Odpowiedz na ten temat

życie po zdradzie- nutka optymizmu

  • edzia75 2005.04.30 [10:55]
    po 5 latach malzenstwa a 10 latach znajomosci dowiedzialam sie ze maz mnie nie kocha
    od dzisiaj mam nauczyc sie zyc w ukladzie nie zwiazku opartym na milosci do dzieci i szeroko rozumianej odpowiedzialnosci i ponoszeniu konsekwencji dokonanego przed laty wyboru- taka dostalam propozycje na kolejne lata
    dodam ze jestem w ciazy z drugim dzieckiem (7 miesiac) i na swoje nieszczescie kocham meza ktory nie wie co do mnie czuje
    rosnie we mnie nowy czlowiek ktorego rodzice nie naucza prawdziwej milosci
    czy komus z was udaje sie tak zyc i nie zwariowac albo znienawidzic siebie za trzymanie sie jedynie wyobrazenia tego czego juz nie ma

    ta ciaza to typowa malzenska wpadka z ktora moj maz nie moze sobie poradzic teraz wiem juz dlaczego
    wiedzialam ze w przeciwienstwie do mnie nie chce miec juz dzieci wspominal o tym ale tak po prostu wyszlo
    uwaza ze dziecko ograniczy jego swobode
    a jesli chodzo o winnego tej calej sytuacji to uwazam ze nigdy nie jest winna tylko jedna osoba zawsze dwie w wiekszym lub mniejszym stopniu tylko boli mnie to ze moj maz wiedzial ze mnie nie kocha juz duzo wczesniej ale nie mial odwagi do tej pory mi tego powiedziec
    zylam sobie w przeswiadczeniu ze mam w kims oparcie ze moge na tej osobie polegac ze mnie kocha a okazalo sie inaczej
    mowil ze dawal mi sygnaly nie wiem czy za slabe czy ja ich po prostu nie widzialam nie chcialam widziec
    dawalam z siebie tyle ile umialam
    tez jestem czlowiekiem tez mam chwile zalamania mialam okresy w ktorych musialam myslec wiecej o sobie niz o nim ( podejrzenie stwardnienia rozsianego, badania , niepewnosc , zloscitd)
    pierwsze dziecko ktore pochlonelo duza czesc mojej uwagi praca wykanczajaca mnie psychicznie
    nie chce sie usprawiedliwiac tylko powinnam wiedziec wczesniej bo teraz czuje jakby mi ktos umarl jakbym byla w zalobie nagle swiatlo zgaslo
    wierzylam jego slowom kiedy bylam z nim w lozku ufalam mu teraz nie wiem co mam myslec i co robic wpadlam w jakas dziure
    i jeszcze ta ciaza zagrozona ,tabletki, niepewnosc liczenie kazdego tygodnia do narodzenia zeby jak najwiecej... chcialabym sie z tego dziecka cieszyc i nie umiem
    praca ktora strace napewno bo cala ciaze musze byc na zwolnieniu i ta jego przyjaciolka z ktora spotykal sie przez rok dla rozmowy o mnie o nas ktora wiedziala wiecej o tym co sie dzieje niz ja
    jego oszustwa gdzie wychodzi i po co
    o tym wszystkim dowiedzialam sie przypadkiem w tym czasie kiedy dowiedzialam sie o ciazy (ciazy ktora w moim stanie zdrowia moze ze mnie zrobic kaleke)
    ponoc kazdy z nas dostaje do udzwigniecia tyle krzyzy ile jest w stanie uniesc ALE AZ TYLE CHOLERA NIE DAM RADY PO PROSTU
    zostalam sama, pozbawiona raz na zawsze zludzen,
    chcialabym goraco juz nic do niego nie czuc bo milosc tak teraz boli a on no coz najgorzej jest chyba jak uczucie wygasnie a realia nie pozwalaja odejsc
    nie wiem co wybiore czy zycie w chorym ukladzie w ktorym zeby nie zwariowac i nie stracic resztek godnosci i szacunku do samej siebie bede kochala kazdego dnia coraz mniej
    czy odejsc w poczuciu winy ze odbiera sie dzieciom ojca
    chodze spac o 5 rano , lykam jakies srodki uspokajajace zeby jakos dotrwac do porodu
    i nie wiem jak bedzie pozniej czy moja choroba wroci i chcac czy nie chcac bede skazana na jego obecnosc
    NIE MOGE SOBIE Z TYM PORADZIC


  • Zobacz także:

  • EDZIA75 2005.04.30 [11:00]
    przepraszam ze tyle nasmucilam ale w tym momencie szukam nadziei i optymizmu w innych u siebie juz raczej nie
  • konwalia2 2005.05.01 [07:08]
    Do Edzia75 Bardzo ci kochana współczuje, ale
    -Teraz naprawdę nie jest czas na podejmowanie żadnych kroków
    - nie łykaj prochów
    -myśl o dziecku i sobie.
    Pamietaj, że masz jeszcze dwa miesiące do wytrzymania. Bedziesz go na pewno potrzebować na początku. A potem zobaczysz.
    Nie wiem, ja bym sie teraz nie unosiła honorem, tylko wycisneła go jak cytryne dla dobra dzieci, no i swojego.
    Wytrzymaj!
  • toooosia 2005.05.02 [11:46]
    czytam was od poczatku...to pomaga....dopisze sie jak tylko znajde chwilke samotnosci...bo trzeba sie skupic...a rodzina szaleje za plecami...tymczasem pozdrawiam goraco
  • tooosia 2005.05.02 [12:20]
    do edzia75....kochana przeczytalam to co napisalas z wielka uwaga...i stwierdzilam ze to co dzialo sie w moim zyciu jest malo wazne.....wazniejsza jestes teraz ty....moja historie opisze pozniej...jestem z toba calym serduszkiem.....nie umiem ci nic poradzic na dzisiaj....ale pisz tu jak tylko znajdziesz czas....tak na bierzaco o sie dzieje....jak zachowuje sie twoj maz...jak sie odnosi do ciebie.....czy on dalej ma ta swoja przyjaciolke???pisz kochaniutka moze wtedy bedzie latwiej cokolwiek doradzic....caluje cie mocno i sciskam...
  • edzia75 2005.05.02 [18:17]
    toosia dziekuje ci bardzo za cieplo i uwage
    dzisiaj mam dola usmiecham sie z trudem zeby synek nie widzial mamy wiecznie skwaszonej i ze lzami w oczach
    miedzy mna a mezem chlodno bardzo
    boli swiadomosc ze dla kogos waznego jestes tak malo wazna
    nie umiem juz z nim rozmawiac a i on chyba juz nie chce
    pozdrawiam goraco moze pozniej cos jeszcze napisze
    pa pa
  • edzia75 2005.05.02 [18:19]
    toosia dziekuje ci bardzo za cieplo i uwage
    dzisiaj mam dola usmiecham sie z trudem zeby synek nie widzial mamy wiecznie skwaszonej i ze lzami w oczach
    miedzy mna a mezem chlodno bardzo
    boli swiadomosc ze dla kogos waznego jestes tak malo wazna
    nie umiem juz z nim rozmawiac a i on chyba juz nie chce
    pozdrawiam goraco moze pozniej cos jeszcze napisze
    pa pa
  • edzia75 2005.05.04 [09:25]
    milego dnia
  • konwalia2 2005.05.04 [11:58]
    Miłego deszczowego dnia - u nas pada i jest smutno za oknem. W duszy tez jest smuntniej niz kiedy świeci słońce. Przezyłam długi weekend spokojnie i miło. Ale czesto gryzłam sie w język. Nie pytac! Chociaz pytania same sie cisneły na usta. wiem, ze łatwo, a raczej latwiej jest wybaczyc zdrade tzw. jednorazowa. Wyjechał, zapomniał się - pzrespał sie z przypadkowa kobietą, może juz nawet nie pamietać jej imienia. Gorzej jak to jest stała kochanka. Tysiace pytań. Co jej mówił, kiedy sie kochali, jak to lubili robić itp.Jakie ona ma piersi, czy robiła "to" lepiej itp.
    Trudno sie z tym pogodzić...
    Wiem, że przeszłości sie nie zmieni, ale zapomnieć ją trudno.
  • Dunia 2005.05.05 [11:42]
    Pytania sa dokladnie te same, gdzie ja dotykal, jak to robili, czy byla lepsza, co ma lepszego ode mnie, czy chcialby, zebym miala takie wlosy jak ona, etc... Wazne chyba, zeby zdradzajacy wiedzial, jak istotne jest dla nas, zeby odpowiadal na nasze pytania. A z drugiej strony mial swiadomosc, jak bardzo nas te odpowiedzi bola i mowiac to wszystko, staral sie byc jak najblizej, zebysmy czuly, ze tamta to juz przeszlosc, ze jest tu i teraz, z nami i z nami tylko chce byc.
    Powiem wam, moje kobitki kochane, ze teraz pogoda nie ma juz dla mnie znaczenia. Bo jak sobie pomyslac, ze deszcz zawsze padal, ze to jest naturalne i ze bez tego to ani rusz, to przestaje to miec jakiekolwiek znaczenie. A ja nawet lubie sobie wyjsc na desz i poskakac po kaluzach. Oczywiscie lepiej w nocy, lub po zmroku, bo nie mamy juz przeciez 10 lat i troszke \"nie wypada\" oczko.gif A najbardziej lubie, jak jest burza... I pioruny... i pieeeekne blyskawice rozdzierajace ciemnosc... mmm... ale sie rozmarzylam oczko.gif
    Dzisiaj tez slonce nie swieci. Ale czy to znaczy, ze go nie ma ?
    Pozdrawam was w ten kolejny piekny dzien, dla niektorych bedacy jeszcze kolejnym dniem heroicznej walki. Ale walka ta nie jest z gory przegrana ! Walczcie babeczki i cieszcie sie, nawet deszczem !
  • kiti1980 2005.05.05 [16:23]
    moze to banał, po tym wszystkim co przeczytałam, ale też mi bardzo smutno.rozstalam sie ze swoim facetem, ale po 3 tygodniach znowu zaczelismy sie spotykac, sypiac ze sobą, dzwonić... on cały czas podkreślał, że nie będzie z nikim innym , ale na razie niewróci do mnie \\\"oficjalnie\\\", że muszę się starać. W praktyce oznaczało to,że nie miałam prawa pytać się gdzie był, co robił... Okazało się,ze spotykał się równocześnie z inną...i nie wiem, jak to się skończyło, kto nie chciał, czy nie wyszło... opowiedział mi swoją wersję wydarzeń i wrócił do mnie, ponieważ zaczęła mi zawodzić psychika....tak strasznie mnie wymęczył,że odeszłam od zmysłów...nikt dookołoa mi przez cały czas nic nie mówił, wszyscy wiedzieli, odsuneli się odemnie.... skończyło się moimi smsami do niej , wyzwiskami... nie wiem, co dalej robic... podobno to koleżanka, ale kłamał nas obie przez 2 miesiące...teraz strasznie sie boje, rzeczy których nagle się mogę dowiedziec, ich dalszych spotkań, plotek na temat moich odchyłów psychicznych....i tego,ze on sie nie bedzie o mnie starał i że ja mu tergo nie zapomne...
  • kiti1980 2005.05.05 [16:23]
    moze to banał, po tym wszystkim co przeczytałam, ale też mi bardzo smutno.rozstalam sie ze swoim facetem, ale po 3 tygodniach znowu zaczelismy sie spotykac, sypiac ze sobą, dzwonić... on cały czas podkreślał, że nie będzie z nikim innym , ale na razie niewróci do mnie \\\"oficjalnie\\\", że muszę się starać. W praktyce oznaczało to,że nie miałam prawa pytać się gdzie był, co robił... Okazało się,ze spotykał się równocześnie z inną...i nie wiem, jak to się skończyło, kto nie chciał, czy nie wyszło... opowiedział mi swoją wersję wydarzeń i wrócił do mnie, ponieważ zaczęła mi zawodzić psychika....tak strasznie mnie wymęczył,że odeszłam od zmysłów...nikt dookołoa mi przez cały czas nic nie mówił, wszyscy wiedzieli, odsuneli się odemnie.... skończyło się moimi smsami do niej , wyzwiskami... nie wiem, co dalej robic... podobno to koleżanka, ale kłamał nas obie przez 2 miesiące...teraz strasznie sie boje, rzeczy których nagle się mogę dowiedziec, ich dalszych spotkań, plotek na temat moich odchyłów psychicznych....i tego,ze on sie nie bedzie o mnie starał i że ja mu tergo nie zapomne...
  • toooosia 2005.05.05 [18:38]
    do edzia....ciesze sie ze odpisalas ...zagladaj tu jak tylko masz chwilke to naprawde pomaga...to swego rodzaju terapia...bo nie jestes tu sama....i duzo duzo wnioskow da sie tu madrych wysunac...badz dzielna i silna a przedewszystkim musisz uwiezyc w swoja wartosc....to polowa sukcesu...wiem ze twoja sytuacja jest ciezsza niz niejednej z nas ....bo jestes w ciazy i tym bardziej potrzebujesz wsparcia czulosci i milosci...ale musisz sobie zdac sprawe z jednego....to dobrze ze bedziesz miala dzidziusia....moze to brutalnie zabrzmi ...ale czasami taki czlowieczek to niezla karta przetargowa....sama dobrze wiesz ze po narodzinach dziecka swiat przewraca sie do gory nogami...ale w tym dobrym kontekscie...moze wlasnie wtedy twoj maz zauwazy wreszcie ze ma wspanala rodzine ...zone dzieci...ze dom to piekne i radosne miejsce do ktorego chce sie wracac....musisz w to wierzyc...badz tylko usmiechnieta i mimo wszystko nie pokazuj po sobie jak bardzo cie rani....faceci bardzo boja sie wyzutow sumienia i uciekaja przed tym....wiem ile to bedzie cie kosztowalo...ale skup sie poprostu tylko na dzieciach i sobie....jego w taki delikatny sposob troszke odsun od radosci zycia codziennego...po pewnym czasie sam powinien sie zorientowac jak wiele pieknych rzeczy mu ucieka....jak duzo traci....badz cierpliwa kochanie ...bo jesli go kochasz to napewno to sie oplaci....zycze powodzenia z calego serca
  • konwalia2 2005.05.05 [18:57]
    Do edzia 75
    czy to Ty jesteś w innych tematach jako Maja 75.Problem ten sam - dokładnie - ze szczegółami, tylko nick inny. Jeżeli Ty to Ty, dlaczego zmieniasz nick - tracisz wiarygodność. I nie wiem, czy testujesz nasze współczucie, czy też masz inny powód...
  • toooosia 2005.05.05 [19:03]
    miala byc nutka optymizmu....wiec siadam i pisze bo mam chwilke wolnosci....historia banalna i podobna do niejednej pewnie...musialam wyjechac na pewien czas z kraju w ktorym mieszkamy....zostawilam mojego malzonka na dosc dlug czas...po moim powrocie intuicja podpowiadala mi jakies straszne rzeczy choc wkolo praktycznie nic sie nie zmienilo....maz zreszta tez byl takli sam ....moze nawet jakis taki milszy...ale to akurat tlumaczylam sobie tesknota...intuicja drazyla mi dziure w brzuchu...i slusznie bo dzieki niej dowiedzialam sie o internetowym romansie mojego lubego...to byla powazna sprawa bo zaangazowal sie w to dosc powaznie...zreszta dziewczyna tez sie zakochala i dlugo mu nie chciala odpuscic...jak sie okazalo byli dosc blisko ze soba....sex przez kamerke itd ....ciagle telefony smsy na dobranoc i dziendobry...w pierwszym odruchu spakowalam jego walizki ...i wystawilam za drzwi...spuscil glowe...ale nie wyszedl....prosil o jeszcze jedna szanse...sama nie wiem dlaczego mu te szanse dalam...moze zal tego wszystkiego co wlasnie mialo sie zawalic?...zostal...staralismy sie oboje odbudowac wszystko znowu...tzn on bardziej sie staral....z mojej strony starania wygladaly marnie...akt wybaczenia z mojej strony trwal dosc krotko...predko jakos mi to poszlo....gorzej z zapomnieniem....to bylo dwa lata temu...a do dzis pamietam i powraca wciaz i wciaz....to tak jakby jakis robal ciagle i ciagle siedzial we mnie i zjadal po kawalku....niemile uczucie....brak zaufania pozostal...ale jestesmy ze soba ....chyba szczesliwi....chyba? sama mnie to slowo zdziwilo!tzn....maz chyba wiele zrozumial...okazuje mi swoja milosc na kazdym kroku...a ja? pozostaje rozdarta...musze nauczyc sie nie pamietac ...bo to przeszkadza mi byc tak w pelni szczesliwa.....ale wierze ze kiedys i do tego dojde...w kazdym razioe ostatnio zdalam sobie sprawe ze to byl dobry wybor....dac jeszcze jedna szanse!...warto....i to jest chyba ta nutka optymizmu....czas jest najlepszym lekarstwem na wszystko
  • maja75 2005.05.05 [19:27]
    jesli ktos z was poczul sie w jakims sensie urazony zmiana mojego niku to serdecznie przepraszam ale nie wiem co sie stalo kiedy chcialam wejsc na forum jako edzia75 to nie moglam probowalam kilka razy nie dalo rady wiec teraz funkcjonuje jako maja75 zapomnialam was po prostu uprzedzic
    PRZEPRASZAM
  • maja75 2005.05.05 [19:36]
    i bynajmniej nie testuje waszego wspolczucia nawet przez mysl mi nie przeszla taka ewentualnosc chcialam po prostu poznac opinie innych z kims pogadac bo to mi pomaga
    PO PROSTU TYLE
  • maja75 2005.05.05 [19:42]
    i bynajmniej nie testuje waszego wspolczucia nawet przez mysl mi nie przeszla taka ewentualnosc chcialam po prostu poznac opinie innych z kims pogadac bo to mi pomaga
    PO PROSTU TYLE
  • konwalia2 2005.05.05 [20:44]
    Dobrze Maju, że napsałaś. Poczułam się lepiej. Ale tutaj wchodzą czasem rózni ludzie. Trzymaj się.
  • Dunia 2005.05.06 [08:33]
    Witam Was, moje wszystkie \"walczace\", i moze tez garstke \"zwyciezczyn\" oczko.gif
    Toooosiu- wydaje mi sie, ze jeszcze nie do konca to wszystko \"strawilas\". Czytajac Twoja historie widze siebie jakis czas temu. Oni, jak wyrwani z letargu, jakby dostali obuchem w ten swoj tepy czerep - kochaja nas momentalnie na zaboj. Niewiele im trzeba, zeby sie odciac od \"nich\" i wrocic w skowronkach do nas. Dlatego chyba jestesmy nieufne - skoro przychodzi im to tak latwo... Ale z drugiej strony obserwujac gigantyczne roznice, jakie sa miedzy kobietami i mezczyznami, na wszystkich plaszczyznach rozumowania- dlaczego nie przyjac, ze sa w tym wszystkim szczerzy? Ja przez pewien okres kategorycznie zabronilam mojemu mowic w ogole, ze mnie kocha. Bo ja sama nie bylam pewna, co do niego czuje. I dlugi czas znosil moje wyznania, ze to chyba nie jest to, ze chyba nic juz do niego nie czuje, potem nawet pojawily sie mysli, ze w ogole go nie kochalam. Ale jak przypomnialam sobie uczucia z poczatku naszej znajomosci - doszlam do wniosku, ze to byla milosc. Moj byl dzielny i wytrwaly, gotowy na ostateczna odmowe, ale wiedzial, ze musi trwac, ze jak sobie na nowo poukladam wszystko, to bedziemy juz dalej pracowac, na solidniejszych fundamentach.
    Wiesz, ten robal juz mnie nie zjada, nauczylam sie ufac. Sa oczywiscie sytuacje, kiedy sie boje, miewam \"przeczucia\", ale nic z tego sie nie sprawdza. Mysle, ze jestes na najlepszej drodze do zapomnienia, do zaufania na nowo. A wtedy to juz pelnia szczescia smiech.gif
    A jasne, ze to byl dobry wybor - nie ma przeciez pewnosci, ze zostawiajac ich bylybysmy szczesliwsze oczko.gif
    Caluje Was mocno ! Zmykam zalatwiac przyziemne sprawy smiech.gif
  • tooosia 2005.05.06 [13:26]
    do dunia....uswiadomilas mi wlasnie jedna wazna sprawe....mianowicie powod mojej nieufnosci w dalszym ciagu....kolatalo mi sie to po glowie ...ale jakos tak nie dotarlo do niej...masz racje...skoro tak latwo mowili kocham ...skoro wymyslali rozne piekne slowa na okreslenie swoich uczuc....tak masz racje....moze poprostu za duzo wiem na temat ich pogawedek...znam okreslenia jakich uzywal w stosunku do niej....wiem jakich piosenek razem sluchali....jakie wysylal jej wiersze....i teraz na kazde slowo podobne do tego w jaki sposob do niej mowil....ja cala sztywnieje...a gdy uslysze przypadkiem piosenke....zepsuty caly dzien....i robal powraca....ciekawa jestem jak dlugo jeszcze u ciebie trwalo zapominanie? ile mozna pamietac??tak....problem w tym ze nie umiem uwierzyc znow w slowa....tylko czasami brak sil zeby zmusic sie do wiary ze wszystko jest prawdziwe ....ze slowo kocham znow znaczy...kocham...eeehhh ciezkie to wszystko...my poprostu jestesmy zle zbudowane usmiech.gif
  • mała7 2005.05.06 [14:55]
    Właściwie 5 miesięcy po tym, gdy zaczął się ten koszmar, zaczynam czuć, że będzie dobrze. Od miesiąca przestałam rozważać możliwość separacji.Zrozumiałm ,ze w chwili obecnej byłoby to tylko kara dla mnie, bo go kocham a on robi wiele, by mi udowodnić, ze mnie kocha, że jestem najważniejsza (czasem w myslach mówię sobie, ale nie byłam...). Zaczęłąm na nowo marzyc o wspólnym domu choć wizja kredytu na wiele lat przeraża mnie bo myślę: czy my jeszcze wtedy będziemy razem?
    Na szczęście przyszła wiosna i próbuję się nia cieszyć. Mój synek jat tak cudowny a zarazem podobny do męża, że nie moge rozdzielić miłości do nich obu. Boję się, że może się wydarzyć coś złego, ale ten stach już nie paralizuje. Drętwienie i paraliż jednak odczuwam, gdy np. ktos w towrzystwie zażartuje na temat, który mi to wszystko przypomina i wtedy wiem, ze może to pozostanie we mnie na zawsze...
    Od długiego czasu udaje mi się odganiać natrętne myśli , zajmować się czymś innym. Wiem, że podobam sie innym; dużo trudniej byc wierną po zdradzie, ale ciesze się, że jestem wierna (czasem boję się, ze to jednak ja mogę kiedys wszystko zepsuć). Właczyłąm sobie zakaz czytania postów w kafeterii - zawsze, gdy było lepiej i przeczytałam jakiś idiotyczny post napisany pzrez kochankę, kobietę bez skrupułów itd czytając historie zdrady to wszystko, ta rana, która była jakoś tam zaleczona, zaczynała na nowo krwawic, znowu smutek, depresja, łży) tu czasem zaglądam, by zobaczyc czy się Wam udaje, czy ten topic jest komuś potrzebny.
    Kochane wierzą, ze Wam też się uda. przede mną jeszcze długa droga, ale nie widzę już jej w czarnych kolorach, na jej końcu widzę światełko. tak jak pisała Dunia może rzeczywiście to musiało nas spotkać, po to by gdzięś później nie stracić wszystkiego , by nie zabrnąć za daleko, tam gdzie już nic nie mozna naprawić. Już się nie pytam dlaczego ja, dlaczego mnie to spotkało. postanowiłam to przyjąć jako fakt mając dwa wyjścia: walkę i próbę zpomnienia (wiem, ze nie zapomnę, ale nie pozwolę, by mnie to znisczyło, bym byłanieszczęśliwa bez niego, bym nie była doceniana przez innych w swojej pracy itd) lub karę wymioerzoną nie tylko dla niego, ale przede wszystkim sobie..
    Całuje was i życzę SIŁY!!!!!
  • toooosia 2005.05.08 [21:00]
    PODCIAGAMMMMMM temat ciekawy!!!!!!!!!!!!
  • Ferrero 2005.05.08 [21:06]
    Mała7, zyczę Ci z całego serca zeby udało Ci się wytrwać w tym pozytywnym nastawieniu.
    Ja już takich wzlotów kiedy byłam pewna, że już wychodzę na prostą zaliczyłam z 10...;(
    Pozdrawiam Cie i staraj się z całych sił trwać w swoim szczęściu.
  • mała7 2005.05.09 [17:09]
    dzięki Fereero, ale to chyba nie jest wzlot, bo jak zauważyłaś wszędzie piszę ALE... I chyba czuć tam trochę smutku. Dalej mam smutne dni - wczoraj płakałam i zastanawiałam się dlaczego nie mogę się cieszyć wspaniałym seksem bez żadnego ALE tylko nagle po długim czasie wszystko wraca i płaczę...Jednak nie ciskam w Niego pięściami, ale się przytulam i wiem , że nie odejdę i wiem, że nam się uda choć jeszcze dużo przede mną i nami, a najgorsze, że teściowie zorientowali się, ze coś nie tak i zaczzęli sie wtrącać a to już....Uważajcie na teściów bo mogą nieźle namieszać...
    W każdym razie dzięki.
  • Dunia 2005.05.10 [08:52]
    Dawaj mala!! Bedzie dobrze, sama juz to chyba wiesz usmiech.gif Wpadaj czesciej i pisz do nas, bo tu czasem bardzo malo optymizmu jest. A chodzi przeciez o to, zeby tym naszym \"wspoltowarzyszkom niedoli\" pokazac, ze da sie z tego blednego kola wyjsc, tylko trzeba je najpierw rozpracowac, a potem w odpowiednim momencie przerwac.
    Sciskam mocno !
  • Ferrero 2005.05.10 [09:35]
    Mała, pisz koniecznie....chociaż ja zauważyłam, że jak czytam forum to jakoś dziwnie pogarsza mi sie humor...w ujęciu długoterminowym oczywiście bo na początku wydaje mi się ok.
    Już miałam przerwy w czytaniu (hhehhe...ładnie to brzmi) i wtedy chyba lepiej się czułam...jakoś tak dystansowałam się do problemu, który jednak ciągle jest. a jak zaczynam znowu wsiąkać w forum to weszystko bierze w łeb...
    Może lepiej nie czytaj Mała co tu piszemy....bo to takie samoudręczanie się ..
  • mała7 2005.05.10 [14:27]
    Właśnie dlatego w jednej z poprzednich wypowiedzi o tym pisałam. przestałąm wchodzić zupełnie na inne topiki bo od bredni i opinii pisanych prze złodziejki mężów oraz kobiety zdradzone, ale te opisujące w szczegółach wszystko i krzyczące :NIE BĄDŻ GŁUPIA, on i tak to znowu zrobi, pogarszało mi się, popadałąm w coraz więksżą depresję.Spytałąm psychologa czy zna choć jedną osobę, której się udało i gdy powiedziałą, że tak, nie uwierzyłam, bo tu tak nikt nie napisał. nigdzie nikt nie pisał, że mu się udało tylko wszystko mi mówiło, że już zawsze bedzie źle. Na szczęscie tutaj znalazły się wypowiedzi kobiet, które chcą wszystko ratować, które chcą przebaczyć choć się z tym bardzo zmagają, które wiedzą, że taka jest właściwa droga. Tutaj jedna z Was bardzo mi pomogła... Wypowiedzi Wasze, gdy piszecie, że wiecie, że dobrze zrobiłyście, że można być szczęsliwą oraz jedna z drugiej perspektywy- kobiety, która zdradziła, ale zapewnia, że zrozumiała jak wiele mogła stracić i jak bardzo kocha męża i że to się może na prawdę już nigdy nie powtórzyć...
    FERRERO tutaj na początku czytałam wszystko szczegółowo i też się zadręczałam, a teraz musze przyznać, że staram się przelecieć wzrokiem wypowiedzi i gdy widzę szczegóły zdrady omijam to, szukam tych zdań, które dają siłę. może za jakiś czas będę gotowa czytać wszystko i radzić. teraz jeszcze nie, teraz to jeszcze tak jak Ciebie, przygniata mnie zbyt mocno...
    A moje małżeństwo: 2 kroki do przodu, jeden w tył, ale to w końcu zawsze do przodu choć chciałoby się szybciej...
    I jeszcze jedno to nie nasi męzowie zasługują na przebaczenie, ale my, żeby normalnie żyć, bo brak przebaczenia niszczy tych co przebaczyć nie potrafią. Szkoda, że musimy się tego uczyć akurat w taki sposób..
    usmiech.gif
  • mała7 2005.05.10 [14:32]
    a i jescze chciałąm dodać, że nie potępiam tych, którym się nie udało ( tak może ktoś zrozumieć powyższą wypowiedź), bo ja sama nie wiem jak bym sobie radziła, gdyby sprawy zaszły dużo dalej. Uważam jednak, że nikt nie ma prawa mówić, że próba ratowania związku jest głupotą czy naiwnością. buziaki
  • owodnia 2005.05.10 [16:01]
    Mała7, nie zabieram zbyt czesto głosu , uwierz jednak ze się udaje . Musisz tylko włozyć duzo pracy i cierpliwości w zwiazek.Nie mozesz omijać tematu zdrada, musisz z tym zyc . To trudne i bolesne czasami , ja po roku tez łapie doły, ale na krótko.Nie staram się zapomnieć , wybaczyłam , jak wybacza sie czyjś błąd, w nadziei , ze robie dobrze. Ta cała sytuacja bardzo mnie umocniła , myslę , ze równiez umocniła mój związek , który nigdy nie był tak wspaniały jak teraz . Pozdrawiam cie .

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...