Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Gość Zalamana

Jak odzyskac bylego meza, ktorego zostawilam?

Polecane posty

Gość Zalamana
 

Zyskałaś szacunek w moich oczach, za to że przyznałaś się do częściowej winy. Z perspektywy widzisz, że była szansa na uratowanie związku, mało tego związku na tyle dobrego, że żaden inny mu nie dorównywał. Tylko, że teraz rzeczy i związki wyrzuca się do kosza zamiast naprawiać i ratować. Nikomu nie chce się pracować nad związkiem bo to wymaga czasu, pieniędzy a co najważniejsze chęci. Powiem Ci od siebie, długo próbowałem ratować swój związek, przebaczyć całe zło, które wyrządziła mi żona. Jestem po rozwodzie - nawet gdyby chciała powrotu i gdyby przeprosiła - usłyszała by nie. Tak mnie pokaleczyła w każdej sferze, że wolę być sam niż z nią. Powiadasz 1/3 ty, 2/3 on - coś więcej jeżeli możesz/chcesz powiedzieć.

Oczywiscie, ze nie uwazam sie za ideal i widze swoje bledy. Ogolnie to mysle, ze bylismy zmeczeni zyciem: male dzieci i zero pomocy, wszystko na naszej glowie i tylko praca, praca i praca, zabraklo czasu tylko dla nas...ja pracujaca z domu kisilam sie, on zmeczony nie mial ochoty wychodzic nigdzie itd itp...pozniej go dopadl chyba kryzys wieku sredniego i w sumie od momentu silownia i wspaniale "suplementy" sprawily, ze zaczelo sie sypac jeszcze bardziej...teraz dzieci duzo wieksze, ja mam inna prace...wreszcie wychodze do ludzi...dawne problemy juz nie istnieja...mniejsza wina moja, bo ja probowalam i dawalam szanse, chcialam to naprawic az doszlo do momentu, ze mialam dosyc i koniec...wtedy on sie obudzil jak ja juz sie poddalam. Mojej winy zdecydowanie wiecej pozniej, bo nie powinnam sie zachowywac podczas rozwodu tak jak sie zachowywalam...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zalamana
 

Zyskałaś szacunek w moich oczach, za to że przyznałaś się do częściowej winy. Z perspektywy widzisz, że była szansa na uratowanie związku, mało tego związku na tyle dobrego, że żaden inny mu nie dorównywał. Tylko, że teraz rzeczy i związki wyrzuca się do kosza zamiast naprawiać i ratować. Nikomu nie chce się pracować nad związkiem bo to wymaga czasu, pieniędzy a co najważniejsze chęci. Powiem Ci od siebie, długo próbowałem ratować swój związek, przebaczyć całe zło, które wyrządziła mi żona. Jestem po rozwodzie - nawet gdyby chciała powrotu i gdyby przeprosiła - usłyszała by nie. Tak mnie pokaleczyła w każdej sferze, że wolę być sam niż z nią. Powiadasz 1/3 ty, 2/3 on - coś więcej jeżeli możesz/chcesz powiedzieć.

Oczywiscie, ze nie uwazam sie za ideal i widze swoje bledy. Ogolnie to mysle, ze bylismy zmeczeni zyciem: male dzieci i zero pomocy, wszystko na naszej glowie i tylko praca, praca i praca, zabraklo czasu tylko dla nas...ja pracujaca z domu kisilam sie, on zmeczony nie mial ochoty wychodzic nigdzie itd itp...pozniej go dopadl chyba kryzys wieku sredniego i w sumie od momentu silownia i wspaniale "suplementy" sprawily, ze zaczelo sie sypac jeszcze bardziej...teraz dzieci duzo wieksze, ja mam inna prace...wreszcie wychodze do ludzi...dawne problemy juz nie istnieja...mniejsza wina moja, bo ja probowalam i dawalam szanse, chcialam to naprawic az doszlo do momentu, ze mialam dosyc i koniec...wtedy on sie obudzil jak ja juz sie poddalam. Mojej winy zdecydowanie wiecej pozniej, bo nie powinnam sie zachowywac podczas rozwodu tak jak sie zachowywalam...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zalamana
 

Dlatego dobrze jak jest przerwa pomiędzy związkami, aby nie było niedomówień i niejasności. To jest zdrowa sytuacja zarówno dla byłego jak i nowego partnera. Problem jest w Twoim myśleniu. Powinno dotrzeć... - większość facetów nie domyśla się, nie szuka podtekstów - dla nich przekaz jest jasny. To, że po rozwodzie nie byłaś z nim parą jest bez znaczenia. Sporo kochanków było w związku dopóki zdradzający małżonek nie postanowił uporządkować spraw i wejść w nowy związek. I nagle wszystko się kończyło. Myślę, że moja ocena sytuacji była by zbieżna z oceną exa.  Jeśli to nie tajemnica - ile masz lat?

40 wiec nie jestem rozkapryszona malolata, ktora nie wie czego chce. Mnie sie wydaje, ze on zgonil cala wine na mnie zapominajac o swoim zachowaniu i swoich bledach i ile czasu bylam cierpliwa zanim sie poddalam. Moze mnie poslucha i spojrzy na fakty, a nie domysly i plotki..czas pokaze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
 

Oczywiscie, ze nie uwazam sie za ideal i widze swoje bledy. Ogolnie to mysle, ze bylismy zmeczeni zyciem: male dzieci i zero pomocy, wszystko na naszej glowie i tylko praca, praca i praca, zabraklo czasu tylko dla nas...ja pracujaca z domu kisilam sie, on zmeczony nie mial ochoty wychodzic nigdzie itd itp...pozniej go dopadl chyba kryzys wieku sredniego i w sumie od momentu silownia i wspaniale "suplementy" sprawily, ze zaczelo sie sypac jeszcze bardziej...teraz dzieci duzo wieksze, ja mam inna prace...wreszcie wychodze do ludzi...dawne problemy juz nie istnieja...mniejsza wina moja, bo ja probowalam i dawalam szanse, chcialam to naprawic az doszlo do momentu, ze mialam dosyc i koniec...wtedy on sie obudzil jak ja juz sie poddalam. Mojej winy zdecydowanie wiecej pozniej, bo nie powinnam sie zachowywac podczas rozwodu tak jak sie zachowywalam...

U nas było wręcz odwrotnie. Wspólne wyjazdy, wakacje, wyjścia do kina, pizzerii, wyjazdy do ZOO. Moja duża pomoc w opiece i największe nieszczęście pomoc babki. Myślę, że mojej ex nie pobiłaś. Udało się jej sprowadzić mnie na dno. 40 lat... to nie jest wiek by powiedzieć, że wszystko jest już za Tobą. Uważam, że nie powinnaś pogrążać się. Możesz wpaść w spiralę izolacji. Dzieci dorosną i odejdą... a Tobie zostanie frustracja i rozgoryczenie. Myślę, że to jest zbyt duża cena za błędy młodości.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
 

Mojej winy zdecydowanie wiecej pozniej, bo nie powinnam sie zachowywac podczas rozwodu tak jak sie zachowywalam...

To jak moja ex zakończyła związek, jej naganna postawa podczas rozwodu i tuż po nim w każdej kwestii sprawiła, że raczej nie może liczyć na żadną pomoc z mojej strony. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zalamana
 

U nas było wręcz odwrotnie. Wspólne wyjazdy, wakacje, wyjścia do kina, pizzerii, wyjazdy do ZOO. Moja duża pomoc w opiece i największe nieszczęście pomoc babki. Myślę, że mojej ex nie pobiłaś. Udało się jej sprowadzić mnie na dno. 40 lat... to nie jest wiek by powiedzieć, że wszystko jest już za Tobą. Uważam, że nie powinnaś pogrążać się. Możesz wpaść w spiralę izolacji. Dzieci dorosną i odejdą... a Tobie zostanie frustracja i rozgoryczenie. Myślę, że to jest zbyt duża cena za błędy młodości.

Nas poroznilo zycie...wszystko dostosowane pod jego grafik pracy...czulam sie jak w wiezieniu...wyjazdy czesto tylko ja z dziecmi, raz na rok wspolne wczasy...zestarzal mi sie za wczesnie chyba...mnie brakowalo spotkan ze znajomymi, jemu wszyscy nagle nie odpowiadali...tesknilam za ludzmi!!!! Wiec tak zaczelam balowac w trakcie rozwodu, a po nie moglam sie nacieszyc, ze moge robic grilla i zapraszac kogo chce i kiedy chce i nikt mi nie bedzie marudzil...odzylam! Kazdy potrzebuje kontaktu z innymi i przyjaciol! 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zalamana
 

To jak moja ex zakończyła związek, jej naganna postawa podczas rozwodu i tuż po nim w każdej kwestii sprawiła, że raczej nie może liczyć na żadną pomoc z mojej strony. 

Wiesz on tez nie byl swiety podczas rozwodu ale sadze, ze dzialal pod wplywem nerwow i czul sie skrzywdzony...wydzwanial po rodzinie i znajomych i nawet nie bede powtarzala co wygadywal...nikt normalny w to nie uwierzyl.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zalamana
 

U nas było wręcz odwrotnie. Wspólne wyjazdy, wakacje, wyjścia do kina, pizzerii, wyjazdy do ZOO. Moja duża pomoc w opiece i największe nieszczęście pomoc babki. Myślę, że mojej ex nie pobiłaś. Udało się jej sprowadzić mnie na dno. 40 lat... to nie jest wiek by powiedzieć, że wszystko jest już za Tobą. Uważam, że nie powinnaś pogrążać się. Możesz wpaść w spiralę izolacji. Dzieci dorosną i odejdą... a Tobie zostanie frustracja i rozgoryczenie. Myślę, że to jest zbyt duża cena za błędy młodości.

Wiesz czego mi najbardziej brakuje?? Tego, ze ufalismy sobie w 100%, ze nikt nie mial posranych pinow do telefonow, nikt nie wylogowywal sie z fb czy maila i najwazniejsze nikt nikogo nie sprawdzal! Chodzilismy na imprezy bawilismy sie ze soba i ze wszystkimi nikt nikomu zadnych scen zazdrosci nie robil, bo tanczyl czy rozmawial z kim innym! Kasa byla wspolna i nikt nikogo nigdy nie rozliczal! Wlasnie dlatego jest mi tak teraz trudno!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
 

Nas poroznilo zycie...wszystko dostosowane pod jego grafik pracy...czulam sie jak w wiezieniu...wyjazdy czesto tylko ja z dziecmi, raz na rok wspolne wczasy...zestarzal mi sie za wczesnie chyba...mnie brakowalo spotkan ze znajomymi, jemu wszyscy nagle nie odpowiadali...tesknilam za ludzmi!!!! Wiec tak zaczelam balowac w trakcie rozwodu, a po nie moglam sie nacieszyc, ze moge robic grilla i zapraszac kogo chce i kiedy chce i nikt mi nie bedzie marudzil...odzylam! Kazdy potrzebuje kontaktu z innymi i przyjaciol! 

U nas problem zupełnie inny - mieszanie się matki w nasze małżeństwo, jej dominacja i rządzenie, zawłaszczanie dziecka. Dla tego związku poświęciłem wszystko i zostałem z niczym. Moje kontakty z przyjaciółmi urwały się w trakcie małżeństwa. Dla ex znajomi i przyjaciele byli niepotrzebni. Ja również czuję się bardzo skrzywdzony, pobity i oszukany. Jednak staram się jej nie atakować. Natomiast na utrudnienia z jej strony reaguję z całą stanowczością używając wszystkich prawnych dróg. W trakcie rozwodu poszedłem w zupełnie inną stronę, kierunek izolacja, a raczej mocne ograniczenie kontaktów. 

Konkluzja z sali sądowej - moja największa wina to jest to, że nie kupiłem nowego samochodu. A smaczek to brudas i że miałem kochanki. 😉

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
 

Wiesz czego mi najbardziej brakuje?? Tego, ze ufalismy sobie w 100%, ze nikt nie mial posranych pinow do telefonow, nikt nie wylogowywal sie z fb czy maila i najwazniejsze nikt nikogo nie sprawdzal! Chodzilismy na imprezy bawilismy sie ze soba i ze wszystkimi nikt nikomu zadnych scen zazdrosci nie robil, bo tanczyl czy rozmawial z kim innym! Kasa byla wspolna i nikt nikogo nigdy nie rozliczal! Wlasnie dlatego jest mi tak teraz trudno!

Powiem Ci tyle, zazdroszczę Ci takiego związku. Nigdy nie sprawdzałem ex, nie dawałem jej powodów do braku zaufania. Nie nawiązałem żadnych nowych znajomości, utrzymywałem tylko te długoletnie z przed ślubu. U nas momentem przełomowym był ślub... Do ślubu pasowało wszystko po ślubie nic. Z perspektywy... ex zależało na ślubie, a nie na mnie.

Wracając do Ciebie - wiesz, że bardzo wysoko postawiliście poprzeczkę, tak wysoko, że każdy nowy związek zostawał daleko w tyle. Stworzyć podobny układ będzie trudno, bardzo trudno.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zalamana
 

Powiem Ci tyle, zazdroszczę Ci takiego związku. Nigdy nie sprawdzałem ex, nie dawałem jej powodów do braku zaufania. Nie nawiązałem żadnych nowych znajomości, utrzymywałem tylko te długoletnie z przed ślubu. U nas momentem przełomowym był ślub... Do ślubu pasowało wszystko po ślubie nic. Z perspektywy... ex zależało na ślubie, a nie na mnie.

Wracając do Ciebie - wiesz, że bardzo wysoko postawiliście poprzeczkę, tak wysoko, że każdy nowy związek zostawał daleko w tyle. Stworzyć podobny układ będzie trudno, bardzo trudno.

Dlatego juz nie chce probowac zadnego tworzyc, nie chce kolejnej porazki i rozczarowania.Wlasnie zdobylam info ze szpitala i jest gorzej niz myslalam wiec nie patrzac na to co kto na ten temat mysli czy pisze w ten weekend planuje jechac do niego do domu i na sile przetlumaczyc do rozumu 😞 Moze nawet na mnie bluznic nic mnie nie wzruszy...uwazam, ze jego miejsce jest przy mnie i dzieciach teraz...jezeli mu sie uda zwalczyc chorobe i zadecyduje inaczej to juz nic nie poradze i zaakceptuje ale teraz nie ma takiej opcji bym zaakceptowala odmowe jezeli chodzi o zamieszkanie i pomoc...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
 

Dlatego juz nie chce probowac zadnego tworzyc, nie chce kolejnej porazki i rozczarowania.Wlasnie zdobylam info ze szpitala i jest gorzej niz myslalam wiec nie patrzac na to co kto na ten temat mysli czy pisze w ten weekend planuje jechac do niego do domu i na sile przetlumaczyc do rozumu 😞 Moze nawet na mnie bluznic nic mnie nie wzruszy...uwazam, ze jego miejsce jest przy mnie i dzieciach teraz...jezeli mu sie uda zwalczyc chorobe i zadecyduje inaczej to juz nic nie poradze i zaakceptuje ale teraz nie ma takiej opcji bym zaakceptowala odmowe jezeli chodzi o zamieszkanie i pomoc...

Pojechać możesz, porozmawiać możesz... Czy pomóc - zależy od niego. Na siłę nic ni zrobisz. nie możesz zmusić go do miłości i powrotu do związku. Czy jest szansa... o tym często decyduje sposób zakończenia. związku. Jeżeli mu dowaliłaś, zniszczyłaś honor i godność, jeżeli go poniżyłaś to nie wróci do ciebie nawet wtedy gdybyś była ostatnią kobietą na ziemi. Takie niby drobne rzeczy mają decydujące znaczenie... Dlatego nie należy palić za sobą mostów, bo życie płata figle. Myślę, że uczciwa rozmowa rozmowa, wyjaśnienie wszystkich gestii, przeproszenie za wyrządzone krzywdy może być krokiem w dobrą stronę. Czy będzie szansa na powrót - nie wiem, ale to niej jest powód aby nie spróbować. Masz już spore doświadczenie życiowe, wykorzystaj je w dobrym celu. Może ten trudny okres dla niego, wsparcie Twoje i dzieci da Wam drugą szansę. Myślę, że powinnaś porozmawiać z psychologiem. Za związek zapłaciłem również zdrowiem, mam bardzo poważne problemy - serce. Coraz częściej trafiam do szpitala. Jak byłem ostatnio wypraszałem pomoc u innych, żony nawet nie poinformowałem, Nie udzieliłaby mi pomocy, bo najchętniej zobaczyła by mnie w trumnie. a ja nie poproszę jej o pomoc nawet gdybym miał zapłacić za to najwyższą cenę. Każdy byleby nie ona. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zalamana
 

Pojechać możesz, porozmawiać możesz... Czy pomóc - zależy od niego. Na siłę nic ni zrobisz. nie możesz zmusić go do miłości i powrotu do związku. Czy jest szansa... o tym często decyduje sposób zakończenia. związku. Jeżeli mu dowaliłaś, zniszczyłaś honor i godność, jeżeli go poniżyłaś to nie wróci do ciebie nawet wtedy gdybyś była ostatnią kobietą na ziemi. Takie niby drobne rzeczy mają decydujące znaczenie... Dlatego nie należy palić za sobą mostów, bo życie płata figle. Myślę, że uczciwa rozmowa rozmowa, wyjaśnienie wszystkich gestii, przeproszenie za wyrządzone krzywdy może być krokiem w dobrą stronę. Czy będzie szansa na powrót - nie wiem, ale to niej jest powód aby nie spróbować. Masz już spore doświadczenie życiowe, wykorzystaj je w dobrym celu. Może ten trudny okres dla niego, wsparcie Twoje i dzieci da Wam drugą szansę. Myślę, że powinnaś porozmawiać z psychologiem. Za związek zapłaciłem również zdrowiem, mam bardzo poważne problemy - serce. Coraz częściej trafiam do szpitala. Jak byłem ostatnio wypraszałem pomoc u innych, żony nawet nie poinformowałem, Nie udzieliłaby mi pomocy, bo najchętniej zobaczyła by mnie w trumnie. a ja nie poproszę jej o pomoc nawet gdybym miał zapłacić za to najwyższą cenę. Każdy byleby nie ona. 

Mnie w tej chwili juz nie zalezy na powrocie czy zwiazku...zeszlo to na 2gi plan. Najzwyczajniej w swiecie chce pomoc i byc dla niego nawet w formie opiekunki, nie poruszajac tematu nas, jezeli sobie np tego nie zyczy. Wazniejsze jest teraz wsparcie, by byl dobrej mysli i sie nie poddawal...i wiem, ze moge byc ostatnia osoba od ktorej chce pomocy ale musi zrozumiec, ze sam nie da rady 😞

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zalamana
 

Pojechać możesz, porozmawiać możesz... Czy pomóc - zależy od niego. Na siłę nic ni zrobisz. nie możesz zmusić go do miłości i powrotu do związku. Czy jest szansa... o tym często decyduje sposób zakończenia. związku. Jeżeli mu dowaliłaś, zniszczyłaś honor i godność, jeżeli go poniżyłaś to nie wróci do ciebie nawet wtedy gdybyś była ostatnią kobietą na ziemi. Takie niby drobne rzeczy mają decydujące znaczenie... Dlatego nie należy palić za sobą mostów, bo życie płata figle. Myślę, że uczciwa rozmowa rozmowa, wyjaśnienie wszystkich gestii, przeproszenie za wyrządzone krzywdy może być krokiem w dobrą stronę. Czy będzie szansa na powrót - nie wiem, ale to niej jest powód aby nie spróbować. Masz już spore doświadczenie życiowe, wykorzystaj je w dobrym celu. Może ten trudny okres dla niego, wsparcie Twoje i dzieci da Wam drugą szansę. Myślę, że powinnaś porozmawiać z psychologiem. Za związek zapłaciłem również zdrowiem, mam bardzo poważne problemy - serce. Coraz częściej trafiam do szpitala. Jak byłem ostatnio wypraszałem pomoc u innych, żony nawet nie poinformowałem, Nie udzieliłaby mi pomocy, bo najchętniej zobaczyła by mnie w trumnie. a ja nie poproszę jej o pomoc nawet gdybym miał zapłacić za to najwyższą cenę. Każdy byleby nie ona. 

Mnie w tej chwili juz nie zalezy na powrocie czy zwiazku...zeszlo to na 2gi plan. Najzwyczajniej w swiecie chce pomoc i byc dla niego nawet w formie opiekunki, nie poruszajac tematu nas, jezeli sobie np tego nie zyczy. Wazniejsze jest teraz wsparcie, by byl dobrej mysli i sie nie poddawal...i wiem, ze moge byc ostatnia osoba od ktorej chce pomocy ale musi zrozumiec, ze sam nie da rady 😞

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość
 

Mnie w tej chwili juz nie zalezy na powrocie czy zwiazku...zeszlo to na 2gi plan. Najzwyczajniej w swiecie chce pomoc i byc dla niego nawet w formie opiekunki, nie poruszajac tematu nas, jezeli sobie np tego nie zyczy. Wazniejsze jest teraz wsparcie, by byl dobrej mysli i sie nie poddawal...i wiem, ze moge byc ostatnia osoba od ktorej chce pomocy ale musi zrozumiec, ze sam nie da rady 😞

Masz szlachetne intencje... Tak jak powiedziałem, masz za to u mnie szacunek. Jest jedna kwestia - uświadom sobie, że on niczego nie musi. Cenię to, że chcesz mu pomóc, wspierać go i opiekować się nim. Jednak może mieć w sercu uraz do Ciebie, a wtedy Twoja obecność nie będzie go podtrzymywała na duchu a wręcz przeciwnie, będzie go dobijała. Może to odebrać jako pochylanie się zwycięzcy nad pokonanym by cieszyć się z jego klęski... Nie masz innego wyjścia szczera i otwarta rozmowa, ale bez narzucania się. Jeżeli jego myśli są podobne do moich... wolę, nie dać rady w poczuciu godności niż wyjść z choroby w poczuciu upokorzenia. Rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Zalamana
 

Masz szlachetne intencje... Tak jak powiedziałem, masz za to u mnie szacunek. Jest jedna kwestia - uświadom sobie, że on niczego nie musi. Cenię to, że chcesz mu pomóc, wspierać go i opiekować się nim. Jednak może mieć w sercu uraz do Ciebie, a wtedy Twoja obecność nie będzie go podtrzymywała na duchu a wręcz przeciwnie, będzie go dobijała. Może to odebrać jako pochylanie się zwycięzcy nad pokonanym by cieszyć się z jego klęski... Nie masz innego wyjścia szczera i otwarta rozmowa, ale bez narzucania się. Jeżeli jego myśli są podobne do moich... wolę, nie dać rady w poczuciu godności niż wyjść z choroby w poczuciu upokorzenia. Rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj...

Wiesz jak czlowiek chce dobrze to na niego nasraja i go zdepcza...nie warto sie wysilac. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość starr
 

 Najzwyczajniej w swiecie chce pomoc i byc dla niego nawet w formie opiekunki, nie poruszajac tematu nas, jezeli sobie np tego nie zyczy.

Ale się nakręciłaś na tę pomoc. Zasada jest prosta - nikt kto o pomoc Ciebie nie poprosił, nie doceni Twojej dobroci. Uzna to za ingerencję w swoją prywatność, albo w swoje sprawy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Należysz do nielicznej grupy byłych żon które umieją przyznać że spieprzyły małżeństwo ( nie sama tylko). Moim zdaniem jedz , porozmawiaj z nim jak na spowiedzi. Pamiętaj że to chory czlowiek , może mieć ,,jazdy" emocjonalne ale tobie nie WOLNO się poddać. Takie postepowanie świadczy o wartosci człowieka i jego godnosci . Zrób wszystko by czuł sie dobrze, aby poczół się że te lata małżeństwa były wspaniałe a to co się stało to wypadek który zamiast naprawić pozostawiliście sobie. On teraz potrzebuje rodziny chociaż może grać rolę twardziela. Nie walcz z nim, przytakuj, bądz cholernie wyrozumiała nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiem co teraz czujesz ( nie jestem rozwodnikiem ale wdowcem od 6 lat). Pamietaj musisz być silna i odpowiedzialna i zrób WSZYSTKO aby sobie potem nie wyrzucać żalu że mogłaś coś więcej a nie zrobiłaś. Mężczyżni myslą inaczej , powiedz co czujesz co niego , co czułaś i co chcesz zrobić jak wyzdrowieje. Byłaś na strnonach o których pisałem, teraz ci się to na pewno przyda.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
 

Wiesz jak czlowiek chce dobrze to na niego nasraja i go zdepcza...nie warto sie wysilac. 

Od kilku lat tego doświadczam, a od dwóch bardzo intensywnie. Jak ma się miękkie serduszko to trzeba mieć twardą ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
 

Należysz do nielicznej grupy byłych żon które umieją przyznać że spieprzyły małżeństwo ( nie sama tylko). Moim zdaniem jedz , porozmawiaj z nim jak na spowiedzi. Pamiętaj że to chory czlowiek , może mieć ,,jazdy" emocjonalne ale tobie nie WOLNO się poddać. Takie postepowanie świadczy o wartosci człowieka i jego godnosci . Zrób wszystko by czuł sie dobrze, aby poczół się że te lata małżeństwa były wspaniałe a to co się stało to wypadek który zamiast naprawić pozostawiliście sobie. On teraz potrzebuje rodziny chociaż może grać rolę twardziela. Nie walcz z nim, przytakuj, bądz cholernie wyrozumiała nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiem co teraz czujesz ( nie jestem rozwodnikiem ale wdowcem od 6 lat). Pamietaj musisz być silna i odpowiedzialna i zrób WSZYSTKO aby sobie potem nie wyrzucać żalu że mogłaś coś więcej a nie zrobiłaś. Mężczyżni myslą inaczej , powiedz co czujesz co niego , co czułaś i co chcesz zrobić jak wyzdrowieje. Byłaś na strnonach o których pisałem, teraz ci się to na pewno przyda.

A moim zdaniem to za dużo. Skoro facet jest chory to potrzebuje spokoju, nie rozdrapywania starych ran. Niech mu autorka nie mieszka w głowie i nie funduje dodatkowego stresu w tym momencie. Teraz liczy się ten mężczyzna i jego zdrowie, a nie autorka i jej "robienie wszystkiego, żeby nie mogła sobie niczego zarzucić".

Życie to nie komedia romantyczna. Nie wystarczy, że autorka przyjdzie, wyjaśni sytuacje i wszystko skończy się happy endem.

Facet się będzie bić z myślami, przypomną mi się wszystkie złe chwile związane z rozstaniem, to jak autorka go zraniła, jak przekonywała o zdradzie itd.

Niech będzie gdzieś blisko, niech zaoferuje pomoc ale niech nie rzuca na niego takich bomb.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
 

Należysz do nielicznej grupy byłych żon które umieją przyznać że spieprzyły małżeństwo ( nie sama tylko). Moim zdaniem jedz , porozmawiaj z nim jak na spowiedzi. Pamiętaj że to chory czlowiek , może mieć ,,jazdy" emocjonalne ale tobie nie WOLNO się poddać. Takie postepowanie świadczy o wartosci człowieka i jego godnosci . Zrób wszystko by czuł sie dobrze, aby poczół się że te lata małżeństwa były wspaniałe a to co się stało to wypadek który zamiast naprawić pozostawiliście sobie. On teraz potrzebuje rodziny chociaż może grać rolę twardziela. Nie walcz z nim, przytakuj, bądz cholernie wyrozumiała nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiem co teraz czujesz ( nie jestem rozwodnikiem ale wdowcem od 6 lat). Pamietaj musisz być silna i odpowiedzialna i zrób WSZYSTKO aby sobie potem nie wyrzucać żalu że mogłaś coś więcej a nie zrobiłaś. Mężczyżni myslą inaczej , powiedz co czujesz co niego , co czułaś i co chcesz zrobić jak wyzdrowieje. Byłaś na strnonach o których pisałem, teraz ci się to na pewno przyda.

No wlasnie to nie jest takie proste ta rozmowa 😞 Po uslyszeniu prawdy ode mnie zablokowal mnie i powiedzial dzieciom, ze glupoty pisze dlatego mnie zablokowal...czyli nie wierzy, ze ja na serio...pewnie mysli, ze to litosc i mi odbilo...I teraz jestem w kropce szczerze mowiac, bo odnowilam kontakty ze wszystkimi naszymi przyjaciolmi z dawnych lat, ktorzy sie rozjechali po innych miastach i panstwach, bo chcialam zrobic mu urodziny niespodzianke, by spedzil w gronie najblizszych znajomych i bysmy razem postawili go na nogi,by uwierzyl, ze bedzie ok i wiedzial, ze nie jest sam...Wszyscy sie z checia zgodzili na przyjazd na urodziny...a ja teraz mysle czy to ma sens...czy np nie trzasnie drzwiami i nas wszystkich nie zostawi...trudno przewidziec reakcje

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
 

A moim zdaniem to za dużo. Skoro facet jest chory to potrzebuje spokoju, nie rozdrapywania starych ran. Niech mu autorka nie mieszka w głowie i nie funduje dodatkowego stresu w tym momencie. Teraz liczy się ten mężczyzna i jego zdrowie, a nie autorka i jej "robienie wszystkiego, żeby nie mogła sobie niczego zarzucić".

Życie to nie komedia romantyczna. Nie wystarczy, że autorka przyjdzie, wyjaśni sytuacje i wszystko skończy się happy endem.

Facet się będzie bić z myślami, przypomną mi się wszystkie złe chwile związane z rozstaniem, to jak autorka go zraniła, jak przekonywała o zdradzie itd.

Niech będzie gdzieś blisko, niech zaoferuje pomoc ale niech nie rzuca na niego takich bomb.

Szkoda, ze to nie komedia romantyczna...wiem, ze on jest na 1szym planie. Nie robie mu najazdow, nie nachodze. Z 2ej strony znam go najlepiej i wiem jak bardzo jest uparty i ze czasami trzeba na sile, by dotarlo. Minelo tyle lat i nie spodziewam sie, ze mi sie rzuci na szyje i bedzie happy end...przeszlismy duzo i on sie zawzial teraz i tyle...pamietam jak mowil, ze i tak wroce jak mi sie kasa skonczy...wiec chyba rozczarowanie, ze finansowo sie ogarnelam bardzo szybko, a chce wrocic w dobie jego kryzysu, a nie swojego. Moze powinno mu dac to cos do myslenia, ze zawsze kase mialam w dupie, gdyby tak nie bylo nie rozwiodlabym sie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
 

Należysz do nielicznej grupy byłych żon które umieją przyznać że spieprzyły małżeństwo ( nie sama tylko). Moim zdaniem jedz , porozmawiaj z nim jak na spowiedzi. Pamiętaj że to chory czlowiek , może mieć ,,jazdy" emocjonalne ale tobie nie WOLNO się poddać. Takie postepowanie świadczy o wartosci człowieka i jego godnosci . Zrób wszystko by czuł sie dobrze, aby poczół się że te lata małżeństwa były wspaniałe a to co się stało to wypadek który zamiast naprawić pozostawiliście sobie. On teraz potrzebuje rodziny chociaż może grać rolę twardziela. Nie walcz z nim, przytakuj, bądz cholernie wyrozumiała nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiem co teraz czujesz ( nie jestem rozwodnikiem ale wdowcem od 6 lat). Pamietaj musisz być silna i odpowiedzialna i zrób WSZYSTKO aby sobie potem nie wyrzucać żalu że mogłaś coś więcej a nie zrobiłaś. Mężczyżni myslą inaczej , powiedz co czujesz co niego , co czułaś i co chcesz zrobić jak wyzdrowieje. Byłaś na strnonach o których pisałem, teraz ci się to na pewno przyda.

Serio stawalam na glowie...nawet nie wiesz ile sie staralam przez te 3mce...juz sama nie wiem co moge jeszcze zdzialac...teraz chyba moge mu tylko dac czas na przemyslenia...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
 

Serio stawalam na glowie...nawet nie wiesz ile sie staralam przez te 3mce...juz sama nie wiem co moge jeszcze zdzialac...teraz chyba moge mu tylko dac czas na przemyslenia...

Co można zrobić. Nie wiem. Ale zapytam inaczej - czy stłuczoną szklankę można naprawić?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

I zapadla cisza na forum, szkoda 😞

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
 

I zapadla cisza na forum, szkoda 😞

?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeżeli to choroba ta najgorsza , to współczuję . Może spróbuj dotrzeć do niego od strony tej co zrozumiała swój błąd i chce go naprawić ale nie dlatego że jest w takim stanie ale że ty po ostatnim związku zrozumiałaś jakim małżenstwem byliście i co straciłaś. Nie staraj go oskarżać, wypominać, raczej retrospekcja tych szczęśliwych chwil, to co was połączyło i łączyło. Ktoś tu napisał o szklance ja znam wersję o wazonie na kwiaty. Rozchodząc się  szczególnie ci co dążą do tego nie zdają sobie sprawy że już nic nie będzie takie same jak przed rozwodem i to nie tylko dotyczy byłych ale i przyszłości. Inaczej się patrzy na życie, inaczej się postępuje, inaczej się zachowuje a nawet mówi = stajemy się innymi ludzmi pod każdym względem ( psychiki , mentalności a nawet fizycznie ). Ty byłaś w związkach które wpłynęły na ciebie, on doświadcza choroby która zmienia go cały czas i przewartościowuje całe życie. To ostatnie jest twoją deską ratunku na której możesz oprzeć swoje działanie = nie ważne co się zdarzyło po rozwodzie oddzielmy je krechą i zobaczmy co nas dobrego może spotkać . Nie znam ciebie, nie znam prawdy o was ale to promyk nadziei gdyż z tego co piszesz on ma ogromny żal że doszło do rozwodu a to że mówił że jak kasa ci się skonczy to wrócisz to jego obrona bo co miał mówić że wrucisz bo cię kocha, że tęskni za tobą, że wierzy że się opamiętasz , że wierzy że jest i będzie jedyną miłością , że najważniejsza osoba w jego życiu ..... . Co ty byś zrobiła na jego miejscu jakbyś doświadczyła tego co on  ? A może coś w nim wtedy pękło jak w mężu którego żona fizycznie nie zdradziła lecz uczuciowo , emocjonalnie i w poświęcaniu czasu odeszła do kochanka który nomen omen nie chciał. Facet walczył niecały rok w tym 6 miesięcy gdy kochanek obiecal że nie będzie się w żaden sposób kontaktował z żoną ale to ona ciągle sms nawet wiersze pisała. Mowi się że kobieta która zdradziła musiał się zakochać i już męża nie kocha i nigdy nie pokocha ponownie . Tak czy siak powodzenie, próbuj , kombinuj, urzyj podstępu wkoncu wy kobiety to umiecie .

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
 

Jeżeli to choroba ta najgorsza , to współczuję . Może spróbuj dotrzeć do niego od strony tej co zrozumiała swój błąd i chce go naprawić ale nie dlatego że jest w takim stanie ale że ty po ostatnim związku zrozumiałaś jakim małżenstwem byliście i co straciłaś. Nie staraj go oskarżać, wypominać, raczej retrospekcja tych szczęśliwych chwil, to co was połączyło i łączyło. Ktoś tu napisał o szklance ja znam wersję o wazonie na kwiaty. Rozchodząc się  szczególnie ci co dążą do tego nie zdają sobie sprawy że już nic nie będzie takie same jak przed rozwodem i to nie tylko dotyczy byłych ale i przyszłości. Inaczej się patrzy na życie, inaczej się postępuje, inaczej się zachowuje a nawet mówi = stajemy się innymi ludzmi pod każdym względem ( psychiki , mentalności a nawet fizycznie ). Ty byłaś w związkach które wpłynęły na ciebie, on doświadcza choroby która zmienia go cały czas i przewartościowuje całe życie. To ostatnie jest twoją deską ratunku na której możesz oprzeć swoje działanie = nie ważne co się zdarzyło po rozwodzie oddzielmy je krechą i zobaczmy co nas dobrego może spotkać . Nie znam ciebie, nie znam prawdy o was ale to promyk nadziei gdyż z tego co piszesz on ma ogromny żal że doszło do rozwodu a to że mówił że jak kasa ci się skonczy to wrócisz to jego obrona bo co miał mówić że wrucisz bo cię kocha, że tęskni za tobą, że wierzy że się opamiętasz , że wierzy że jest i będzie jedyną miłością , że najważniejsza osoba w jego życiu ..... . Co ty byś zrobiła na jego miejscu jakbyś doświadczyła tego co on  ? A może coś w nim wtedy pękło jak w mężu którego żona fizycznie nie zdradziła lecz uczuciowo , emocjonalnie i w poświęcaniu czasu odeszła do kochanka który nomen omen nie chciał. Facet walczył niecały rok w tym 6 miesięcy gdy kochanek obiecal że nie będzie się w żaden sposób kontaktował z żoną ale to ona ciągle sms nawet wiersze pisała. Mowi się że kobieta która zdradziła musiał się zakochać i już męża nie kocha i nigdy nie pokocha ponownie . Tak czy siak powodzenie, próbuj , kombinuj, urzyj podstępu wkoncu wy kobiety to umiecie .

Moze jestem za duza optymistka ale zawsze nia bylam. To tak co do tej potluczonej szklanki. Nie bedzie tak samo to na 100%; moim zdaniem jak po tym co przezylismy razem i przed i po rozwodzie bysmy mimo wszystko wrocili do siebie, to moze byc tylko lepiej, a nie gorzej...raczej zadne z nas by nie chcialo popelnic tych samych bledow z przeszlosci...Zdecydowanie tez nie mam zamiaru niczego wypominac, juz wystarczajaco sobie wytknelismy przez ostatnie lata. Szczerze, to nawet sobie nie zdawalam sprawy, ze wiesc o chorobie moze miec na mnie taki wplyw...ze rzucilam wszystko wyszlam z pracy i jechalam do niego zapominajac o wszystkim innym...ze nikt i nic sie w danej chwili dla mnie nie liczylo i mialam taki zal, ze kiedys wiedzielismy o sobie wszystko, a teraz nawet nie powiedzial mi o chorobie, ze sama jak nawiedzona dzwonilam po szpitalach z przeczuciem, ze cos jest nie tak....ja sama tego nie rozumiem skad wiedzialam, co mnie zmusilo by wydzwaniac itd itp. Podstepem szykuje te urodziny ale juz sama nie wiem czy to bedzie dobry pomysl, bo trudno przewidziec jego reakcje. Z 2ej strony on potrzebuje terapi wstrzasowej i tylko ja i najblizsi znajomi sa wstanie nim potrzasnac, by sie ogarnal...jedyny strach to ze oni wszyscy sie zjada i przyleca, a jaka ja moge dac gwarancje, ze on sie na swoich urodzinach na 100% pojawi? Zadnej 😏 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy jesteś w stanie go odzyskać. Słów wypowiedzianych w gniewie nie da się cofnąć - uznać za nieistniejące. Zastanów się dlaczego miałby chcieć ciebie znów z tobą dzielić swoje życie? Może zwyczajnie nie chce byś się nad nim litowała gdy jest chory i podobnie z tego samego powodu mógł rozstać się ze swoją partnerką, bo nie chciał być dla niej ciężarem i świadomie rozstał się - a nie, że ona go zostawiła w chorobie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
 

Nie wiem czy jesteś w stanie go odzyskać. Słów wypowiedzianych w gniewie nie da się cofnąć - uznać za nieistniejące. Zastanów się dlaczego miałby chcieć ciebie znów z tobą dzielić swoje życie? Może zwyczajnie nie chce byś się nad nim litowała gdy jest chory i podobnie z tego samego powodu mógł rozstać się ze swoją partnerką, bo nie chciał być dla niej ciężarem i świadomie rozstał się - a nie, że ona go zostawiła w chorobie. 

Z tego co wiem to ona go zostawila i raczej nie byla az taka wazna dla niego, jezeli nigdy razem nie zamieszkali. Zalezy od podejscia. Nie miales nigdy tak, ze w gniewie powiedziales cos by komus dokuczyc, nie bo tak myslales? Czy w zlosci nie robimy dziwnych rzeczy? Ja potrafie zapomniec. Nie potrafilabym, tylko wtedy gdybym wiedziala, ze ta osoba tak mysli i uwierzyla w to co mowi...predzej uwierze w slowa pijanego, bo jak to mowia slowa pijanego, to mysli trzezwego, niz slowa wypowiedziane w zlosci. Nie chce byc z nim z litosci, to nie litosc mna kieruje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×