Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Pani Skoczkowa

Pocałunek i inne kłopoty

Polecane posty

Gość Pani Skoczkowa

cześć, wiem, że dorośli ludzie radzą sobie sami z problemami, ale może ktoś z Was rzuci mi trochę światła, a każda opinia jest dla mnie cenna. Otóż z moim partnerem byliśmy ze sobą 3 lata. Różnie to bywało między nami, chociaż odkąd zamieszkaliśmy ze sobą rok temu trochę się popierniczyło. On sobie nie radził z pracą, która go nie satysfakcjonowała, ja czułam się zaniedbana i nieatrakcyjna, czasem niezaspokojona, bo szedł spać o 21, bo do pracy na 5 rano. Nie potrafił nic dla mnie zrobić bezinteresownie, nawet zawiezienie mnie do lekarza powodowało u niego frustrację, gdy okazywało się, że jest długa kolejka. Swoich obowiązków nie umiał wypełnić bez zrzędzenia i licytował się, które z nas więcej pracuje. Chciałam się trochę odciąć, znaleźć pasję... Już wcześniej interesowałam się modelingiem więc bardziej aktywnie się za to zabrałam. Poznałam przy okazji świetnego faceta. W wieku mojej matki, z dzieckiem, żoną. Nie pałałam do niego żadnymi emocjami w stylu miłości, tylko czułam dość sporą ufność oraz pewnego rodzaju fascynację, ponieważ rozszerzałam przy nim swoje horyzonty: literatura, muzyka, sztuka... Strasznie inteligentny facet. I chyba... Trochę za bardzo mu ufałam, bo na jednej sesji zgodziłam się napić wina. Nic się przez 3h nie działo, potem zawiózł mnie do domu. I pod samym domem dałam się przytulić na dobranoc, a kiedy mnie pocałował to... Nie stawiłam oporu. Wszystko trwało parę sekund maksymalnie i mój chłopak otworzył drzwi od auta, krzyknął "co robisz?!" i pobiegł do domu. Nie wiem jak opisac co wtedy czułam. Dezorientację, wstyd, niedowierzanie... Oczywiście nic nie udało mi się osiągnąć, zadzwonił zapłakany do brata i prawie powalając mnie na ziemię uciekł z domu. Wydawało mu się, że to nie mógł być jeden pocałunek, skoro spędziłam z tym człowiekiem tyle godzin i to nie pierwszy raz. Nie spałam całą noc, nic nie jadłam... Usłyszałam, że jestem najgorszą szmatą i nie zasługuję na krztę szczęścia. OK, świetnie to rozumiem. Miał prawo. Uparcie trwał przy tym, że to koniec i uwierzyłam w to. Pogadałam o tym z kolegą. Ponad 300km nas dzieli, więc chciałam się wygadać, że może zrozumie... Zawsze był taki zdystansowany. Nie mogłam iść do przyjaciół i powiedzieć: "słuchajcie, źle mi, chłopak mnie rzucił, bo go zdradziłam" A tamten powiedział, że każdy ma prawo popełnić błąd i że nic się nie dzieje bez przyczyny. Powiedział, że muszę się teraz upić i przestać na chwilę myśleć. Że przyjedzie i pójdziemy się pobawić. No i przyjechał i piłam całą noc i tańczyliśmy. O 7 rano zawiózł mnie do domu, a miał do siebie jeszcze taki kawał, a nic nie spał, więc zaprosiłam go na herbatę. I w takiej oto sytuacji zastał mnie mój chłopak, który przyszedł po swoje rzeczy. Niesamowicie dwuznaczna. Tamtemu zaczął opowiadać jaka jestem najgorsza i co zrobiłam. Więc ja też nie byłam miła. Dzień wcześniej pisałam mu, że do ostatniej chwili będę o niego walczyć, ale w te noc zakrapianą alkoholem zaczęły mi się przypominać te paskudne rzeczy. Ktoś tam jeszcze szepnął, że to musi być przeznaczenie, że on był na tym parkingu, kiedy nie powinien i że coś co trwało niecałe pół minuty zobaczył. I zaczęłam sobie wmawiać, że tak miało być. Zabrał rzeczy, poszedł. Płakałam... Potem wrócił po resztę: laptop, telewizor...przyszła jego mama. I mówiła, że wie. Prosił ją, żeby nikomu nic nie mówiła, bo dla niego to wstyd. Życzył mi i koledze dobrej zabawy, szczególnie jemu, podał mi rękę, powiedział coś w stylu "do zobaczenia nigdy" i poszedł. Rodzina była dla niego zawsze najważniejsza... To że wiedzieli to był dla mnie krok nie do pokonania. Wszystko straciło sens. Płakałam ze 2h... Kolega mnie przytulał, głaskał po głowie.... No i z tego wszystkiego zaczęliśmy się kochać. Byłam taka roztrzęsiona, że nie mogłam się ogarnąć. Zaproponował, żebym wzieła tydzień urlopu w pracy i gdzieś pojechała. Jedyne wyjście to była moja rodzina dosyć kawał drogi stąd. Zadzwoniłam do pracy, wzięłam urlop... I doszłam do wniosku, że nie chce nikomu mówic co się stało, żeby się pytali, musiałabym kłamać, ciocia nie pracuje... I on mi wtedy zaproponował pokój u siebie. Że pracuje teraz na nocki a w dzień ma 2 pracę i że będę mieć czas na przemyślenia. I się zgodziłam, ale wszystkim powiedziałam, że jestem u rodziny. Później moj były przeszukał kosz na śmieci i znalazł prezerwatywę. Obdzwonił wszystkich płacząc i dowiedział się, że nie jestem u cioci. Dzwonił do mnie sugerując mi, że się pieprzę z obcym facetem, więc przyznałam się, że mnie przytula i całuje. Chyba lepiej to wiedzieć, niż wierzyć, ze na prawdę się z nim pieprzę. A ja... odcięłam się. BYło mi dobrze, piłam pyszną kawę, dawałam się rozpieszczać, zwiedzałam piękne miejsca i jadłam nieziemsko pyszne rzeczy. Załatałam sobie ranę w sercu tamtym, jednocześnie wciąż wyjąc pomiędzy miłymi chwilami. Karmiłam sie złymi wspomnieniami z tamtym wierząc, że tak jest lepiej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pani Skoczkowa
Po tygodniu wrociłam. W następny weekend pożegnałam się z moim byłym jak ludzie... Nawet się przytulilismy. Poczułam trochę ulgę i z tamtym pojechałam w góry na weekend. Jak wrócilismy to został u mnie 2 dni, bo miał wolne. Mimo, że był... czułam, ze mi brakuje mojego byłego... Ale chciałam być twarda. Pozbierałam się kupiłam pralkę, lodówke, garnki, talerze... Powiedziałam koledze, że nie chcę łatać sobie nim dziury w sercu. Że nie możemy się spotykać, póki wszystkiego sobie nie poukładam, bo on zasługuje na wiecej, a ja nie mogę mu tego dać. I potem dostałam opieprz od bliskiej mi osoby. Że każde z nas myslało w tym zwiazku o sobie, że nie będzie zawsze tak cukierkowo jak byśmy chcieli, że pierwszy problem i uciekłam się pocieszać... W końcu to były 3 lata. Planowaliśmy dzieci. Było źle, ale było tez cudownie. Na zmianę. Ja popełniłam błąd, a potem przekonana, że jak jego matka wie, chcialam łatac moją czarną dziurę w sercu bo nie wierzyłam, że on się rodzicom postawi. Bratu... będą z niego drwić. A ja... nie wiem co robić. Bo wiem, że nie będzie zaufania, że może być gorzej niż było... Bo mimo, że on zrozumiał, że nie okazywał mi uczuć swoich.... To teraz nie będzie miał siły mi ich okazywać. Co robić? uciekać, walczyć? Jedną nogą jestem tu a drugą tam. Wisi mi to, że ktoś mnie nie będzie akceptował. Ale on potrzebuje rodziny i przyjaciół. Co robic?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ten Twoj facet to jakas pipka, gosc zobaczyl,ze sie calujesz i polecial sie poplakac:-D na jego miejscu zabilbym typa a ciebie zyebal i nie chcial znac tymczasem on mu cos wyjasnia:-Dhehe dobry jest:-D Ty bedziesz taka na dochodzenie dla tego starszego,faceci lubia takie naiwne gaski:-P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pani Skoczkowa
chyba pomyliłeś coś :) Ten stary mnie pocałował i nie chcę go znać. A chłopak z którym potem "leczyłam rany" to inna bajka.Ten stary dziad niech zdycha, ufałam mu! Dobrze, że sie chłopak powstrzymał, bo ćwiczy i trenuje sporty walki więc miałby kłopoty duże.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość węszator spiskuf
no tak Byłaś w szczęśliwym związku choć z problemami a potem ciach mach i jest już jakiś stary i jeszcze jakś jeden. Na miejscu tego chłopa sam bym się popłakał z litości nad sobą jaka ze mnie ciężko upośledzona durna doopa że się z taką kobitą związałem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pani Skoczkowa
Nie chciałabym, żeby to było tak postrzegane. Tamten krótki pocałunek pod wpływem alkoholu był strasznym błędem. Miałam walczyć do końca... A zwątpiłam. Zostałam potraktowana tak jak zostałam. Różne wydarzenia sprawiły, że nie mogłam uwierzyć, że coś się zmieni i naprawi. Jak się okazało, że jego mama wie... Cóż, sami pomyślcie, skoro nie chciał się zdecydować na dziecko, bo nie miałam super kontaktu z jego rodzicami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Haha, ale pierdoły. Kwintesencja kobiecego pierniczenia. :D Ci fagasi też nieźli, mogłabyś Harlequiny pisać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pani Skoczkowa
No bardzo chętnie, ale może jednak zostanę przy mojej powieści. Najchętniej wszystkich bym kopnęła w tyłek i poszła w p**du, ale... Wiem, ze to tylko dlatego, że się boję. Narobiłam masę błędów, może szukam jakiegoś potwierdzenia, że miałam prawo. Ten tez zjeb*ał, bo wszyscy w koło wszystko wiedzą, do moich przyjaciół tez dzwonił... Nie wiem po prostu co robić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
laska przeczytalem raz jeszcze nieco dokladniej i albo jestem yebniety i nie umiem czytac albo Ty co innego chcesz napisac niz Ci wychodzi:-D Bo moim zdaniem dobrze to widze...z kim sie przespalas, tanczylas i bylas 2 dni z tym z ktorym jak sie calowalas zobaczyl Cie chlopak?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie, z tym co się całowała zerwała kontakt, później się z kolegą pocieszała przez tydzień czy coś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pani Skoczkowa
Pocałowałam się po pijaku ze starszym facetem, któremu ufałam. Usłyszałam, że jestem szmatą i to koniec. Jeszcze miałam nadzieję, ale potem dowiedziałam się, że jego matka wie, wszystko zabrał z domu i się pożegnał. Załamana pocieszyłam się u innego i spędziłam u niego tydzień czasu - w swoim pokoju. Uciekałam od myśli i uczuć, ale po pożegnaniu takim już normalnym... okazało się, że nie da się zignorować 3 lat, planów i uczuć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pani Skoczkowa
No super, ekstra zabawnie. Czy... nie można radzić sobie ze swoimi emocjami i bólem po swojemu? Ja chciałam uciec.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pani Skoczkowa
No ten dokładnie. Nawet nie jednego dnia. Nie chcę cię widzieć, nie chcę cię znać, nie jesteś nic warta. A to taki kuźwa wstyd, że taki stary facet... eh, i to jeszcze traktowałam go prawie jak ojca i broniłam jak lwica jak wszyscy mi mówili, ze tylko o to mu chodzi :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pani Skoczkowa
jest strasznie skomplikowane :( Zawsze miałam zasady, nigdy bym ich nie złamała. Stało się i nie do końca potrafię w to uwierzyć i sobie w ogóle wybaczyć. Sama czuję się niewiele warta, bo kiedy łamiesz swoje własne zasady... to jest inaczej. Poza tym było źle, nie czułam się atrakcyjna, nie dbał o mnie, zrzędził jak baba... eh, no ale mieliśmy plany. Może ciężko w to uwierzyć, że go kocham, ale tak jest. Uciekłam od bólu, ale i tak nie bardzo mi się to udało... :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
podyskutowalbym z Toba ale nie mam tyle czasu teraz bo watkow znalazloby sie 1500:-D ale moge na pocieszenie walnac jak wszyscy, nie martw sie bedzie lepiej...moze:-P W koncu byc musi, moze wygrasz w totka i tak przyziemne sprawy nie beda Cie dotyczyc:-D Trzymaj sie dziewczyno i nie lam;-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Pani Skoczkowa
Dzięki, eh. Ja się boję, żeby on nie był skrzywdzony jeszcze mocniej. Jednocześnie sama się boję, że ja będę skrzywdzona. Że teraz jak minęły te 3 tygodnie... byłoby lepiej się rozstać, póki jesteśmy przyzwyczajeni do bólu. A tak, godzić się i przezywać to, że się nie udało... A z drugiej strony wiem, że się po prostu boję i znowu wygodniej byłoby mi uciec.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Ela33232
Nikt Ci nie powie co masz robić. Da sie zrozumieć Twój tok działania i myslenia, ale nie licz, że ktos kto cierpiał i Ciebie kochał też będzie to rozumieć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
weź daj biednemu chłopakowi spokój, babsztylu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×