Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Zaloguj się, aby obserwować  
LadyNeverEver

Związek naszych rodziców - pierwsza nasza matryca

Polecane posty

Nie chciałam pisać o takich sprawach na FB, więc wybrałam anonimową wersję. Wyleję tu sporo mojej prywatności, frustracji, buntu i zapewne nieraz wybiorę dosadność zamiast łagodzenia.

Na dobrą sprawę, mimo ukończonej parę lat temu trzydziestki (! oh!) odpływałam trochę od domu rodzinnego, próbowałam życia w innych miastach ale czyniłam to niezobowiązująco, nigdy bowiem nie nastąpił "rytuał przejścia" z prawdziwego zdarzenia. Rytuał, w którym 'córka i siostra' wychodzi z domu rodzinnego by wstąpić do nowego domu jako 'żona i matka'. Wymiana kadr (najbliżsi czyli mama i tata ustępują mężowi i przyszłym dzieciom), wymiana ról (już nie ma się uczyć i sprzątać swój pokój tylko być gospodynią wszystkiego), zmiana miejsca. 

No i teraz, z okazji eksperymentu społecznego prowadzonego przez różne rządy pod kryptonimem koronawirus, siedzę sobie już 4. miesiąc u rodziców. Finansowo daję radę bez nich ale tak wybrałam. I słucham... i obserwuję... i ponownie zatapiam się w ten OBORNIK, którego złote opakowanie wystawiają światu, a nie mają się czym chwalić. 

Historia związku moich rodziców:
1. Formalnie:
Dumne małżeństwo z 30-paroletnim stażem, które wizualnie do siebie pasuje, ładnie wychodzi na zdjęciach z chrztów, komunii, ślubów (obydwoje przekonująco uśmiechnięci, to zapewne przez to jakże udane pożycie!!!). Nie rozwiedli się! Ha! Widzicie, niedowiarki! Miłość na całe życie!

2. Kulisy:
Lata 80. XX wieku. Ogarnięta zawodowo 30-latka (jak na owe czasy trzydziestka znaczyła co innego... nie było też Tindera lol) ogarnia, że kończy jej się powoli najpłodniejszy okres a bardzo chce potomstwa. Samodzielny 30-latek niby nie szuka żony, pracuje i żyje z dnia na dzień, ale z tyłu głowy też myśli o szklance wody na starość.
Spotykają się. Cytując klasyka: jak do tego doszło - nie wiem, ale jak to nie yebło w trakcie dziwi mnie po wielokroć bardziej. Z danych które zebrałam (wspinając się na wyżyny mojego taktu; podpytując nieraz tatę po alko oraz wnioskując między wierszami z wersji skąpie sączonych wspomnień obydwojga) wynika, że spotkania te miały... choć nie zostało to - broń boże - wprost ujęte, charakter nieco desperacki. Przynajmniej ja tak sobie dopowiedziałam. No więc spotykają się... chmury myśli obydwojga o treści: LEPSZEGO/EJ JUŻ W TYM WIEKU NIE ZNAJDZIESZ są tak wyraźne, że aż ja je wyczuwam. 
No więc spotykają się i wiedzą, że lepszego ani lepszej już nie znajdą. A chodzi o potomstwo. Trzeba się śpieszyć.
Pośpieszyli się. Po pół roku znajomości ślub. Najpierw cywilny. Mamusia podczas kościelnego już jest w pierwszym miesiącu. Kołata mi bezczelna myśl, że gdyby któreś z nich okazało się bezpłodne, powiedzieliby sobie nara od razu. Jest to więc typowe małżeństwo 1."żeby były dzieci" oraz 2."bo lepszego nie znajdziemy". 
To dopiero początek. Dla mnie dobrze, że byłam baaardzo chciana przez obydwoje rodziców, więc na linii tata-dziecko oraz mama-dziecko, bohaterowie moich wynurzeń radzili sobie bardzo dobrze. Na linii mama-tata nie działo się nic uczuciowo-romantycznego. Przez pierwsze lata wychowywania nas (mnie i rodzeństwa) mama pisała pamiętniki, w których skarżyła się, że "łojciec nic nie pomaga! i tylko chodzi na piwo!", potem pamiętniki spaliła. Gdy miałyśmy po ok. 4 latka, po raz pierwszy chciała się rozwieźć ale upłakałyśmy i ubłagałyśmy ją, by tego nie robiła, "bo my chcemy mieć tatusia". Obyło się bez rozwodu. Potem lata mijały, obydwoje obcych sobie wzajemnie ludzi kręciło się wokół wspólnych dzieci. W domu w ogóle obowiązywał kult dziecka typu: "nie jedz tego, to dla dzieci!" itd. Ponieważ mamie nie podobały się taty wyjścia na piwo z kolegami (mówiło się w domu "na piwo" ale teraz z perspektywy czasu podejrzewam, że obok piwa była też agencja towarzystka, ponieważ życie intymne moich rodziców nie istniało - jedynie to by nas spłodzić w latach 80 a potem nara, radź sobie sam), buntowała nas przeciwko niemu i intrygowała. Zastanawiam się, czy nie była to czasem triangulacja?... W każdym razie od zarówno mamy jak i taty słyszałyśmy regularnie zarówno nastawianie jedno przeciw drugiemu jak i zarzuty "on(a) was nastawił(a) przeciwko mnie?").
Zaznaczę tylko, że tata po powrocie z alko zawsze szedł spać albo zbierało mu się na filozofowanie i rozmowy ale nigdy nie był przemocowcem - ani jednego razu nikogo nie uderzył. Więc problemem był "tylko" alkohol. Ale ale! Po stronie mamy też. Mama obalała piwo za piwem. (Dziś: tata pije codziennie parę kieliszków wina z barku i stale go uzupełnia, mama codziennie obala 6-7 piw w puszce). Żadne z nich nie jest ani pijane ani podchmielone, co oznacza, że muszą być na tyle uzależnieni, że ich organizmy nie reagują już na takie ilości.
Dalej: gdy byłyśmy w wieku ok. licealno-studenckim, mama postawiła na separację. Tata mieszkał sam, tzn. w innym mieszkaniu przez całe 7 lat. My go czasem odwiedzałyśmy, mama też, bo nie byli pokłóceni de facto. Po prostu żałośnie niedobrani. Ale rozwodu nadal nie ma ;). Od jakiegoś czasu tata nadal mieszka w domu rodzinnym z mamą i dają radę dlatego, że mają większą przestrzeń niż za czasów, gdy były jeszcze dodatkowe osoby. 

Troszkę teraźniejszości i życia codziennego:
- Mama (powiem ostro) obok normalnych rozmów, czasami wpada w takie dziwne "transy kłapania". Lubi szukać problemu i się na nim wieszać. Całymi dniami ogląda TV (DOSŁOWNIE całymi dniami, bo od powtórek Szła Kontaktowego aż do nowego wydania wieczorem). Nakręca się nienawiścią do PiSu. Gdy komuś w rodzinie coś dolega, nakręca się jego problemem i "boleje" rzekłabym znajdując w tym dziwną przyjemność. Niby powtarza mantry: "żeby tylko to się rozwiązało" ale niejako żywi się tą używką. Znajduje przyjemność w nakręcaniu się kłopotami. "Transy kłapania" potrafią dotyczyć jakiejś drobnostki: np. powtarza regularnie: "po co tyle zostawiasz zupy, trzeba było już zjeść do końca, już nigdy więcej nic nie ugotuje" - zerową wartość ma taka wypowiedź... wie, że lubię zostawiać sobie na później, wie, że ugotuje jeszcze nie raz... po co kłapać puste słowa??? Ponadto kłamie w sprawach drobnych i zupełnie bez sensu. Np. mówi, że nigdy nie zbiła talerza choć w tym roku na moich oczach zbiła dwa... nie talerz jest problemem, ale po co kłamać??? i to w takich drobnostkach? Trochę mnie to przeraża, mam wrażenie, jakby ktoś włączał jazgotliwego bota czy automatyczną sekretarkę zamiast mojej żywej i refleksyjnej prawdziwej! Mamy. Gdy wchodzę do pomieszczenia i zaczynam rozmowę, mama mówi, żebym poczekała na reklamę "to wtedy pogadamy" i żebym słuchała TV zamiast gadać... tak, i tak o każdej porze dnia, bo TV leci cały czas. Często jest też toksyczna względem taty: gdy tata powie nieśmieszny żart, mówi mu, że jest "...ą" albo że jest "żałosny". 
- Tata - jeszcze nie odkrył, że erotyczne reklamy nie wyświetlają się bez powodu. Kiedyś pożyczałam jego komputer, więc dzięki mojemu bezczelnemu wścibstwu wiem, co tak naprawdę robią mężczyźni 65+ zamiast picia ziółek. Ale tę wiedzę zachowam dla siebie. Niech nie wie, że ja wiem. No więc codziennie rano i codziennie wieczorem odpala znany wszystkim portal erotyczny i wpisuje hasło "owłosione" (tak, ja też teraz prychłam ale to chyba bardziej żałosne niż śmieszne). Do tego winko i przynajmniej raz na jakiś czas chodzi na spacery. 

I tak to życie mija... zupełnie inaczej niż na obrazku, prawda? Sądzę, że obydwoje moi rodzice są cholernie rozczarowani przynajmniej tą jedną dziedziną życia: swym małżeństwem. Chyba że nie mieli żadnych oczekiwań zawczasu i wiedzieli, że małżeństwo to tylko układ na papierze i współlolator do rozpłodu gratis? 

Tak czy owak Mama na pewno ma jakąś pustkę, którą zagłusza telewizorem i piwami. Z radością zauważam, że udaje mi się czasem doprowadzić do wyłączenia wszystkiego i zintegrowania rodziny choćby na chwilę - by zagrać w grę, by pogadać o dawnych czasach, gdy mama z radością i rozrzewnieniem opowiada o swoim dzieciństwie, o swojej babci... Można, są takie momenty. Niemniej jednak większość ich życia mija właśnie tak. Zagłuszacze + nałogi + każde sobie rzepkę skrobie.

Co mają wspólnego moi rodzice? Dzieci i wnuki. :) Obydwoje pałają miłością i zaangażowaniem do jednych i drugich. 
Z mojego punktu widzenia niestety związki "żeby były dzieci" są fatalnymi wzorcami dla tychże dzieci. Uważam, że wzajmne wzięcie się w celach rozpłodowych nie mogło skończyć się dobrze. Są dla mnie ANTYWZORCEM "miłości małżeńskiej". 

Chciałam tylko wyrzucić i uporządkować myśli. Co do mnie: nie chcę żadnych dzieci bo ich nie lubię i mam mnóstwo powodów by nie mieć oraz ani jednego by mieć, natomiast co do związków - nie umiem powiedzieć, czy bym chciała kogoś mieć. Odnoszę wrażenie, że to, w czym wyrosłam, czyli związek moich rodziców trochę rzutuje na moje ogólne wyobrażenie o nich.

Jeśli ktoś dotrwał do końca to dzięki. ;) 
Może jest ktoś, komu udało się przełamać beznadziejny wzorzec dobrym wzorcem?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeśli tylko taki znają to powielają... dlatego dobrze by było poznać (w dzieciństwie) różne małżeństwa od środka. Bywać u dziadków i obserwować jak siebie traktują, bywać u ciotek... W dorosłym życiu jakąś nadzieją są też małżeństwa duszpasterskie, tzn. zapraszane na prowadzenie wykładów dla duszpasterstwa, ponieważ uchodzą za wzorowe.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja zrobiłam na odwrót, ja i mąż z tzw. pełnych rodzin, a wyszło jedno wielkie g.. Na szczęście szybko potrafiliśmy to zakończyć zanim zatruliśmy życie dzieciom. Jeżeli potrafisz z takim dystansem, a nawet humorem o tym pisać to może już przerobiłaś te traumy i możesz stworzyć normalny związek ?? Tak tylko gdybam bo nie jestem terapeutą

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mam sporo innych problemów samoocenowych (np. wygląd) więc wzorzec związku moich rodziców to tylko jedna cegiełka. 🙂 W sumie szukam dobrych wzorców... nie wiem gdzie takie znajdę...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kapitalnie napisane 🙂

Ja też się wychowałam niestety we "wzorowej" rodzinie na pokaz. Rodzice niby pobrali się z miłości, ale zupełnie nie potrafili się komunikować. Moja mama terroryzowała wszystkich zapewne w taki sam sposób w jaki sama była terroryzowana w dzieciństwie. Posiadanie własnego zdania czy nie zgadnięcie w porę jej myśli nadal odbiera jako osobistą obrazę i potrafi wpaść w szał, zwyzywać nas, a potem jeszcze się obrazić. Gdy byłyśmy dziećmi to w tym szale jeszcze nas biła czym miała pod ręką, bo np. nie podobała mi się bluzka, którą mi kupiła lub sprzedawczyni w sklepie wcisnęła mi starą kapustę. Z tatą postępowała zresztą tak samo, wieczne syki, krytyka, wyzwiska i oczekiwanie, że będzie odgadywał jej myśli. Tata uciekał w pracę, rzadko kiedy był w domu. Robił na ten cały bajzel, bo mama "dbała" o domowe ognisko, czyli przeważnie gotowała zupę i mówiła nam, co mamy posprzątać. Na zewnątrz była przemiła dla ludzi, bo by nie zniosła gdyby coś o niej,  lub o nas, źlego pomyślał. Koleżanki zazdrościły mi rodziców.

Ok, nie będę się rozpisywać.

W każdym razie ja wchodząc w dorosłe życie weszłam z tym całym bagażem wyuczonych zachowań. Dużo czasu mi zajęło, żeby po pierwsze zrozumieć, że mój partner jest osobną jednostką, a nie maszyną do spełniania moich oczekiwań i ma prawo być jaki chce i przeżywać swoje życie jak chce. Że miłość to jest wspieranie kogoś w tym, jaki jest. Że szantaż emocjonalny nie rozwiązuje żadnych problemów natomiast szczera rozmowa tak. I przede wszystkim zrozumiałam, że przemoc nie jest ok i że niestety byłam jej ofiarą, ale to nie jest moja wina. 

Myślę, że nie trzeba być takim, jak rodzice. Ale trzeba wciąż się uczyć i być gotowym na przyjrzenie się sobie krytycznym okiem.

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moi rodzice się dobrali. Byli fajnym małżeństwem. W weekendy zabierali mnie i moją siostre na wycieczki. Tata był entuzjastą książek i wiedzy. W książki ladowal każdy grosz, bo lubil. W domu zawsze był obiad, to był taki dom, przez który przewijało się mnóstwo ludzi, bo wielopokoleniowy. Ciągle były jakieś ciotki, wujkowie, trochę obcych.  Rodzice kłócili się chyba jak wszyscy młodzi ludzie, czyli w normie. Miałyśmy dużo swobody i luzu. Rok rocznie rodzice organizowali nam "urodzinowe bale". Myślę, że działali w wielkim porozumieniu.. Szanowali się i wspierali. To był ciepły dom, taki z którego nie chcialoby się odchodzić. Każdy miał swoje miejsce, ale nikt od nikogo nie separowal się na siłę. Z perspektywy czasu mogę napisać, że żeby małżeństwo było udane, trzeba żeby ludzie lubili ze sobą przebywać i żeby się szanowali. A wspólne problemy rozwiązywali, na bieżąco. No i tu był kult pracy. Pracowali, ciągle pracowali. Ale już po pracy mieli dla nas czas. Szanowali nasze granice, nasze zdanie. Tata był człowiekiem z niesamowitym poczuciem humoru, taka dusza towarzystwa. Poza tym robił wrażenie na innych kobietach i jako dziecko, szybko się pokapowalam, że babki go lubią, bo dziwnym trafem, wszystko co chciał i co mu przyszło do głowy załatwiał od ręki, niewątpliwie czar i urok osobisty mu w tym pomagały. Dzieciństwo, wspominam jako czas beztroski. Późniejsze lata też  były niezle. Całe nasze życie z rodzicami było udane. Pewno, że można by wyszukać jakieś pojedyncze zdarzenia o które można by mieć pretensje. Ale ogólnie rzecz ujmujac, mnie się podobało. Tata już nie żyje. Mama daje sobie radę, ciągle o nas dba.  No i przejelysmy  z siostrą ten dobry wzorzec, czasy się zmieniły, ale troska o rodzine i o jej dobro, pozostały. 

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dobrze się to czyta, mimo że przydlugie. Widzę potencjał.

Ja za cholerę nie chciałam powielić życia mojej matki, dlatego wybralam mężczyznę skrajnie różnego od mojego ojca. Ale...kur.wa, tak jakoś  zorientowalam się, że niepostrzeżenie, innymi drogami dojścia, wpadam w podobne koleiny, co ona. Nie twierdzę, że to jakiś totalnie parszywy los, ale jestem w szoku, jak to się wszystko powtarza.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

U mnie rodzice to jakby sie kochali i nienawidziki jednoczesnie a teraz chyba maja siebie w d upie. Raz przylapalam ich na seksie.... Takze mama mowila ze ona to sie zabujala ale co ona w tacie widziala to nie wie i ze byla glupia. Moj tata zostawil byla zone dla mamy a mama to byla chyba przygodowa....Tak sie kloca czasem i kloca zdarzylo sie zbijanie talerzy przy obiedzie oraz dzielenie pokoju na pol taka sciana dzialowa przesuwana i ze ty tu nie masz dojscia do mnie blablabla. Jak mniej gadaja maja zajecie to jest lepiej a tak to.... Tata pije ta za to po nim jezdzi. A wgl to jakby byli bardziej zajeci soba niz dziecmi..... Jak mnie laska taka jedna uderzyla to nawet nie mowilam mamie bo sie balam ze bedzie dziwna reakcja ze czemu jestem taka cio ta..... Albo jak mnie chlopak klepal po tylku i symuliwal seks ze mna w gim to mama mi mowila ze to moja wina bo musialam jakos sprowokowac. 

Edytowano przez oink
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 3.06.2020 o 01:00, Kulfon napisał:

Kapitalnie napisane 🙂

Ja też się wychowałam niestety we "wzorowej" rodzinie na pokaz. Rodzice niby pobrali się z miłości, ale zupełnie nie potrafili się komunikować. Moja mama terroryzowała wszystkich zapewne w taki sam sposób w jaki sama była terroryzowana w dzieciństwie. Posiadanie własnego zdania czy nie zgadnięcie w porę jej myśli nadal odbiera jako osobistą obrazę i potrafi wpaść w szał, zwyzywać nas, a potem jeszcze się obrazić. Gdy byłyśmy dziećmi to w tym szale jeszcze nas biła czym miała pod ręką, bo np. nie podobała mi się bluzka, którą mi kupiła lub sprzedawczyni w sklepie wcisnęła mi starą kapustę. Z tatą postępowała zresztą tak samo, wieczne syki, krytyka, wyzwiska i oczekiwanie, że będzie odgadywał jej myśli. Tata uciekał w pracę, rzadko kiedy był w domu. Robił na ten cały bajzel, bo mama "dbała" o domowe ognisko, czyli przeważnie gotowała zupę i mówiła nam, co mamy posprzątać. Na zewnątrz była przemiła dla ludzi, bo by nie zniosła gdyby coś o niej,  lub o nas, źlego pomyślał. Koleżanki zazdrościły mi rodziców.

Ok, nie będę się rozpisywać.

W każdym razie ja wchodząc w dorosłe życie weszłam z tym całym bagażem wyuczonych zachowań. Dużo czasu mi zajęło, żeby po pierwsze zrozumieć, że mój partner jest osobną jednostką, a nie maszyną do spełniania moich oczekiwań i ma prawo być jaki chce i przeżywać swoje życie jak chce. Że miłość to jest wspieranie kogoś w tym, jaki jest. Że szantaż emocjonalny nie rozwiązuje żadnych problemów natomiast szczera rozmowa tak. I przede wszystkim zrozumiałam, że przemoc nie jest ok i że niestety byłam jej ofiarą, ale to nie jest moja wina. 

Myślę, że nie trzeba być takim, jak rodzice. Ale trzeba wciąż się uczyć i być gotowym na przyjrzenie się sobie krytycznym okiem.

Tak wytrwałam do końca i bardzo przyjemnie mi się to czytało😉 . Jakże to prawdziwę. Też pochodzę z rodziny której daleko do ideału . Mama wiecznie zakochana w swoim mężu a On tylko w teorii ją nie zdradzał bo w praktyce wyglądało to już zupełnie inaczej .Stąd jej żal był wylewany tylko na mnie i rodzeństwo . Ale do rzeczy ..... Mój mąż pochodzi z rozbitej rodziny , gdzie ojciec był w miarę normalny ale mamusia bardzo kochliwa bo już trzeci raz powiedziała „Tak” 🤦🏻‍♀️🤞🏻. Do tego kłamczucha jakich mało już w tym wieku . Bo kiedyś myślałam ,że człowiek dojrzewa i wyrasta z głupot , niestety nie w tym przypadku 🤷🏽‍♀️

 

Uważam, że z mężem dobraliśmy się bardzo fajnie. Jesteśmy oboje zaradni życiowo ,  mamy wspólne cele i do nich darzymy , lubimy też ze sobą rozmawiać i wzajemnie sobie ufamy. Mamy dwójkę dzieci które wychowujemy razem i na ogół jesteśmy normalną i kochającą rodziną. Ale są momenty mniejszych lub większych kłótni w których czasami przesadzamy w słowach . Dzieci widzą i słyszą te problemy . Jest mi z tym źle ale nie umiemy się opanować . Myślę,że to wynieśliśmy z domu i My też dzieciom to przekażemy 🥴 .Największą Naszą zaletą jest to, że nie umiemy się na siebie gniewać . Nawet po Większej awanturze o głupoty bo od nich z reguły się zaczyna 🙈 potrafimy po godzinie się znów odzywać normalnie . Przez 15 lat mieliśmy tylko kilka dni cichych . 

 

Da się żyć fajnie z bagażem doświadczeń . Ale trzeba trafić na fajnego człowieka z mądrym podejściem do życia. Ja tutaj miałam szczęście . Myślę,że mąż również je miał ☺️

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zajmij się swoim życiem, a nie analizuj rodziców. Nikt nie ma recepty na życie i oni też nie mieli. Zrobili co mogli i co uważali za słuszne. Myślę, że do głowy im nie przyszło, że to ich rodzice są winni, że mają życie jakie mają. Każdy jest sam kowalem swojego losu a to co widziałaś w domu wykorzystaj dla swojego rozwoju a nie gnębienia się. Wiesz i widzisz co zrobili źle i jakie popełnili błędy. Żyj inaczej, jeżeli ich życie jest złe, stwórz swoje wspaniałe życie. Masz tę przewagę od tych którzy wychowali się w,, normalnych "rodzinach, że wiesz dokładnie czego nie chcesz w życiu. 

PS. Moi rodzice żyli w czasach wojny, widzieli śmierć i przemoc na codzień, mimo to stworzyli mi wspaniały dom na miarę swoich możliwości. Ja też taki chciałam stworzyć dzieciom. Czy mi się udało? Myślę, że tak, ale problemy są w każdej rodzinie jeżeli nie wewnątrz to przychodzą z zewnątrz i każdy próbuje sobie z nimi radzić jak potrafi. Ważne jakie lekcje wyniosłaś z domu i nie traktuj ich jako wyznacznik twojego życia, bo swoje dorosłe życie tworzysz sama. 

  • Like 1
  • Thanks 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 4.06.2020 o 13:00, Magda13 napisał:

Zajmij się swoim życiem, a nie analizuj rodziców. Nikt nie ma recepty na życie i oni też nie mieli. Zrobili co mogli i co uważali za słuszne. Myślę, że do głowy im nie przyszło, że to ich rodzice są winni, że mają życie jakie mają. Każdy jest sam kowalem swojego losu a to co widziałaś w domu wykorzystaj dla swojego rozwoju a nie gnębienia się. Wiesz i widzisz co zrobili źle i jakie popełnili błędy. Żyj inaczej, jeżeli ich życie jest złe, stwórz swoje wspaniałe życie. Masz tę przewagę od tych którzy wychowali się w,, normalnych "rodzinach, że wiesz dokładnie czego nie chcesz w życiu. 

PS. Moi rodzice żyli w czasach wojny, widzieli śmierć i przemoc na codzień, mimo to stworzyli mi wspaniały dom na miarę swoich możliwości. Ja też taki chciałam stworzyć dzieciom. Czy mi się udało? Myślę, że tak, ale problemy są w każdej rodzinie jeżeli nie wewnątrz to przychodzą z zewnątrz i każdy próbuje sobie z nimi radzić jak potrafi. Ważne jakie lekcje wyniosłaś z domu i nie traktuj ich jako wyznacznik twojego życia, bo swoje dorosłe życie tworzysz sama. 

Łatwo powiedzieć bo wychowywałaś siew normalnym domu . 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
27 minut temu, kama645 napisał:

Łatwo powiedzieć bo wychowywałaś siew normalnym domu . 

Kazdy ma wolny wybor albo bedzie sie babrac w przeszlosci, obwiniac rodzicow czy chodzic na wieloletnie terapie, albo wezmie na siebie odpowiedzialnosc za wlasne zycie i wybory

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 4.06.2020 o 13:00, Magda13 napisał:

Zajmij się swoim życiem, a nie analizuj rodziców. Nikt nie ma recepty na życie i oni też nie mieli. Zrobili co mogli i co uważali za słuszne. Myślę, że do głowy im nie przyszło, że to ich rodzice są winni, że mają życie jakie mają. Każdy jest sam kowalem swojego losu a to co widziałaś w domu wykorzystaj dla swojego rozwoju a nie gnębienia się. Wiesz i widzisz co zrobili źle i jakie popełnili błędy. Żyj inaczej, jeżeli ich życie jest złe, stwórz swoje wspaniałe życie. Masz tę przewagę od tych którzy wychowali się w,, normalnych "rodzinach, że wiesz dokładnie czego nie chcesz w życiu. 

PS. Moi rodzice żyli w czasach wojny, widzieli śmierć i przemoc na codzień, mimo to stworzyli mi wspaniały dom na miarę swoich możliwości. Ja też taki chciałam stworzyć dzieciom. Czy mi się udało? Myślę, że tak, ale problemy są w każdej rodzinie jeżeli nie wewnątrz to przychodzą z zewnątrz i każdy próbuje sobie z nimi radzić jak potrafi. Ważne jakie lekcje wyniosłaś z domu i nie traktuj ich jako wyznacznik twojego życia, bo swoje dorosłe życie tworzysz sama. 

mądre słowa, nawet bardzo, ale nie łatwe do zastosowania dla osób słabych psychicznie

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Autorko, idąc twoim tokiem rozumowania można by obwiniać twoich  dziadków o to, że ich dzieci a twoi rodzice nie umieli stworzyć idealnej rodziny:)  A potem pradziadków, prapra.... i tak do Adama i Ewy.

A swoją drogą są jakieś ustawienia  rodzinne hellingerowskie, ciekawe, czy coś dają w praktyce?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

To prawda że większość ludzi zwłaszcza w dawnych czasach wiązała się z rozsądku niż z prawdziwej miłości. Po prostu kiedyś ciężej było iść przez życie w pojedynkę niż dziś, no i presja społeczna była dużo większa, więc brali pierwsze co się nawinęło, zwłaszcza jak zbliżał się już ich "koniec terminu przydatności" (około 30 lat dla kobiet, około 40 lat dla mężczyzn) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Wartosciowy mily 41 latek napisał:

mądre słowa, nawet bardzo, ale nie łatwe do zastosowania dla osób słabych psychicznie

Życie w ogóle nie jest łatwe, a  odporność psychiczną się zdobywa poprzez pracę nad sobą. Ale oczywiście jest to temat dosyć szeroki i delikatny. Wiem że nie każdy może się zmienić chociaż do tego dąży😒

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, smart napisał:

Autorko, idąc twoim tokiem rozumowania można by obwiniać twoich  dziadków o to, że ich dzieci a twoi rodzice nie umieli stworzyć idealnej rodziny:)  A potem pradziadków, prapra.... i tak do Adama i Ewy.

A swoją drogą są jakieś ustawienia  rodzinne hellingerowskie, ciekawe, czy coś dają w praktyce?

Znam ludzi co jeżdżą na te "ustawki" od lat i goowno to daje. Z drugiej strony, na tradycyjnych terapiach pacjenci też potrafią tkwić latami...

Inna sprawa, że to co się dzieje na ustawieniach, to zbyt wiele, żeby uznać to za zwykły zbieg okoliczności. Ale traktuję to jako ciekawostkę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

×