Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
dozgonny

Gra pozorów...

Polecane posty

Każdy udaje najmądrzejszego, a tak naprawdę wszyscy są głupcami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie da się udawać mądrego. Głupca jak najbardziej. A ty. Udajesz czy nie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Śniący napisał:

Widać po Tobie

Wiem. Jak żyjesz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
26 minut temu, dozgonny napisał:

Każdy udaje najmądrzejszego, a tak naprawdę wszyscy są głupcami.

Nie. Nie wszyscy są. Są tacy, którzy nie udają, to mądrzy ludzie. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Ziggy Twardodupcewa napisał:

Wow jakie to głębokie… 🤧

Nie płacz. To tylko pozory. Byłeś w sklepie. Bo ja wybrać się nie mogę. Piździ.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Ziggy Twardodupcewa napisał:

Nie byłem jeszcze. Zastanawiam się co przyodziać, kupić, pale elektrycznego papierosa, słucham muzyki i myślę. 

Ba. Też myśę. Nagotowałam sobie makaronu z koncentratem i za dużo sera wsadziłam. Niedobrze mi przez to. Albo wykituję zaraz albo co. Ubierz się na cebulę. U mnie w domu jest zimno i przyodziewam się na bogato jak wychodzę, a jak wychodzę, to się duszę z gorąca. Czyli najważniejsze to plecy i nogi żeby im było ciepło. A, no i głowa. Zarzuć se chustę na głowę ala indianin.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Ziggy Twardodupcewa napisał:

Myckę żydowską ubiorę i wszystkie moje za duże ciuchy żeby mnie ludzie nie mogli od menela odróżnić. Tak lubię najbardziej. 

Tak się wystrój. Kalesony albo getry pod spodnie i lecisz wolniej. Zainwestuj w pilotkę. Uszy są ważne i przez nie ucieka ciepło. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Ziggy Twardodupcewa napisał:

Uszu nigdy w życiu nie zasłonię. Kalesonów tez nie ubiorę, nie jest aż tak zimno. 

No nie dogodzisz. Zobaczysz, że jak się zestarzejesz to będziesz połamany i prawdopodobnie łysy. Teraz się wstydzisz a potem będziesz wspominał złote rady... 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
55 minut temu, dozgonny napisał:

Każdy udaje najmądrzejszego, a tak naprawdę wszyscy są głupcami.

Trzeba być naprawdę mądrym by przyznać, że jest się głupcem. ☝️

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, TenX napisał:

Trzeba być naprawdę mądrym by przyznać, że jest się głupcem. ☝️

tego też nie lubię 😐 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, dozgonny napisał:

Każdy udaje najmądrzejszego, a tak naprawdę wszyscy są głupcami.

 

10 minut temu, TenX napisał:

Trzeba być naprawdę mądrym by przyznać, że jest się głupcem. ☝️

A co wg Was oznacza "byc głupim"? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, dozgonny napisał:

Każdy udaje najmądrzejszego, a tak naprawdę wszyscy są głupcami.

Po co udać mądrego wystarczy że się nim jest. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Coś w tym jest a najbardziej chcą przekonać do swojej racji ci którzy mają w tym jakiś swój interes. Jestem zdania że każdy jest kowalem swojego losu i sam decyduje aczkolwiek są osoby które trzeba nakierować na właściwą drogę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mam depresję... mój sposób postrzegania rzeczywistości jest wypaczony. 😞 

  • Sad 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, dozgonny napisał:

Mam depresję... mój sposób postrzegania rzeczywistości jest wypaczony. 😞 

Więc zabierz się za coś pożytecznego, coś co pomoże w wyjściu z dołka. Tylko nie następne chwilowe zakochanie, trzymam kciuki. Powodzenia 😉

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, Solero napisał:

Więc zabierz się za coś pożytecznego, coś co pomoże w wyjściu z dołka. Tylko nie następne chwilowe zakochanie, trzymam kciuki. Powodzenia 😉

Za takie rady z góry dziękuję. Nigdy o nie nie prosiłem. Zwłaszcza od ludzi, którzy mnie nie znają i wyciągają pochopne wnioski wyssane z palca.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
12 minut temu, dozgonny napisał:

Za takie rady z góry dziękuję. Nigdy o nie nie prosiłem. Zwłaszcza od ludzi, którzy mnie nie znają i wyciągają pochopne wnioski wyssane z palca.

Nie ma za co, rozumiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Coś Ci napisze napisał:

 

A co wg Was oznacza "byc głupim"? 

Pewnego dnia dowiedziałem się o śmierci pewnego młodego człowieka. Już wcześniej słyszało się tu i ówdzie różne historie osób, które targnęły się na swoje życie. Zazwyczaj ci co żyją nieprzychylnie wypowiadają się o osobach, które zrobiły coś tak "strasznego". Popadłem w zadumę i rozmyślałem nad tym przez szereg lat. Biorąc pod uwagę moje doświadczenia, rozmowy z ludźmi i inne aspekty, w tym mój stan psychiczny.... doszedłem do wniosku, że z pewnością każdy kto nazwie głupcem samobójcę tak naprawdę sam nim jest, w znaczeniu głupcem. Obawiam się, że każdy z nas jest głupi na swój sposób, a tylko ci mądrzy uciekają. Przypadek o którym wspomniałem na wstępie, a raczej osoba, a nie przypadek.... to był młody, inteligentny człowiek z perspektywami. Pokładano w nim duże nadzieje i nie było to bezpodstawne. Niestety tak to bywa, że zdolności intelektualne nie zawsze idą w parze z.... i tutaj chwila ciszy. Jak to nazwać? Jak określić stan człowieka, jego świadomość, zdolność postrzegania rzeczywistości. Oficjalnie mówi się o percepcji, ale to zbyt ogólnikowo. Wydaje mi się, że ten młody człowiek już na wstępie swojego krótkiego życia zrozumiał czym to pachnie. Jest wśród nas grupa ludzi, którzy przynajmniej z mojej perspektywy widzą świat taki jakim jest. Ten bełkot i szum medialny nie przysłania im prawdy, nie otumania, nie zaślepia, nie ogłupia. Potrafić nazwać rzeczy po imieniu nie jest tak łatwo. Jeszcze trudniej odnaleźć się w tym gdy wokół nas wszyscy cierpią na tą samą dolegliwość. O czym mówię? O życiu! Życie to choroba z której samobójca się leczy. Ktoś może zarzucić, że to ucieczka, że to słabość, że prawdziwy, odpowiedzialny, wartościowy człowiek ma duszę wojownika, walczy o przetrwanie, o byt, o przyszłość. Tylko o jakiej przyszłości dziś mowa? Kto potrafi patrzeć ten widzi... Wiedzieliście, że owady analizują swoje szanse przeżycia i gdy uznają, że są na przegranej pozycji po prostu sobie je odbierają? Taka ciekawostka... dowiedziałem się o tym gdy trzmiel wleciał do ogniska. Zdumiała mnie ta sytuacja ze względu na to, że nawet taki owad musi mieć receptory które mówią o tym, że jest mu za gorąco. Bezpardonowo wleciał w ogień. Czy ktoś z was pochylił by się nad jego losem i zastanowił się dlaczego? Skoro nikt już nie przejmuje się samobójstwami.... Łatwo dziś przychodzi ludziom krytykowanie wszystkiego co ich otacza. Trudniej zastanowić się i wyciągnąć sensowne wnioski. Czym jest zatem mądrość, a czym jest głupota? Mądrość moim zdaniem to odpowiedzialność... przynajmniej tak sobie pomyślałem w pierwszej chwili. Odpowiedzialność? Chyba jednak nie... Odpowiedzialny człowiek nie odebrał by sobie życia. Czym jest mądrość, ale taka prawdziwa, życiowa... czym jest? Dziś wszystko wydaje mi się być głupie, nawet ja sam. Zatem nie wiem już co jest czym. Nie znam przykładów mądrości życiowej... Znam jednak przykłady głupoty. Wystarczy, że rano otwieram oczy i niemal wszystko co mnie otacza wydaje mi się głupie, nielogiczne, pozbawione sensu. Jestem jak ten owad tuż przed tym zanim postanowi wlecieć w ogień. Jednak chyba nawet on był ode mnie mądrzejszy. Każdy dzień to przejaw najwyższej z możliwych pomyłek. Tą pomyłką jest ludzkość.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
52 minuty temu, dozgonny napisał:

Za takie rady z góry dziękuję. Nigdy o nie nie prosiłem. Zwłaszcza od ludzi, którzy mnie nie znają i wyciągają pochopne wnioski wyssane z palca.

Wiem, że nie chcesz rad, ale widać też, że sam sobie nie radzisz. Będąc w takim stanie wysyłasz negatywne wibracje, które nie przyciągną niczego dobrego.

Czy to nie jest tak, że myślisz, że gdyby pojawiła się przy Tobie odpowiednia osoba, to wszystko się poukłada?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, robięjaklubię napisał:

Wiem, że nie chcesz rad, ale widać też, że sam sobie nie radzisz. Będąc w takim stanie wysyłasz negatywne wibracje, które nie przyciągną niczego dobrego.

Czy to nie jest tak, że myślisz, że gdyby pojawiła się przy Tobie odpowiednia osoba, to wszystko się poukłada?

A co dobrego jest na tym świecie? Taki stan odpycha, wiem, ale to akurat zaleta. Nie szukam atencji, wręcz wolę być sam. 
I nie, nie chcę poznawać, to nic nie zmieni, wręcz pogorszy. Niczego nie poukłada. Związki tylko komplikują życie.
 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, dozgonny napisał:

Mam depresję... mój sposób postrzegania rzeczywistości jest wypaczony. 😞 

Wegetuje z depresją 21 lat, bo życiem tego nie nazwę, tylko ja wiem, jak mi ciężko i jak bardzo nikt mnie nie rozumie i ja nie rozumiem nikogo. Tylko uczucie przez krótką chwilę napędzało mnie do życia, ale tylko do chwili aż dotarło do mnie, że to uczucie też nie ma sensu. Nawet nie masz pojęcia, jak mocno identyfikuje się z Twoimi wpisami Dozgonny chociaż nie umiem tak ładnie pisać. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, Coś Ci napisze napisał:

Wegetuje z depresją 21 lat, bo życiem tego nie nazwę, tylko ja wiem, jak mi ciężko i jak bardzo nikt mnie nie rozumie i ja nie rozumiem nikogo. Tylko uczucie przez krótką chwilę napędzało mnie do życia, ale tylko do chwili aż dotarło do mnie, że to uczucie też nie ma sensu. Nawet nie masz pojęcia, jak mocno identyfikuje się z Twoimi wpisami Dozgonny chociaż nie umiem tak ładnie pisać. 

Widzisz.. to już tyle lat. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić co będzie dalej. Coraz trudniej mi żyć z samym sobą. Wszystko mnie dobija... chciałbym uciec i zaszyć się gdzieś gdzie mógłbym żyć jak chcę i robić co chcę. Może gdybym miał na to środki i czas... może wówczas zapomniał bym o tym co mnie przytłacza. Tymczasem pozostaje wegetacja w próżni życia i przyglądanie się temu szaleństwu. Nie wiem czy podołam. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bo życie ma swoją jasną i ciemną stronę. A człowiek ma wolną wolę by zadecydować po której jego stronie chce żyć. Lub żyć przestać. Jego los w jego rękach. I życie i śmierć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
37 minut temu, dozgonny napisał:

Widzisz.. to już tyle lat. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić co będzie dalej. Coraz trudniej mi żyć z samym sobą. Wszystko mnie dobija... chciałbym uciec i zaszyć się gdzieś gdzie mógłbym żyć jak chcę i robić co chcę. Może gdybym miał na to środki i czas... może wówczas zapomniał bym o tym co mnie przytłacza. Tymczasem pozostaje wegetacja w próżni życia i przyglądanie się temu szaleństwu. Nie wiem czy podołam. 

Ja mam plan, plan skończenia ze sobą, każdego dnia jestem u kresu. Schudłam tak że ja dorosła baba ważę 39 kg, tak się nie da żyć. Jestem naprawdę bardzo bardzo zmęczona chciałabym po prostu odpocząć. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, Coś Ci napisze napisał:

Ja mam plan, plan skończenia ze sobą, każdego dnia jestem u kresu. Schudłam tak że ja dorosła baba ważę 39 kg, tak się nie da żyć. Jestem naprawdę bardzo bardzo zmęczona chciałabym po prostu odpocząć. 

A ja ostatnio jem za dużo. Wagę mam w normie, ale źle się z tym czuję. Dla mnie to trochę za dużo. Jak mam chandrę to siadam i podjadam, a że mam ją niemalże cały czas to... no wiadomo. Idąc do pracy odpoczywam od jedzenia. Praca... eh... Gdybym choć w jednym aspekcie mojego życia miałbym jakiś pozytyw. Plan o którym piszesz... Ja takowego nie posiadam... Źle się dziś czuję... Jedno jest pewne, gdybym dowiedział się, że w przeciągu kilku miesięcy czeka mnie perspektywa zgonu, nie wiem, rak, tętniak itp. odetchnął bym z ulgą. Ludzie umierają choć chcą żyć... ja wręcz odwrotnie, żyję ale po co? Męczy mnie to wszystko... irytuje, przytłacza, wręcz od wewnątrz rozrywa na kawałki. Każdego dnia muszę słuchać w kółko tego samego ględzenia. Zarówno w pracy jak i w domu. Czasami wręcz zazdroszczę tym co zdobyli się na odwagę i odeszli na własne życzenie. Tylko jestem też takim "fanem" różnych opowieści. Szukam informacji dotyczących potencjalnego życia po życiu i szlak by mnie trafił gdybym po ewentualnej eksmisji został obdarowany nową szansą, nowym życiem i znów musiał bym w tym szambie zaistnieć... od nowa dorastać i brać udział w tej paranoi. Buddyści w to wierzą... mało tego, uważają, że można stać się nawet robaczkiem. To może lekka przesada, ale nie wykluczam takiej opcji. Od czasu do czasu słyszy się o tym jak dzieci, albo ludzie pod wpływem hipnozy przypominają sobie poprzednie wcielenia. Jest nawet taki jeden obenauta w sieci, który propaguje swoje doświadczenia związane z opuszczaniem ciała we śnie, czy tez podczas swego rodzaju medytacji. Sam nie wiem jak ten stan określić, ale tak czy inaczej wspomina o pewnych aspektach życia po śmierci. Choć traktuje to wszystko z przymrużeniem oka, to jednak jego wersja wydaje mi się obecnie najbardziej sensowna. Gdyby okazała się prawdziwa, to... jak by to ująć? Rozczarowuje mnie nie tylko życie, ale nawet perspektywa życia po życiu. Wychodzi na to, że nie chcę być ani tu ani ewentualnie tam.... w tej hipotetycznej alternatywnej rzeczywistości, która dziś jest dla nas totalną abstrakcją, ale kiedyś może stać się swego rodzaju faktem, z którym przyjdzie się nam zmierzyć. Chciałbym czasami to wszystko wyłączyć tak jak gasi się światło. Pstryk i nie ma już nic. Na ludzi ostatnio spoglądam z politowaniem i z odrazą zarazem. Zachowują się irracjonalnie i tego nie dostrzegają. Ich głupota sięga zenitu. Nie chce tu przytaczać przykładów, ale nie odnajduje się w tej rzeczywistości. Nie w takiej formie. Tak jak wspomniałem wcześniej... może w innych okolicznościach, na własnych warunkach, ale tak jak teraz? Nie! Nie widzę szans, nie widzę siebie, nie widzę... Nawet na rodzinie się zawiodłem. Ostatnio mnie to dobiło.... człowiek chce dobrze, a zawsze wychodzi źle. Po co zatem się starać? Dla kogo? Znam taki jeden przykład. Facet się wybudował, a wnuki rozwalają majątek. Rodziny są jak małe cywilizacje, upadają. Wszystko znika i pozostaje tylko pył... Nic nie znaczymy, nie ma zatem sensu cokolwiek i komukolwiek udowadniać. Szkoda tylko, że trzeba tak wiele znieść upokorzeń... 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Życie po życiu coś w tym jest, myślę że w poprzednim życiu byłam kimś bardzo złym i teraz muszę odpokutwac. Może to chore ale mnie trochę uspokaja. Bo widzę w tym moim beznadzdziejnym życiu cel, odpokutować za wszystko. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
26 minut temu, Coś Ci napisze napisał:

Życie po życiu coś w tym jest, myślę że w poprzednim życiu byłam kimś bardzo złym i teraz muszę odpokutwac. Może to chore ale mnie trochę uspokaja. Bo widzę w tym moim beznadzdziejnym życiu cel, odpokutować za wszystko. 

A jeśli nasze życie jest jak domino? Oczywiście są jakieś rozgałęzienia, ale ostatecznie to ciąg poprzednich wydarzeń jest przyczynowo skutkowy i definiuje nas samych jak i kolejną decyzję, która jest nieunikniona. Z jednej strony to efekt naszej wolnej woli, ale z drugiej nieunikniony efekt ciągu zdarzeń. Nie zawsze mamy wpływ absolutnie na wszystko, wręcz ostatnio dochodzę do wniosku, że niejednokrotnie nasz wpływ bywa pozorny. Szereg czynników wpływa na to kim staniemy się w przyszłości i choć z pozoru to drobiazgi to potrafią zasiać w naszych umysłach idee, która przeradza się niekiedy w swego rodzaju chaos, a ten doprowadzić może do drastycznych w swoich skutkach czynów. Czy tak do końca odpowiadamy za to jak postąpimy? Moim zdaniem nawet na mordercę można spojrzeć z innej, bardziej ludzkiej perspektywy. Kwestia znajomości wszystkich faktów, poprzednich elementów domina, które ostatecznie mogły doprowadzić do punktu bez wyjścia. Karma? Czy istnieje? Wydaje mi się, że nie.... że to tylko przypadek. Ten obenauta o którym wspomniałem tłumaczy to w taki dość dziwny sposób, ale poniekąd sensowny. Jego zdaniem na pewnym etapie dusza sobie zakłada swego rodzaju cele, które chce osiągnąć podczas swojej fizycznej egzystencji i zazwyczaj są to cele wyższe. Cała reszta to przypadek. Możesz sobie wybrać np. chęć zaznania prawdziwej miłości i z tym "wyzwaniem" trafiasz do tygla zwanego Ziemią. Nikt nie mówi jaka to będzie miłość, nikt tez nie obiecuje, że będzie jak w bajce. Wręcz przeciwnie, może okazać się trudna, chora, a wręcz nieszczęśliwa. Przy okazji może też okazać się, że owa miłość to tylko będzie niewielki epizod, a cała reszta... jest mniej przyjemna. Moim zdaniem nie ma karmy. Budzimy się z czystym kątem. Dlaczego tak mi się wydaje? Karma miała by sens gdyby ktoś wiedział za co cierpi. Tymczasem brak świadomości tego co było kiedyś i konsekwencji naszych czynów nie ma charakteru edukacyjnego. Nie ma znaczenia, bo nie jesteś tego świadoma. Więc co za różnica. Wcale w kolejnym wcieleniu nie musisz być lepsza... wręcz przeciwnie. Cierpienie może przyczynić się do gorszych czynów bo jest swego rodzaju impulsem, przyczyną, kolejnym klockiem domina, który popchnie Ciebie w złą stronę. Zranione zwierzę potrafi być najgroźniejsze i nieobliczalne, a tym samym zaatakować najwścieklej, zajadle, w dzikim szale nieopamiętanej agresji. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, dozgonny napisał:

A jeśli nasze życie jest jak domino? Oczywiście są jakieś rozgałęzienia, ale ostatecznie to ciąg poprzednich wydarzeń jest przyczynowo skutkowy i definiuje nas samych jak i kolejną decyzję, która jest nieunikniona. Z jednej strony to efekt naszej wolnej woli, ale z drugiej nieunikniony efekt ciągu zdarzeń. Nie zawsze mamy wpływ absolutnie na wszystko, wręcz ostatnio dochodzę do wniosku, że niejednokrotnie nasz wpływ bywa pozorny. Szereg czynników wpływa na to kim staniemy się w przyszłości i choć z pozoru to drobiazgi to potrafią zasiać w naszych umysłach idee, która przeradza się niekiedy w swego rodzaju chaos, a ten doprowadzić może do drastycznych w swoich skutkach czynów. Czy tak do końca odpowiadamy za to jak postąpimy? Moim zdaniem nawet na mordercę można spojrzeć z innej, bardziej ludzkiej perspektywy. Kwestia znajomości wszystkich faktów, poprzednich elementów domina, które ostatecznie mogły doprowadzić do punktu bez wyjścia. Karma? Czy istnieje? Wydaje mi się, że nie.... że to tylko przypadek. Ten obenauta o którym wspomniałem tłumaczy to w taki dość dziwny sposób, ale poniekąd sensowny. Jego zdaniem na pewnym etapie dusza sobie zakłada swego rodzaju cele, które chce osiągnąć podczas swojej fizycznej egzystencji i zazwyczaj są to cele wyższe. Cała reszta to przypadek. Możesz sobie wybrać np. chęć zaznania prawdziwej miłości i z tym "wyzwaniem" trafiasz do tygla zwanego Ziemią. Nikt nie mówi jaka to będzie miłość, nikt tez nie obiecuje, że będzie jak w bajce. Wręcz przeciwnie, może okazać się trudna, chora, a wręcz nieszczęśliwa. Przy okazji może też okazać się, że owa miłość to tylko będzie niewielki epizod, a cała reszta... jest mniej przyjemna. Moim zdaniem nie ma karmy. Budzimy się z czystym kątem. Dlaczego tak mi się wydaje? Karma miała by sens gdyby ktoś wiedział za co cierpi. Tymczasem brak świadomości tego co było kiedyś i konsekwencji naszych czynów nie ma charakteru edukacyjnego. Nie ma znaczenia, bo nie jesteś tego świadoma. Więc co za różnica. Wcale w kolejnym wcieleniu nie musisz być lepsza... wręcz przeciwnie. Cierpienie może przyczynić się do gorszych czynów bo jest swego rodzaju impulsem, przyczyną, kolejnym klockiem domina, który popchnie Ciebie w złą stronę. Zranione zwierzę potrafi być najgroźniejsze i nieobliczalne, a tym samym zaatakować najwścieklej, zajadle, w dzikim szale nieopamiętanej agresji. 

Jeśli nie karma to Bóg mnie bardzo, bardzo nie lubi, czy tak czy tak do kitu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
16 minut temu, Coś Ci napisze napisał:

Jeśli nie karma to Bóg mnie bardzo, bardzo nie lubi, czy tak czy tak do kitu

"Bóg", a raczej swego rodzaju istota wyższa podobno nie działa na tej zasadzie jak nam się wydaje. Nie kontroluje wszystkiego... stąd wolna wola, swego rodzaju przypadkowość. Kto wie, może nawet nasze cele o których wspomniałem nie musza zaistnieć, a tym samym skłaniają dusze do powrotu na ziemię w celu ponownej próby osiągnięcia zamierzonego rezultatu i tak do skutku. To, że cierpisz Ty lub ktoś inny to tylko przypadek. To tylko jedna z teorii, która nie ma żadnych podstaw i jest wyssana z palca, ale trzeba założyć i taką opcję. Ja ostatnio w niczym nie widzę sensu więc... nawet w życiu wiecznym. Może dlatego dusze decydują się na życie tu na ziemi, bo im się tam nudzi. Potem sobie siadają w kółeczku i opowiadają sobie o przygodach jakie ich spotkały tu na Ziemi. Może to dla nich swego rodzaju gra online, chwilowa rozrywka w ich nudnej nieskończonej egzystencji. Też mi to nie pasuje. Stanowczo za dużo jest cierpienia na tym świecie. Owszem jest też wiele dobrego i dużo możliwości, ale co z tego. Cierpienie wszystko potrafi przyćmić. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×