Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
lalonek

decyzja o małżeństwie vs. staropanieństwo

Polecane posty

Stoję w martwym punkcie i proszę o poradę/wymianę doświadczeń.

W skrócie opiszę o co chodzi. Jesteśmy w związku prawie 6 lat od ok. 1,5 roku zaręczeni, ale nadszedł czas wysiadki i jakiejś stagnacji. Nic nie idzie do przodu. Ślub on może wziąć ale chyba oczekuje, że to ja wszystko zorganizuje (?), bo sam nie wyskakuje z datą, no chyba że cywilny to zawsze mówi że nawet w przyszły  weekend możemy. Dodatkowo dochodzą kwestię jego ciśnienia na dziecko i kłótnie z tego powodu.

Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie jako małżonki,  nie wiem dlaczego jako dziecko/nastolatka uznałam że temat mnie nie będzie dotyczył. I teraz chyba realizuje podświadomie ten scenariusz. Jednocześnie nie mam tzw. powołania do życia w samotności.  

Co raz częściej się kłócimy (najczęściej o sprzątanie, gotowanie, ilość mojej pracy), ale równie szybko się godzimy. Jest cierpliwy i stabilny emocjonalnie. Jest moim przyjacielem. 

Tylko... bardzo dużo nas różni praca, ambicje, znajomi, zarobki, kultura słowa (on przeklina dość często), poziom materiałów oglądanych na yt  itp. Ja jestem pracoholiczką on osiadł na mieliźnie i zdążyłam go zdecydowanie wyprzedzić. Oboje jesteśmy po studiach. Odkąd go poznałam potroiłam swoje zarobki. On w tym kierunku nie robi nic uważa, że ma świetna pracę (w zasadzie do jej wykonywania studia mu nie są potrzebne) i mu to wystarczy (oszczędności ma jakieś minimalne) a rodzinę pierwszy chce zakładać.

Czasem sobie myślę , że on z takim podejściem powinien być kobietą. Jakiś przygarnąłby go pod swoje skrzydła, i mu wszystko zorganizował, a on by robił zakupy i gotował.

I teraz do meritum. Mam 37 lat , on 39.

Nie oczekuje rad w stylu widziały gały co brały. Mleko się wylało i trzeba posprzątać.

Zastanawiam się czy korzystniejsze w perspektywie reszty życia jest życie singielki/starej panny, czy jednak podjęcie ryzyka i wyjście za mąż. 

Z singielek mi znanych w różnym wieku,  nie ma żadnej która w pełni akceptowałaby swój stan. Każda mimo wszystko szuka (żeby nie wiem jak wyzwolona była i świetnie sobie radziła) i to często w sposób kompulsywny. 

Co byście zrobiły- wybrały staropanieństwo, podjęły ryzyko i wyszły za maż,  wierzyły dalej, że gdzieś czeka 100% pasujący Mr Right?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
18 minut temu, lalonek napisał:

Stoję w martwym punkcie i proszę o poradę/wymianę doświadczeń.

W skrócie opiszę o co chodzi. Jesteśmy w związku prawie 6 lat od ok. 1,5 roku zaręczeni, ale nadszedł czas wysiadki i jakiejś stagnacji. Nic nie idzie do przodu. Ślub on może wziąć ale chyba oczekuje, że to ja wszystko zorganizuje (?), bo sam nie wyskakuje z datą, no chyba że cywilny to zawsze mówi że nawet w przyszły  weekend możemy. Dodatkowo dochodzą kwestię jego ciśnienia na dziecko i kłótnie z tego powodu.

Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie jako małżonki,  nie wiem dlaczego jako dziecko/nastolatka uznałam że temat mnie nie będzie dotyczył. I teraz chyba realizuje podświadomie ten scenariusz. Jednocześnie nie mam tzw. powołania do życia w samotności.  

Co raz częściej się kłócimy (najczęściej o sprzątanie, gotowanie, ilość mojej pracy), ale równie szybko się godzimy. Jest cierpliwy i stabilny emocjonalnie. Jest moim przyjacielem. 

Tylko... bardzo dużo nas różni praca, ambicje, znajomi, zarobki, kultura słowa (on przeklina dość często), poziom materiałów oglądanych na yt  itp. Ja jestem pracoholiczką on osiadł na mieliźnie i zdążyłam go zdecydowanie wyprzedzić. Oboje jesteśmy po studiach. Odkąd go poznałam potroiłam swoje zarobki. On w tym kierunku nie robi nic uważa, że ma świetna pracę (w zasadzie do jej wykonywania studia mu nie są potrzebne) i mu to wystarczy (oszczędności ma jakieś minimalne) a rodzinę pierwszy chce zakładać.

Czasem sobie myślę , że on z takim podejściem powinien być kobietą. Jakiś przygarnąłby go pod swoje skrzydła, i mu wszystko zorganizował, a on by robił zakupy i gotował.

I teraz do meritum. Mam 37 lat , on 39.

Nie oczekuje rad w stylu widziały gały co brały. Mleko się wylało i trzeba posprzątać.

Zastanawiam się czy korzystniejsze w perspektywie reszty życia jest życie singielki/starej panny, czy jednak podjęcie ryzyka i wyjście za mąż. 

Z singielek mi znanych w różnym wieku,  nie ma żadnej która w pełni akceptowałaby swój stan. Każda mimo wszystko szuka (żeby nie wiem jak wyzwolona była i świetnie sobie radziła) i to często w sposób kompulsywny. 

Co byście zrobiły- wybrały staropanieństwo, podjęły ryzyko i wyszły za maż,  wierzyły dalej, że gdzieś czeka 100% pasujący Mr Right?

Niezależnie od wieku gdybym poznała faceta z którym dobrze sie czuję, wiele nas łączy i mamy wspolne plany i podejscie do życia, to bym brała ślub.

Ty nigdy nie chciałaś ślubu czyli nie przywiązujesz do niego wagi, skąd zatem strach przed nim? Przecież to wg Ciebie nic

Edytowano przez Iskra*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Smutne jest to że tak was różne rzeczy dzielą i to tak ważne jak: chęć legalizacji związku czy posiadanie dzieci. Nie wiem jak wy zatem nadal razem żyjecie. Jakim cudem to jeszcze istnieje? Podejrzewam że on Ci ustępuje od lat i dlatego, ale każdy ma swoją granicę tolerancji i cierpliwości, w końcu możesz ją przekroczyć. 

Dla Ciebie liczy się kasa, kariera i praca.

Dla niego stabilizacja, spokój  i rodzina. 

Nie widzę by to udać się miało w dalszej perspektywie pogodzić. Któreś będzie się poświęcać do reszty i będzie nieszczęśliwe, bo niespełnione życiowo, może więc odejdzie. Chyba że zaciśniecie oboje zęby i będziecie tak żyć sądzac że musicie z braku laku. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Iskra* napisał:

Smutne jest to że tak was różne rzeczy dzielą i to tak ważne jak: chęć legalizacji związku czy posiadanie dzieci. Nie wiem jak wy zatem nadal razem żyjecie. Jakim cudem to jeszcze istnieje? Podejrzewam że on Ci ustępuje od lat i dlatego, ale każdy ma swoją granicę tolerancji i cierpliwości, w końcu możesz ją przekroczyć. 

Dla Ciebie liczy się kasa, kariera i praca.

Dla niego stabilizacja, spokój  i rodzina. 

Nie widzę by to udać się miało w dalszej perspektywie pogodzić. Któreś będzie się poświęcać do reszty i będzie nieszczęśliwe, bo niespełnione życiowo, może więc odejdzie. Chyba że zaciśniecie oboje zęby i będziecie tak żyć sądzac że musicie z braku laku. 

Zatem polecasz życie singielki? 

Bo  jak sobie popatrzę na te prawie 6 lat to w kontekście życia samej vs jeszcze raz tego związku, wybrałabym związek. Bo miałam na kogo liczyć, miałam z kim jeździć na wakacje, pójść na wesele, siedzieć w pandemii na lockdownie, śmiać się , wygłupiać,  świętować urodziny  i wiele innych prozaicznych sytuacji. Żyjąc sama tego bym nie doświadczyła, oczywiście pewnie miałabym  szansę poznać kogoś innego. 

Może jestem w błędzie, ale ze spokoju to trudno rodzinę wyżywić,  utrzymać auto itd., więc ktoś musi pracować więcej. Tu akurat padło na mnie. Dodam, że oboje pochodzimy z rodzin tzw. 0 na start. Więc poprzeczka jest wysoko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
6 minut temu, lalonek napisał:

Zatem polecasz życie singielki? 

Bo  jak sobie popatrzę na te prawie 6 lat to w kontekście życia samej vs jeszcze raz tego związku, wybrałabym związek. Bo miałam na kogo liczyć, miałam z kim jeździć na wakacje, pójść na wesele, siedzieć w pandemii na lockdownie, śmiać się , wygłupiać,  świętować urodziny  i wiele innych prozaicznych sytuacji. Żyjąc sama tego bym nie doświadczyła, oczywiście pewnie miałabym  szansę poznać kogoś innego. 

Może jestem w błędzie, ale ze spokoju to trudno rodzinę wyżywić,  utrzymać auto itd., więc ktoś musi pracować więcej. Tu akurat padło na mnie. Dodam, że oboje pochodzimy z rodzin tzw. 0 na start. Więc poprzeczka jest wysoko.

Oczywiście że życie we dwoje gdy te życie jest zwyczajnie udane, to nie ma porównania do życia w pojedynkę. Wiadomo że we dwoje są zawsze jakieś gorsze dni, kłótnie czy problemy ale gdy mimo to żyje się dobrze to warte jest to zachodu bardziej, niż ten samotny spokój singilki.

Ja tylko się martwię czy to będzie tak zawsze. On chce rodziny, Ty nie bardzo. Jesteś pracoholiczką to i pewnie czasu nie spędzacie tyle ile by chciał, a może być gorzej bo się wkręcisz w jakiś nowy plan na siebie. Także naprawdę nie wiem czy to się utrzymie całe życie.

Edytowano przez Iskra*

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czy gdybyś tyle nie pracowała wasze życie byłoby dużo gorsze? Nie trzeba mieć wszystko co najlepsze, czy wszystko tu i teraz, natychmiast, by być szczęśliwym. On chce dziecka, wtedy będziesz musiała przystopowac z pracą. Dziecku nawet gdy już nie jest niemowlęciem potrzeba zwłaszcza matki, ojciec nigdy jej nie zastąpi, tak jak i ona ojca, ale małemu dziecku matki tym bardziej potrzeba. Nie wiem czy masz wyobrażenie, plan na życie w trójkę. Czy on pogodzi się że będziecie tylko wy dwoje? Pomysl o tym by drugiej osoby nie unieszczęśliwić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jest taka zasada. Jeśli jesteś czegoś niepewna to po prostu tego nie rób. W waszym związku to on będzie kurą domową. Jeśli taki podział ci odpowiada to czemu nie ? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, Iskra* napisał:

Czy gdybyś tyle nie pracowała wasze życie byłoby dużo gorsze? Nie trzeba mieć wszystko co najlepsze, czy wszystko tu i teraz, natychmiast, by być szczęśliwym. On chce dziecka, wtedy będziesz musiała przystopowac z pracą. Dziecku nawet gdy już nie jest niemowlęciem potrzeba zwłaszcza matki, ojciec nigdy jej nie zastąpi, tak jak i ona ojca, ale małemu dziecku matki tym bardziej potrzeba. Nie wiem czy masz wyobrażenie, plan na życie w trójkę. Czy on pogodzi się że będziecie tylko wy dwoje? Pomysl o tym by drugiej osoby nie unieszczęśliwić.

To nie jest tak , że ja nie chcę dziecka. Docelowo chcę,  ale nie z pobudek, że muszę bo  instynkt szaleje, tylko bardziej z takich, żeby mnie coś nie ominęło i żebym potem nie żałowała, że postawiłam nie na to co trzeba.

Nigdy go nie blokowałam, zawsze mówię , że jak mu coś nie pasuje to ja go siłą nie będę trzymała

 

4 minuty temu, KorpoSzynszyla napisał:

Jest taka zasada. Jeśli jesteś czegoś niepewna to po prostu tego nie rób. W waszym związku to on będzie kurą domową. Jeśli taki podział ci odpowiada to czemu nie ? 

To jest raczej tak, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Mało, której kobiecie pasuje taki układ sił- bo to gigantyczna odpowiedzialność, nie bez powodu faceci żyją krócej.

A bycie kurą domową, jest niesamowicie wygodne (ma też minusy), ale działasz w schemacie, a to zawsze jest zdecydowanie prostsze, bezpieczne, mało ryzykowne  i nie wymaga rozwoju. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, lalonek napisał:

To nie jest tak , że ja nie chcę dziecka. Docelowo chcę,  ale nie z pobudek, że muszę bo  instynkt szaleje, tylko bardziej z takich, żeby mnie coś nie ominęło i żebym potem nie żałowała, że postawiłam nie na to co trzeba.

Nigdy go nie blokowałam, zawsze mówię , że jak mu coś nie pasuje to ja go siłą nie będę trzymała

 

To jest raczej tak, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Mało, której kobiecie pasuje taki układ sił- bo to gigantyczna odpowiedzialność, nie bez powodu faceci żyją krócej.

A bycie kurą domową, jest niesamowicie wygodne (ma też minusy), ale działasz w schemacie, a to zawsze jest zdecydowanie prostsze, bezpieczne, mało ryzykowne  i nie wymaga rozwoju. 

 

No to coś idealnie dla niego ! A ty będziesz mogła spokojnie skupić się na pracy 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, KorpoSzynszyla napisał:

No to coś idealnie dla niego ! A ty będziesz mogła spokojnie skupić się na pracy 

Dzięki za złośliwość.

Ale moje pytanie brzmiało, czy mimo nieidealnego związku brnęłybyście dalej w to/czy jednak wybrały życie singielki? (mówię tu o singielce singielce pod 40 a nie kompulsywnej poszukiwaczce liczącej na wolnego biznesmena pod 40, który będzie chciał legalizacji związku i rodziny z nią)

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, lalonek napisał:

Stoję w martwym punkcie i proszę o poradę/wymianę doświadczeń.

W skrócie opiszę o co chodzi. Jesteśmy w związku prawie 6 lat od ok. 1,5 roku zaręczeni, ale nadszedł czas wysiadki i jakiejś stagnacji. Nic nie idzie do przodu. Ślub on może wziąć ale chyba oczekuje, że to ja wszystko zorganizuje (?), bo sam nie wyskakuje z datą, no chyba że cywilny to zawsze mówi że nawet w przyszły  weekend możemy. Dodatkowo dochodzą kwestię jego ciśnienia na dziecko i kłótnie z tego powodu.

Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie jako małżonki,  nie wiem dlaczego jako dziecko/nastolatka uznałam że temat mnie nie będzie dotyczył. I teraz chyba realizuje podświadomie ten scenariusz. Jednocześnie nie mam tzw. powołania do życia w samotności.  

Co raz częściej się kłócimy (najczęściej o sprzątanie, gotowanie, ilość mojej pracy), ale równie szybko się godzimy. Jest cierpliwy i stabilny emocjonalnie. Jest moim przyjacielem. 

Tylko... bardzo dużo nas różni praca, ambicje, znajomi, zarobki, kultura słowa (on przeklina dość często), poziom materiałów oglądanych na yt  itp. Ja jestem pracoholiczką on osiadł na mieliźnie i zdążyłam go zdecydowanie wyprzedzić. Oboje jesteśmy po studiach. Odkąd go poznałam potroiłam swoje zarobki. On w tym kierunku nie robi nic uważa, że ma świetna pracę (w zasadzie do jej wykonywania studia mu nie są potrzebne) i mu to wystarczy (oszczędności ma jakieś minimalne) a rodzinę pierwszy chce zakładać.

Czasem sobie myślę , że on z takim podejściem powinien być kobietą. Jakiś przygarnąłby go pod swoje skrzydła, i mu wszystko zorganizował, a on by robił zakupy i gotował.

I teraz do meritum. Mam 37 lat , on 39.

Nie oczekuje rad w stylu widziały gały co brały. Mleko się wylało i trzeba posprzątać.

Zastanawiam się czy korzystniejsze w perspektywie reszty życia jest życie singielki/starej panny, czy jednak podjęcie ryzyka i wyjście za mąż. 

Z singielek mi znanych w różnym wieku,  nie ma żadnej która w pełni akceptowałaby swój stan. Każda mimo wszystko szuka (żeby nie wiem jak wyzwolona była i świetnie sobie radziła) i to często w sposób kompulsywny. 

Co byście zrobiły- wybrały staropanieństwo, podjęły ryzyko i wyszły za maż,  wierzyły dalej, że gdzieś czeka 100% pasujący Mr Right?

Jeżeli nie masz ciśnienia na posiadanie dziecka, to szukaj dalej. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, lalonek napisał:

Stoję w martwym punkcie i proszę o poradę/wymianę doświadczeń.

W skrócie opiszę o co chodzi. Jesteśmy w związku prawie 6 lat od ok. 1,5 roku zaręczeni, ale nadszedł czas wysiadki i jakiejś stagnacji. Nic nie idzie do przodu. Ślub on może wziąć ale chyba oczekuje, że to ja wszystko zorganizuje (?), bo sam nie wyskakuje z datą, no chyba że cywilny to zawsze mówi że nawet w przyszły  weekend możemy. Dodatkowo dochodzą kwestię jego ciśnienia na dziecko i kłótnie z tego powodu.

Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie jako małżonki,  nie wiem dlaczego jako dziecko/nastolatka uznałam że temat mnie nie będzie dotyczył. I teraz chyba realizuje podświadomie ten scenariusz. Jednocześnie nie mam tzw. powołania do życia w samotności.  

Co raz częściej się kłócimy (najczęściej o sprzątanie, gotowanie, ilość mojej pracy), ale równie szybko się godzimy. Jest cierpliwy i stabilny emocjonalnie. Jest moim przyjacielem. 

Tylko... bardzo dużo nas różni praca, ambicje, znajomi, zarobki, kultura słowa (on przeklina dość często), poziom materiałów oglądanych na yt  itp. Ja jestem pracoholiczką on osiadł na mieliźnie i zdążyłam go zdecydowanie wyprzedzić. Oboje jesteśmy po studiach. Odkąd go poznałam potroiłam swoje zarobki. On w tym kierunku nie robi nic uważa, że ma świetna pracę (w zasadzie do jej wykonywania studia mu nie są potrzebne) i mu to wystarczy (oszczędności ma jakieś minimalne) a rodzinę pierwszy chce zakładać.

Czasem sobie myślę , że on z takim podejściem powinien być kobietą. Jakiś przygarnąłby go pod swoje skrzydła, i mu wszystko zorganizował, a on by robił zakupy i gotował.

I teraz do meritum. Mam 37 lat , on 39.

Nie oczekuje rad w stylu widziały gały co brały. Mleko się wylało i trzeba posprzątać.

Zastanawiam się czy korzystniejsze w perspektywie reszty życia jest życie singielki/starej panny, czy jednak podjęcie ryzyka i wyjście za mąż. 

Z singielek mi znanych w różnym wieku,  nie ma żadnej która w pełni akceptowałaby swój stan. Każda mimo wszystko szuka (żeby nie wiem jak wyzwolona była i świetnie sobie radziła) i to często w sposób kompulsywny. 

Co byście zrobiły- wybrały staropanieństwo, podjęły ryzyko i wyszły za maż,  wierzyły dalej, że gdzieś czeka 100% pasujący Mr Right?

Myślę że nie powinnaś robić nic na siłę a emocje to zły doradca. Daj sobie czas na przemyślenie decyzji i upewnij się że to twoja własna decyzja i nikt cię nie naciskal/manipulował czy podjudzał. Musisz żyć w zgodzie z sobą. 

Z tego co piszesz to dzieli was bardzo wiele. Twój partner może być dobrym człowiekiem ale nie pasuje do ciebie. Zbyt dużo was dzieli a to recepta na nieudany związek. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Masz 37 lat, więc rozumiem, że nie za bardzo już jest czas na wahanie się. Na dziecko masz coraz mniej czasu, dlatego to jest decyzja, którą musisz podjąć dość szybko. Nie masz 20 kilka lat, nie jesteś świeżo po studiach, dlatego musisz do decyzji podchodzić racjonalnie. I doskonale Cię rozumiem, bo jestem prawie w Twoim wieku i dość podobnej sytuacji. Związek jakiś tam, ale nie na stałe - tzw. my razem nie mieszkamy, ot się spotykamy. Ale też coraz bardziej nie wiem, co robić. Niby jest Ok, ale... No właśnie, ale już nie za dużo czasu zostało, żeby spotykać się jak dwudziestolatki, które mają chłopaka na studiach, żeby razem gdzieś tam wyjść. Potrzeba stabilizacji coraz większa i z jednej strony człowiekowi głupio, że to tak "na zimno" zaczyna analizować, ale z drugiej nie ma za bardzo czasu, żeby czekać jak się samo przez kolejne kilka czy 10 lat ułoży 🙂

Ja myślę, że być z kimś zawsze Ci będzie łatwiej niż samemu. Wtedy jesteś sama za każdy drobiazg odpowiedzialna, nie za bardzo masz na kogo liczyć (bo nie oszukujmy się, że rodzeństwo mające swoje rodziny czy znajomi Ci wiele pomogą w trudnej sytuacji) i jak wspomniałaś masz nawet problem jak spędzić Sylwestra, bo to już nie czas, gdy się wtedy z koleżankami spotykało i szło na imprezę, bo te koleżanki mają mężów i dzieci i z nimi spędzają takie okazje 🙂

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 24.11.2021 o 21:49, lalonek napisał:

Ale moje pytanie brzmiało, czy mimo nieidealnego związku brnęłybyście dalej w to/czy jednak wybrały życie singielki? (mówię tu o singielce singielce pod 40 a nie kompulsywnej poszukiwaczce liczącej na wolnego biznesmena pod 40, który będzie chciał legalizacji związku i rodziny z nią)

Cokolwiek nie zdecydujesz, to i tak będziesz żałowała.

  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, AlainDelon napisał:

Cokolwiek nie zdecydujesz, to i tak będziesz żałowała.

a czego hipotetycznie będzie* żałować bardziej ?

Edytowano przez Pixiel

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Pixiel napisał:

a czego hipotetycznie będzie* żałować bardziej ?

Ciężko powiedzieć, zależy od wielu zmiennych. Ja bym jednak odszedł ale kobiety mają inaczej.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 24.11.2021 o 22:03, Sylwia1991 napisał:

Myślę że nie powinnaś robić nic na siłę a emocje to zły doradca. Daj sobie czas na przemyślenie decyzji i upewnij się że to twoja własna decyzja i nikt cię nie naciskal/manipulował czy podjudzał. Musisz żyć w zgodzie z sobą. 

Z tego co piszesz to dzieli was bardzo wiele. Twój partner może być dobrym człowiekiem ale nie pasuje do ciebie. Zbyt dużo was dzieli a to recepta na nieudany związek. 

 

tylko, że ja w tym związku dobijam do 6 lat więc czasu sobie dałam full.

Czasem czytam to forum i kojarzę Twój nick, Ty chyba tez masz jakiś problem z facetem z tego co pamiętam. Masz tylko więcej czasu niż ja. Więc nie trać go , bo dawanie sobie dużo czasu, doprowadza niepostrzeżenie do tego co mam ja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, Pixiel napisał:

a czego hipotetycznie będzie* żałować bardziej ?

ja właśnie nie wiem czego będę żałować. Ale kojarze taką kampanię społeczną z płaczącą babką-Nie zdążyłam

😕

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Ksiundz Proboszcz napisał:

mr right tylko w serialach, niestety, a kobietom palma odbija z tą wieczną gonitwą i nie kończącą się próbą ulepszania, polepszania i dążenia do ideału. Facet ma co chce i ma w dupie dalszą gonitwe, a ty masz jakąś chorobe z wieczym rozwojem. Na co ci to? Ile ci potrzeba i po co? komu ten dorobek zostawisz jak nie chcesz dzieci, rodziny itd. A wesela to kompletne marnotractwo w tych czasach. Bierz cywilny w weekend i tyle, co ci wielkiego potrzeba? Na cholere ci impreza po której wszyscy będą kaca leczyć i puszczać pawia. Dzień wesela to jedna długa mordęga, dzień trwa 24+ godzin i wszyscy zestresowani i zrąbani jak koń po westernie. Cywilny bierz i się nie zastanawiaj.

też mam takie przemyslenia, że nie istnieje żaden ideał, bo prędzej czy później będa te same problemy ( bo one tez wynikają z mojej osoby). Wiadomo, że by chciałabym kogoś, żebym nie musiała ja się czuć jako zapewniacz bezpieczeństwa finansowego.  Wesela jakiegoś specjalnego nie chce, nie te lata i w ogóle. Jak już to małe przyjęcie wyłącznie dla najbliższej rodziny. Potem może jakaś posiadówka dla kilku koleżanek , które mi zostały i tyle.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, Ksiundz Proboszcz napisał:

Nie rozumiem ludzi robiących wielkiego halo ze ślubu.

Może to kwestia małego rozumu?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×