Odpowiedz na ten temat

życie po zdradzie- nutka optymizmu

  • do Maji25 2005.03.02 [17:47]
    zgadzam się z Tobą,że trzeba dać szanse ale nie można być naiwnąoczko.gif
  • Zobacz także:

  • Maja25 2005.03.02 [18:47]
    Oczywiście że nie mozna być naiwną.
    Ja szanse dałam raz ale drugi nie wchodziłby w gre.
    Na chwile obecną nie żałuje swojej decyzji, nasze małżeństwo rozkwitło na nowa.
    Każdej zdradzonej kobiecie życze zeby jej życie po zdradzie było pełne optymizmu.
    Głowa do góry!!!
  • ptysio - w 2005.03.02 [19:24]
    każda pachnie inaczej, każda na pieszczoty inaczej odpowiada, są demony seksu i nudy, jeśli msz w domu nude która tylko w dni płodne ma chęć, szukasz cos na boku
  • Gorczyca 2005.03.02 [19:39]
    Moze tu mnie ktoś wysłucha i doradzi. Jestem po slubie siedem lat nasze małżeństwo było udane tak mi się wtedy wydawało. Pracowalismy razem na nasza przyszłosc i wspólne szczęscie. Staraliśmy się o dziecko długo nam nie wychodziła aż tu we wrześniu zaszłam w upragnioną ciąże. Szczęściu nie było końca kupowanie ubranek, przemeblowania , remonty wszystko dla i z myślą o dziecku. wszystko prysło z dniem 1 stycznia kiedy mój M oswiadczył że zaczyna zycie na nowo z kim z ..........Księgową. kazał mi sie wyprowadzić bo mieszkanie jest jego, ponieważ ja sie nie poddałam zaczoł meczyc mnie psychicznie. Z pracy zwolnić mnie nie moze bo jestem w ciąży, wogule nie pyta się jak moje zdrowie nic zupełna pustka. Jednak do przyjaciół wielka miłość to ja go nie rozumiem i wymyślam pretensje, robi mine zbitego psa i przeprasz, jednak kiedy z nią sie spotka zmiana o 180 stopni ona nim manipuluje wiem że leci na kase, nie ma nic do stracenia jest starą panną po 30 beż dzieci. Myślałam żęby ją zwolnić ale gdzie tam co robić pomocy
  • violka 2005.03.12 [20:14]
    a mnie się (chyba)udało!
  • konwalia2 2005.03.19 [02:56]
    Też czekam na histrie ze szczęsliwym zakończeniem. Chyba że szczęśliwe już nie chcą tutaj wracać. Może przez to , że piszemy, tak trudno jest zapomnieć. Ja nigdy wcześniej nie siedziałam nażadnym forum, a teraz jak maniak czytam różne topiki i sprawdzam , co nowego. Chyba się same zadręczamy.
  • Ferrero 2005.03.19 [07:22]
    Ooo widzę Konwalio, że i tutaj trafiłas..Ja tez maniacko śledzę wszelkie wątki w których przewija się temat zdrady szczególnie emocjonalnej, trwającej długo, gdzie przewija się temat jak żyć po zdradzie i czy to w ogóle możliwe, żeby kiedyś w przyszłości było tak jak przed tym wszystkim?
    Mala7...Twoje przezycia sa bardzo podobne do moich..
    W ogóle dziewczyny jak czytam Was to te główne \"punkty programu\" są prawie identyczne, różnice są w szczegółach...ech ci faceci...a moze raczej ech ci mężowie...ja też byłam wielką orędowniczką prawdziwej, wielkiej miłości, niczym nie skazonej i nigdy nie zdradzonej. Teraz na kazdą wypowiedź typu :ja jestem pewna swojego meza na 100000%\" smieszy mnie...moze nie smieszy...raczej mysle sobie, że ja w 100000% moge powiedziec , ze kobieta nie wie co mówi...
  • mała7 2005.03.19 [09:41]
    jakiś czas temu postanowiłam tu nie zaglądać bo mimo iż było tu wiele dających nadzieję wypowiedzi, zdarzały się i te, które doprowadzały mnie do strasznego stanu. pewnie za jakiś czas znowu zajrzę. na : do tych co wybaczyły..." opisałąm swoje ostatnie dzieje więc nie będę się powtarzać, ale generalnie narzuciłam sobie pewien rodzaj samodyscypliny w odrzucaniu myśli i mam dłuższe okresy bez dołów, kryzysy są ale nie co 2 dni tylko rzadziej. codziennie myśli mnie atakują, ale tylko raz na jakiś czas daję się im ponieść i wtedy jest mi bardzo źle. Teraz jednak wierzę, że będzie dobrze, że mogę sobie poradzić z uczuciami choć to długo potrwa. staram się skupiać na przyszłości. są też chwile, gdy niczego nie jestem pewna, ale ogólnie mój stan psychiczny się polepszył i tego Wam życzę.
    a niejaki ptysio bredzi... może masz aseksualną babkę w domu. ja taką nie jestem. a wtedy kiedy mam dni płodne to raczej seksu nie ma ( bo ciąży chwilowo nie planuję), za to jest i był w pozostały czas ,( a głowa mnie nie boli)i to wszystko o czym zamarzy mąż, nie tylko w sypialni małżeńskiej, czy w domu ale i ........zresztą nie będę pisać., bo nie temu służy ten topic. w każdym bądź razie nawet to nie ustrzegło nas oprzed zdradą, może tylko miało też jakiś tam wpływ na to, że się opamiętał.
  • Dunia 2005.03.19 [10:01]
    Hej dziewczeta !
    mam malutko czasu, bo pedze zaraz na uczelnie. Ale jesli to ktorejs pomoze, i sprawi, ze lepiej bedziecie sie dzisiaj czuly - powiem wam szczerze i otwarcie, z wlasnego doswiadczenia wiem, ze mozliwe jest zycie po zdradzie.
    Jak wroce wieczorem, to wam opowiem. Ale mysle, ze najwiekszego znaczenia nie ma tu to, czy to zdrada fizyczna, czy emocjonalna. I jedna i druga dotyka do zywego. I kazda z nich wydaje sie byc ponad nasze sily i pojmowanie. Jasne, ze jest miedzy nimi roznica, ale wydaje mi sie, ze obie wyrzadzaja w naszej psychice rownie wielkie spustoszenie.

    A co jest najwazniejsze? Co pomoga sobie z tym poradzic? Mysle, ze zachowania \"oprawcy\". My mozemy wybaczyc, starac sie, chciec. Natomiast to w ich gestii lezy to, zebysmy chcialy i widzialy tego sens.

    Ja sama po zdradzie nie moglam dojsc do siebie przez ponad pol roku. Ale jedynym wyjsciem, jakie widzialam - byla wizyta u psychologa. I powiedzialam to na samym poczatku. Ze jest to warunek konieczny (niestety nie wystarczajacy), zebysmy oboje, a zwlaszcze ja, nie zwariowali i ulozyli to na nowo, tak jak powinno byc. Zeby nie bylo w nas zzerajacych wszystko od srodka uczuc. Zeby zdrada nie byla ostatecznym argumentm kazdej klotni. No bo jak tu budowac rowny i zdrowy zwiazek, gdy jedna ze stron zawsze ma w rekawie taka miazdzaca armate?

    To bylo straszne przezycie, ale praca nad usuwaniem skutkow, to zglebianie relacji, wzajemne zrozumienie i naprawde dobra szkola... To, czego najbardziej mo wtedy brakowalo, to zeby ktos powiedzial mi, ze mozna to poskladac. Czulam, ze chce, bylam skolowana, ze moze nie powinnam. I tak zachowywalo sie wiele osob, z moja matka na czele. I to potrafilo mnie wpedzic w naprawde gleboka histerie.

    Dlatego Kochane moje mowie wam, ze da sie, ze jest to mozliwe. Trzeba tylko do tego podejsc z glowa i zrozumieniem.
    Alez sie rozpisalam, chyba nie zdaze na zajecia. Ale tyle chcialabym wam napisac. Postaram sie wieczorkiem, albo jakos jutro !
    Nie poddawajcie sie i glowa do gory !
  • Naiwna do bolu 2005.03.19 [10:34]
    Potrzebowalam tego topicu ... Przestaje sobie dawac rade sama ze soba. Pewnie Was zanudze,ale moze w koncu znalazlam kogos kto umie zrozumiec.Ale po kolei - Kiedy poznalam mojego meza tkwilam w zlym, nudnym,wypalonym malzenstwie. Pojawil sie ON, po rozwodzie, spragniony ciepla i uczucia.Zapewnial, ze MY juz na zawsze razem, ze wiem jak to jest,ze nie moze mnie stracic... I ... zakochalam sie. Jak nastolatka. Rozwiodlam sie. Zamieszkalismy razem i wydawalo mi sie, ze jest najpiekniej. Pozniej zaczely sie jego wyjazdy sluzbowe. Uwierzcie lub nie - kobieca intuicja to potega. Kiedy odbieralam go z pociagu po pierwszym wyjezdzie, wysiadl z wagonu z kolezanka. Nic sie nie dzialo, wszystko bylo poprawne.Nawet odwiezlismy ja do domu.A mnie juz wtedy serce przestalo bic ze strachu(pozniej dowiedzialm sie, ze w tym pociagu rozmawiali ze soba po raz pierwszy...).Nie wiem czy nie umial sie az tak kryc, czy moja intuicja zrobila swoje, ale rozwijal tamta znajomosc.Trzy miesiace regularnego romansu.Kiedy mowilam mu, ze niepokoi mnie ta znajomosc, ze boje sie tego zwyczajnie wyzywal mnie od wariatek,wrzeszczal,ze czepiam sie niewinnej znajomosci,ze jestem chora...Zaczelo byc nieznosnie.W pracy siedzieli calu czas na GG(sprawdzilam),wiem, ze kupowal jej kwiaty, jedzil po nia do pracy,zapewnial, ze teskni, ze nie moze spac o 4 rano bo mysli,ze wywrocila mu zycie... Czytalam to i przestawalam oddychac,myslec,czuc... I jeszcze sie nie przyznalam, ze wiem.Balam sie,ze odejdzie.Trzy miesiace ich spotkan, pocalunkow,smsow,maili.Codziennie...Z jej mezem grywal w pilke,ona zapraszala mnie na wystawy... Kolejne wyjazdy (pracowali razem),az w koncu TEN wyjazd,po ktorym przeczytalam-"drugi raz byl swietny, ale wolalabym znow kochac sie z Toba pod prysznicem"... Dziewczyny ... Tego sie nie da przezyc... Gigantyczna czarna dziura w srodku... Po tygodniu powiedzialam, ze wiem...I dowiedzialam sie, ze to moja wina !!! I wtdy popelnilam gigantyczny blad-kiedy chcial sie spakowac-ublagalam,zeby zostal.To JA przepraszalam na kolanach.Zostal... Potem byl koszmar wyjasniania,jej maz tez sie dowiedzial(powiedziala mu ze strachu).A ja zeby wyjasnic wszystko dostalam dostep do jego tajnego konta pocztowego...Pisal,ze ja kocha i to jest najwazniejsze,ze chce z nia uciez daleko itd.Schudlam 8 kg w 10 dni...I naprawde najbardziej bolaly wszystkie mysli jej poswiecone, spojrzenia,tesknoty... Przeprosil, powiedzial,ze zrozumial...Ze bedzie budowal...Stara sie, a ja od roku zyje w koszmarze podejrzen.Kiedy mowi, ze nic sie nie dzieje jak bumerang powraca mysl-przeciez WTEDY mowil dokladnie tak samo.Mysle, ze kasuje jakies smsy,maile itd.To jakas paranoja, juz nawet nie sparwdzam, bo boje sie tego co moge znalezc... Twierdze, ze nie potrafi zyc bez podrywania, flirtow itd. Nie wiem czy mowi prawde. Nie jest rozowo. A ja mecze sie sama ze soba. Zle mi bardzo...
    Przepraszam za ten potok, ale najzwyczajniej sobie nie radze ... Pozdrawiam Was cieplutko.
  • mój też zwalił całą winę na 2005.03.19 [20:35]
    mniesmutas.gif jego argument?-żę nie mam pracysmutas.gif żałuję,że byłam mu wierna, czekałam z obiadkiem, usługiwałamsmutas.gif nie warto być lojalną
  • konwlia2 2005.03.20 [06:40]
    Do naiwnej, wszystkie przeżywamy podobne historie... To pomaga uwierzyć, że wina nie jest nasza, że oni - jako płeć - mają jaką skazę. I pytanie , czy my już to wiedząc potrafimy żyć z nimi dalej. Nasze babki i prababki udawały, że nie wiedzą, nasze matki z nami na ten temat nie rozmawiały. A my , bardziej niezależne, wiemy.Cóz, ciężko z tym żyć. Czekamy całe czas na historię z happy endem.Bo może i nam się uda.
  • Dunia 2005.03.22 [10:35]
    Hej babeczki !
    obiecalam, ze napisze w weekend jeszcze, ale tak juz mam w zyciu, ze jak sie cos niespodziewanego dzieje, to moge sie spodziewac nawalu takich sytuacji oczko.gif no i stad to male opoznienie. przerpaszam.

    Jezeli kogos to nteresuje, to przezywalam wrecz katusze po tym jak sie dowiedzialam. Sam mi powiedzial na nastepny dzien. Najgorsze bylo to, ze bylismy cudowna para, pod kazdym wzgledem. I oboje mowilismy wszem i wobec, ze tylko zdrada moze nas rozlaczyc. Powiedzial mi o tym majac tego swiadomosc. Liczyl sie z tym, ze odejde. Ale slaba ze mnie kobitka, bylam sparalizowana, zcielo mnie z nog. Chcialam cofnac czas, zmienic cokolwiek. Najbardziej nienawidzilam siebie, ze w zaden sposob temu nie zapobieglam. Ale znalismy sie na tyle dobrze, zeby widziec, ze kazde z nas cierpi. Ze zadne z nas nie chcialo, by wszystko sie skonczylo, i to w taki sposob.

    Okazalo sie, ze byl pijany. Banal? Moze. Ale boli tak samo. I w niczym to nie pomaga. Musialam wiedziec wszystko, kazdy szczegol. Opowiadal. Nie potrafilam sie powiedziec o tym przyjaciolce (wstyd?) - przyznal sie on. Jedyne, co potrafilam zrobic, to powiedziec, ze sami tego nie naprawimy, ze potrzeba nam psychologa. Poszlismy. Wizyty uspokajaly na jakis czas (dzien, moze dwa), a potem kolejny ciag histerii. Placz, po kilka godzin, kilkanasie. Brak sil, energii, rozdwojenie, koszmarne rozdarcie miedzy tym, co czuje jeszcze stare serce, a Tym, co podpowiada moze rozum, moze godnosc. Wydawalo mi sie, ze wracajac do niego, bede czula sie jeszcze bardziej ponizona.

    Tak naprawde teraz, kiedy wiem juz, ze nam sie udalo - czuje sie duzo lepiej, mam poczucie, ze przezwyciezlismy naprawde niesamowicie ciezki problem, z ktorym wiekszosc ludzi sobie nie radzi. Kiedy ta mysl pojawila sie po raz pierwszy, zaczela mnie coraz bardziej nakrecac do pracy, ciezkiej pracy nad odbudowaniem zwiazku. I udalo sie.

    I chcialabym, zebyscie wiedzialy, ze sie da. Mi bylo strasznie ciezko, bo nikt mi tego nie mowil, zewszad tylko opinie, ze to zostaje na zawsze, ze nie uwolnie sie od poczucie winy, albo od obwiniania go. Nieprawda. Nie mozna zapomniec, ale wierzcie mi, po jakims czasie, kiedy wszystko sie prostuje, mozna o tym mowic bez lez w oczach, bez sciskania w gardle, bez uczucia ponizenia, czy opuszczenia. U mnie widze to jak inne wspomnienia, po prostu minione chwile. Ktore wyrzadzily wiele zla w moim zyciu, ale ktore sa juz niezmiennie zapisane w przeszlosci, ktore sa juz za daleko, zeby zadac bol.

    I to dobrze, ze czekacie na historie z happy-endem, bo one daja sile. Sama pamietam, jak zadzwonilam ktoregos dnia (po miesiacu) na telefon zaufania, bylam skrajnie wyczerpana, przeplakalam kolejny dzien. I facet powiedzial mi, ze miesiac to bardzo dlugo (?!?) i ze powinnam juz sobie z tym poradzic i jezeli jeszcze nie potrafie mojemu mezczyznie zaufac, to juz chyba koniec i nie ma nad czym pracowac. No to bylo najgorsze, co moglam wtedy uslyszec... Bo rozpaczliwie chcialam wrocic do tego, co bylo miedzy nami (i co jest znowu). Tylko nie wiedzialam jak.

    I musze wam powtorzyc na koniec ten banal : czas leczy rany. I wiem, ze jest to najbardziej banalny z banalow, ale wypowiedziany dopiero nabiera mocy. Wspomnienia blakna, coraz mniej dotykaja.
    Caluje was goraco, piszcie i wspierajcie sie wzajemnie, bo samej jest bardzo trudno. I jezeli tylko mozna sie z kims podzielic, wyzalic sie, jezeli to ma pomoc, to warto to zrobic.
  • Ferrero 2005.03.22 [11:38]
    Dunia, dziękuję za chociaż jeden pozytywny głoś..Twój głoś w tej sprawie. Ja ciagle czekam na cud zapomnienia..tzn nie zapomnienia ale poddalenia tego od siebie. Powiedz ile czasu upłynęło od chwili kiedy się dowiedziałas do chwili kiedy poczułaś się już uwolniona od tego? Bo ja jestem rok po tym i dalej nie widzę postępów...oże dlatego, ze babiszon ciagle daje o sobie znać...pewnie tak...bo jak można żyć, kiedyś ona ciągle jest gdzieś obok...
  • konwalia2 2005.03.22 [11:43]
    dziekuje Ci za twój list, potrzebowałam go dzisiaj jak nigdy - to nie była nutka optymizmu - dalaś mi całą symfonię! Bo tak naprawdę to pisząc tu, nie potrzbujmy rad typu "spak€j mu walizki", albo "Tego się nie da wymazać". Potrzebujemy nadziei i wiary. Idzie wiosna , może i u nas bedzie lepiej. Wczoraj katowałam siebie i jego , dziś po twoim liście jest mi lepiej. Wiemm, że jeszcze nieraz będę wariować z bólu, ale może się uda.
  • Dunia 2005.03.22 [12:21]
    Dowiedzialam sie ponad 2 lata temu. Najgorsze bylo pierwsze pol roku, wycie do ksiezyca, zmienianie zdania co godzine, co chwile watpliwosci, otepienie. To stalo sie jesienia, ale mysle, ze tak dopiero latem zaczelam czuc sie w miare normalnie, tzn. zaczely pojawiac sie dni, w ktorych o tym nie myslalam, przestalam sie sama zadreczac.

    Mialam przez pewien czas taki sposob. Kiedy juz przyjelam do siebie, ze to nie moja wina, ze wszystko ze mna ok, ze jestem normalna kobieta, zaczelam pisac sobie niby-pamietnik, takie male niby-rozmowy. Nie wiem w sumie jak to nazwac. Chodzilo mniej wiecej o to, zeby w momentach krytycznych, kiedy nadchodzila histeria, czy kolejna fala zarzutow do siebie - pisalam sobie rozmowe. Miedzy mna, a kims, kogo postrzegalam za osobe racjonalna, nieuwiklana, ktora obiektywnie sytuacje ocenia. I staralam sie, na moje argumenty wymyslac odpowiedzi kogos, kto nie byl roztrzesiony, zalamany, tylko widzial sytuacje chlodnym okiem, z rezerwa i spokojem.
    To calkiem fajna sprawa, pomaga nie zaglebiac sie w tym bagnie, bo jak sie zacznie, to samemu ciezko jest wyjsc. A tak, projektujac sobie w glowie spokojne argumenty, powoli zaczynalam czuc sie, jakbym rozmawiala z kims, kto faktycznie wie, ze potrzeba mi spokoju, ze tylko wtedy mozna normalnie dzialac i myslec. I powolutku zaczelam uczyc sie wychodzic z tych kryzysow bez psychologa, czy bez angazowania innych, kojaco dzialajacych osob.

    Cisze sie, ze zrobilo wam sie lepiej, wiem po sobie, ze potrzebowalam takiego wlasnie wsparcia. Ze jezeli juz zdecydowalyscie sie z tymi swoimi \"chopami\" zostac, to musicie czuc, ze to ma sens, ze to sie moze udac.

    Caluje was mocno ! Trzymajcie sie babeczki !! papapa
  • konwalia2 2005.03.22 [20:05]
    Dunia! Zrobiłaś nam już święta. Jesteś świetną kobitką, i twój (tak i nasi) rozumu nie miał. Pozdrawiam wiosennie.
  • tylko dziewczyny w 2005.03.23 [11:30]
    przypadku męża Duni w grę wchodził jednorazowy skok w bok. A nie ROMANSIK!!!! I to jest zasadnicza różnica! Bo on po prostu się zapomniał. Na MOMENT. A w przypadku romansu ktoś robi to ŚWIADOMIE!
  • Dunia 2005.03.23 [13:22]
    hm... wydaje mi sie jednak, ze to boli tak samo mocno. W obu przypadkach czujemy sie ponizone, zmieszne w blotem, tracimy poczucie wartosci i godnosci. I dlaczego uzurpujesz sobie prawo, zeby pisac, ze to jest latwiej przetrzymac? (Bo taki jest wydzwiek Twojej wypowiedzi, kobieto bez nicka.) Tylko zranione emocjonalnie maja prawo czuc sie zle? Dla mnie sex wiaze sie z emocjami nierozerwalnie i moze dlatego nie potrafie sobie pomyslec, ze to tylko akt fizyczny, ale mysle sobie, ze musial do niej cos czuc? Pewnie zreszta nie tylko ja tak rozumuje.

    Moje zdanie jest takie - mozliwe jest ulozenie wszystkiego na nowych zasadach, wymaga to jednak zaangazowania i ciezkiej pracy z obu stron. Jezeli on zdradzil i przestaje tylko dlatego, ze jest np. szantazowany, albo w jakikolwiek inny sposob nie wychodzi to od niego, to chyba nie moze tu byc mowy o odbudowywaniu czegokolwiek, ani tez o \"nutce optymizmu\", o ktora przeciez chodzi w tym topicu.

    Zawsze uwazalam, ze zdrada, czy to fizyczna, czy emocjonalna, jest niedopuszczalna. I obie czynia spustoszenie w naszych sercach. Jezeli jednak \"skok w bok\" nie jest juz dzisiaj zdrada, to faktycznie musze zrewidowac poglady i nie wypisywac juz nic wiecej na tym topicu.

    Ale z drugiej strony dlaczego mialby mnie ktos besztac za ta \"nutke optymizmu\"? \"tylko dziewczyny w\"
  • Dunia 2005.03.23 [13:29]
    hehe, ucielo mi koncowke oczko.gif (aaa! stad sie biora dziewczynki! LOL oczko.gif )

    ... Ale z drugiej strony dlaczego mialby mnie ktos besztac za ta \"nutke optymizmu\"? \"tylko dziewczyny w\"
  • Dunia 2005.03.23 [13:35]
    No nie wierze, znowu ! Kurcze, sama ze soba dyskutuje oczko.gif

    -> do \"tylko dziewczyny w\" - wierze, ze babeczki, ktore tu wchodza, potrafia czytac ze zrozumieniem i nie trzeba im \"wytluszczac\", ze w moim przypadku chodzi o jednorazowy skok w bok. Tylko jaki masz cel w tym, zeby umniejszac jego znaczenie? Chcesz im powiedziec, ze tym parom u ktorych zdrada byl \"romansik\" sie nie uda? Chcesz im odebrac nadzieje i wiare? Wiesz, wybacz, ale mam juz teraz watpliwosci, czy Ty potrafisz czytac ze zrozumieniem - patrz post nr 1 - zalozycieli topicu.

    Jak i tym razem mi cos utnie, to sie wnerwie >-/

    ; )
  • Dunia 2005.03.23 [13:35]
    No nie wierze, znowu ! Kurcze, sama ze soba dyskutuje oczko.gif

    -> do \"tylko dziewczyny w\" - wierze, ze babeczki, ktore tu wchodza, potrafia czytac ze zrozumieniem i nie trzeba im \"wytluszczac\", ze w moim przypadku chodzi o jednorazowy skok w bok. Tylko jaki masz cel w tym, zeby umniejszac jego znaczenie? Chcesz im powiedziec, ze tym parom u ktorych zdrada byl \"romansik\" sie nie uda? Chcesz im odebrac nadzieje i wiare? Wiesz, wybacz, ale mam juz teraz watpliwosci, czy Ty potrafisz czytac ze zrozumieniem - patrz post nr 1 - zalozycielki topicu.

    Jak i tym razem mi cos utnie, to sie wnerwie >-/

    ; )
  • Yoko 2005.03.23 [14:06]
    W naszym małżeństwie był kryzys, nie radziłam sobie z nim, nie potrafiłam niczego zmienić i z pełną premedytacją wdałam się w romas z kolegą. Przeczytajcie do końca zanim sie zezłościcie. Nie było seksu ale wielka namiętność, uczucie, które wydawało mi się miłością mojego życia, szaleństwo serc i dusz. Trwało to kilka miesięcy. On też był zagubiony w małżeństwie więc odnaleźliśmy siebie (rozwódł się kilka lat później). Ja nie potrafiłam żyć na dwa fronty i zostałam z mężem. Chciałam dać szansę naszemu małżeństwu, bo jednak czułam, że to mąż jest moją miłością i to z nim chcę przeżywać takie szczęście jak z tamtym. To było ponad dwadzieścia lat temu. Mąż do dziś nie wie i bardzo dobrze, bo to On jest największą moją miłością i nie uwierzyłby w to tak jak wam jest trudno uwierzyć w miłość swoich mężów. Spotykałam swojego kochanka przez wiele lat po naszym romansie i wierzcie mi, nie traktowaliśmy siebie inaczej niż każdego innego znajomego. Nigdy nie miałam chęci by cokolwiek wróciło, nigdy za nim nie zatęskniłam. Zamknęłam ten rozdział swojego życia i koniec. Były kolejne kryzysy w naszym małżeństwie ale nigdy już nie szukałam pocieszenia gdzie indziej i wiem, że nie poszukam. Ktoś kto zdradził może naprawdę więcej tego nie zrobić. Żałuję tej zdrady z jednej strony i nie żałuję z drugiej, bo była mi wtedy potrzebna jak powietrze do życia, zmieniła mnie na lepsze, nauczyła mnie, że trzeba i warto szukać kochanka i przyjaciela w swoim mężu, a nie na boku. Wiem co cenić, wiem co może być złudne, wiem jak bardzo kocham i szanuję mojego męża i wiem, że dla zdradzonych to brzmi niezrozumiale. Być może gdybym wtedy nie zdradziła zagubilibyśmy się i rozwiedli już dawno. Ale wtedy kiedy uświadomiłam sobie, że to mąż jest najważniejszy pokochałam go jeszcze mocniej i zrozumiałam, że zrobię wszystko aby być z nim, że nie chcę aby ktokolwiek go zastąpił. Napewno nie każdemu należy się szansa ale wielu z waszych partnerów na taką szansę zasługuje. Uważam, że ja zasłużyłam i tej szansy nie zmarnowałam. Jest jeszcze coś, ja teraz boję się zdrady, bo wiem jak to jest, a nie wiem czy mój mąż dokonałby takiego wyboru jak ja.
  • Była żona 2005.03.23 [14:28]
    Do Duni
    Nie mam nicka, bo nigdy tu nic nie pisałam.
    Troszkę źle mnie zrozumiałaś.
    I nie mam zamiaru odbierać nadziei tym kobietom, kttóre przeszły przez koszmar zdrady. Sama to przeżyłam i wiem jak strasznie to boli. Pomimo upływu czasu, pomimo rozwodu i tego, że jestem teraz bardzo szczęśliwa z drugim mężem. Ale boli. Bo to przede wszystkim straszne poniżenie, ból zawodu, którego sprawcą jest człowiek którego kochamy i ufamy mu. I nie chodzi mi o rozdział na bardziej i mniej bolesna zdradę. Bo obie bolą. Chodziło mi o szanse dla związku. Pozdrawiam i życzę dużo dużo szczęścia. Wszystkim. I tym co budują z mozołem i bólem na nowo związek i tym, którym to się nie udało.Mi na przykład się nie udało. Nie potrafiłam. Ale uwierzcie mi, że to nie koniec świata. Bo kocham i jestem kochana. usmiech.gif Buziaczki

  • Dunia 2005.03.23 [17:58]
    Była żono -> no to dobrze, ze nie dalam sie poniesc niepotrzebnie emocjom, bo widze, ze starasz nie wytlumaczyc oczko.gif gratuluje, bo w koncu tez zyjesz po zdradzie - tyle, ze z innym mezczyzna oczko.gif

    Yoko -> widzisz, jestes swiadectwem na to, ze i my kobietki przezywamy takie rozrywajace emocje. Spotkalam sie nawet nieraz z opiniami, ze nie nalezy mowic, przyznawac sie do zdrady. I wydaje mi sie to wcale nieglupim pomyslem. Zwazywszy na to, ile cierpienia mozna sobie zaoszczedzic to jestem jak najbardziej za, tyle, ze nikt nie da nam gwarancji, ze nie wyjdzie to nigdy na jaw. Bo w zyciu roznie bywa. Jezeli chodzi o Twoja sytuacje, to nie wiem, czy osobiscie potrafilabym nie powiedziec. W zasadzie od nauki mowienia, rozmawiania ze soba rozpoczelismy z moim \"pozniejszym niewiernym\" zwiazek. I kierujac sie ta zasada, zyjemy do dzis, mowiac sobie prawde o tym, co myslimy i czujemy. I wiele razy zalowalam, ze sie o wszystkim dowiedzialam, ale teraz, z perspektywy czasu, moge powiedziec, ze wszystko to pozwolilo nam na zrewidowanie pewnych poglodow (chociazby o wiecznej milosci i takich tam...) ktorymi zywia sie niektore zwiazki i ktorymi my takze zylismy. A ktore tylko zaciemniaja prawdziwy obraz zwiazku dwojga ludzi.

    Trzymajcie sie babeczki !
    Konwalia i Ferrero - tylko spokoj moze nas uratowac oczko.gif Trzeba do niego dozyc przeroznymi sposobami, im wiecej ich wypracujecie, tym rzadsze i krotsze beda chwile zalamania i zwatpienia.
    Buziaki !
  • konwalia2 2005.03.23 [22:20]
    Do Duni, dzisiaj znowu dzień trudny - długie rozmowy. Zawsze ja je inicjuję, on zresztą mało mówi- złości się (na siebie oczywiście,) najchętniej by się unicestwił . To wszystko jest cholernie trudne. Tylko myślę,że łatwiej by mi było, gdyby to był jednorazowy "skok w bok", albo też zauroczenie - nie wiem może na parę meisięcy. A u nas było tak, że on z tą swoją koleżanką z pracy romansował przez wiele lat - nie chce lub nie umie powiedzieć ile (bo nie obchodzi rocznic). Ta świadomość , że tyle lat udawał, grał wiernego, kochającego męża jest straszna.
    Bo świadczy o tym, że można tyle lat kłamać -ON- i że można być kompletnie ślepą i głuchą (czytaj: głupią ) _ JA. A do tego paradoks - jej był wierny przez tyle lat, jej nie zdradzał z innymi. Koszmar? Może się mylę, może w każdym wypadku cierpi się równie straszliwie.Zastanawiam się też nad tym, skoro nie domyśłiłam się przez tyle lat, to może i wcześniej też były inne kobiety. Wydawało mi się, że mamy intuicje, że instynktownie wiemy, że coś może być nie tak. Ale okazuje się, że żona - która zawsze dowiaduje się ostatnia- może dowiedzieć się po tylu latach. A on teraz chccałby tę przysłowiową puszkę Pandory zamknąć na cztery spusty i zacząć od nowa. Dla mnie to nie jest proste - ja dopiero teraz zajrzałam do niej . Jedno wiem na pewno - nigdy nie chciałabym o tym wiedzieć. Gdybym dwiedziała się o romansie mojego przyjaciela - to rozmawiałabym z nim, a nie powiedziałabym tego nigdy jego żonie.Ja tylko mogę żałować, że życzliwa" z pracy zadzwoniła do mnie, że nie postraszyła winowajców, ich mogła ostrzec. No i oczywiście żałuję, że nie zadzwoniłą do jej męża - byłoby chyba sprawiedliwiej. Bo co tu mówieć, świadomość , że ona jest bezkarna wzbudzona we mnie agresję, o jaką bym się nie podejrzewała. Cały czas myślę o niej. Dlaczego przez tyle lat była najważniejsza ? On to tłumaczy swoją głupotą, egoizmem, próżnością i oczywiście twierdzi, że nic dla niego nie znaczyła. Być może . Ale dlaczego to trwało tyle lat? NIc nie znaczący związek utrzymałby się przez tyle lat? Strasznie się czuję, nie wiem jak mu wierzyć. Przecież wszystko może być aprawdą albo kłamstwem. Podobnie jak nasze małżeństwo. Ja myślałam, ze to, co nas łączy, to coś wyjątkowego . Byliśmy małżęnstwem, które było stawiane z a wzór - żałosne prawda? A teraz wszystko się rozsypało...
  • Dunia 2005.03.24 [10:21]
    Konwalijko - moge tak? zdrobnic Cie ?
    Nie jestes zalosna, choc my wszystkie tak sie czujemy. Jestem zdania, ze kazda zdrada boli tak samo, dotyka do zywego, zdradzil nas w koncu czlowiek, ktorego kochalysmy bezgranicznie, ufalysmy mu. I jeszcze wiele innych rzeczy, ktore w jednej sekundzie spadaja nam na glowe, jak cegly, z budowli, ktora mozolnie stawialismy. I jest to bol nie do pojecia dla kogos, kto tego nie przeszedl.

    Ja tez inicjowalam rozmowy. Po prostu musialam wiedziec od razu wszystko, znac kazdy szczegol, \"zobaczyc\" to. Sama siebie wtedy katowalam. Po takim seansie, zalowalam, ze sie dowiedzialam. Ale widac to byl dla mnie jakis punkt zwrotny. Warunek konieczny, by pracowac dalej.

    Najwazniejszym bylo na spokojnie (naprawde spokojnie, jak najdalej od \"seansow\", watpliwosci, roztrzesienia) zastanowic sie, czy on faktycznie jest kims, komu chce poswiecic czas, to cierpienie, czy chce pracowac nad zwiazkiem z nim, czy mam podstawy, zeby znowu mu zaufac. I dopiero bedac tego pewna, brac sie do roboty.

    Przychodzily chwile zwatpienia, to normalne. Ale wiedzialam,ze nie moge juz dluzej na nie reagowac panika i histeria. Staralam sie myslec, ze kiedy bylam spokojna, uznalam, ze moze nam sie udac i, co wazniejsze, ze tego chce i jestem zdecydowana. Trzeba wypracowac sobie takie mechanizmy ochronne. Mi czesto pomagalo pisanie, zapisywanie wszytskiego, co bylo spokojne, dawalo ukojenie. Zapisane mysli nie uciekaja tak predkooczko.gif

    Wiesz, dla mojego, te \"dlugie rozmowy\" tez byly wykanczajace. Bo przeciez widzial, co sie ze mna dzieje, to raz, a dwa - przeciez zalowal tego i nie bylo mu latwo sie do tego przyznawac ciagle. Ale moze dla mnie to tez byl pewnego rodzaju \"sprawdzian\" - ile on wytrzyma. Jak wybuchnie ze zloscia, albo powie, ze ma dosyc, to znaczy, ze mu nie zalezy, zeby mnie uspokoic, albo zrobic to dla mnie - myslalam. Moj wytrzymal. Powiedzial, ze bedzie to znosil jak dlugo bedzie trzeba. A ja sama w pewnym momencie (nie wiem, czy uznalam, ze wiem juz wszystko, czy ze przeszedl juz ta probe) dalam spokoj. A moze bylam zwyczajnie wycienczona szczegolami, pytaniami i odpowiedziami, ktore zawsze mowily jedno - to sie stalo naprawde, chociaz moze w gleby liczylam na to, ze odpowie, ze to wszystko klamstwo, ze nigdy nic takiego nie mialo miejsca i jak w ogole moglam w to uwierzyc...

    Trzeba wiary i spokoju, kfiatuszku oczko.gif Ta puszka bedzie sie sama coraz bardziej zamykala, coraz mniej bedzie z niej zionelo bolem, coraz dalej od niej odejdziesz. I idzie wiosna, mozna wiecej robic rzeczy, czy to razem, czy osobno. Inwestuj w siebie. Ja inwestowalam nie z mysla o naszym zwiazku, ale o sobie. Myslalam, ze gdyby nawet nam sie nie udalo, to jak zostane sama, to musze jakos wygladac, musze miec jakias wiedze, doswiadczenia, miec o czym z ludzmi porozmawiac, nie tylko o tym, jak mi zle. Zaczelam czytac duzo (tak na marginesie - polecam Ci \"Charaktery\", miesiecznik psychologiczny). Zadbalam o swoje cialo i umysl. I robilam to na swoje prywatne konto, nie na zadne wspolne. Tylko dla siebie. I to dalo mi o wiele dluzsze chwile spokoju, co pozniejprocentowalo oczywiscie.

    Pozdrawiam Cie ! Cieplutko sie robi ! Wiosna... usmiech.gif
  • owodnia 2005.03.24 [14:58]
    Witajcie !
    Równiez jak was dokneła mnie zdrada, podobno tylko emocjonalna , to zreszta bez znaczenia .Ja miałam swiadomośc , ze cos sie złego dzieje , on cięzko pracowała ale mnie cos nie grało , zrobił sie dla mnie złym człowiekiem. Kiedy próbowałam o tym rozmawiać mówił , ze szukam dziury w całym i wszystko jest ok, ale dla mnie nie było ok.Zaczełam obwiniać siebie , ze to ja się czepiam i przezemnie ta cała zła atmosfera w domu. Zaczełam obserwowac wnikliwiej, to był obłed , ale jedyna droga zeby czegkolwiek sie dowiedzieć . I owszem otrzymywał smsy od innej mezatki typu , kocham cie , tęsknie , całuje itp.Trwało to 5 miesiecy , nie pamietam tego teraz , nie potrafiłam tego przerwać ,moje poczucie wartości siegnęło dna, az w końcu pomylił sie i przesłał do mnie smsa przeznaczonego do niej , był pijany wiec mu sie cos pomyliło.I wtedy we mnie cos pekło.Powiedziałam mu to i zamknełam sie w sobie , jedynie dzień dobry rano i jakas wymiana zdań o sprawach domowych. Zyliśmy dobrze , raz gorzej raz lepiej , ale wydawało mi sie ze zbudowalismy cos wyjatkowego , a tu runeło.Po dwóch tygodniach zaczął pierwszy rozmowy, ot takie o pracy o znajomych powoli zaczelismy rozmawiać , ale ja dalej byłam zamknieta, powiedział wtedy ze robił głupoty , wysyłał smsy i przegadywał na gg i ze było to niepotrzebne. Jednak kobieta ta nie dała za wygrana , wydaje mi sie , ze sie zakochała, nie ma idealnej sytuacji w domu z mężem.Mysle , ze liczyła na to , ze on ode mnie odejdzie i zwiaze się z nia .On do tego podchodził jednak inaczej , traktował to jako zabawe . Niestety nie igra sie z uczuciami. Mineło pół roku jest dobrze choc czasem tak bardzo cięzko . Staram sie nie wypominać , widze duza w nim zmiane.Przewartościował swoje zycie , ma teraz czas dla mnie dla dziecka .Paradoksalnie zdrada wyszła nam na dobre.Ja jednak przezywałam katusze okropne i nie było nikogo bliskiego koło mnie. Nie obwiniam kochanek , bo wiem , ze to wspólne działanie , ale jak mozna nadal po tylu miesiacach kiedy on zdecydował czego chce narzucać sie z smsami , telefonami.Wiem o tym , bo przychodza o róznej porze dnia i nocy.On w tej chwili tego nie ukrywa i widze jak coraz mniej ma do niej szacunku.Ja na nia patrze jako na kobiete pozbawiona jakichkoliwek skrupułów, nadmieniam ze próbowała wykorzystac moja osobe zeby ponizyc mnie w oczach meza. Dlatego gdy mąz czasem prosi abym odebrała gdy ona dzwoni , nie robię tego , nie chce mieć z nia nic wspólnego nigdy w zyciu. Nie radze jej xle , ale nie chce jej znać.Rozpisałam sie , przepraszam . To nutka nadziei, ze moze byc dobrze.
  • konwalia2 2005.03.24 [16:13]
    Dunieczko!
    Dzięki za liścik. Najgorsze jest to, że ja tak naprawdę nie wiem, czego chcę. To znaczy nie wiem, czy będziemy nadal małżeństwem. Nie wiem, czy go kocham. Nie wiem... Kochałam przeciez innego faceta - ze wszystkimi słabościami, ale uczciwego, a nie kłamće i zdrajcę . Przecież on ją odwoził do domu, a za minute jak gdyby nigdy nic witał się czule ze mną. Ja go wcale nie znałam (paradoks - 25 lat!). Dlatego tak sie miotam. Żal mi naszej przeszłości , bo była kłamstwem i żal przyszłości, bo mogło być tak fajnie na tę jesueń naszego życia (chociaż czujemy się jeszcze młodzi).Ale teraz nie wiem, czy dam radę... Myśl o nich mnie dobija, a mam ndzieję, że nie zabije. Ale to okropne uczucie. On teraz też musi wiele znieść, ale ma świadomosć swojej winy, chociaż wcześniej przed sobą to bagatelizował. Tyle dostajemy nieszczęśc od losu - choroby, śmieć bliskich. A to nieszczęście mamy na jego własne życzenie.
    Dziekuję za dobre słowa, też mam zamiar zabrać się za swoje ciało i ducha> Myśłłam też o terapii, ale dużo zależy od psychologa. Znam to środowisko, trochę sie obawiam ...
    Dzisiaj pporządlowałam ogród, skowronek śpiewał. Gdzieś jest cudne życie... Pozdrowienia
  • konwalia2 2005.03.24 [16:13]
    Dunieczko!
    Dzięki za liścik. Najgorsze jest to, że ja tak naprawdę nie wiem, czego chcę. To znaczy nie wiem, czy będziemy nadal małżeństwem. Nie wiem, czy go kocham. Nie wiem... Kochałam przeciez innego faceta - ze wszystkimi słabościami, ale uczciwego, a nie kłamće i zdrajcę . Przecież on ją odwoził do domu, a za minute jak gdyby nigdy nic witał się czule ze mną. Ja go wcale nie znałam (paradoks - 25 lat!). Dlatego tak sie miotam. Żal mi naszej przeszłości , bo była kłamstwem i żal przyszłości, bo mogło być tak fajnie na tę jesueń naszego życia (chociaż czujemy się jeszcze młodzi).Ale teraz nie wiem, czy dam radę... Myśl o nich mnie dobija, a mam ndzieję, że nie zabije. Ale to okropne uczucie. On teraz też musi wiele znieść, ale ma świadomosć swojej winy, chociaż wcześniej przed sobą to bagatelizował. Tyle dostajemy nieszczęśc od losu - choroby, śmieć bliskich. A to nieszczęście mamy na jego własne życzenie.
    Dziekuję za dobre słowa, też mam zamiar zabrać się za swoje ciało i ducha> Myśłłam też o terapii, ale dużo zależy od psychologa. Znam to środowisko, trochę sie obawiam ...
    Dzisiaj pporządlowałam ogród, skowronek śpiewał. Gdzieś jest cudne życie... Pozdrowienia

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...