Odpowiedz na ten temat

życie po zdradzie- nutka optymizmu

  • Reni 32 2005.03.25 [10:40]
    Witam wszystkich,
    tak sobie pomyślałam, że temat pasuje niestety i do mnie.
    Też kiedyś przeżyłam zdradę i nie nie była to zdrada emocjonalna (szczerze mówiąc to nie wiem, która jest gorsza).
    Żyliśmy sobie w miarę szczęśliwie, właśnie urodził się nasz synek i zaczynaliśmy być nie tylko już małżeństwem ale także rodzicami. Ale niestety taki stan rzeczy trwał parę miesięcy. Ja w domu z dzieckiem on w pracy. Zaczęło dziać się coś niedobrego, ale na moje pytania była jedna odpowiedź - wszystko w najlepszym porządku.
    I w tym właśnie porządku mój mąż nagle wyprowadził się z domu.Nie będę pisać jak się wtedy czułam. Okazało się, że ona -to koleżanka z pracy. Po paru miesiącach, (aż tyle to trwało) mój mąż wrócił do do domu. Wydawało mi się, że tak będzie lepiej dla dziecka i że ja będę potrafiła o tym zapomnieć i że może być jeszcze dobrze między nami.
    Jesteśmy razem do tej pory (dziecko ma już 8 lat) i rzeczywiście ojcem jest dobrym, ale ja chyba czasami żałuję tamtej decyzji.
    Niby między nami jest dobrze, ale ja jednak nie jestem w stanie zapomnieć.

    Życzę wam wszystkim spokojnych i rodzinnych Świąt.
  • Zobacz także:

  • konwalia2 2005.03.25 [10:41]
    Dziewczyny
    - idę do kuchni, potem na ostatnie zakupy - nie myśleć, nie zaglądać ukradkiem na stronę. Potem do kościoła - tak rzadko chodzę - pomysleć, pomodlić i juz nie pytać Pana Boga dlaczego daje i zabiera.
    Dzisiaj czas wybaczenia , rozejm choć na parę dni. Zajrzę do Was przez wyjazdem, biore laptopa ale nie wiem, czy będę miała wejście do internetu. Jadę leczyć ciało, ale i trochę duszę. Moja koleżanka , z która wyjeżdżam nie wie o niczym , więc i rozmów nie będzie. A potem zobaczymy... Trzymajcie się cieplutko - u nas jeszcze mgła, ale ma być ładnie, może słoneczko i dla nas zaświeci. Zyczę Wam daru zapomnienia. Dobrych Swiąt, spokojnych ,a nawet wesołych. Wszystkiego dobrego, Dunieczko! Będzie mi Ciebie brakowało.
  • Wyspa 2005.03.26 [06:56]
    Ktoś na innym poście życzył Wesołych Swiąt - nie spokojnych, ale właśnie wesołych, radosnych. Bądźmy bardziej radosne na wiosne.
  • konwalia2 2005.03.29 [03:54]
    Nie pisałyście przez święta - to dobrze, to znaczy , że miałyście wiele radości. Mam nadzieję, że brzuszki was nie bolą z przejedzenia..
    U mnie - u nas pierwszego dnia było dobrze - dużo gosci, drugiego - jeszcze lepiej - sami, cieplutko, rozkoszowanie się pierwszym słońcem, popijanie winka i wspaniały seks. A późno wieczorem - ja znowu zacżęłam drążyć temat . Nie mogę się opanować - spada na mnie obraz - on i ona , a wyobrażnia pracuje i mam w głowie porno filmz ich udziałem . Dla niego taka pseudorozmowa to udręka, bo przecież juz chciałby zapomnieć, przecież tylko mnie kocha, i jak mały chłopiec nie rozumie, że przez ich romanse ja znalazłam się w szambie i czasem uda mi się wystawić głowę, staram się wyleźć stamtąd, ale spadam spowrotem.
    Wiem, że teraz już wszystko zależy ode mnie. On jest do tzw.rany przyłóż, ale we mnie jest tyle żalu z jednej strony, nienawiści z drugiej, że sama nie wiem czego chcę. Nie wiem, czy kiedykoliwek zapomnę. Jest prawie czwarta , a ja nie śpię. .. najgorsze jest to, ze nie mam niczego z przeszłości, czego mogłabym się uczepić. On cały czas mówi o tym , co będzie i jak będzie cudownie. Ale nie mówi o przeszłości, o tym co było między nimi. Nie wiem jak długo to trwało, gdzie się spotykali i kiedy. Ona o mnie wie wszystko, a ja zaledwie pare szczegółów. Z drugiej strony nie chę nic wiedzieć, albo raczej chcę , żeby żarliwie zaprzeczał (przecież kłamał tyle lat, a teraz nagle nie potrafi) , kłamał , że nic nie było. Może właśnie w te kłąmstwa chciałabym uwierzyć. On o tylko powtarza, że tak mnie skrzywdził. i tak cierpi teraz ,widząc mój ból. Dlaczego teraz nie chce kłamać ?! Czuję się teraz okropnie...
    Pozdrawiam was i zyczę, abyście miały spokojne sny.
  • Ferrero 2005.03.29 [07:12]
    Witajcieoczko.gif
    Jak nie pisałyśmy to wcale nie znaczy, że było ok tylko znaczy,że nie miałam jak bo bylismy u rodziny...i komp zwalony, czekam az naprawia.
    U nas wcale nie bylo tak dobrze, bo jak sobie mysle ze wlasnie rok temu zylam w niewiedzy i tez zyczylismy sobie wszystkiego dobrego na swieta to mi sie rzygac chce..
    Sorry ale podly nastroj mam...i tak samo jak Ty Konwalio chyba siedze w szambie i tylko czasami glowe wystawiam, no moze razem z łapami na wierzch..a potem chlup w to wpadam znowu;(
    On oczywoscie tez nie wie po co ja co chwile rany rozrywam na nowo, przeciez on kocha, zawsze kochal a to byl taki nic nie znaczacy flircik..on juz prawie nie pamieta jak ona ma na imieoczko.gif
    Zniszczyl wszystko bardzo latwo...on chyba to rozumie i tez mu ciezko, tylko ze ja nie moge zrozumiec jak mozna niszczyc kogos kogo podobno sie kocha i jak mozna ryzykowac milosc, ktora podobno jest najwazniejsza w zyciu...widocznie ona byla wazniejsza (ta dziewucha) o czym on teraz juz nie pamieta, albo nie chce pamietac..
  • minodo 2005.03.29 [07:35]
    CHOLERA!!
    Weszlam do was poprawic sobie humor a u was tez doly
    myslalam ze juz jestem na prostej ale..............zycie to zycie
  • Dunia 2005.03.29 [09:29]
    Hej babeczki !
    No widze, ze humorki macie nietegie... Ale co jest uderzajace dla mnie w waszych postach, to to, ze 2 lata temu moglabym sie pod nimi podpisac nogami i rekami. Niesamowite... Tez potrafie zrobic projekcje filmiku porno, znam kazdy szczegol. Sama nie wiem, do czego mi to bylo, bo marzylam, zeby zaprzeczyl...

    konwalijko -> nie mozna tego zapomniec, to nie o to tu chodzi. I tu musisz byc ze soba szczera, bo jedynie co bedziesz mogla, to wspominajac - nie cierpiec. Ja juz chyba jestem na tym etapie. Potrafie do was o tym pisac, nie bojac sie, ze wszystko wroci, spadnie mi na glowe jak lawina i znowu bede 2 dni wycieta z zycia. Masz prawo byc rozbita, drazyc, pytac, dreczyc jego i siebie. To jest naturalne i tego nie da sie przeskoczyc (no chyba, ze udajac, ze juz jest dobrze, ale to jest chyba najgorsze z wyjsc). To, co Ci zrobil czlowiek, ktoremu ufalas zasluguje na najwieksze potepienie. I trzeba to wykrzyczec, wyplakac, wyrzucic. I to nie jest tak, ze to trwa tydzien, czy miesiac. To moze trwac i latami. Takie zawieszenie. Ja czulam sie, jakbym lewitowala, jakby wszystko toczylo sie obok mnie, jakbym nie zdazyla na pociag \"udane zycie i swietna zabawa\"... A teraz sama sobie ten pociag prowadze i decyduje o postojach, pasazerach i predkosci.

    Ferrero -> gatunek meski jest stosunkowo ulomny, jezeli chodzi o empatie i zrozumienie oczko.gif Tak mi sie czasem wydaje, ze oni mysla, ze sa dla nas jedyna szansa na dobre zycie i zbyt ta pewnoscia szafuja. Facet kompletnie inaczej rozumie swiat i niekiedy byloby nam latwiej zyc, myslac tak jak oni. Tylko kurcze tak sie nie da. Mi tez sie dlugo wydawalo, ze ona wtedy byla wazniejsza. No moze i byla wtedy, ale teraz jest teraz, on jest tu, ja jestem z nim, zalezy nam obojgu. Gdyby byla wazniejsza teraz - bylby przy niej. Ona miala tylko kawalek naszej przeszlosci, terazniejszosc i przyszlosc to juz tylko nasza broszka oczko.gif

    Dziewczyny! Nie wiem, czy czytalyscie marcowe Charaktery. Jest tam kilka rzeczy o kryzysie. Zwlaszcza artykul Wojciecha Szlagury \"Czlowiekowi kryzys dano\". Swietna rzecz, moze wam sie troche rozjasni. Ja potrzebowalam wlasnie spokojnej, ulozonej teorii, najlepiej napisanej czarno na bialym, zeby sobie wszystko poukladac. Tylko nie wiem, czy dostaniecie jeszcze marcowy nr, bo widzialam,ze juz nowy jest w sprzedazy.

    Trzymajcie sie cieplo! Wszyscy moi znajomi odzywaja, bo wiosna przyszla, a ja cierpie niemilosiernie przechodzac \"zmeczenie wiosenne\" i zawieszam sie czesto i motywacji brak... Ale licze, ze jeszcze kilka dni slonecznych i sytuacja sie poprawi oczko.gif Pozdrawiam Was!
  • kropla rosy 2005.03.29 [11:37]
    Dunia! Tak bardzo Ci zazdroszczę.Chcialabym już czuć to co Ty czujesz.Ja jestem jeszcze w lesie.Wypominam i dręczę jego a przede wszystkim siebie.Kiedy to się skończy???Masz rację ona miała tylko część jego życia,teraz jest teraz,jest ze mną i ze mną planuje swoją przyszłość.Ale skąd mogę mieć pewność,że on się nie rozmyśli.
    Potrafi udawać miłość do mnie,robił to już.Jak mam wierzyć że teraz jest inaczej,że teraz jest szczery ze mną?Jak mam nie myśleć o tym wszystkim?
    Jest wiosna,świeci piękne sloneczko,ptaszki śpiewają to wspanialy czas na miłość.
    Właśnie w takim czasie był ich czas.
    Każdy promień słońca i śpiew ptaków przypomina mi o tym.
    Czasami myślę że nie poradzę sobie sama,że potrzebuję pomocy psychologa.Czasami jest dobrze,nawet czuję się szczęśliwa......
    Czy kiedyś Duniu będzie normalnie?
    Jak ja Ci zazdroszczę.Poradziłaś sobie z tym,może ja też potrafię........?
  • Dunia 2005.03.29 [12:09]
    kropelko i wszystkie inne babeczki po przejsciach -> pytacie, skad mamy wiedziec, ze on bedzie z nami juz zawsze, ze nic sie juz nam zlego nie przytrafi, ze sie nie rozmysli. Alez tego najnormalniej w swiecie nie mozna wiedziec! A skad wasz mezczyzna ma wiedziec, ze to wy sie nie rozmyslicie, ze wy nie poznacie kogos, ze to wy go nie zostawicie?
    Ja caly czas \"przed\" zylam pewna, ze nic sie nie stanie, bo przeciez sie kochamy. I ze bedziemy juz zawsze razem, szczesliwi i koniec, kropka. I moze dlatego bylam tak roztrzesiona, ze sie jednak posypalo? Teraz wiem, ze nie ma nic na zawsze, na pewno, tylko i wylacznie. Tak sie latwiej zyje, bo w realnym swiecie. Nie mozna dazyc do jakiejs utopijnej wizji zwiazku, bo to z gory jest skazane na przegrana. Rozsadku trzeba chyba i spokoju.

    Co do wiosny, to ja akurat bylabym ostrozna - dla mnie te pierwsze dni to meka... Oczy bola od slonca, ogarnia mnie zmeczenie, dobry humor znajomych mierzi, zamiast cieszyc... generalnie wszystkie biorytmy ida chyba na dno... mam nadzieje, ze za kilka dni przywykne oczko.gif
    Jesli o mnie chodzi, to na poczatku demonizowalam i date, i miejscie, i wszystko, co tylko zwiazane bylo z \"nia\". Ale jak moge demonizowac Krakow? Mam juz tam nigdy nie pojechac? Mam przestac zachwycac sie tamta atmosfera? Jak mam znienawidzic jesien? Tak piekna i kolorowa? Ona jest dla kazdego, nie tylko dla krzywdzacych nas niegodziwcow. I nie mozna im jej oddac! Bo ja tez chce miec cos z jesieni !!

    Bedzie normalnie, bedzie. Mi psycholog pomogl, niewatpliwie. Ale pomogly mi tez Charaktery, Zwierciadlo i madre ksiazki. Staralam sie nie sluchac rad, bo one tylko mi macily w glowie. Psycholog nie radzi. On slucha i potrafi jednym dobrze zadanym pytaniem nakierowac nas na rozwiazanie. Niekiedy doznawalam wrecz olsnien, ze rzeczy tak oczywiste jawily mi sie jak w krzywym zwierciadle. Nie ma, i byc nie moze, jednego, dorbego rozwiazania takiego kryzysu. Wszystko tutaj co piszecie, jest w pewnym stopniu podobne do siebie, jakos sie zazebiaja i reakcje i zachowania. Ale przejscie przez to jest tak samo indywidualne, jak linie papilarne. Dlatego trzeba pracowac nad soba, nad sposobami radzenia sobie najpierw z malymi zalamaniami, potem z wiekszymi. Na koncu juz te wielkie nie beda sie pojawiac, beda coraz slabsze i krotsze.

    I tego wam zycze Laleczki! Spokoju i wytrwalosci!
    Badzmy piekne, mlode i bogate, a reszta sama przyjdzie oczko.gif
    Buzki!
  • kropla rosy 2005.03.29 [13:07]
    takie kobiety jak Dunia są godne podziwu.Jest w Tobie tyle optymizmu,że wystarcza go dla nas wszystkich.Pomagasz nam dobrym słowem i wsparciem,chociaż nas nie znasz.Mam nadzieję że Twoje wypowiedzi pomagaja też Tobie.Że dzięki nim wiesz z pewnościa że przezwyciężyłaś to, co dla nas wydaje się problemem nie do pokonania.
    Jestem osobą która nie potrafi dusić w sobie bólu i żalu,potrzebuję rozmowy,wsparcia i nadzieji (choćby złudnej),dobrze wiedzieć że komuś się udało.Nam też się uda.Jestem pewna,że kiedyś i do mnie i do reszty kobitek z tego topiku uśmiechnie się szczęście.Że będziemy wspominały to co teraz boli jak zły sen i nic więcej.
    Tego właśnie sobie i Wam życzę.
    Pozdrawiam wiosennie.
    Duniu masz rację szkoda byłoby Krakowa piękne miasto z duszą.
  • Dunia 2005.03.29 [13:39]
    Kropelko -> myslalam, ze po to jest ten topic :-, to ta nutka optymizmu usmiech.gif

    Najlepsze w tym wszystkim jest to, ze ja tez bylam pewna, ze sie nie uda. Teraz jest tak, ze jak jest jakis problem - nie wiaze go na sile z tamta sytuacja. To juz bylo, minelo. Uwazam, ze jezeli zwiazek ma byc normalny, zdrowy, to nie moze byc tak, ze jedenz partnerow czuje sie stale wykorzystany, a drugi winny. Te emocje trzeba odsunac jak najdalej, bo one tylko szkodza zdrowym relacjom. Ale to nie przychodzi tak latwo, do tego potrzebny jest ten okres wyciszenia, zawieszenia dzialan, decyzji. Zycie toczy sie gdzies obok, a my w tym czasie wylizujemy rany i zbieramy sily na kolejne starcie. I wy w takim momencie zycia chyba jestescie. Jeszcze wszystko jest szare, jeszcze bol jest w was zywy, jeszcze przychodza chwile, dni kompletnego zalamania. U mnie gdzies tu tez pojawila sie zlosc i niezgoda. Dlaczego ja mam rezygnowac ze szczescia jesienia, dlaczego mam pozwolic, by jakis babsztyl zabral mi Krakow?

    Targaja nami przerozne emocje, ale po czasie chyba obojetnieje sie troche, mozna patrzec na to z dystansem. Ostatnio \"ona\" miala wypadek. Jechala z moim facetem (kolejna delegacja), potem wracala sama juz na drugi koniec Polski. I jak sie o tym dowiedzialam, to przez glowe przeszly mi zycienia, jakie skladalam jej w myslach przez ten caly czas, ale musze szczerze przyznac, ze nie bylo mi jej ani zal, ani tez specjalnie mnie nie ucieszylo, ze byla w niebezpieczenstwie. Po prostu mnie to nie obeszlo. I ciesze sie z tego, bo czuje, ze nie moze mnie to juz dotknac. Juz jest za daleko.

    Czy ja wiem, czy we mnie jest optymizm ? Kurde, gdybyscie widzialy mnie wczoraj, bez sil, bez humoru, bez ochoty na nic... malo optymistyczne to bylo oczko.gif Ale juz dzisiaj lepiej. Wystarczylo przeczekac :]

    A pisze mimo, ze was nie znam, bo 2 lata temu sama szukalam wsparcia. Moja przyjaciolka powiedziala po miesiacu, ze ona ma dosyc wysluchiwania moich problemow... Ludzie sa bezwzgledni, jak cos im maci swiaty spokoj... Wiec zadreczalam mojego mecizne... Wytrwal, wiec uznalam, ze mozemy do czegos dojsc wzajemnie sie wspierajac.

    Kurcze, przepraszam was, nie potrafie napisac krotko i zwiezle... A wcale nie czuje, ze mam tyle do napisania... Postaram sie jakos to ukrocic, obiecuje oczko.gif
  • kropla rosy 2005.03.29 [14:15]
    to święta prawda że "syty głodnego nie zrozumie".Moja przyjaciółka też w którymś momencie zostawiła mnie samą z moim bólem.
    My-kobiety zdradzone,z nędznym (a właściwie żadnym) poczuciem własnej wartości,czujące się winnymi zaistniałej sytuacji rozumiemy się najlepiej.Nie napisałam wiele o swoim "przypadku",a jednak Duniu wiesz w którym miejscu jestem,co przeżywam.
    Od "powrotu" mojego męża minęło prawie pół roku,to dużo czy mało?
    Mój mąż pomaga mi jak może,ale mój największy problem to to, że pielęgnuję w sobie żal,ból i pamięć o tym co się stało,jak bardzo mnie skrzywdził.Powiedział mi wtedy tak wiele bolesnych słów,że nie potrafię ich zapomnieć.
    Masz rację każda sprzeczka kończy się wypominaniem,każda ma to samo podłoże,każda kończy się wyrzucaniem mu jego błędu.
    Jesteśmy małżeństwem 11 lat,nigdy przedtem nie interesowały go inne kobiety,zawsze liczyłam sie tylko ja.Byłam pewna jego miłości,ufałam mu (jak każda z nas),aż przyszedł ten dzień,który wszystko zmienił.
    Najgorsze jest to,że do końca nie jestem pewna czy on wrócił dla mnie,czy dlatego że nie wyszło mu z nią.To mnie męczy okrutnie.
    Mój mąż twierdzi,że nie jest ważne dlaczego podjął właśnie taką decyzję,ważne jest że staramy się wszystko naprawić.Ale dla mnie powód jego powrotu jest bardzo ważny.Bo jeśli nie zrobił tego dla mnie to czy jest sens cokolwiek naprawiać?Czy można cokolwiek naprawić?
    Targają mną różne myśli.Moje emocje zmieniaja się z godziny na godzinę.To straszne.Zawsze wiedziałm czego chcę,miałam jasno określone cele w życiu i nagle...................
    Ty Duniu potrzebowałaś 2 lat,ale udalo się.Tylko pogratulować wytrwałości.
    Odzywaj się jak najczęściej,Twoje słowa są dla mnie lekarstwem.
    Pozdrawiam.

  • matka polka 2005.03.30 [15:03]
    tak fajnie się Was czytało.Dlaczego zamilkłyście?
  • mała7 2005.03.30 [18:07]
    DUNIA wielkie dzięki!

  • konwalia2 2005.04.08 [23:52]
    Moje kochane dziewczyny! Wróciłam z urlopu - trochę ładniejsza, szczuplejsza. Wszystie swoje smutki odłozyłam na bok - śmierć Ojca Swiętego sprawła, że inne cierpienia jakby zmalały. I pewnie więcej jest we mnie chęci wybaczenia ( ... i odpuść nam nasze winy, jako i my wybaczamy naszym winowajcom), i nie szukam już na niej zemsty. Niech się sama z tym tarmosi. Przesyłam Wam promyk nadziei .
  • konwalia2 2005.04.14 [08:23]
    Dziewczyny - zamikłyście wszystkie, a tak lubiłam poczytać i napisać.

    Dunieczko, dzieki za wszystko. ja lubie wiosnę, kolor zielony działa na mnie energetyzujaco. Słońce ładuje moje akumulatory. Jest lepiej. Pozdrawiam was wiosennie i życzę radosnego weekendu.

    Kropelko rosy - czytam Cię z uwaga na innym poście. Ale przyznam, że potrzebuję raczej optymizmu, więc wolę ten temat.
    Chociaż czasem, kiedy dowiadujemy się , że inne maja gorzej, to jest nam troche lepiej, prawda? To okropne, ale tak jest. Czerpiemy pocieszenie z tego porównania.

    Dla mnie teraz po dwóch miesiacach najważniejsze jest to, że nasz związek wszedł w taka fazę jak w okresie "narzeczeńskim". Smutne mysli odganiam. Bo przecież nadal przychodzą. Doszłam tez do wniosku, że przez poprzednie lata , to ja zaniedbywałam mojego męża - byłam nastawiona wyłącznie na pracę. On był zawsze na zawołanie. Oczywiście, nie usprawiedliwiam go, ale myślę, że gdybym zwracała większa uwagę na niego, to nie przegapiłabym tej drugiej. Ona dawała mu poczucie ważności - zachwycała się nim, tym, co mówi, mysli itp.
    Przez pierwszy miesiac strasznie chciałam się na niej zemścić - to jednak ją czyniłam winną - mój mąż jest łatwowierny, naiwny w stosunku do kobiet - ta słabość też go nie usrprawiedliwaia i tłumaczy, ale ...Tak mi było wygodniej. Dzisiaj odpuściłam , zwłaszcza że ona zupełnie sie z nim nie kontaktuje, pewnie ze strachu, ale tak jest lepiej. Niech ja osądzą inni w innym świecie. A może los ja ukarze troszeczke wcześniej? I tyle.
    Od dłuższego czasu - drugiego dnia świąt - nie rozmawiamy na ten temat i tak jest lepiej. Zabijały mnie nie jego słowa, bo głównie milczał, albo prosił o wybaczenia, ale moje włąsne słowa-podejrzenia.
    Zastanawiałam się przede wszystkim, czego sama chcę i stwierdziłam, ze rozstając się z nim tracę najwięcej. Skazuję siebie na samotność, pozbawiam się rodziny, a tak dzieci nic nie wiedzą - i wszystko jest - nie jak było - inaczej. Gdyby nie pamięć tego, co się stało, to napisałabym, że lepiej, dużo lepiej.
    Zyczę wam daru zapomnienia...

  • chętnie porozmawiam 2005.04.15 [22:29]
    konwalia nie miałabys ochoty pogadac na gg?(tlen skype )
  • Dunia 2005.04.16 [23:35]
    Hej Laleczki !
    Ja tylko na sekundke doslownie. Nie odzywalam sie z przyczyn jak najbardziej technicznych i wybaczalnych (mam nadzieje oczko.gif ).
    Ale od dzisiaj na nowo jestem podlaczona do aparatury podtrzymujacej (co podtrzymuje - zostawiam do wlasnej interpretacji oczko.gif ), wiec mam nadzieje jak najszybciej wdrozyc sie na nowo w przyjemne \"obowiazki\" :]
    Ale jest juz dzisiaj pozno, chop moj musi jeszcze na tym sprzecie popracowac, wiec zmykam juz!
    Dzisiaj na szybciutko tylko sle wam buziaki i obiecuje odezwac sie na dniach oczko.gif
    Milej nocki !

  • konwalia2 2005.04.19 [13:38]
    Kochane po przejściach!
    Niby juz dobrze, a tu raptem, mysli niedobre atakują. Złości mnie to, że jemu teraz tak fajnie . Przeciez sie stara, jest taki kochany. To o co chodzi? Takłatwo zapomniał wszystko, a ja niestety , nie mogę zapomnieć. On juz nie chciałby do tego wracać, a mnie korci. I jeszcze jedno pytanie, i jeszcze jedno. Oczywiście, nie zadaję tych pytań, bo odpowiedzi i tak nie dostanę (milczenie jest najgorsza odpwoeidzią ). I tak się sama katuję swoimi myslami i domysłami na temat - gdzie i kiedy, jak itp. Wtedy jest mi smutno, cholernie żle i chciałabym, aby czas mógł się cofnąć.
    A jednocześnie wiem, że chyba jednak nie mogłabym byc sama .No i koło się zamyka.
    Dunieczko, kiedy przestałas się zadręczać? Ile miesięcy trzeba - przy dobrej woli - aby tak nie bolało.
    Wkurza mnie też to, że wszyscy znajomi uważaja go za cudownego męża. A ja znam te straszna prawdę. Ta świadomość, że tyle lat się maskował jest okropna.
  • kropla rosy 2005.04.20 [10:35]
    do konwalia2
    Witaj,wszystkie witajcie.
    Wiesz konwalio,ja też chyba wolę jednak ten temat.Miło,że ktoś \"słucha\" tego co mówię.Tak samo jak Ty potrzebuję więcej optymizmu,a nie rozdrabniania przeszłości,analizowania przyczyn i skutków.
    W moim związku wieje mocno optymizmem.I choć tak jak Ciebie dręczą mnie niekiedy pytania,na które pewnie nigdy nie dostanę odpowiedzi,to staram się ich nie zadawać i nie myśleć o tym co się stało.
    To nie jest tak,że oni zapomnieli co zrobili.Moim skromnym zdaniem nie chcą o tym rozmawiać,bo wiedzą że ten temat wywołuje w nas negatywne emocje.Czy nie lepiej skupić się na przyszłości?Na tym co będzie?
    Zostawmy przeszłość daleko w tyle.Jeśli podjęłyśmy decyzję,że warto dać szansę,jeśli uwierzyłyśmy,że \"romans\" czy \"zdrada\" nie było niczym ważnym, ani wyjątkowym w ich życiu - to trzymajmy się tego.
    Mój mąż jest dla mnie cudowny,czuły,troskliwy.Częściej niż kiedyś rozmawiamy ze sobą.Doceniamy oboje to, co mogliśmy stracić.
    Ja wierzę że będzie dobrze.W końcu czuję się szczęśliwa.
    Życzę tego samego Tobie i innym.
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko.
    jakże czarujący jest człowiek......o ile jest człowiekiem
  • Ferrero 2005.04.20 [10:50]
    Kochane dziewczyny. Konwalio...doskonale Cie rozumiem z tym \"rozdrapywaniem\" ran, ciaglym pytaniem, wątpliwosciami i to , że maz niechetnie odpowiada a tak w ogole to juz zapomnial...czy raczej chetnie by zapomnial dlatego nic nie pamieta...po prostu stara sie wywalic to ze swojej swiadomosci. Ty mu ciagle przypominasz pytaniami swoimi, on sie przed tym broni i wychodzi galimatias. U nas jest to samo, chociaz coraz bardziej w zaniku, coraz mniej tych pytan...teraz jestem na etapie tworczym...tak bym to okreslila. Moje pytania, ktore dotycza ich zwiazku nie maja na celu psychicznego molestowania siebie i jego przy okazji a raczej zrozumienia...czas samookaleczania mija...ja chodze regularnie do psychologa i powiem tyle, ze nigdy nie myslalam, ze to moze dac takie rezultaty...nie jest to latwe, przyznaje ale po ktoryms z kolei spotkaniu z pania psycholog zauwazylam duza zmiane. Zmienic sie musi tez maz...wiadomo, praca nad nowa postacia zwiazku nie moze dotyczyc tylko jednej osoby. Zauwazylam ze maz nie radzi sobie z wlasnym emocjami, chociaz on twierdzi ze radzi sobie i radziby sobie jeszcze lepoiej gdybym o tym nie gadala. Uswiadomilam mu wtedy ze fakt, ze on nie potrafi o tym rozmawiac swiadczy o jego braku radzenia sobie z tymi emocjami. Reagowal wtedy dokladnie jak Twoj..zloscil sie, milczal, zacinal w sobie..teraz (przyznaje po kilku scieciach na tym tle) zmusilam go niejako do spojrzenia ne ten problem inaczej..ze to nie tylko ja musze sobie ulozyc zwiazek na nowo. On tez musi...
    Mam do Ciebie pytanie. Czy korzystals z pomocy psychologa?
  • Ferrero 2005.04.20 [10:50]
    Kochane dziewczyny. Konwalio...doskonale Cie rozumiem z tym \"rozdrapywaniem\" ran, ciaglym pytaniem, wątpliwosciami i to , że maz niechetnie odpowiada a tak w ogole to juz zapomnial...czy raczej chetnie by zapomnial dlatego nic nie pamieta...po prostu stara sie wywalic to ze swojej swiadomosci. Ty mu ciagle przypominasz pytaniami swoimi, on sie przed tym broni i wychodzi galimatias. U nas jest to samo, chociaz coraz bardziej w zaniku, coraz mniej tych pytan...teraz jestem na etapie tworczym...tak bym to okreslila. Moje pytania, ktore dotycza ich zwiazku nie maja na celu psychicznego molestowania siebie i jego przy okazji a raczej zrozumienia...czas samookaleczania mija...ja chodze regularnie do psychologa i powiem tyle, ze nigdy nie myslalam, ze to moze dac takie rezultaty...nie jest to latwe, przyznaje ale po ktoryms z kolei spotkaniu z pania psycholog zauwazylam duza zmiane. Zmienic sie musi tez maz...wiadomo, praca nad nowa postacia zwiazku nie moze dotyczyc tylko jednej osoby. Zauwazylam ze maz nie radzi sobie z wlasnym emocjami, chociaz on twierdzi ze radzi sobie i radziby sobie jeszcze lepoiej gdybym o tym nie gadala. Uswiadomilam mu wtedy ze fakt, ze on nie potrafi o tym rozmawiac swiadczy o jego braku radzenia sobie z tymi emocjami. Reagowal wtedy dokladnie jak Twoj..zloscil sie, milczal, zacinal w sobie..teraz (przyznaje po kilku scieciach na tym tle) zmusilam go niejako do spojrzenia ne ten problem inaczej..ze to nie tylko ja musze sobie ulozyc zwiazek na nowo. On tez musi...
    Mam do Ciebie pytanie. Czy korzystals z pomocy psychologa?
  • konwalia2 2005.04.20 [11:37]
    Ciesze się, że napisałyście. każdy dzień rozpoczynam od sprawdzenia, czy któras z was napisała. Ale to chyba też nie jest dobrze - uzależniam się od czytania. Chociaz bardzo lubię Was czytać , kiedy jesteście pogodne i w dobrej formie. To daje i mnie nadzieję.
    Do tej pory próbuję sobie radzić sama - nie korzystam z pomocy psychologa, mam zreszta psychologa w rodzinie , świat jest mały, obawiam się , czy gdzies cos sie nie wyda. A baby lubia ,niestety , plotkować. Nasza sprawa byłaby sensacją w środowisku znajomych, bo uchodzimy - co za ironia - za wzorcowa parę. Swoja drogą też obwawiam się, czy romans mojego męża nie wróci do mnie znowu z innej strony. Gdzies ciągle człowiek ociera się o znajomych swoich znajomych.
    Ostatnio nie jestem w dobrej formie. Ciagle nurtuja mnie mysli o nich. Fakt, że mąż nie chce przyznać się do różnych rzeczy wzbudza moje obawy, że prawda może być jeszcze gorsza od moich podejrzeń. Nie wiem, jak długo trwał ich ten, pożal się Boże , związek. On to bagatelizuje (twierdzi, że nie wie, bo nie obchodził żadnych rocznic), bardzo naiwnie wypiera się seksu(ale ja po jego zachowaniu wiem, że to nie tylko była zdrada emocjalna). A ja nie wiem, jak długo żylismy w trójkę - którą rocznicę ślubu moge obchodzić. I kolejne watpliowści - czy to była tylko ta jedna, jedyna. A może nie? Skoro potrafił się tak kamuflować? Wiem, że na pewno nie był zaangażowany , ponieważ nigdy nie zachowywał się wobec mnie ze zniecierpliwieniem, bez uczuć. Do pracy też specjalnie się nie stroił.
    Rozumiem , że była mu potrzebna do zachwytu nad jego osobą. Ale BYŁA ! I spowodowała tak wile zła w naszym zyciu, za jego przyzwoleniem. Nawet jeżeli była stroną bardziej aktywną, to on jej na to pozwalał. A dzieisj kocha i szaleje z miłości do mnie.
    Boże , dziewczyny, jakie to wszystko jest poplatane, i jakie obrzydliwe. Jak przestać tym się zadręczać. Teraz piszę do niego maile, albo zostawiam mu listy na pulpicie. Nie dostaje odpowiedzi, jakby sie bał, że słowo napisane może być dowodem - na co? na kolejne kłamstwo? Wiem , że - skoro postanowiłam , że zostaniemy razem - powinnam troche odpuścić. Trudno zyć , coś budować ze stałym poczuciem winy, bo takie on ma. Kompletnie sie pogubiłam...
  • Ferrero 2005.04.20 [11:57]
    No wlasnie widze konwalio, ze sie poplątałas strasznie i trudno ci sie wyplatac z tego, nie mowiac juz o zdystanowaniu do problemu.
    Nie korzystaj bron boze z pomocy psychologa w rodzinie. Absolutnie nie! To musi byc ktos z zewnatrz, patrzacy na problem z dystansu i bez emocji ze tak powiem rodzinnych.
    ja poszlam do psychologa i nie zaluje tego kroku. Wrecz przeciwnie. Chociaz pierwsze 2 spotkania nic nie wnosily i balam sie ze to strata czasu i nerwow, ale 3 spotkanie bylo przelomowe i chociaz dalej mam te paskudne mysli, ale juz widze je inaczej..potrafie je odrzucic w swojej swiadomosci.
    W zasadzie moja historia jest bardzi podobna do Twojej i emocje mozliwe, ze takie same. Moj maz nie poprzestal na jedneym romansie, rownolegle bylo kilka panienek czekajacych w kolejce...
    Teraz tez maz szaleje na moim punkcie i straa sie wszelkimi sposbami wynagrodzic moje cierpienie i swoja glupote...
    ale potarzam ci, pomoc psychologa moze wprowadzic rewolucje w Twoim spojrzeniu na tą sprawe...uwierz mi, chociaz wydaje sie to malo mozliwe bo Twoj umysl jesta caly opleciony tym co sie stalo..u mnie bylo tak samo...dzien w dzien tylko jedna mysl na jeden temat, mniej lub bardziej intensywna, ale jednak zatruwajaca mnie , moje zycie i wresxcie nasze zycie jako malzenstwa.
    Polecam Ci jednak a moze Wam? psychologa...dobrego psychologa...to daje tak wiele, ze az trudno uwierzyc....
  • Dunia 2005.04.20 [14:14]
    Hej babeczki!
    Jak to zwykle, kiedy juz odzyskalam mozliwosc pisania - stracilam \"wolny czas\". Ale staram sie jak moge, dzisiaj troche luzu.
    Tez sprawdzam, czy nie napisalyscie czegos nowego a tu tyle postow. Jakis wysyp w podobnym czasie.
    Konwalio- ile miesiecy... hm... mysle, ze naprawde spokojna bylam po roku. Na poczatku - histeria, zalamanie, nie moglam sie uspokoic. Przez 6 miesiecy - czarna rozpacz, kazde wspomnienie momentu, gdy sie dowiedzialam to potworny bol, niezrozumienie, projekcja filmu... Chcialam ciagle, zeby to okazalo sie nieprawda... Potem powoli zaczelam szukac sposobow, zeby samej sobie radzic, zeby nie absorbowac swoim placzem, histeria, zalamaniem ani jego, ani znajomych. I ta praca nad soba chyba dala mi najwiecej. Bo coz z tego, ze on potrafi mnie uspokoic (czy ktokolwiek inny), skoro sama nie potrafie sie wygrzebac z tej czarnej dziury.
    Musialam sie pogodzic z tym, ze to juz sie stalo, ze nic tego nie zmieni. Bo takie gdybanie i zalowanie niczego poza rozstrojem nerwowym i stanami paranoidalnymi nie daje. I wazne dla mnie bylo uswiadomienie sobie, ze moze nam sie nie udac i to tylko od nas zalezy, jak sie nasze relacje uloza. Przed tym wszyskim bylam pewna, ze nic nas nie jest w stanie rozdzielic, o ironio ! -tez bylismy idealna para... Nawiasem mowiac, to ja kazalam mu poinformowac naszych znajomych o tym co zrobil. Nie wiem, moze chcialam sie zemscic, albo chcialam, zeby poczul sie choc troche upokorzony... tak jak ja sie czulam...

    Znowu sie rozpisuje, przepraszam was wszystkie, ktore nie maja ochoty tego czytac... najwyzej ominiecie oczko.gif

    Co do psychologa, ja nie przeszlam przez cala sesje terapeutyczna, a poczatkowe spotkania wydawaly mi sie rownie jalowe. Ale przy nastepnych nauczylam sie patrzec z dystansem, zwrocilam sie przedewszystkim ku sobie, dopiero potem ku zwiazkowi. No i wytrwale nad tym pracowalam.
    Mysle, ze w tej chwili (po 2,5 roku) jest mi to po prostu obojetne na tyle, ze potrafie z wami o tym mowic. Traktuje to jako etap konieczny, zeby dojsc do tego, czym jestesmy teraz. Bylo to konieczne, zeby wyjsc z tej bezpiecznej banki, w ktorej wydawalo mi sie, do tamtej chwili, tkwilismy. Bylo to konieczne, zebym spojrzala na zwiazek, jako na stala prace, nie perpetum mobile, ktore raz wprawoine w ruch, juz zawsze bedzie sie tak samo toczyc. I bylo to konieczne, zebym stala sie swiadoma siebie, swojego ciala, swojej duszy.

    Czemu oni nie chca o tym rozmawiac? Zapytam mojego. Ale u nas bylo tak,ze ja ( jak zwykle zreszta) musialam wiedziec wszystko, z kazdym najmniejszym szczegolem, chocby nie wiem, jak bolalo. A on, widzac nawet jak mnie to boli, nie potrafil mi tego odmowic. Wiedzial chyba, ze tego potrzebuje. W ogole teraz uwazam, ze te wszystkie dni zalamania, histerii, ze to wszystko bylo potrzebne. Nie zaluje nieczego, zadnej chwili placzu, obwiniania siebie, czy jego. To musialo tak byc, zebym teraz potrafila sie nami cieszyc, mogla chciec miec z nim dzieci, zebym potrafila planowac cos dla nas, zebym wciaz czula, ze jest mi najblizsza osoba. I to wszystko paradoksalnie chyba mi w tym pomoglo.

    Bo myslac, ze gdyby to sie nie wydarzylo, nie mozemy przeciez zakladac, ze byloby dobrze. A moze wlasnie wtedy dopadloby nas po pewnym czasie zobojetnienie, albo stracilibysmy z oczu siebie, moze byloby za pozno, zeby cokolwiek ratowac. Moze wcale nie byloby lepiej.
    Jest taka scena w \"Rozmowach kontrolowanych\".
    Na pytanie \"czy musialalo dojsc do stanu wojennego?\", general odpowiada: \"widocznie musialo, skoro doszlo\". usmiech.gif
    I widocznie musialysmy sie znalezc w takim miejscu w zyciu. A ja sobie jeszcze mysle, ze kazdy ma takie problemy, jakie jest w stanie udzwignac. I jezeli zdecydowalysmy sie zmierzyc sie z tym, to znaczy, ze jestemy w stanie to zrobic. I tego wam moje kochane zycze !

    I jeszcze raz strasznie was mocno przepraszam, za taki elaborat. No nie potrafie krocej oczko.gif
  • Ferrero 2005.04.20 [14:41]
    Ha...my tez bylismy bardzo udanym malzenstwem (dalej jestesmy?). Ja to czulam i ludzie postronni, nawet ci znajacy nas bardzo dobrze mowili, ze widac nasza ogromna milosc z daleka..i co? I g****...
    Jak widac nasze odczucia nie gwarantuja niczego. mozemy myslec o sobie, naszych mezach czy zonach w samych superlatywach i przejechac sie na tym jak nie wiem co.

    Dunia, ja tez chcialam poznac kazdy szczegol. Kazdy chociaz najgorszy...oczywiscie maz nie chcial nic mowic albo trezba bylo ciaganc z niego wolami...potem juz nie chcialo mi sie pytac bo odpowiedzi i tak bym nie dostala. W koncu to co ukryl i skasowal to nie po to zeby potem mi o tym mowic tylko po to zebym nigdy w zyciu sie nie dowiedziala. I tak sie stalo. Wiem, ze jest milion rzeczy o ktorych nie mam pojecia i pewnie gdybym wiedziala to bym to bardzo przezyla. licze sie z tym, ze zachowal dla siebie rozne szczegoly, ktore dla mnie by byly bardzo bolesne.
    Straszne jest to, ze ta historia pozostanie na zawsze tylko w ich swiadomosci. Przede mna zamknieta na kluczyk....na zawsze.
  • Ferrero 2005.04.20 [14:41]
    Ha...my tez bylismy bardzo udanym malzenstwem (dalej jestesmy?). Ja to czulam i ludzie postronni, nawet ci znajacy nas bardzo dobrze mowili, ze widac nasza ogromna milosc z daleka..i co? I g****...
    Jak widac nasze odczucia nie gwarantuja niczego. mozemy myslec o sobie, naszych mezach czy zonach w samych superlatywach i przejechac sie na tym jak nie wiem co.

    Dunia, ja tez chcialam poznac kazdy szczegol. Kazdy chociaz najgorszy...oczywiscie maz nie chcial nic mowic albo trezba bylo ciaganc z niego wolami...potem juz nie chcialo mi sie pytac bo odpowiedzi i tak bym nie dostala. W koncu to co ukryl i skasowal to nie po to zeby potem mi o tym mowic tylko po to zebym nigdy w zyciu sie nie dowiedziala. I tak sie stalo. Wiem, ze jest milion rzeczy o ktorych nie mam pojecia i pewnie gdybym wiedziala to bym to bardzo przezyla. licze sie z tym, ze zachowal dla siebie rozne szczegoly, ktore dla mnie by byly bardzo bolesne.
    Straszne jest to, ze ta historia pozostanie na zawsze tylko w ich swiadomosci. Przede mna zamknieta na kluczyk....na zawsze.
  • mało tu optymizmu... 2005.04.20 [14:53]
    widzę.
    A ponieważ (chyba że źle i nieuważnie czytałem) zabrakło do kompletu wypowiedzi zdradzanego faceta to napisze pare słów...
    Jesteśmy razem od 12 lat w tym 8 lat małżeństwa, 6 letnia wspaniała córa, dom, dobra praca itd
    Ostatnie 4 lata były bardzo cięzkie, ona miała cholernie ciężką pracę ja również, jedyne spotaknia to wieczory w czasie których licytowaliśmy się kto jest bardziej zmeczony usmiech.gif
    Ja jako facet o wrażliwości nosorożca uważałem że wszystko jest OK tzn pracuje jak wół na rodzine, zajmuję się dzieckiem (głównie), w życiu nie spojrzałem na inną, wybudowałem dom, kupiłem jej samochód itd
    Rok temu zaczęla szukać innej pracy, znalazła w innym mieście (czasowo) i powiedziała że musi się wyprowadzić... szcęścliwy nie byłem ale zawsze ufałem, zostawały weekendy dla nas itd
    Po wyprowadzce zacząłem wyczuwac dziwne rzeczy zapytałem - powiedziała że nikogo nie ma, jestem wariat itp
    Miesiąc temu (pół roku od wyprowadzki) zrobiłem coś wcześniej dla mnie strasznego - zajrzałem jej do telefonu. Okazało się że od poł roku miała romans z gościem który właśnie ją zostawił i wrócił do żony i 2 dzieci.
    Najgorsze że ja ją kocham i juz jej wybaczyłem, tylko to siedzi i nie wiem jak długo siedzieć będzie. I nie chodzi o to że zdradziła mnie fizycznie - najbardziej boli to że się w nim zakochała i mówi szczerze że mnie już nie kocha a to że spróbujemy na nowo robi dla dziecka bo inaczej zostałoby ze mną.
    A ja kurcze nie wyobrażam sobie bez niej życia - wiem że zaniedbałem związek ale nie prościej porozmawiać zamiast zdradzać?
    Tak BTW - nie chodziło o sex tego mielismy zawsze aż za dużo, zresztą to mnie też teraz boli że romansowanie nie przeszkadzało nam w tym czasie w sexie...smutas.gif
    zresztą nie wiem po co to piszę chyba że by się wygadać
  • owodnia 2005.04.20 [18:31]
    Ja mam dzisiaj jaeden z lepszych dni wiec wpisze ku pokrzepieniu.Jestem po zakończeniu romansu męża 8 miesięcy , nie ma dnia abym nie myslała o tym .Nie jest lekko , ale próbuje w tym znaleść jakies swiatełko . U mnie nie układało sie dosc długo wczesniej . Chodziło o to ze drazniło mnie jego zachowanie w stosunku do koleżanek , ewidentnie szukał dowartościowania , nie wiem dlaczego .Ja się wściekałam i robiłam mu pretensje o wysyłanie smsów po nocach , zbytnie zaangażowanie w sprawy kolezanek.Zaczynał zaniedbywać mnie , syna o domu nie wspomnę .On uważał , ze nie robi nic złego , ze to normalne , ale mnie szlak jasny trafiał. I tak to sie nawarstwiało .Pojawiła się nastepna koleżanka która okazało sie była bardzo nieszczęśliwa w zwiazku i mój mąż oczywiście kolejny raz zaangażował się w pomoc.Sytuacja sie jednak wymknęła spod kontroli i ona się w nim zakochała a on pieron co jej naopowiadał i naobiecywał. Ja zaczełam schodzić na dno, do tego stopnia ze obwiniałam się za to wszystko ze to moja wina .Wpadłam w depresje miałam na tyle siły , ze przestało mi zalezeć aby z takim człowiekiem dalej zyć. Więc powiedziałam basta !!!.Przez dwa tygodnie nie rozmawialiśmy po za dzień dobry.Chciałam mu dac czas do przemyślenia i przemyślał.Od 8 miesięcy jest dobrze.Myślę nawet ze przez te kikanascie lat nie było nigdy tak jak jest teraz między nami. On dojrzał, przewarościował wszystko i teraz przyznaje mi , że nie miał racji , ze zrozumiał co czułam.Bardzo mi było potrzebne to jego wyznanie.Jestem teraz silniejsza. Nie boje sie go opieprzyx jak mnie zdenerwuje .A wcześniej ja byłam bezwolna na wszystko sie godziłam , tolerowałam bałam się go urazić czymkolwiek i to był mój podstawowy bład . Paradoksalnie zdrada wyszła nam na dobre. Ja niestety mam to w pamieci i myslę ze tak juz zostanie , ale w świadomosci mam to lepsze teraźniejsze zycie , to że dzieki temu jestem silna , odzyskałam poczucie wartości. miedzy nami jest dobrze.Rozmawiamy bardzo rzadko na ten temat, wtedy gdy ona wysyła jakies smsy zaczepne więc my na krótko wracamy do tematu ale spokojnie.Radze jednak nie wracajcie i nie pytajcie o nic męzów to nic nie da . Radze nie grzebać w tym. Niepotrzebne to do niczego. Stało sie i koniec.Rozpisałam sie bardzo , ale jakos taka miałam potrzebe dla siebie , przepraszam. Moze komuś to w czyms pomoze. Niektóre wypowiedzi tutaj pomogły mi bardzo. Pozdrawiam was . I nie wracajcie do dnia wczorajszego, chyba ze był to bardzo radosny dzień .
  • konwalia2 2005.04.21 [10:36]
    Kochane dziewczyny! Jest cięzko, strasznie cięzko. Piszesz Owodnio - "nie pytajcie, nie dowiadujcie się, nie rozgrzbujcie". tak , masz racje w stu procentach. Ja wczoraj po trzech tygodniach unikania tematu rozpoczęłam indagowanie moejgo "biednego" męza. To takie straszne. To nic nie daje poza bólem, kolejnym upokorzeniem. Kiedy widzę, jak mój mąz teraz cierpi, jak załuje, jak się samobiczuje i nienawidzi , jak pragnie kary, to myslę sobie , że to ja jestem ukarana. Cokolwiek sie stanie, cokolwiek postanowie, to nie zmienie faktu, że mój mąz przez 8 lat miał romans w pracy. I nie wiem , jak o tym zapomnieć. Każdego dnia budze się z ta myślą. Zasypim po proszkach nasennych. Próbuję skupić się na innych czynnościach, ale nie potrafię. Był taki głupi, taki próżny. Ludzie w pracy żartowali juz sobie z nich. Tak daleko zabrnął, ale i mnie uwiesił kamień u szyi.
    Rzeczywiście będę szukać pomocy u psychologa.
    Dunuieczko, dziekuję Ci za słowa pocieszenia.
    Patrzcie i mężczyzna zabłądził tutaj do nas. Jeżeli kochasz i chcesz być z żoną, to na tym poście dostaniesz duzo wsparcia. Trzeba się wygadać.
    Pozdrawiam was ciepło , choć na duszy mróz (czy Wam też jest ciągle zimno? Jak tylko mysle o niej, to natychm iast trzesę się z zimna)


Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...