Odpowiedz na ten temat

życie po zdradzie- nutka optymizmu

  • owodnia 2005.04.20 [18:31]
    Ja mam dzisiaj jaeden z lepszych dni wiec wpisze ku pokrzepieniu.Jestem po zakończeniu romansu męża 8 miesięcy , nie ma dnia abym nie myslała o tym .Nie jest lekko , ale próbuje w tym znaleść jakies swiatełko . U mnie nie układało sie dosc długo wczesniej . Chodziło o to ze drazniło mnie jego zachowanie w stosunku do koleżanek , ewidentnie szukał dowartościowania , nie wiem dlaczego .Ja się wściekałam i robiłam mu pretensje o wysyłanie smsów po nocach , zbytnie zaangażowanie w sprawy kolezanek.Zaczynał zaniedbywać mnie , syna o domu nie wspomnę .On uważał , ze nie robi nic złego , ze to normalne , ale mnie szlak jasny trafiał. I tak to sie nawarstwiało .Pojawiła się nastepna koleżanka która okazało sie była bardzo nieszczęśliwa w zwiazku i mój mąż oczywiście kolejny raz zaangażował się w pomoc.Sytuacja sie jednak wymknęła spod kontroli i ona się w nim zakochała a on pieron co jej naopowiadał i naobiecywał. Ja zaczełam schodzić na dno, do tego stopnia ze obwiniałam się za to wszystko ze to moja wina .Wpadłam w depresje miałam na tyle siły , ze przestało mi zalezeć aby z takim człowiekiem dalej zyć. Więc powiedziałam basta !!!.Przez dwa tygodnie nie rozmawialiśmy po za dzień dobry.Chciałam mu dac czas do przemyślenia i przemyślał.Od 8 miesięcy jest dobrze.Myślę nawet ze przez te kikanascie lat nie było nigdy tak jak jest teraz między nami. On dojrzał, przewarościował wszystko i teraz przyznaje mi , że nie miał racji , ze zrozumiał co czułam.Bardzo mi było potrzebne to jego wyznanie.Jestem teraz silniejsza. Nie boje sie go opieprzyx jak mnie zdenerwuje .A wcześniej ja byłam bezwolna na wszystko sie godziłam , tolerowałam bałam się go urazić czymkolwiek i to był mój podstawowy bład . Paradoksalnie zdrada wyszła nam na dobre. Ja niestety mam to w pamieci i myslę ze tak juz zostanie , ale w świadomosci mam to lepsze teraźniejsze zycie , to że dzieki temu jestem silna , odzyskałam poczucie wartości. miedzy nami jest dobrze.Rozmawiamy bardzo rzadko na ten temat, wtedy gdy ona wysyła jakies smsy zaczepne więc my na krótko wracamy do tematu ale spokojnie.Radze jednak nie wracajcie i nie pytajcie o nic męzów to nic nie da . Radze nie grzebać w tym. Niepotrzebne to do niczego. Stało sie i koniec.Rozpisałam sie bardzo , ale jakos taka miałam potrzebe dla siebie , przepraszam. Moze komuś to w czyms pomoze. Niektóre wypowiedzi tutaj pomogły mi bardzo. Pozdrawiam was . I nie wracajcie do dnia wczorajszego, chyba ze był to bardzo radosny dzień .
  • Zobacz także:

  • konwalia2 2005.04.21 [10:36]
    Kochane dziewczyny! Jest cięzko, strasznie cięzko. Piszesz Owodnio - "nie pytajcie, nie dowiadujcie się, nie rozgrzbujcie". tak , masz racje w stu procentach. Ja wczoraj po trzech tygodniach unikania tematu rozpoczęłam indagowanie moejgo "biednego" męza. To takie straszne. To nic nie daje poza bólem, kolejnym upokorzeniem. Kiedy widzę, jak mój mąz teraz cierpi, jak załuje, jak się samobiczuje i nienawidzi , jak pragnie kary, to myslę sobie , że to ja jestem ukarana. Cokolwiek sie stanie, cokolwiek postanowie, to nie zmienie faktu, że mój mąz przez 8 lat miał romans w pracy. I nie wiem , jak o tym zapomnieć. Każdego dnia budze się z ta myślą. Zasypim po proszkach nasennych. Próbuję skupić się na innych czynnościach, ale nie potrafię. Był taki głupi, taki próżny. Ludzie w pracy żartowali juz sobie z nich. Tak daleko zabrnął, ale i mnie uwiesił kamień u szyi.
    Rzeczywiście będę szukać pomocy u psychologa.
    Dunuieczko, dziekuję Ci za słowa pocieszenia.
    Patrzcie i mężczyzna zabłądził tutaj do nas. Jeżeli kochasz i chcesz być z żoną, to na tym poście dostaniesz duzo wsparcia. Trzeba się wygadać.
    Pozdrawiam was ciepło , choć na duszy mróz (czy Wam też jest ciągle zimno? Jak tylko mysle o niej, to natychm iast trzesę się z zimna)


  • owodnia 2005.04.21 [12:25]
    Konwalio, współczuje ci bardzo 8 lat to kupa czasu , ale w tej chwili jesli zdecydowąłaś o tym ze dalej zyjecie razem i wybaczyłaś to tak zrób. Odganiaj myśli jak najdalej, bo to nic nie da poza biczowaniem się . Trudno mi cię wspierać , bo czasami ja tez wracam do wspomnień, kiedy atmosfera była okropna , kiedy czułam na sobie jego brak szacunku do mnie . Nie wiem jak było przez te 8 lat u ciebie . U mnie przez ten okres było piekło.Było nienajlepiej wcześniej , ale pół roiku miałam poprostu wycięte . Nie pozwól się zatruwać , powiedz sobie , ze koniec z tymi myślami . Rzeczywiście psycholog mógłby ci pomóc, ja nie byłam , chociaz cały czas zastanawiam się czy nie iść . Pozdrawiam was wszystkie.
  • konwalia2 2005.04.22 [17:25]
    U mnie przez cały czas było cudownie. I paradoksalnie - to jest najgorsze. Gdybysmy przechodzili jakis kryzys, kłocili się i nie mogli sie porozumieć, to wiedziałabym przynajmniej DLACZEGO. A tak - u nas wspaniła sielanka, a jednak on prowadził drugie zycie. Wprawdzie w pracy, ale jednak. Nie wierze w przyjażn faceta i baby bez seksu. Jeżeli ona się w nim zakochała, to moim zdaniem, zrobiła wszystko,żeby się z nim przespać.Nie wiem , gdzie i kiedy. Pewnie w czasie moich podrózy słuzbowych, może? Ja niczego sie nie domyslałam , czułam sie kochana i adorowana, wiec spadłam z wysokiego konia. Bo co było prawdą, to że mnie niby kochał - to do czego mu ona była potrzebna - i tak długo?! Teraz rozpacza, że wszystko spieprzył, przysięga, że juz nigdy, ale ja nie wiem co robić. Nie wiem, czego chcę. A raczej wiem - chcę , żeby było jak dawniej, zanim się dowiedziałam - zeby czas się cofnął. Nie wiem, czy uda mi się przterwać, bo cały czas myślę o nich, o jego kłamstwach - tak mistrzowskich, że jea się nie domyślałam.!
    A z drugiej strony - dziewczyny, ja mam 50 lat. Jak powiedziała moja koleżanka kiedyś - z biegiem lat nasze wymagania wobec facetów rosną, tylko nasze szanse na ich zdobycie maleją. Nie chcę być sama, ale i nie chcę być z byle kim. Na Richarda Gire"a nie mogę liczyć, a taki by mi się podobał. To oczywiście żarty, ale być może, gdybym była młodsza, to nie wahałabym się - tylko spakowała mu manatki. Boże, taki długi weekend przede mną. Jak zyć?!
  • owodnia 2005.04.22 [23:03]
    Jakaż moja historia podobna.Dzisiaj była kolejna jazda . To znaczy kochanka mojego męż odezwała się barzdo podstępnie i oczywiąsie wprowadziło to zamęt w nas. Chodzilo o kilka smsów i telefonów, przy mnie powiedział jej ze nie zyczy sobie zadnych telefonów. Rozpetało sie piekło . On sie wściekł chociaż ja byłam bardzo cierpliwa spoczęło na tym że on poszedł spać .I ja w tej chwili nie wiem czy jest mu jej żal czy mnie .Powiedział ,że szkoda że tego nie rozumiem. i siedzę i zastanawiam się gdzie leży prawda
  • konwalia2 2005.04.24 [09:04]
    Dobry dzień, jest miło i nawet można powiedzieć, że jak dawniej. Ale wystarczy jedno skojarzenie, jedna myśl -"czy i z nią to robił, czy i jej to mówił". Nastrój pryska jak bańka. Nie wiem czy taka huśtawka długo będzie trwała.
    Nie wiem, czy kiedykoliwiek zdołam wyrzucić ją ze swojego zycia. Pardoksalnie wkurza mnie to, że mój mąz takłatwo o niej zapomniał, że nie widuje jej ani z nia nie rozmawia. On sam jest zdziwiony tym , że tak mało dla niego znaczyła, że to tylko było przyzwyczajenie, powtarzalnośc sytuacji.
    Czyli można to było zrobić!!!! Trzeba było mieć tylko trochę(poza uczciwościa) rozumu, asertywności, żeby powiedzieć "dość" ( no, bo pani byłoby przykro, mnie nie było przykro, skoro nic nie wiedziałam) . A on był głuchy nawet na głos instynktu samozachowawczego ( w pracy ludzie już plotkowali, że stale sie ich widuje razem).
    Nie potrafię o tym zapomnieć i dzisiaj nie ma we mnie optymizmu.
  • konwalia2 2005.04.25 [10:46]
    Do Ferrero,
    napisz proszę , co dały Ci wizyty u psychologa. Zastanawiam się powaznie nad terapią. Ale oczekiwałabym raczej umiejętności zapomnienia, odrzucania mysli o nich. cały czas zadręczam się pytaniem - co sprawiło, że mój mąż był z nią/przy niej tyle lat. Wielka miłośc, wielka namiętność? Czy ja bym tego mogła nie zauważyć? czy mozliwe jest, że tak dobrze by to ukrył. Sparwdziłam np. jego wydruk komórki z grudnia i ani jednego telefonu do niej. Może dzwoniła ona. Przecież psycholog nie da mi odpowiedzi na pytanie , czy mozna np.kochac dwie kobiety. A co mi powie ? Ja znam swoja wartość , nie musi mnie pozytywnie doładować. Napisz więcej o tych spotkaniach? Czy twój mąż też chodził - razem czy osobno? Ja uważam, że to mojemu mężowi przydałaby się taka terapia - to przeciez on miał problemy ze swoim ego, skoro musiał sie dowartościować ?
    Słońce świeci - mój mąz nosiłby mnie na rękach, a ja cały czas o nich myślę. Co mam robić?
  • Ferrero 2005.04.25 [11:12]
    Do konwalii2

    Masz moze gg? Wszystko Ci opowiem jak to jest z tymi spotkaniami u psyychologa.
  • Ferrero 2005.04.25 [11:12]
    Do konwalii2

    Masz moze gg? Wszystko Ci opowiem jak to jest z tymi spotkaniami u psyychologa.
  • konwalia2 2005.04.26 [05:53]
    Do Ferrero
    Nie mam gg, mam skype'a, ale nick jest moim nazwiskiem.
    Znalazłam jakieś centrum pomocy pp, jestem umówiona na czwartek - zobaczę. Chciałabym umieć odpychać od siebie wszystkie złe myśli...Nie wiem, czy terapeuci uczą takich technik.
  • Ferrero 2005.04.26 [08:22]
    Do konwalii2.
    W takim razie odpowiem na forum. Bardzo dobrze, ze zdecydowalas sie poszukac pomocy. Pierwszy krok jest bardzo trudny.potem jest juz o wiele latwiej a na spotkania pędzi sie z ochotą, chociaz rozmowy sa trudne ale widzisz, ze ktos Cie rozumie i stara sie pomoc i co najwazniejsze ta pomoc przynosi efekty.
    Mam tylko nadzieje ze trafisz na dobrego psychologa. Powiem ci ze jezeli stwierdzisz na pierwszym spotkaniu ze nie jest to ktos z jkim nadajesz na tych samych falach, zmien terapeute bo porozumienie jest bardzo wazne..wiesz o czym mowie...takie ulotne \"coś\".
    Jeżeli liczysz na to, że terapia pozwoli Ci zapominec to musze Cie rozczarowac...tak się nie stanie. Natomiast da ci tyle, że to co się wydarzylo bedzie dla Ciebie faktem, o ktorym bedziesz mogla mowic ze spokojem jakbys opowiadla np. film... Bedzie to takie wydarzenie, zamkniete w pudelku szczelnie i tylko jak bedziuesz miala ochote to je otworzysz...samo sie nie bedzie otwierac i nic z niego ni ebedzie wylazic...a nawet jak zajzysz to bez emocji...popatrzysz i zamkniesz znowu.
    Do tego portzebne jest wiele spotkan u psychologa. Kilka nie wystarczy, do tego leki od psychiatry. Razem po kilku miesiacach dojdziesz do stanu w jakim ja obecnie jestem. Pamietam co sie stalo. Pamietam kazdy szczegol, jednak potrafie zapanowac nad emocjami na tyle, ze mowienie o tym nie jest dla mnie bolesne...moge z mezem rozmawiac na ten temat, zeby byc na bieząco z tym co sie dzieje w malzenstwie naszym i zeby to sie nie powtorzylo.
    Rozmawiamy i tyle...nie wywoluje to we mnie niczego zlego.
    A zanim zglosilam sie na terapie bylam na skraju zalamania i myslalam o najgoszych rzeczach...w tym tez o odejsciu od meza.
    Na jednym spotkaniu bylismy oboje, potem psycholog zdecydowal o terapii pojedynczej. Maz nie chodzi na terapie...nie chce...ja uwazam ze powienien bo ma problemy ze swoimi emocjami. Nie pracuje nad tym i wydaje mu sie ze panuje. Niestety ja widze ze tak nie jest...mam nadzieje, ze przyjdzie czas kiedy moj maz wybierze sie na terapie rowniez..bo to co zrobil wynika z czegos..z jakiegos nieradzenia sobie ze swoimi emocjami przeciez. i widze ze teraz ja jestem bardziej zdystansowana do tego co sie stalo niz on...
  • konwalia2 2005.04.26 [09:44]
    Dzieki Ferrero,
    też uważam, ze to nasi panowie powinni chodzic do psychologa. To, że my korzystamy z terapii przypomina sytuację mojej koleżanki, która uczęszczała na warsztaty dla rodzin alkoholików, czyli jak sobie radzic z mężem alkoholikiem, a on nie leczył się wcale!
    Mój mąz teraz ma do siebie pretensje, nawet moge powiedzieć, że nienawidzi siebie, chciałby sobie cos zrobić( ale jest ogólnie słaby, więc to pewnie tylko takie straszenie, aby mnie zatrzymać), no i miał pewnie kłopoty z samooceną, potrzebował bardziej spektakularnego sukcesu, stąd ta pinda w jego życiu. Oczywiście, że moge go przymusić do terapii, ale przeciez nie o to chodzi. On wogóle nie lubi się leczyć, więc tym bardziej trudno będzie go przekonać , że warto.

    Powiedz, czy nie sądzisz, że skoro tu ciagle zagladamy, piszmy to tez nie jest dobrze? Że trudniej jest zapomnieć? Wczesniej nawet nie wiedziałam, ze jest taki portal dla kobiet.

    Ja jestem w gabinecie i co godzine, dwie sptrawdzam , kto napisał. Przecież to tez jakieś uzależnienie. Nigdy przedtem nie pisałam na żadnym forum, komputera uzywałam do pracy lub ewentualnie, aby coś sprawdzic , dowiedzieć się. Dwa mieisace temu pietrwszy raz napisałam w wyszukiwarce "zdrada" i tak trafiłam m.in. na kafeterie.

    Jakie leki dostawałaś? Troche boje się leków psych. i nie wiem, czy naprawde sa potzrebne. Jak nie mogę zasnąc, to czasem biorę Imovane i wystarczy. Pracuję zawodowo na dość poważnym stanowisku i boje sie reakcji po takich lekach, uzależnienia.
  • Ferrero 2005.04.26 [10:00]
    Imovane tez biore a leki ktore biore codziennie to coaxil. Powiem Ci, ze lepiej jest brac leki niz sie tak meczyc. Ja najpierw chodzilam do psychologa, ktory powiedzial mi ze bez pomocy lekow bedzie ciezko bo jestem w bardzo zlym stanie.
    Teraz wiem ze moge juz powoli odstawiac leki ale to musi isc wspolnie..psycholog i leki.
    Nie boj sie lekow...nie ma czego...to nie sa te uzalezniajace jak kiedys byly...a pomagaja bardzo, nie ma co robic z siebie bohatera i meczyc się.

    A to ze szukam takich wątkow i pisze to pewnie za jakis czas mi przejdzie calkiem jak zakoncze proces leczenia i przestanie mnie to tak interesowac. Na razie moge sluzyc radą innym osobom, ktore sa swiezo po zdradzie i nie moga sobie poradzic...mysla ze to juz koniec i nie widza zadnej przyszlosci ani dla siebie ani dla malzenstwa.
    Teraz wiem, ze mozna zyc dalej...normalnie funkcjonowac chociaz jakis tam ułamek niepewnosci niestety zostaje, ale jestes teraz mądzezjsza o to, że wiesz na co stac Twojego meza i juz nie bedziesz zyla z klapkami na oczach...wiem, nie jest to dobra wiadomosc i nie wiem co powoduje facetami, ze robia takie rzeczy, ktore potem odbijaja sie na calej przyszlosci. Brak wyobrazni? Egoizm? Nie wiem...wiem tylko tyle ze moj maz teraz twierdzi ze nie bylo warto i nie wiedzial co robi...bo stracil cos na zawsze. Stracil moje zaufanie i tego juz nie odzyska, dla mnie to tez nie jest proste ale jezeli kiedys jeszcze cos takiego zrobi to sie nie zdziwie . Jestem na to przygotowana...

    A to ze oni nie chca sie leczyc ani nigdzie chodzic to uwazam za duzy blad i ja mojego bede namawiac na wizyty u psychologa.
    masz racje ze to wlasnie tak wyglada (meska duma i poczucie wartosci chyba to powoduje) ze to kobiety ponosza ciezar meskich przygod czy to z alkoholem czy innymi panienkami...
  • Ferrero 2005.04.26 [10:00]
    Imovane tez biore a leki ktore biore codziennie to coaxil. Powiem Ci, ze lepiej jest brac leki niz sie tak meczyc. Ja najpierw chodzilam do psychologa, ktory powiedzial mi ze bez pomocy lekow bedzie ciezko bo jestem w bardzo zlym stanie.
    Teraz wiem ze moge juz powoli odstawiac leki ale to musi isc wspolnie..psycholog i leki.
    Nie boj sie lekow...nie ma czego...to nie sa te uzalezniajace jak kiedys byly...a pomagaja bardzo, nie ma co robic z siebie bohatera i meczyc się.

    A to ze szukam takich wątkow i pisze to pewnie za jakis czas mi przejdzie calkiem jak zakoncze proces leczenia i przestanie mnie to tak interesowac. Na razie moge sluzyc radą innym osobom, ktore sa swiezo po zdradzie i nie moga sobie poradzic...mysla ze to juz koniec i nie widza zadnej przyszlosci ani dla siebie ani dla malzenstwa.
    Teraz wiem, ze mozna zyc dalej...normalnie funkcjonowac chociaz jakis tam ułamek niepewnosci niestety zostaje, ale jestes teraz mądzezjsza o to, że wiesz na co stac Twojego meza i juz nie bedziesz zyla z klapkami na oczach...wiem, nie jest to dobra wiadomosc i nie wiem co powoduje facetami, ze robia takie rzeczy, ktore potem odbijaja sie na calej przyszlosci. Brak wyobrazni? Egoizm? Nie wiem...wiem tylko tyle ze moj maz teraz twierdzi ze nie bylo warto i nie wiedzial co robi...bo stracil cos na zawsze. Stracil moje zaufanie i tego juz nie odzyska, dla mnie to tez nie jest proste ale jezeli kiedys jeszcze cos takiego zrobi to sie nie zdziwie . Jestem na to przygotowana...

    A to ze oni nie chca sie leczyc ani nigdzie chodzic to uwazam za duzy blad i ja mojego bede namawiac na wizyty u psychologa.
    masz racje ze to wlasnie tak wyglada (meska duma i poczucie wartosci chyba to powoduje) ze to kobiety ponosza ciezar meskich przygod czy to z alkoholem czy innymi panienkami...
  • - - - 2005.04.26 [10:16]
    do kanwalii

    Jeśli możesz mi powiedzieć jak uzyskać wydruk z komórki to b. proszę.
    Ale mój mąż posiada komórkę na kartę. To w takim wypadku jest to chyba niemożliwe.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • konwalia2 2005.04.26 [13:04]
    Do ---
    zajrzałam zwyczajnie do bilingu , który przychodzi wraz z rachunkiem, tam są rejestrowane wszystkie połączenia.
    Do Ferrero
    dzieki, odezwę sie po czwartku i powiem, jak mi poszło.
    Juz wiemy, dlaczego faceci nie rodzą dzieci - przeciez mogliby juz na sali noworodków porzucic własne i wybrać inne, prawda?
    Ide pracować, zanim firma mi sie rozleci i dopiero będę sie miała !
    Pozdrawiam Was wszystkie ciepło, chociaż na dworze ponoć chłodno !

  • też zdradzona 2005.04.26 [13:10]
    Do ---
    jeżeli ma na kartę bilingu nie zobaczysz na oczy
  • Dunia 2005.04.26 [22:29]
    oj, dziewczynki !
    ile tu sie dzieje ! musze wam koniecznie napisac swoje doswiadczenia, ale przepraszam, nie dzisiaj. jestem padnieta. jutro jak wstane, albo w ciagu dnia, odezwe sie.
    ale super, ze piszecie wszystkie. \"widze\" tez, ze sporo ludzi zaglada tu i czyta sobie, nie odzywajac sie wcale. to chyba dobrze, ale z drugiej strony znaczy to, ze jest nas niestety wiecej...
    no nic, spijcie spokojnie wszystkie (moze raczej wszyscy oczko.gif )
    do jutra !
  • Isabel 2005.04.27 [15:44]
    Przepraszam, że nic wielkiego nie napiszę... Jestem tu nowa, pierwszy raz. Zdrada, o której dowiedziałam się niedawno tak bardzo boli, że muszę jeszcze nabrać odwagi, by to z siebie wyrzucić... Na razie czytam Wasze wypowiedzi ...i już nie czuje się taka samotna. Za jakiś czas wszystko Wam opiszę i wierzę, że mi pomożecie. Mam 25 lat. Mój mąż zakochał się w swojej studentce...
  • konwalia2 2005.04.27 [21:35]
    Isabel, bardzo dobrze cie tutaj rozumiemy.KaZda piszaca tego doświadczyła, sa takie jak Dunieczka, kórych listy daja nam nadzieje, że sie tez pozbieramy. Musisz to z siebie wyrzucić- pamietaj, tutaj jestes anonimowa - zwierzanie sie przyjaciłkom ie ma chyba wiekszego sensu - syty głodnego nie zrozumie .

    U
  • anatomia zdrady 2005.04.28 [07:48]
    Teraz może was pocieszę swoimi wnioskami z doswiadczeń a może załamię własną głupotą (kochanki i zdradzanej żony).
    Sama nie wiem jak to się stało i tak naprawdę, co się stało (było to już jakiś czas temu), że pogubiliśmy się z mężem. Mój mąż pił, był agresywny, ja (idiotka) postanowiłam znaleźć sobie pocieszyciela (mało tego szukałam go w intenecie). No i znalazłam. Żonatego.
    O tym, że jest zonaty i ma dwoje małych dzieci dowiedziałam się trochę później, zresztą i tak mnie to nie interesowało. Podobał mi się, dawał mi jakąś tam odskocznię (parę kaw, i miłe słówka). Potem przespałam się z nim. Zrobiłam to wbrew sobie, absolutnie bez jakiejkolwiek ekstazy i ... brzydziłam się sobą... czas jakiś.
    Mój mąż przestał pić, ale nasze realcje ograniczały się do wspólnego prowadzenia domu, zresztą tylko tyle ile potrzeba.
    Z kochankiem zaczęłam uprawiać regularnt seks, który zresztą był całkiem fajny... tylko na początku. W sumie trwało to jakieś 4 miesiące. Z czasem kochanka znałam już niemal na wylot, on dał mi od początku do zrozumienia, że nie zostawi żony, bo kocha dzieci poza tym chciał, żeby ktoś go docenił i posłuchał co ma do powiedzenia, a nie traktował jak maszynkę do pieniędzy i woła do roboty w domu (tak mówił o swojej żonie) po za tym nie był w ogóle skory do gadania o jego drugiej połowie (nie powiedział nawet jaki kolor włosów ma, nic totalnie). To wszystko zaczęło być monotonne i nudne dokładnie tak samo jak stare zagubione moje małżeństwo. Zerwalismy ze sobą kontakt nagle, gdy nie mieliśmy sobie już nic do powiedzenia.
    I tu ... zaczyna się moja druga rola. 2 tygodnie potem przez durnego sms-a dowiedziałam się, że jestem zdradzana. To przez to mój mąż pił, bo nie mógł się w tym wszystkim odnaleźć. To tragiczne uczucie. Najpierw cieszyłam się, że ja już to przezyłam (bo przynajmniej jestem kwita) ale potem bolało jak nic dotąd. To jest kobieta, która z nim pracuje. Pół roku mnie trwało moje dochodzenie kim ona jest. Mąż nie powiedział nic na ten temat, nie chciał, potem znów zaczął być agresywny broniąc się przed moimi nieustannymi atakami, podejrzeniami i pytaniami. znalazłam ją sama. To młoda mężatka, o zgrozo żona dobrego kolegi mojego męża, mają dziecko. Szczytem mojej głupoty było pójście do niej w tajemnicy i prośba żeby się odpier.. od mojego męża. Najpierw nie przyznała się do niczego, gdybym nie miała billingów to bym pomyslała, że jestem nienormalna, potem trochę było jej głupio.
    Potem dowiedziałam się od męża, że to trwało 2 lata (najpierw przyjaźn, po roku niby dowiedział się, że ona coś czuje do niego. Podobno nie spali ze sobą i mój mąż czuje się czysty. Podobno to ona dążyła do tego związku a on został omotany.
    żadne moje prośby i grożby nie były dla mojego męża istotne. Ale stało się - po raz kolejny po bardzo długiej przerwie odnalazłam ślady ich rozmów w komórce i ... wyniosłam się z domu na odchodne poradziłam mu żeby teraz poprosił jej męża to może zgodzi się, że dawala im d**y na zmianę, może nawet będzie wychowyać ich syna. Nie odpowiadałam na telefony, nic mnie nie obchodziło, nie miał ze mną żadnego kontaktu. Zrozumiał. Poczuł pustkę w domu, usłyszał ciszę po roku mojego krzyku i płaczu. Siedział w domu który sam wybudował i był taki dumny - sam. Nie miał po co do niej iść, to jasne. Przypełzał do mnie, do pracy.
    Jako kochanka i zdradzana żona mogę wam powiedzieć, że żadna kochanka nie jest w pełni szczęśliwa w takim związku, faceci traktują je bardzo powierzchownie i płytko, i nie tak łatwo zostawić dom, chyba że ze strachu, że nie wytrzymają wstydu przed zoną. Kobiety przeżywają wszystko głębiej, inaczej. A faceci... jak to faceci... Dopóki nie przeżyją wstrząsu myślą, że są półbogami, chcą się sprawdzać, myslą, czego oczy nie widzą... jak się pobawię na boku to przecież nic takiego, to my kobiety musimy fortelami sprowadzać ich na ziemię.
    Acha, znamienne, co zauważyłam u siebie i u innych kochanek - w związkach w ogóle nie obchodzą ich żony tych osłów, a niektóre mają nawet sumienie i widząc dramat w rodzinie wycofują się.
    Raczej nie zależy im na złośliwościach i walce (w większości).
  • konwalia2 2005.04.28 [21:39]
    Byłam w poradni.Nie wiem, jak ocenić to spptkanie. Pani dr raczej słuchała niz mówiła. Zapytała mnie, jakie sa moje oczekiwania. A ja prawdę mówiąc, nie wiem. Poza tym , ze chciałam, żeby to się nie wydarzyło... Mój obecny stan nazwała żałobą i myslę, że jest w tym trochę prawdy. Tak się czuje, pogrzebawszy wszystko to, co nas łączyło ,wspomnienia, przeżyte chwile - ile w tym było klamstwa. Dała mi prawo do złości. nawet do wszystkich niedobrych mysli o tamtej k.... Trudno po jednej wizycieoczekiwac cudu. Zobaczę dalej.
    Dunieczko, przeczytałam jeszcze raz Twój list z 20.IV i tak, jak bym samaopisywała swoje uczucia.. Chyba jeszcze do przedwczoraj chciałam usłyszec kłamstwo - (jeszcze jedno więcej, ale w dobrej sprawie) ,że nic się takiego nie wydarzyło, że to tylko niewinny flircik. Ale mój mąż postanowił, że teraz będzie uczciwiej i prawie się przyznał . Imuszę się uporać , wprawdzie z tym, czego się domyślałm, ale teraz juz mam pewność- że powodem tych zdrad było to, że ona dawała d**y (przepraszam was za moje wulgaryzmy) , a ja nie.
    To wszystko mnie przytłoczyło, czuję się jak obrzygana, nie wiem, czy zdołam go dotknąć, myśl o nich razem wywołuje we mnie odruch wymiotny. Taka byłam straszną idiotką, której się wydawało, że libido męża spadło z wiekiem. A on miał po prostu seks w pracy na zawołanie, po co było sie więc starać o mnie. Ja byłam świetną żoną -domowo-towarzyską - a kochanka była do ..., zawsze chętna, zawsze zachwycona moim wiarołomnym mężem .(A gdzie jej durny mąż ? też nic nie wiedział, czy tez może sam miał inna? na wszeski wypadek mój o nic nie pytał).
    Dzisiaj pierwszy raz się rozszlochałam - do tej pory było więcej we mnie albo wisielczej ironii, albo wściekłości.


  • Dunia 2005.04.29 [09:11]

    Konwalio- dobrze sie rozszlochac. Chociaz ciezko mi uwierzyc, ze nie robilas tego do tej pory. Ja jak tylko zaczelam, to prawie przez pol roku ryczalam jak bobr. I nie zaluje. Mam teraz wieksza wprawe w smarkaniu i tuszowaniu zapuchnietych oczu oczko.gif
    Ja na pierwszej wizycie bylam z moim chopem. I wcale mi sie nie podobalo. Bo za cholere nie potrafilam sie otworzyc. No bo jak tu , przy osobie trzeciej, jak by nie bylo obcej, mam krzyczec na mojego \"niewiernego\" i wyrzucac mu jak mnie to boli i jak mi zle. On dobrze o tym wiedzial. Rozmawialismy duzo. I pani psycholog stwierdzila, ze bedziemy chodzic osobno. I trwalo to troche, ale na kolejnych spotkaniach nie rozmawialysmy juz tylko o zdradzie ale o moich innych problemach. Ja przed kazda wizyta (powiedzmy co tydzien) przygotowywalam sobie liste pytan i watpliwosci. I byly to pytania nieraz pewnie glupie, naiwne, na ktore nie da sie ot tak odpowiedziec, ale to niewazne. One tez dawaly pani psycholog obraz tego czego sie boje, co mnie gryzie, gdzie trzeba mna pokierowac. Potem zaczelam sama sobie rozmawiac ze soba, na pismie, bo mozna do tego wrocic, zaczelam czytac duzo, \"Charaktery\", rozne ksiazki o psychologii. A na koncu znalazlam internet. I wcale to nie jest glupie, ze szukacie i czytacie podobrne historie do waszej. Ja tez tego potrzebowalam, zwlaszcza potrzebowalam, zeby ktos mi powiedzial, ze sie da. Pani psycholog mowila tylko, ze sie da, ale to wymaga duzo pracy. A ja pytalam uparcie jak to zrobic. I nawet nie zauwazylam, kiedy przestalam rozpaczac, a zaczelam starac sie cos sklecic z tego wszystkiego. I to byla ta moja upragniona praca, ktora okazala sie ciezsza i bardziej zmudna. Nie ma jednej recepty, trzeba szukac w sobie tego, co najlatwiej nam wychodzi i unikac syt. w ktorych czujemy sie zle, niepewnie, nieswojo.
    Pytaj konwalio psychologa o wszystko, co Ci tylko maci w glowie, co tylko chcesz wiedziec. On nie odpowie Ci, bo pewnie sam nie wie, ale bedzie wiedzial co w Tobie siedzi, jeszcze lepiej.
    A co to daje na dluzsza mete ? Tak jak napisalam Ferrero. Pozwoli Co to traktowac spokojnie, bez tych strasznych, niszczacych emocji. Ja osobiscie mialam na poczatku naszego zwiazku duzy problem z byla kobieta mojego faceta, po jakims czasie nauczylam sie mowic o tym ze spokojem, przyjelam to do wiadomosci, no zaakceptowalam to, ze mialo to miejsce, ze przeciez nie mam na to wplywu. I z ta zdrada bylo podobnie, teraz moge mowic o tym jak o kazdej jego bylej. Dopiero jak sie zatrzymam na tym dluzej, moze troche czuje, ze to bolalo bardziej. Ale nie potrafie w sobie juz wywolac tego histerycznego stanu, tej rozpaczy. Nawet jak sie bardzo staram (zreszta, po co to robic oczko.gif )
    O lekach nic kompletnie nie wiem, nie bralam. Jedyne co, to leki przeciwbolowe, jak przeplakalam kolejny dzien, czy noc i bol glowy nie pozwalal normalnie myslec.
    A ! Przypomnialam sobie. Zapytalam mojego dlaczego jest tak, ze faceci nie chce mowic o tym, co zrobili (chociaz moj stawal gotowy do kazdej odpytki, moze to pomoglo mi odbudowac powoli zaufanie, wiedzac, ze nie ukrywa nic przedemna, chociaz kazde slowo boli niewyobrazalnie). I stwierdzil, ze jemu bylo potwornie wstyd. Po prostu chcial o tym zapomniec. Tym bardziej widzac, jak za kazdym razem mnie to boli. Ale wiedzial tez, jak ja tego potrzebuje, wiec mowil. Ale powiedzial, ze to tez bylo dla niego bardzo ciezkie. Bo czul sie, jakby robil to wszystko jeszcze raz i to na moich oczach. I wstyd mu bylo wlasnej glupoty. Mi tez bylo wstyd... jego glupoty oczko.gif
    Babeczki ! Robcie wszystko na co macie ochote ! Pytajcie o co chcecie, mowcie to co chcecie. Trzeba sie zajac soba, bo inaczej to juz nic, tylko polozyc sie i czekac na smierc. A przeciez ani ja, ani Wy, tego nie chcecie usmiech.gif
    Konwalia - \"dlaczego faceci nie rodzą dzieci - przeciez mogliby juz na sali noworodków porzucic własne i wybrać inne, prawda?\" pieeeekne ! Usmialam sie szczerze smiech.gif
  • Ferrero 2005.04.29 [09:28]
    Konwalio, dobrze, ze poszlas. to ze ta pierwsza wizyta nic w zasadzie Ci nie dala to normalne. Gdyby to bylo takie proste do naprawienie to pewnie nie byloby tylu psychologow i terapeutow.
    Pojdz na nastepna wizyte i zastanow sie czy chcesz dalej pracowac z ta terapeutka, jezeli cos Ci nie pasuje to zmien..wiem ze to beznadziejne chodzic za kazdym razem do kogo innego i od poczatku opowiadac swoja historie...ale wtedy tez zobaczysz jak rozne podejscie maja rozni terapeuci. Ja bylam chyba u 3 i czwarta dopieru mi odpowiadala. I juz zostala. Chodze regularnie, widze ze jest coraz lepiej ze mna...wspomnienia zostana i tak jak napisala Dunia jak przez chwile sie dluzej przy nich zatrzymasz to wraca jakis taki bol...ale po co sie zatrzymywac jezeli juz jestesmy zdolne do tego, zeby pojsc dalej i umiemy nie myslec o tym wydarzeniu?
    te spotkania dadza Ci spokoj..poza tym bedziesz mogla sie normalnie przed kims wygadac, otworzyc...przed kims kto Cie zrozumie i nie bedzie Ci dawal \"wspanialych\" rad tylko pokieruje Twoim mysleniem tak, zebys mogla radzic sobie ze wspomnienieami i omijac to co wywoluje bol.

    Poza tym w dalszym ciagu uwazam ze to glownie nasi mezowie powinni chodzic na terapie. Bo oni zachowuje sie w sposob taki, ze popsuli zabawke i mowie do zony, wez cos z tym zrob bo ja nie wiem co i daja wam do reki swoje zepsute dzieło. A to teraz my musimy sobie z tym poradzic i nie wiemy czy zniszczyc lepiej do konca czy lepiej naprawic. Oni za to juz pozbyli sie problemu, przekazali w nasze rece i radźcie sobie kobiety teraz. A facet poczeka az cos z tym zrobisz.
    Moj wczoraj powiedzial ze on juz nie ma zadnego problemu bo po prostu zapomniual o wszystkim i tylko ja mu ciagle przypominam i chce o tym gadac nie wiadomo po co...taka wredota jestem!oczko.gif
    Powiedzialam mu ze mysle iz oboje powinnismy pracowac nad stworzeniem nowego zwiazku, opartego juz na nowych zasadach, Obydwoje a nie ja sama a on poczeka az ja sie przystosuje...
    To jest w zasadzie cos czego nie rozumiem, tego umywania rąk..od sparwy od tego wszystkiego...nie podoba mi sie to i powiedzialm mu o tym..dowiedzialam sie ze jezeli bede chciala jednak zakonczyc zwiazek to on sie dostosuje chociaz bardzo mnie kocha i nie chcialby zyc beze mnie...zreszta...teraz mowi ze jak mial romas to tez mnie kochal....(no i chyba chce wzbudzic tym we mnie poczucie winy ze jak ja moge taka byc okropna i ciagle mu to wypominac, przeciez on mnie kochal i kocha!!). Załamka...
  • Isabel 2005.04.29 [12:27]
    Dokładnie... Oni zawsze mówią, że nas kochają, ale to w żadnym razie nie przeszkadza im kochać również tę drugą - emocjonalnie i fizycznie. Mój mąż twierdzi, że dla niego najlepszy układ to dwie kobiety, bo wtedy czułby się spełniony...Bo ona jest moim zupełnym zaprzeczeniem fizycznym i to go pociąga...bo nigdy nie był z wysoką, dużą brunetką w stylu M. Belluci. Serce mi pękło jak to usłyszałam...
  • konwalia2 2005.04.29 [13:22]
    dziewczyny, moje , co ja bym bez Was zrobiła. Tak trudno sie pozbierać. Niby człowiek wiedział, ze faceci są zupełnie inni , ale doświadczyć tej inności w postaci zdrad, kłamstw i oszustw na własnej skórze jet cholernie ciężko. My kochajac, ngdy bysmy im tego nie uczniły, prawda? Mój też mnie kochał i kocha.
    Nie lubli o tym mówić (zawsze najpierw nałyka się proszków) z dwóch powodów - moej cierpienie uświadamia mu jaką był podłą świnią (bo wcześniej przeciez tego nie wiedział), no i boi sie , że słowo ciałem się stanie. Im mniej niby wiem, tym mniej on zrobił, prawda?
    Dlatego też w taki naiwny sposób wypiera się zdrady fizycznej. A ja patrzę na niego i wiem , że tak tylko nie wiem gdzie i kiedy.
    Cholernie to boli.
    Dunieczko, naprawdę szlochałam z prawdziwej rozpaczy dopiero wczoraj - to tak jakby tama pękła. Pisałam, że wcześniej byłam tylko wściekła, tak wściekła, żeby go ranić, żeby ją zochydzić,żeby splugawić to, co było między nimi.
    Jestem na rozdrożu - barzo Wam dziekuje za wsparcie, bo tak naprawdę tez chce , aby ktos pokazywał, że można zapomnieć, że można zbudowac od nowa. Ja mam tylko gorzej od was, bo po pierwsze jestem starsza (52 lata, chociaz nie mogę sama w to uwierzyć), a po drugie - mąż utrzymywał ten związek tak długo. To jest w tym wszystkim też straszne.
    Nigdy nie chciał mnie opuścić , i tak prawde mówiąc, to mu się nie dziwie, bo do wszytskiego doszedł dzieki mnie, a ta kobita jest tzw. dzidzią -piernik , czyli dobrze po 40 w miniówie, tandeta wyperfumowana.
    Ale też nigdy sam nie zdecydował się , aby zerwać ten chory,jak teraz mówi, układ. Mówi, że się sam zapętlił. Bagatelizował to, dopiero teraz - co za głupiec - wie, co uczynił.
    Nie umiem być sama, wiem, że teraz , gdy go wyrzuce z domu, sama stracę tez dużo. Pewnie też go kocham, bo inaczej nie miałabym wszystkich dylematów. Tylko mysl o tym, że mozna zkimś spędzić ćwierć wieku i zupełnie go nie znać jest straszna.
    Byłam tez u wróżki (ha!) , ale o tym napisze wam póżniej.
    Dziekuję wam Bardzo , bardzo. Wiecie, że jesteście mi bardzo bliskie. Chętnie poszłabym z Wami na kawę , koniaczek. lody...
  • usprawiedliwienie 2005.04.29 [13:34]
    powiem tak a pytaliscie czego was zdradził?? moze wy go nieuszczesiwiałyscie, samolubne byłyscie babskami i liczyło sie to zeby was uszczesliwił a to działa tylko w 2 strony bo w 1 to konczy sie zdrada własnie czy to tak trudno pojąc....same jestescie sobie tego winne!!
  • Dunia 2005.04.29 [13:46]

    Ja, my pytali, dalyj pytomy. Bo babska z nas egoistyczne i samolubne i chcemy wiedziec czego oni nas zdradzili. My myslaly, ze ich uszczesliwialy, ale ich chyba zamurowalo i powiedziec nam nie umieli, ze im nie pasuja cos.
    My som winne tego, ze wybralysmy takich, co godac nam nie umiejom, jak im czego brakuje, a nie tego, ze nas zdradzili.
    ...
  • do Duni... 2005.04.29 [18:40]
    Dunia usmiech.gif
  • konwalia2 2005.04.30 [07:22]
    Człowiek, raczej baba w desperacji chwyta się każdego sposobu. Tak mnie pognało do wróżki. I chociaż wiem, że dobry z niej psycholog i dużo potrafi wydobyć informacji od klienta, to i tak mnie zaskoczyła. Na początek powiedziła mi rzeczy, których nie mogła wiedzieć. jeżeli strzelała , to trafiła. Trochę z numerologii, a potem tarot. Karty miały odpowiedzieć na moje wątpliwości, pokazć drogę. I rzeczywiście, może sie uśmiejecie, ale wszystko układało się w całość. Pani wrózka - urocza starsza, elegancka Pani (bez kota i kuli)powiedziała do mnie na koniec - "dziewczyno, przeszłości nie zmienisz, jeżeli otworzysz sie teraz na miłość męża , to czeka cię dobra przyszłość, a jeżeli będziesz cały czas mu to wypominała (faktycznie, karta z mieczami) i katowała go, to rozstaniecie się. Ale ja bym chłopa nikomu nie oddała, chcesz być sama w domu (karta zamek)? ". Nie pozwoliła mi przyjść wcześniej niz pod koniec roku. Było to o wiele sympatyczniejsze spotkanie niż z psychiatrą.
    Polecam.
    Powstrzymywałam się cały wieczór od zadawania pytań. Nie kontroluję naszych rozmów. Z niewinnego pytania -np. czy ona wolała cie brody, albo 'czy ona ubiera się w second-handzie - leci to potem takim tempem, że kończy się moją chęcia zbicia go na kwaśne jabłko.Na którymść topiku, ktoś napiasał , że nie warto weidzieć za dużo, to pewnie prawda. Ja z okruchów takiej wiedzy buduje potem ich obraz, który też pewnie nie jest do końca prawdziwy, tylko bardzo bolesny.
    Nie mogę tylko spać rano (jeszcze niedawno byłam sową), budzę się bardzo wcześnie i pierwsza myśl jest o nich.
    Wiecie, straszne jest jeszcze to, że one o nas wiedziały, a my nie. Spytałam się, czy ona wie jak wyglądam. Odpwoedział, że kiedyś widziała nas razem. A ja byłam wściekła - wątpliowści natychmiast - jak ja wtedy wygladałam, czy byłam dobrze ubrana, czy miałam dobre włosy itd.
    Z jej opowiadań wyglądało też , że jej mąz jest całkiem do rzeczy- wysportowany, przystojny , młodszy (mój też go kiedys spotkał). Więć nie rozmumiem po co i jej to było potrzbne - chyba że też z próżności. Ale za to mój był dumny, że ona mając takiego faceta. wybrała jego . I to pewnie też go dowartościowywało.Karuzela kręciła się tyle lat.
    Załuję tylko, że nie mogę teraz sprzedać samochodu, którym ją woził w te i wewte. Nienawidzę tego auta. Ze też nie wyczułam jej zapachu. Naprawdę byłam ślepa , głucha, a na dodatek bez zmysłu powonienia.
    Postanowiłam sobie w ten długi weeken nie pytać o nią. Może mi się uda. Pozdrawiam Was ciepło.

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...