Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Zaloguj się, aby obserwować  
etm30

"Majgnięty" problem z teściową

Polecane posty

Witam serdecznie,

przeczytałam mnóstwo wątków o problemach z teściową i głównie problemy te wynikają z nadopiekuńczości matek wobec synów, w moim przypadku jest całkowicie odwrotnie. Postaram się wszystko opisać najkrócej jak to możliwe.

Jesteśmy małżeństwem od 2004 roku, parą od roku 1998. Mamy troje dzieci. 

Kiedy poznałam męża miał 21 lat. Jest najmłodszym z rodzeństwa. Ma brata i siostrę. Mąż kiedy go poznałam mieszkał z rodzicami, co prawda był już dorosły, ale zaskoczył mnie fakt całkowitego braku zainteresowania ze strony jego matki. Przed związkiem ze mną potrafił np. wyjść na imprezę i wrócić za trzy dni i jego rodziców kompletnie nie interesowało co się z nim dzieje. (Ojciec już nie żyje sporo pił i generalnie nie bardzo interesowało go co dzieje się w domu, matka niby normalna). Mąż kończył technikum wieczorowo, kiedy się poznaliśmy był okres matur. Powiedział, że podchodzi do matury. Nie mogłam go zlokalizować. Zadzwoniłam w dzień matur na telefon domowy (wówczas komórki mieli nieliczni) odebrała matka. Zapytałam czy jest w domu, nie było, zapytałam czy pisze maturę, a ona na to, że nie wie. Zawsze kiedy dzwoniłam musiała sprawdzić czy jest w mieszkaniu bo nigdy nie wiedziała. Żywił się u mnie, matka gotowała, ale nie dawała mu obiadu. Mieszkała jeszcze z nimi starsza siostra. Jako nastolatka uwielbiałam do niego chodzić wieczorami można było palić papierosy i pić piwa. Byle nie wykraczać poza jego pokój. Nikogo to nie obchodziło. Przez 6 lat naszego związku nie zamieniłam słowa z jego matką bo nigdy nawet nie wyszła do przedpokoju kiedy przyszłam. Odpowiadała tylko dzień dobry, gdzieś z wnętrza mieszkania.

W czym problem? Otóż moja teściowa mieszka może 200 metrów od nas. Zainteresowanie wnukami wykazuje okazjonalnie. Przychodzi bardzo rzadko i generalnie ma nas w dupie, ale jak już przyjdzie to jest masakra. Mój mąż strasznie się przy niej popisuje, wyzywa mnie, upokarza, a ona siedzi z tryumfującym uśmiechem na twarzy. Mąż nie pozwoli powiedzieć na nią złego słowa, jak mówię coś o jej kompletnym braku zainteresowania dostaje białej gorączki. Teściowa nigdy nie zaprasza nas na obiad, jedynie raz w roku na wigilię. Kiedy byłam w trzeciej ciąży bardzo źle ją znosiłam, ciąża była zagrożona, non stop lądowałam w szpitalu. Musiałam leżeć. Mój mąż zostawił mnie w wigilię zabrał dzieci i poszedł do matki, która miała dom pełen ludzi. Wrócił późnym wieczorem. Zawsze była bardzo wyniosła, nie wolno było nic powiedzieć, kiedyś mąż strasznie potraktował przy niej moją mamę. Mama zwróciła uwagę teściowej, że się śmieje, a powinna synowi zwrócić uwagę. Ona dostała histerii, zaczęła płakać i krzyczeć i oczywiście prawie dostała zawału. Ostatnio była u nas, był mąż, mnie nie było, zadzwoniłam po coś do męża, a on bez powodu zaczął mnie strasznie wyzywać. Spotkałam ją kiedy wracała, powiedziałam, że strasznie mi się nie podoba fakt, że mąż się przed nią popisuje i zawsze mnie wyzywa i poniża. Zrobiła się bordowa, odwróciła na pięcie i poszła. Następnego dnia mąż mało mnie nie zabił, okazało się, że zadzwoniła po niego, odstawiła histerię z płaczem i umieraniem jaka to ja jestem okropna. Mąż tak na mnie wrzeszczał, że chyba pół osiedla słyszało.

Macie jakąś radę na taką sytuację. Opisałam sytuację naprawdę w skrócie, przez 17 lat małżeństwa nazbierało się sporo takich historii. Boję się, że on mi w końcu przez nią coś zrobi, a nie mam zamiaru siedzieć cicho jak coś mi się nie podoba. Mam wrażenie, że mąż za wszelką cenę chce się jej przypodobać i pozyskać jej miłość, której nigdy nie miał. 

Dodam, że teściowa jest typem Hitlera w spódnicy. Mąż jak z nią rozmawia to się jąka i jest zlany potem. Nasze dzieci też traktuje bardzo ozięble, a najmłodsza córka jak ją widzi to dostaje histerii, o co mąż też robi mi awantury.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

"Macie jakąś radę na taką sytuację.."

Jak najbardziej, zmien meza. I zmien tytul watku na "mam problem z mezem i postrzeganiem rzeczywistosci".

  • Thanks 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Autorko, chcialas opisac sytuacje jak najkrocej, ale nie udalo sie. Wiec chetnie sluze pomoca:

"Jesteśmy małżeństwem od 2004 roku, parą od roku 1998. Mamy troje dzieci. W czym problem? Mój mąż strasznie się  popisuje, wyzywa mnie, upokarza, dostaje białej gorączki,  mąż mało mnie nie zabił,  tak na mnie wrzeszczał, że chyba pół osiedla słyszało. Jego zachowanie dociera do mnie glownie w obecnosci tesciowej, poniewaz wtedy moge cala wina za zachowanie meza zwalic na nia. W przeciwnym razie musialabym zdac sobie w koncu sprawe z tego, jak traktuje mnie maz i podjac niewygodne decyje. Ale  nie chce, zreszta nie moge, przeciez mamy troje dzieci, wiec dokad ja pojde? Wiec wszystkiemu winna jest tesciowa, ktora nie kocha mojego ukochanego meza. Macie jakas rade? Tylko nie mowcie, ze mam odejsc, przeciez kocham go ponad zycie, mamy super zwiazek, gdyby nie ta tesciowa."

  • Like 1
  • Thanks 1
  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

expresis verbis zgadza się, że powinnam odejść i chyba właśnie tak zrobię, ale jeżeli chodzi o teściową to naprawdę relacja mojego męża z nią jest chora i te jej napady histerii nieadekwatne kompletnie do sytuacji. Szkoda, ale skoro przez 17 lat jest coraz gorzej to lepiej już nie będzie. Nie ma się co łudzić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Eeeeeee  może nie. 

Poczekaj jeszcze drugie 17 lat może jednak się zmieni...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, etm30 napisał:

expresis verbis zgadza się, że powinnam odejść i chyba właśnie tak zrobię, ale jeżeli chodzi o teściową to naprawdę relacja mojego męża z nią jest chora i te jej napady histerii nieadekwatne kompletnie do sytuacji. Szkoda, ale skoro przez 17 lat jest coraz gorzej to lepiej już nie będzie. Nie ma się co łudzić.

Ta kobieta stosuje manipulację żeby osiągnąć swoje cele. Prawdopodobnie twój mąż żyje w takim schemacie całe życie, innego nie zna. W relacjach z osobami toksycznymi są 2 możliwości: całkowicie się odciąć albo wspólna terapia, on też jest uzależniony od tych negatywnych emocji które ona mu zapewnia. I tak to on powinien zrozumieć że sytuacja jest chora i od niego powinna wyjść inicjatywa żeby to zmienić. Każde twoje działania w tym kierunku będzie odbierał jako atak na jego znany, "uporządkowany" świat

  • Sad 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, etm30 napisał:

Witam serdecznie,

przeczytałam mnóstwo wątków o problemach z teściową i głównie problemy te wynikają z nadopiekuńczości matek wobec synów, w moim przypadku jest całkowicie odwrotnie. Postaram się wszystko opisać najkrócej jak to możliwe.

Jesteśmy małżeństwem od 2004 roku, parą od roku 1998. Mamy troje dzieci. 

Kiedy poznałam męża miał 21 lat. Jest najmłodszym z rodzeństwa. Ma brata i siostrę. Mąż kiedy go poznałam mieszkał z rodzicami, co prawda był już dorosły, ale zaskoczył mnie fakt całkowitego braku zainteresowania ze strony jego matki. Przed związkiem ze mną potrafił np. wyjść na imprezę i wrócić za trzy dni i jego rodziców kompletnie nie interesowało co się z nim dzieje. (Ojciec już nie żyje sporo pił i generalnie nie bardzo interesowało go co dzieje się w domu, matka niby normalna). Mąż kończył technikum wieczorowo, kiedy się poznaliśmy był okres matur. Powiedział, że podchodzi do matury. Nie mogłam go zlokalizować. Zadzwoniłam w dzień matur na telefon domowy (wówczas komórki mieli nieliczni) odebrała matka. Zapytałam czy jest w domu, nie było, zapytałam czy pisze maturę, a ona na to, że nie wie. Zawsze kiedy dzwoniłam musiała sprawdzić czy jest w mieszkaniu bo nigdy nie wiedziała. Żywił się u mnie, matka gotowała, ale nie dawała mu obiadu. Mieszkała jeszcze z nimi starsza siostra. Jako nastolatka uwielbiałam do niego chodzić wieczorami można było palić papierosy i pić piwa. Byle nie wykraczać poza jego pokój. Nikogo to nie obchodziło. Przez 6 lat naszego związku nie zamieniłam słowa z jego matką bo nigdy nawet nie wyszła do przedpokoju kiedy przyszłam. Odpowiadała tylko dzień dobry, gdzieś z wnętrza mieszkania.

W czym problem? Otóż moja teściowa mieszka może 200 metrów od nas. Zainteresowanie wnukami wykazuje okazjonalnie. Przychodzi bardzo rzadko i generalnie ma nas w dupie, ale jak już przyjdzie to jest masakra. Mój mąż strasznie się przy niej popisuje, wyzywa mnie, upokarza, a ona siedzi z tryumfującym uśmiechem na twarzy. Mąż nie pozwoli powiedzieć na nią złego słowa, jak mówię coś o jej kompletnym braku zainteresowania dostaje białej gorączki. Teściowa nigdy nie zaprasza nas na obiad, jedynie raz w roku na wigilię. Kiedy byłam w trzeciej ciąży bardzo źle ją znosiłam, ciąża była zagrożona, non stop lądowałam w szpitalu. Musiałam leżeć. Mój mąż zostawił mnie w wigilię zabrał dzieci i poszedł do matki, która miała dom pełen ludzi. Wrócił późnym wieczorem. Zawsze była bardzo wyniosła, nie wolno było nic powiedzieć, kiedyś mąż strasznie potraktował przy niej moją mamę. Mama zwróciła uwagę teściowej, że się śmieje, a powinna synowi zwrócić uwagę. Ona dostała histerii, zaczęła płakać i krzyczeć i oczywiście prawie dostała zawału. Ostatnio była u nas, był mąż, mnie nie było, zadzwoniłam po coś do męża, a on bez powodu zaczął mnie strasznie wyzywać. Spotkałam ją kiedy wracała, powiedziałam, że strasznie mi się nie podoba fakt, że mąż się przed nią popisuje i zawsze mnie wyzywa i poniża. Zrobiła się bordowa, odwróciła na pięcie i poszła. Następnego dnia mąż mało mnie nie zabił, okazało się, że zadzwoniła po niego, odstawiła histerię z płaczem i umieraniem jaka to ja jestem okropna. Mąż tak na mnie wrzeszczał, że chyba pół osiedla słyszało.

Macie jakąś radę na taką sytuację. Opisałam sytuację naprawdę w skrócie, przez 17 lat małżeństwa nazbierało się sporo takich historii. Boję się, że on mi w końcu przez nią coś zrobi, a nie mam zamiaru siedzieć cicho jak coś mi się nie podoba. Mam wrażenie, że mąż za wszelką cenę chce się jej przypodobać i pozyskać jej miłość, której nigdy nie miał. 

Dodam, że teściowa jest typem Hitlera w spódnicy. Mąż jak z nią rozmawia to się jąka i jest zlany potem. Nasze dzieci też traktuje bardzo ozięble, a najmłodsza córka jak ją widzi to dostaje histerii, o co mąż też robi mi awantury.

 

Twoja teściowa to psychopatka. Podporządkowała sobie swojego synia, a Twojego męża i dobrze się ma. Złego słowa powiedzieć na nią  nie można, bo on odstawia takie przedstawienie jakby świat miał się skończyć. Dla niego i wg niego, mamunia jest święta. Święta z obrazu . Myślę, że ona nieźle miesza w Waszym malzenstwie, bo może. To ona sama, dawno temu, obwolala się zamozwancza królowa na włościach, przyzwyczaiła wszystkich do tego, że mają sobie radzić, a sama czerpała korzyści ze świętego spokoju. Nikt do niej po nic nie chodził, bo i tak wiadomo było, że ona dup/y nie ruszy, bo jest Wielmożna Panią na włościach, a ten, kto próbowałby zakłócić jej święty spokój, zostałby "stracony do lochu",za zakłócanie spokoju. Sprytnie sobie to kiedyś wykombinowała i ten stan się nie zmieni. On, czyli Twój mąż lata do niej, a nawet jeśli nie lata, to dzwoni i jej się spowiada z tego, co w domu. Nie wierz w to, że ona nie lubi wiedzieć "co w trawie piszczy", z Ciebie zrobili taka swoją niewolnice, co to nie ma nic do gadania i mało kto, a prawie nikt się z Tobą nie liczy. Zobacz,, zwróciłaś jej uwagę,  a takim psychopatkom w ich  mniemaniu  nie można zwracać uwagi, bo zaraz leją się krokodyle łzy i ten, kto się ośmieli stanąc przeciwko mami dostaje solidne cięgi. Tu stworzył się front męża i jego matki przeciwko Tobie. Może ciesz się z tego, że ona się nie wtrąca, bo daje sobie uciąć obie ręce, że gdyby ona próbowała grać super teściowa i extra babcie, to Ciebie mogłoby już nie być na tym świecie. Wykonczyliby Cie z zemsty. Trzymaj się od niej z daleka, nie kontaktuj się, niczego nie potrzebuj, udawaj, że ona nie żyje. Bo jeśli będziesz ją tyrała po swojemu, to mąż nie da Ci żyć. Będą wieczne awantury i próba udowodnienia, że mamuni nikt nie jest w stanie fiknąć. Współczuję Ci, znam temat. Chyba, że jesteś na tyle silna i odważna, żeby wywalić wszystko co Cie boli, teściowej w 4 oczy. Ale wtedy mogłyby być ofiary w ludziach. A tego byśmy nie chcieli. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Krew mnie tylko zalewa jak mój mąż może być tak ślepy. Jego brat jest całkowitym jego przeciwieństwem. Kilka razy przy mnie ustawił teściową do pionu tak, że jej w pięty poszło, a nie daj Boże żeby powiedziała coś na jego żonę. Wtedy nie odstawiała szopki tylko potulnie przytakiwała. Musi być jakiś sposób żeby mąż przejrzał na oczy. Terapia nie wchodzi w grę, co najwyżej mogę na nią iść sama. Przecież dla mojego męża jego relacje z matką są jak najbardziej prawidłowe. Odciąć się bardzo chętnie tylko jak nie odbieram od niej telefonu to dzwoni zaraz do mojego męża na skargę i kolejna awantura gotowa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Qwrty82 napisał:

Ta kobieta stosuje manipulację żeby osiągnąć swoje cele. Prawdopodobnie twój mąż żyje w takim schemacie całe życie, innego nie zna. W relacjach z osobami toksycznymi są 2 możliwości: całkowicie się odciąć albo wspólna terapia, on też jest uzależniony od tych negatywnych emocji które ona mu zapewnia. I tak to on powinien zrozumieć że sytuacja jest chora i od niego powinna wyjść inicjatywa żeby to zmienić. Każde twoje działania w tym kierunku będzie odbierał jako atak na jego znany, "uporządkowany" świat

Dokładnie. Autorce pozostaje uzbroić się w cierpliwość i spokojnie tłumaczyć mężowi swoje racje. Może w końcu coś go ruszy.

3 godziny temu, etm30 napisał:

expresis verbis zgadza się, że powinnam odejść i chyba właśnie tak zrobię, ale jeżeli chodzi o teściową to naprawdę relacja mojego męża z nią jest chora i te jej napady histerii nieadekwatne kompletnie do sytuacji. Szkoda, ale skoro przez 17 lat jest coraz gorzej to lepiej już nie będzie. Nie ma się co łudzić.

albo odejść jak już nie będziesz w stanie wytrzymać. Chociaż niekoniecznie brać od razu rozwód.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

"Jego brat jest całkowitym jego przeciwieństwem. Kilka razy przy mnie ustawił teściową do pionu tak, że jej w pięty poszło, a nie daj Boże żeby powiedziała coś na jego żonę..."

Acha, czyli o czym to swiadczy?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak się żony nie kocha to się jej nie szanuje ani nie broni, proste.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mąż w ogóle cię nie szanuje. Wystaw mu walizki niech się wyprowadzi do mamusi jak ją tak kocha i się dogadują. I albo coś do niego dotrze, albo śmieci się same wyniosą. Tak jak u mnie. Wiadomo przecierpisz swoje, ale chcesz żeby dzieci się na to patrzyły i później tak samo traktowały swoich partnerów jak twój mąż ciebie? Do mnie powoli dociera, że jakby teraz nie odszedł to zrobiłby to w przyszłości, albo do końca życia byśmy się ze sobą męczyli.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mój mąż nie da sobie wystawić walizek. 

Jeżeli chodzi o brata męża on od początku był całkowicie inny. Moja teściowa nie pozwalała dzieciom się kształcić miały skończyć zawodówkę i iść do pracy żeby dokładać się do utrzymania dopóki z nią mieszkają. Mój mąż i jego siostra rzeczywiście tak zrobili natomiast brat postawił na swoim i poszedł do technikum. Nie wiem czy musiał jakoś dorabiać żeby się utrzymać. Później skończył studia. Mój mąż mógł skończyć technikum tylko wieczorowo po zawodówce żeby pracować.  Jakbyście porozmawiali z nim i moim mężem to są dwa różne światy i to nie tylko w kwestii małżeństwa i rodziny, ale każdej.  

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, etm30 napisał:

Mój mąż nie da sobie wystawić walizek. 

Jeżeli chodzi o brata męża on od początku był całkowicie inny. Moja teściowa nie pozwalała dzieciom się kształcić miały skończyć zawodówkę i iść do pracy żeby dokładać się do utrzymania dopóki z nią mieszkają. Mój mąż i jego siostra rzeczywiście tak zrobili natomiast brat postawił na swoim i poszedł do technikum. Nie wiem czy musiał jakoś dorabiać żeby się utrzymać. Później skończył studia. Mój mąż mógł skończyć technikum tylko wieczorowo po zawodówce żeby pracować.  Jakbyście porozmawiali z nim i moim mężem to są dwa różne światy i to nie tylko w kwestii małżeństwa i rodziny, ale każdej.  

Na co ci taki prymityw ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, Bimba napisał:

Jak się żony nie kocha to się jej nie szanuje ani nie broni, proste.

Moim zdaniem to nie do końca prawda. Są związki z rozsądku gdzie oboje partnerów się szanuje i broni. Nie trzeba do tego kochać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czyli oprócz miłości brakuje facetowi rozsądku. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
16 minut temu, Bimba napisał:

Czyli oprócz miłości brakuje facetowi rozsądku. 

Bardzo możliwe. Możliwe też że sam ma już dosyć tego związku i mu wszystko jedno.

W każdym razie gdyby mu zależało na związku i ten rozsądek miał to na pewno by tak nie postępował.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie wydaje mi się żeby chodziło o brak miłości, mąż zachowywał by się tak samo chyba przy każdej innej kobiecie. To jest jakiś bardzo poważny problem relacji z matką. Myślę, że on jako trzeci z rodzeństwa "wpadka" nie był przez nią kochany i akceptowany i to było widać nawet w dorosłym życiu. Całkowity brak zainteresowania z jej strony. Wnukami od strony najstarszego syna się zajmowała, chodzili tam na obiadki, nocowali w razie potrzeby, córka mieszka z nią razem ze swoją już dorosłą córką, codziennie im obiadki gotuje, kiedy wnuczka była mała też non stop teściowa z nią była. Tylko mojego męża ma gdzieś i naszą rodzinę ma gdzieś. 

Sytuacja nie dalej jak z wczoraj. Bardzo przyjemny dzień byliśmy z dziećmi na basenie, mąż był bardzo miły. Wieczorem poszliśmy wszyscy na kebaba. Kiedy na zewnątrz czekaliśmy na zamówienie przechodziła teściowa. Oczywiście udała, że nas nie widzi, co mnie w głębi serca bardzo ucieszyło, ale mój mąż zmiana o 180 stopni do końca dnia był już okropny, czepiał się mnie i dzieci o wszystko, był wkurzony, całkiem inny człowiek niż wcześniej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, etm30 napisał:

Nie wydaje mi się żeby chodziło o brak miłości

 

15 minut temu, etm30 napisał:

Sytuacja nie dalej jak z wczoraj. Bardzo przyjemny dzień byliśmy z dziećmi na basenie, mąż był bardzo miły. Wieczorem poszliśmy wszyscy na kebaba. Kiedy na zewnątrz czekaliśmy na zamówienie przechodziła teściowa. Oczywiście udała, że nas nie widzi, co mnie w głębi serca bardzo ucieszyło, ale mój mąż zmiana o 180 stopni do końca dnia był już okropny, czepiał się mnie i dzieci o wszystko, był wkurzony, całkiem inny człowiek niż wcześniej.

Tak, to faktycznie objaw wielkiego uczucia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ludzie, nie o to chodzi, problem pojawia się zawsze gdy pojawia się teściowa, poza tym wszystko jest normalnie 

Mój mąż zawsze uparcie twierdził, że jego mama zawsze chętnie nam pomoże tylko ja nie proszę jej o pomoc, co jest nieprawdą zdążyło mi się kilka razy w życiu zadzwonić i o pomoc poprosić przy dzieciach. Zawsze było, że ona bardzo chętnie, ale akurat jest .... u koleżanki, na działce, idzie do lekarza itp. 

Jedna z sytuacji była już strasznie dla mnie nienormalna. Byliśmy w trakcie przeprowadzki, wszystko w pudłach, niedziela, nie miałam ani możliwości, ani czasu, ani ochoty gotować obiad. Skoro mój mąż twierdzi, że tak chętnie pomoże, a pozostałe wnuki żywi zadzwonię czy by nie ugotowała więcej rosołu dla moich dzieci, my tam coś wrzucimy na ząb, z głodu nie umrzemy. Była godzina po 10. Dzwonię po dłuższej chwili odbiera siostra męża i z niepewnością w głosie odpowiada, że teściowa jest w kościele. Mówię o co chodzi, ale chyba uznaje, że co jej do tego bo nic nie deklaruje, ok. Dzwonię do mamy. Tak na marginesie moi rodzice bardzo dużo nam pomagali jak żył mój tata teraz nie chcę naciągać mamy na obiady bo ma najniższą emeryturę i sama ledwo wiąże koniec z końcem w przeciwieństwie do teściowej, która po teściu emeryturę ma bardzo wysoką. Mama mówi, że jak wracała koło 9 ze spaceru z psem to teściowa szła z kościoła do domu. Poinformowałam męża, że zostałam okłamana. Wiecie co zrobił. Po południu przedstawił mi historię jak to spotkał się z koleżanką, która poinformowała go, że widziała jego mamę o 10 w kościele. Moje zdziwienie było ogromne, że koleżanka nagle na ulicy informuje go, że widziała jego mamę w kościele, ale wymyślił cały długi scenariusz rozmowy jak to doszli do tego tematu. Komedia. Napisałam do niej, owszem w kościele o 10 była, ale teściowej nie widziała. Mój szanowny małżonek wymyślił cały scenariusz po to żeby "wybielić" mamusię i broń Boże nie przyznać, że mnie okłamała. 

Może to ja jestem majgnięta, ale dla mnie to jest CHORE.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 14.08.2021 o 00:26, etm30 napisał:

Witam serdecznie,

przeczytałam mnóstwo wątków o problemach z teściową i głównie problemy te wynikają z nadopiekuńczości matek wobec synów, w moim przypadku jest całkowicie odwrotnie. Postaram się wszystko opisać najkrócej jak to możliwe.

Jesteśmy małżeństwem od 2004 roku, parą od roku 1998. Mamy troje dzieci. 

Kiedy poznałam męża miał 21 lat. Jest najmłodszym z rodzeństwa. Ma brata i siostrę. Mąż kiedy go poznałam mieszkał z rodzicami, co prawda był już dorosły, ale zaskoczył mnie fakt całkowitego braku zainteresowania ze strony jego matki. Przed związkiem ze mną potrafił np. wyjść na imprezę i wrócić za trzy dni i jego rodziców kompletnie nie interesowało co się z nim dzieje. (Ojciec już nie żyje sporo pił i generalnie nie bardzo interesowało go co dzieje się w domu, matka niby normalna). Mąż kończył technikum wieczorowo, kiedy się poznaliśmy był okres matur. Powiedział, że podchodzi do matury. Nie mogłam go zlokalizować. Zadzwoniłam w dzień matur na telefon domowy (wówczas komórki mieli nieliczni) odebrała matka. Zapytałam czy jest w domu, nie było, zapytałam czy pisze maturę, a ona na to, że nie wie. Zawsze kiedy dzwoniłam musiała sprawdzić czy jest w mieszkaniu bo nigdy nie wiedziała. Żywił się u mnie, matka gotowała, ale nie dawała mu obiadu. Mieszkała jeszcze z nimi starsza siostra. Jako nastolatka uwielbiałam do niego chodzić wieczorami można było palić papierosy i pić piwa. Byle nie wykraczać poza jego pokój. Nikogo to nie obchodziło. Przez 6 lat naszego związku nie zamieniłam słowa z jego matką bo nigdy nawet nie wyszła do przedpokoju kiedy przyszłam. Odpowiadała tylko dzień dobry, gdzieś z wnętrza mieszkania.

W czym problem? Otóż moja teściowa mieszka może 200 metrów od nas. Zainteresowanie wnukami wykazuje okazjonalnie. Przychodzi bardzo rzadko i generalnie ma nas w dupie, ale jak już przyjdzie to jest masakra. Mój mąż strasznie się przy niej popisuje, wyzywa mnie, upokarza, a ona siedzi z tryumfującym uśmiechem na twarzy. Mąż nie pozwoli powiedzieć na nią złego słowa, jak mówię coś o jej kompletnym braku zainteresowania dostaje białej gorączki. Teściowa nigdy nie zaprasza nas na obiad, jedynie raz w roku na wigilię. Kiedy byłam w trzeciej ciąży bardzo źle ją znosiłam, ciąża była zagrożona, non stop lądowałam w szpitalu. Musiałam leżeć. Mój mąż zostawił mnie w wigilię zabrał dzieci i poszedł do matki, która miała dom pełen ludzi. Wrócił późnym wieczorem. Zawsze była bardzo wyniosła, nie wolno było nic powiedzieć, kiedyś mąż strasznie potraktował przy niej moją mamę. Mama zwróciła uwagę teściowej, że się śmieje, a powinna synowi zwrócić uwagę. Ona dostała histerii, zaczęła płakać i krzyczeć i oczywiście prawie dostała zawału. Ostatnio była u nas, był mąż, mnie nie było, zadzwoniłam po coś do męża, a on bez powodu zaczął mnie strasznie wyzywać. Spotkałam ją kiedy wracała, powiedziałam, że strasznie mi się nie podoba fakt, że mąż się przed nią popisuje i zawsze mnie wyzywa i poniża. Zrobiła się bordowa, odwróciła na pięcie i poszła. Następnego dnia mąż mało mnie nie zabił, okazało się, że zadzwoniła po niego, odstawiła histerię z płaczem i umieraniem jaka to ja jestem okropna. Mąż tak na mnie wrzeszczał, że chyba pół osiedla słyszało.

Macie jakąś radę na taką sytuację. Opisałam sytuację naprawdę w skrócie, przez 17 lat małżeństwa nazbierało się sporo takich historii. Boję się, że on mi w końcu przez nią coś zrobi, a nie mam zamiaru siedzieć cicho jak coś mi się nie podoba. Mam wrażenie, że mąż za wszelką cenę chce się jej przypodobać i pozyskać jej miłość, której nigdy nie miał. 

Dodam, że teściowa jest typem Hitlera w spódnicy. Mąż jak z nią rozmawia to się jąka i jest zlany potem. Nasze dzieci też traktuje bardzo ozięble, a najmłodsza córka jak ją widzi to dostaje histerii, o co mąż też robi mi awantury.

 

A co na to teściowa ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Teściowa, nic, jak jej cokolwiek powiem to dostaje histerii, płacze i dzwoni że skargą do syna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ty masz przede wszystkim problem z mężem - to za niego wyszłaś za mąż, nie za teściową.  17 lat z nim żyjesz,  macie 3 dzieci i dopiero się ocknełaś że coś jest nie tak ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

"Ludzie, nie o to chodzi, problem pojawia się zawsze gdy pojawia się teściowa, poza tym wszystko jest normalnie ".

Szkoda slow. Moj skrocony opis sytuacji okazal sie jak widac bardzo trafny.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie - to coś na kształt "mąż mnie bije, ale nasze małżeństwo jest cudowne bo przez większość czasu mnie nie bije, bicie trwa 10 minut, a doba 24 godziny"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja to widzę inaczej : bezwarunkowa miłość jest tylko : dziecko - rodzice.  

I gdy po tylu latach się wypaliło małżeństwo to mamusie pod piedestał uniósł.  

I nikt w tej sytuacji by mi innych racjonalnych związków nie narzucił jak: mąż mnie już nie kocha ,jestem bo jestem , drażnie Go własną egzystencja w wspólnym domu.  

Ja pewnie bym się kapła i odeszła w takiej sytuacji co Ty zrobisz ? To Twoja decyzja. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, etm30 napisał:

Oczywiście udała, że nas nie widzi, co mnie w głębi serca bardzo ucieszyło, ale mój mąż zmiana o 180 stopni do końca dnia był już okropny, czepiał się mnie i dzieci o wszystko, był wkurzony, całkiem inny człowiek niż wcześniej.

Czyli to siedzi u niego w głowie, jak mówisz że był wpadka i matka go nie akceptowała. Niektóre matki pastwią się nad swoimi dziećmi a one i tak do nich lgną, chcą by je pokochały. Tak jest pewnie u twojego męża, myśli, że jak nie będzie nadskakiwał swojej mamie to ona się od niego odwróci całkowicie. Myślę, że jest mu potrzebny psycholog, wiem wiem nie pójdzie. No to już musisz z nim żyć i to akceptować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
36 minut temu, Stokrotka3991 napisał:

Czyli to siedzi u niego w głowie, jak mówisz że był wpadka i matka go nie akceptowała. Niektóre matki pastwią się nad swoimi dziećmi a one i tak do nich lgną, chcą by je pokochały. Tak jest pewnie u twojego męża, myśli, że jak nie będzie nadskakiwał swojej mamie to ona się od niego odwróci całkowicie. Myślę, że jest mu potrzebny psycholog, wiem wiem nie pójdzie. No to już musisz z nim żyć i to akceptować.

i chyba cały czas próbować tłumaczyć aż do niego dotrze, ale się rozejść jak dzieci dorosną.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

×