Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Nie radzę sobie z niczym w życiu

Polecane posty

Gość gość

dosłownie. Zero znajomych, chłopaka od 4 lat, studia pozawalane. Nie wiem co ze sobą zrobić w życiu, jestem ponad 2 lata po ogólniaku, doświadczenie zawodowe - 2 prace w życiu, w tym jedna ciekawa (ale co z tego, skoro nie stała - nawet nie mogłaby być stała), 2x podjęte studia, jedne zawalone, drugie w toku, ale też czuję że już dłużej nie dam rady, choć trzymam się ostatkiem sił. Nie stać mnie nawet na psychoterapię, czekam na taką z NFZ.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
to się pieprznij z mostu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sair
po prostu z jakiegos powodu wpadlas w dziure psychiczna. najwyzszy czas sie podniesc i zrewidowac swoje plany na przyszlosc. piszesz, ze od czterech lat nie masz chlopaka. czy przyczyna tego dolka nie jest przypadkiem rozstanie z facetem?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie, on dla mnie niewiele znaczył.. jeśli w ogóle cokolwiek (nawet jak go na żywo widziałam jakiś czas temu to zero uczuć i poczucia 'o, to mój jedyny chłopak jakiego miałam') choć wpędził mnie w jeszcze większe kompleksy, ale już byłam wystarczająco zakompleksiona i dobić jeszcze bardziej się mnie nie dało ;). Ja z nim byłam parę miesięcy, w 1 LO. Ale chciałabym z kimś być, choć nie na siłę. Tylko zawsze sobie wybieram niedostępne obiekty, od takiego gościa, trochę lidera, w LO, po wykładowców.. Mój dołek trwa od 2 LO (odkąd zaczęłam właściwie tak "porządnie" dojrzewać) i odtąd są to moje najgorsze lata życia. Miałam nawet poprawki w LO, zawalałam wszystko. Zawsze trochę wegetowałam, bałam się wszystkiego, ale od tamtej pory to... I ja się nie tylko boję, ale też nie uczę na błędach i sprawiam wrażenie niedojrzałej. Bywam także bardzo chaotyczna, ale czasami się wyłączam, dosłownie. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale moja siła woli i wytrwałość jest niemal na zerowym poziomie. Choć i tak do plusów trzeba zaliczyć to, że jeszcze ciągnę aktualne studia (choć one serio tak w połowie kompletnie mi nie pasują), bo jest we mnie jakaś wściekłość, że znowu się nie uda, i co? będę siedzieć w domu.. z drugiej strony przysparzają mi naprawdę sporo stresu i już zaczynam się odsuwać od ludzi, mimo że na początku było serio dobrze. Poprzednie olałam zupełnie po 3 miesiącach, nie chciało mi sie walczyć (a miałam sporo nieobecności przez problemy somatyczne)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Z jednej strony jestem ambitna. Byłam na dobrym uniwerku, teraz też jestem na dobrej uczelni. Kierunki z takimi przedmiotami, z których mam zaległości (choć mówiąc szczerze, w LO z większości rzeczy mam zaległości, ale ze ścisłych jeszcze gorsze), ale bez przesady - tamten poprzedni kierunek był do przebrnięcia. Ten jest trudniejszy, jest dosyć sporo materiału, ale jak tylko wracałam, siadałam do książek. Niestety nie bardzo się to przełożyło na wyniki - żeby nie powiedzieć gorzej.. Podłamałam się. Boję się też cholernie laborków, nawet jak coś wiem, mam dobrze, to nieważne.. praktycznie jestem upośledzona, wyłącza mi się mózg i babki na mnie krzyczą, że źle robię. Najgorzej mi idzie ze wszystkich, ostatnio też opuściłam zajęcia (zatrucie pokarmowe - choć kto wie czy nie silniejsza reakcja stresowa) i teraz z odróbką będzie masakra..Oceny mam niezłe i tak, ale i tak nic z tego nie wiem Za to z innych przedmiotów oceny przeciętne albo złe..pomimo nauki. Nie nadaję się do niczego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ciągle się zastanawiam, czy ja po prostu nie jestem typem osoby, która nie nadaje się do studiowania... moja rodzina mi pomaga (choć i tak nie mam z nimi w wielu kwestiach najlepszych stosunków) finansowo, matka właśnie mi mówiła, że nie mogę się poddać i może załatwi mi psychoterapeutę prywatnie (wiem, że tego nie zrobi, bo nie stać nas na terapię i tak, ona jest po prostu zrozpaczona, bo uważa że MUSZĘ skończyć studia - ja też bym chciała je skończyć.. ale nie byle jak i nie chcę się prześlizgiwać na siłę!!). Generalnie czułabym się jak szmata, gdybym kolejny raz zawaliła. A z drugiej strony czuję się ogromnie bezsilna, samotna i nawet z prostymi rzeczami mam problem

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Widzę też jednak trochę źródeł moich zachowań w stosunku np. mojej mamy do mnie.. była nadopiekuńcza, wyręczała mnie w bardzo wielu rzeczach, mówiła że nie mam zdolności manualnyc etc, a równocześnie potrafiła mnie wyzywać.. ale jest masa ludzi z DDA, różnymi zaburzeniami i na studiach sobie radzą. Mój kolega przeszedł deprechę na studiach i dał radę, znam laskę, która ma borderline i też dobrze jej idzie na inzynierskich, ciężkich studiach. Dlaczego ja nie mogę sobie dać rady, wiecznie..? Tylko tego bym chciała. Dawać radę i nie stresować się tak. Z resztą sobie jakoś poradzę..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Rozpisałam się, a i tak nikt nie odpisał.. no cóż :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja Ci odpiszę:) Tylko zajmie mi chwilkę:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wydaje mi się, że jesteś zupełnie nieodporna na stres i lubisz się wyłączać, bujać w obłokach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ale jest na to rada. Rób plan codziennie. Na minimum i coś ambitniejszego zawsze dorzuć. To ma być ambitne wg Twego uznania.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Też. I mam skłonność do ucieczki w momencie, kiedy stres mnie "ściska". Wydaje mi się, że z niczym sobie wtedy nie poradzę i w sumie faktycznie tak jest (ale to wiadomo, pewnie to działa jak samospełniająca się przepowiednia). Choć z całych sił próbowałam się programować pozytywnie, pamiętam jak na kolokwium z matmy się długo przygotowywałam, pojechałam rano, był spory stres, ale sobie mowiłam 'przecież umiesz, daj spokój z tym nastawianiem się' i jakoś zdołałam dojechać, a potem pustka w głowie, coś porobiłam ale nie podokańczałam przykładów, tak chaotycznie porozpisywałam to na kartce, że gość się pewnie przeraził (ale uporządkowałam to trochę) i znowu się sprawdzilo to czego się boję.. dostałam... 0 punktów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Małe kroczki, ale wg planu. Mnie z depresji ciężkiej uratowała właśnie taka metoda. A było bardzo źle, mózg mi się zupełnie wyłączył. Pamiętam, jak stałam w metrze i za Chiny nie mogłam określić, w którą stronę mam jechać, by wrócić do domu:) Ręce tak mi się trzęsły, że od linijki nie umiałam narysować. Ale to było dawno, dawno temu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ale ja sobie z prostymi rzeczami nie radzę. Nawet z przedmiotów z których praktycznie każdy potrafi mieć 4-5 ja potrafię mieć 3, czasem 4.. Głupią technologię informacyjną źle zrobiłam po części (źle zapisałam, gościowi się nie otwierało i po ptakach, muszę od nowa 2 zad robić) i muszę to nadrobić teraz w domu, bo przedmiot się kończy, wypytuję się jak głupia ludzi o notatki na facebooku, bo akurat wyjątkowo na wykłady z tego nie chodziłam (są na wcześnie rano i wydawało się to mało ważne) i znowu czuję się jak debil. A i tak dostanę z niej pewnie 3,5 albo 4 max :/ patrząc po ocenach które już dostałam. Nie wiem czemu koleś tak to ocenia, bo robiłam tak jak inni, jedno zad może mniej estetyczne, ale reszta ok mi wyszła. No, ale to jestem ja, mam tak od dawna :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Musisz znaleźć swój sposób na relaks. Mój to książki np. Nie da się przykryć słonia kapeluszem, znienacka przeprogramować na pozytywne myślenie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Czytając ciebie, po sposobie, w jaki budujesz swoją wypowiedź, domyślam się, że jesteś inteligentną dziewczyną. Potrafisz się też samo-analizować. Sądzę, że na wiele cię stać, tylko nie marnuj zycia na roztrząsanie tego co się nie udało, albo tego, co teraz idzie źle. Weź się w garść, wyznacz priorytety, nie zajmuj się mało istotnymi drobiazgami i powiedz sobie, że od dzisiaj będzie tylko lepiej. Jesteś mądra - dasz radę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Teraz się biorę za jeden inżynieryjny przedmiot, z niego mam niezłe oceny, ale to tylko pamięciowka. Jednak opuściłam 2x zajęcia bo raz mi odwaliło i się bałam, a raz nie mogłam. Ale to się też zaraz kończy, zobaczymy jak kolokwium zaliczeniowe mi pójdzie :P. W ogóle teraz mam gorący okres, kolosy zaliczeniowe etc, i muszę na matmie chodzić do tablicy na plusy, bo ją zawalę inaczej.. (trzeba mieć określoną ilość punktów na zaliczenie.. no i za niecały miesiąc kolejny test) nie wiem za co dosłownie mam się zabrać, tyle tego jest (więc metoda małych kroczków.. tutaj też średnio zadziała) - pownnam też lepiej zarządzać czasem, wczoraj coś porobiłam z matmy, ale też moim zdaniem za mało... rozwlekło się na cały dzień. a jak pomyślę o laborkach, to mną po prostu telepie. Koszmar!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Co Ci da porównywanie się do innych? Stres, którego i tak masz pod dostatkiem:D Jeżeli chcesz ogarnąć stres, zacznij ćwiczyć jogę. Zrób sobie medytację rano i w miarę możliwości wieczorem. Usiądź na przeciw ściany po turecku z prostymi plecami i wpatrz się w jeden punkt. Oddychaj powoli i głęboko. Możesz myślami śledzić wędrówkę oddechu, ważne żeby się nie rozproszyć. Postaraj się nie łapać żadnej myśli, tylko śledź oddech. Takie ćwiczenie na pewno wzmocni Twoją przytomność w ciągu dnia:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
W takim razie rób plan wg priorytetów. Chodzi o to, by ukrócić chaos w głowie i wokół. Gdybyś miała możliwość pójścia na warsztaty z prawidłowego oddechu-byłoby dobrze. oddech jest podstawą by zapanować nad paniką i stresem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Wiem, że nie da się przeprogramować na siłę. Psychoterapeutka, u której byłam, po wysłuchaniu mnie stwierdziła, że terapia powinna mi zająć około roku. Tylko tyle bądź aż tyle... I doradzała mi wyprowadzkę. Ale nie mogę zawalać, muszę dać radę! Nie mogę być na utrzymaniu rodziców i nic nie robić. Poza tym wiem, że kolejna porażka jeszcze bardziej powali mnie na podłogę. Nawet nie wiecie, co ja potrafię przeżyć, jak nie jestem na zajęciach... ale jakoś wcześniej myślę tylko o tym, żeby uciec od tego koszmarnego lęku. I tak się to toczy. W zeszłym roku potrafiłam tak kombinować, żeby nie iść na studia, że... nawet szkoda mi to opisywać. Dość powiedzieć, że potrafiłam próbować sobie wbijać ołówek w nadgarstki, żeby zemdleć (mam nadwrażliwość na takim punkcie) - oczywiście nie działało, kiedyś zażyłam nawet środki przeczyszczające (tutaj się udało, ale powiedziałam sobie: nigdy więcej). Takie zachowania autodestrukcyjne miałam właściwie od gimnazjum, mimo że wtedy nie miałam problemów z nauką, puszczałam sobie nawet krew z nosa, mama latała ze mną po laryngologach... W podstawówce nie miałam jeszcze czegoś takiego, potrafiłam nie opuścić ani jednego dnia. Do niedawna za główną przyczynę moich problemów uważałam rodzinę, teraz jednak zaczynam myśleć, czy aby we mnie nie ma czegoś takiego, co po prostu skłania ludzi do takiego, a nie innego, traktowania mnie. Może po prostu mam tzn. osobowość niedojrzałą.. (taki mały paradoks, bo wielu ludzi uważa mnie za dojrzała.. miałam nawet 10 lat starszych od siebie znajomych, nawet moja mama, która rzadko ma dla mnie dobre słowo, mówi że mam dużą mądrość życiową tylko 'nie umiem jej zastosować w praktyce' - mi się wydaje, że po prostu nie mam mądrości w innych sferach, a w innych mam większą..). Ktoś mi kiedyś zasugerował borderline (nie miałam takiej diagnozy - tylko fobia społeczna, zaburzenia lękowe i jelito drażliwe- ale też z perspektywy czasu widzę, że nie mówiłam w 100 proc wszystkiego psychologom).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Przykre, że takie mądre dziewczyny nie potrafią sie odnaleźć w dzisiejszym świecie. Moja młodość przypadał na lata 80-te i, mimo braków, to był bardziej przyjazny czas dla ludzi. Trzymaj się dziewczyno, Musi być dobrze :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
. Wiem, że czuję się wiecznie od innych gorsza i chyba nie chcę się poczuć jeszcze bardziej źle. Może dlatego nie umiem sobie odpuścić i nie stresować się byle błahostką. Dla mnie najgorszym słowem, jakie ktoś może do mnie powiedzieć, jest 'głupia' 'sierota' (wyzwiska od sierot akurat słyszałam w podstawówce i gimnazjum) i tym podobne, bo to jakby potwierdzenie mojego przekonania o samej sobie. Próbowałam coś robić, żeby studia nie były dla mnie aż tak stresujące (choć na początku do sprawy podeszłam entuzjastycznie - jak zawsze - ale wiedziałam, jaki u mnie następuje mechanizm) - poszłam do ciekawej pracy, na Szlachetną paczkę. Ale niewiele to dało, kryzys nadszedł tak czy siak, a praca stała się wykrętką do tego, żeby czasem zwiać z ćwiczen, których bałam się najbardziej (2x tak zrobiłam, z tym że i tak miałam obecność, i raz napisałam tylko kolokwium i zwiałam z laborków).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość sair
nie przecze, joga jest dobra. przeczytalam uwaznie to co napisalas. moim zdaniem powinnas sie najpierw zastanowc, co NAPRAWDE chcialabys w zyciu robic. podziel kartke na dwie czesci i wypisz z jednej strony wszystko to co ci daje zadowolenie, z drugiej to czego nie lubisz robic i wyciagnij wnioski. byc moze studiujesz nieodpowiedni kierunek. byc moze wybralas studia za namowa i podszeptem kogos bliskiego. czasem rodzice przenosza swoje niespelnione ambicje na dzieci. zastanow sie czy przypadkiem nie bylo tak w twoim przypadku. jesli nauka badz praca laczy sie z przyjemnoscia, to osiaga sie sukcesy. jesli nie, zawsze przynosi niezadowolenie z siebie i zycia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Powiem Ci, że ja mam sporo zainteresowań, ale w żadną dziedzinę nie jestem mocniej zagłębiona. I z nie każdej jestem dobra, np. lubię się uczyć matematyki, ale co z tego? Bardzo chciałabym ją umieć.. Wolę ją niż wkuwanie teoretycznych rzeczy. Choć lubię czytać różne rzeczy, i o dziwo zapamiętuję z tego sporo rzeczy (jeśli nie czytam czegoś pod przymusem). A pamięć ogólnie mam teraz o wiele słabszą, kiedyś miałam bardzo dobrą. W przeszłości sporo osób wróżyło mi "karierę" aktorki albo piosenkarki (brali mnie do przedstawień, byłam jedyna w dość elitarnym kółku teatralnym gdzie wszyscy byli 2 lata starsi ode mnie, etc), jeździłam na zawody lekkoatletyczne, ale wszystko to porzuciłam. Jeszcze rysowałam i to nie najgorzej, może gdybym to rozwinęła to osiągnęłabym jakiś poziom. Natomiast od LO słyszę, że powinnam być psychologiem, bo lubię radzić ludziom, napomagałam się im jak głupia (i co mi z tego..? choć nie robiłam tego nigdy po to, żeby kogoś przy sobie zatrzymać). Lubię czytać o rzeczach z zakresu medycyny (szczególnie chirurgia, mam kilka książek na ten temat, psychiatria - to wiadomo ;)), historię, biografie, dietetyka od jakiegoś czasu, polityka, biznes, gospodarka, coaching (ale dla mnie na coaching jeszcze za wcześnie, muszę się uporać z poważniejszym problemem.. choć pracuję nad jednym aspektem.. ) i sporo innych. Ale jak mówię, nie czuję się mocna w tych dziedzinach, no i ostatnio i tak jakby osiadłam trochę na laurach. Jeszcze słówko co do studiów - sama je wybrałam - i tak nie miałam wielkiego wyboru przez moje wyniki matury - dostałam się też na taki ponoć prosty kierunek, trochę zapchajdziurę na uczelni niezbyt związanej z nim tematycznie (choć specjalizacja niby o takim profilu, ale i tak mało to przyszlościowe), do samego końca myślałam, żeby na niego iść, ale w końcu się zdenerwowałam i powiedzialam sobie, że muszę byc ambitna (jak zawsze :P) i poszłam na ten (nie bez znaczenia był też fakt, że na tą uczelnię mam bliżej - a poprzednio miałam problemy z dojazdami przez objawy psychosomatyczne - i cudowny plan).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Generalnie rodzina mi doradzała ten prostszy kierunek, choć matka była zdziwiona i dumna jednocześnie, że tak niespodziewanie poszłam na tę lepszą uczelnię. Powtarzała 'będę miała córkę inżyniera! wszystkie dzieci inżynierów' - ach te matki.. Teraz coś jęczę o przeniesieniu powoli i ona z jednej strony się zgadza, a z drugiej 'po co się tak poddawać.. kolejny raz. Trzeba być silnym'. A jeden z braci się zdenerwował i miał rację. On sam jest po inzynierskim i musiał się naharować, a nie był on jakiś trudny. A i tak robi w innym zawodzie, a papierka nikomu nawet pokazywać nie musiał - taka branża).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość chłopakzwawy
Z nauką mogę pomóc jeśli studiujesz w Warszawie, z psychologią raczej nie mam za dużo wspólnego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Psychologia to beznadziejny kierunek, lepej zostan na tym na czym jesteś

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Co do jogi, to kiedyś jej próbowałam. Ale potem porzuciłam.. miałam się w sumie zapisać do takiego ośrodka, ale teraz nie mam już pracy i nie miałabym za co opłacać tego regularnie. niemniej czytam książki albo wiszę przed komputerem czytając różne artykuły jak chcę się od tego odseparować. Albo siadam i słucham muzyki. Muzyka w ogóle mi pomaga, czasem w dojazdach na uczelnię

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja jestem DDA i na studiach sobie radziłam. Gorzej po studiach, praca i jej szukanie to koszmar. Dlatego śmiem twierdzić, że Twoje problemy dobrze dla Ciebie nie wróżą bo co będzie po studiach?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×