Odpowiedz na ten temat

Kocham moją pacjentkę

  • gość 2017.08.24 [11:23]
    O kurczę Kasia, napisz więcej. Jestem ciekawa! Czemu zakończyłas? Pisz. Wiem na czym stoję. Jest ok
  • Z Kasia 2017.08.24 [12:12]
    Nie kochałam, zerwałam, naturalnie pracę trzeba było zmienić.
  • gość 2017.08.24 [15:32]
    To przez sprawę z lekarzem czy ogólnie?
  • Z Kasia 2017.08.24 [16:34]
    Sama nie wiem dlaczego. Brak uczucia do szefa. Sytuacja z lekrzem byc może miała na to wpływ. Myślami byłam przy lekarzu. To było silniejsze ode mnie. Wiem, że z lekarzem nigdy nic nie będzie ale też nie miałam prawa marnować życia szefowi, który jest naprawdę wartościowym mężczyznom. Zakochanym w lekarzu mogę powiedzieć tylko jedno. Kocha człowiek, nie zawód i gdyby tylko mu zależało to taki doktor bedzie wiedział co ma robić. Mój lekarz z czasem się otworzył i był śmielszy. Ja odzywałam się, kiedy potrzebowałam w sprawach zdrowotnych. On tez zaczął wymyślać preteksty aby napisać. Kiedyś nawet dał mi do zrozumienia, że nie jestem zwykłą pacjentką. Było kilka takich razy ale kiedy się otworzyłam i dałam mu zielone światło czar prysł usmiech.gif Zabawa się skończyła. Jego ego zostało nakarmione usmiech.gif Teraz tak to widzę usmiech.gif Fakt, oczarował mnie i była chemia jakiej zawsze pragnęłam usmiech.gif czego z szefem właśnie brakowało.
  • gość 2017.08.28 [16:16]
    Jesli wiesz, ze na pewno z lek nic nie bedzie (choc ja uwazam, ze nigdy nic nie wiadomo do momentu az z nim nie pogadasz), to musisz sie z niego jakims cudem wyleczyc, bo nastepnych bedziesz do niego porownywac/szukac tej samej chemii i byc moze zaden nie bedzie dobra alternatywa dla osoby lek., hm?
  • gość 2017.08.28 [16:38]
    Zabujałam się w swoim lekarzu, on 30 lat starszy. Nie jest mega przystojny, ale ma w sobie coś, co powoduje że robi mi się ciepło.
  • Z Kasia 2017.08.28 [18:17]
    Nię mogę nikogo zmuszać ani do rozmowy ani do działania. Kiedyś zrobił krok ale dla mnie to było za wcześnie więc nie odwzajemnilam tego co wyznał. Za to niedawno ewidentnie to ja dałam znac że jestem na tak. Złamałam swoje zasady dla niego bo nigdy nikomu się nie podkaladam. Zrobiłam to bo miałam dosyć niepewności. Lekarz nie podjął kroków. Odebrałam to jednoznacznie - nie chce. Czytałam posty i mogę powiedzieć, że pofobnie jak niektóre z Was ze swoimi doktorami rożne etapy z nim przechodziłam. Od fascynacji przez obrażanie się, nawet widziałam, że go tez denerwuję. Bywaly zaskakujące momenty, gdzie się otwierał i wiedziałam, że jak chce to jednak etyka idzie do kieszeni. Jednak nigdy nie było zaproszenia do przejścia na grunt prywatny. To było męczące bo ja nie chciałam flirtować i kokietować na wizytach - czego z reszta nie było. Jesli juz to widziałam to w ten sposób ze porozmawiamy na początek niezobowiązująco. Dlatego nie żałuję. Upewniłam się, że nie jest zainteresowany czymś więcej niż dowartościowaniem swojej osoby i mogę spokojnie zamknąć drzwi i szukać swojego szczęścia gdzie indziejusmiech.gif rozpisałam się ale może któraś z Was jest w podobnej sytuacji i nie wie, co ma zrobić, co ma myśleć. Przede wszystkim trzeba się zdystansować dziewczyny usmiech.gif
  • gość 2017.08.28 [21:02]
    Sprawa wydaje sie jasna. Bardzo mozliwe, ze chcial sie dowartosciowac. Moze nie ma czego zalowac....
    A tak poza tym, to oni wcale nie sa tacy super. Normalni ludzi. To ten kitel tak dziala. Jak sobie przejrze w pamieci moich panow doktorow, to owszem niektorzy byli fajni, ale jest wielu fajnych chlopakow, ktorzy nie sa lekarzami. Nie ma sie czym az tak ekscytowac...
  • gość 2017.08.28 [21:05]
    ja bym powiedziała że raczej większość jest przeciętna albo poniżej przeciętnej, często mają wybujałe ego i niskie kwalifikacje
  • gość 2017.08.28 [21:06]
    smiech.gif juz nie chcialam az tak dosadnie, ale masz racje. Tez to zauwazylam.
  • gość 2017.08.28 [21:07]
    zdarzają się nieliczne wyjątki ale przecież nie o nich piszemysmiech.gif
  • gość 2017.08.28 [21:12]
    przypomnę, że temat dotyczy medyków zakochanych w pacjentkach a nie odwrotnie
  • gość 2017.08.28 [21:18]
    W sumie racja. Mogloby sie tu wiecej medykow wypowiadac.
  • gość 2017.09.22 [18:09]
    Ale tu cicho ostatnio.
  • gość 2017.10.09 [17:09]
    Do doktora, który założył forum.
    Nie potrafię zrozumieć jak mogłeś pozwolić na to, aby Inni (a więc rodzice, społeczeństwo) dyktowali ci jaką drogą masz iść. Zakochałeś się w swojej pacjentce, ale ponieważ ukończyła studia "niszowe" zrezygnowałeś z wyznania jej uczuć (uwaga: nie każdy ma predyspozycje do bycia lekarzem!). To przykre, bo miłość nie czeka na każdym rogu, raczej trudno jest ją spotkać... A Ty kiedy znalazłeś swoje szczęście - nie zrobiłeś NIC z wyjątkiem udawania że między Wami nic się nie zrodziło!!! Bo dla Ciebie najważniejsza jest opinia publiczna?! Zatem, aby zadowolić rodzinę i znajomych nie pozostaje ci nic innego jak ustawić się z inną lekarką i wspólnie stwarzać pozory idealnego związku, marząc gdzieś w ciszy o tej Jedynej...
  • gość 2017.10.09 [22:23]
    jak rozpoznac zainteresowanie w takich sytuacjach "gabinetowych" ?
  • gość 2017.10.10 [17:29]
    Osoby śmiałe w sposób widoczny okazują swoje zainteresowanie poprzez próby nawiązania kontaktu wzrokowego. Uśmiechają się często gdy do niej/ niego mówisz. Natomiast osoby wstydliwe będą onieśmielone i zażenowane w twoim towarzystwie. Chociaż reguły nie ma - bywa że największy macho, przy kobiecie która mu się bardzo podoba, czuje się jak nastolatek: ma mętlik w głowie i plecie głupoty.
  • gość 2017.10.10 [19:27]
    skad bierze sie duze skrepowanie doktora nagoscia pacjentki i badaniem ?
  • gość 2017.10.11 [20:11]
    do gość 2017.10.09 [17:09]
    Również uważam, ze powinno się żyć życiem, które jest nam przeznaczone, a nie takim które ktoś nam zaplanował smiech.gif
  • gość 2017.10.11 [20:17]
    Przyczyny moga byc rozne. Ze wzgledy na specyfike swojej profesji lekarz powinien byc raczej obyty z nagoscia. Jesli pojawia sie skrepowanie kobieca nagoscia w rutynowych badaniach, ktorych przeprowadza wiele, mozna zalozyc ze:
    a) pacjentka jest dla niego ekstremalnie atrakcyjna/nieatrakcyjna
    b) nie jest mu emocjonalnie obojetna
    c) oba powyzsze.
    Co do zasady skrepowanie to znak, ze ktos nie jest nam obojetny ( z roznych powodow -zlych lub dobrych) lub ze znalezlismy sie w sytuacji emocjonalnego dyskomfortu - i tu znow - zwiazanego z pozytywnymi emocjami (zauroczenie, atrakcyjnosc) lub zlymi (niechec, niepewnosc).
    Ale przy tak skapych informacjach trudno osadzic? Jakies szczegoly? Jestes pacjentem/lekarzem? Jak dlugo sie znacie? Jak zachowuje sie druga strona (naturalnie czy nieco dziwnie)? Wszystko zalezy od kontekstu, naprawde.
  • drZ 2017.10.12 [19:00]
    do gość 2017.10.09 [17:09]
    Popieram, warto walczyć o taką miłość. Sam o mały włos nie straciłem kogoś wyjątkowego. Zaczęło się jak u innych od wizyty u mnie w gabinecie. Oboje nie byliśmy wolni, z dużą różnicą wieku, sytuacja praktycznie bez wyjścia. Zauroczyła mnie od razu, ale nie bylem pewien jej intencji, zwłaszcza że trafiła mi się prawdziwa piękność usmiech.gif Nie dowierzałem, że mogłaby zwrócić na mnie uwagę. Do tego wszystko komplikowała jej nieśmiałość i niezdecydowanie. Nie przeczę, było mi trudno, jestem poważnym człowiekiem, miałem już swoją pozycję i bagaż doświadczeń. Zresztą nigdy nie bawiły mnie flirty z pacjentkami. Ale zakochałem się, choć sporo czasu zajęło mi podjęcie decyzji. Nie zamierzam wchodzić w szczegóły, ale zaryzykowałem i dziś mam przy boku wspaniałą kobietę, miłość mojego życia. Jednak przestrzegam wszystkich - uważam, że sytuacja, która mi się przytrafiła stanowi wyjątek od reguły. Nam się udało. Wszystkim niezdecydowanym życzę powodzenia.
  • gośćpac 2017.10.12 [23:00]
    drZ Twojs historia jest niezwykła. Raczej lekarze boja się stracić to co osiągneli a taka sytuacja mogłaby się do tego przyczynić. Gdyby taka pacjentka nie buła zainteresowana mogłaby rozdmuchać sprawę i wtedy byłaby już rysa na karierze.
  • gośćpac 2017.10.12 [23:05]
    Sama jestem w podobnej do Twojej sytuacji. Jednak czasem myśle, ze chyba sobie cis wkręcam. On jest bardzo w porządku, pomocny, angażujący się, robił dużo więcej cła mnie niż dla innych. Nawet miałam wrażenie, ze ustawił sobie dyżur tak żeby spotkać się ze mną w klinice. Nie wiem już sama co mam myśleć. Jak mam ocenić jego intencje?
  • gość 2017.10.13 [06:24]
    Jesli intuicja podpowiada wam ze warto zaryzykować to nie traccie czasu. Zycie jest kruche , teraz to wiem' moj doktor zginal w wypadku i juz nigdy nie dowiem sie czy to bylo to.. Choc ja wiem ze tak - jego spojrzenie i gesty mowily wszystko. To co robil mi w glowie bylo nie do opisania. Magnetyczna znajomosc. Strasznie mi przykro ze go juz nigdy nie zobacze
  • gość 2017.10.13 [06:46]
    jakie sa sposoby na poradzenie sobie ze skrepowaniem ? i co moze oznaczac dla pacjentki?
  • drZ 2017.10.13 [10:38]
    do gośćpac
    Muszę się zgodzić, to rzadka sytuacja. Większość z nas ma zbyt wiele do stracenia, żeby bawić się w przelotne romanse. Choć znam i takich, samo środowisko jest specyficzne. Chciałem jednak doprecyzować pojęcie ryzyka. Nigdy nie zdecydowałbym się na ruch, gdybym nie miał pewności, że druga osoba coś do mnie czuje. Nie znam rozsądnego człowieka, który by to zrobił. Jednak zanim nasza relacja przeniosła się poza gabinet znaliśmy się latami. Nie rok, nie dwa! Przychodziła do mnie regularnie co kilka miesięcy. Choć nasz kontakt gabinetowy był skromny przez ten czas myśleliśmy o sobie nieustannie i jakoś próbowaliśmy to okazać, zwykle nieudolnie. Były momenty frustracji, czasem jej bezwolność mnie irytowała, bo wydawało mi się, że już nazbyt dosłownie sugeruję jej swoje zainteresowanie. Jak się potem okazało, nie byłem aż tak dosłowny. Nie uwzględniłem wielu niewiadomych, które odczuwała. I ciągle nie widziałem dużego postępu z jej strony. Choć widziałem, że chce, ale się obawia. Jednak przez ten czas mogłem się też przekonać, że nie jest mściwą kobietą, która będzie chciała zniszczyć mi życie. Były między nami sytuacje, kiedy nie zachowałem się najlepiej, gonił mnie czas, męczyła mnie sytuacja. Mogła wtedy unieść się dumną. Ale nie mogłem o niej zapomnieć, a ona wciąż mnie odwiedzała usmiech.gif W końcu i ona przełamała się. Jak pisałem, od początku wiedziałem, że to wyjątkowa kobieta. Nie angażowałbym się w czasochłonne gierki dla byle kogo. Nie będę też oszukiwał, że nasza relacja miała czysto platoniczny charakter. Od początku oboje marzyliśmy o sobie fizycznie, co nie zmienia faktu, że nigdy nie traktowałem jej jako odskoczni. Jak pisałem, zakochałem się, jest moim ideałem kobiecości, fizyczność więc odgrywała dużą rolę, ale nie mniejszą niż jej osobowość. To, że jest spoza środowiska, było dla mnie zaletą- jest całkowicie inna niż kobiety, które znam, magiczna, ciepła, pełna życia. Dlatego warta każdej ceny, którą musiałem zapłacić. Ale jestem realistą i to starej daty, wszystkie rzeczy godne uwagi wymagają wytrwałości i czasu. Tego mnie nauczono, dlatego mimo frustracji byłem cierpliwy, badałem sytuację. Nasze intencje uwidoczniły się w czasie. W końcu tak długo myśleliśmy o sobie, że trudno było udawać, że sprawa nie istnieje. Więc moja rada: dać sobie czas. I powalczyć.
  • gośćpac 2017.10.13 [17:06]
    Dziękuje za wyczerpująca wypowiedz drZ. Nie wiem czy on coś czuje, nie mam pojęcia czy jego zaangażowanie coś oznacza. Rozumiemy się dobrze, czasem mam wrażenie, ze bez słów. Nawet kiedyś powiedział żartem, ze już dobrze mnie zna. Tyle dla mnie zrobił, ze jestem totalnie skołowana, bo jednocześnie niczego nie chce w zamian, aż mi głupio. Jak rozmawiam z kimś kogo tez prowadzi, to nawet nie wspominam o tym co robił dla mnie, bo czuje się dziwnie będąc wyróżniana. Nie wiem co siedzi w jego głowie...
  • gość 2017.10.13 [17:09]
    Do DrZ: dlaczego uważa Pan, że o mały włos nie stracił Pan jej?
  • gość 2017.10.13 [18:11]
    Ale dr Z fajnie pisze. Duzo cennych spostrzezen. Niech Pan sie tu z nami dzieli kolejnymi spostrzezeniami, jesli sie pojawia. Chetnie bacznie poczytam(y)!
  • drZ 2017.10.14 [00:48]
    do gość[17:09]
    Nie jestem typem romantyka ani żartownisia, nie zagaduje pacjentek, nie flirtuje z nimi. Do swojej pracy podchodzę profesjonalnie. To wymagający zawód. Nasza historia przypadła na okres dużej presji zawodowej, ciągnęła się miesiącami. Marzyłem o niej cały czas, czasem obsesyjnie. Jednak przy nawale pracy i braku postępów w naszej relacji, których oczekiwałem, byłem sfrustrowany. W końcu zaczęło mnie to męczyć, miałem swoje życie, a zajmowałem się marzeniem o nieosiągalnej kobiecie, która mogłaby być moją córką. Owszem, zjawiskowo pięknej, ujmującej ze specyficznym charakterem. Takim dawnym obyciem dziś bardzo rzadkim u kobiet. Ale może nie można mieć wszystkiego, tak myślałem. W pewnym momencie byłem wyjątkowo zrezygnowany i chciałem postawić krzyżyk na tej znajomości. Jednak to właśnie ten moment, ta ciągła niepewność uświadomiła mi jak jest dla mnie ważna. Jak daleko to zaszło. Postanowiłem nie odpuszczać i dać temu czas, zobaczyć, co się wydarzy. Życie mile mnie wtedy zaskoczyło usmiech.gif To tyle w temacie. Myślę, że dużo już powiedziałem. Może za dużo. Drogim Paniom i Panom życzę powodzenia i cierpliwości. Na najcenniejsze rzeczy warto czasem poczekać.

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...