Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Stokrotka3991

Co robic? Walczyć?

Polecane posty

Witajcie, dopiero się odważyłam napisać do Was bo tak tylko czytałam wasze historie. Dalej chciałabym poznać wasze zakończenia bo być może byłyście w mojej sytuacji. 

Z mężem byliśmy 10 lat razem a 6 po ślubie. Mamy dwóch synów 6,5 i 1,5 roku. Po świętach wielkanocnych byliśmy pokłóceni. Nie rozmawialiśmy ze sobą. Mąż w weekend nie wrócił do domu na noc(wiedziałam że jest u kuzyna i jego żony) później przez dwa dni wracał późno. Na następny dzień kazałam mu sie wyprowadzić. Bo już słyszałam jak mówi do dzieci że będą go odwiedzać w mieszkaniu. Wyprowadził się. Po tyg chciałam pogadać on nie. Po 2 tyg kazałam mu przyjechać pogadać. Usłyszałam od niego że nie był szczęśliwy, wspierany i że chce zadbać o swoje szczęście. Że czuje że może mieć lepsze życie. Byłam załamana poprosiłam go żebyśmy dali sobie szansę, bo fakt jest taki że zapomnieliśmy o sobie. Ale był twardy i nie. Minęły trzy miesiace. Poszłam do adwokat, napisała mi pozew i wysłała mi na maila. On go przeczytał bo wszedł na mój laptop firmowy i przyjechał do mnie że napisałam tam bzdury. Zaczęłam się do niego krzyczeć i tak przez dwie godziny wykrzyczałam mu całe 10 lat jak przy nim trwałam gdy miał załamanie przez dwa lata jak jego firma padła. Jak był w szpitalu bo miał wypadek na motorze. A on nie pomagał mi w domu, nie chciał z nami wychodzić. Siedział i słuchał jak zbity pies. Stwierdził, że cały czas szukał problemu u kogoś a to on był problemem, że myślał że ja jestem szczęściara a to on był szczęściarzem. Na następny dzień zaprosił mnie do kina, poszłam chociaż miałam obawy. Później przytulał mnie i mówił że choćby miał 20 lat mnie zabierać na randki to będzie żeby mnie tylko odzyskać. Pisał jak nie może dłużej beze mnie żyć, ja byłam trochę wycofana nie pozwalałam mu na wiele bo nie chciał ze mną usiąść i pogadać, powiedział że już mnie tak zranił, że nie chce więcej i boi się rozmowy. Pojechałam z dziećmi na wakacje, miał tam dojechać motorem lecz przestał się odzywać. Minęły dwa tygodnie. Wziął ostatnio dzieci. I jak mu napisałam że mnie upokorzył i zadrwił sobie ze mnie bo pisał i mówił takie rzeczy a teraz ma to gdzieś  to odpisał że już taki jest. Nie wiem czy mam go wziąć za fraki na jakąś terapię czy dać sobie spokój. Kocham tego ...ę całym sercem. Napiszcie czy warto o to walczyć, jak u was się takie sprawy potoczyły.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dałaś już druga szansę  - pokazał gdzie to ma.

O co chcesz walczyć skoro on nie chce z tobą być?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Po 10 latach takie cyrki to faktycznie instytucja małżeństwa chyli sie ku zakończeniu i nie ma co wymyślać po co i dlaczego. O.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość MalinaJagoda

Mój też tak zachowywał się jak miał romans. W końcu po takiej huśtawka jak u Ciebie  wrócił na łono rodziny.  Nie dawaj szansy, bo skończysz z impotentem jak ja i tyle z tego będziesz miała.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Daliście sobie dość czasu na przemyślenia. Teraz powinna być rozmowa i decyzja: co dalej?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Znasz te słowa "ty walczysz ja walczę" 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dostał szansę , nie skorzystał. Zadrwił z twoich uczuć. Wyciągnij wnioski sama.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przydałoby się jeszcze wysłuchać męża wersji. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bardzo niezdecydowany jest. Ale bez względu na to co Ci tu napisali to czuję, że i tak dasz mu tę szansę bo bardzo go kochasz. I oby zrozumiał, że Ty i chłopcy jesteście najważniejsi w jego życiu. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
17 minut temu, błękitnaa napisał:

oby zrozumiał, że Ty i chłopcy jesteście najważniejsi w jego życiu. 

Ja bym już go po tym co zrobił nie chciała.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Do d**y z takim mężem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Czepek w krainie lodu napisał:

A co na to teściowa?

Od początku mnie wspiera. Cięgle się spotykam z nią. Mówi że jest jej wstyd za niego. Żebym sobie dała z nim spokój bo on nie dorósł do bycia mężem i ojcem. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mam straszną gonitwe myśli, czasem go nienawidzę i mówię sobie nie chce z nim być, złamał mi serce. A czasem wyje do księżyca że go kocham i dałabym wszytsko żeby mnie przytulił. Jestem zdeterminowana żeby złożyć pozew, drukuje pierwszą stronę z nową datą a za chwilę rezygnuje bo a może. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, błękitnaa napisał:

Bardzo niezdecydowany jest. Ale bez względu na to co Ci tu napisali to czuję, że i tak dasz mu tę szansę bo bardzo go kochasz. I oby zrozumiał, że Ty i chłopcy jesteście najważniejsi w jego życiu. 

No właśnie mówił że tu jest jego wszytsko ze kocha mnie i chłopaków. "Co ja zrobiłem, mogłem was stracić" Później jak wyjechał w trase to dzwonił żeby usłyszeć mój głos. Mówił też że ma mętlik w głowie że chce ze mną być a raz nie bo on się nie zmieni i jest poj*** że nie chce mnie krzywdzić. I przestał się odzywać. Chciałabym wziąć sprawy w swoje ręce ale boje się kolejnego ciosu z jego strony, że powie 'nie'. Starszy syn okropnie to przeżywa, rzadko coś mówi na ten temat. Ale jak już mówi to "boje się że tato o nas zapomni" "szkoda że tata tu nie ma" " nie ma całej rodziny bo nie ma tata" serce mi pęka jak to słyszę... Bo też się tego boje że zrezygnuje w końcu z dzieci tak jak zrezygnował ze mnie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
27 minut temu, Stokrotka3991 napisał:

No właśnie mówił że tu jest jego wszytsko ze kocha mnie i chłopaków. "Co ja zrobiłem, mogłem was stracić" Później jak wyjechał w trase to dzwonił żeby usłyszeć mój głos. Mówił też że ma mętlik w głowie że chce ze mną być a raz nie bo on się nie zmieni i jest poj*** że nie chce mnie krzywdzić. I przestał się odzywać. Chciałabym wziąć sprawy w swoje ręce ale boje się kolejnego ciosu z jego strony, że powie 'nie'. Starszy syn okropnie to przeżywa, rzadko coś mówi na ten temat. Ale jak już mówi to "boje się że tato o nas zapomni" "szkoda że tata tu nie ma" " nie ma całej rodziny bo nie ma tata" serce mi pęka jak to słyszę... Bo też się tego boje że zrezygnuje w końcu z dzieci tak jak zrezygnował ze mnie.

Jesli sie kochacie to warto jeszcze powalczyc moim zdaniem. Mysle, ze tak sie zaplataliscie, ze terapeuta by sie Wam przydal. Musicie przemyslec pare rzeczy i Ty i on. Porozmawiac szczerze, ale na spokojnie, ustalic jakies zasady i potem sie ich trzymac. Przede wszystkim powinniscie ustalic zasady dotyczace dzieci, ze cokolwiek pomiedzy Wami sie wydarzy to dzieci beda wazne dla obojga i ojciec nie bedzie znikal z ich zycia. Zreszta, skomplikowana sprawa, nie czuje sie na silach doradzac, idzcie do specjalisty.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@kulfon chyba tak zrobię zażądam od niego rozmowy. Boje się bo zawsze było tak że robiliśmy tak jak on chciał, być może dlatego zrezygnował z tego bo ja zaczęłam ustalać zasady, i boje się że powie nie będę o niczym już rozmawiał. Ale wtedy już będę miała jasne wszystko i złoże pozew. Wiem, że będę bardzo cierpieć. Jednak gdy będzie chciał rozmawiać i zobaczę że jest rozdarty to Powiem mu tak jak napisał/a Solero. Ty walczysz to i ja walczę. Ja też nie mówię że jestem pewna że chce z nim być. Ale jestem osobą która nie rezygnuje z czegoś tylko próbuje. Coś się musiało zdarzyć w naszym związku żebyśmy zdecydowali czy będziemy razem  czy dajemy sobie spokój. Myślałam że kurde zrozumiał, że nie dawał z siebie nic i tylko ja pakowałam w ten związek. Myślałam że potrzebowaliśmy za sobą zatęsknić. Kurde tak boli, że najbliższą osobą w twoim życiu nagle staje się obca. Że rezygnuje z rodziny którą stworzył. Niby mówi że z dzieci nie zrezygnuje, ale kiedyś też tak mówił do mnie.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem to jedyną osobą, która walczy o ten związek jesteś Ty i powinnaś dać sobie spokój z tym draniem dopóki nie zacznie mu zależeć. Może faktycznie Cię kocha ale ma taki.pański charakter i musisz być rozsądniejsza. Czasami działanie w drugą stronę nie jest wcale łatwiejsze ale przynosi lepsze efekty. Osobiście jako facet wolałbym dostać po mordzie i przyznać się, że mi się należało bo wiedziałbym za co i pewnie bym się zastanowił (jeśli nie to rzeczywiście byłbym niewiele wart), akiedy Ty cały czas nim sterujesz to nie dziw się, że gość ogólnie nie wie co ma wybrać, a potrzebuje wsparcia, którego już w Tobie nie widzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem, że kochasz męża i jest ci ciężko. Ja jednak- będąc na twoim miejscu- nie godziłabym się na takie traktowanie. Raz cię chce, raz nie chce. Dla mnie to wygląda tak, jakby cię trzymał przy sobie jako koło ratunkowe. Tak wiesz- aby mieć do kogoś wrócić jak mu nie wyjdzie. A dodatkowo może mu nie wyjść bo za alimenciarzami jakoś się kobiety nie uganiają.

Wiem, że jest ci cięzko ale ja na twoim miejscu skupiłabym się na sobie. Zadbałabym o siebie i dzieci. Masz jeszcze sporo życia przed sobą, czy warto je spędzić na oczekiwaniu na niezdecydowanego męża?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
53 minuty temu, inserofhappi napisał:

Moim zdaniem to jedyną osobą, która walczy o ten związek jesteś Ty i powinnaś dać sobie spokój z tym draniem dopóki nie zacznie mu zależeć. Może faktycznie Cię kocha ale ma taki.pański charakter i musisz być rozsądniejsza. Czasami działanie w drugą stronę nie jest wcale łatwiejsze ale przynosi lepsze efekty. Osobiście jako facet wolałbym dostać po mordzie i przyznać się, że mi się należało bo wiedziałbym za co i pewnie bym się zastanowił (jeśli nie to rzeczywiście byłbym niewiele wart), akiedy Ty cały czas nim sterujesz to nie dziw się, że gość ogólnie nie wie co ma wybrać, a potrzebuje wsparcia, którego już w Tobie nie widzi.

No właśnie wtedy kiedy tak na niego krzyczałam to też po prostu uderzyłam go parę razy w ramie bo straciłam panowanie, powiedział że to mu oczy otworzyło i go tym wyleczyłam. On chciał mnie później przytulać całować, nawet się kochać a ja odmawiałam, powiedziałam mu że nie pójdziemy dalej dopóki nie porozmawiamy. Zawsze w naszym związku brakowało rozmowy, to on wyciągał pierwszy rękę po kłótni ale gdy ja chciałam przegadać temat to mówił " dobra już" i urywał temat a we mnie to siedziało. 

Może teraz chciał tego wsparcia z mojej strony a ja mu go nie dałam bo się bałam że nic z tego nie wyjdzie i faktycznie nie wyszło. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
49 minut temu, Sylwia1991 napisał:

 

Wiem, że jest ci cięzko ale ja na twoim miejscu skupiłabym się na sobie. Zadbałabym o siebie i dzieci. Masz jeszcze sporo życia przed sobą, czy warto je spędzić na oczekiwaniu na niezdecydowanego męża?

Jest  cholernie ciężko. Jak sobie mówię,ok tak miało być może czeka mnie coś lepszego. Może ktoś mnie i moje dzieci jeszcze pokocha. I chwilę jest ok, ale zaraz coś pęka i chce tylko jego, chce ojca moich dzieci, żeby dzieci miały tatę. 

Nie wiem czym sobie na to wszytsko zasłużyłam....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
18 minut temu, Stokrotka3991 napisał:

Jest  cholernie ciężko. Jak sobie mówię,ok tak miało być może czeka mnie coś lepszego. Może ktoś mnie i moje dzieci jeszcze pokocha. I chwilę jest ok, ale zaraz coś pęka i chce tylko jego, chce ojca moich dzieci, żeby dzieci miały tatę. 

Nie wiem czym sobie na to wszytsko zasłużyłam....

Wspolczuje, niestety tak czasem bywa, nie win sie za to. Czasem dla dzieci tez jest lepiej gdy nie zyja z wiecznie klocacymi sie rodzicami choc wiadomo, ze one to tak samo przezywaja jak Ty, a moze jeszcze bardziej. Jesli juz dojdzie do rozwodu to zapisz je na terapie, sa takie specjalne terapie dla dzieci, ktorych rodzice sie rozwiedli, moj siostrzeniec na taka chodzil i nie dosc, ze spotkanie innych dzieci w takiej sytuacji pomaga i nieco normalizuje sytuacje, to jeszcze ucza ich tam rozpoznawania emocji i radzenia sobie z nimi.

Edytowano przez Kulfon

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
21 minut temu, Stokrotka3991 napisał:

Może teraz chciał tego wsparcia z mojej strony a ja mu go nie dałam bo się bałam że nic z tego nie wyjdzie i faktycznie nie wyszło. 

Tak, oczywiście 

Tradycyjnie weź winę na siebie.

Facet kopie cię w tylek, zostawia z dziećmi, odchodzi, potem wraca bo mu nie wyszło, ale potem znowu odchodzi bo zapewne tamta się odezwała, ale to oczywiście tylko twoja wina, bo nie wspierałaś.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie wydaje mi się żeby kogoś miał, ale nie dam sobie uciąć ręki. Właśnie chciałam w tej rozmowie zadać mu pytanie czy była inna. Nie zmienił zdania od tak, tylko przyjechał żeby robić mi wyrzuty bo napisałam bzdury w pozwie a ja mu przez ponad dwie godziny wykrzyczałam nasze 10 wspólnych lat co mi nie pasowało i nawet mu powiedziałam rzeczy które mnie bolały a których nigdy nie chciałam mu mówić. 

Ale może faktycznie jest jakaś inna. Nie wiem. Może jakbym wiedziała, że jest inna to byłoby mi łatwiej dać sobie z nim spokój.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
20 godzin temu, Stokrotka3991 napisał:

Witajcie, dopiero się odważyłam napisać do Was bo tak tylko czytałam wasze historie. Dalej chciałabym poznać wasze zakończenia bo być może byłyście w mojej sytuacji. 

Z mężem byliśmy 10 lat razem a 6 po ślubie. Mamy dwóch synów 6,5 i 1,5 roku. Po świętach wielkanocnych byliśmy pokłóceni. Nie rozmawialiśmy ze sobą. Mąż w weekend nie wrócił do domu na noc(wiedziałam że jest u kuzyna i jego żony) później przez dwa dni wracał późno. Na następny dzień kazałam mu sie wyprowadzić. Bo już słyszałam jak mówi do dzieci że będą go odwiedzać w mieszkaniu. Wyprowadził się. Po tyg chciałam pogadać on nie. Po 2 tyg kazałam mu przyjechać pogadać. Usłyszałam od niego że nie był szczęśliwy, wspierany i że chce zadbać o swoje szczęście. Że czuje że może mieć lepsze życie. Byłam załamana poprosiłam go żebyśmy dali sobie szansę, bo fakt jest taki że zapomnieliśmy o sobie. Ale był twardy i nie. Minęły trzy miesiace. Poszłam do adwokat, napisała mi pozew i wysłała mi na maila. On go przeczytał bo wszedł na mój laptop firmowy i przyjechał do mnie że napisałam tam bzdury. Zaczęłam się do niego krzyczeć i tak przez dwie godziny wykrzyczałam mu całe 10 lat jak przy nim trwałam gdy miał załamanie przez dwa lata jak jego firma padła. Jak był w szpitalu bo miał wypadek na motorze. A on nie pomagał mi w domu, nie chciał z nami wychodzić. Siedział i słuchał jak zbity pies. Stwierdził, że cały czas szukał problemu u kogoś a to on był problemem, że myślał że ja jestem szczęściara a to on był szczęściarzem. Na następny dzień zaprosił mnie do kina, poszłam chociaż miałam obawy. Później przytulał mnie i mówił że choćby miał 20 lat mnie zabierać na randki to będzie żeby mnie tylko odzyskać. Pisał jak nie może dłużej beze mnie żyć, ja byłam trochę wycofana nie pozwalałam mu na wiele bo nie chciał ze mną usiąść i pogadać, powiedział że już mnie tak zranił, że nie chce więcej i boi się rozmowy. Pojechałam z dziećmi na wakacje, miał tam dojechać motorem lecz przestał się odzywać. Minęły dwa tygodnie. Wziął ostatnio dzieci. I jak mu napisałam że mnie upokorzył i zadrwił sobie ze mnie bo pisał i mówił takie rzeczy a teraz ma to gdzieś  to odpisał że już taki jest. Nie wiem czy mam go wziąć za fraki na jakąś terapię czy dać sobie spokój. Kocham tego ...ę całym sercem. Napiszcie czy warto o to walczyć, jak u was się takie sprawy potoczyły.

Oczywiście że walcz.  Jeśli go kochasz musisz wierzyć, że tamto wyznanie jego było szczere i że on chce by znów było dobrze. Widać że starał się po wszystkim zrobić co tylko może byś mu wybaczyła. Na ucieczkę czyli rozwód zawsze jest czas...

  • Confused 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
4 minuty temu, Stokrotka3991 napisał:

Nie wydaje mi się żeby kogoś miał, ale nie dam sobie uciąć ręki. Właśnie chciałam w tej rozmowie zadać mu pytanie czy była inna. Nie zmienił zdania od tak, tylko przyjechał żeby robić mi wyrzuty bo napisałam bzdury w pozwie a ja mu przez ponad dwie godziny wykrzyczałam nasze 10 wspólnych lat co mi nie pasowało i nawet mu powiedziałam rzeczy które mnie bolały a których nigdy nie chciałam mu mówić. 

Ale może faktycznie jest jakaś inna. Nie wiem. Może jakbym wiedziała, że jest inna to byłoby mi łatwiej dać sobie z nim spokój.

Gdyby była inna, to by przecież po tym Twoim wykrzyczeniu wszystkiego, nie starał się byś mu wybaczyła i byście byli razem, tylko uznał by Twoje pretensje za pretekst by iść w chollere, zareagowały nerwowo, a nie tak. Ja tak uważam.

Edytowano przez Iskra*
  • Confused 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
19 godzin temu, MalinaJagoda napisał:

Mój też tak zachowywał się jak miał romans. W końcu po takiej huśtawka jak u Ciebie  wrócił na łono rodziny.  Nie dawaj szansy, bo skończysz z impotentem jak ja i tyle z tego będziesz miała.

Serio? a na drugim wątku pisałaś że sielanka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
36 minut temu, Stokrotka3991 napisał:

Zawsze w naszym związku brakowało rozmowy, to on wyciągał pierwszy rękę po kłótni ale gdy ja chciałam przegadać temat to mówił " dobra już" i urywał temat a we mnie to siedziało. 

Może teraz chciał tego wsparcia z mojej strony a ja mu go nie dałam bo się bałam że nic z tego nie wyjdzie i faktycznie nie wyszło. 

Niektórzy o ile nie większość facetów taka niestety jest. Nie chcą rozmawiać o czymś co jest trudne, a najtrudniej im o uczuciach i o kłopotach w związku, zwłaszcza gdy wiedzą że sami coś przeskrobali. 

W czym go nie wspierałaś? W zw z tą firmą?

  • Confused 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, Stokrotka3991 napisał:

 

Ale może faktycznie jest jakaś inna. Nie wiem. Może jakbym wiedziała, że jest inna to byłoby mi łatwiej dać sobie z nim spokój.

Byłoby Ci łatwiej odejść bo byś miała przed sobą mur, bo byś widziała że jest już pozamiatane.  Tylko dlatego. Nie oznacza to że w ogóle byłoby łatwiej odejść bo emocje by Cię dobijały: zawód, złość, rozpacz, może nawet poczucie winy. 

Jesteś bardzo skołowana widzę. Chcesz z nim być a zarazem jakbyś szukała powodu by nie być, a przy tym by ktoś inny podjął za Ciebie decyzję o tym, by Ciebie odciążyć. Przy tym nie odpuszczasz. Sama przyznałaś że po dawnych kłótniach miałaś z tym problem bo urazy chowałaś w sercu bo on nie chciał przegadać problemów. Niestety, gdy ma się takiego milczka, nazwijmy to, trzeba się do tego przyzwyczaić. Ważne że chciał zgody i co więcej- że pierwszy wyciągał do niej rękę i szybko zapomniał urazy.

  • Confused 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, Iskra* napisał:

 

W czym go nie wspierałaś? W zw z tą firmą?

Nie, w tym że on chciał mnie przytulać mówił że chce mnie odzyskać, że jestem dla niego wsyztskim a ja mu nic takiego nie mówiłam byłam trochę oschła, bo chciałam z nim pogadać, nie wiedziałam na czym stoję. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×