Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Zaloguj się, aby obserwować  
lenifa

Zagroda babuszki

Polecane posty

Z tęsknoty za tym, co już dawno minęło, co zostało tylko we wspomnieniach. Stara zagroda babci, w której wszystko było w zgodzie z natura, gdzie kwoka po podwórzu dumnie prowadziła kurczęta, czerwona krowa skubała spokojnie trawę zamiast kosiarki, gdzie przy płocie przytulone malwy, bzy, jaśminy i kalina. Zanika to już całkowicie z krajobrazu, zanikają też umiejętności, związane z takim gospodarowaniem. Te małe zagrody, były najczęściej całkowicie samowystarczalne. Wszystko zależało od chęci pracy i wiedzy gospodarza, jego miłości to ziemi i tego, co na niej. Szukam przepisów na pieczenie chleba w piecu, doświadczeń w robieniu masła, wiedzy o kurach zielononóżkach, o kurniku, o sianiu roślinek, o ich zbieraniu i przechowywaniu, o świnkach, kózkach i owieczkach. Szukam wiedzy o gruszach tzw. Muskotarkach, starych odmianach drzew owocowych i wszystkim, co pozwoli na nowo stworzyć zagrodę babuszki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zyx
czy ty powżnie? gdzie ta zagroda by miała powstac ,wszak różnice są. popieram ,może bede mogła ci cos podpoiwedziec

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tak, poważnie jak najbardziej. Myślę kupić male gospodarstwo, ze starym drewnianym domem. Narazie jestem na etapie zbierania pieniędzy na ten cel. Zalozylam, ze do dwóch lat powinno sie udac. Szukam tez cały czas intensywnie wiedzy, oraz gdzie co i jak moze się udać zdobyć. Znalazłam informacje , o kurkach zielononóżkach http://www.kurki.eko.org.pl/index.shtml i o szkółce starych odmian jabloni. Muskotarki zgineły mi z pola widzenia, Zostały sciete ostatnie dwa drzewa jakie znalam, w necie 0 informacji. Nie wiem gdzie jeszcze mogą być. Wiem już w jakiej okolicy chce realizowac to moje marzenie. Jestem z Malopolski - wiec oczywiscie Pogórze Karpackie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Lenifa, zapytaj Wertera z topiku Ogrodnictwo ekologiczne. On jest kopalnią wiedzy ogrodniczej, może coś Ci podpowie. Zyczę powodzenia w realizacji marzeń :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
o rajuu..przypomniały mi się wakacje u babci.. Jak zaraz po skończeniu szkoły pakowałam plecak i jechała PKS-em na wieś. Żwirowa droga..rów..polna dróżka między łanami złotego zboża i domek.. mała drewniana zagroda... jejjjuuuu.. Cudnie... marchewka prosto z grzadki, ogórki jeszcze z kolcami;) I wieczory .... grające świerszcze, ciepłe mleko od krowy z pianką ... papierówki .... Żałuję, ze moje dzieci już tego nie poznają... I podziwiam założycielkę topiku, które ma odwagę spróbować by żyć tak jak kiedyś...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Frostka bo to nie jest takie ciężkie. Ludzie otrząsają się np. na myśl o paleniu w piecu. A przecież to jest mile zajęcie rozpalać w piecu, patrzyć na buzujący ogień, nawet jak trzeba się trochę pogimnastykować z przygotowaniem drew. Ale to przy okazji troche zdrowia, bo człowiek sie rusza:) Dużo trudniej jest uzbierać kase na opłaty za centralne ogrzewanie, powietrze jest suche, czlowiek wycieplony w domu, ruszać sie nie chce i sadełka przybywa. Piece kaflowe mają wielką przewagę nad wszystkimi innymi ogrzewaczami domkow i mieszkań. Przede wszytkim to zdrowszy mikroklimat dla mieszkańców - tak myślę. Oczywiście, że istnieje ryzyko zaczadzenia, ale trzeba uważać. Gdzie by się nie mieszkało istnieje jakieś tam ryzyko, z różnych powodów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witam serdecznie. Lenifo rozmnarzaniem starych odmian drzew owocowych zajmuje się obecnie wiele gospodarstw szkółkarskich. Z łatwością można obecnie nabyć w sklepach takie odmiany jak Kronselska, Papierówka, Antonówka, Kosztela itd. Niestety, mimo swej nazwy niewiele mają one wspólnego z drzewami jakie pamiętamy z dzieciństwa. Głównym tego powodem jest to, że szczepione są one na .... podkładkach karłowych, czego przecież za czasów naszych Babć nigdy nie praktykowano. Jedynym rozwiązaniem, chcąc otrzymać drzewa pamiętane z dzieciństwa, byłby zakup drzewek szczepionych na podkładce silnie rosnącej Antonówki. Niestety ta podkładka nie występuje w doborze i niemal niemożliwym jest zakup drzewa na niej szczepionego. Cóż więc robić? Wychodować samemu. Wbrew pozorom nie jest to trudne. Właśnie w tym roku (za miesiąc) będę szczepił stare odmiany jabłoni (Kronselska, Antonówka Półtorafuntowa, i inne) na samodzielnie otrzymanych podkładkach Antonówki. Warunkiem koniecznym i niezbędnym jest jednak posiadanie właściwych zrazów które najlepiej pozbierać jest samemu, np. ze starych drzew w znajomej wsi, z wybranych drzew dających wartościowe i charakterystyczne dla danej odmiany owoce. Ważna też jest rejonizacja. Nie wszystkie bowiem odmiany, dające piękne owoce w okolicach np. Wrocławia sprawdzą się np. w Suwałkach. O gruszce \"Muskotarce\" nigdy nie słyszałem. Najprawdopodobniej jest to tylko lokalna nazwa innej odmiany (tylko jakiej ?). W sprawie masła. Och... to proste. Do dziś jest zresztą ono robione powszechnie na wsi. Pamiętaj, że jego smak zdecydowanie odbiega od sklepowego i nie wszystkim może przypaść do gustu. Za to ser jest o niebo lepszy !!! O kurach Zielononóżkach znajdziesz informację w podręcznikach do szkół Rolniczych (Chodowla drobiu, Zootechnika). Po powrocie do domu podam Ci Lenifo tytuły i autorów. Pozdrawiam serdecznie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość axamit
Lenifa,posluchaj mojej historii...Sytuacja zyciowa sprawila,ze zamieszkalam w takiej chalupce.Z dnia na dzien musialam wyprowadzic sie z podnajmowanego w miescie mieszkania w bloku, i za wlasne pieniadze (plus kredyt bankowy)wyladowalismy z mezem w starej chalupinie polozonej na 30 ar gruntu ,do tego stodola(wielka jak stodola) polaczona z obora(murowana) i kurnikiem.W planie mielismy budowe,wiec postanowilismy przemeczyc...zeszlo 7 lat.Dobrze ,ze bylismy wtedy bezdzietni ,bo nie wyobrazam sobie zycia w takich warunkach z malym dzieckiem.Dom mial 2 pokoje,kuchnie,komore a przez srodek biegla sien.Byl piec chlebowy,kuchnia kaflowa i piec z cegly w pokoju,ktory po pierwszej zimie wymienilismy na kaflowy.Dociagnelismy tez wode.Zawor byl w sieni i kazdej zimy zamarzal.Nie moglam tez zima korzystac z pralki automatycznej.Nie wspomne ,jak strasznie namarzlismy sie ,niejednokrotnie woda w wiadrze w kuchni,byla rano zamarznieta.Oczywiscie o braku lazienki i wc tez warto wspomniec.A teraz przejde do sadu.Roslo tam ok 30 starych ,wielgachnych drzew.Byly malinowki,cytrynowki,papierowki i byc moze muskatorki tez,ale przy kazdej burzy lecialy galezie,wiec wszystko wycielismy.Bylo palenia na te 7 lat.Taki folklor dobry jest moze na urlopie w lecie,ale na dluzsza mete to meka w naszym szybkim swiecie.Pozdrawiam i w razie czego sluze rada,bo z niejednego pieca chleb jadlam:-)))

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Bardzo dziekuję Werter za informacje o starych odmianach jabłoni, widzę że to nie będzie takie proste z sadem, ale mam nadzieję , że zostało mi w genach chociaż trochę talentu moich dziadków. Sad mojego dziadka to był istny cud, tam wszystko rosło, miał mnóstwo ciekawych odmian drzew owocowych i krzewów owocowych. Nigdy nie widziałam takich czerwonych porzeczek jak w jego ogrodzie. Posiadał chyba dośc dużą wiedzę ogrodniczą, bo pamiętam sporo książek i czasopism o tej tematyce na półce w jego pokoju. Niestety kolejne pokolenie, wycieło wszystko w pień, aby prowadzić \"nowoczesną gospodarkę\". To już nie to samo miejsce. Będę śledzić Werter twoje ratowanie jabłonek i mam nadzieję, że pozwolisz mi skorzystać z doświadczeń. Muskotarki, hym nie pamiętam aby to ktoś sadził, te gruszki. One zawsze były. I dlatego po prostu zupełnie nie wiem gdzie je znaleźć i jak ocalić. To były ogromne drzewa jak dęby. Rosły dwa w obrębie gospodarstwa moich dziadków. Jak dobrze pamiętam z końcem sierpnia i początkiem wrzesnia sypały po ziemi mnóstwo malenkich gruszek, żółto-czerwonych, bardzo smacznych. Dziadkowie nie zyją i już i nie mam kogo zapytać się o historię tych drzew. Nie są to raczej ulęgałki takie coś też było, to były inne gruszki, ponieważ je również pamiętam. Nie znam oficjalnych nazw tych odmian, tylko pamiętam jak regionalnie byly nazywane. Pamietam opowieśc mojego ojca, który mówił ze muskotarki to tzw \"grusze pastusze\". Tzn coś jak niczyje gruszki, bez względu na to na czyim polu rosły prawo do ich zbierania miał każdy. Czyli takie gruszki dla pastuszków. Nie spotkałam się z tymi gruszami nigdzie gdzie indziej, ale po prostu może nie miałam szczęścia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
axamit: Rozumiem cię:) To takie przeszczepienie z innego miejsca,na radykalnie inne. Dla mnie przebiegało w odwrotna stronę. Dla mnie ta wieś , z całym swoim prymitywizmem była właśnie czymś naturalnym. Ponieważ urodziłam sie na takiej wsi, w takim domu, i najwcześniejsze dzieciństwo tak właśnie spędziłam:) I dlamnie to coś w czym czułam się dobrze i umiejętności któe mi się zdają naturalne. Dklatego przytoczyłam palenie w piecu jako przyjemność. Wielokrotnie bywałam później na wsi, krótsze lub dłuższe okresy czasu, znam trochę to zycie. Łatwiej sobie człowiek tam radzi co od dziecka jest przyzwyczajony do pewnych zachowań. Bo kto dzieckiem nauczył sie pewnych czynności nie odbiera ich jako swoistego rodzaju kierat, a coś co jest zupełnie naturalne, tak jak spanie i oddychanie. Dlatego śmiać mi się chce jak piewcy nowych czasów mówia o mobilności pracowników. Myślę, że ludzie są różni i to co dla jednych jest mordęga dla innych przyjemnością i odwrotnie. Człowiek też ma swoją naturę, jak różne odmiany jabłoni;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość axamit
Lenifa,ja tez mieszkalam w takim domku(no moze ciut lepszym) w dziecinstwie i tylko dlatego zdecydowalam sie na to.Wiedzialam co mnie czeka.Nie wspomne ,jak reagowali znajomi,te usmieszki...Ale ja mialam to gdzies.Dokoncze pozniej,bo musze zwolnic kompa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość axamit
Jeszcze raz...ja tez mieszkalam w takim domku w dziecinstwie(do dzis odczuwam to w stawach) a zdecydowalam sie ,bo nie mialam innego wyjscia.Trzymala mnie na duchu tylko perspektywa nowego domu.W przeszlosci dane mi bylo mieszkac i na wsi ,i w wielkim miescie,w kamienicy,w bloku,w starym domu...Mieszkam teraz w nowym i za nic bym sie nie zamienila,a ogien pale w kominku.Powiedz jaka to frajda zasuwac w zimie,na szybkosci w pizamie i kapciach ,po sniegu do ...kibelka z rana.A kapiel,jakaz to byla ceremonia-szaflik na srodku kuchni,potezny gar z woda na niej samej,para sie leje po oknach,kapie sie ja ,potem maz wylewa wode,potem on,ja wylewam...Naprawde ,na to wszystko trzeba mnostwo wolnego czasu i dobrej woli,ale skoro Ci to odpowiada to zycze powodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Owszem odpowiada mi:) Co do wygódki jak pamietam nikt do niej nie biegał w zimie rano:) a uzywało się nocniczka;) Wszystko jest do rozwiązania. W naszych okolicach wygodki byly najczęściej umieszczone w przybudowce do domku. Myslę ze ze wszytkim idzie sobie poradzic. Kwestia tzw pomyślunku. Ostatecznie to Polska byla na tym polu w awangardzie;) Niejaki krol Henryk Walezy krotko bo krótko bywszy na Wawelu niezmiernie się zdumial widząc wawelskie wygodki i postanowil takowe urzadzic w Wersalu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Hm...to szkoda ,ze maz zrownal ja z ziemia,bo wynajelabym Ci na rok...zwlaszcza ,ze na podkarpaciu.Moze by Cie wyleczylo po pierwszej zimie :-)))

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jejkuuuuuuuuu
rozmarzylam sie....ja prawie cale dziecinstwo spedzilam w takiej zagrodzie u cioci a przynajmniej kazde wakacje! Byla obora a w niej konie, byki, krowy, swinie, owce itd byl tez kurnik z mnostwem zielononozek. Stodola pelna siana a w stodole mnostwo ciekawych skarbow :) byl ogrodek pelen kwiatow i osobny ogrod warzywny, byly nutrie...z podworka byly 2 wyjscia, jedno prosto na pole a drugie prowdzace nad strumyczek ktory znajdowal sie pare metrow dalej....ehhhh...byla kuchnia letnia tuz obok domku, w tej kuchni kobiety spedzaly czesc dnia przygotowujac smakolyki...na podworku znalazl sie tez specjalny piec do pieczenia chleba..aaaaa i bylo jeszcze specjalne pomieszczenie dla malych kurzych pisklaczkow...zaraz sie rozrycze

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Hoga: nie ma obaw:) spedzałam juz zimy na wsi w malym drewnianym domku, oraz mialam dwoje malych dzieci, pralam pieluszki w balii i wieszalam na mrozie, a mimo wszytko nie wydawalo mi sie to straszne:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do autorki tematu
czy w Twoich okolicach takie chałupy budowano na kamieniu wapiennym , czy tynki są wapienne położone na trawie ze stawów lub trzcinie , co jest na podłodze , deski czy polepa , a jak sobie dajesz radę z gryzoniami ? czy wiesz dlaczego obory były wyściełane igliwiem? czy wiesz, że jeszcze bardzo dużo osób uważa, że drzewa owocowe należy malować wapnem aby robaki nie zjadły drzewa hihi , ciekawy co powie Werter na temat tego malowania? Za Chlewicami jest jeszcze sporo takich chałup i w okolicach , gdzie Mikołaj Rej mieszkał. Pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Hoga zorientowałam sie:) Lubię poezję ale Leśmian nie jest moim ulubionym poeta. Wiersz coś w sobie ma, ale myśle ze to tylko wewnętrzna dzikośc;) Dzikośc, która nie potrafi sklecić dwóch desek ze sobą. Leśmiana nie lubię bo ponoć kazał Brzechwie spalić młodzieńcze wiersze. Wierzę jadnakoż w twoje dobre chęci bym unikneła cięzkiego losu. Cięzki los to jest siedzenie przed telewizorem i sluchanie glupot, ktorych w nim nie brak:) Bo to takie zwodnicze jest, cieplo przyjemnie a potem nie wiesz dlaczego ale jest ci zle, albo cos dolega. Ludzie maja po prostu rozne potrzeby. Wedkarze ida na rybe, bez względu na pogodę i zapewnie nieraz zmarzna, grzybiarze lataja za grzybami kilometrami po lasach i nikt ich nie przkona by się bali kleszczy.Ja na ten przykład nie skakalabym na linie, albo spadochronem, a niektorzy to kochaja. \"do autorki tematu \" > Moj dom rodzinny ktory juz nie istnieje byl budowany prawdopodobnie zaraz po I wojnie. Ostani raz go widzialam jako kilkunastolenie dziecko i nie pamietam podmurówki. Moze to już był beton? Domy najczesciej byly drewniane z bali, i na zewnatrz ukladane pionowo deski, ciemne nasączone czymś, może to dziegc? Pierwotnie w domu byla polepa, bo ja pamiętam w kuchni. Z czasem polozono podłogi. Stajenke pamiętam też i stodołe, te budynki byly starsze niz dom. Stodola z bali kryta strzecha, stajenka chyba lepiona, tez kryta strzechą. Wszystko to juz nie istnieje. Z gryzoniami jeszcze sobie nie daję rady;) Bo moje marzenie jest planem do zrealizowania w ciągu 2 lat. Alez całą pewnościa bedzie kot, bo lubię te zwierzątka. Pamietam ze dziadek mial klopoty z lisem ... oj moja pomoc mu w tym temacie malo nie skonczyla sie dla mnie tragicznie, ale o tym moze innym razem, hehe... Nie wiedzialam ze stajenki byly wyscielane igliwiem dziekuję za informacje.chetnie sie dowiem dlaczego. Gdzies czytalam ze jezeli sytuacja zmusi nas do spedzenia nocy w lesie, aby szukac miejsca pod swierkami, szukac igliwia na spoczynek, ponieważ sa to miejsca troche cieplejsze. Malowanie pni drzew owocowych - Wiem ze chodzi o roznice temperatur , mroz i sloneczko ogrzewajace kore, powoduje jej pękanie? Tak gdzies mi sie kolacze w pamięci.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zacznę od podziękowań dla \"Hogi\" za podanie adresu z ogromną liczbą wierszy Leśmiana. Wprawdzie nie ma tam mej ulubionej \"Łąki\", ale i tak lista zawartych tam pozycji robi ogromne wrażenie. Lenifo. W sprawie \"wygódki\" - no nie przesadzajmy. Rozpoczęcie życia na wsi wcale nie musi oznaczać powrotu do czasów Henryka Walezego. Są przecież aktualnie rozwiązania techniczne pozwalające na sprawne funkcjonowanie łazienki bez dostępu do publicznego wodociągu i kanalizacji. \"Grusze Pastusze\" - piękna nazwa !!! Prawdopodobnie więc już wówczas można je było spotkać jako samotnie rosnące stare drzewa na śródpolnych miedzach i pastwiskach. Takowe żywe relikty przeszłości można jeszcze spotkać na Roztoczu Południowym. Znaczą one miejsca po dawnych ukraińskich wsiach wysiedlonych w 1947 roku w ramach akcji \"Wisła\". Ale nie o tym chciałem napisać. Jeśli Cię Lenifo dobrze zrozumiałem, pragniesz odnależć w wiejskim domku klimat dzieciństwa. Nic bardziej błędnego ! Jak pięknie napisał Marcel Proust w I tomie swego \"W poszukiwaniu straconego czasu\" nonsensem jest szukać w realnym świecie obrazów pamięci; zawsze będzie im brakowało czaru, którego użycza sama pamięć. Rzeczywistość którą znałaś Lenifo - nie istnieje już. Nie ma już Babci i jej kuchennej krzątaniny której towarzyszył, zwiastujący rychły obiad, radosny brzęk kuchennych fajerek.... Nie ma już Dziadka i jego czarownego, starego sadu..... Nie ma też.... Ciebie z tamtych lat..... Miejsce, które znałaś i pamiętasz, należy nie tylko do świata przestrzeni. Było ono jedynie cienką warstwą pośród ciągłości wrażeń tworzących Twe dzieciństwo; wspomnienie tego obrazu jest jedynie żalem za pewną chwilą; a te są ulotne, niestety, jak lata........ I mimo Twych starań..... nie wrócą, bo nie sposób nadać w czasie rzeczywistym, realnych kształtów dawnym wspomnieniom.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie wroca wspomnienia, ale moze warto powalczyć o sposob myslenia dziadka. Wszak ta nowoczesność okazala się czesto blednym ognikiem. A czym był sposob myslenia dziadka? Zyc w zgodzie z natura, w zgodzie z ziemia ktora wykarmila jego i bliskich? Mysle ze dziadkowi nie przyszloby do glowy ze kiedys bedzie problem z kwoka, z sadzeniakami, z mozliwoscia znalezienia normalnych jablek. No i własnie dlaczego to zniknęło? Czyż nie okazalo sie ze nowe, ze wiele nitek \"nowoczesnosci\" prowadzi w slepy zaulek?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość a jak myślicie
dlaczego tak wielu ogrodników poszukuje starych odmian drzew owocowych, czy tylko z sentymentu? Otóż nie, te stare sprawdzone odmiany po prostu były smaczniejsze!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zgadzam sie z Werterem i dodam,ze na starych ,wysokich odmianach prawie niemozliwe bylo wykonanie oprysku (sa malo odporne na choroby),ani dokladne przyciecie na wiosne,czego skutkiem byl plon w postaci drobnych owocow. Drzewa te mialy tendencje do owocowania co drugi rok.Ja zakladajac sad zasadzilam z jabloni:Katie,Delikates i Gloster -smakuja wspaniale.Mam rowniez Kokse i Zlota Oliwke,tez w nowym wydaniu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zaglądam tu czasem przygnana wspomnieniami i sentymentem do XIX- wiecznego stylu życia. Podziwiam zapał i rozumiem chęć borykania się z Naturą. Na dodatek Werter- sadownik jest dla mnie romantyczniejszy niż Werter - romantyk. Spędzałam wakacje na wsi prawie, bo miejscowość w bodajże XVw miała status miasta, potem osady. 1-go stycznia tego roku jest znów miastem. Jedno mnie razi, babuszka to rosyjska babcia, a my Polacy przecież. Lubię chodzić na targ, szukam koszteli, nie znajduję. O tych odmianach, o których piszecie, nawet nie słyszałam, czemu ? Wiem już jedno, lubię życie w małym miasteczku, na wsi też, ale do tego trzeba się przygotować, trzeba się zabezpieczyć, trzeba przewidzieć albo znać. Pozdrawiam serdecznie, jeszcze zajrzę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nakrętka: kojarzysz mi sie z Okrętką Chmielewskiej:) Babuszka dlatego ze odwolalm sie do filmu. Nie mam glowy do tytulow i nazwisk - w filmie dziennikarz sledzi znana aktorke jadaca z corka na wakacje. Wszyscy laduja na wsi zabitej dechami w opuszczonej zagrodzie babuszki. I tam probuja jakos sie odnalezc. Stad \"babuszka\". Werter\" Juz nie moge jesc tych chempionow. Wszystkie dostepne w moim sklepie jabluszka są prawie jednakowe w smaku. Tak że o smaku trudno dyskutowac. Kazdy lubi co inne. Ja pamietam smak jablek sprzed 30 lat i jakos nie moge go teraz odszukac. No mysle ze nie powiesz mi, ze dlatego ze sie zestarzalam i smak mi sie zmienił;) Znalazlam obok siebie kolezankę; ktora juz ma mały domek na wsi i kawałeczke dzialki i znalazła juz dwie stare odmiany jabloni. Bedziemy eksperymentowac, według twoich porad Werter. Znalazła też ogromny stary bardzo krzew bzu. Bardzo chce go jakoś zaszczepić. Nie ma odrostów od ziemi i nie za bardzo wie jak się za to zabrac. Ja zaś o ile jeszcze nie wycieli (a mieli wyciąc) mam starą chyba 200 letnią kaline, którą jakoś muszę zachować. Dziekuje za adres strony o zielononózkach. Hoga: No ja nie za bardzo chce stosowac opryski, chcę szukać innych sposobów ochrony drzew owocowych i zgadzam sie na to ze drzewo bedzie owocowac co drugi rok, niech sobie odpocznie przecie;) Ale koksy ci zazdroszczę, bardzo lubie te jabłka. Mam nadzieję ze odszukałam Muskotarkę. Rozmawiając w sieci on-line o tych gruszkach odezwała sie znajoma słowaczka,że u nich chyba jeszcze sa i że chyba wie o jakie gruszki mi chodzi. Ma porozmawiać ze znajomym ogrodnikiem co da się zrobić w tym temacie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Komentujesz jako gość. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

Zaloguj się, aby obserwować  

×