Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Zaloguj się, aby obserwować  
whereiskate

Studia - frustarcja

Polecane posty

Nie wiem właściwie od czego zacząć...Obecnie mam 23 lata, rocznikowo 24 i studiuję lingiwstykę stosowaną, jestem na 3. roku. W przeszłości nie wiedziałam, co chcę robić w życiu. Od zawsze moją pasją były zwierzęta, w dzieciństwie nie oglądałam bajek, zawsze wolałam Animal Planet czy coś w tym stylu. Mieszkam na wsi, zawsze otaczałam się zwierzętami i wyobrażałam sobie, że kiedyś będę weterynarze, a nawet może wyjadę do Afryki leczyć dzikie zwierzęta  W szkole prawie zawsze byłam najlepsza w klasie, oceny dobre z każdego przedmiotu, ale tak naprawdę myślę, że jestem humanistką, matematyki i fizyki nigdy nie lubiłam. Marzyłam o weterynarii, mówiłam o tym rodzinie, ale każdy mi mówił, że to zawód dla mężczyzn, ciężki, że nie dam rady i małe zarobki i żebym popatrzyła na naszego weterynarza, który przyjeżdżał do bydła i czy naprawdę chcę żeby tak wyglądało moje życie i odbierać porody od krowy. Nawet nasz lokalny wiejski weterynarz, starszy pan, mówił mi, że żałuje że poszedł na te studia i odradzał mi je ze względu na zarobki właśnie i megaciężką pracę, mówił, że cieszy się, że jego dzieci nie poszły w jego ślady. Syn kolegi mojego taty, weterynarz, też żałuje, że nie obrał innej drogi. Tak więc takie opinie zniechęciły mnie do tego nieco i zapomniałam o tym. Po gimnazjum przyszedł czas na wybranie liceum. Poszłam na profil mat-geo nie wiedzieć czemu, ale po pierwszej klasie przeniosłam się na humanistyczny, bo ciężko było mi z rozszerzoną matmą, której tak naprawdę nigdy nie lubiłam. Maturę zdałam bardzo dobrze, poszłam na jedne studia, po roku zrezygnowałam. Pomyślałam, aa, pójdę na ekonomię, na pewno będzie po tym praca. To jednak nie było to i w taki sposób straciłam 2 lata studiów, teraz jestem na 3. roku licencjatu na lingwistyce stosowanej (angielski+włoski od podstaw). Na lingwistykę dostałam się też od razu po maturze, ale głupia ja, nie złożyłam wtedy dokumentów, i tak straciłam 2 lata. Teraz kończę licencjat, potem oczywiście studia magisterskie. Jednak od dłuższego czasu czuję jakiś brak. Z każdym dniem czegoś mi brakowało, ale nie wiedziałam czego. Nie wiem, co będę robić po studiach. Może pójdę do jakiejś korpo, w szkole na pewno uczyła nie będę, a w tłumaczeniach się nie widzę, bo mam już ich wystarczająco dosyć. Zastanawiam się, czy te studia nie były stratą czasu - angielski w dzisiejszych czasach zna każdy, a po drugie nie dają żadnych konkretnych umiejętności. Naprawdę chciałabym je polubić ,ale nie wiem jak. Co innego, jakbym uczyła się o zwierzętach, o ich anatomii, chorobach, na samą myśl się uśmiecham. Zastanawiam się też, czy nie popełniłam błędu w przeszłości. Nigdy nie wierzyłam w siebie, posłuchałam opinii rodziny i weterynarza o studiach i odpuściłam. Może jakbym po gimnazjum poszła na biol-chem moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej? Jednak w gimnazjum nie miałam dobrej nauczycielki z tej przedmiotów, biologia była nawet w porządku, ale za chemią nie przepadałam, miałam 4, ale średnio rozumiałam niektóre zagadnienia i głownie przez nauczycielkę nie lubiłam tego przedmiotu. Wiem, że na weterynarii biologia i chemia to podstawa, a myślę, że do chemii nie mam predyspozycji akurat. Może gdybym chodziła na korki...Czasu jednak nie cofnę, ale codziennie czuję tę frustrację, nie czuję radości z moich studiów, ale nie mogę tego nikomu powiedzieć, zwłaszcza mojemu tacie, który mnie utrzymuje. Mój tata stracił kilkadziesiąt tysięcy złotych przez moje złe wybory - przez stracone 2 lata mieszkanie, dojazdy, życie, trochę się tego uzbierało. Ludzie z rodziny to już zupełnie pogubili się co studiuję i na którym roku jestem. Nawet jak w goście przyjadą to boję się żeby tylko nie poruszyli tematu studiów. Żałuję, że tak to się wszystko potoczyło...Od jakiegoś czasu myślę intensywnie o weterynarii, choc wiem, że już na to za późno. Moja wiedza z biologii i chemii jest na poziomie gimnazjalnym, w liceum miałam te przedmioty zaledwie przez rok. Maturę zdawałam z angielskiego, polskiego i rosyjskiego..Aby dostać się na wet, trzeba zdać biol i chemię na poziomie ok. 80 %. Znam osoby, co były w klasie biol-chem przez 3 lata, chodziły na korki, a i tak na wetę się nie dostały. Nie wiem po co przeglądam instagramy, blogi studentów weterynarii, przeglądam jakieś artykuły, programy studiów. Widzę, że przedmioty na weterynarii są ciężkie, nawet tak brzmią (choćby biofizyka, biochemia, chirurgia). Moje studia to typowa pamięciówka. Wiem, że pasje można realizować poza studiami, ale jakoś nie daje mi to spokoju. Jakbym była weterynarzem, na pewno wyjechałabym z Polski. Nawet zrobiłabym doktorat może. Żałuję, że nie obudziłam się w gimnazjum, nikt mną nie pokierował... Albo że nie miałam wtedy określonego celu w życiu, do którego bym dążyła. Ciągle sobie wmawiam, że to ciężkie studia pewnie jak medycyna ludzka i że nie dałabym rady. W nocy nie mogę spać i płakać mi sie chcę teraz, gdy to piszę. Czy warto podjąć walkę o marzenia i zaczynać wszystko od zera?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

×