Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość balbin__ka

Rodzicielstwo bliskości

Polecane posty

Gość balbin__ka

Ciekawa jestem jakie macie doświadczenia, ja jeszcze w ciąży naczytałam się na ten temat i postanowiłam tak wychowywać moje dziecko. Jak był maleńki nosiłam go praktycznie cały dzień przy sobie w chuście, często do tej pory śpi z nami w łóżku, ciągle karmię piersią (ponad 2 lata :P) ) i w ogóle ciągle - w miarę możliwości - jesteśmy blisko. Póki co widzę, że wyrasta nam dziecko spokojne, ufne i dość "pozbierane", jest bardzo samodzielny, chętny do pomocy i straaaasznie gadatliwy. Czy są mamy mające starsze tj ok 5-6 letnie dzieci, które też starały się tak wychowywać maluszka? Chciałabym się dowiedzieć, czy rzeczywiście takie dzieci są łatwiejsze "w obsłudze". Mój póki co tak, ale co będzie dalej : :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
moje jest trochę mniejsze ale podobnie, jak Ty podchodzę do wychowania. Dziecko jest bardzo radosne i daje dużo czułości samo z siebie, daje buzi nawet misiowi, nie ma jeszcze 1,5 roku. Bardzo łatwo uspokaja się.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie wychowywalam tak jak ty opisujesz, zupelnie przeciwnie (przynajmniej opieram sie na 1-szych blizniakach,z nimi sporo separacji bylo ) i z tego co widze corka od zawsze byla zdystansowana, nie lubila kontaktu fiz.przytulen, noszenia na rekach, siadania na kolanach,buziakow,taka juz z natury zasia samosia nietykalska,mimo tego bardzo odwazna, gadatliwa, samodzielna,nie byla typem spokojnego dziecka, a synek zas bardzo spokojny,grzeczny, małomowny,nie odwazny ale bezproblemowy -lubi kontakt fizyczny Tak wiec widzis,z mimo ze te same podejscie do dzieci to jednak patrz jak sie roznią od siebie diametralnie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Blizniaki obecnie juz nastoletnie ,corka wiecej zawsze problemow sprawiala,jej niezaleznosc i samodzielnosc przeradzala sie w brak posluszenstwa,synek latwy w obludze,pokorny, tylko ze maruda Mlodsze dwie córki zaleznie od dnia i humoru, choc ich konkretny temperament rogi czasami ukazuje

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
miało być o rodzicielstwie bliskości nie zimnym chowie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wiem o czym temat jest i do niego sie odnioslam,podając przyklad ze dzieci byly innym sposobem wychowywane a jak sie roznią od siebie mimo rozniących sie metod autorki. Dlatego jestem sklonna stwierdzic ,ze rodzicielska bliskosc to nie jest wyznacznik jakie dziecko bedzie w przyszlosci

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
nie zgadzam się opinią wyżej. Sposób wychowania ma ogromny wpływ na osobowość człowieka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No ok , ma ogromny wpływ ale nie ostateczny. Widze to po swoich ,no bo dlaczego u moich osobowosc dzieciakow (tu opieram sie na blizniakach) jest diametralnie rozniaca sie od siebie?kazde z nich wykazuje poszczegolne cechy o ktorych autorka pisala Swietnie ze autorki empatycznosc i czulosc jest tak wielka, choc nie uwazam ,ze to jakie dziecko jej jest, to jest tylko i wylacznie zasluga rodzicielskiej bliskosci

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość balbin_ka
Dzięki Toksyczna, no właśnie dlatego się pytam, bo chciałabym wiedzieć czy to moja zasługa, czy po prostu taki fajny egzemplarz mi się trafil :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ja spalam w osobnym lozku, ale w rodzicow pokoju do 10 lat, zawsze lubilam ich bliskosc, tylko do obcych bylam wstydliwa

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
podnoszę, bo ciekawe

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Tak samo chora teoria jak bezstresowe wychowanie. Dziecko to nie kangur. Naczytałaś się amerykańskich głupot. W życiu bym się na coś takiego nie zdecydowała śmierdzi na kilometr szarlataneria.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja bym ten temat nazwała bliskość rodzicielstwa... Bo ten twój tytuł nie ma ani ładu ani składu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie robilam tak. Nie nosilam non stop przy sobie, piersia prawie nie karmilam. Mimo to moja corka, obecnie 5-letnia jest moim malym przytulaczkiem, jest tez bardzo samodzielna-sama robi sobie kanapki, sprzata po sobie. Bylam na wychowawczym 3 lata i poswiecalam jej czas, uczylam, dzieki czemu teraz jest madra, pieknie rysuje, jest strasznie ciekawska i gadatliwa. Nie mam z nia problemow, poniewaz wszystko mozna jej wytlumaczyc. Jedno, co robilam od samego poczatku, to zabieralam ja wszedzie-do sklepow, urzedow, okulisty, nawet dentysty-teraz mala nie boi sie lekarzy, przyjmuje grzecznie choc by najpaskudniejszy lek, da sobie zmierzyc temp. czy zrobic zimny oklad w razie goraczki i potrafi sie zachowac w miejscach publicznych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Dodam jeszcze, ze mala od poczatku spala tylko i wylacznie w swoim lozeczku, jako niemowle byla spokojna w dzien, jak miala 8 m-cy to spokojnie siedziala na kocu i bawila sie-ja nie wiem, co to znaczy nie wyrobic sie ze sprzataniem, obiadem, czy zadbaniem o siebie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość balbin_ka
Dzięki za wszystkie odpowiedzi :) Tytuł rodzicielstwo bliskości ma sens, bo tak właśnie tłumaczy się najczęściej anglojęzyczne: attachment parenting Wiem, ze dziecko to nie kangur, ale noszenie w chuście jest bardzo miłe dla obu stron :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
kangurzyca :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Pierwszą córkę nosiłam w chuście, spałam z nią, karmiłam przez półtora roku. MASAKRA! Nigdy więcej takich głupich praktyk! Dziecka zostawić nie mogłam z nikim i byłam do niego uwiązana. Przez pierwsze pół roku- 9 mcy było fajnie, ale potem jak normalny człowiek chciałam wyjść gdzieś do znajomych na całonocną imprezę- nie było szans! Córka dziś jest w 3 klasie szkoły podstawowej. Jest niepewna siebie i... taka duża a jak coś się stanie to jest płacz "ja chcę do mamy". Cóż miałam to na własne życzenie. Syna chowałam już normalnie. Prawie go nie nosiłam ani nic- jest normalny

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Bo to jest teoria dla:1. hipisów 2. matek jedynaków które stosunkowo późno zostały matkami i maja b. dobrze sytuowanego ojca dzieci. takie fanaberie. Nie polecam przeszczepiania na polski grunt, bo sie nie sprawdzi, o ile nie nalezy sie do grupy 1. lub 2. :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
czerpię dużo z rodzicielstwa bliskości (spanie razem, bardzo bliski kontakt fizyczny, noszenie i przytulanie kiedy synek tylko miał ochotę, itp), niektórych rzeczy nie byłam w stanie (karmienie piersią) - ale mam podobne odczucia do Twoich, tyle że mój synek ma dopiero 2,8, więc nie wiem na ile w tym naszej "pracy" a na ile jest to jego charakter; wśród moich znajomych, którzy się zdecydowali na dziecko przeważa ta forma wychowania, ale zgadzam się z tym, że dotyczy osób starszych (30+) oraz w miarę dobrze sytuowanych i wykształconych

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ta cala bliskosc jest bardziej potrzebna matkom niz dzieciom

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Tak bo to matka bez dziecka nie przeżyje, a nawet jeśli to będzie cierpieć na chorobę sierocą :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Hehe,dobre,ja uwazam ze nie ma rzeczy na tym swiecie ktora w nadmiarze przynosi pozytywne skutki,we wszystkim musi byc UMIAR

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Z doświadczenia bliskich mi
mam wynika, że z macierzyństwa bliskości więcej czerpią mamy niż dzieci. Co więcej, niesie ono za sobą spore ryzyko dla dziecka. Otóż, dziecko czerpie z bliskości rodzica to czego potrzebuje i do kiedy potrzebuje. Niestety, rodzic przywyczajony do nieustannej bliskiej obecności dziecka mają problem ze zrozumieniem że przychodzi moment, w którym dziecko chce się zacząć usamodzielniać. Na siłe wydłużają czas dziecięcej zależności od rodzica, chowając tym samym kaleki zyciowe

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
zgadzam się z powyższym recepta na wychowanie dziecka nieporadnego społecznie, symbiotycznie zależnego od rodzica, niepewnego siebie i pełnego kompleksów przyznajcie się mamy, że robicie to głównie z własnych potrzeb emocjonalnych bo to wy chcecie się czuć najważniejsze i niezbędne dla swojego dziecka rozwój dziecka polega na tym że w pewnym momencie musi nastąpić socjalizacja, oderwanie od maminej spódnicy i nawiązywanie kontaktów społecznych z rówieśnikami wg waszych schematów dziecko 3 lata noszone w chuście ma potem sobie samo radzic w przedszkolu czy szkole, tylko niby jak skoro przedtem było z mamą nierozłączne ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość balbin_ka
Nikt nie pisał o noszeniu w chuście przez 3 lata. Mój synek dawał się nosić tak długo jak długo sam nie chodził, czyli niewiele ponad rok. Póki co nie wygląda na emocjonalnego kalekę - na placu zabaw sam zaczepia inne dzieci, ja mogłabym pójść sobie precz, a jemu to nie przeszkadza. Chętnie rozmawia z dorosłymi, potrafi się sam sobą zająć. Jest bardzo kontaktowy. Jak porównuję siebie w tym wieku (z opowiadań rodziców) to ja byłam jakimś wystraszonym dzieckiem co to woli siedzieć mamie na kolanach niż bawić się z dziećmi, MImo tego, że chodziłam do żłobka, czyli teoretycznie się socjalizowałam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
'' gość zgadzam się z powyższym recepta na wychowanie dziecka nieporadnego społecznie, symbiotycznie zależnego od rodzica, niepewnego siebie i pełnego kompleksów przyznajcie się mamy, że robicie to głównie z własnych potrzeb emocjonalnych bo to wy chcecie się czuć najważniejsze i niezbędne dla swojego dziecka rozwój dziecka polega na tym że w pewnym momencie musi nastąpić socjalizacja, oderwanie od maminej spódnicy i nawiązywanie kontaktów społecznych z rówieśnikami wg waszych schematów dziecko 3 lata noszone w chuście ma potem sobie samo radzic w przedszkolu czy szkole, tylko niby jak skoro przedtem było z mamą nierozłączne ? '' ................................................................................................... Mylicie pojęcia, to nie rodzicielstwo bliskości, tylko nadopiekuńczość, która wynika z czegoś innego i faktycznie robi z dziecka ''kaleke'' Rodzicielska bliskość nie wyręcza dziecka w niczym i nie stoi nad nim i nie modli się do niego :D to poprostu danie dziecku maksimum poczucia bezpieczeństwa i czułości do momentu do którego tego potrzebuje, i nie jest prawdą że takie dziecko się później nie oderwie od matki. Zazwyczaj jak się tym nasycą zaczynają być bardzo samodzielne i niezależne i nie szukają ciągłej opieki i czułości i nie rozrabiają tylko dlatego żeby zwrócić na siebie uwagę. Wiadomo że dzieci są różne, mają różne potrzeby i charaktery, ale nie znam dziecka, które tak wychowywane było jakąś nieporadną przylepą. Takie dzieci widzę w rodzinach gdzie są nadopiekuńcze mamusie i babcie i wszystko robią za dziecko, lub w takich gdzie dziecko ciągle musi zabiegać o czułość i zainteresowanie, bardzo często są to te ''niegrzeczne'' dzieci. Mówie to tylko moje obserwacje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aksfonilam
Ja uważam, że zdecydowanie ważniejszą sprawą jest poświęcać swój czas dla dziecka niż Np szorować prysznic szczoteczka do zębów lub gotować wykwintny obiad. Zdążymy to zrobić jeszcze tysiące razy jak nasze dzieci dorosną, a niemowlakiem nie będą juz nigdy. Ja zaczęłam stosować rb instynktownie w szpitalu i nawet dziwiłam się dlaczego pozostałe mamy trzymają dzieci w łózeczkach koło łóżka -przecież bylo to takie niewygodne wolanie poloznej za każdym razem gdy dziecko zaczeło płakać (brak możliwości wstawania po cc). Moje dziecko nie płakało za to jadło i spało praktycznie przyklejone do piersi przez 2 dni - tyle trwal pobyt w szpitalu po cc. W domu z obawy przed pozostawieniem maleństwa namówiłam męża aby mała spała z nami w łóżku, w chuście zaczelam ją nosić bardzo szybko jak zobaczylam, ze jest to lek bez recepty na kazdy niepokój maleństwa. Szczęśliwie książka wpadła mi w ręce w dobrym momencie gdy mała miała 4 tygodnie a mnie bombardowano, ze wszystkich stron uwagami typu, nie nos tego dziecka, nie pozwól aby usypiała przy piersi, odkladaj do kolyski, nawet usłyszałam żeby nie kołysać kołyską:) a jak dziecko chcialo jeść 1,5 godz po poprzednim karmieniu polecano mi zatkać ją smoczkiem. Córeczka w zamian pogryzła mi piersi tak, ze od nowa leciała krew. Książka pomogla mi po prostu zrozumieć, że to ja wychowuje swoje dziecko i że mogę podążać za swoim instynktem, zapewniając dziecku poczucie bezpieczeństwa i miłości 24h na dobę. Robiłybyśmy to wszystkie jeżeli naszej wiary w swoje wrodzone umiejętności opieki nad dziećmi nie zaburzal ten cały szum dookoła. część wypowiedzi niedokońca jest na temat poniewaz w RB nie chodzi o spanie razem, o noszenie w chuście ani nawet o bycie z dzieckiem 24/7 chodzi o to aby dziecko czuło sie kochane, wiedziało, że zawsze odpowiemy na jego potrzeby, ze nie będzie plakalo 20 min w mokrej pieluszce, dziecko uczy się od nas, że warto jest dostrzegać potrzeby innych i im pomagać. Pozdrawiam i życzę samych cudownych szkrabów:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×