Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Zaloguj się, aby obserwować  
Gość gość

Samotność jest straszna...

Polecane posty

Gość gość
Zapewniam że znakomite odczucie dla ciała i dla ducha. Po takim relaksie człowiek czuje się jak nowo narodzony. A do tego jeszcze piling solny z olejkami eterycznymi który wciera się w ciało. Samopoczucie i nastrój rewelacyjne. A do tego skóra jak u niemowlaka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość un dia nuevo
Przeważnie robiłem około 100 km tygodniowo. Raz trochę mniej, raz więcej. Fioletowy kapelusz bardzo się przyda.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Magda 2
Ach Mężczyźni ;) Nie żeby powiedział, że pasuje do koloru moich pięknych oczu 😭 . Bieganie, czy chodzenie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
RÓWNIEŻ jestem samotna,jak mam sobie radzić z "docinkami" niektórych osób ,które komentują w sposób niemiły i dość nieczuły moją samotność :-( jestem zamknięta w sobie i nie potrafię nic z siebie wydusić gdy ktoś mi przytnie :-( np.na co ty czekasz,lub szukasz księcia z bajki,lub coś z tobą nie tak skoro jesteś sama (mam ponad 30 lat) dlaczego oni nie rozumieją że nie muszę im się tłumaczyć,zwierzać dlaczego życie mi się nie ułożyło . to boli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość un dia nuevo
Chodzenie. Lekcja o facetach: jeśli facet zwraca uwagę na oczy to są piękne. Jeśli nie są piękne to przecież nie wie, jaki mają kolor. Dialog poglądowy: - Jaki ona ma kolor oczu? - Jaki? Kolor? Oczu? To ona ma oczy?! Nie zauważyłem. Więc oczywiście niestety i mężczyźni skracają swoje akty komunikacji uważając pewne rzeczy za oczywiste. (Stereotypowo kobiety wydłużają swoje akty komunikacji ale nie zaznaczają facetom, którą część powinni koniecznie przyswoić: -K: Miała chabrowe oczy ze słonecznopomarańczowymi rozbłyskami niczym iskierki słońca, odbijające się w pofalowanej powierzchni wiosennego morza śródziemnego u ujścia Nilu do Morza Śródziemnego -M: Ale kto? Ale co? -K: Ty już dobrze wiesz, na kogo się gapiłeś!!! A skąd on biedny ma wiedzieć, jakie miała oczy? :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość un dia nuevo
"... w pofalowanej powierzchni wiosennego morza śródziemnego u ujścia Nilu do Morza Śródziemnego " Coś mi się namieszało z tym morze. Ale w sumie kobiety tak nie raz robią. Prawdopodobnie, żeby sprawdzić, czy facet jeszcze słucha. A później "wszystko, czego nie usłyszałeś, może być użyte przeciwko Tobie". - Ty mnie w ogóle nie słuchasz! 18 kwietnia 2011 o 17:34, kiedy przechodziliśmy obok kwiaciarni, no tej, wiesz, gdzie ta sprzedawczyni miała wtedy takie loczki, ale nie takie jak Iza. Takie bardziej jak nie Iza. Tylko takie zakręcone w drugą stronę ale z takim tym (... tu nie potrafię odwzorować osiemnastu następnych zdań) to Ty wtedy w ogóle nie słuchałeś, że powiedziałam "powierzchni wiosennego morza śródziemnego u ujścia Nilu do Morza Śródziemnego "!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość un dia nuevo
gość wczoraj - oni nie zrozumieją. Ty musisz to zrozumieć, poczuć, że to nie ich sprawa i niech sobie gadają.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Przez wiele lat byłem samotny, w zasadzie to było całe moje życie. A wszystkie moje znajomości kończyły się po kilku miesiącach. Kochałem tak mocno 2 razy, i dostałem kosza , już myślałem że zawsze będzie tak że jak kogoś poznam i zakocham się, to dostane kolejnego, i kolejnego kosza. Trafiłem przez przypadek na mail rytualisty perun72@interia.pl i zdecydowałem zamówić się u niego rytuał przyciągnięcia do siebie drugiej połówki. Efekty mnie zadziwiły, po 3 miesiącach znalazłem sobie świetną dziewczyną z którą jesteśmy dopasowani i jest ona już moją narzeczoną. Tak więc głowa do góry, nikt nie jest skazany na samotność.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gościu nie smuć się. Każdy przez to przechodzi. W łagodniejszej, lub bardziej drastycznej formie. Jednak bez względu na formę boli tak samo. Musisz się zbuntować. To trudne, ale nie niemożliwe. Drogi Psychokratesie już wyrosłam z fazy obwiniania wszystkich i siebie za to że jestem sama. Nie chodzi o to, że już nie czekam na zmianę (przyjmę w każdej chwili :) ) albo że samotność przestała boleć. Boli nadal, nawet bardziej niż kiedyś. Czasu nie cofnę. Mogę wyciągnąć wnioski, ale nie zmienię tego co było. Papierek lakmusowy kiedyś już pokazał mi wynik analizy "dlaczego tak jest", ale nie znalazłam lekarstwa, więc czekam na ... cud (???????) Może tak. Jeżeli zacznę się obwiniać to wyciągnę na światło dzienne wszystkie swoje strachy, a to będzie bolało, bardzo, bardzo bolało. Trzy godziny dziennie? Ale to, że to była Iza to pamiętasz ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gdybyśmy sami stosowali swoje rady, to byłoby genialnie. Wierzę w to co napisałam do Gościa, ale jednocześnie wiem, że gdy ktoś sprawia przykrość tej osobie, która nie jest dla mnie najmilsza (a jest mi bliska) to mnie też jest przykro. Bo to najbliżsi najbardziej ranią, bo znają nasze słabe strony

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość un dia nuevo
"Trzy godziny dziennie?" - ale, że co? "Ale to, że to była Iza to pamiętasz" - oj Iza to ona miała na trzecie imię, z bierzmowania. Bo kiedyś była bardziej pobożna. Później zmieniła image. ;) "Papierek lakmusowy kiedyś już pokazał mi wynik analizy "dlaczego tak jest", ale nie znalazłam lekarstwa, więc czekam na ... cud (???????)" Wiesz, że cuda nie zdarzają się same. Cuda musimy tworzyć sami. Nie chodzi absolutnie o obwinianie siebie. Ale, żeby oswoić swoje strachy, trzeba je sobie wyciągnąć na światło dziennie. "Jeśli od czegoś uciekasz, tym bardziej cię to goni" "Gdybyśmy sami stosowali swoje rady, to byłoby genialnie." - o to, to! Ale ja małymi kroczkami staram się dochodzić do tego stanu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
""Trzy godziny dziennie?" - ale, że co?" - Chodzenia? ""Ale to, że to była Iza to pamiętasz" - oj Iza to ona miała na trzecie imię, z bierzmowania. Bo kiedyś była bardziej pobożna. Później zmieniła image. ;)" - uważasz jest piękniejsza ode mnie? ;) ""Papierek lakmusowy kiedyś już pokazał mi wynik analizy "dlaczego tak jest", ale nie znalazłam lekarstwa, więc czekam na ... cud (???????)" Wiesz, że cuda nie zdarzają się same. Cuda musimy tworzyć sami." - Ha, a czy nie na tym polega CUD, że staje się, bez naszego udziału, "coś" niemożliwego? Nie zamykam się na zmiany, ale ... nie zdziwię się jak nie nastąpią. :( "Nie chodzi absolutnie o obwinianie siebie. Ale, żeby oswoić swoje strachy, trzeba je sobie wyciągnąć na światło dziennie. "Jeśli od czegoś uciekasz, tym bardziej cię to goni"" - moje strachy są oswojone, łaszą się do mnie regularnie 😭 . ""Gdybyśmy sami stosowali swoje rady, to byłoby genialnie." - o to, to! Ale ja małymi kroczkami staram się dochodzić do tego stanu. " - i jak efekty?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość un dia nuevo
Różnie. Musiał bym wyliczyć średnią. Ale jakoś tak wyjdzie, bo wspominane 100 km to około 20 godzin trzeba liczyć. Z tym, że bywały weekendy, że w sobotę - niedzielę, padało razem po 60km. Nie uważam, iż była piękniejsza, gdyż nie było mi dane poznać piękna naszej hipotetycznej Izy. Kiedy z pobożnej zmieniła image na wyuzdaną, zaczęła nosić tak krótkie spódniczki, że odsłaniały kostki. I rozpięła guziczek, ten ostatni u szyi. Aż nawet biskup interweniował, więc Matka Przełożona nakazała, nie kombinować Izie z habitem i nie igrać z ogniem, a owszem, piekielnym! Lecz zaraz, Ciebie też znam ledwie z 26 liter powiększonych o smukłości, krągłości i miękkości ą, ć, ę, ł, ń, ó, ś, ź, ż. Moim zdaniem cuda trzeba samemu sobie działać. "i jak efekty?" Różnie. Lecz spoglądam na siebie wstecz i się uśmiecham, bo przeszedłem kawał ładnej drogi, zmieniłem dużo. Dumny jestem z siebie. Chociaż zakładam, że wciąż kawał drogi przede mną. I zaciekawiony jestem, bo gdzie zatem dojdę, jak mnie to zmieni? Jak sam siebie zmienię?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Tinusia_slonce
Chciałabym podzielić się moją historią, nie jestem jakaś strasznie brzydka ale nigdy jakoś chłopaki za mną nie latali. Kiedy na studiach koleżanki umawiały się na randki ja siedziałam i płakałam. Z tymi, które się rozstawały próbowałam chodzić na dyskoteki. Skutek był taki, że one kiedy byłyśmy na parkiecie były zaczepiane przez chłopaków i szybko przestawały być same, a ja dalej wyłam w poduszkę. Skończyłam studia i wciąż byłam dziewicą, sam brak doświadczenia zaczął mnie przerażać. Z braku pracy wróciłam do rodzinnego miasteczka, a tam jeszcze trudniej o kogokolwiek. Miałam już różne myśli, rozważałam nawet najgorsze...aż pewnego dnia koleżanka, która interesuje się magią powiedziała mi o rytuałach. Pomyślałam, że oszalała ale byłam już tak zdesperowana, że chciałam spróbować. Dała mi namiary na wróżbitę Samaela, który niby pomógł jej przyjaciółce odzyskać chłopaka. Znalazła go w internecie na stronie magicznerytualy.pl czy jakoś tak. Poprosiłam o odprawienie rytuału na przyciągnięcie miłości. Średnio w to wszystko wierzyłam ale przynajmniej żyłam nadzieją i było mi trochę lżej, po dwóch miesiącach w lipcu wrócił do miasta Bartek, rok młodszy kolega z podstawówki, którego nie widziałam od wielu lat. Zaczęliśmy rozmawiać na przystanku, był po bolesnym rozstaniu, zaczęliśmy się coraz częściej spotykać. Okazało się że jesteśmy do siebie bardzo podobni, połączyło nas bardzo silne uczucie. Jesteśmy razem już ponad rok i na wiosnę planujemy ślub. On jest cudowny i troskliwy. Jestem taka szczęśliwa i nie wierzę, że kiedyś na poważnie myślałam o skończeniu ze sobą. Dziewczyny zawsze jest nadzieja tylko nie wolno się załamywać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
„Hipotetycznej”? -pewnie spotykasz się z tą bezwstydnicą skoro widziałeś jej smukłe kostki (gdyby nie były zgrabne to nawet byś ich nie zauważył). Słyszałeś? „ledwie z 26 liter (...)”? - tylko tyle dla Ciebie znaczę? Ja się staram, a ona ledwo uchyli rąbka spódnicy i już jesteś gotowy zmienić dla niej wszystko. Co ona ma w sobie? Przecież dla tych kilku chwil przyjemności nie możesz poświęcić tych jedenastu wspólnie spędzonych dni? Cuda? Samemu? Poproszę o przykłady. Niestety cuda nie dzieją się ot tak, bo ich potrzebujemy. Może się zdarzają, ale na drugiej półkuli, albo na innym kontynencie, bo u mnie ich ostatnio nie było. Ciekawe,czy są jakieś limity i czy ktoś mógł dostać mój przydział? Jeżeli tak, to mam nadzieję, że trafiło na dobrego człowieka. Gratuluję. Chyba o to chodzi w życiu, żeby nie żałować. A promyczek nadziei na przyszłość – to może być samosprawdzająca się przepowiednia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Samoność nie jest wesoła. Czasem jednak nie ma co liczyć na, aż inni do nas przyjdą, tylko trzeba samemu wyjść między ludzi. Jest wiele osób, które też szukają bratnich dusz i się krępują

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość un dia nuevo
Masz rację! Zbłądziłem. Nasz długotrwały związek wiele dla mnie znaczy. A i mamy przecież naszą małą dumę, naszą małą radość, naszego... chomika. I wspólny kredyt (na klatkę dla chomika). Ale wiesz, ostatnio nie byłaś dla mnie tak gorąca, jak na początku naszej znajomości. Kiedyś to tylko zobaczyłaś iskrę w moim oku i już ognie płonęły. A teraz. Zapominasz o mnie. Częstujesz chłodnym spojrzeniem, zamiast namiętnego dotyku. I jeszcze mi wypominasz, hipotetyczne kostki. A z kostek to ja tylko lód, bo nawet cukru nie używam. A biednym dzieciom też się przecież coś od życia należy! Nie wiem, jakich potrzebujesz cudów. Ja staram się nie zapominać o zasadzie o której ładnie mówi cytat „Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę, daj mi cierpliwość,abym zniósł to, czego zmienić nie mogę i daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.” Ja definiuję cuda jako te z kategorii, które zmienić mogę. Może jeszcze nie umiem, może jeszcze się boję. Ale pokonanie tego jest wykonalne. Zresztą życie składa się z cudów. Bardzo wielu, bardzo małych. Sztuką jest o nich nie zapominać, być na nie uważnym. Patrząc na pewne historie, cud to kwestia podejścia. Znasz postać Nick'a Vujicic'a?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
nick nie ma rąk i nóg ale ma za to żonę,dziecko,miłość i oczywiście dom z basenem i gone życie. nie żyje w nędzy i biedzie. zmaga się z kalectwem ale za to w jakich warunkach...coś za coś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość un dia nuevo
Ale Nick to ma, bo nie czekał na cud z nieba. Pogodził się z tym, że rąk i nóg już nie będzie miał. Że trzeba się cieszyć i korzystać z tego, co się ma. Sam sobie zdziałał cud. Bo bez wątpienia miał start w życiu o niebo trudniejszy niż zdecydowana większość z nas. Nauczył się podchodzić do życia pozytywnie. To jego cud. A że ma miłość. Czy my nie przyglądamy się zdecydowanie zbyt często sobie samym z myślą "kto mnie takim/taką pokocha?"? I ograniczamy sobie samym miłość, bo sami "coś do siebie mamy".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przepraszam. Postaram się poprawić. Przecież wiesz co do Ciebie czuję. Nic się nie zmieniło. Jesteś jedynym jasnym punktem w mojej szarej rzeczywistości. Cały czas się boję, że Cię stracę. Wracasz co raz później, a ja czekam i tęsknię. A potem jesteś i nic. Ciągle jesteś zmęczony. A ja czekam na sygnał, że nie jestem Ci obojętna, że namiętności nie wygasła. A potem słyszę kostki lodu wpadające do szklanki i wiem, że decyzja już zapadła: dziś też mnie nie przytulisz. Wiecie, że rzuciliście na stół ciężki kaliber. Ale nie zgadzam się z podejściem „bo inni mają gorzej”. Nie zamierzam się z nikim porównywać, bo to co dla mnie jest problemem dla kogoś innego może być błahostką. Zdaję sobie sprawę z moich ograniczeń/wad i wiem też w jakich sytuacjach one mnie blokują. Wiem. Wiele z nich to efekt wyimaginowanych kompleksów, ale są też takie które wynikają z moich doświadczeń, a te zmienić jest bardzo trudno. Ale największym moim wrogiem jest mój wewnętrzny krytyk. Ja cud definiuję jako coś dobrego (!), co zdarza się niezależnie od mojej woli. To co mogę zmienić nie jest cudem, tylko ciężką pracą. I teraz wracamy do efektu motyla, który już omówiliśmy. Cud to dla mnie również drobne radości, które ktoś mi sprawia zupełnie bezinteresownie. Miłość jest cudem, bo co tak naprawdę decyduje, że dwoje ludzi nie może bez siebie żyć? Nie ma racjonalnych przesłanek. Oprócz prostego : BO TAK. Nikt nikogo nie pokocha, tylko dlatego, że rozm tak podpowiada. Gdyby tak było to byłabym szczęśliwą żoną i matką. Ps. Myślałam, że to kanarek w złotej klatce.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość un dia nuevo
Przepraszam. Dziś będę Cię tulił. Aż uśniesz w moich objęciach (nie, że tak nudno ale że tak długo ;) ) Ja zdecydowanie jestem daleki od podejścia "bo inni mają gorzej". Bo to takie pesymistyczne. Chodzi mi o ludzi, którzy mieli gorzej, trudniej ale potrafili pozytywnie się na tym zbudować. Dlatego Nick jest dla mnie świetnym przykładem. Chyba wszyscy mamy jakieś ograniczenia, fizyczne, emocjonalne, finansowe, zdrowotne, niektóre faktyczne, inne wyolbrzymione lub wręcz urojone. Ale możemy albo sobie z nimi radzić (i tu patrzeć na innych, którzy mogą być przykładem) albo tkwić w marazmie. Piszesz o miłości jako cudzie. A cudzie jako o czymś, co zdarza się niezależnie od Twojej woli. Ale czy żeby ten cud miał szansę zaistnieć nie musisz podjąć działań? Przygotować siebie, rzeczywistość? Czy cud kwitnącego pięknego kwiatu w doniczce nie wymaga przygotowania doniczki, ziemi, nasionka? Myślę, że cuda nie zdarzają się same. Nawet jeśli dla kogoś wygranie grubej kasy w lotto jest cudem, a jest to rzecz nadzwyczajnie mało zależna od woli, to jednak i tak trzeba wykonać działanie, kupić ten kupon. Czy co tam się z nim robi. Patrzę po sobie. Przez wiele miesięcy byłem w stanie umysłu, kiedy człowiek jest lekki, szczęśliwy, tak po prostu, bez warunków. Automatycznie, niczym forma Małysza w najlepszych momentach. Ale jak i w skokach, tak i chyba w szczęściu, nie można utrzymać formy na niezmiennie wysokim poziomie. Zmieniamy się, to co na nas działa w określony sposób, zmienia swe działanie. Kawałek czekolady sprawia radość. Jedzenie jej każdego dnia bez ograniczeń potrafi szybko się znudzić. Znów musimy szukać na nowo. Wrócił temat samotności w mojej głowie. Ale patrzę na to. I właśnie myślę, że cud nie zdarzy się sam z siebie. Jak z kwiatkiem, trzeba dać sobie szanse poznania kogoś, poznać, dać sobie szansę zbliżenia, itd. Mogę czekać na cud. Że "księżniczka" mi z nieba spadnie. Ale nie spadnie. Albo ruszę tyłek i spróbuję sam coś zdziałać. Albo nie zmieni się nadal nic.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość DUDZIA2002
Cześć Mordeczki kochane i witajcie nowi-nieznajomi :-) Długie miesiące minęły bez Was - przepraszam, ale tym razem zrobię coś zupełnie do mnie niepodobnego i nie przeczytam co u Was słychać ;-) Wakacje były cudowne, minęły jak zwykle za szybko, za to jest prawie tysiąc zdjęć i wspomnienia. Staram się nie zatrzymywać po tych wojażach lecz utrzymać tempo bo już za progiem czeka Pani Zima, a dla mnie to czas zamknięcia w norce, czas marazmu, snu, bezczynności. Muszę się zatem nacieszyć, nałapać słoneczka, dobrej energii, światła, powietrza, ciepła, zieleni - żeby dotrwać do wiosny w jakotakim stanie :-) Nie wiem czy będę tu zaglądać bo jakoś udało mi się odwyknąć - radzę sobie ze swoją samotnością choć czasem brakuje "wspólnej" kawki w niedzielny poranek. Mam nadzieję, że przez ten czas gdy tu pisałam udało mi się dać komuś cień uśmiechu, może odrobinę wiary czy nadziei, a może kogoś swoim "wrzaskiem i ostrymi słowami" zmotywowałam do jakiegoś czynu lub choćby zastanowienia się nad potrzebą zmiany lub działania. Mam radość nawet z tego, że uszczęśliwiłam przynajmniej jedną osobę, a konkretnie "gościa" - bo na pewno odetchnął, że już nie gadam ani o pogodzie, ani o kulinariach, ani w ogóle o niczym innym :-D Chociaż prawda jest taka, że gadam nadal bo mam gdzie gadać. Kafeterię traktowałam jak miły zakątek na spotkania z fajnymi ludźmi, nawet jeśli byli pogubieni albo mieli inne zdanie. Mnie właśnie w takim miejscu postawiono na nogi gdy moje życie się posypało i ja wciąż czuję dług wdzięczności i jakąś potrzebę pomocy tym, którzy są w ciemnicy, w której ja się znalazłam kilka lat temu. Rozmowa z takimi osobami to nie tylko wykłady psychologiczne i wałkowanie wciąż jednego tematu, ale właśnie o ptaszkach, trawce, kanapce z serem, uschniętym kwiatku w za małej doniczce czy ukąszeniu przez meszkę. Niestety nie każdy to rozumie (no bo nie musi). Najgorsze jest, że samemu dyskusji nie podejmuje, ale za to krytykuje o czym inni rozmawiają. No trudno - i tacy też są potrzebni na świecie żeby nudno nie było :-) Dziękuję Wam za wszystkie miłe i te trudniejsze chwile, które dają mi zawsze do myślenia. Szczególne podziękowania kieruję do gościa, który usiłował mnie wytępić - bo kompletnie niezamierzenie wyświadczył mi - o ironio :-D - wielką przysługę (mogłam to przemilczeć, ale w swojej złośliwości jednak tego nie zrobię). Ci, którzy chcą to kontakt ze mną mają stały, jak ktoś zatęskni to też mnie odnajdzie :-) pewnie czasem zajrzę i tutaj żeby pomachać tym, którzy kontaktu ze mną nie łakną :-P żartowałam :-D - tak po prostu z sentymentu wpadnę żeby Was pozdrowić :-) Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej .......... :-)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Komentujesz jako gość. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

Zaloguj się, aby obserwować  

×