Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Polecane posty

Witajcie. Wiem, że ludzie mają większe problemy, nieszczęścia, ale ja już powoli tracę siły i chcę się wyżalić. Być może jakieś dobre słowo sprawi, że poczuję się lepiej. Od jakiegoś czasu czuję się nieszczęśliwa. W ostatnich dniach niemal każdego dnia płaczę. A o co chodzi? O życie... Mam 26 lat, skończyłam bardzo dobre studia z wysokim wynikiem. Od razu dostałam pracę. Patrząc z boku- niczego mi nie brakuje. Mam pasje- uwielbiam tańczyć (choć nigdy profesjonalnie tego nie robiłam, czasami żałuję, że zamiast się uczyć nie zostałam tancerką), nieźle idzie mi rysowanie, kocham wycieczki górskie, powoli zdobywam coraz to wyższe szczyty, uwielbiam przebywać w otoczeniu przyrody, siedzieć sobie na skale i patrzeć w chmury- mogłabym tak całymi dniami. W wolnych chwilach jeżdżę na rowerze, rolkach, kocham zwierzęta. I co z tego? Jestem nieszczęśliwa, gdyż bardzo samotna. Trochę do tego przywykłam, bo jestem jedynaczką. Problem w tym, że nigdy nie zdobyłam przyjaciół- przez czas szkolny i studia zawsze na pierwszym miejscu była nauka. Uchodziłam za kujonkę, byłam trochę nieśmiała, do dziś chyba jestem. Potrzebuję czasu, żeby się otworzyć przed ludźmi, często boję się, że w oczach innych ludzi wypadnę niekorzystnie, więc czasem wolę się nie odzywać. Wiele osób chyba nie chce mnie przez to poznać lepiej, z góry zakładają, że jestem nudziarą. Sama też bym pewnie tak zareagowała. To bycie nudną chciałam zawsze przełamać oryginalnym ubiorem. Gdy poszłam na imprezę ze znajomymi i usłyszałam muzykę poszłam w tan- widziałam po ich reakcji totalne zaskoczenie, bo ta szara myszka nagle nabrała odwagi i nie wstydziła się. Ale takich chwil nie było wiele. Bardzo lubię się śmiać, choć sama nie potrafię żartować. Jestem dziecinna, moim marzeniem nie są pieniądze, tylko leżenie na trawie, puszczanie balonów, wypad pod namiot ze znajomymi, których nie mam. Pandemia dobiła gwóźdź do trumny. Przez rok praktycznie nie spotykałam się z nikim, straciłam już te ostatnie znajomości. Czasem napiszę do nich, żeby sztucznie podtrzymać te relacje, ale są to raczej krótkie rozmowy o niczym. Nigdy nie miałam chłopaka. Nie wiem czemu- mało poznawałam nowych osób. Przez lata wyglądałam na dziecko, do dziś proszą mnie o dowód, gdy chcę kupić alkohol. Zawsze miałam wrażenie, że nie uchodzę za atrakcyjną, chociaż nie określiłabym siebie jako brzydką. Mam bardzo dobrą figurę, długie, zadbane włosy, twarz powiedzmy przeciętną. Wygląd chyba nie ma tak dużego znaczenia z resztą. Ostatnio nie mogę się pogodzić z faktem upływającego czasu, ja się czuję jakbym była 16-latką. A czas goni, ściga mnie z przerażającą prędkością. Obawiam się, że nigdy się już nie zakocham. Do tej pory zdarzyło mi się to raz- bez wzajemności, jeszcze za czasów szkolnych. Potem podobało mi się parę chłopaków, ale nigdy nie wykazywali zainteresowania moją osobą. Najgorsze jest to, że jestem straszną wizualistką. Mało kto mi się podoba z wyglądu i tak, wiem, że powiecie, że wygląd nie jest tak istotny, ale jak mam być z kimś, kto mnie nie pociąga fizycznie? Na cholerę naoglądałam się filmów o miłości- wierzyłam, że mnie też coś takiego spotka, teraz wiem, że wszystko już przepadło. Podobają mi się młodsi, ale który będzie chciał dziewczynę starszą, skoro mogą poderwać młodsze? Totalnie nie spieszy mi się do życia rodzinnego- właściwie to nie wiem czy jestem do niego stworzona. Chciałabym się tylko zakochać z wzajemnością. Jak mam poznać wartościowych ludzi, skoro od roku moje życie to dom-praca i zero spotkań towarzyskich? Wiem, że "kto lepszy" to już pewnie jest zajęty. Czasem myślę, że coś we mnie musi być odpychającego, ale nie wiem co... Żałuję, że nie korzystałam bardziej z życia wcześniej. Do tego myślę sobie czasem, że pasowałoby kiedyś w przyszłości mieć dziecko, w końcu jestem jedynaczką i fajnie byłoby mieć dla kogo żyć w przyszłości. Ale nie widzę siebie w roli matki przez min. najbliższe 10 lat. Niektórzy mówią- "faceta może ciężko znaleźć, ale dziecko można zawsze sobie zrobić". Tylko jak, skoro ja nawet się nie całowałam nigdy... Nie pójdę do łóżka z pierwszym lepszym chłopem poznanym w klubie. Tak bardzo chciałabym mieć znów 18 lat, nie martwić się takimi rzeczami jak upływający czas, jakiś cholerny zegar biologiczny, tylko po prostu cieszyć się życiem. A tu jeszcze ta pandemia... Czy też uważacie, że jestem spisana na straty? Macie jakieś pomysły, jak odmienić swój los? Chciałabym bardzo podziękować każdej osobie, która przeczytała ten mój przygnębiający wywód, doceniam to. Mogłam przynajmniej wyrzucić z siebie dręczące mnie myśli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Nie wiem skąd u Ciebie ten przymus czasowy w ułożeniu sobie życia. Nie masz wpływu na to, kiedy poznasz właściwą osobę. Korzystaj z życia, rozwijaj się, żyj pasjami i miej hobby, kształc się, podróżuj, spełniaj marzenia. Przekuj ten czas w egoistyczne bycie tylko dla siebie. Bądź szczęśliwa, pozbądź się desperacji, bo zwiążesz się z byle kim. Rodzina? Daj sobie czas, nie każdy dojrzewa do tej decyzji szybko. Być może stwierdzisz, że nigdy nie chcesz założyć rodziny. Nie wiesz kogo chcesz i jak żyć, czego od życia oczekujesz. Daj sobie czas. Samotność jest stanem w naszej głowie.

Edytowano przez Electra
  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pytanie, czego Ty sama naprawdę chcesz? 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
29 minut temu, Krokuskowa napisał:

Witajcie. Wiem, że ludzie mają większe problemy, nieszczęścia, ale ja już powoli tracę siły i chcę się wyżalić. Być może jakieś dobre słowo sprawi, że poczuję się lepiej. Od jakiegoś czasu czuję się nieszczęśliwa. W ostatnich dniach niemal każdego dnia płaczę. A o co chodzi? O życie... Mam 26 lat, skończyłam bardzo dobre studia z wysokim wynikiem. Od razu dostałam pracę. Patrząc z boku- niczego mi nie brakuje. Mam pasje- uwielbiam tańczyć (choć nigdy profesjonalnie tego nie robiłam, czasami żałuję, że zamiast się uczyć nie zostałam tancerką), nieźle idzie mi rysowanie, kocham wycieczki górskie, powoli zdobywam coraz to wyższe szczyty, uwielbiam przebywać w otoczeniu przyrody, siedzieć sobie na skale i patrzeć w chmury- mogłabym tak całymi dniami. W wolnych chwilach jeżdżę na rowerze, rolkach, kocham zwierzęta. I co z tego? Jestem nieszczęśliwa, gdyż bardzo samotna. Trochę do tego przywykłam, bo jestem jedynaczką. Problem w tym, że nigdy nie zdobyłam przyjaciół- przez czas szkolny i studia zawsze na pierwszym miejscu była nauka. Uchodziłam za kujonkę, byłam trochę nieśmiała, do dziś chyba jestem. Potrzebuję czasu, żeby się otworzyć przed ludźmi, często boję się, że w oczach innych ludzi wypadnę niekorzystnie, więc czasem wolę się nie odzywać. Wiele osób chyba nie chce mnie przez to poznać lepiej, z góry zakładają, że jestem nudziarą. Sama też bym pewnie tak zareagowała. To bycie nudną chciałam zawsze przełamać oryginalnym ubiorem. Gdy poszłam na imprezę ze znajomymi i usłyszałam muzykę poszłam w tan- widziałam po ich reakcji totalne zaskoczenie, bo ta szara myszka nagle nabrała odwagi i nie wstydziła się. Ale takich chwil nie było wiele. Bardzo lubię się śmiać, choć sama nie potrafię żartować. Jestem dziecinna, moim marzeniem nie są pieniądze, tylko leżenie na trawie, puszczanie balonów, wypad pod namiot ze znajomymi, których nie mam. Pandemia dobiła gwóźdź do trumny. Przez rok praktycznie nie spotykałam się z nikim, straciłam już te ostatnie znajomości. Czasem napiszę do nich, żeby sztucznie podtrzymać te relacje, ale są to raczej krótkie rozmowy o niczym. Nigdy nie miałam chłopaka. Nie wiem czemu- mało poznawałam nowych osób. Przez lata wyglądałam na dziecko, do dziś proszą mnie o dowód, gdy chcę kupić alkohol. Zawsze miałam wrażenie, że nie uchodzę za atrakcyjną, chociaż nie określiłabym siebie jako brzydką. Mam bardzo dobrą figurę, długie, zadbane włosy, twarz powiedzmy przeciętną. Wygląd chyba nie ma tak dużego znaczenia z resztą. Ostatnio nie mogę się pogodzić z faktem upływającego czasu, ja się czuję jakbym była 16-latką. A czas goni, ściga mnie z przerażającą prędkością. Obawiam się, że nigdy się już nie zakocham. Do tej pory zdarzyło mi się to raz- bez wzajemności, jeszcze za czasów szkolnych. Potem podobało mi się parę chłopaków, ale nigdy nie wykazywali zainteresowania moją osobą. Najgorsze jest to, że jestem straszną wizualistką. Mało kto mi się podoba z wyglądu i tak, wiem, że powiecie, że wygląd nie jest tak istotny, ale jak mam być z kimś, kto mnie nie pociąga fizycznie? Na cholerę naoglądałam się filmów o miłości- wierzyłam, że mnie też coś takiego spotka, teraz wiem, że wszystko już przepadło. Podobają mi się młodsi, ale który będzie chciał dziewczynę starszą, skoro mogą poderwać młodsze? Totalnie nie spieszy mi się do życia rodzinnego- właściwie to nie wiem czy jestem do niego stworzona. Chciałabym się tylko zakochać z wzajemnością. Jak mam poznać wartościowych ludzi, skoro od roku moje życie to dom-praca i zero spotkań towarzyskich? Wiem, że "kto lepszy" to już pewnie jest zajęty. Czasem myślę, że coś we mnie musi być odpychającego, ale nie wiem co... Żałuję, że nie korzystałam bardziej z życia wcześniej. Do tego myślę sobie czasem, że pasowałoby kiedyś w przyszłości mieć dziecko, w końcu jestem jedynaczką i fajnie byłoby mieć dla kogo żyć w przyszłości. Ale nie widzę siebie w roli matki przez min. najbliższe 10 lat. Niektórzy mówią- "faceta może ciężko znaleźć, ale dziecko można zawsze sobie zrobić". Tylko jak, skoro ja nawet się nie całowałam nigdy... Nie pójdę do łóżka z pierwszym lepszym chłopem poznanym w klubie. Tak bardzo chciałabym mieć znów 18 lat, nie martwić się takimi rzeczami jak upływający czas, jakiś cholerny zegar biologiczny, tylko po prostu cieszyć się życiem. A tu jeszcze ta pandemia... Czy też uważacie, że jestem spisana na straty? Macie jakieś pomysły, jak odmienić swój los? Chciałabym bardzo podziękować każdej osobie, która przeczytała ten mój przygnębiający wywód, doceniam to. Mogłam przynajmniej wyrzucić z siebie dręczące mnie myśli.

Zacznij spotykać się z ludźmi o podobnych zainteresowaniach. A tematy do rozmowy same się znajdą.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Bluegrey napisał:

Pytanie, czego Ty sama naprawdę chcesz? 

To bardzo trudne pytanie. Na chwilę obecną chciałabym się prawdziwie ze wzajemnością zakochać i móc cieszyć się życiem z tą osobą, spełniać marzenia, nie myśląc o tym, że zbliżam się coraz bardziej do 30, kiedy to "powinnam zacząć myśleć o ustatkowaniu się". Ja nie chcę (przynajmniej na razie) się ustatkować, zakładać rodziny, aczkolwiek może gdybym kogoś faktycznie pokochała prawdziwie to moje nastawienie by się zmieniło. Chciałabym być wiecznym dzieckiem, wieczną nastolatką. Może to przez to, że nie wyszlalałam się w czasach szkoły i studiów. Mam taki niedosyt, że ludzie mnie nie poznali w pełni, że nie pokazałam innym swojej prawdziwej strony, a teraz o nowych znajomych już ciężko (choćby z uwagi na ograniczenia związane z pandemią, które tak naprawdę nie wiadomo ile jeszcze będą trwać...). Boję się, że nie spotka mnie ta "szalona, młodzieńcza miłość", gdy tylko przekroczę tę magiczną barierę 27,28, 30 lat. Że wtedy to już tylko ludziom pieluchy w głowie, niedzielne obiadki i narzekanie na teściów (a z takimi tematami spotykam się wśród koleżanek w tym wieku). Może dlatego chciałabym młodszego chłopaka, żebyśmy byli na podobnym etapie rozwoju 😄 Żebyśmy mogli "zdobywać świat", a nie prowadzić nudne życie... Ale jednocześnie czuję, że jest to dla mnie nieosiągalne...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
23 minuty temu, Krokuskowa napisał:

To bardzo trudne pytanie. Na chwilę obecną chciałabym się prawdziwie ze wzajemnością zakochać i móc cieszyć się życiem z tą osobą, spełniać marzenia, nie myśląc o tym, że zbliżam się coraz bardziej do 30, kiedy to "powinnam zacząć myśleć o ustatkowaniu się". Ja nie chcę (przynajmniej na razie) się ustatkować, zakładać rodziny, aczkolwiek może gdybym kogoś faktycznie pokochała prawdziwie to moje nastawienie by się zmieniło. Chciałabym być wiecznym dzieckiem, wieczną nastolatką. Może to przez to, że nie wyszlalałam się w czasach szkoły i studiów. Mam taki niedosyt, że ludzie mnie nie poznali w pełni, że nie pokazałam innym swojej prawdziwej strony, a teraz o nowych znajomych już ciężko (choćby z uwagi na ograniczenia związane z pandemią, które tak naprawdę nie wiadomo ile jeszcze będą trwać...). Boję się, że nie spotka mnie ta "szalona, młodzieńcza miłość", gdy tylko przekroczę tę magiczną barierę 27,28, 30 lat. Że wtedy to już tylko ludziom pieluchy w głowie, niedzielne obiadki i narzekanie na teściów (a z takimi tematami spotykam się wśród koleżanek w tym wieku). Może dlatego chciałabym młodszego chłopaka, żebyśmy byli na podobnym etapie rozwoju 😄 Żebyśmy mogli "zdobywać świat", a nie prowadzić nudne życie... Ale jednocześnie czuję, że jest to dla mnie nieosiągalne...

A podjęłaś już jakieś konkretne działania, żeby kogoś poznać? Teraz jest sporo możliwości online. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A ja myślę że młodszy chlopak tu się sprawdzi idealnie ! Aczkolwiek są też starsze odpowiedniki . Mówi się na nich Piotrusie Pany ale istnieją i podobno nawet często występują....miej oczy otwarte i powiedzenia! 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Pocahontaz napisał:

Sorry, nie czytałam całego, bo nie mam weny teraz, tlyko początek.

Tak pamiętam Ty czytasz tylko pierwsze pięć linijek 🤣

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przed chwilą, Pocahontaz napisał:

Czasem całośc, zależy jak mi się chce.

 

Nie wiem co i jak Ci się chce , mam to w głębokim poważaniu. 

Ale pisanie tekstów że nie czytasz (to po co odpowiadasz? chcesz się dowartościować?) jest lekceważeniem autorów tematów czy postów. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Pocahontaz napisał:

Ale ja jestem socjopatą.

Polecam! 🙂

X.x o nie co tu polecac, w ogole co w tym fajnego 😰 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Mi tam towarzystwa nie trzeba ale koty mnie wzruszaja ich lzy.... Duzo mnie wzrusza.....

Edytowano przez kociełezki

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Pocahontaz napisał:

odpieprz sie

won

Napisałem delikatnie o lekceważeniu. Jednak się pomyliłem bardziej właściwym słowem jest "chamstwo" . 

No nic pamiętam jak mnie "wyzywałoś" i że jeździsz po mnie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przed chwilą, Pocahontaz napisał:

i co z tego?

daj mi już spokoj

Nic z Tego ! Tobie wolno bo...... ? 

W realu nie było by rozmowy. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem Cię doskonale !!!

Miałam ten sam problem, z tym, że dużo wcześniej kogoś poznałam w wieku 21 lat, faceta 10 lat starszego i o dziwno z takim samym podejściem do życia jak ja.  Z tą różnicą że jego osobowość jest niezwykle barwna, bo potrafi szybko nawiązywać kontakty, poznawać ludzi, a z drugiej strony być samotnikiem skupiać się na rozwoju.

I też myślałam jak Ty że muszę coś nadrobić, okazuje się, że z nim nadrobiłam to w rok, co ciekawe zanim mnie poznał jakoś teżnie prowadził rozrywkowego życia...

Zbierał mnie na wycieczki zagraniczne, różne kluby, spacery, szaleństwa, przy nim odżyłam i rozkwitłam, ale.... i tu jest szkopuł zwasze myślałam że nie chce miećdzieci i rodziny, ale z nim czuję się bezpiecznie, i wiem że on już jest moją rodziną, chciałabym ślubu i dzieci z nim, ale problem w tym że on na początku mówił, że nie chce ja w sumie też, tylko że ja zmieniłam zdania a on nie, mówie Ci jak spotkasz kogoś odpowiedniego to naprawde wszystko się zmieni.

Pozatym jego stać na taki standard życia żebyśmy dalej żyli jak dotychczas nawet mając dzieci.

Także rozumiem Twoją perspektywę ponieważ jak człowiek ma doła to myśli tak nie inaczej, jak z niego wychodzi i odżywa to nagle zmienia zdanie

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Pocahontaz napisał:

daj mi już spokoj

Spokój? A dlaczego? "Nawrzucałoś" mi a ja mam uznać że deszcz pada?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Pocahontaz napisał:

ale nie licz na jakieś emocjonalne zaangażowanie z mojej strony

Nie ? Ato to co 

4 minuty temu, Pocahontaz napisał:

i co z tego?

daj mi już spokoj

Spokoju pragniesz ? Ludzie też potrzebują spokoju od Twoich chamskich tekstów. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przed chwilą, Pocahontaz napisał:

Ale mnie ludzie nie obchodza.

To napisz to sobie w podpisie . A nie drętwe gadki uskuteczniasz. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Krokuskowa napisał:

Witajcie. Wiem, że ludzie mają większe problemy, nieszczęścia, ale ja już powoli tracę siły i chcę się wyżalić. Być może jakieś dobre słowo sprawi, że poczuję się lepiej. Od jakiegoś czasu czuję się nieszczęśliwa. W ostatnich dniach niemal każdego dnia płaczę. A o co chodzi? O życie... Mam 26 lat, skończyłam bardzo dobre studia z wysokim wynikiem. Od razu dostałam pracę. Patrząc z boku- niczego mi nie brakuje. Mam pasje- uwielbiam tańczyć (choć nigdy profesjonalnie tego nie robiłam, czasami żałuję, że zamiast się uczyć nie zostałam tancerką), nieźle idzie mi rysowanie, kocham wycieczki górskie, powoli zdobywam coraz to wyższe szczyty, uwielbiam przebywać w otoczeniu przyrody, siedzieć sobie na skale i patrzeć w chmury- mogłabym tak całymi dniami. W wolnych chwilach jeżdżę na rowerze, rolkach, kocham zwierzęta. I co z tego? Jestem nieszczęśliwa, gdyż bardzo samotna. Trochę do tego przywykłam, bo jestem jedynaczką. Problem w tym, że nigdy nie zdobyłam przyjaciół- przez czas szkolny i studia zawsze na pierwszym miejscu była nauka. Uchodziłam za kujonkę, byłam trochę nieśmiała, do dziś chyba jestem. Potrzebuję czasu, żeby się otworzyć przed ludźmi, często boję się, że w oczach innych ludzi wypadnę niekorzystnie, więc czasem wolę się nie odzywać. Wiele osób chyba nie chce mnie przez to poznać lepiej, z góry zakładają, że jestem nudziarą. Sama też bym pewnie tak zareagowała. To bycie nudną chciałam zawsze przełamać oryginalnym ubiorem. Gdy poszłam na imprezę ze znajomymi i usłyszałam muzykę poszłam w tan- widziałam po ich reakcji totalne zaskoczenie, bo ta szara myszka nagle nabrała odwagi i nie wstydziła się. Ale takich chwil nie było wiele. Bardzo lubię się śmiać, choć sama nie potrafię żartować. Jestem dziecinna, moim marzeniem nie są pieniądze, tylko leżenie na trawie, puszczanie balonów, wypad pod namiot ze znajomymi, których nie mam. Pandemia dobiła gwóźdź do trumny. Przez rok praktycznie nie spotykałam się z nikim, straciłam już te ostatnie znajomości. Czasem napiszę do nich, żeby sztucznie podtrzymać te relacje, ale są to raczej krótkie rozmowy o niczym. Nigdy nie miałam chłopaka. Nie wiem czemu- mało poznawałam nowych osób. Przez lata wyglądałam na dziecko, do dziś proszą mnie o dowód, gdy chcę kupić alkohol. Zawsze miałam wrażenie, że nie uchodzę za atrakcyjną, chociaż nie określiłabym siebie jako brzydką. Mam bardzo dobrą figurę, długie, zadbane włosy, twarz powiedzmy przeciętną. Wygląd chyba nie ma tak dużego znaczenia z resztą. Ostatnio nie mogę się pogodzić z faktem upływającego czasu, ja się czuję jakbym była 16-latką. A czas goni, ściga mnie z przerażającą prędkością. Obawiam się, że nigdy się już nie zakocham. Do tej pory zdarzyło mi się to raz- bez wzajemności, jeszcze za czasów szkolnych. Potem podobało mi się parę chłopaków, ale nigdy nie wykazywali zainteresowania moją osobą. Najgorsze jest to, że jestem straszną wizualistką. Mało kto mi się podoba z wyglądu i tak, wiem, że powiecie, że wygląd nie jest tak istotny, ale jak mam być z kimś, kto mnie nie pociąga fizycznie? Na cholerę naoglądałam się filmów o miłości- wierzyłam, że mnie też coś takiego spotka, teraz wiem, że wszystko już przepadło. Podobają mi się młodsi, ale który będzie chciał dziewczynę starszą, skoro mogą poderwać młodsze? Totalnie nie spieszy mi się do życia rodzinnego- właściwie to nie wiem czy jestem do niego stworzona. Chciałabym się tylko zakochać z wzajemnością. Jak mam poznać wartościowych ludzi, skoro od roku moje życie to dom-praca i zero spotkań towarzyskich? Wiem, że "kto lepszy" to już pewnie jest zajęty. Czasem myślę, że coś we mnie musi być odpychającego, ale nie wiem co... Żałuję, że nie korzystałam bardziej z życia wcześniej. Do tego myślę sobie czasem, że pasowałoby kiedyś w przyszłości mieć dziecko, w końcu jestem jedynaczką i fajnie byłoby mieć dla kogo żyć w przyszłości. Ale nie widzę siebie w roli matki przez min. najbliższe 10 lat. Niektórzy mówią- "faceta może ciężko znaleźć, ale dziecko można zawsze sobie zrobić". Tylko jak, skoro ja nawet się nie całowałam nigdy... Nie pójdę do łóżka z pierwszym lepszym chłopem poznanym w klubie. Tak bardzo chciałabym mieć znów 18 lat, nie martwić się takimi rzeczami jak upływający czas, jakiś cholerny zegar biologiczny, tylko po prostu cieszyć się życiem. A tu jeszcze ta pandemia... Czy też uważacie, że jestem spisana na straty? Macie jakieś pomysły, jak odmienić swój los? Chciałabym bardzo podziękować każdej osobie, która przeczytała ten mój przygnębiający wywód, doceniam to. Mogłam przynajmniej wyrzucić z siebie dręczące mnie myśli.

Przeczytane od góry do dołu. Nie jesteś jedyna w takiej sytuacji. To że masz wysokie wymogi wizualne co do facetów bo naoglądałaś się filmów o miłości to lekkie wypranie mózgowe. Realia to nie film. Każdy ma 24 godziny w dniu, jedni kują a inni imprezują. Zalet masz wiele, bycie jedynaczką ciut utrudnia umiejętności socjalne, jesteś przyzwyczajona do egoizmu, że wszystko zawsze tylko dla ciebie. Pandemia tu nie pomaga z kontaktami socjalnymi ( chyba im o to chodzi aby ludzi od siebie nawzajem odsunąć, to część planu ). Wygląda też na to że jesteś typem marzycielki, idealistki, masz pewne koncepcje dotyczące jak ma wyglądać związek i życie, biorąc przykład z filmów miłosnych. Oczywiście życie to nie film, a zwyczajne realia.

Pierwsza rzecz, musisz wyglądać na dostępną, czyli odstaw na bok modelowanie i strojenie aby przykuć uwage. Drugie, jeśli chcesz być złowiona a nie sama upolować faceta, bo pierwsza nie zagadasz, to musisz stwarzać sytuacje gdzie zagada cie facet. Trzecie, wiele kobiet nie czuje instynktu macierzyńskiego aż zostanie matkami. A ty jako, zakładam dziewica, która nigdy się nawet nie całowała, nie mówiąc o seksie, nie możesz mieć takiego instynktu, po prostu jest to zbyt odległe.

Masz 26 lat, dobry czas by troche przeanalizować sytuacje, co oczywiście robisz, oraz pomyśleć co ty dalej chcesz robić. Czy chcesz zająć się karierą tylko? czy masz czas na związek, rodzine? Czy widzisz się jaki gospodynie domową czy nie? Jeśli chcesz dziecko to czy niańka ma je chować czy ty się do tego przyczynisz jako matka. Dziecko to nie zabawka, wymaga ciągłej opieki.

Plusem jest że jako dziewica nie podłapałaś syfów, wydajesz się w miare na poziomie, analizujesz sytuacje i masz pewne koncepcje, jako samotnica raczej byś się zajeła związkiem, domem, w przyszłości dzieckiem, zamiast imprezować.

Minus, nie wiesz jak sytuacje odkręcić, masz filmowe podejście, oraz że 30stka tuż tuż i z czasem to co czujesz obecnie się nasili, oraz że pandemia utrudnia sytuacje.

Rozwiązanie może polegać na przełamaniu się do kontaktów socjalnych, próba poznania kogoś może przez kogoś kogo już znasz, bo tak najlepiej. Może masz ciotke, wujka, stryjka, który ma sąsiada, znajomego, czy kogoś kto zna kogoś kto zna kogoś z kim mogłby cie zapoznać i zobavzyć co dalej.

Tak, niby jest pandemia, wszystko utrudnione, ale nie niemożliwe. Dasz rade jeśli chcesz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Electra napisał:

Nie wiem skąd u Ciebie ten przymus czasowy w ułożeniu sobie życia. Nie masz wpływu na to, kiedy poznasz właściwą osobę. Korzystaj z życia, rozwijaj się, żyj pasjami i miej hobby, kształc się, podróżuj, spełniaj marzenia. Przekuj ten czas w egoistyczne bycie tylko dla siebie. Bądź szczęśliwa, pozbądź się desperacji, bo zwiążesz się z byle kim. Rodzina? Daj sobie czas, nie każdy dojrzewa do tej decyzji szybko. Być może stwierdzisz, że nigdy nie chcesz założyć rodziny. Nie wiesz kogo chcesz i jak żyć, czego od życia oczekujesz. Daj sobie czas. Samotność jest stanem w naszej głowie.

ona już egoistyczne bycie dla siebie przerobiła, brakuje jej kogoś innego aby dzielić to wszystko, tak jak i tobie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Krokuskowa napisał:

To bardzo trudne pytanie. Na chwilę obecną chciałabym się prawdziwie ze wzajemnością zakochać i móc cieszyć się życiem z tą osobą, spełniać marzenia, nie myśląc o tym, że zbliżam się coraz bardziej do 30, kiedy to "powinnam zacząć myśleć o ustatkowaniu się". Ja nie chcę (przynajmniej na razie) się ustatkować, zakładać rodziny, aczkolwiek może gdybym kogoś faktycznie pokochała prawdziwie to moje nastawienie by się zmieniło. Chciałabym być wiecznym dzieckiem, wieczną nastolatką. Może to przez to, że nie wyszlalałam się w czasach szkoły i studiów. Mam taki niedosyt, że ludzie mnie nie poznali w pełni, że nie pokazałam innym swojej prawdziwej strony, a teraz o nowych znajomych już ciężko (choćby z uwagi na ograniczenia związane z pandemią, które tak naprawdę nie wiadomo ile jeszcze będą trwać...). Boję się, że nie spotka mnie ta "szalona, młodzieńcza miłość", gdy tylko przekroczę tę magiczną barierę 27,28, 30 lat. Że wtedy to już tylko ludziom pieluchy w głowie, niedzielne obiadki i narzekanie na teściów (a z takimi tematami spotykam się wśród koleżanek w tym wieku). Może dlatego chciałabym młodszego chłopaka, żebyśmy byli na podobnym etapie rozwoju 😄 Żebyśmy mogli "zdobywać świat", a nie prowadzić nudne życie... Ale jednocześnie czuję, że jest to dla mnie nieosiągalne...

ty tęskisz do przeszłości która nie wróci, ten etap przeszedł, a chyba z napalonym 18 latkiem nie masz zamiaru się dobierać..... jesteś w innej strefie czasowej psychicznie i fizycznie, trzeba do synkronizować

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Autorko, ty tęskisz do przeszłości która nie wróci, ten etap przeszedł, a chyba z napalonym 18 latkiem nie masz zamiaru się dobierać..... jesteś w innej strefie czasowej psychicznie i fizycznie, trzeba do synkronizować

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Iibed napisał:

nie każdy majać 26 lat marzy żeby bawić zgraję gówn/iaków, budowac dom i co tam jeszcze prości ludzi wtedy robią bo nie pamiętam. skoro sama jest dzieckiem to niepotrzebne jej, pracę ma i mieszkać może też, więc te prozaiczne problemy więksości jej po prostu nie dotyczą. ona ma jeden problem jest samotna i tyle. doradzanie jej żeby sobie na łeb brała więcej problemów jest bez sensu 😄 zwłaszcza że ten jej jeden jest dośc prosty i może sam sie rozwiaze. 

jedna osoba wszystkie etapy przechodzi w rok a druga potrzebuje na to dwie dekady to normalne. 

 

 

 

no to niech tak osoba nic nie robi i gitara, ale ewidentnie jest jej źle z tym co jest bo o tym tu pisze, ona chce zmiany

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
16 minut temu, Pocahontaz napisał:

jak uznam za stosowne

Rób jak uważasz. Wolność polega na odpowiedzialności za swoje czyny . Dlatego jak przyjdzie ponosić konsekwencje swojego postępowania to nie płacz:

27 minut temu, Pocahontaz napisał:

i co z tego?

daj mi już spokoj

tylko bierz na klatę. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Iibed napisał:

jej jest zle z samotnościa a nie dlatego że nie żyje jak niektórzy. 

 

to niech sobie poszuka współlokatorki może, tylko czy by potrafiła z kimś innym mieszkać

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
17 minut temu, wadliwy napisał:

tak jak i tobie 

Ja dopiero zaczynam żyć egoistycznie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Pocahontaz napisał:

Presja społeczna i narracja jest od lat taka, ze kobieta spełenienie osiąga tylko jak wydali z siebie gówniaka.

Jeśli tak się nie stanie to w najlepszym razie ludzie jej współczują, w najgorszym szydzą czy coś innego.

O ile w wieku powiedzmy do 25 lat, jak człowiek jeszcze "Szuka siebie" może to jakoś wpływac, potem - zero.

Autorka musi wiedzieć co dla niej istotne, to opinia ludzi będzie jej latać.

 

Z drugiej strony jakby ludzie nie byli podatni na oczekiwania społeczne to przyrost naturalny byłby ujemny.

co ma presja społeczna do jednostki? Z drugiej strony ile czasu można "szukać siebie", bo w sumie można też nigdy nie znaleźć.

Pytanie zasadnicze w sytuacji autorki to CO lub KTO by rozwiązał jej problem samotności? Może pies albo kot, rybki w akwarium, kwiatek w doniczce do którego mogłaby pogadać, koleżanka, współlokatorka, kolega, facet do związku, mąż??? To podstawowe pytanie, nic wspólnego z presją społeczną tylko jej potrzebą wewnętrzną.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Uważam, że autorka powinna jakby to głupio nie zabrzmiało odnaleźć siebie. Nie wie jak żyć, czego chce, zamiast zastanowić się nad sobą i ogarnąć samoświadomość niepotrzebnie żyje tęsknotą za starymi czasami. W tym wieku marzy Ci się 18, a co będzie potem? Każdy z moich znajomych lubi wspominać, mamy czasem taki polew jak dzieci, czasem każde chciałoby się na chwilę przenieść w te głupie czasy, ale z zasady każdy cieszy się z miejsca w którym jest. Jeśli Twoje nie odpowiada Ci to szukaj własnej drogi, tej która da Ci szczęście, która sprawi że powiesz "to moje miejsce, mój sposób na życie, moje ja".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
12 minut temu, Pocahontaz napisał:

Presja społeczna i narracja jest od lat taka, ze kobieta spełenienie osiąga tylko jak wydali z siebie gówniaka.

Jeśli tak się nie stanie to w najlepszym razie ludzie jej współczują, w najgorszym szydzą czy coś innego.

O ile w wieku powiedzmy do 25 lat, jak człowiek jeszcze "Szuka siebie" może to jakoś wpływac, potem - zero.

Autorka musi wiedzieć co dla niej istotne, to opinia ludzi będzie jej latać.

 

Z drugiej strony jakby ludzie nie byli podatni na oczekiwania społeczne to przyrost naturalny byłby ujemny.

może pogrzeb w statystykach, przyrost naturalny w tym kraju JUŻ jest ujemny, prognozy demograficzne nie są za ciekawe, do 2050 roku będzie już tylko 32mln czyli o 6mln mniej niż obecnie, nie tak źle jak łotwa czy litwa gdzie widoczna jest kompletna depopulacja

https://www.populationof.net/pl/poland/

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
6 minut temu, wadliwy napisał:

CO lub KTO 

Nikt i nic. Samotność to stan, który rodzi nam się w głowie. Jest skutkiem wielu myśli, odczuć, sytuacji. Odczuwałam samotność to szpiku kości, nie życzę nikomu. Nikt i nic nie zjawiło się, ale suuka sobie poszła. Trzeba wszystko dobrze w głowie poukładać sobie. Ot cały sukces walki z tą okropną francą.

Edytowano przez Electra

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, Electra napisał:

Ja dopiero zaczynam żyć egoistycznie.

bzdura, też chcesz kogoś mieć do przytulania

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×