Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Polecane posty

witam, 

Post będzie długi, muszę się w jakiś sposób wygadać, nie mam komu więc postanowiłam napisać tutaj..

Jestem w 3 l zwiazku. Nie wiem na czym polega mój problem, bo sama się czuję w tym wszystkim jak wariatka z wygórowanymi oczekiwaniami, albo szukająca dziury w całym. Na początku mój związek był normalny, mieliśmy wspólne tematy, spędzaliśmy razem czas. Od roku coś się zmieniło, mój chłopak zaczął grać w grę online. Potrafi usiąść do kompa od razu po pracy, grać do późna i tak w kółko. Zdarza się że zarywa nocki, później idzie do pracy a jak wraca - odsypia.
Nie mam już siły na to, ilekroć próbowałam go odciągnąć proponując spacer, wyjazd, kino, wyjście gdziekolwiek wszystko jest negowane, uzasadnione przez niego takimi "argumentami" że odechciało mi się cokolwiek proponować, szukać dialogu, siedzieć w jednym pokoju. Czuję się jak dwie osoby, jedna która działa według schematu do którego przywykła i nie ma nic do powiedzenia. 1sza to ja która wstaje rano, idzie do pracy, wraca, robi obiad, sprząta, znajduje sobie domowe obowiązki żeby nie siedzieć bezczynnie gapiąc się w tv. 2ga to osamotniona kobieta, która nie widzi sensu w dalszym wstawaniu z łóżka, robienia tego pieprzonego obiadu. Zobojetniala na to już czy usiądzie na kompa mój A, czy nie.
Nie rozmawiam z nikim, nie mam znajomych. Czuję się jak pusta miska, z której nie ma czego się napić. Nie cieszą mnie już promienie słońca. Siedzę z nim i tylko siedzę. Nie szukam już rozmów, nie chce już niczego opowiadać, planować, pytać. Jestem jak mebel, który spełnia tylko jakaś funkcje w tym wszystkim. A nie widząc zainteresowania z jego strony jeszcze bardziej się blokuję i wyciszam. Co jakiś czas zapyta co robię, albo opowiada jakieś bzdety które nie mają większego sensu. I tak tkwimy w tym. 
Robiłam awantury wcześniej , raz nerwowo, raz żeby poczuć coś innego anieliz pustkę. Gdy wybuchałam, potrafiłam się obrażać jak dziecko, bo wiedziałam że nic to nie zmieni, a im bardziej byłam obrażona albo milczałam wtedy mogłam dostać to co jeszcze wtedy chciałam - zapewnienie, ze wciąż mnie kocha, że wie że czuję się zaniedbana. Ale czemu czuję, że to tylko słowa które nie są pokryte czynami?
Bo jestem ...ka, która sobie na to pozwoliła, ...ka która myśli że nic ją juz w zyciu pozytywnego, interesującego nie spotka więc tkwi w tym wszystkim i zanika sama w sobie...
Jest dużo rzeczy, które mnie bolą. Tlamsze to w sobie, nie robię już kłótni ani nie staram się żeby mnie zrozumiał.
Jestem w 3 msc ciąży, żałuję że będę mieć te dziecko, nie potrafię nawet nim się cieszyć. On ma córkę z poprzedniego związku, widuje się z nią raz w miesiącu. Jeździmy do niej  z jego rodzicami, przy nich też czuję się jak 5te koło u wozu. Potrafią się do mnie nie odzywać, a jak ja się odzywam zapytam o cokolwiek to dostaje zdawkowa odpowiedź i czuje, że nikogo nie obchodzi co mam do powiedzenia, po prostu akceptują mnie ze względu na niego. Jestem zła sama ja siebie za takie myśli, ale jestem zazdrosna o jego córkę... Chciałabym żeby dał mi tyle uwagi w ciągu miesiąca, co jej przez cały dzień. Płakać mi się chce jak myślę o tym, bo akceptuje ją, ale jestem tak osamotniona, że zazdroszczę dziecku...
Ostatni raz jak się kłóciliśmy wyszłam z domu na pół dnia, nie miałam siły psychicznie na to wszystko, tą ciszę tą atmosferę i moje frustrację.
Wydzwanial i błagał żebym wróciła, że na mnie czekał całe życie, że wie że ze mną mu się uda, że powie rodzica o mojej ciąży (ciągle zwlekał z tym) i wróciłam. Bo po prostu nie miałam gdzie pójść, byłam wykończona myślami że jedyne o czym myślałam to położyć się spać. 
Dziś dzień z jego córka, i rodzicami. Znów ścisk w gardle na te widoki jacy wszyscy są szczęśliwi, jak radują się tym dniem. A ja znowu wycofana, uśmiechającą się tylko do wszystkich. 
Żyć mi się nie chce, nie wiem czy to że mną coś nie tak już, czy na robię z igły widły czy o co chodzi w tym wszystkim.. Nie wiem jak ogarnąć wszystkie myśli, tego jest tak wiele. Nie wiem na czym się skupić w codziennym życiu, nie czuje potrzeby żadnej. Jeszcze niedawno płakałam w poduszkę, teraz nie mam siły nawet na to... 
 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, paulinasara1995@gmail.com napisał:

witam, 

Post będzie długi, muszę się w jakiś sposób wygadać, nie mam komu więc postanowiłam napisać tutaj..

Jestem w 3 l zwiazku. Nie wiem na czym polega mój problem, bo sama się czuję w tym wszystkim jak wariatka z wygórowanymi oczekiwaniami, albo szukająca dziury w całym. Na początku mój związek był normalny, mieliśmy wspólne tematy, spędzaliśmy razem czas. Od roku coś się zmieniło, mój chłopak zaczął grać w grę online. Potrafi usiąść do kompa od razu po pracy, grać do późna i tak w kółko. Zdarza się że zarywa nocki, później idzie do pracy a jak wraca - odsypia.
Nie mam już siły na to, ilekroć próbowałam go odciągnąć proponując spacer, wyjazd, kino, wyjście gdziekolwiek wszystko jest negowane, uzasadnione przez niego takimi "argumentami" że odechciało mi się cokolwiek proponować, szukać dialogu, siedzieć w jednym pokoju. Czuję się jak dwie osoby, jedna która działa według schematu do którego przywykła i nie ma nic do powiedzenia. 1sza to ja która wstaje rano, idzie do pracy, wraca, robi obiad, sprząta, znajduje sobie domowe obowiązki żeby nie siedzieć bezczynnie gapiąc się w tv. 2ga to osamotniona kobieta, która nie widzi sensu w dalszym wstawaniu z łóżka, robienia tego pieprzonego obiadu. Zobojetniala na to już czy usiądzie na kompa mój A, czy nie.
Nie rozmawiam z nikim, nie mam znajomych. Czuję się jak pusta miska, z której nie ma czego się napić. Nie cieszą mnie już promienie słońca. Siedzę z nim i tylko siedzę. Nie szukam już rozmów, nie chce już niczego opowiadać, planować, pytać. Jestem jak mebel, który spełnia tylko jakaś funkcje w tym wszystkim. A nie widząc zainteresowania z jego strony jeszcze bardziej się blokuję i wyciszam. Co jakiś czas zapyta co robię, albo opowiada jakieś bzdety które nie mają większego sensu. I tak tkwimy w tym. 
Robiłam awantury wcześniej , raz nerwowo, raz żeby poczuć coś innego anieliz pustkę. Gdy wybuchałam, potrafiłam się obrażać jak dziecko, bo wiedziałam że nic to nie zmieni, a im bardziej byłam obrażona albo milczałam wtedy mogłam dostać to co jeszcze wtedy chciałam - zapewnienie, ze wciąż mnie kocha, że wie że czuję się zaniedbana. Ale czemu czuję, że to tylko słowa które nie są pokryte czynami?
Bo jestem ...ka, która sobie na to pozwoliła, ...ka która myśli że nic ją juz w zyciu pozytywnego, interesującego nie spotka więc tkwi w tym wszystkim i zanika sama w sobie...
Jest dużo rzeczy, które mnie bolą. Tlamsze to w sobie, nie robię już kłótni ani nie staram się żeby mnie zrozumiał.
Jestem w 3 msc ciąży, żałuję że będę mieć te dziecko, nie potrafię nawet nim się cieszyć. On ma córkę z poprzedniego związku, widuje się z nią raz w miesiącu. Jeździmy do niej  z jego rodzicami, przy nich też czuję się jak 5te koło u wozu. Potrafią się do mnie nie odzywać, a jak ja się odzywam zapytam o cokolwiek to dostaje zdawkowa odpowiedź i czuje, że nikogo nie obchodzi co mam do powiedzenia, po prostu akceptują mnie ze względu na niego. Jestem zła sama ja siebie za takie myśli, ale jestem zazdrosna o jego córkę... Chciałabym żeby dał mi tyle uwagi w ciągu miesiąca, co jej przez cały dzień. Płakać mi się chce jak myślę o tym, bo akceptuje ją, ale jestem tak osamotniona, że zazdroszczę dziecku...
Ostatni raz jak się kłóciliśmy wyszłam z domu na pół dnia, nie miałam siły psychicznie na to wszystko, tą ciszę tą atmosferę i moje frustrację.
Wydzwanial i błagał żebym wróciła, że na mnie czekał całe życie, że wie że ze mną mu się uda, że powie rodzica o mojej ciąży (ciągle zwlekał z tym) i wróciłam. Bo po prostu nie miałam gdzie pójść, byłam wykończona myślami że jedyne o czym myślałam to położyć się spać. 
Dziś dzień z jego córka, i rodzicami. Znów ścisk w gardle na te widoki jacy wszyscy są szczęśliwi, jak radują się tym dniem. A ja znowu wycofana, uśmiechającą się tylko do wszystkich. 
Żyć mi się nie chce, nie wiem czy to że mną coś nie tak już, czy na robię z igły widły czy o co chodzi w tym wszystkim.. Nie wiem jak ogarnąć wszystkie myśli, tego jest tak wiele. Nie wiem na czym się skupić w codziennym życiu, nie czuje potrzeby żadnej. Jeszcze niedawno płakałam w poduszkę, teraz nie mam siły nawet na to... 
 

Zawsze możesz zrezygnować ze związku. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zostaw gnoja, szkoda marnować życia na ciągłe użerania. Dziecko to nie powód żeby sobie całe życie marnować. Prawda jest taka, i to bolesna prawda. Ciężko jest w dzisiejszym świecie znaleźć kogoś normalnego.  Młodzi chłopcy to przeważnie tak jak opisujesz swojego partnera, srajmerzy czy gamerzy.  Nie wiem jak nawet poprawnie to napisać. A kobiety, dziewczyny. No paskudztwa straszne bo zamiast docenić swoje naturalne piekno codziennie nakładają tony gnoju na swoje ciało z nadzieją że zostaną piękne.  Po co?

Ludzie wam się w dupach już dawno poprzewracało i jak budzą się w was pierwotne instynkty, potrzeby, uczucia, to nie wiecie jak w tym zgniłym świecie się zachować. 

Co to za kobieta która swoją całą wypłatę w galerii na bzdety wydaje?

Co to za facet którego podnieca widok dwudziestu a może i wiecej ( nie wiem, nie interesuje mnie to) kolesi, spoconych i ganiających za piłką.  Przecież to jest obrzydliwe. Jak gejowskie porno.

Sami jesteście sobie winni. Bo zamiast zająć się sobą znajdujecie fascynację w gównie 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bez dialogu związek będzie martwy, a nie widać z jego strony próby naprawienia relacji. 

Może usuń się z jego życia na kilka dni, na dłużej niż zawsze, niech dozna wstrząsu. Jeżeli to nie pomoże to pora układać sobie przyszłość bez niego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, paulinasara1995@gmail.com napisał:

witam, 

Post będzie długi, muszę się w jakiś sposób wygadać, nie mam komu więc postanowiłam napisać tutaj..

Jestem w 3 l zwiazku. Nie wiem na czym polega mój problem, bo sama się czuję w tym wszystkim jak wariatka z wygórowanymi oczekiwaniami, albo szukająca dziury w całym. Na początku mój związek był normalny, mieliśmy wspólne tematy, spędzaliśmy razem czas. Od roku coś się zmieniło, mój chłopak zaczął grać w grę online. Potrafi usiąść do kompa od razu po pracy, grać do późna i tak w kółko. Zdarza się że zarywa nocki, później idzie do pracy a jak wraca - odsypia.
Nie mam już siły na to, ilekroć próbowałam go odciągnąć proponując spacer, wyjazd, kino, wyjście gdziekolwiek wszystko jest negowane, uzasadnione przez niego takimi "argumentami" że odechciało mi się cokolwiek proponować, szukać dialogu, siedzieć w jednym pokoju. Czuję się jak dwie osoby, jedna która działa według schematu do którego przywykła i nie ma nic do powiedzenia. 1sza to ja która wstaje rano, idzie do pracy, wraca, robi obiad, sprząta, znajduje sobie domowe obowiązki żeby nie siedzieć bezczynnie gapiąc się w tv. 2ga to osamotniona kobieta, która nie widzi sensu w dalszym wstawaniu z łóżka, robienia tego pieprzonego obiadu. Zobojetniala na to już czy usiądzie na kompa mój A, czy nie.
Nie rozmawiam z nikim, nie mam znajomych. Czuję się jak pusta miska, z której nie ma czego się napić. Nie cieszą mnie już promienie słońca. Siedzę z nim i tylko siedzę. Nie szukam już rozmów, nie chce już niczego opowiadać, planować, pytać. Jestem jak mebel, który spełnia tylko jakaś funkcje w tym wszystkim. A nie widząc zainteresowania z jego strony jeszcze bardziej się blokuję i wyciszam. Co jakiś czas zapyta co robię, albo opowiada jakieś bzdety które nie mają większego sensu. I tak tkwimy w tym. 
Robiłam awantury wcześniej , raz nerwowo, raz żeby poczuć coś innego anieliz pustkę. Gdy wybuchałam, potrafiłam się obrażać jak dziecko, bo wiedziałam że nic to nie zmieni, a im bardziej byłam obrażona albo milczałam wtedy mogłam dostać to co jeszcze wtedy chciałam - zapewnienie, ze wciąż mnie kocha, że wie że czuję się zaniedbana. Ale czemu czuję, że to tylko słowa które nie są pokryte czynami?
Bo jestem ...ka, która sobie na to pozwoliła, ...ka która myśli że nic ją juz w zyciu pozytywnego, interesującego nie spotka więc tkwi w tym wszystkim i zanika sama w sobie...
Jest dużo rzeczy, które mnie bolą. Tlamsze to w sobie, nie robię już kłótni ani nie staram się żeby mnie zrozumiał.
Jestem w 3 msc ciąży, żałuję że będę mieć te dziecko, nie potrafię nawet nim się cieszyć. On ma córkę z poprzedniego związku, widuje się z nią raz w miesiącu. Jeździmy do niej  z jego rodzicami, przy nich też czuję się jak 5te koło u wozu. Potrafią się do mnie nie odzywać, a jak ja się odzywam zapytam o cokolwiek to dostaje zdawkowa odpowiedź i czuje, że nikogo nie obchodzi co mam do powiedzenia, po prostu akceptują mnie ze względu na niego. Jestem zła sama ja siebie za takie myśli, ale jestem zazdrosna o jego córkę... Chciałabym żeby dał mi tyle uwagi w ciągu miesiąca, co jej przez cały dzień. Płakać mi się chce jak myślę o tym, bo akceptuje ją, ale jestem tak osamotniona, że zazdroszczę dziecku...
Ostatni raz jak się kłóciliśmy wyszłam z domu na pół dnia, nie miałam siły psychicznie na to wszystko, tą ciszę tą atmosferę i moje frustrację.
Wydzwanial i błagał żebym wróciła, że na mnie czekał całe życie, że wie że ze mną mu się uda, że powie rodzica o mojej ciąży (ciągle zwlekał z tym) i wróciłam. Bo po prostu nie miałam gdzie pójść, byłam wykończona myślami że jedyne o czym myślałam to położyć się spać. 
Dziś dzień z jego córka, i rodzicami. Znów ścisk w gardle na te widoki jacy wszyscy są szczęśliwi, jak radują się tym dniem. A ja znowu wycofana, uśmiechającą się tylko do wszystkich. 
Żyć mi się nie chce, nie wiem czy to że mną coś nie tak już, czy na robię z igły widły czy o co chodzi w tym wszystkim.. Nie wiem jak ogarnąć wszystkie myśli, tego jest tak wiele. Nie wiem na czym się skupić w codziennym życiu, nie czuje potrzeby żadnej. Jeszcze niedawno płakałam w poduszkę, teraz nie mam siły nawet na to... 
 

Po prostu gosc jest uzalezniony od adrenaliny jaka mu daja gry .Ty juz sie nie liczysz.On w tobie widzi kobiete w ciazy z brzuchem  ktora jest obca jego wackowi na razie.Nie zbudowaliscie do tej pory zadnej wiezi miedzy soba wiec co ty tam jeszcze robisz.Otrzasnij sie! i zacznij sobie przemeblowywac zycie.

Jedyne rozwiazanie to zostawic go bo juz widzisz ze partnera w nim nie bedziesz miala .On sie tylko interesuje twoja ci...  od czasu do czasu LOL gdy juz da o sobie nagromadzona w kroczu spe rma 

Co do wizyt u jego corki to skoro sie tam zle czujesz to odmawiaj towarzyszenia mu.Zostan w domu i zbuduj sobie ronolegle zycie  swoich zainteresowan.Czytaj ksiazki, ogladaj filmy...podnos poziom  wyksztalcenia .Samodoskonal sie! Ten chlop to duzy chlopiec , bez poczucia odpowiedzialnosci i juz go nie zmienisz skoro na twoje reakcje nie odpowiada.On zyje obok ciebie i tego  ie zmienisz.

Jedynym wyjsciem jest odejsc od niego abys poczula sie wolna i mogla swoje zycie ukladac po swojemu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
5 minut temu, wyciskam klopsy napisał:

odejdzie to zostanie samotną matką, wtedy dopiero jazda się zacznie... raczej wtedy dopiero będzie miała przeyebane

Oczywiscie!  ale skoro ma problem  i chce rzowiazania ...

Ja nie widze wyjscia.Rozmowy byly...nie ma efektu.

Mozna tez zlozyc uszy po sobie i udawac ze problemu nie ma ! To tez jest jakies rozwiazanie.

Ja mysle ze ona odejdzie od niego predzej czy pozniej.Z jej opisu widac ze ona powoli juz   "traci milosc " do niego  i  traci jednoczesnie  zludzenia ,a jak dojrzeje- to go zostawi:) .Jestem tego pewien! 

Edytowano przez marinero

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, wyciskam klopsy napisał:

tu nie ma dialogu, tu jest jednostronność.... troche nie rozumiem tej relacji, o co tu chodzi... ona w ciąży a jego rodzice nic nie wiedzą, czy jest powód na to? Jak czuje się jak 5 koło u wozu to naprawde cienko to widze. Co do jego córki, to była wiadoma chyba od początku..... a zachodzenie w ciąże z facetem z który się lewdwo co rozmawia to desperacka próba "naprawiania" czegoś czego raczej nie naprawi

Wiesz jak jest z miłością...:) Potrafi tak opętać, że człowiek przestaje racjonalnie myśleć, bo rzeczywiście zaplanowanie dziecka w tej sytuacji nie było rozsądne. Autorka sama widzi, że z jego strony nie ma nawet chęci, by naprawić relację. Ja nie wyobrażam sobie, by trwać w beznadziejnym związku tylko dla dziecka, które być może nawet nie jest chciane przez ojca. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Odeszłabym. Wiem, że wydaje się to trudne, może wręcz niemożliwe. A jednak można to zrobić. Jemu nie zależy i zachowuje się tak celowo. A jego rodzice? Trudno się domyślać, ponieważ brak szerszej informacji na ich temat, ale oni może myślą, że syn jeszcze wróci do matki dziecka. Tymi zdawkowymi odpowiedziami dają jej do zrozumienia (delikatnie to ujmując), że nie przepadają za nią, i że to ona winna jest temu, że on od niej odszedł.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 13.06.2021 o 03:19, paulinasara1995@gmail.com napisał:

witam, 

Post będzie długi, muszę się w jakiś sposób wygadać, nie mam komu więc postanowiłam napisać tutaj..

Jestem w 3 l zwiazku. Nie wiem na czym polega mój problem, bo sama się czuję w tym wszystkim jak wariatka z wygórowanymi oczekiwaniami, albo szukająca dziury w całym. Na początku mój związek był normalny, mieliśmy wspólne tematy, spędzaliśmy razem czas. Od roku coś się zmieniło, mój chłopak zaczął grać w grę online. Potrafi usiąść do kompa od razu po pracy, grać do późna i tak w kółko. Zdarza się że zarywa nocki, później idzie do pracy a jak wraca - odsypia.
Nie mam już siły na to, ilekroć próbowałam go odciągnąć proponując spacer, wyjazd, kino, wyjście gdziekolwiek wszystko jest negowane, uzasadnione przez niego takimi "argumentami" że odechciało mi się cokolwiek proponować, szukać dialogu, siedzieć w jednym pokoju. Czuję się jak dwie osoby, jedna która działa według schematu do którego przywykła i nie ma nic do powiedzenia. 1sza to ja która wstaje rano, idzie do pracy, wraca, robi obiad, sprząta, znajduje sobie domowe obowiązki żeby nie siedzieć bezczynnie gapiąc się w tv. 2ga to osamotniona kobieta, która nie widzi sensu w dalszym wstawaniu z łóżka, robienia tego pieprzonego obiadu. Zobojetniala na to już czy usiądzie na kompa mój A, czy nie.
Nie rozmawiam z nikim, nie mam znajomych. Czuję się jak pusta miska, z której nie ma czego się napić. Nie cieszą mnie już promienie słońca. Siedzę z nim i tylko siedzę. Nie szukam już rozmów, nie chce już niczego opowiadać, planować, pytać. Jestem jak mebel, który spełnia tylko jakaś funkcje w tym wszystkim. A nie widząc zainteresowania z jego strony jeszcze bardziej się blokuję i wyciszam. Co jakiś czas zapyta co robię, albo opowiada jakieś bzdety które nie mają większego sensu. I tak tkwimy w tym. 
Robiłam awantury wcześniej , raz nerwowo, raz żeby poczuć coś innego anieliz pustkę. Gdy wybuchałam, potrafiłam się obrażać jak dziecko, bo wiedziałam że nic to nie zmieni, a im bardziej byłam obrażona albo milczałam wtedy mogłam dostać to co jeszcze wtedy chciałam - zapewnienie, ze wciąż mnie kocha, że wie że czuję się zaniedbana. Ale czemu czuję, że to tylko słowa które nie są pokryte czynami?
Bo jestem ...ka, która sobie na to pozwoliła, ...ka która myśli że nic ją juz w zyciu pozytywnego, interesującego nie spotka więc tkwi w tym wszystkim i zanika sama w sobie...
Jest dużo rzeczy, które mnie bolą. Tlamsze to w sobie, nie robię już kłótni ani nie staram się żeby mnie zrozumiał.
Jestem w 3 msc ciąży, żałuję że będę mieć te dziecko, nie potrafię nawet nim się cieszyć. On ma córkę z poprzedniego związku, widuje się z nią raz w miesiącu. Jeździmy do niej  z jego rodzicami, przy nich też czuję się jak 5te koło u wozu. Potrafią się do mnie nie odzywać, a jak ja się odzywam zapytam o cokolwiek to dostaje zdawkowa odpowiedź i czuje, że nikogo nie obchodzi co mam do powiedzenia, po prostu akceptują mnie ze względu na niego. Jestem zła sama ja siebie za takie myśli, ale jestem zazdrosna o jego córkę... Chciałabym żeby dał mi tyle uwagi w ciągu miesiąca, co jej przez cały dzień. Płakać mi się chce jak myślę o tym, bo akceptuje ją, ale jestem tak osamotniona, że zazdroszczę dziecku...
Ostatni raz jak się kłóciliśmy wyszłam z domu na pół dnia, nie miałam siły psychicznie na to wszystko, tą ciszę tą atmosferę i moje frustrację.
Wydzwanial i błagał żebym wróciła, że na mnie czekał całe życie, że wie że ze mną mu się uda, że powie rodzica o mojej ciąży (ciągle zwlekał z tym) i wróciłam. Bo po prostu nie miałam gdzie pójść, byłam wykończona myślami że jedyne o czym myślałam to położyć się spać. 
Dziś dzień z jego córka, i rodzicami. Znów ścisk w gardle na te widoki jacy wszyscy są szczęśliwi, jak radują się tym dniem. A ja znowu wycofana, uśmiechającą się tylko do wszystkich. 
Żyć mi się nie chce, nie wiem czy to że mną coś nie tak już, czy na robię z igły widły czy o co chodzi w tym wszystkim.. Nie wiem jak ogarnąć wszystkie myśli, tego jest tak wiele. Nie wiem na czym się skupić w codziennym życiu, nie czuje potrzeby żadnej. Jeszcze niedawno płakałam w poduszkę, teraz nie mam siły nawet na to... 
 

Nie wygląda to dobrze. On zachowuje się jak jakiś niedojrzały typek, a nie jak partner, niegdy jak przyszły mąż, a już najmniej jak ojciec, czy też jak przyszły ojciec. Jesteś na poczatku ciąży , więc hormony dziko  szaleją, wiem, bo też byłam i pamiętam co się działo. Teraz potrzebujesz spokoju i wyciszenia. Dobija Cie fakt, zdałaś sobie sprawę, że nie tego chcialas, że tkwisz w związku bez ognia, bez dbałości ze strony tego chłopaka o Ciebie, o to co będzie, nie zabiega o Ciebie, nie stara się, jest letnio. Jesteś bo jesteś, kiedy się oddalilas, zdobył się jedynie na telefon, żeby Cie zwabic. Ja myślę, że w życiu niektórych kobiet przychodzi taki moment, że one pewnego dnia budzą się odarte ze złudzeń. Ze ten partner, to nie partner, tylko kloda pod noga, że to "przeszkadzaja" w drodze po szczęście. Ze nie o to im w życiu chodziło, że nie tego chciały. Takie przebudzenie wbija w ziemie. Nieodpowiedzialny i niezainteresowany chłopak, czy mąż, to kłopoty. Bo tak naprawdę zostajesz sama, samotna, do tego z małym człowieczkiem pod sercem. W głębi duszy każda pragnie być ta jedyna i wyjątkowa dla swojego faceta. Stworzyć z nim świetny dom, albo mniej świetny, ale dom. Wspólnotę. A tu są gry online, robota, dom, wiem jak to wygląda i jakie on ma do Ciebie podejście. Żadnych ciepłych uczuć, a jeśli nawet próbuje, to bez szału i rezultatu. Jak mały, zagubiony chłopiec. Niektórzy  faceci nie powinni wchodzić w związki, może tylko wtedy, kiedy dojrzeja i staną się odpowiedzialnymi głowami rodzin, prawda jest taka, że aktualnie młodych  chłopaków  wszystko przerasta. Ze na palcach 1 ręki można policzyć tych, którzy rzeczywiście solidnie przykładają się do tworzenia rodziny. To żadna pociecha, ale takich kobiet, które myślą o tym, co będzie dalej ze związkiem, z dzieckiem, domem, zarobkami i  rodzina jest więcej. To one się martwią, zastanawiają, nie śpią po nocach, a panicz ciupie w gry i dobrze się ma. Nie wiem, ale chyba należy wziąć kartkę, podzielić na pół, wypisać wszystkie za i przeciw i zobaczyć co przeważyło. Zadaj sobie pytanie, czy jesteś w stanie urządzać się od nowa  w tym życiu, z małym dzieckiem, albo i  jeszcze  będąc w ciąży? Dasz radę coś  zmienić? Czujesz się na siłach? Bo na moje oko, te zmiany są konieczne, absolutnie Cie nie namawiam, ale czuję, że prośby, które kierujesz do niego to walka z wiatrakami, tj. z jego trybem życia, grami i tym, że czujesz się niezauważana i niekochana, to taka droga przez mękę. Jak wzbudzić  w nim ciepłe uczucia? Co zrobić żeby on się zainteresował? Kiedy jego pociąga  gra, w grze może być kim chce, to jego alternatywna rzeczywistość, bez trosk, bez lęków, a obok Ty, pełna być może niepokoju, płaczliwa, drażliwa. Co on wybierze? Gdzie i przy czym usiądzie? Gdzie się spełni? Co da mu więcej emocji? Może wypisz sobie te za i przeciw i jeśli jesteś odważna i samodzielna to próbuj zmian. Co masz do stracenia? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, wyciskam klopsy napisał:

zawsze łatwiej odejść niż pracować nad tym, to fakt, ludzie idą na łatwizne teraz

Jesli ktos nie widzi celu wspoldzialania to czy jest sens  tkwic w czyms co nas nie satysfakcjonuje?! Zwiazek to wspoldzialanie  dla dobra obojga rownorzednych partnerow.Gdy jeden sie wylamuje i przerzyca ciezar na drugiego to chyba cos tu jest nie tak.

Facet ewidentnie ma ja w doopie.Zyje de facto obok niej .W przyszlosci tez bedzie takim ojcem.Znalazl sobie niewolnice  bo tak to trzeba nazwac  ktora sprzata, opiera, daje seks   i ma wszystko inne gdzies bo on sie de facto realizuje w grach :) Tam sa jego emocje :)

Ona zawsze przegra z grami bo emocje jakie ma z nia ,sa subtelne a w grach ma wciaz "walke o zycie " LOL a wiec skacza od zero do jedynki :) Same ekstrema :) Ona szans z grami nie ma :) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Z tego co opisujesz to dziwie sie, ze w ogole zauwazyl, ze wyszlas na pol dnia.

A czemu nie masz znajomych? Najlepiej gdybys miala wlasne zycie, znajomych, zajecia, to zawsze dodaje pewnosci siebie i latwiej zerwac relacje, ktora nie jest dla nas dobra. Przestan gotowac obiadki i zajmij sie soba.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×