Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość podeptany 77

Faceci też strasznie cierpią

Polecane posty

Gość podeptany 77

Moja historia. Odeszłem ppod wpływami teściowej od swojej żony ponieważ miała nieodciętą pępowinę i toksyczną teściową z którą zamieszkaliśmy po ślubie. Teściowa uciekła od męża po roku małżeństwa zabierajac dziecko i wychowywała żonę jedynaczkę sama oczywiście w idei nienawiści do swego ojca. Ja zakochałem się mocno w kobiecie która wydawała mi się ideałem ciepła otwarta serdeczna jednakże nie chała opuścić matki więc zamieszkaliśmy z nią. Niestety zaraz zaczeły się oskarżenia mnie o zdradę, kłamstwa, bezpłodność, niszczenie mienia, kurestwo, obrażani byli też moi rodzice, byłem traktowany jak potencjalny złodziej itp. Żona zabraniała mi brony własnej godności i nie chciała grać roli mediatora. Za to że byłem obrażany musiałem przepraszać bo ktoś stosował szantaże moralne. W czasie podróży poślubnej moja żona zaszła w ciążę a po powrocie temat wybuchł ze zdwojoną siłą bo teściowa zaczeła obdzwaniać w tych sprawach całą swoją rodzinę i napuszczać ich na mnie. Zaczełem się bronić sam gdyż na żonę nie mogłem liczyć. Żona nie staneła w mojej obronie tylko po strone matki. Po urodzeniu dziecka obie moje "panie" żona ze swą "szanowną rodzicielką" zaczeły mi blokować dostęp do własnego dziecka a teściowa próbowała nam ograniczyć pożycie intymne. Przestałem się do teściowej odzywać. Zona zaczeła się na mnie mścić uniemożliwiając jakiekolwiek decyzje w sprawach dziecka. Cała rodzina żony zaczeła mnie nienawidzić a ja byłem osaczony sam. ODeszłem z domu ponieważ teściowa cały czas dążyła do rozpadu naszego małżeństwa a w domu były ciągłekłótnie i trzaskania drzwiami wywoływane przez teściową. Próbowałem ratować swe malżeństwo chodziliśmy na terapie proponowałem abyśmy zamieszkali oddzielnie wyjechałem za granice aby na to zarobić jak miałem taką możliwość to żona mnie oskarżyła że chcę skrzywdzić własne dzecko tylko dlatego że chcę być z dzieckiem i żoną a bez jej matki. Dwulicowa perfidia. Kończy się dla mnie koszmar 8 miesięcznej separacji. Żona zażądała rozwodu. Chce mi ograniczyć prawa rodzicielskie i zatrzymać dziecko tylko przy sobie. Uzależnić ją emocjonalnie od siebie. Moja córka ma 14 miesięcy i w perspektywie wychowanie w idei nienawiści do własnego ojca ponieważ żona przejmuje wszystkie zachowania swej matki i stosuje takie same szantaże. Mam przed sobą ciężki proces i 17 lat walki o próbę wychowania mojej córki na osobę inną niż moja żona zamknięta w klatce na gspodarstwie bez rówieśników, zabawy, odpowiedniej edukacji i pracy bo oczywiście taki był schemat życia wytresowanej przez swą matkę mojej żony. I najgorsze jest to że ja ją chyba nadal kocham ale ona nie kocha mnie wręcz mnie nienawidzi. Czytałem historie innych kobiet i niekiedy was rozumiem ale niekiedy bo jesteście z drugiej strony barykady i wy macie przy sobie własne dzieci a ja jestem facetem ograbionym podwójnie z uczucia do żony (przez teściową) i do dziecka (przez żonę i teściową) i o to drugie musze na siłę walczyć. Jeżeli ktoś chciałby na ten temat porozmawiać zapraszam serdecznie Czuje się samotny opuszczony przygnębiony i zdesperowany ps77.dom@gmail.com

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wspolczuje ,mysle ,ze zona wychowywana w takim przeswiadczeniu jak piszezsz nie zobaczy,ze postepuje niewlasciwie.Czeka Ciebie ciezka walka o swoja coreczke,ale walcz nie poddawaj sie,pros o pomoc .Zycze powodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
naprawdę to co piszesz jest straszne. Bardzo Ci współczuje i mam nadzieje, że wszystko ułoży się po Twojej myśli. Walcz o dziecko, walcz o kontakty ze swoją córeczką. Trzymam kciuki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość podeptany77
Dziękuje Ci Majko za choć dwa słowa wsparcia. Cieszę się że są jeszcze ludzie którzy takie rzeczy właściwie rozumieją i wbrew pozorom nie jest ich tak mało. Trzeba tylko do nich dotrzeć. Brakuje mi niekiedy osób do prywatnego porozmawiania o takich sprawach. Pozdrawiam serdecznie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
podeptany 77 ,nie ma za co :-)) Czy w swoim gronie masz taka zaufana osobe ,ktorej mozesz powiedziec co sie dzieje niedobrego u Ciebie.Wiesz jak czlowiek wyrzuci z siebie taki zal ,smutek itp.to byc moze potem wszystko inaczej zaczyna wygladac.Czy Ty juz poczyniles jakies konkretne "kroki"odnosnie corci???Czy moze masz jeszcze troche nadzieii na porozumienie sie z zona???jak to teraz u Ciebie wyglada.Jezeli masz ochote to pisz ....pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość podeptany 77
Z tym niekiedy jest trudno. W separacji za granicą poznałem sporo ludzi jednakże różnica między koleżeństwem a przyjaźnią jest subtelna i z drugiej kategorii zostały dwie osoby. Powróciłem do kraju żeby walczyć o lepszy kontakt z dzieckiem. Dla mnie historia zatoczyła paradoksalne koło zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy zawodowe dwukrotnie ląduje w czymś w czym już byłem. To ułatwia. Czuje się jak w domu. Wśród swoich. Ale praca pracą. Inni przyjaciele porozjeżdżali się po świecie próbuje odgrzać stare kontakty, niektórzy umarli ale każdy goni za chlebem. Ja sam schudłem chyba z 18 kg w ciągu pół roku. Stres. Trzymam się ale nie zwracam uwagi na jedzenie. Brakuje "bratnich dusz". Mam własną rodzinę ale nie mogę wszystkim wchodzić na głowę swoimi problemami to dołuje i pokutuje. Kroki??? Tak podjełem. Mam adwokata. Świadków. Zdążyłem też zebrać pewne dowody, zadziałała u mnie metoda "ograniczonego zaufania" ale "ktoś" mnie tego nauczył. Porozumienie???? Bez szans. To już jest czysty platonizm z mojej strony który wkrótce się zapewne wypali. Nie mogę kochać kogoś kto mnie nie kocha. Wiem że bardzo kocham córeczkę. To mnie trzyma. Ale się boję o dziecko. A Ty co robisz na tym forum?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Witam !! Co robie na forum?Kilka lat temu zadomowilam sie tutaj ,tylko ,ze na innym dziale.Teraz sobie podczytuje i skrobne cos nie cos.... Z tymi przyjaciolmi to racja ciezko o nich.Sama mam 3 sprawdzonych,dlugoletnich.Poniewaz dzieli nas duza odleglosc widujemy sie 2 razy do roku.Musimy wiec zadowolic sie inna forma kontaktu :-))).Co w naszym przypadku dziala i jest ok. Dobrze,ze poczyniles juz konkretne starania co do swojej sytuacji.Mysle ,ze stojac w miejscu duzo bys mogl stracic (chodzi mi o corcie,o kontakty z nia itp.)I jezeli sam doszedles do wniosku ,ze z zona to tez juz sprawa przesadzona to tez dobre ,ze to wlasnie Ty podjales decyzje,a nie ktos za Ciebie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość podeptany 77
Nie do końca ja - ja zdecydowałem o separacji ja namawiałem na terapie żona je odwracała w niwecz. żona zażądała rozwodu. Ja walczyłem o małżeństwo i rodzinę do końca ale to żona ostatecznie się wypieła - na ugodę z nia poszedłbym nawet dziś ale z tą kobietą się nie da. Po prostu jest sterowana, wyrachowana i zamknięta. Zimna, zimna jak lód a ja dopiero teraz to widzę. Z separacją to ja tylko wyprzedziłem fakty może mam z tego jakąś gorzką satysfakcje. Ale dziecko.... temat rzeka. Szukam internetowych przyjaciół poza forum ogólnym - byłoby mi miło i lżej jakbym mógł dołączyć na jakiś czas do jakiegoś grona. Mój mail ps77.dom@gmail.com

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Z Zniecierpliwiony
Do podeptany 77 Myślę ,że im dłużej będziesz o niej myślał tym dla Ciebie będzie gorzej.Będziesz błędnie postępował , ze szkodą dla siebie i dziecka. Zastanawianie się nad nią nie ma sensu. Postępuj zgodnie z prawem i zimną kalkulacją .Nie dawaj jej żadnej satysfakcji. A dla niej Twoje motanie się będzie satysfakcją , tak dla niej jak i jej matki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość maru7777
Niestety znam taki przypadek z wlasnego zycia, nieodcieta pepowina to straszna rzecz, moja ex zona byla (i jest nadal) uzalezniona od rodzicow emocjonalnie oraz finansowo, rodzice ingerowali w nasze zycie na kazdym kroku, obrazali mnie i krytykowali kazdego dnia, kiedy powiedzialem nie, dostalem kopa w d*pę... mimo wszystko nadal slepo wierzylem w nasza milosc, walczylem na milion sposobow aby uratowac te rodzine, wszedlem w ich gre i niestety dalem sie zmanipulowac, przez co pozniej nie moglem sie wybronic w sadzie, ze strachu o siebie i dziecko (ograniczenie kontaktow, wladzy rodzicielskiej, wysokie alimenty) musialem sie poddac i dac im zmanipulowac do konca... i ostatecznie w sadzie to ja wzialem wine na siebie... a oni glaskaja sie teraz po glowach mowiac jacy sa cudowni i wspaniali, tylko trafili na wariata :) ciezkie sytuacje, powiem Wam ze tylko synek trzyma mnie przy zyciu...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość pogustach
Smutna jest twoja historia podeptany77, niestety wcale nie tak rzadka. Tesciowa to zawsze rozsadnik zla w rodzinie. Istnieje mala szansa, jesli tesciowa jest osoba wierzaca i wy braliscie slub koscielny. Moglby wam pomoc ksiadz, lub poradnia malzenska przy kosciele. Pismo Swiete jasno okresla kim dla siebie sa malzonkowie- i opusci syn rodzicow i zwiaze sie z kobieta swietym wezlem malzenskim, by stanowic jednosc. Ten kto dazy do rozerwania tego sakramentu grzeszy. Nie jest to dokladna tresc, ale taki jest sens praw i obowiazkow chrzescijanina. Sprobuj, znam takich ludzi,ktorzy otrzymali tam bardzo mocne wsparcie. Malzenstwo to sakrament.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Xenomorph
podeptany 77 Pamiętaj - w polskich sądach jesteś rodzicem drugiej kategorii, zawsze tym gorszym. Nie próbuj sobie wmawiać, że prawo stanowi inaczej. Prawo a polski sąd rodzinny to dwa światy. Najgorsza matka zawsze będzie lepsza od najlepszego ojca. Twoje obowiązki to płacenie alimentów, twoje prawo to wypełnianie tego obowiązku. Pomimo tego, że będziesz miał przyznane kontakty z dziećmi to tym postanowieniem sądu z orzełkiem będziesz mógł sobie tyłek podetrzeć. Taką będzie miało moc prawną. Jeśli matka nie będzie chciała dawać ci dziecka to tak zrobi i będzie bezkarna. Zadziwiające ale w Polsce wszystkie organy represji boją się takich biednych-matek-polek. Niektóre kancelarie prawne, które nazywają siebie skutecznymi, namawiają kobiety by składały doniesienia na przyszłych ex-mężów oskarżając ich o gwałty i przemoc. Nie ważne, że to nie miało miejsca. Kobieta nie zostanie ukarana za składanie fałszywych zeznań. Sprawa będzie co najwyżej umorzona.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość już nie podeptany
Dziękuje za prowokacje i "pocieszenie" bezsilnością facetów ale ja wiem swoje i mam mocne dowody i jasno obraną drogę do postępowania z tamtą rodzinką. Życzę wam "powodzenia" na procesie gdyż wiem kto te bzdury wypisuje. Zainteresowanych stalkerów i ich śmieszne i groteskowe "dowody" zapraszam na proces. Zaczynacie być nudni i zaśmiecacie mi skrzynkę odbiorczą. Pozdrowienia dla chorej pani m, dwulicowego pana h, i niedojrzałej egoistki pani e. Nie liczcie na żadną litość z mojej strony.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość już nie podeptany
Do zobaczenia za kilkanaście godzin na sali. Ciekawe że powyższe cztery posty wpłynęły na pół dnia przed rozprawą. Na przekonanie dziecka kto był naprawdę winny mam swój niezawodny sposób. Dziecko przejrzy na oczy - potrwa to ale zrozumie prawdę. Są na to niezawodne sposoby i to nie jedne. (Ja mam dwa) Punkty widzenia są dwa ale prawda jest tylko jedna i wbrew pozorom nie da się jej ukryć. A dziecko jak będzie dojrzałe będzie ciągnęło do ojca i będzie miało żal do matki ale ta sama jest sobie winna. Pożyjemy zobaczymy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość quartz77
Ja jestem w podobnej sytuacji jak Ty.jeszcze rok temu strasznie to przezywałem a teraz juz mniej bo wiem że życie z kobietą która ma jeszcze pępowine to nie życie.Prbowałem ratować małżeństwo ale nawet o poradni nie chciała słyszeć.Zabraniała dziecko widywać itp.A ja ja nadal kochałem-bo teraz juz nie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ojtam oj tamm
faceci a nie wydaje się wam że popełniacie pewien typowy podły błąd , polegający na tym że chcecie kobietę odseparować od jej rodziny? zamias rozszerzyć tę rodzinę o swoją osobę, to wy chcecie wyrwać z korzeniami tę żonę z jej rodziny, a tak się nie godzi i jest to złe. nazywacie to nieodciętą pępowiną, jak zwał tak zwał, ale częściej jest to wyrwanie na chama i dążenie do oderwania kobiety od rodziny, jej rodziny. Do tego przemoc psychiczna i nóż w powietrzu za każdy ludzki odruch do bliskich jej osób. Robicie ciężką armosferę i gnębicie.....jak to można wytrzymać? Zamiast wejść w rodzinę i pokochać nawet tę teściową, to wy z nienawiścią jak walec jedziecie po uczuciach żony i ranicie ją tak bardzo że krwawi i krzyczy z bólu......nie widzicie tego? A potem się dziwicie że ją tracicie? Jak nie staliście u jej boku tylko niszczyliście..to czemu sie dziwić że kata kochać przestała? Tak się nie robi. Należy nawzajem kochać i szanować swoje rodziny, a nie je niszczyć. To samo robią dziewczyny odnoszące się z nienawiścią do teściowych. Do tego to chore pojęcie że teściowa się wtrąca, ...a co ma udawać że nie istnieje i że nie ma nic do powiedzenia? Mówić ma prawo i powinna, a wasze prawo jest brać pod uwage życzliwośc teściowych, przeciez i tak decyzje podejmujecie sami.......więc w czym problem.? Jeśli chcecie mieć żonę wyrwaną z rodziny i nie utrzymującą kontaktów z rodzicami, to szukajcie sieroty lub nie żeńcie się , nie zakładajcie rodziny i pozostańcie singlami. Bo normalni ludzie nie rezygnują ze swojej pierwotnej rodziny mimo zawieranego małżeństwa, pozostaje bliskość i więź i tak ma być, na to też jest miejsce .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anonim 24
Nie chodzi o oderwanie tylko o to że teściowa nie nazywała Cię niesłusznie od osoby zdradzającej żonę z kurwami przy twoim dziecku. To też tak trudno zrozumieć? Poczytaj sobie o toksycznych rodzicach wychowujących dzieci tylko dla siebie to zrozumiesz takie reakcje. Nie można toczyć wiecznej wojny z teściową szykanująca cie na każdym kroku przy akceptacji żony. Co to za małżeństwo. Kobieta wychodząc za mąż powinna bronić męża jeżeli wie że ma toksycznego rodzica a nie z faceta robić tarcze w którą rodzicielka może bić zamiast w nią przy jej przyzwoleniu i akceptacji. Szczerze powiedziawszy jest to po prostu zdrada partnera (zdrada emocjonalna le zdrada pozostaje zdradą) i zrzucanie własnych osobistych problemów ze swoją rodziną na partnera. Inaczej można nazwać to niedojrzałością do małżeństwa. A ty piszesz jeszcze o uczuciach. W takim związku uczucie jest jednostronne platoniczne tylko uległego i szykanowanego partnera. Druga strona tylko pasożytuje i uważa że partner jest szczęśliwy bo ma seks i jedzenie. Nie nie jest szczęśliwy bo nie ma godności i szacunku od partnera a jak nie ma tego to nie ma partnerstwa a z kolei jak nie ma tego to uczucie i związek wygasa gdy początkowe motylki odfruwają. Zadam proste pytanie - na czym ten związek ma się trzymać?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość quartz77
Popieram powyższe.A kto tu mówi od odseparowaniu? To jak życ z kobietą która np więcej czasu spędza z mamusią niż z mężem całymi wieczorami seriale oglądając itp.Niech mi nikt nie mówi że jeżeli żona jest z mamusia związana pępowiną to jest to ok.W moim przypadku do tego stopnia że teściowa do mnie zawsze jakieś ale miała a żona całkowicie się z mamusia zgadzała...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja bylem dla tesciwej super czlowiekiem,po jednej rozmowie z byla raptem zrobilem sie najgorszym :) (zona wyszla z domu 2 miesiace temu i zostawila mnie z synem).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do anonim 24
Dziękuje Ci za Twoją wypowiedź. Otworzyłeś m i oczy na pewne sprawy. Niestety życie tak sie potoczyło, że wyszłam za człowieka,który w pełni akceptuje t, iż jego matka mnie obraża i poniża, nie mając ku temu żadnych powodów. Nawet wtedy, gdy byłam w ciąży potrafiła mnie zwyzywać, tylko dlatego, że ciąża była zagrożona a ja musiałam leżeć. A mój mąż tylko milczy w takich momentach i nie widzi żadnego problemu. Ja już wysiadam emocjonalnie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anonim24
To jesteś lub byłaś z drugiej strony barykady szykanowana przez rodzinę partnera.W pewnym sensie możemy sobie podać ręce. Oczywiście w przenośni. Ten wątek jednak dotyczy nie odciętych pępowin w wydaniu żeńskim. Oczywiście kwestia mamisynków również jak najbardziej istnieje choć oczywiście jest częstszy i bardziej napiętnowany a także wielokrotnie na forum poruszany. Tam możesz porozmawiać na ten temat do woli z wieloma kobietami podobnymi do Ciebie. Tutaj jednak pokutuje pewne poczucie że kobieta jak broni toksyczności swojej rodziny to jest obrona gniazda a jak mężczyzna się z tym nie zgadza to jest winny. Pytanie tylko czego? Natomiast w drugą stronę piętnuje się bardzo ostro i słusznie tyle że to powinno działać obustronnie. Chodzi po prostu o godność i szacunek partnera lub partnerki niezależnie od płci i o zapobieganie tego typu interwencjom rodzinnym. Małżeństwo zawiera się z partnerem/partnerką a nie przeciwko niemu. Natomiast jeżeli ktoś ma toksycznego wtrącającego się szykanującego rodzica nie pozostawia się obrony drugiej stronie ani tym bardziej nie atakuje się ze swoją rodziną tylko obrona partnera/-rki w takich sytuacjach jest obowiązkiem dziecka toksycznego rodzica ( aż chce się do tego obowiązku dodać pewien epitet).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość anonim24
To jesteś lub byłaś z drugiej strony barykady szykanowana przez rodzinę partnera.W pewnym sensie możemy sobie podać ręce. Oczywiście w przenośni. Ten wątek jednak dotyczy nie odciętych pępowin w wydaniu żeńskim. Oczywiście kwestia mamisynków również jak najbardziej istnieje choć oczywiście jest częstszy i bardziej napiętnowany a także wielokrotnie na forum poruszany. Tam możesz porozmawiać na ten temat do woli z wieloma kobietami podobnymi do Ciebie. Tutaj jednak pokutuje pewne poczucie że kobieta jak broni toksyczności swojej rodziny to jest obrona gniazda a jak mężczyzna się z tym nie zgadza to jest winny. Pytanie tylko czego? Natomiast w drugą stronę piętnuje się bardzo ostro i słusznie tyle że to powinno działać obustronnie. Chodzi po prostu o godność i szacunek partnera lub partnerki niezależnie od płci i o zapobieganie tego typu interwencjom rodzinnym. Małżeństwo zawiera się z partnerem/partnerką a nie przeciwko niemu. Natomiast jeżeli ktoś ma toksycznego wtrącającego się szykanującego rodzica nie pozostawia się obrony drugiej stronie ani tym bardziej nie atakuje się ze swoją rodziną tylko obrona partnera/-rki w takich sytuacjach jest obowiązkiem dziecka toksycznego rodzica ( aż chce się do tego obowiązku dodać pewien epitet).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość hrthbgfbfgnghm
nawet jak matka bedzie nastawiała dziecko przeciwko Tobie to przecież na pewno będziesz miał jakieś dni w które będziesz mógł zabierać córeczkę, wtedy pokażesz jej że ją kochasz, i ona sama się przekona że jesteś dobrym człowiekiem zaślepić można dziecko na jakiś czas jak jest malutkie ale w miarę dorastania samo dziecko rozumie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ale piszesz bzdury Matka moze tak nastawic dziecko ze nikt nie zmieni jego myslenia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
subiektywny osąd

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×