Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Musiałam oddać kota i mi smutno

Polecane posty

Gość gość

Bo już miałam drugiego i psa i mąż się uparł ,że zaraz będzie u nas jak u Violetty Villas... ale mieszkamy w duzym domu z ogrodem więc dla mnie nie był to problem... teraz już go nie ma i mi smutno :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jakos nie jest ciebie zal-dobrze,ze chociaz ci smutno.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Na Twoim miejscu, oddałabym męża. Ha, skürwiel nie miałby nic do gadania. Moje koty, moja sprawa. Jak się nie podoba, to niech wypiërdala.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
męża kocham i nie jest złym człowiekiem ,ale średnio lubi zwierzęta, ja bardzo się przywiązałam do tego kotka, aż mi się płakać chciało jak go oddawałam... Chyba w dobre ręce bo znam tą rodzinę ,ale raczej go już nie zobaczę bo oni dośc daleko mieszkają i w ogóle. Jeszcze przed oddaniem się do mnie tulił... a szkoda gadac :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
nie,a kto to MM?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
i w ogole jeszcze w domu wszystko nim pachnie, miał swoje "łóżeczko" kocie, musiałam je zabrać z miejsca gdzie zwykle spał :(jeszcze jest jego karma w miseczce... mam chociaz nadzieję ,że będzie tam szczęśliwy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ważne ,że nie znalazłaś mu domek, jak jest to faktycznie jakaś fajna rodzina to tyle dobrego. a dlaczego się nie uparłaś i go nie zostawiłaś ? ja bym tak zrobiła jakbym sie juz przywiazała. Dlugo z wami był?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Miesiąc, może trochę ponad.... Ale już zdążyłam się przywiązać do niego, a on do mnie... Już mi przesiadywał na kolanach, mruczał itd... Przybłąkał się do nas, miał może z 2 miesiące. Mąż jak pisałam nie jest jakiś zły itd, np nie wyrzuciłby tego kota tak poprostu,ale on nie przepada jakoś bardzo za zwierzętami choć je toleruje, i tak psa i tego starszego kota mamy tylko dzięki temu ,że ja chciałam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie słuchaj tych głupich komentarzy! Ok nie zdecydowaliście sie go zatrzymać, tak bywa najważniejsze, że ma dom wielu ludzi inaczej pozbywa się problemu przykre choc prawdziwe. Dobrze ze ma dom a zal z czasem odejdzie wiele jest bezdomnch kotow calego swiata nie zbawisz!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gość "Nie zdecydowaliście się"? To on się nie zdecydował. Odebrał swojej własnej żonie prawo głosu. Skürwysyn.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja bym nie oddała ale... Skoro tak zadecydowaliście trudno. Wiem ,że jest Ci smutno ja kiedyś też musiałam oddać szczeniaczki,które moja sunia urodziła bo miałyby za mało miejsca w mieszkaniu, było mi ciężko, ale jakoś dałam radę, głowa do góry :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie no, w sumie to razem podjęliśmy ostatecznie taką decyzję, on mnie tylko namawiał bardzo do tego i pod jego wpływem uległam, ale jakby on też tak jak ja chciał go zatrzymać to napewno bym go zostawiła. On zaczał narzekać ,że trzy zwierzęta to dużo, że roznoszą brud z dworu, że małemu zdarza się zrobić kupkę poza kuwetą (ale tylko czasami w 90% robił do kuwety) i takie tam no i w końcu się zgodziłam go oddać, mogłam się nie zgadzać trochę żałuję

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gośćM
a ja mam sześć kotów :D Najstarszą, prawie 15 lat, mam po krewnej, która zmarła. Zaaklimatyzowała się, chociaż z innymi kotami na dystans. Jeden kocur przyjechał jako maluch z drugiego końca Polski, w prezencie :) Taki "pudzian" - wielki, ale krzyczy najgłośniej ze strachu. Jest też kotka bura zielonooka, filozofka, królowa. Trzyma porządek. Jej siostrzeniec, też buras, odratowany po kocim katarze, chuderlak przymilny niesamowicie, bo butelką karmiony i noszony na rękach... I jeszcze moja ulubienica kotka szylkretowa - czarna z rudym, pojawia się na kilka dni i znika na tygodnie. Ale jak już jest to śpi u mnie w łóżku, nie lubi się z innymi kotami. Tylko ona ma wstęp do domu. Pozostałe piwniczno-ogrodowe. Wolne dusze wygrzewają się w ogrodzie, a zimą śpią na pralce w piwnicy. Myszy łowią, znoszą w prezencie na wycieraczkę, krety też. Ptaki też.... Od niedawna jest jeszcze jeden kocur - przybłęda, ale że rudo-biały to został. Nawet go wywiozłam kawałek za wieś, żeby znalazł sobie dom i .. znalazł, tzn. wrócił po dwóch dniach. Wszystkie wykastrowane/wysterylizowane. Dużo z nimi zabawy i przyjemności obserwowania :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No, mogłaś się nie zgadzać, a faceta wywalić za drzwi, bo znając jego wstrętną naturę, pastwiłby się nad tym kociakiem. :o Za kogo Wy wychodzicie za mąż. :o

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gośćM, korzystając z okazji... Ile czasu upłynęło, zanim Twoje koty wybudziły się z narkozy po kastracji? Mój kocur śpi już 7 godzin. :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
No tylko Twoje są piwniczno-ogrodowe, a u nas pies jest głownie trzymany w domu (wypuszczamy go do ogrodu ,ale generalnie przebywa w domu) , starsza kotka też i ten mały kotek raczej wychodził na chwilę tylko i też się do domu pchał więc u nas by to inaczej wyglądało i faktycznie się trochę brudzi,ale ja chciałam bardzo zatrzymać tego kotka, męczyło mnie czasem jak załatwił się poza kuwetą ,ale i tak go pokochałam,a mąż mnie przegadał , wyłożył swoje wszystkie przeciw ,że niedlugo idę do pracy i nie będę miała czasu dla tych wszystkich zwierzat no i mnie przekonał, ale teraz żałuję ,że tak zrobiłam...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gośćM
rudego kocura zawiozłam do weta ok 12tej, nie od razu wzięli go na stół, ale o 17tej już było po, i był wybudzony. Generalnie ok 2-3h po operacji się wybudzają tylko są jeszcze lekko nieprzytomne. Moje koty tez się pchają do domu i jak się nie przypilnuje to zdarza się "problem", ale to kwestia zasad - koty, które chodzą po dworze, nie wchodzą do domu, bo nie można utrzymać czystości.. Oprócz mojej ulubienicy :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gośćM, dziękuję za odpowiedź. :) Godzinę temu wybudził się i próbuje już chodzić, ale jest strasznie słabiutki. To chyba normalne. Nie pójdę dzisiaj spać, wolę być spokojniejsza i czuwać przy nim. :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gośćM
vikernes - mam nadzieję, że jednak spałaś normalnie :) Koty są harcorowe i nawet ze świeżymi ranami pooperacyjnymi wskakują na np. parapet. Będzie się włóczył z kąta w kąt, ale da sobie spokojnie radę sam. Niektórym kotkom trzeba zakładać kołnierz, żeby sobie rany nie wylizywały i nie wyciągały szwów. Wytyrtol kota ode mnie ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gośćM, trochę zdrzemnęłam się nad ranem, gdy kot się zmęczył niezdarnym zwiedzaniem mieszkania. :) Już jest coraz lepiej. Całe szczęście. :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość emilkaaaaaaaaaaaa
ja p*****le ja tez lubie i mam zwierzeta, ale ta virkenes to stara dewotka jakas :O wez zrozum ,ze nie kazdy ma warunki na trzymanie 30 kotow i 50 psow kazdych jakie sie przyblakaja i tak autorka zachowala sie jak nalezy ze szukala mu domu i znalazla zeby kazdy tak robil to byloby cudownie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
emilkaaaaaaaaaaaa, jeżeli ktoś nie ma warunków, to po co decyduje się na jakiekolwiek zwierzę? W tej sytuacji, kociak przyplątał się do ich domu. Ok, rozumiem, nie był "planowany". Szanowna Pani Autorka wspomina, że mają warunki i że kot mógłby zostać z nimi, gdyby nie jej mąż tyran, który okłada ją kablem od przedłużacza, gdy ona mu się sprzeciwi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gośćM
a nie można by spokojnie podzielić się doświadczeniami i wrażliwością, a nie obrzucać inwektywami?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×