Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość Dsrd

Zakochałam się w psychiatrze, który leczy mnie z nerwicy. Co mam robić?

Polecane posty

Gość Dsrd

Ja mężatka, on żonaty. Pewnie każda pacjentkę dobrze traktuje ale mnie trafiło na jego punkcie. A następna wizyta za miesiąc. Beznadzieja. Już kiedyś parę lat temu się leczyłam u niego i mu napisałam maila ze coś poczułam i czy zmienić lepiej lekarza. A on mi na to że nie, że to normalne i żeby przychodzić. 3 lata nie chorowałam. Teraz znów. Zobaczyłam go, pogadalam i mnie trzepnelo. Co mam zrobić i jak o tym nie myśleć?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gosc

OMG, jak sie mogłas tak wygłupic? JPRD. Rozumiem ze ci sie podoba, ale pisac mu takie rzeczy?? Ludziom sie często podobaja psychiatrzy, terapeuci, bo sobie wyobrazają, ze  takiemu terapeucie zalezy, itp. a oni udaja. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
8 godzin temu, Gość gosc napisał:

OMG, jak sie mogłas tak wygłupic? JPRD. Rozumiem ze ci sie podoba, ale pisac mu takie rzeczy?? Ludziom sie często podobaja psychiatrzy, terapeuci, bo sobie wyobrazają, ze  takiemu terapeucie zalezy, itp. a oni udaja. 

Na pewno nie udają szacunku do pacjenta. Przecież trzeba go mieć żeby w ogóle chciec wykonywać ten zawód.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lol

Szacunek to jedno a zakochanie to drugie. Zrób temu lekarzowi przysługę i go zmień. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
50 minut temu, Gość Lol napisał:

Szacunek to jedno a zakochanie to drugie. Zrób temu lekarzowi przysługę i go zmień. 

Zmienić go? Już kilka lat temu była taka sytuacja, że zaangażowałam się emocjonalnie, napisałam mu o tym pomiędzy wizytami i zapytałam czy nie powinnam zmienić lekarza. To on mi na to odpowiedział, zebym nic nie zmieniała tylko żebym się zastanowila czy to nie jest moja przypadłość czasem, że ja po prostu nadmiernie angażuje się w różne relacje i później wywołuje to frustacje. Powiedział mi że możemy to omówić na następnej wizycie ale ja wtedy już unikałam tematu bo było mi po prostu wstyd że się ujawniłam. Potem jakoś przestałam brać leki bo lepiej się poczułam a teraz po ponad 3 latach mam nawrót choroby. I znów mu dałam do zrozumienia że zanadto angażuję się emocjonalnie ale on mi na to ani be, ani me.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Kanda

Dlaczego jemu przysługę? To chyba sobie przysługę musiałaby zrobić bo to ona jest nieszczęśliwie zauroczona a nie on...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Tojaaaa

Myślę, że to po prostu fascynacja. Bo ktoś potrafi Cię wysłuchać, zrozumieć, wesprzeć dobrym słowem. A pewnie tego bardzo potrzebujesz. To normalne, że człowiek w kiepskim stanie psychicznym chwyta się wszystkiego by jakoś przetrwać trudny dla niego czas. Napisze Ci ze swojego doświadczenia: pracuje w Szpitalu w kadrach. Tez leczylam się z nerwicy. Podczas jednego ataku przyjechało do mnie pogotowie i 1 lekarz z pracy właśnie. Znalam go wcześniej, ale nigdy nie zwracałam na niego uwagi. A po tej sytuacji, jeszcze gdy później często ze mną rozmawiał, interesował się moim zdrowiem to tez coś mnie trzepnelo na jego punkcie. On żonaty, ja mężatka. Wiedziałam że nie mogę pozwolić sobie by cokolwiek poczuć do niego. Minęło mi. Choć teraz mamy fajne relacje na gruncie zawodowym i darze go ogólnie spora sympatią. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość

A to nie jest taki "etap" w terapii? Wydaje mi się, że gdzieś o tym czytałam, że w pewnym momencie leczenia pacjent może zakochać się w swoim terapeucie i oni mają tego świadomość. Może jak z nim o tym porozmawiasz, na zasadzie kolejnej rzeczy do przepracowania, będzie Ci łatwiej się uporać

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość

Kiepsko trafiłaś ,watpię aby ktoryś psychiatra chciał nieć cos wspólnego z pacjentką nie obraź się nic personalnego ,a raczej wypada by był miły i traktował Cię z szacunkiem raz że ma z Ciebie kasę a dwa takich ludzi jak my raczej trzeba traktować miło.Też mam nerwicę i nawet psychiatrzy do których chodzę traktują mnie lekko z przymrużeniem oka kiedyś uslyszałam, że prawdziwe choroby mają ze 2 osoby na 30 w poczekalni, a jeżeli nie umiem poradzić sobie z moimi lękami to muszę nauczyć się z nimi życ, ja się nie obrażam, bo w sumie to prawda 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość

ale oni z kazdym czubkiem się obchodzą jak z jajcem chodzę do psychiatry to wiem chciałabym kiedyś zerknąć w ten jego laptop to musi być skarbnica wiedzy😁

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gosc

Zmień lekarza.

On jest miły bo ma taki zawód. Musisz czuć się dobrze w jego towarzystwie abyś mogła sie otworzyć i opowiadać swoje dyrdymały chorobowe. Ale nie myl tego z czymś więcej. On jest miły dla każdej pacjentki. I nic to nie znaczy. On to robi bo mu płacisz. A nie że tak bardzo cie lubi i moze jeszcze chciałby żonę zdradzić. 

Może czas na szpital? Bo naprawde masz nierówno w bańce. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lol
3 godziny temu, Gość Kanda napisał:

Dlaczego jemu przysługę? To chyba sobie przysługę musiałaby zrobić bo to ona jest nieszczęśliwie zauroczona a nie on...

Bo zakochanym pacjentkom może odbić, a potem facet będzie siedział za molestowanie, którego nie było. Piszę jak jest. Ja bym się nie podjęła leczenia kogoś takiego. Lekarze co chwile są pozywani o byle ..., sobie wolałabym tego oszczędzić 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
10 minut temu, Gość Lol napisał:

Bo zakochanym pacjentkom może odbić, a potem facet będzie siedział za molestowanie, którego nie było. Piszę jak jest. Ja bym się nie podjęła leczenia kogoś takiego. Lekarze co chwile są pozywani o byle ..., sobie wolałabym tego oszczędzić 

Mam wrażenie, że nie czytacie uważnie mojego pierwszego posta. Przecież napisałam, że ja sama źle się z tym czułam i sugerowałam mu już kilka lat temu, gdy miałam pierwsze poważniejsze problemy, że poczułam do niego coś więcej. Dodałam wtedy, że znam normy etyczne i myślałam o zmianie specjalisty, choć już się do niego przyzwyczaiłam i smutno byłoby to zmieniać. A on mi na to że moje odczucia możemy potraktować jako objaw, moja cechę charakterystyczną, że po prostu mam skłonności do przeżywania wszystkiego bardziej niż się powinno. I powiedział, żeby nie przerywać leczenia (w domyśle: u niego, bo napisałam mu przecież wyraźnie że mogę iść do kogo innego i proszę go o zdanie w temacie). Niby potem mieliśmy to omówić na spotkaniu kolejnym ale oboje byliśmy lekko zaklopotani tą sytuacją, a ja nawet zła na siebie że w ogóle to poczułam, więc unikaliśmy tematu. Jeszcze kilka wizyt się odbyło i koniec. Teraz minęło 3 lata z hakiem, znów do niego trafiłam. 

Czy gdyby rzeczywiście bał się posądzeń o molestowanie, chciałby wtedy żebym jednak dalej chodziła do niego a nie do kogoś innego? Powiem szczerze że ja wtedy czekałam żeby raczej mnie spławił i powiedział, że rzeczywiście mogę zmienić lekarza. Ale to nie miało miejsca.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Anna
23 minuty temu, Gość Lol napisał:

 

Jesteście bardzo mało "wierzące". Świat zna przypadki Że lekarz i paxjentka stali się para. Nie mówię że lekarz autorki coś do niej czuje ale nie lubię negowania czegoś z automatu "bo to lekarz". A niby dlaczego nie? Tak jakby nauczyciel nie mógł się zakochać w uczennicy, sama znam dwa takie związki. Skończyła szkołę i zaczęli się spotykać. Tutaj sprawa utrudniona bo lekarzom nie wolno niby. Ale bzdurą jest zakładanie że żaden lekarz w żadnej pacjentce nie może się zadurzyc. To tylko ludzie, tacy sami jak inni ludzie. Też chcą być lubiani i doceniani. 

Albo to mówienie że pacjenci psychiatry to czuby.... Akurat szacuje się że nerwice ma 30 proc.ludzi teraz, mówię o Europie i Ameryce Północnej. Wysoko rozwinięte społeczeństwa, pośpiech, samotność, oderwanie od krewnych (wyjazdy do innych miast do pracy, etc.) I jak ktoś ma skłonności to nerwica gotowa. Nie każdy człowiek z nerwica to Adam Maiuczynski z Dnia Świra. Nie widzę powodu dla którego nikt miałby nie chcieć wchodzić z nimi w związki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gosc

OMG, zmień lekarza, bo jego terapia pogłębia twoja glupizne.OMG!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ojce

A ja bym nie zmieniała lekarza jeśli jest dobry i np. trafia z lekami. Taki lekarz to skarb w zalewie konowałów i nie wiadomo na kogo autorka potem trafi, ilu lekarzy po drodze będzie musiała zmienić i czy któryś jej nie skrzywdzi zamiast pomóc. A do miłości podchodzi się profesjonalnie no bo sorry hydraulika też nie wezwiesz jak się w nim zadurzysz?  

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość werty
10 godzin temu, Gość Gość napisał:

Na pewno nie udają szacunku do pacjenta. Przecież trzeba go mieć żeby w ogóle chciec wykonywać ten zawód.

Masz 12 lat? 

Zeby wykonywac ten zawód, trzeba miec skończone studia medyczne, na psychiatriue ide czesto słabi lekarze, bo uchodzi to za duzo łatwiejsze niz np. kardiologia. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
41 minut temu, Gość Gosc napisał:

OMG, zmień lekarza, bo jego terapia pogłębia twoja glupizne.OMG!

To raczej ty prezentujesz "głupizne"... Ja autorkę rozumiem bo kiedyś przeżyłam coś podobnego, do wykładowcy. A co do osoby która pisze że psychiatria jest lepszy niż kardiologia, skąd wiesz co jest łatwe a co nie, jesteś po medycynie? Ciekawe jak neurologia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość werty
5 minut temu, Gość Gość napisał:

To raczej ty prezentujesz "głupizne"... Ja autorkę rozumiem bo kiedyś przeżyłam coś podobnego, do wykładowcy. A co do osoby która pisze że psychiatria jest lepszy niż kardiologia, skąd wiesz co jest łatwe a co nie, jesteś po medycynie? Ciekawe jak neurologia.

nie musze byc po medycynie, mam rozum i idzie to wydedukowac to raz, a dwa ta specjalizacja taka własnie ma opinie wsród lekarzy. Psychiatria nie jest lepsza, tylko łatwiejsza. Jest mniejsza odpowiedzialnosc, chyba łatwiej wypisac tabletki, niz robic komus operacje, analizowac wyniki skomplikowanych badan, itp. I jak nie trafisz w dobre tabletki to tez mniejsze powikłania dla pacjenta. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gosc

Na miejscu autorki wzielabym coś na przeczyszczenie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Przypadek dawnej znajomej

To mi przypomina moją byłą znajomą. Miała 23 lata kiedy wpadł jej w oko kardiolog. Szukała go na każdym możliwym portalu społecznościowym, pobierała jego zdjęcia, śledziła, wystawała pod pracą, na wizyty ubierała się bardzo wyzywająco.

Potrafiła stać pod przychodnią po 6h. Wyśledziła jego adres i wystawała pod jego domem. Dała sobie spokój jak zobaczyła, że co raz umawia się z inną. No i każda wyglądała jak super modelka. Ten cyrk trwał rok. Podobnie było z każdym nowo poznamym facetem. Szczególnie lekarzem.

Dziewczyna nie miała równo pod sufitem. W stosunku do mnie raz była miła a raz groziła. M.in. straszyła moich już byłych znajomych, wypisywała jaka to jestem dwulicowa, śledziła mnie. W nocy wysyłała smsami groźby, potem usiłowała się godzić. Dziś mieszka w Anglii z samotnym ojcem (jej narzeczony). Ma już 28 lat i nadal bez matury i skończonej szkoły. Do mnie miała pretensje o to, że studiuję i wolny czas spędzam na nauce lub w kole naukowym.

Moja rada: zmień lekarza na mniej przystojnego, może na kobietę. Można zauroczyć się w lekarzu lub odwrotnie. Jesteśmy tylko ludźmi. Jeżeli to Ciebie przerasta to lepiej zmień. Pomyśl, że wieczorem w domu przytula swoją żonę i opowiada o takich "przypadkach" jako o dniu z pracy a dla Ciebie to jednak coś więcej.

Sama chodzę teraz do chirurga to widzę co się dzieje z kobietami. A że młody to dziewczyny w moim wieku lub młodsze siedzą w kolejce, z pełnym makijażem, dekolt lub mini (zależy czy z nogą czy z ręką). Facet żonaty, dzieciaty, spoko gość, pracuje z żoną. Też ma zostać chirurgiem. Szkoda mi ich bo się mijają a fajna z nich  para. Starsze babki to samo "o ho ho, młody je wymaca"...ja pier***e. Przed operacją nie widziałam człowieka, sami go wpisali, rękę złożył. Mogą dać i starego oby tylko dobrze zrobił. Ale...ja w przeciwieństwie do innych jego pacjentek przychodzę tam nie na podryw a na kontrolę. Zresztą znowu będą operować. Tylko wnerwiają mnie durne żarty pielęgniarek w stylu "młoda, jeszcze się spodobasz lekarzowi". Razem z anestezjologiem mało nie padliśmy... z wnerwu (ja), szoku (on). Jak teraz znam lekarza to mi dopiero głupio.

Fakt faktem dużo młodych kobiet maluje się, stroi i idzie do lekarza jak na randkę. Najlepsze jak dowiadują się, że lekarzem jest kobieta....Czyli jednak liczą na podryw.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Aga
Dnia 7.04.2019 o 20:33, Gość Dsrd napisał:

Ja mężatka, on żonaty. Pewnie każda pacjentkę dobrze traktuje ale mnie trafiło na jego punkcie. A następna wizyta za miesiąc. Beznadzieja. Już kiedyś parę lat temu się leczyłam u niego i mu napisałam maila ze coś poczułam i czy zmienić lepiej lekarza. A on mi na to że nie, że to normalne i żeby przychodzić. 3 lata nie chorowałam. Teraz znów. Zobaczyłam go, pogadalam i mnie trzepnelo. Co mam zrobić i jak o tym nie myśleć?

To częste. Moja koleżanka studiowała psychologię i tam miała wykłady z psychitrą - kobietą, która mówiła ze zakochiwały się w niej kobiety hetero, faceci również przez to przestała przyjmować w gabinecie w domu bo ją nachodzili. Wydaje mi się, ze mylisz miłość z tym, ze on ci pomaga, ze jest dobry dla ciebie. Właśnie kochalanka mi mówiła, ze ta psychiatra tak im mówiła, ze pacjentom wydawało się ze ją kochają ze ona to odwzajemnia a tak na serio ona tylko robiła to co do niej należy - pomagała 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
17 godzin temu, Gość Przypadek dawnej znajomej napisał:

To mi przypomina moją byłą znajomą. Miała 23 lata kiedy wpadł jej w oko kardiolog. Szukała go na każdym możliwym portalu społecznościowym, pobierała jego zdjęcia, śledziła, wystawała pod pracą, na wizyty ubierała się bardzo wyzywająco.

Potrafiła stać pod przychodnią po 6h. Wyśledziła jego adres i wystawała pod jego domem. Dała sobie spokój jak zobaczyła, że co raz umawia się z inną. No i każda wyglądała jak super modelka. Ten cyrk trwał rok. Podobnie było z każdym nowo poznamym facetem. Szczególnie lekarzem.

Dziewczyna nie miała równo pod sufitem. W stosunku do mnie raz była miła a raz groziła. M.in. straszyła moich już byłych znajomych, wypisywała jaka to jestem dwulicowa, śledziła mnie. W nocy wysyłała smsami groźby, potem usiłowała się godzić. Dziś mieszka w Anglii z samotnym ojcem (jej narzeczony). Ma już 28 lat i nadal bez matury i skończonej szkoły. Do mnie miała pretensje o to, że studiuję i wolny czas spędzam na nauce lub w kole naukowym.

Moja rada: zmień lekarza na mniej przystojnego, może na kobietę. Można zauroczyć się w lekarzu lub odwrotnie. Jesteśmy tylko ludźmi. Jeżeli to Ciebie przerasta to lepiej zmień. Pomyśl, że wieczorem w domu przytula swoją żonę i opowiada o takich "przypadkach" jako o dniu z pracy a dla Ciebie to jednak coś więcej.

Sama chodzę teraz do chirurga to widzę co się dzieje z kobietami. A że młody to dziewczyny w moim wieku lub młodsze siedzą w kolejce, z pełnym makijażem, dekolt lub mini (zależy czy z nogą czy z ręką). Facet żonaty, dzieciaty, spoko gość, pracuje z żoną. Też ma zostać chirurgiem. Szkoda mi ich bo się mijają a fajna z nich  para. Starsze babki to samo "o ho ho, młody je wymaca"...ja pier***e. Przed operacją nie widziałam człowieka, sami go wpisali, rękę złożył. Mogą dać i starego oby tylko dobrze zrobił. Ale...ja w przeciwieństwie do innych jego pacjentek przychodzę tam nie na podryw a na kontrolę. Zresztą znowu będą operować. Tylko wnerwiają mnie durne żarty pielęgniarek w stylu "młoda, jeszcze się spodobasz lekarzowi". Razem z anestezjologiem mało nie padliśmy... z wnerwu (ja), szoku (on). Jak teraz znam lekarza to mi dopiero głupio.

Fakt faktem dużo młodych kobiet maluje się, stroi i idzie do lekarza jak na randkę. Najlepsze jak dowiadują się, że lekarzem jest kobieta....Czyli jednak liczą na podryw.

No cóż...ja ani nie śledzę swojego psychiatry, ani nie przyszłoby mi do głowy go męczyć swoją osobą poprzez łażenie za nim czy inną błazenadę. Nie jestem nachalna. Nigdy też nie zachowywałam się jak Twoja koleżanka, widać że jest autentycznie rąbnięta (śledzenie??? o matko...) ja po prostu mam łagodną nerwicę lękową, objawiającą się tym, że nadmiernie skupiam się na tym, co pomyślą ludzie, więc wolę ich unikać. Na szczęście leczę się z tej swojej fobii.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Dnia 7.04.2019 o 20:33, Gość Dsrd napisał:

Ja mężatka, on żonaty. Pewnie każda pacjentkę dobrze traktuje ale mnie trafiło na jego punkcie. A następna wizyta za miesiąc. Beznadzieja. Już kiedyś parę lat temu się leczyłam u niego i mu napisałam maila ze coś poczułam i czy zmienić lepiej lekarza. A on mi na to że nie, że to normalne i żeby przychodzić. 3 lata nie chorowałam. Teraz znów. Zobaczyłam go, pogadalam i mnie trzepnelo. Co mam zrobić i jak o tym nie myśleć?

Ja byłam zakochana w nauczycielu, ale wiem, co czujesz. On mnie traktował jak każdą uczennicę, a ja cierpiałam z tego powodu. Nigdy się nie dowiedział o moich uczuciach i chyba tak jest lepiej. Minęły dwa lata od czasu, gdy widziałam go poraz ostatni, a ja nie mogę zapomnieć. Myślę, że nie powinnaś mu o tym mówić, jeśli on jest wobec Ciebie obojętny. Jeszcze bardziej będziesz wtedy cierpieć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
56 minut temu, Gość gość napisał:

Ja byłam zakochana w nauczycielu, ale wiem, co czujesz. On mnie traktował jak każdą uczennicę, a ja cierpiałam z tego powodu. Nigdy się nie dowiedział o moich uczuciach i chyba tak jest lepiej. Minęły dwa lata od czasu, gdy widziałam go poraz ostatni, a ja nie mogę zapomnieć. Myślę, że nie powinnaś mu o tym mówić, jeśli on jest wobec Ciebie obojętny. Jeszcze bardziej będziesz wtedy cierpieć.

Ja już mu powiedziałam, tzn.napisalam. To było trzy lata temu, potem odbyłam jeszcze kilka wizyt w czasie których czułam się głupio że mu dałam znać o tym co czuję, a potem miałam ponad trzy lata przerwy. Teraz wróciłam bo moje problemy znów się odezwały. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość

A poza tym ja uważam że warto powiedzieć. Nic tak naprawdę nie tracisz, a możesz zyskać. Dla mnie ewentualny "wstyd" że z czegoś nic nie wyszło, to żaden wstyd. Czasami ktoś nic nie robi bo czeka na pierwszy krok tej drugiej strony. A jak sobie wyobrażasz nauczyciela lub lekarza, który robi pierwszy krok? Bez sensu. Żaden się raczej na to nie zdobędzie, chyba że przestanie być twoim nauczycielem/lekarzem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Widze problem wlasnie psychologiczny.maz autorki nie okazuje zainteresowania ani czulosci, a terapeuta wrecz przeciwnie.moze powinniscie isc oboje na terapie, wtedy przynajmniej problem z zabujaniem sie w lekarzu zostanie rozwiazany

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
1 godzinę temu, emigrantka napisał:

Widze problem wlasnie psychologiczny.maz autorki nie okazuje zainteresowania ani czulosci, a terapeuta wrecz przeciwnie.moze powinniscie isc oboje na terapie, wtedy przynajmniej problem z zabujaniem sie w lekarzu zostanie rozwiazany

kto oboje? ona i lekarz czy ona i mąż - na terapię? i uwaga bo po terapii jej mąż nagle stanie sie mily i uwazny na nią. przecież albo to masz albo tego nie masz. mąż autorki ma ją głęboko, mało to takich mężów? nie wiadomo po co toto się ożeniło, nikt mu lufy do łba nie przystawiał, a potem nagle mu sie odwidziało i już mu żona nie pasuje, olewa ją, zamyka sie w swoim swiecie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×