ploteczki....

    Później było tego mniej...niektórzy z przyjaciół poumierali, niektórzy zachorowali...

    Wczoraj nad grobem mamy przypomniały mi się słowa Famfaramfy, że ona nie może tam chodzić za często bo nie jest w stanie pogodzić się z tym, że to \"ostateczny dom\" dla jej mamy...

    Zrobiło mi się tak smutno, że i mojej mamy to jest ostatni przystanek...
    Brakuje mi jej bardzo!

    Ananke-mam nadzieję, że czas leczy rany, ale ja na razie odczuwam, że im dalej tym bardziej za NIĄ tęsknię....

    dziś idę do złotnika odebrać pierścionek, który kazałam sobie zrobić z obrączki mamy i mojego pierścionka, który jako pierwszy dostałam od mojego obecnego już męża. To taki symbol: połączenie dwóch osób, które najbardziej na świecie kocham...

    będę go nosiła z miłością, będzie mi przypominał o mamie...
    W portfelu i dokumentach mam jej zdjęcie, takie samo patrzy na mnie z regału...potrzebuję nawet tak wirtualnej obecności mojej mamy...

    Tęsknię!
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • Nina 28 2004.02.27 [11:16]
    Dla mojej mamy..o mojej mamie...

    KOSZULA NOCNA
    leży sobie cichutko
    na dnie mojej szafy
    schowana głęboko
    - czeka
    aż ją wyjmę
    i wtulę w nią twarz
    ona jeszcze pachnie
    TOBĄ
    mamo...


    WINA
    Egoistka
    durna baba, która nie zauważyła
    że w głowie jej matki tyka bomba...

    NIE MA JUŻ...
    nie ma już zapachu kawy co rano
    nie ma szurania zabieganych kapci od świtu
    nie ma ciepłych, spracowanych dłoni
    nie ma zapachu jaśminu w łazience
    nie ma juz całego mojego świata
    -nie ma już Ciebie mamo...



    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • iwa 2004.02.27 [12:08]
    Słowa Niny są takie rzeczywiste ....a te strofy...szkoda gadać .Łzy same płyną do oczu.Wiecie ja potrzebuję tych wizyt u Mamy.Właściwie tylko tam potrafię dobrze się skupić i porozmawiać z nią o tym co mnie męczy.Miałyśmy ze sobą taki dobry kontakt,nie było dnia przynajmniej bez telefonu albo kilku.Moja matematyczna dusza nie zawsze pozwala mi wyrazić wszystko tak jak czuję,może dlatego te parę wersów tak mnie wzruszyło.
    A tak właściwie to zawsze będzie ze mną ,będę czuła jej obecność i wsparcie,bo mam ją w sercu.




  • Nina 28 2004.02.28 [17:44]
    witajcie kochani....

    od wczoraj jestem w totalnej rozsypce...totalne dno.....
    byłam wczoraj u psychologa...pierwszy raz w życiu prywatnie, na terapię....
    mam kontynuację zwolnienia lekarskiego i chciałam ja zachować...polecono mi panią doktor....
    wszystko było nowe...piękny gabinet....spokojna, relaksacyjna muzyka w tle....miła i profesjonalna pani psycholog......
    wypytała mnie na początku o wszystko...opowiedziałam kilka słów dlaczego tu jestem...co się wydarzyło....
    zaproponował zabieg relaksacyjny...odprężający....taki, po którym więcej się o mnie dowie, taki, który mnie odpręży....

    położyłam się na wygodnej kanapie z poduszkami w słoneczka...zamknęłam oczy....słuchałam jej spokojnego, miłego głosu....zaczęłam się rozklejać....

    nagle zapytała mnie czy jestem gotowa by iść dalej, powiedziałam, że tak.

    stwierdziła, że jestem bardzo bardzo rozdygotana wewnętrznie, że każda część mojego ciała \"idzie w inną stronę\"....
    nagle zaczęła zadawać mówić o mojej mamie, o śmierci, o potrzebie pożegnania się, o żałobie, o tym, że każdą dusze należy odprowadzić ...pożegnać...

    dostałam chisterii!!! zaczęłam nagle szlochać, płakac w głos...spytała się mnie czy jest coś o czym jej nie powiedziałam, coś co mnie szczególnie boli...

    zaczęłam wyc i krzyczeć, że chce BY MAMA WRÓCIŁA!!! że zrobię wszystko byle tylko była...
    że wolałabym to ja umrzeć...a nie ona...

    nigdy jeszcze nie miałam takiego napadu płaczu, szlochałam i nie mogłam się uspokoić....

    do tej pory jestem totalnie rozwalona...nie wiem co o tym wszystkim myśleć...ona powiedziała, że to bardzo dobrze że nastąpił taki wybuch, że to dlatego, że przed bliskimi udaje, zmuszam się do tego by nie pokazywac im, że cierpię...

    powiedziała, że jestem bardzo emocjonalną, wrażliwą osobą, że powinnam się cieszyć, mimo tego że teraz tak cierpię, ponieważ tacy ludzie głębiej przeżywają życie....

    powiedziała mi że nie mogę dusić w sobie cierpienia, że okres żałoby to właśnie okres na przeżywanie, na płacz..na złośc...

    nie wiem co o tym myśleć...wczoraj całą drogę do domu szłam a łzy mi same kapały, ludzie mieli pewnie niezły ubaw, gdy mnie mijali...
    w domu tez płakałam, przyjechał mój mąż wcześniej do domu, bo nie mógł się ze mną dogadać przez telefon, myślał, że się coś stało....

    przepraszam, że tak SMUCĘ....wrócę tu gdy mi minie...mam mętlik w głowie...
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • kiara 2004.02.29 [21:12]
    Nina 28- trzymaj się, wiem, że nam wszystkim jest ciężko- może takie rozmowy z psychologiem to faktycznie dobry pomysł, możesz powiedzieć wszystko, zareagować tak jak czujesz- w stosunku do bliskich (mimo wszystko) nie zawsze możemy się tak zachowaćbo często ich tym ranimy... Wiem to po sobie- ciągle kłócę się z moim chłopakiem, ciągle płaczę, wiem, że czasami (często) jestem nie do wytrzymania, ale nie zastanawiam się nad tym...

    Dobrze, że możemy porozmawiać tu, na forum, chociaż to coś zupełnie innego....
    Psycholog jest nastawiony na odpowiednie odczuwanie przeżyć innej osoby, nasi bliscy nie zawsze potrafią współczuć nam tak, jakbyśmy tego potrzebowali- mnie na przykład najbardziej złości, gdy mój chłopak mówi, że wie co ja czuję- a skąd on niby ma to wiedzieć? Nie stracił ojca, tak jak ja, zresztą u niego w rodzinie są zupełnie inne relacje niż umnie były (u wszystkich ludzi jest inaczej- tak sądzę). Jedynie gdy czytam Wasze wypowiedzi, pełne bólu i żalu, wiem, że czujecie PODOBNIE do mnie...

    Jesli to dobry psycholog to odwiedzaj go i niech pomoże Ci poukładać wszystko w głowie. Nie pogodzić, bo to chyba nigdy nie będzie możliwe, ale poukładać i nauczyć się z tym żyć.

    Ja ciągle nie umiem............
  • iwa 2004.03.01 [00:21]
    witajcie

    Nino->> wiesz przeczytałam już wczoraj to co napisałaś ...chwyciłam nawet klawiaturę ale nagle....poczułam się taka mała i bezsilna
    parę godzin wcześniej pomyślałam,że zaczynam wychodzić na prostą...
    nawet ten topik mi troche pomógł....miałam taki plan zacząć więcej myśleć o rzeczach dostępnych i tych niedostępnych ale szczęśliwych.....
    i nagle te twoje słowa....zupełnie nie wiem co ci powiedzieć i jak pomóc
    może psycholog to faktyczninajlepsze wyjście dla ciebie....
    uświadomiłam sobie jak dużo sczęscia miałam,że otaczają mnie bliscy ludzie,którym mogłam powiedzieć dokładnie wszystko i wypłakiwac sie na ich piersi przez wiele dni

    prosze odezwij sie jak będziesz mogła co z tobą ??

    pozdrowienia dla wszystkich którzy tu trafią
  • Nina 28 2004.03.01 [16:20]
    Nadal się kiepsko czuję....
    Popłakałam sobie...patrzyłam na zdjęcie mamy i ...płakałam....
    Nie umiem być silna, tylko wydawało mi się, że umiem...teraz mam takiego doła...taką pustke w głowie...

    czuję się beznadziejnie..i fizycznie i psychicznie...
    wczoraj mąż zabrał mnie na basen, tam jest i sauna , jacuzzi, masaże wodne...i wiecie co? wróciłam jeszcze bardziej spięta! Czuję ból i ucisk w okolicach karku, tam umiejscowił się pewnie ten cały stres...to tak jakby 10-cio kilowa obręcz ściskała mi szyję...

    nie umiem się odprężyć...nic nie umiem...
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • famfaramfa 2004.03.01 [19:52]
    Witam wszystkich bardzo serdecznie!!!

    Nino--->>> Slonko, nie wiem jak Ci pomoc...wiem co czujesz, ja tez mam za soba kilka niezbyt milych dni...Kloce sie z ojcem o byle co...ale jest juz lepiej...chyba ze mnie tez wylaz stres. Bardzo brakuje mi Mamy...placze po nocach do poduszki...rozmawiam z Nia...
    Dobrze, ze masz przy sobie kochajaego Cie meza, ktory stara sie ci jakos pomoc...wiem, ze czasami nic nie jest w stanie nas cieszyc, ale masz wspanialego meza ktory robi co moze...Ja tez czasami, gdy Thomas jest u mnie mam dola, widze, jak on stara sie, zeby bylo milo...Czasami mam ochote wyc, ale ciesze sie, ze mam kogos takiego, kto, gdy jest u mnie przyniesie mi ulubione lody, zeby choc troszke poprawic mi humorek...Niestety nasi bliscy nie moge zmniejszyc naszego bolu, ale ich obecnosc z pewnoscia pozytywnie wplywa na nas i dodaje nam pozytywnej energii...
    Nie wiem co Ci poradzic, ja wpadlam w wir studiow, korepetycji i cierpie na brak wolnego czasu, ale jest w tym cos pozytywnego, bo mam mniej czasu na uzalanie sie nad swoim losem...Kazdy musia znalezc cos dla siebie...nie wiem, na jak dlugo mi to wszystko pomoze, ale poki co dziala...gorzej bylo,gdy mialam ferie, wtedy calymi dniami myslalam, plakalam, myslalam...

    Trzymaj sie Solnko bardzo cieplutko!!! Przesylam ci mnostwo pozytywnej energii!!!

    Pozdrowionka dla wszystkich!!!
    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • Nina 28 2004.03.02 [10:22]
    Famfaramfo-kochana!
    dziekuję ci za te słowa...
    ja mam właśnie za soba kolejną awanturę z ojcem....nie wiem juz co robic...czuję się obco we własnym domu..nic mi nie wolno....

    wczoraj zrobił mi awanturę, że rozmawiałam 10 minut przez telefon z moją koleżanką z pracy, bo ustalałyśmy co dalej robić z pracą...aż cała się trzęsłam....płakałam potem i tak bardzo chciałam, żeby mama była obok mnie....

    mój ojciec zawsze miał trudny, oschły charakter....ale teraz....nie możemy się wogóle dogadac....zaczynam się cieszyc, że się wyprowadzamy, bo tu czuję się jak w klatce...nie mogę mieć swojego zdania, nie wolno mi używać telefonu, nic mi nie wolno....

    ręce mi się trzęsą, na karku mam tak bolące miejsca, że dopiero wczoraj jak Daniel mi je porządnie rozmasował to moge dziś normalnie ruszać głową....ten stres mnie zabije...

    mam już wszystkiego dość, brak mi miłości mamy, jej czułości, rozmów z nią....to prawda, że mam Daniela, kocham go bardzo i bez niego chyba bym zupełnie sfiksowała, ale teraz mam tak słabą psychikę, że byle co wprowadza mnie prawie w histeryczny stan...

    nie wiem już co robic....nie wiem....
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • famfaramfa 2004.03.02 [12:57]
    Nino--->>>

    Wiesz, jak zyla Mama, to wydawalo mi sie, ze nie zawsze sie rozumiemy...Czasami sie klocilysmy...wtedy wydawalo mi sie, ze czasami lepiej rozumie mnie ojciec...ale teraz czuje inaczej, wiem, ze Mama chciala jak najlepiej dla mnie, choc czasami tego nie potrafilam dostrzec...
    Moja klotnia z ojcem dotyczyla kobiety...Wiesz...mniej wiecej tydzien, dwa po smierci Mamy zadzwonila do Ojca \"stara\" znajoma...podobno nie widzieli sie 30 lat(podobno znala Mame...) Nie bylo by w tym nic niezwyklego, ze pewnego dnia dorwalam komorke ojca, a tam super sms mniej wiecej w stylu...\" Jestem w domu nikt na mnie nie czeka, dobranoc\"...
    Zapisalam numer z ktorego przyszedl ow wspanialy sms i choc sie tego wstydze zaczelam, co jakis czas sprawdzac telefon ojca...Tak wiec dzwonia do siebie nawzajem prawie codziennie, wspaniala Pani ma podobno meza, dzieci, wunki i zamiast zajac sie, za przeproszeniem, swoim tylkiem...wypisuje sms do mojego taty...A moj ojciec jest nie lepszy, telefon ma on ponad 2 lat i do tej pory nie umial pisac sms, a jakis czas po smierci Mamy widzialam jak studiowal instrukcje obslugi i uczyl sie jak wyslac sms...Nie wiem co o tym wszystkim myslec...
    Poki co wymyslilam 2 wersje zdarzen, albo moj ojciec znal ta babe jeszcze przed smiercia Mamy i utrzymywal z nia jaies kontakty, albo pani ma troche nie po kolei w glowie, zeby 3 tygodnie po smierci czyjejs zony i po 30 letniej przerwie w kontaktach wsylac sms w stylu \"Nikt na mnie nie czeka...sms na dobranoc itp.
    Poklocilam sie z oojcem w sobote rano...powiedzialam mu co o tym mysle, ze zaczynam powoli nie traktowac go jak mojego ojca itd...Powiedzialam mu w zlosci, ze to on powinien umrzec, a nie Mama, bo wiem, ze ona nigdy by mi czegos takiego nie zrobila...Powiedzialam, ze jest mi przykro, ze jak on tak moze wysylac jakiejs babie sms, dzwonic do niej niecae 2 miesiace po smierci Mamy...Czuje sie okropnie...dobrze, ze mam duzo, zajec, bo inaczej chyba bym zeswirowala...Nigdy bym sie czegos takiego nie spodziewala ani po iojcu, ani po Mamie...Ojciec do konca wspaniale opiekowal sie Mama, wiem, ze za nia teskni, ze jest mu smutno..tylko dlaczego odpowiada na takie sms...Rozmawialam z nim, powiedzial, ze Pani ma raka zolodka, ze nia ma z kim pogadac...ale z drugiej strony, dlaczego upatrzyla sobie mojego ojca, szczegolnie po 30 letniej przerwie w jakichkolwiek kontaktach( to wersja ojca)...

    Jest mi zle, brakuje mi Mamy, boje sie co bedzie dalej...Nie wiem, czy dam sobie z tym wszystkim rade, w sobote zastanawialam sie cy wogole wrocic na noc, ale wieczorem zadzwonil ojciec, niezle wstawiony, ze jest u ciotki(jego siostry, a ze bylam niedaleko, to odebralal Tatusia i razem wrocilismy taksowka do domu...)...Nie wiem co mam robic, ojciec po tym jak dowiedzial sie, ze\" szpieguje\" jego telefon, kasuje historie polaczen i wszystkie sms...Calymi dniami nie ma go w domu...nie wiem, gdzie chodzi co robi...

    Nino, jestes troche starsza,niz ja...co myslisz o tym wszystkim...Co moge zrobic? Nie wyobrazam sobie, ze moj ojciec znajdzie sobie w najblizszym czasie jakas kobiete...Nie mowie, ze nie moze tego zriobic za jakis czas 2-3 lata, ale nie 2 miesiace po pogrzebie...Co myslicz o tym wszystkim...?
    Ze tez zycie nie jest uslane rozami...ciagle jakies problemy...

    Pozdrawiam cie serdecznie! Trzymaj sie cieplutko!!!



    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • iwa 2004.03.02 [14:37]
    Cześć dziewczyny.

    Pomimo mojego bólu mogę z odrobinę większym dystansem spojrzeć na pewne rzeczy,bo od śmierci mojej Mamy minęło już więcej czasu niż od śmierci waszych mam.Jesteście w punkcie w którym w którym wciąż szuka się winy ,nawet w sobie i nawet jeśli jej nie ma. Patrzycie teraz na świat wyłącznie przez pryzmat bólu ,płaczu i cierpienia.Ty Nino masz jeszcze gorzej ,bo jesteś w domu bez pracy i jakiegoś stałego zajęcia.
    Famfaramfa ma to szczęście,że nie siedzi tylko i wyłącznie w domu.Musi myśleć o innych rzeczach i tym samym oderwać się choć na chwilę od tego całego smutku.A jeśli chodzi o tę znajoma taty to może naprawdę zupełnie niewinne.Może naprawdę jest chora i potrzebuje rozmowy z kimś ,kto wie co to śmiertelna choroba.Może zamaist tego topiku znalazła sobie powiernika w twoim tacie?Może w swoim domu nie ma z kim o tym porozmawiać.
    Ludzie tak doświadczeni przez los jak my i nasze rodziny po długim okresie trzymania fasonu mogą sobie po śmierci drogich osób pozwolić w końcu na żal,wybuchy wściekłości i niekontrolowane zachowania.
    Jest ci zal ,smutno,czujesz sie zraniona i kłóciłabyś sie z każdym kto ci się nawinie i robisz to ,ale najczęście z osoba ,która jest najbliżej i pod ręką.Toczycie wielkie boje o głupoty,bo ta druga osoba jest w takim samym ducha jak ty.
    Potrzebujecie wyciszenia i czasu,pogodzenia z samą sobą.Starajcie nie dać się sprowokować do kłótni ,porozmawiać z ojcami .Wy macie oparcie w swoich mężczyznach,a wasi ojcowie?Może oni też potrzebują rozmowy ,ciepła i oparcia?
    Trzymajcie się mocno.
  • Nina 28 2004.03.02 [15:23]
    Famfaramfo!

    Rozumiem twój żal, oraz buntowanie się przeciwko takim \"przypadkowym\" znajomym, które nagle pojawiają się w życiu twojego taty...

    Na ile znam siebie to też bym tak zareagowala...niestety...
    Nie wyobrażam sobie w tej chwili, że mój tata próbuje sobie ułożyć życie z kimś innym, nawet jeśli to tylko niewinne sms-owanie....ale bardzo dużo racji ma IWA- i ja i ty mamy się komu wyżalić, wypłakać.

    Mamy ten topik, mamy bliskich, przyjaciół....postawiłam się na miejscu mojego ojca i musze ci powiedzieć , że go PODZIWIAM. Przyszedł dziś do mnie zaraz po porannej awanturze i ...przeprosił mnie! W taki surowy i tylko sobie typowy sposób, ale przeprosił!

    podeszłam do niego i go ucałowałam, powiedziałam mu, że jest nam wszystkim bardzo trudno, ale ja czasem potrzebuję czuć, że mój ojciec jest obok, że mnie przytuli, pocieszy....zawsze mama była obok, zawsze...

    Prawdą jest famfaramfo, że naszym ojcom może byc bardzo, bardzo ciężko. Musimy to zaakceptować, że i oni mają prawo do swojego towarzystwa, do wyjść z domu, oni tez muszą odreagować...

    Mój tato tez zaczął znikać z domu na całe dnie...doszło do tego, że nawet nie miałam jak z nim poustalać ważnych dla mnie spraw, bo wracał \"pod chumorkiem\" i nie mogłam się z nim dogadać...

    On ma jakiś tam swoich kolegów, chodzi na karty, zabija czas...
    Z jednej strony to dobrze, bo nie rozpacza, nie marudzi tak jak ja, ale z drugiej strony bałam się, że wpadnie w jakiś nałóg, bo on nigdy nie pił tak często alkoholu....Nie upija się wprawdzie, ale wraca taki wesolutki, inny...

    Wydaje mi sie, że powinnaś dac trochę \"luzu\" twojemu tacie...
    Powstrzymaj sie i nie kontroluj jego telefonu, wyczekaj na dobry moment do rozmowy i POROZMAWIAJ.

    nie oskarżaj i nie wybuchaj (łatwo powiedzieć-wiem), ale przedstaw swoje myśli i uczucia. musisz mu po prostu uświadomić, że źle się czujesz z tym, że on tak szybko spotyka się (albo sms-uje) z inną kobietą, że sam stwarza pozory, że to coś niewłaściwego, bo to ukrywał przed tobą....

    Napewno bał się twojej reakcji, wiedział, że to cię może zaboleć, że możesz coś źle zrozumieć, więc nic ci nie mówił...

    Moim zdaniem przeczekaj, doprowadź do rozmowy.
    Wszystkie problemy w moim życiu brały sie z tego, że nie umiałam usiąść i spokojnie pogadać...

    Mam nadzieję, że wszystko się dobrze poukłada. Niestety życie nie jest usłane różami (wiemy o tym od niedawna prawda?) musimy sobie radzić z problemami, ale też musimy wczuć się w sytuację naszych ojców.

    Ja sobie dziś obiecałam, że postaram się wyciszyć i nie atakowac taty za każde nie tak wypowiedziane słowo. Już go przeciez nie zmienię! Mój tato to typ człowieka, który najpierw mówi a potem myśli...

    Kocham go bardzo i nie chcę by przeze mnie cierpiał....Został mi tylko ON...

    Iwo- twoje podejście jest tu bardzo pomocne. My chyba potrzebujemy, by ktoś nas tak \"palnął\" w plecy i uświadomił, że się rozklejamy...

    To nie jest tak, że ja tylko siedzę w domu i całymi dniami rozmyślam i użalam się nad sobą. Jestem na zwolnieniu lekarskim, aktywnie szukam nowej pracy, nadrabiam zaległości w czytaniu, spaceruję z psem, gotuję obiady i sprzątam dom, spotykam się z przyjaciółmi...i czasem po prostu dzień ucieka mi przez palce!

    Ale to ostatnie spotkanie z psychologiem totalnie mnie rozwaliło...znowu zrobiłam się płaczliwa i \"uciśniona\"...

    Musze nad soba pracować - wiem to. I staram sie to robić, ale jak nadchodzi taki dzień, że wszystko ci się wali, gdy człowiek nie ma ochoty wyjść z łóżka tylko by leżał i płakał- wtedy nie ma się siły powalczyc...

    Pozdrawiam was gorąco!
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • Olencja 2004.03.02 [15:38]
    Wiem, ze brakuje Ci mamy, ale czujesz sie tak dlatego, ze jestes gasiennica i myslisz jak ona. Otoz jest taki moment, kiedy kazda gasiennica mysli, ze umarla. Zawija sie w kokon tak, jakby chciala byc w nim pochowana. Gdybys zajrzala do srodka, nie zalazlabys tam gasiennicy, tylko kleista mase. Wiekszosc ludzi mysli, ze gasiennica umarla. Nawet sama gasiennica tak mysli, ale w rzeczywistosci zaczyna sie ona przeksztalcac, zmieniac w cos innego. W co? W pieknego motyla. Inne male gasiennice na ziemi go nie widza, bo ma skrzydla i lata wysoko ponad nimi. Ma o wiele wiecej swobody i czuje sie o wiele lepiej niz gasiennice, ktore pozostawil na ziemi. Ma wiecej radosci i nie potrzebuje juz nog, bo ma skrzydla. Nie od nas zalezy, kiedy ktos staje sie motylem. Czasem myslimy, ze to niesprawiedliwe, ale Bog wie lepiej od nas, kiedy jest wlasciwy czas. Teraz jest zima, a my chcielibysmy, zeby bylo lato. Jednak Bog ma inne plany. Musimy wiec wierzyc, ze Bog wie lepiej od nas, jak tworzyc motyle. I kiedy wciaz jestesmy gasiennicami, czasem nie zdajemy sobie sprawy, ze motyle istnieja, poniewaz lataja one wysoko nad nami. Ale nie powinnismy zapominac,ze one tam sa!
    GG - 2700346
  • Nina 28 2004.03.03 [10:23]
    Witajcie kochane...

    Olencjo już ci napisałam na poprzednim topiku co sądzę o tej opowieści...
    wierzę w Boga, wierzę , że COŚ jest po śmierci, ale bardziej też CHCĘ żeby coś było...żeby moja mama była szczęśliwa, wolna od stresu, bólu, kłopotów dnia codziennego...
    Tego dla niej pragnę....

    Wiecie co kobitki-tylko się nie śmiejcie- znacie taka sprawę, że jak człowieka męczy uporczywa czkawka i jak sobie pomyśli o kimś , kto może go wspominać, to przechodzi?

    otóż ja wczoraj miałam takową nieustanną czkawkę. I nagle zupełnie odruchowo pomyślałam sobie o mamie...ustało jak ręką odjął!!!

    Dziś podobna sytuacja....może moja mama o mnie \"myśli\", patrzy tam, z góry i sprawdza co u mnie....?

    Gdziekolwiek jest...gdziekolwiek...
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • iwa 2004.03.03 [22:18]
    Witajcie.......... jak się dzisiaj macie? Mam nadzieję,że odrobinkę lepiej niż wczoraj i przewczoraj

    widzisz Nino chcesz i masz ( to tak co do czkawki)
    ja też wierzę,że moja Mama opiekuje się mna i z tym jest mi lepiej

    a jeśli chodzi o to "palnięcie "w plecy to ja po prostu czytająć wasze słowa odnajduję swoje błędy sprzed kilku miesięcy i chciałabym oszczędzić ich innym

    trzymajcie się pozdrawiam...
  • Nina 28 2004.03.03 [23:04]
    Aktualnie melduje poprawę nastroju usmiech.gif
    Nie wiem na jak długo, ale jest fajnie...właśnie wróciłam z basenu, gdzie wyszalałam się w wodzie, popociłam w saunie i wymasowałam swój cellulit w jacuzzi...

    MIODZIO!

    Jednak prawda, że ruch wpływa na lepsze samopoczucie, przekonuje sie o tym , gdy tylko uda mi sie ruszyć tyłek z kanapy usmiech.gif

    Pozdrawiam was kochane kobitki, spokojnej nocy...

    Famfaramfo- myślę o tobie....
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • famfaramfa 2004.03.04 [08:15]
    Nino--->>> Ciesze sie, ze u Ciebie juz lepiej...
    Mimo, ze sie nigdy nie widzialysmy i ze mieszkamy kawalek dorgi od siebie, to chyba czulas, ze u mnie cos nie tak...Tak wiec wczoraj wieszorem znow poklocilam sie z ojcem...i gdy Ty pisalas tego posta, ja trzeslam sie i beczalam...postanowialm napisac Pani, co o tym wszystkim mysle...Niestety nie potrafie inaczej, moze to bez klasy itd., ale to co robi ta pani, tez nie jest dla mnie na poziomie...Opiekunka sie znalazla...Napisalam jej, ze wlazi z butami w moje zycie, ze powinna sie zajac swoimi sprawami i ze ja teraz placze po smierci Mamy, ale gdy ona bedzie tak krzywdzila rodzine i nie tylko, to nie wiem, czy ktos zaplacze gdy juz jej nie bedzie...Moze to bylo zbyt ostre, ale mam nadzieje, ze pani sie opoamieta...nie wiem, co to za kobieta, wiec, albo sie przejmie, albo to oleje...Wiem, ze moze przesadzam, ale nie moge dopuscic do tego, zebym przez jakas sikse nie ogla spac w nocy i sie denerwowala...

    Przedwczoraj Tacie snila sie Mama, siedzial z nia i z jakas starsza Pania, rozmawial,...i zobaczyl przy plocie jakos kobiete...zostawil Mame i poszedl do iej...opowiedzial mi to wczoraj rano, co ja skomentowalam w ten sposob...\"Widzisz mnie tez sni sie Mama, mowi, ze mnie bardzo kocha, a ty zostawiasz Ja i idziesz do jakiejs baby...\".
    Nie wiem co o tym wszystkim myslec...
    Mam juz tego dosc, wczoraj powaznie o tym myslalam, czy nie rzucic studiow i nie wyprowadzic sie z domu...Mam 1000 mysli w glowie...jak on moze mi cos takiego robic, chyba sie dla niego wogole nie licze...patrzy mi w oczy i klamie bezczelnie...Wczoraj powiedzialam mu, ze przede mna moze ukryc wiele, ale nie przed Mama...
    Jeszcze jakis czas temu balam sie , ze cos stanie sie ojcu, ale teraz, choc to okrpone, to chyba bym sie cieszyla, bylabym sama...ale spokojna...Zyc mi sie nie chce w domu mam pieklo, nie wiem jak dam sobie z tym wszystkim rade...

    Pozdrawiam was serdecznie! Gdyby nie moj Thomas i ten topik, to juz chyba dawno bym zeswirowala...
    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • Nina 28 2004.03.04 [14:34]
    Famfaramfo....nie rób nic pochopnie!
    Emocje które teraz tobą szarpią są złym doradcą...uwierz mi...ja zawsze byłam i jestem cholernym wrażliwcem, który do wszystkiego podchodzi emocjonalnie i ...ciągle mam przez to problemy!

    Nie warto się tak szarpać-uwierz mi!
    Agresja , kłótnie i wzajemne oskarżanie się to nie jest najlepsze...nie wydaje mi się, żeby twój tato tak łatwo przeszedł do porządku dziennego ze śmiercią mamy, napewno też to bardzo przeżywa, cierpi...

    Wam potrzebna jest rozmowa i tylko rozmowa! Wiem, że to trudne, wiem, że jesteś pełna żalu, poczucia niesprawiedliwości, wściekłości skierowanej do tej tajemniczej kobiety....ale czy napewno WSZYSTKO wiesz o układzie, który łączy twojego tatę a tą kobietę?

    Może to nie jest coś co zagrażałoby waszej rodzinie, każdy cierpi na swój sposób, może twój tato może się tej kobiecie wyżalić, może próbuje rozładowac stres jaki przeżył?

    nie wiem co o tym wszystkim mysleć, bo nie znam sytuacji, nie wiem co sie naprawdę między nimi dzieje...

    Jedno jest pewne-to wszystko za szybko...ty jeszcze cierpisz, miotasz się między zajęciami, korepetycjami, starasz się układać trudne życie PO ŚMIERCI MAMY...a tu takie lęki, rozmyślania - o co im chodzi...to nie pomaga...

    Staraj się wyjaśnić sytuację do końca. Daj znać jak będziesz czegoś potrzebowała, jestem tu...

    Pozdrawiam cię i ściskam gorąco

    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • famfaramfa 2004.03.04 [15:02]
    Witaj Nino--->>>

    Z jednej strony rozumiem, ze Tato potrzebuje odreagowac, ale z drugiej strony nie rozumiem, czemu sie z tym ukrywa...chowa telefon... klamie w zywe oczy, gdyby nie mial nic do ukrycia, to by sie chyba tak nie zachowywal... Wiesz, czasami jestem gotowa myslec, ze on chyba nie kochal Mamy...bo chyba nikt, kto stracil bliska osobe, nie bylby w stanie tak szybko sie z kims zwiazac...
    Wiesz, nie znam tej pani i wcale nie chce jej poznac, dla mnie jest to co najmniej osoba bez taktu...wysyla mojeju ojcu sms na dobranoc...itp. Owszem ja tez to robie, ale wysylam sms do Thomasa...ta pani troche przesadza, ma rodzine, dzieci to n iech sie nimi zajmie, a nie lula na dobranoc mojego ojca...
    To wszystko jest dla mnie bardzo dziwne, nie potrafie sobie z tym poradzic...Czuje sie zle, ojciec ze mna nie rozmawia, nie ma przy mnie Thomasa... nie mam Mamy, nie mam tu nikogo...siedze sama w pokoju i sie zastanawiam, co powinnam zrobic z moim zyciem, nie dam rady zyc tak dluzej...Staram sie jak moge, mam dobre oceny, stypendia na obu kierunkach, dorabiam korepetycjami... i co z tego? Nic...niejedna osoba, by sie cieszyla,moja Mama sie cieszyla, ale mnie to juz nie cieszy...
    Smierc Mamy wszystko skomplikowala...Boje sie, ze spotka mnie to co Danusie, ktora wypowiadala sie na 2 stronie topiku...Smiecr Mamy rozbila nasza mala rodzine... Juz nigdy nic nie bedzie jak dawniej...
    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • Nina 28 2004.03.04 [17:18]
    Kochanie....to bardzo trudna sytuacja....
    Widzisz niektórzy mężczyźni nie radzą sobie w trudnych sytuacjach...może twój tato też sobie nie radził...nie radzi....
    Nie wiem jak cię pocieszyć, jedno wiem napewno- jesteś bardzo wartościową, inteligentną i wrażliwą młodą kobietą.
    Trudno ci się pogodzić z takimi sytuacjami...nie masz w ojcu oparcia...

    Uwierz w SIEBIE, zacznij żyć swoim życiem.Pielęgnuj pamięć o mamie, noś ją w sercu..ale staraj się żyć dalej w tej rzeczywistości ktora została...

    Wiem jak bardzo to trudne, bo sama przechodziłam załamanie nie tak dawno temu....powoli sklejałam na nowo mój porozrywany świat, aż nagle przestało mi zależeć...rozkleiłam się, pytałam wszystkich-po co? na co? jak mam dalej żyć?

    Poczytaj na \"smutno mi bardzo\" jak mądrze do mnie napisała Kofeina. Można nawet określić, że momentami była oschła, ale uwierz mi-to mnie sprowadziło na ziemię!

    Dobrze, że was mam, dobrze że mamy siebie...
    Napisz jak ukladają się sprawy...to wszystko musi potrwać...

    Wiesz na co miałam dziś w pierwszym momencie ochotę, gdy przeczytałam twój wpis? Miałam ochotę pojechać do Wrocławia i spotkac się z Toba, pogadać, wlać w ciebie odrobinę optymizmu...

    Rozumiem cię w 100%, nie umiem ci pomóc, moge jedynie próbować zobaczyc sytuacje z tej drugiej strony...

    trzymaj się! Nie daj się złym emocjom..poczytaj coś mądrego, wyciszającego...

    Życie trwa dalej, musimy je i naszych bliskich , którzy nam zostali- pielęgnować...
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • taka sobie 2004.03.05 [22:36]
    czesc wam
    ja rowniez stracilam bliska mi osobke
    bylo wszystko ok nic nie wskazywalo na to ze to sie stanie a jednak bardzo mlodziutki chlopak bo zaledwie 20letni kilka dni temu powiesil sie u ojca w stodole............a zycie mial naprawde ciekawe o prace nie musial sie martwic kiedy rozmawialam z nim byl taki szczesliwy przystojny tez byl wiec dziewczyny "lecialy"na niego "byl"takim zwyklym prostym czlowiekiem a teraz????nie ma go..............mam tylko jedno pytanie dlaczego zastanawiam sie nad tym do tej pory i nie wiem nic nie przychodzi mi do glowy
    niektorzy mowia ze ci ktorzy sie wieszaja to psyhika im siadla zalamalo sie i ze sa slabi psyhicznie ale ja nie zgodze sie z tym moim zdaniem trzeba byc odwazym aby to zrobic on to zrobil ...........
    ktos kiedys powiedzial"spieszmy sie kochac ludzi tak szybko odchodza"nigdy nie przypuszcalam ze bede"odprowadzac"takich mlodych kolegow
    zamiast szalec na dyskotece gdzies czy cos to ja bede odprowadzala go na jego ostania droge...........jak to boli
    ale wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim ze kazdy z "naszych"znajomych podchodzi do tego w ten sposob"byl i nie ma"i juz koniec tematu
    kiedy sie dzisiaj dowiedzialam o jego smierci i tak patrzylam na tych ludzi serce mi peklo "to sie nazywaja znajomi "nie sadzicie ??????
    przez lzy migaja mi obrazki jak zdjecia kiedy szalelismy razem.......................i teraz wiem ze tylko tyle mi zostalo wspominac
    wiecie moze to glupie ale mam jego numer telefonu i nigdy go nie skasuje.........................nie wytzrymuje przepraszam i dziekuje wam ze moglam sie tu wyzalic nie wiem czy to ktos przeczyta ale dzieki raz jeszcze .................................
  • Nina 28 2004.03.07 [09:40]
    Witajcie kochane usmiech.gif

    do taka sobie....przykro mi....wiem co teraz czujesz....dobrze, że do nas trafiłaś, opisałaś co się stało....to zmusza do \"wyrzucania\" z siebie wszystkich złych emocji, bólu, żalu...

    Każdy komu umarł ktoś bliski przeżywa najprzeróżniejsze stany: na początku jest tylko ogromny ból, cierpienie, człowiek potrafi się skupić tylko na tym jednym uczuciu...cierpi...
    To wtedy właśnie nie można jeśc, spać....ciągle się płacze....

    Potem życie bierze górę nad cierpieniem, człowiek zaczyna funkcjonować, wykonuje swoje codzienne obowiązki, ale ciągle mysli , ciągle widzi tą najbliższą osobę pod powiekami, gdy zasypia....

    Dobrze, że mamy instynkt samozachowawczy, który nawet poza naszą świadomością DZIAŁA i przywraca nas do życia.

    Każda śmierć jest bolesna, cierpimy, ale niestety...trzeba sobie uświadomić, że tak po prostu jest....że wszyscy prędzej czy później odejdą...

    Ja nadal bardzo cierpię, przeżywam te wszystkie FAZY...ale ciągle jakbym nie mogła się pogodzić z myślą, że mojej mamy już nie ma...ciągle czekam, aż się obudzę, ciągle czekam aż stanie w drzwiach....

    Pani psycholog, u której byłam mówi, że moim problemem jest to, że nie chcę pozwolic odejś mamie, ciągle czepiam się myśli, że ona wróci, albo, że POWINNA WRÓCIĆ....

    To dziecinne i głupie, wiem...ale nie umiem chyba żyć bez niej....jakoś mi nie wychodzi....

    Dobrze, że TU mogę napisać o tym wszystkim, popłakać nad klawiaturą...wiem, że jesteście i to jest pokrzepiające...

    Famfaramfo-jak ci idzie? Mam tu na myśli sytuację z tatą...Co postanowiłaś, co zrobiłaś? ja moge powiedzieć tylko tyle...nie psuj waszych kontaktów, nie daj się ponosić emocjom, chociaz to bardzo trudne , prawie awykonalne w tym trudnym dla ciebie momencie....
    Ja też miałam ciągłe kłótnie z ojcem, nie była to taka sytuacja jak u ciebie, ale jednak...ciągle sobie skakalismy do oczu....

    Opamiętaliśmy się...przeprosiliśmy....NIE WARTO tak robić...Został mi tylko tato i musze o niego dbać...Żeby potem nie żałować, nie mieć wyrzutów sumienia....Ja wiem jak to jest....jak boli....
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • Nina 28 2004.03.09 [10:22]
    Oj widzę moje kochane, że tylko ja tu zostałam...samiutka....

    Dla mnie ten topik jest niezbędny do życia..tylko tu nie musze udawać...

    Ostatnio na \"smutno mi bardzo\" lekko mnie pojechano, bo uraził mnie wpis jednej z kobit, która napisała, że \"rozdrapujemy strupy\"...
    Uraziło mnie to! Potem dowiedziałam się, że na tamtym topiku już każdy się podobno boi coś nowego pisać, bo on nie ma problemów i wydaje mu się, że nie ważne jest to co chce napisac w porównaniu z naszymi wpisami...

    Ech jakie to było głupie....Poczułam się troszkę gorsza..jak taka, która na siłę chce zdołować wszystkich..A TO NIE PRAWDA!

    Nic na to nie poradzę, że momentami czuję się naprawdę podle...ale zaraz potem zbieram się do kupy...bo tak trzeba...

    Nie mam zamiaru ukrywać swoich uczuc nawet w internecie, bo już we własnym domu nie wolno mi nawet popłakać...

    Pozdrawiam was gorąco w to znowu (!) zimowe przedpołudie...

    JA CHCĘ WIOSNĘ!

    kwiatek.gifkwiatek.gifkwiatek.gifkwiatek.gif
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • iwa 2004.03.09 [11:21]
    Nino witaj !!! kwiatek.gifkwiatek.gifkwiatek.gif
    to namiastka wiosny dla ciebie,a ta prawdziwa już niedługo smiech.gif

    rzadko tu teraz wpadam, trochę mi lepiej na duszy, ale obiecuję sprawdzać czy nie ma tu kogoś kto potrzebuje tak jak Ty dziś pocieszenia

    tylko nie pomyśl, że ja też chcę po Tobie pojechać , chcę tylko żebyś poczuła się lepiej więc uszy do góry smiech.gif , a raz na 3 dni możesz się tu wypłakać....a z biegiem dni będzie coraz lepiej !!!!
  • Nina 28 2004.03.09 [17:27]
    Iwo- jak ty sobie z tym wszystkim poradziłaś?
    Napisałaś, że mama zmarła w sierpniu- to dopiero 7 m-cy....
    Ja nie wyobrażam sobie, że będzie mi coraz łatwiej..jakoś nie umiem...
    Wczoraj rozmawiałam ze swoją przyjaciółką, ktorej mama umarła dobrych kilka lat temu i powiedziała mi, że każdy przeżywa inaczej...że np. ona największy kryzys przeżyła w około 5 lat po pogrzebie!!!

    Jak widać nie ma reguły, recepty na walkę z bólem i żalem...
    Mnie najgorzej męczy tęsknota....Ja po prostu tęsknię...chciałabym się w mamę wtulić, poczuć bezpiecznie....usiąść przy kawie i ciastku....mama tak bardzo lubiła słodycze.

    Kochana moja...


    Hej..famfaramfo? Gdzie jesteś? Jak sobie radzisz? Czekam na wieści!
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • famfaramfa 2004.03.09 [21:00]
    Witam...

    Przeprazsam, ze sie tu nie pojawialam, ale cierpie na brak czuasu... w wekkend znow mialam szkole...

    Nino--->>>
    U mnie ostatnio troszke lepiej...Nie placze juz tak czesto, z ojcem tez sie jakos dogaduje, ale za to kiepsko sie czuje fizycznie...nie wiem, czy to przez ta zmienna pogode, ale czesto jest mi slabo, jestem zmeczona itp... Chyba wybiore sie do lekarza, bo czesto boli mnie brzuch i jestem taka jakas nie w formie... Mam nadzieje, ze to szybko minie...bo mam duzo do zrobienia i nie mam zbytnio czasu na chorowanie. Ninko, slonko...tu zawsze mozesz sie wyplakac, ja tez jeszzcze nie raz sie ty wyzale...u mnie na razie jest troche lepiej, wiec nie uzalam sie tu nad swym losem, ale zapewniam Cie, ze pewnie jeszcze nie raz i nie dwa bede tu pisac o tym co mi lezy na serduszku...

    Chyba teraz nie dopuszczam do siebie mysli, ze Mamy nie ma...Ojciec wspominal ostatnio, zebysmy zapakowali ubrania Mamy i wyniesli na strych...Nie potrafie tego zrobic, nie potrafie... Ona dla mnie ciagle zyje...Nie potrafie odciac sie od Niej i od tego co do niej nalezy...Mimo, ze nie placze juz tak czesto, to ciagle mysle o Mamie...

    Dzis dowiedzialam sie, ze moja kolezanka z roku bierze slub we wrzesniu i wyprawia ogromne wesele...Tak sobie pomyslalam, ze ja nie chce zadnych gosci na moim weselu... chce byc sama z moim wybrancem...Gdyby pojawily sie tam jakieklowiek inne osoby, to chyba bym sie rozkleila, ze nie ma przy mnie Mamy...Nie wiem, co na to Thomas, ale poki co nie wyobrazam sobie wlasnego slubu z cala rodzina...bez Mamy...Koncze, bo znow sie rozbeczalam...Nie wiem, jak zniose swieta i inne typowo rodzinne imprezy...

    Pozdrawiam Cie serdecznie! Trzymaj sie cieplutko!!!



    "Nicht nichts ohne dich, aber nicht dasselbe"
  • iwa 2004.03.09 [21:48]
    wiesz Nino ból i rana zostana na pewno na zawsze..do tej pory łza mi sie często w oku kręci, ale powoli moje uczucia po prostu łagodnieją ...tak chyba mogę to nazwać, chociaż nie jestem do końca pewna
    jestem bardzo uczuciową osoba skłonną do płaczu (niestety) nawet z powodu cierpienia kogoś innego dzięki temu,że mogłam ,co ja piszę wciąż mogę wykrzyczeć się i wypłakać do kogos mi bliskiego powoduje to ,że łagodnieje daję upust swoim emocjom i cierpieniom ..to mi bardzo pomaga,a uwierz,że robie to często
    w początkowym okresie potrafiłam popłakać się na ulicy i tak iść i nie przeszkadzało mi ,że ludzie patrzą na mnie
    święta,które właśnie minęły były niezapomniane,choć wolałabym,żeby w ogóle ich nie było.......spędziłam je spuchnięta od płaczu,ale paradoksalnie to one też pomogły mi bardzo........mam takie wrażenie,że wylałam z siebie już prawie wszystkie łzy i teraz mogę np. wreszcie spokojnie i rozsądnie nie obwiniając się o wszystko co sie stało porozmawiać z Mamą ...brakuje mi Jej tak bardzo,ale wierzę,że jeśli jest w moim sercu to będzie juz ze mną na zawsze
    czuję często ,że jest obok mnie chociaż nigdy mi sie nie śni.....wiem ,że martwiła sie o mnie ,jak dam sobie radę gdy odejdzie i postaram się zrobic wszystko aby jej nie zawieść....
    mój wrodzony optymizm pomaga mi bardzo ...wychodzę naprzeciw ludziom i staram sie żyć tak jak gdyby Mama wciąż była z nami ...bo przecież jest prawda??
    czy to ja napisałam to wszystko ?? to ten topik chyba tak działa na mnie

    trzymajcie się kochane kwiatek.gif
  • Nina 28 2004.03.10 [13:22]
    Witajcie usmiech.gif
    Famfaramfo-cieszę się, że juz lepiej....
    Temat \"uprzątnięcia\" ubrań mamy jest dla mnie równie bolesny i niemożliwy do wykonania....
    Ci nasi ojcowie sa bardzo do siebie podobni, przynajmniej jeśli chodzi o reakcje...
    Mój tato też ostatnio zaproponował by spakować rzeczy mamy i wynieśc na strych..ech....NIEWYKONALNE!!!

    Iwo- u ciebie minęło więcej czasu, ale tez pisałaś, że ciągle ci się wydaje, że mama zaraz się pojawi, wróci z wyjazdu....

    Ja tak mam ciągle....dziś mi tez troche lepiej...
    Zaproszono mnie dziś na rozmowę kwalifikacyjną do jednej z większych firm w naszym mieście usmiech.gif

    Może coś się ruszy w tym moim marazmie?......
    Traktuję to jak dobry znak, promyk wiosennego słońca usmiech.gif

    Pozdrawiam was cieplutko usmiech.gif

    I trzymajmy się! Nosy do góry!
    Iwo-twój ostatni wpis emanuje pozytywną energią usmiech.gif
    ..ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...
  • iwa 2004.03.10 [16:25]
    wtłaczam tę energie w siebie i chciałabym też bardzo dać jej trochę innym...wiem jak bardzo to trudne...ja miałam to szczęscie,że oprócz zwykłych codziennych obowiązków mam pracę ..kiedy muszę wstać rano i cały dzień leci pędem światła jest duzo lepiej ....bo wtrakcie kilku wolnych dni po pogrzebie było koszmarnie....

    Nino koniecznie daj znać jak z pracą usmiech.gif trzymam za ciebie kciuki

    a rzeczami Mamy sie nie martw u mnie leży nawet paczka papierosów tak jak lezała wtedy....myślę,że dojrzeję i do tego czego i tobie życzę

    pozdrawiam wiosennie kwiatek.gifkwiatek.gifkwiatek.gifkwiatek.gif bo to juz tuz tuż...

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...