Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
introvertea

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Polecane posty

Co sądzicie o poniższym tekście nie mojego autorstwa?


"Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie."

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, hhmczk napisał:

ehe akurat

nawet jak nie szukasz to tez nie znajdzie 😄

No jak przeczytasz ten tekst do końca, to taki właśnie jest wniosek

Natomiast ja przez lata naprawdę głupio wierzyłem tym wszystkim osobom (głównie spotkanym przez internet, ale nawet jeszcze też koleżankom i kolegom w szkole i na studiach), którzy udzielali mi tej złotej rady:

Nie szukaj miłości, to sama cię znajdzie

I ponad 20 lat tak nie szukałem i czekałem aż sama mnie znajdzie i co? Nie znalazła mnie.

Czy w związku z tym, mogę teraz złożyć do kogoś reklamację i dostanę jako w ramach rekompensaty tę miłość?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Generalnie się zgadzam, choć z drugiej strony, czasami desperackie szukanie np. miłości, może już nie wyjść na dobre. Z pracą to co innego, czasem po prostu nie ma innego wyjścia, jak intensywnie szukać

Edytowano przez Ika99

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
12 minut temu, Żaba Monìka napisał:

Trafny tekst moim zdaniem.

Czy to w takim razie oznacza, że tę jedną z najsłynniejszych złotych myśli (nie szukaj miłości, to sama cię znajdzie) - należy wypie&@#€%ić do śmietnika?

A jeśli tak, to po jaki chooooj ludzie z taką namiętnością od dekad powtarzali tę pseudomundrość???

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, introvertea napisał:

Czy to w takim razie oznacza, że tę jedną z najsłynniejszych złotych myśli (nie szukaj miłości, to sama cię znajdzie) - należy wypie&@#€%ić do śmietnika?

A jeśli tak, to po jaki chooooj ludzie z taką namiętnością od dekad powtarzali tę pseudomundrość???

Nie wiem, ludzie duzo glupot powtarzaja, lubimy ladne teksty. Poza tym lubimy nadawac znaczenie przypadkowym rzeczom i je wyolbrzymiac. Np. ktos sobie stal w sklepie, a inna osoba podala mu numer telefonu, potem sie hajtneli i zyli ze soba no i wtedy wszyscy pieja, ze to przeznaczenie i ze milosc ich znalazla, a kazdy zapomina o tak prozaicznych rzeczach jak wszystkie te czynnosci, ktore musieli wykonac zeby sie spotytkac a potem wytrzymywac ze soba przez tyle lat i ze bez nich bylaby koopa. No ale to sa prozaiczne czynnosci typu klotnie o majtki, a nie romantyczne przeznaczenie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Żaba Monìka napisał:

Sukces to podobno duzo pracy i troche szczescia.

Parafrazując: „Szczęście sprzyja przygotowanym” :classic_cool:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

To chyba polega na tym, że jak ktoś jest atrakcyjny, to rzeczywiście nie musi szukać miłości, a raczej musi się opędzać od nadmiaru chętnych

Więc, zmiast szukać miłości bez inwestowania we własną atrakcyjność (co faktycznie przynosi mizerne rezultaty), lepiej żeby zamiast szukać miłości, inwestował we własną atrakcyjność, bo wtedy miłość faktycznie sama się znajdzie i to nie jedna, raczej będzie mógł przebierać

Powiedzcie, czy to jest właściwy i domyślny sens i rozwinięcie tego skrótowego hasła? W zasadzie po 40 latach porażek, dochodzę do wniosku, że tak. Zwłaszcza, że mniej więcej to wiele osób próbowało mi przekazać, mówiąc: zamiast szukać dziewczyny, zajmij się sobą (czyli w domyśle - buduj własną atrakcyjność)...ehhh ja naprawdę jestem wyjątkowym tępakiem, że dopiero po tylu dekadach to dociera do mojego łba

Edytowano przez introvertea

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Siurentajski napisał:

Parafrazując: „Szczęście sprzyja przygotowanym” :classic_cool:

O to to! A ja przez całe życie wyznawałem i co ważniejsze praktykowałem odwrotną zasadę - nigdy nie byłem przygotowany

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, introvertea napisał:

To chyba polega na tym, że jak ktoś jest atrakcyjny, to rzeczywiście nie musi szukać miłości, a raczej musi się opędzać od nadmiaru chętnych

Więc, zmiast szukać miłości bez inwestowania we własną atrakcyjność (co faktycznie przynosi mizerne rezultaty), lepiej żeby zamiast szukać miłości, inwestował we własną atrakcyjność, bo wtedy miłość faktycznie sama się znajdzie i to nie jedna, raczej będzie mógł przebierać

Powiedzcie, czy to jest właściwy i domyślny sens i rozwinięcie tego skrótowego hasła? W zasadzie po 40 latach porażek, dochodzę do wniosku, że tak. Zwłaszcza, że mniej więcej to wiele osób próbowało mi przekazać, mówiąc: zamiast szukać dziewczyny, zajmij się sobą (czyli w domyśle - buduj własną atrakcyjność)...ehhh ja naprawdę jestem wyjątkowym tępakiem, że dopiero po tylu dekadach to dociera do mojego łba

Powodzenie to nie milosc. Trzeba jeszcze znalezc kogos kto nas pokocha i my tez umiemy kochac.

A na Twoim miejscu zaczelabym od umycia sie. Umyj sie, wypierz ciuchy, obetnij wlosy i paznokcie, od razu ludzie zaczna Cie inaczej postrzegac. Bez tego nie masz szans na dziewczyne ani nawet na znajomych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, Żaba Monìka napisał:

Nie wiem, ludzie duzo glupot powtarzaja, lubimy ladne teksty. Poza tym lubimy nadawac znaczenie przypadkowym rzeczom i je wyolbrzymiac. Np. ktos sobie stal w sklepie, a inna osoba podala mu numer telefonu, potem sie hajtneli i zyli ze soba no i wtedy wszyscy pieja, ze to przeznaczenie i ze milosc ich znalazla, a kazdy zapomina o tak prozaicznych rzeczach jak wszystkie te czynnosci, ktore musieli wykonac zeby sie spotytkac a potem wytrzymywac ze soba przez tyle lat i ze bez nich bylaby koopa. No ale to sa prozaiczne czynnosci typu klotnie o majtki, a nie romantyczne przeznaczenie.

Masz rację. Ważne w życiu osoby spotyka się zwykle przypadkowo. Jednak spotkanie takiej osoby to nie wszystko. Trzeba coś od siebie dać aby wejść w relację i ją kontynuować oraz rozwijać. Jedną z ważnych dla mnie osób w życiu była dziewczyna, która wyciągnęła mnie z przegrywu. Spotkaliśmy się przed przypadek. Jednak samo spotkanie jej nic by mi nie dało gdybym na wiejskiej zabawie nie poprosił jej do tańca, a od tego właśnie wszystko się zaczęło. Gdybym wtedy do niej nie podszedł, minęlibyśmy się z sobą i nie doszłoby między nami do żadnej relacji, a ja jeszcze długo byłbym przegrywem.  Inny przykład to moja tż. Poznaliśmy się przez przypadek. Gdybym jednak nie odważył się pewnego dnia przyjść do niej do domu na pogaduchy, nie zostalibyśmy parą gdyż ona jako pierwsza nie odezwałaby się do mnie. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, Esox napisał:

Ważne w życiu osoby spotyka się zwykle przypadkowo.

Ale zwrócenie uwagi na taką osobę już nie jest przypadkiem. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Miecz napisał:

Ale zwrócenie uwagi na taką osobę już nie jest przypadkiem. 

Słuszne stwierdzenie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Esox napisał:

Słuszne stwierdzenie

Sam stwierdziłeś, że to przypadkowe spotkanie stało się impulsem do pracy nad sobą, zmian wokół siebie. Jesteś szczęściarzem😉

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Miecz napisał:

Sam stwierdziłeś, że to przypadkowe spotkanie stało się impulsem do pracy nad sobą, zmian wokół siebie. Jesteś szczęściarzem😉

Tak dokładnie było. Dodatkowym bodźcem było to, że w ciągu kilku wcześniejszych lat zmarnowałem kilka podobnych okazji tylko dlatego, że nie odważyłem się zareagować na wysyłane do mnie pozytywne sygnały czyli tzw. zielone światło. Byłem przegrywem. Zdawałem sobie z tego sprawę. Musiałem w końcu wyciągnąć wnioski i zacząć działać gdyż nigdy nie wiadomo czy kolejna nadarzająca się okazja nie byłaby tą ostatnią. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Esox napisał:

Tak dokładnie było. Dodatkowym bodźcem było to, że w ciągu kilku wcześniejszych lat zmarnowałem kilka podobnych okazji tylko dlatego, że nie odważyłem się zareagować na wysyłane do mnie pozytywne sygnały czyli tzw. zielone światło. Byłem przegrywem. Zdawałem sobie z tego sprawę. Musiałem w końcu wyciągnąć wnioski i zacząć działać gdyż nigdy nie wiadomo czy kolejna nadarzająca się okazja nie byłaby tą ostatnią. 

Napisałem, że jesteś szczęściarzem, bo postawiłeś na to, by wyjść z przegrywu. Najczęściej skupiamy się na zmienianiu partnera na swoją modłę. Na zmiany we własnym obrębie nie ma już czasu i sił.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ogólnie tak zwane mądrości ludowe to po prostu głupie powiedzonka na każda okazję.

Od przybytku głowa nie boli ale co za dużo to nie zdrowo

Teraz zacznij się do tego realnie stosować to bez sensu zmarnujesz czas i narobisz głupot.

 

Moim zdaniem mylisz miłość z powodzeniem i atrakcyjnością.

Możesz pracować nad swoim wyglądem i być bardziej atrakcyjny - to zwróci uwagę większej ilości kobiet na Ciebie.

Możesz też bywać w różnych miejscach i poznawać nowe osoby.

To wszystko zwiększa Twoje szanse na miłość ale to tylko tyle i aż tyle.

Moim zdaniem 'miłość sama Cię znajdzie' to tak jak 'serce nie sługa' - nie da się zmusić kogoś żeby Cię kochał i w tym znaczeniu miłość musi się 'pojawić znikąd'

 

Chociaż ja to mam skrzywioną postawę, może nawet jestem uzależniony.

Niektóre kobiety wypowiadały się tutaj mówiąc, że żeby się zakochać potrzebują tę osobę dłużej poznać.

Ja tego nie rozumiem bo dla mnie to jak przyzwyczajanie się do kogoś.

Dla mnie albo pieprznął piorun albo nic.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Esox napisał:

Tak dokładnie było. Dodatkowym bodźcem było to, że w ciągu kilku wcześniejszych lat zmarnowałem kilka podobnych okazji tylko dlatego, że nie odważyłem się zareagować na wysyłane do mnie pozytywne sygnały czyli tzw. zielone światło. Byłem przegrywem. Zdawałem sobie z tego sprawę. Musiałem w końcu wyciągnąć wnioski i zacząć działać gdyż nigdy nie wiadomo czy kolejna nadarzająca się okazja nie byłaby tą ostatnią. 

A ile miałeś lat kiedy wyszedłeś z przegrywu?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, WychodzeNaChwile napisał:

Ogólnie tak zwane mądrości ludowe to po prostu głupie powiedzonka na każda okazję.

Od przybytku głowa nie boli ale co za dużo to nie zdrowo

Teraz zacznij się do tego realnie stosować to bez sensu zmarnujesz czas i narobisz głupot.

 

Moim zdaniem mylisz miłość z powodzeniem i atrakcyjnością.

Możesz pracować nad swoim wyglądem i być bardziej atrakcyjny - to zwróci uwagę większej ilości kobiet na Ciebie.

Możesz też bywać w różnych miejscach i poznawać nowe osoby.

To wszystko zwiększa Twoje szanse na miłość ale to tylko tyle i aż tyle.

Moim zdaniem 'miłość sama Cię znajdzie' to tak jak 'serce nie sługa' - nie da się zmusić kogoś żeby Cię kochał i w tym znaczeniu miłość musi się 'pojawić znikąd'

 

Chociaż ja to mam skrzywioną postawę, może nawet jestem uzależniony.

Niektóre kobiety wypowiadały się tutaj mówiąc, że żeby się zakochać potrzebują tę osobę dłużej poznać.

Ja tego nie rozumiem bo dla mnie to jak przyzwyczajanie się do kogoś.

Dla mnie albo pieprznął piorun albo nic.

Ale czy piorun to milosc? Czy sama chemia?

Nie zawsze miekkie kolana na czyjs widok owocuja szczesliwa relacja, nawet gdy jest wzajemnosc.

Milosc to wedlug mnie cos, co przychodzi potem. Na poczatku jest zauroczenie, chemia czy jak tam zwal. Milosc to jest gdy troszczysz sie o kogos nawet podczas klotni.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, introvertea napisał:

A ile miałeś lat kiedy wyszedłeś z przegrywu?

Byłem na III roku studiów- 22 lata. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
14 minut temu, WychodzeNaChwile napisał:

Mam na to swoją teorię - może ktoś kiedyś to udowodni i dostanie Nobla.

Moim zdaniem nasz zewnętrzny wygląd jest emanacją naszego DNA, a mózg działa jak dekoder.

Widzisz odpowiednią osobę i pieprznęło i nie ma odwrotu - to są chemiczne reakcje mózgowe ale tez realne prawdziwe uczucia.

Czy coś z tym zrobisz i jak się życie potoczy to co innego.

 

Mnie raczej chodzi o to, że nie wyobrażam sobie randkowania, umawiania się i całych tych damsko męskich zabiegów jeżeli od początku nie przypieprzyło tak, że się ziemia zatrzęsła.

U mnie nie ma zauroczenia bez uczuć. Kobiety na ulicy to dla mnie po prostu inni ludzie, których mijam bezrefleksyjnie.

Nie mówię, że tak się jeszcze nie stanie. Nie jestem nawet w połowie życia i teoretycznie mógłbym zbudować wszystko jeszcze raz.

Mnie się to raz przytrafiło i wydaje mi się trzeźwo oceniam, ze drugi raz w ciągu jednego życia to jest niezwykle mało prawdopodobne

To chyba raczej feromony.

Wiadomo, ze ktos musi sie nam podobac, a tych trzesien ziemi to nie znam osobiscie. U mnie zauroczenie raczej polegalo na fascynacji druga osoba plus podobala mi sie fizycznie, ale to zdarzylo mi sie wiele razy. Ale milosci nie uwazam za fizyczna tylko duchowa, mozna przeciez kochac rozne osoby choc owszem, inaczej sie kocha mame a inaczej meza. Jednak za kazdym razem milosc to przede wszystkim dbalosc o drugiego czlowieka. A do tego sama fascynacja nie wystarczy.

Edytowano przez Żaba Monìka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pruć to sie moze kazdy z kazdym bo ładny a potem leżak i lex z zona Pokusia i nie moga na siebie patrzec...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
31 minut temu, Esox napisał:

Byłem na III roku studiów- 22 lata. 

Mnie zaczepiła dziewczyna na drugim. Nic nie zrobiłem. A na trzecim rok już nie poszedłem i wróciłem na wieś od tamtej pory nie rozmawiałem z żadną dziewczyną. Badoo założyłem miesiąc po tym jak skurczyły mi się jądra. Raz usiadła koło mnie przed egzaminem na korytarzu korciło mnie żeby zapytać czy się nauczyła? Raz mijałem na ścieżce mogłem powiedzieć chociaż cześć. Jedna decyzja mogła odmienić całe życie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
57 minut temu, WychodzeNaChwile napisał:

Dla mnie albo pieprznął piorun albo nic.

Też tak myślałem dlatego nie zagadałem do tamtej dziewczyny. Tylko że potem nie było już drugiej szansy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
43 minuty temu, Esox napisał:

Byłem na III roku studiów- 22 lata. 

Bardzo, ale to bardzo bardzo Ci zazdroszczę - być przegrywem tylko do wieku 22 lat to jak być wygrywem. Chociaż ja tego nie rozumiałem i kiedy sam miałem 22 lata to byłem załamany. I co najgorsze, wtedy byłem tylko bardzo rozżalony na cały świat i na wszystkie dziewczyny o to, co dopiero teraz rozumiem i przeciwko czemu się już nie buntuję. A mianowicie, że dziewczyny są zupełnie inne niż faceci i tak jak nam podoba się delikatnośc kobiet, tak kobiety pociąga siła i radzenie sobie w życiu przez mężczyzn, a delikatność mężczyzny, obrzydza je tak samo jak nas obrzydzają owłosione nogi kobiety

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
33 minuty temu, Żaba Monìka napisał:

Mam na to swoją teorię - może ktoś kiedyś to udowodni i dostanie Nobla.

Moim zdaniem nasz zewnętrzny wygląd jest emanacją naszego DNA, a mózg działa jak dekoder.

Uważam że tamta dziewczyna była we mnie zauroczona bo miała błyszczące oczy i powiększone źrenice a ja miałem wzwód jak raz przyszła do pokoju po ładowarkę i byliśmy sami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Modliłem się w tamtym czasie o dobrą żonę i to chyba była właśnie ona ale nie zczaiłem że to niebiosa mogły ją zesłać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
23 minuty temu, introvertea napisał:

Bardzo, ale to bardzo bardzo Ci zazdroszczę - być przegrywem tylko do wieku 22 lat to jak być wygrywem. Chociaż ja tego nie rozumiałem i kiedy sam miałem 22 lata to byłem załamany. I co najgorsze, wtedy byłem tylko bardzo rozżalony na cały świat i na wszystkie dziewczyny o to, co dopiero teraz rozumiem i przeciwko czemu się już nie buntuję. A mianowicie, że dziewczyny są zupełnie inne niż faceci i tak jak nam podoba się delikatnośc kobiet, tak kobiety pociąga siła i radzenie sobie w życiu przez mężczyzn, a delikatność mężczyzny, obrzydza je tak samo jak nas obrzydzają owłosione nogi kobiety

Dziękuję za miłe słowa. Byłem przegrywem tylko do 22 rż, ale niestety byłem ciężkim przypadkiem. Gdy miałem 18 lat podczas wakacji poznaliśmy z kumplem dwie dziewczyny. On spodobał się jednej z nich, a ja spodobałem się tamtej drugiej. I co z tego wyszło? Wyszło to, że on z tamtą stworzył wakacyjny związek, że tak się wyrażę. Przeżył piękną, wakacyjną przygodę. Ja natomiast stchórzyłem. Nie byłem w stanie stworzyć relacji z dziewczyną nawet mimo tego, że ona już się do mnie przytulała i szukała bliskości. Unikałem jej gdyż nie wiedziałem jak zachować się z dziewczyną sam na sam i jak z nią rozmawiać. Podobała mi się ona, ale ja zachowywałem się jak sparaliżowany. Z tego powodu przez całe wakacje byłem singlem gdy tymczasem mój kumpel przeżywał piękne chwile ze swoją wakacyjną przygodą. On jednak mimo młodego wieku miał już doświadczenia w kwestiach dam./męs. Ja wtedy w tej dziedzinie byłem wciąż jeszcze drętwy i sztywny jak kołek. Nie wiedziałem wtedy tego, że ten paskudny stan będzie trwał jeszcze długie 4 lata. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

×