Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
awaria

***wychodzenie z romansu***wyjscie awaryjne***

Polecane posty

Gość Panda
9 godzin temu, Gość Lola114 napisał:

Im bardziej nas kochaja, tym gorzej

Chyba im większa obsesje maja. Nie wiem czy to miłość? Kiedyś już to rozkminialysmy, co to miłość itp., ale wspólny punkt był taki, ze to pragnienie dobra dla drugiego. Robienie mu dobra ( nie mylić z robieniem dobrze 🙂 ) A skoro ktoś ciągnie tyle romans taki w połowie drogi, bez powiedzenia „albo ja” albo „idź bądź szczęśliwa gdzieś indziej” No to nie wiem ile w tym miłości, a ile jakiś egoistycznych chęci wygrania, posiadania itp. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Gość Lola114 napisał:

Momentami? To fajnie. Bo ja mam rozterki caly czas. Chyba “wychodzenie” zalezy of faceta. Tak jak u Kini (I u wielu dziewczyn przed nia) wychodzenie zaczyna sie od nich. I wtedy niby jest ciezko ale tak naprawde jest latwiej (nie masz wyboru). U Ciebie bedzie ciezko (juz to zreszta pisalam). Niby sie teraz cieszysz (bo cie kocha) ale to wszystko sie bardzo skomplikuje..

To fakt,zostałam zmuszona . Nie chciałam tego. Może jest łatwiej ale swoje trzeba odcierpieć. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Roleta

Dokładnie jest tak jak pisze lola i panda. To oni decydują najczęściej niestety o wyjściu. A my nie mamy wtedy innego wyboru i musimy się z tym pogodzić co oczywiście najczęściej okupione jest mega cierpieniem. Dlatego myślę, że każda która myśli o wyjściu to podświadomie boi się że to on pierwszy zakończy dlatego myśli czy by nie zakończyć wcześniej. Ja tak właśnie mam od jakiegoś czasu. Wolałabym to ja to skończyć, bo wiem że bardziej cierpiała bym gdyby on to zrobił, wtedy dochodzi  uczucie odrzucenia, a to jest bardzo przykre. I tak, to prawda, miłość to pragnienie dobra dla tej osoby, oni na pewno się nie kierują miłością tylko obsesją, chęcią posiadania. 

Dzisiaj mój k dużo mniej aktywny, a wczoraj tak narzekał... Także ten...

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lola114
2 godziny temu, Gość Panda napisał:

Chyba im większa obsesje maja. Nie wiem czy to miłość? Kiedyś już to rozkminialysmy, co to miłość itp., ale wspólny punkt był taki, ze to pragnienie dobra dla drugiego. Robienie mu dobra ( nie mylić z robieniem dobrze 🙂 ) A skoro ktoś ciągnie tyle romans taki w połowie drogi, bez powiedzenia „albo ja” albo „idź bądź szczęśliwa gdzieś indziej” No to nie wiem ile w tym miłości, a ile jakiś egoistycznych chęci wygrania, posiadania itp. 

Z ta miloscia to ja juz sama nie wiem jak jest. Co to wlasciwie milosc? Jak wielu tu pisze, jak mozna twierdzic ze sie kocha meza gdy sie go zdradza? Dlatego ja juz tak nie pisze, I do “milosci” blizej jest temu uczuciu ktore czuje do k. To namietnosc, to poczucie jednosci, to k moze mnie latwo zranic a ja jego. Ale (egoistycznie) lubie moje poukladane zycie z m, I jak sobie tylko pomysle ile zmian musialabym wprowadzic w moim zyciu aby na codzien byc z k..to mi sie od razu odniechciewa..No wiec lubie moje poukladane zycie, ktorego czescia jest m. Lubie nasze plany na przyszlosc, nasze fajne wakacje, nasze fajne rozmowy. Czy nie glupota byloby z tego rezygnowac ? Przeciez ta “milosc” to k moze mi niedlugo przejsc. Jak szybko przeszlo by mi to uczucie gdybym byla z nim na codzien? A szczegolnie gdybym musiala isc na kimpromisy I sie “docierac”? Tak sobie rozkminiam, bo moj k w ciagu ostatniego miesiaca chyba ze trzy razy powiedzial mi ze kocha (co nie jest u niego normalne) I ze musimy powaznie porozmawiac co kazde z nas musi zrobic abysmy byli razem..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość

i dlatego jest rzadkością że kochankowi po rozwodzie są razem dłużej niż kilka lat. Kobiety potem wpadają w wir kolejnych pocieszycieli aż dochodzą do jednego wniosku który jest spóżniony  w czasie ( od rozpoczęcia romansu). Szansą ich jest że kochanek jest psychicznie normalny ( bawidamek, próżniak, oszołom, psychopata...)  samotny, ma poukładane sprawy finansowe, nie alkocholik ani narkoman. Tak jak Lola napisała mozna romansować z kimś kto kręci erotycznie ale żyć się nie da z każdym ( co innego pare godzin w tygodniu a cały czas przebywać 24 godziny i dzielić wspólne sprawy).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mar
31 minut temu, Gość Lola114 napisał:

Z ta miloscia to ja juz sama nie wiem jak jest. Co to wlasciwie milosc? Jak wielu tu pisze, jak mozna twierdzic ze sie kocha meza gdy sie go zdradza? Dlatego ja juz tak nie pisze, I do “milosci” blizej jest temu uczuciu ktore czuje do k. To namietnosc, to poczucie jednosci, to k moze mnie latwo zranic a ja jego. Ale (egoistycznie) lubie moje poukladane zycie z m, I jak sobie tylko pomysle ile zmian musialabym wprowadzic w moim zyciu aby na codzien byc z k..to mi sie od razu odniechciewa..No wiec lubie moje poukladane zycie, ktorego czescia jest m. Lubie nasze plany na przyszlosc, nasze fajne wakacje, nasze fajne rozmowy. Czy nie glupota byloby z tego rezygnowac ? Przeciez ta “milosc” to k moze mi niedlugo przejsc. Jak szybko przeszlo by mi to uczucie gdybym byla z nim na codzien? A szczegolnie gdybym musiala isc na kimpromisy I sie “docierac”? Tak sobie rozkminiam, bo moj k w ciagu ostatniego miesiaca chyba ze trzy razy powiedzial mi ze kocha (co nie jest u niego normalne) I ze musimy powaznie porozmawiac co kazde z nas musi zrobic abysmy byli razem..

Też tak myślałam przez ostatnie dni,jak to jest możliwe żeby kochać męża i go zdradzać? Ja chyba nie jestem całkiem normalna, mogę być z k i przyjść do domu jak gdyby nigdy nic,do codziennych obowiązków.

Jak nie widzę k przez kilka dni, bardzo tęsknię, wiedziałam że nie będzie możliwe spotkanie  w ostatnim tygodniu , postanowiłam że nie będę się kontaktować, żeby sprawdzić swój,,stan emocjonalny". Ale on codziennie dzwonił rano do pracy, tylko kilka minut dziennie a baterie naładowane na cały dzień.Wyczulam że jemu te rozmowy też są potrzebne.

I tak sobie myślę, kiedy mu przejdzie? Zadałam mu nawet pytanie , czy nie jest mu lepiej jak mnie nie widzi? Odpowiedział że szczerze to na początku nie przypuszczał że tak to się potoczy, że będzie tak długo trwało.Zapytalam co dalej, odpowiedział że dobrze jest nam tak jak jest, zgodziłam się z tym,bo mi też to pasuje, tylko ile taki układ może trwać?K mówi że nawet do śmierci,na poprzednim temacie ktoś napisał że ma romans 17 lat, to przerażające,ja podeszłam do tego jak do rekompensaty za braki w małżeństwie,a łapię się na tym że wystarcza mi rozmowa z nim, może inaczej, bardzo lubię z nim po prostu być, rozmawiać

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Roleta

Mar. Ja widzę w tym co powiedział twój k już pewną rzecz. "jest nam dobrze tak jak jest" no to powiem ci, że już to świadczy że nie chciałby nic zmieniać, co za tym idzie nie myśli o tobie poważnie w kategorii normalnego związku. Ja np. już nie mam złudzeń, bo u nas już to zauroczenie mocne minęło, wiem już że on nie zmieniłby swojego życia dla mnie. A ja swojego dla niego. 

Jak to wogole jest, że jednego dnia dzwoni cały dzień od najwcześniejszej możliwej godziny do najpóźniejszej możliwej godziny, a następnego jakoś go nie ma. Zadzwonił raz, potem ja raz na krótkie rozmowy i tyle...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mar
6 minut temu, Gość Roleta napisał:

Mar. Ja widzę w tym co powiedział twój k już pewną rzecz. "jest nam dobrze tak jak jest" no to powiem ci, że już to świadczy że nie chciałby nic zmieniać, co za tym idzie nie myśli o tobie poważnie w kategorii normalnego związku. Ja np. już nie mam złudzeń, bo u nas już to zauroczenie mocne minęło, wiem już że on nie zmieniłby swojego życia dla mnie. A ja swojego dla niego. 

Jak to wogole jest, że jednego dnia dzwoni cały dzień od najwcześniejszej możliwej godziny do najpóźniejszej możliwej godziny, a następnego jakoś go nie ma. Zadzwonił raz, potem ja raz na krótkie rozmowy i tyle...

Też tak myślę,i dobrze bo ja sobie nie wyobrażam postawienia całego życia na głowie,obecna sytuacja bardzo mi pasuje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lola114
8 minut temu, Gość Mar napisał:

Też tak myślę,i dobrze bo ja sobie nie wyobrażam postawienia całego życia na głowie,obecna sytuacja bardzo mi pasuje.

Ja rozumiem cie Mar. tez potrafie przyjsc do domu I wslizgnac sie w moje zycie jakby nigdy nic. “Tamto zycie” zostawiam tam, u k. Ale jednak meczy mnie to. Ja jednak lubie zwiazki “na zawsze”, chociaz widac jasno jak to “na zawsze” u mnie wyglada..No I z ta swiadomoscia czuje sie bardzo samotna. Coraz czesciej  tesknie za moim uczciwym zyciem. Nudnym zyciem z m. Niedlugo sluzbowo wyjezdzam z k. Mam zamiar walkowac temat “nas” az do obrzydzenia, chcialabym aby k jasno przyznal ze do siebie nie pasujemy. Mysle ze u mnie musi byc to nasza wspolna decyzja ze sie rozstajemy. Jesli jedno sie na to uczciwie nie zgodzi, to tak to bedzie sie ciagnelo latami . Rany, jak mozna tak zyc 17 lat? Zmarnowane cale zycie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lola114
37 minut temu, Gość Roleta napisał:

wiem już że on nie zmieniłby swojego życia dla mnie. A ja swojego dla niego. 

 

Najwazniejsze to postawic sprawe jasno przed sama soba. Niewygodna prawda, ale jednak prawda. I tyle wlasnie sa warte nasze romanse. Naogladalysmy sie za duzo kiepskich filmow..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Już tyle minęło od zakończenia,a ja nadal nie mogę dojść do siebie. Gdy wydaje mi się że mam to już za sobą, to znowu pojawia się tęsknota. Jak nie tęsknota to złość na niego (nienawiść?),a innym razem chce mi się śmiać. Jestem już tym zmęczona.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mar
6 minut temu, Gość Lola114 napisał:

Ja rozumiem cie Mar. tez potrafie przyjsc do domu I wslizgnac sie w moje zycie jakby nigdy nic. “Tamto zycie” zostawiam tam, u k. Ale jednak meczy mnie to. Ja jednak lubie zwiazki “na zawsze”, chociaz widac jasno jak to “na zawsze” u mnie wyglada..No I z ta swiadomoscia czuje sie bardzo samotna. Coraz czesciej  tesknie za moim uczciwym zyciem. Nudnym zyciem z m. Niedlugo sluzbowo wyjezdzam z k. Mam zamiar walkowac temat “nas” az do obrzydzenia, chcialabym aby k jasno przyznal ze do siebie nie pasujemy. Mysle ze u mnie musi byc to nasza wspolna decyzja ze sie rozstajemy. Jesli jedno sie na to uczciwie nie zgodzi, to tak to bedzie sie ciagnelo latami . Rany, jak mozna tak zyc 17 lat? Zmarnowane cale zycie...

Mnie najbardziej przeszkadza to, że nie mogę dzwonić kiedy mam ochotę, nie mogę się spotkać kiedy chcę i ile chcę.Bardzo zaskoczona jestem swoją osobą, że ja mężatka mogę spotykać się z żonatym,z początku miałam wyrzuty sumienia,a teraz żyje jakby  w dwóch światach, świat z m i świat z k,z każdym inaczej, czas leci, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, prawie rok zleciał nie wiem kiedy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Roleta
15 minut temu, Gość Mar napisał:

Mnie najbardziej przeszkadza to, że nie mogę dzwonić kiedy mam ochotę, nie mogę się spotkać kiedy chcę i ile chcę.Bardzo zaskoczona jestem swoją osobą, że ja mężatka mogę spotykać się z żonatym,z początku miałam wyrzuty sumienia,a teraz żyje jakby  w dwóch światach, świat z m i świat z k,z każdym inaczej, czas leci, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, prawie rok zleciał nie wiem kiedy

Mi też to najbardziej przeszkadza. U mnie to wogole kosmos bo na jego prywatny nr nie mogę ani on na mój. Mamy tylko swój "jeden kanał" do kontaktu i nic poza tym. Na tym kanale jego czasem nie ma np. 12 h i to mnie najbardziej wk...urwia że sobie na to pozwala, nie tłumaczy się po prostu go nie ma i tyle. Natomiast jak mnie nie ma to "zapomniałaś o mnie", " nie ma cie, ok" wszystko z fochem oczywiście. Dlatego właśnie wk...rwia mnie cały ten pozal się boże romans. Co mi to do h...ja daje. Jestem coraz bardziej zniesmaczona, bo nigdy ale to nigdy nie podporzadkowalam się nikomu a tu proszę. Tu jestem jakaś słabszą stroną. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Roleta
44 minuty temu, Gość Lola114 napisał:

Ja rozumiem cie Mar. tez potrafie przyjsc do domu I wslizgnac sie w moje zycie jakby nigdy nic. “Tamto zycie” zostawiam tam, u k. Ale jednak meczy mnie to. Ja jednak lubie zwiazki “na zawsze”, chociaz widac jasno jak to “na zawsze” u mnie wyglada..No I z ta swiadomoscia czuje sie bardzo samotna. Coraz czesciej  tesknie za moim uczciwym zyciem. Nudnym zyciem z m. Niedlugo sluzbowo wyjezdzam z k. Mam zamiar walkowac temat “nas” az do obrzydzenia, chcialabym aby k jasno przyznal ze do siebie nie pasujemy. Mysle ze u mnie musi byc to nasza wspolna decyzja ze sie rozstajemy. Jesli jedno sie na to uczciwie nie zgodzi, to tak to bedzie sie ciagnelo latami . Rany, jak mozna tak zyc 17 lat? Zmarnowane cale zycie...

Lola spałaś z k od przyznania się m? Pisałaś że raz chyba? Było tego więcej?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość naiwna...
23 godziny temu, Gość Lola114 napisał:

No to jak z tym calowaniem z “obcym” facetem?

To nie chodzi tylko o całowanie ( chociaż bardzo namiętne), on wiedział jak dotknąć, jak zacząć probowac się "dobierac", ten ton głosu, spojrzenie przenikliwe i pożądliwe, te pytania - to potrafi oszołomić, takie odcięcie od świata. Głupio to wygląda ale parę lat przepisaliśmy i przegadaliśmy i była to jakaś tam "blizsza" dusza

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lola114
8 godzin temu, Gość Roleta napisał:

Lola spałaś z k od przyznania się m? Pisałaś że raz chyba? Było tego więcej?

Roleta, my juz dawno wrocilismy do naszej nienormalnej normalnisci. Mysle czesto ze po uj mowilam m..no ale mleko sie rozlalo. Myslalam ze to mnie (przeciwko sobie) powstrzyma. Ale gdzie tam..Przynajmniej nie spedzam z nim weekendow I nie zostaje do poznych godzin wieczornych.. to wszystko jest przewrocone do gory nogami. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lola114
34 minuty temu, Gość Gość naiwna... napisał:

To nie chodzi tylko o całowanie ( chociaż bardzo namiętne), on wiedział jak dotknąć, jak zacząć probowac się "dobierac", ten ton głosu, spojrzenie przenikliwe i pożądliwe, te pytania - to potrafi oszołomić, takie odcięcie od świata. Głupio to wygląda ale parę lat przepisaliśmy i przegadaliśmy i była to jakaś tam "blizsza" dusza

No ale pomimo wszystko, to bylo tylko jedno spotkanie. Czyli fizycznie obcy facet. Ale z drugiej strony wszystkie tu jestesmy zdrowo szurniete. Wiec w sumie co za roznica w ktora strone

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mar
35 minut temu, Gość Lola114 napisał:

Roleta, my juz dawno wrocilismy do naszej nienormalnej normalnisci. Mysle czesto ze po uj mowilam m..no ale mleko sie rozlalo. Myslalam ze to mnie (przeciwko sobie) powstrzyma. Ale gdzie tam..Przynajmniej nie spedzam z nim weekendow I nie zostaje do poznych godzin wieczornych.. to wszystko jest przewrocone do gory nogami. 

Dobre określenie:nienormalna normalność 😁

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Recydywistka

Cześć dziewczyny.

U mnie jest trudniej niż myślałam. Na początku roku naprawdę czułam, że się uwalniam, nie widywaliśmy się i kontakt był znikomy. Ale jednak on naciska i chce się ze mną widywać, ostatnio oo prostu nieproszony przyjechał. Dzwoni często, jak nie odbieram to znowu i znowu. Nie mogę się go pozbyć. Proszę by uszanował moją decyzję ale nie rozumie. Wciąż podtrzymuje że on się rozstanie tylko potrzebuje czasu (taaaa). A ja już autentycznie jestem na niego po prostu zła. On ma żal, że jak to mówi odpycham go kiedy on kocha i tylko prosi o czas. Ja mam żal że on traktuje mnie jak d... na boku. On tego nie rozumie i tak to się kręci. 

 

Niestety sprawa się rozniosła, znajomi się dowiedzieli że "sypiam z żonatym", wstyd strasznie. Ona jeszcze nie wie kim ja jestem ale pewnie kwestia czasu. A k mówi "może już zaczniemy starać się o dziecko". No po prostu paranoja.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lola114
6 minut temu, Gość Recydywistka napisał:

Cześć dziewczyny.

U mnie jest trudniej niż myślałam. Na początku roku naprawdę czułam, że się uwalniam, nie widywaliśmy się i kontakt był znikomy. Ale jednak on naciska i chce się ze mną widywać, ostatnio oo prostu nieproszony przyjechał. Dzwoni często, jak nie odbieram to znowu i znowu. Nie mogę się go pozbyć. Proszę by uszanował moją decyzję ale nie rozumie. Wciąż podtrzymuje że on się rozstanie tylko potrzebuje czasu (taaaa). A ja już autentycznie jestem na niego po prostu zła. On ma żal, że jak to mówi odpycham go kiedy on kocha i tylko prosi o czas. Ja mam żal że on traktuje mnie jak d... na boku. On tego nie rozumie i tak to się kręci. 

 

Niestety sprawa się rozniosła, znajomi się dowiedzieli że "sypiam z żonatym", wstyd strasznie. Ona jeszcze nie wie kim ja jestem ale pewnie kwestia czasu. A k mówi "może już zaczniemy starać się o dziecko". No po prostu paranoja.

 

Recydywistka, super ze jestes. Spotkalam sie nie dawno z moja znajoma co wrozy z kart I tlumaczy sny (troche pogieta ale lubie ja). Opowiedzialam jej o twoim snie. To co mi powiedziala: obcinanie wlosow- znaczy zmiany w zyciu. Pozwalasz komus zaufanemu (ta znajoma fryzjerka to metafora “zaufania “) zrobic male I przyjemne zmiany w zyciu. Po malym “podcieciu” twoje zycie ma lepiej wygladac. Zaufana osoba mowi ze podetnie troszke wiecej niz na poczatku umawialiscie sie, a ty jej ufasz I godzisz sie. ..podciecie jest jakie jest. Bardzo ci sie to nie podoba (tak jak tamta fryzura ci sie nie podobaja). Ona mowi ze to ostrzezenie. Ze jak pozwolisz na te zmiany to tak wyladujesz. Sorki ze strasze, ale musialam powtorzyc. A moze bys go zostawila..?? On jest strasznie zaplatany

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, Gość Recydywistka napisał:

Cześć dziewczyny.

U mnie jest trudniej niż myślałam. Na początku roku naprawdę czułam, że się uwalniam, nie widywaliśmy się i kontakt był znikomy. Ale jednak on naciska i chce się ze mną widywać, ostatnio oo prostu nieproszony przyjechał. Dzwoni często, jak nie odbieram to znowu i znowu. Nie mogę się go pozbyć. Proszę by uszanował moją decyzję ale nie rozumie. Wciąż podtrzymuje że on się rozstanie tylko potrzebuje czasu (taaaa). A ja już autentycznie jestem na niego po prostu zła. On ma żal, że jak to mówi odpycham go kiedy on kocha i tylko prosi o czas. Ja mam żal że on traktuje mnie jak d... na boku. On tego nie rozumie i tak to się kręci. 

 

Niestety sprawa się rozniosła, znajomi się dowiedzieli że "sypiam z żonatym", wstyd strasznie. Ona jeszcze nie wie kim ja jestem ale pewnie kwestia czasu. A k mówi "może już zaczniemy starać się o dziecko". No po prostu paranoja.

 

Bardzo mi przykro, że się dowiedzieli. Jak do tego doszło?

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

We mnie jest cały czas obawa, że m się dowie. Wiem co myśli o zdradzie . Jeśli to do niego dojdzie, będzie że mną źle.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Recydywistka

Lola dzięki za wytłumaczenie tego snu. Trochę włos się jeży na głowie nomen omen, ale tak to wygląda. Chcę się od niego uwolnić, ale to nie jest proste. Jeśli zablokuje go na prywatnym numerze, będzie dzwonił na służbowy, albo przyjedzie. Ostatnio mówił że skoro tak go teraz odpycham to chyba go w ogóle nie kochałam. Powiedziałam, że jeśli ma mu to ułatwić nasze rozstanie to mogę mu tak powiedzieć... Ale sama już nie wiem co mam myśleć, jestem skołowana.

 

A co do tego jak się ludzie dowiedzieli... Rok się spotykamy to nietrudno wpaść. Ja jestem wolna więc się jakoś bardzo nie kryłam - jechaliśmy czasem razem na zakupy czy do restauracji. Może nas ktoś widział i zaczął drążyć. Poza tym jego auto pod moim mieszkaniem kilka razy w tygodniu, a to przy jednej z głównych dróg miasteczka w którym mieszkam. Ileś razy byl widziany i się rozniosło, ktoś widział auto, ktoś kojarzył jego, posprqwdzali sobie na FB i doszli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lola114
6 minut temu, Kinia1 napisał:

We mnie jest cały czas obawa, że m się dowie. Wiem co myśli o zdradzie . Jeśli to do niego dojdzie, będzie że mną źle.

Kinia, nie dowie sie. O zdradzie wiesz tylko ty I on. Wszystko inne do moga byc najwyzej domniemania. On nie powie, po uj mialby to robic. Zreszta nawet gdyby powiedzial to mozesz zaprzeczyc. To juz tyle czasu u Ciebie minelo ze nikt ci juz nic nie udowodni. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lola114
13 minut temu, Gość Recydywistka napisał:

Lola dzięki za wytłumaczenie tego snu. Trochę włos się jeży na głowie nomen omen, ale tak to wygląda. Chcę się od niego uwolnić, ale to nie jest proste. Jeśli zablokuje go na prywatnym numerze, będzie dzwonił na służbowy, albo przyjedzie. Ostatnio mówił że skoro tak go teraz odpycham to chyba go w ogóle nie kochałam. Powiedziałam, że jeśli ma mu to ułatwić nasze rozstanie to mogę mu tak powiedzieć... Ale sama już nie wiem co mam myśleć, jestem skołowana.

 

A co do tego jak się ludzie dowiedzieli... Rok się spotykamy to nietrudno wpaść. Ja jestem wolna więc się jakoś bardzo nie kryłam - jechaliśmy czasem razem na zakupy czy do restauracji. Może nas ktoś widział i zaczął drążyć. Poza tym jego auto pod moim mieszkaniem kilka razy w tygodniu, a to przy jednej z głównych dróg miasteczka w którym mieszkam. Ileś razy byl widziany i się rozniosło, ktoś widział auto, ktoś kojarzył jego, posprqwdzali sobie na FB i doszli.

Ludzie pogadaja i przestana . Tak to zawsze wyglada. Atrakcja jest na chwile I tak naprawde to tylko my myslimy ze ludzie mowia o nas non-stop. Prawda taka ze mowia tylko jak sie spotkaja ze znajomymi, bi to zawsze jakas atrakcja w nudnym zyciu, a potem wracaja do siebie I maja gdzies z kim sypiasz, bo kazdy ma cala kupe swoich sekretnych zmartwien😁😁. Wieksze zmartwienie dla ciebie to jak ty sie wyplatasz (rowniez emocjonalnie ) z tej znajomosci. On ci w tym nie pomoze. Ty jestes dla niego ostatnia deska ratunku I ostatnia szansa na w miare normalne (dla niego zycie). Ale ty nie musisz byc deska ratunkowa, prawda? Moglabys miec faceta ktory zwyczajnie chcialby z toba byc, a nie byc kolem ratunkowym dla faceta ktory ozenil sie po dziewczyna podcinala sobie zyly przez niego..no sama pomysl.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Gość Lola114 napisał:

Kinia, nie dowie sie. O zdradzie wiesz tylko ty I on. Wszystko inne do moga byc najwyzej domniemania. On nie powie, po uj mialby to robic. Zreszta nawet gdyby powiedzial to mozesz zaprzeczyc. To juz tyle czasu u Ciebie minelo ze nikt ci juz nic nie udowodni. 

To , że on nie powie to wiem. Ale pracuję z ludźmi ,którzy znają mojego m. Zresztą jeden z nich nakrył nas jak się całowaliśmy . Mogę mieć tylko nadzieję,że albo nie zwrócił uwagi na to co robiliśmy albo , że skoro nie powiedział do tej pory to już tego nie zrobi. A poza tym wszyscy widzieli, że się do siebie zbliżyliśmy. A teraz już tego nie ma.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lola114
2 minuty temu, Kinia1 napisał:

To , że on nie powie to wiem. Ale pracuję z ludźmi ,którzy znają mojego m. Zresztą jeden z nich nakrył nas jak się całowaliśmy . Mogę mieć tylko nadzieję,że albo nie zwrócił uwagi na to co robiliśmy albo , że skoro nie powiedział do tej pory to już tego nie zrobi. A poza tym wszyscy widzieli, że się do siebie zbliżyliśmy. A teraz już tego nie ma.

Juz dawno tego nie na. Teraz mozesz tylko twierdzic (gdyby ktos cos powiedzial, ) ze cod im sie wydawalo..przeciez way wcale nawet nie rozmawiacie..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Lola114

Sylwii tu nie ma juz od paru dni. Szkoda, myslalam ze postawimy ja na nogi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Mar
7 minut temu, Gość Lola114 napisał:

Kinia, nie dowie sie. O zdradzie wiesz tylko ty I on. Wszystko inne do moga byc najwyzej domniemania. On nie powie, po uj mialby to robic. Zreszta nawet gdyby powiedzial to mozesz zaprzeczyc. To juz tyle czasu u Ciebie minelo ze nikt ci juz nic nie udowodni. 

Jakbym swego k słyszała, zawsze jak mówię że ktoś się dowie, że będzie sensacja"bo patrząc z zewnątrz na nasze małżeństwa można odnieść wrażenie że wszystko super,a tu żonaty,, bardzo dorosły"facet z mężatką, że mój m nigdy by mi tego nie wybaczył,a on powtarza że skoro ja nikomu nie powiem ani on to skąd mają wiedzieć? Cała reszta to domysły , których można się wyprzeć.

Miałam nawet pomysł żeby wtajemniczyć moją przyjaciółkę,po to by mieć alibi, żebym czasem mogła się z nim spotkać, ale k wybił mi to z głowy, mówi że na pewno komuś by powiedziała , lepiej kombinować tak jak jest teraz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×