Odpowiedz na ten temat

Smierc bliskiej osoby...jak sobie z tym poradzic...

  • gość 2017.09.02 [18:26]
    Ide zaraz do domu rodziców, a tam sam tata. Mamy juz nie ma, przy takiej pogodzie jaka jest dziś, to dodatkowo dobija. Tak mi jej brakuje :/
  • DianaBarry 2017.09.02 [21:15]
    Widzisz, a moja babcia bardzo nie chciała umierać i miała nadzieję, że z tego jeszcze wyjdzie. Taka była cierpliwa z tymi wszystkimi lekami i kroplówkami... To trwało pół roku, mam nadzieję, że nie cierpiała bardzo... Odwiedzaliśmy ją ile mogliśmy, ale ponieważ ona była taka dzielna i pełna wiary, że wyzdrowieje, to każdy z nas też miał nadzieję, że tak będzie, nawet gdyby miała być "siedząco-leżąca".
    Mam nadzieję, że jest jej lepiej w Niebie, czy tam gdzie jest i że nie żałuje już, że musiała nas opuścić (wiele razy mówiła, że nie chce jeszcze od nas odchodzić). Ja mam żal do Pana Boga, że jej zdrowie nie poprawiło się chociaż na trochę, tak żebyśmy mogli dokończyć niektóre rzeczy razem z nią, żeby jeszcze założyła apaszkę, którą dostała na Święta (nie nosiła jej, bo zimą - wiadomo - nosiła szalik, a wiosną już zaniemogła i była tylko w domu lub szpitalu), żeby jeszcze zobaczyła jak urządziłam balkon i zobaczyła zdjęcia ze ślubu kuzynki. Naprawdę mam nadzieję, że jest tam gdzieś i to wszystko widzi i myśli sobie, że ja się niepotrzebnie smucę...
    Jakie to będą straszne Święta Bożego Narodzenia w tym roku smutas.gif
  • gość 2017.09.03 [11:47]
    Czy ten ból kiedyś minie?
  • gość 2017.09.03 [11:51]
    Dokładnie, też się boję tych świąt.
  • gość 2017.09.03 [16:57]
    Czuję się jak w jakimś koszmarze. Widzę ją oczami wyobraźni, a w sercu ogromny ból.
  • Natalia472 2017.09.04 [00:21]
    Każda msza za Tatę rozdrapuje mój ból...podczas każdej z nich czuję się jakbym była znowu na pogrzebie Taty...powracają wszystkie obrazy z tamtego dnia a dzisiaj jestem właśnie po takiej mszy. Cały dzień przeryczalam i nie mogłam się pozbierać, a jak pomyślę, że za kilka dni miałby urodziny to dalej chce mi się płakać. Zawsze razem obchodziliśmy urodziny, obydwoje mieliśmy je w tym samym dniu więc już teraz wiem, że będzie cholernie ciężko. Tak samo jak Wy boję się Świąt bo jak mam je obchodzić bez niego? I sylwestra też się boję bo przez ostatnie lata każdego Sylwestra spędzałam w domu rodziców. Już nigdy nie będzie dobrze, bo bez Taty nie może być dobrze.
  • DorotaJuz 2017.09.18 [13:14]
    Dobre pytanie...jak sobie z tym poradzić?jest to bół który cięzko opisać..ja w wypadku samochodowym straciłam narzeczonego pół roku przed ślubem...mój cały świat się zawalił....chciałam nawet ze sobą skończyć!!Życie bez niego straciło sens...aż w końcu koleżanka namówila mnie na terapię u pani Jolanty Szczepaniak!Złota kobieta....spotkania z nią bardzo mi pomogły!Wiele uświadomiły....gdyby nie jej pomoc nie wiem co by dziś ze mną było....
  • gośćiza 2017.09.18 [14:44]
    czuję się zle...wszystko wraca...to nieprawda, że czas leczy rany...
  • gość 2017.09.20 [21:10]
    Człowiek po takiej traumie jak utrata bliskiej osoby na pewno szybko się nie pozbiera, i potrzeba czasu, ale czasami warto też iść na terapię i dać sobie pomóc, wygadać się itd. Ja tak chodziłam po śmierci mamy własnie, znalazłam gabinet na https://szukamterapeuty.pl/wyszukaj/krakow/tr auma i na prawdę pomogło i czułam się sporo lepiej, wiadomo za mamą zawszę będę tęsknić ale trzeba żyć
  • Jakub_FR 2017.09.27 [00:41]
    Zgadzam się z tym, co napisano wcześniej. Takie wydarzenie odciska piętno na całe nasze życie. Samodzielna walka z emocjami może być bardzo trudna - dobrze jest opowiedzieć o nich komuś, kto wie, jak się ich wyzbyć i poprawić naszą kondycję psychiczną. Najlepiej udać się do https://psychomedic.pl/psycholog-warszawa/ - przyjmują w niej profesjonaliści, którzy chętnie udzielą nam pomocy...
  • gość 2017.09.28 [22:35]
  • gośćmw 2017.09.29 [14:28]
    Po śmierci mamy często tu zaglądałam, czasem też coś napisałam, bo łatwiej się pożalić na los wśród osób, które przeżyły to samo. Czytałam wpisy dziewczyn, które straciły mamę czy tatę, bo to pomagało. Takie fora są bardzo przydatne i w jakimś stopniu nawet ułatwiają przeżycie tej tragedii.
    Teraz prawie na każdej stronie są te nachalne i obrzydliwe reklamy psychiatrów. Na pewno osoby, które niedawno kogoś bliskiego straciły, są tym zniechęcone. Myślę, że nawet jak ktoś zastanawia się nad pomocą psychologa, to i tak nie pójdzie do tych, którzy się tu reklamują i zaśmiecają forum.
  • gość 2017.09.29 [15:28]
    Nie reklamować
  • gośćOla 2017.10.17 [09:16]
    Nie pisałam tutaj dość długo, ale codziennie tutaj zaglądam.
    31 października minie dwa lata od kiedy zawalił się mój świat.Przez te dwa lata zmieniło się moje postrzeganie świata, zmieniłam się ja. Mój ból nie minął i nigdy nie minie to wiem. Mam taką pustkę w sobie, czuję jakbym nie miała serca. Jakby wewnętrznie umarła. Ale staram się jakoś trzymać dla mojego syna. Dla niego staram się nie zaprzepaścić mojego i tak marnego życia. Bo wiem że jestem jego jedyna ostoją i wiem że moja kochana mama nigdy by mi tego nie wybaczyła jakbym zniszczyła do końca swoje życie i życie jej ukochanego wnuka. Nie wiem jak mam dalej żyć ale może czas pozwoli mi na podejmowanie decyzji tych odpowiednich i tych na pewno błędnych. Bardzo kocham moja mamę i mam NADZIEJĘ że kiedyś będę mogła jej to sama powiedzieć. Wiem, ze to nieracjonalne co piszę ale muszę wierzyć bo tylko to mi pozostało. Jak patrzę na ten świat, jak ten czas szybko leci, to uświadamiam sobie, ze jesteśmy tutaj na krótką chwilę a na końcu życia i tak zawsze czeka nas śmierć.
  • Natalia472 2017.10.18 [03:14]
    Wczoraj minęło pół od śmierci taty, 6 miesięcy temu skończyło się moje szczęśliwe życie a teraz nawet nie mam z kim porozmawiać. Strasznie mi go brakuje a ból jest tak duży że aż fizycznie boli. Nie umiem pozbierać myśli, nawet ciężko mi ująć w słowa to co naprawdę czuję. Gdzieś mam gadanie, że czas leczy rany bo to tak naprawdę g*wno prawda, minęło pół roku a ja mam wrażenie jakby dopiero wczoraj to się stało...tysiąc razy wałkuje w głowie tamte wydarzenia, że mu nie pomogłam, że nie potrafiłam,że może coś źle zrobiłam i że za mało czasu mu poświęciłam...i wiem że to poczucie winy nie opuści mnie już nigdy. Jakoś funkcjonuje, nie żyje ale tylko funkcjonuje - chodzę, pracuje i to tylko wtedy kiedy wezmę tabletki uspokajające a w weekendy kiedy nic nie muszę to nawet nie wstaje z łóżka. Zapomniałam jak się uśmiechać, jak się śmiać - tego też już nie potrafię. Nie mam już siły, najchetniej przespalabym to wszystko albo po prostu zasnela tak by się już nigdy nie obudzić. czuję się wobec tego wszystkiego bezbronna jak dziecko. Wiem że chaotycznie wszystko napisałam ale tak chaotycznie wygląda moje życie od pół roku.
  • gość 2017.10.18 [12:37]
    nATALIA, nie czytałam wczesniejszych wpisów więc wybacz, jeśli to już padło, ale czy zgłosiłaś się do psychologa?z tego co piszesz jest bardzo kiepsko, większość ludzi po oczywistej traumie i szoku, powoli godzi się ze stanem faktycznym i śmiercią bliskiej osoby, coraz lepiej funkcjonuje, Ty jesteś wyjątkiem od tej reguły, jednym z wyjątków. Bez pomocy się nie obejdzie. Racja, że nie zawsze czas leczy i pomaga. Potrzebujesz dobrej terapii jeśli nie ma kogoś obok kto byłby w stanie pomóc, bo zmarnujesz sobie życie. Ty już nie żyjesz a wegetujesz:/ trzymam kciuki i przesyłam pozytywne myśli
  • gośćiza 2017.10.19 [10:27]
    gośćOla, Natalia472, ja też zaglądam tu praktycznie co dzień, ale nie wiem co pisać bo u mnie nic się nie zmieniło. Rozumiem Was bo czuję dokładnie to samo, moje życie nieodwracalnie zmieniło się ponad dwa lata temu, zmieniłam się ja, też czuję się odarta z uczuć, wszystko jest nijakie, szare, bez wyrazu...nie wiele dziś robi na mnie wrażenie, nie potrafię cieszyć się z niczego, jakbym nie potrafiła odczuwać dobrych emocji, uśmiecham się, nawet się śmieję, ale to nie jest szczere, robię to bo tego oczekuje otoczenie, żeby nie przygnębiać bliskich, bo minęły przecież już dwa lata... Tak, minęły ponad dwa lata, ale dla mnie to wciąż jest świeże, jakby wydarzyło się dosłownie wczoraj, ja cały czas mam "nadzieję" że to nieprawda i wciąż jak w błędnym kole przeżywam na nowo i na nowo jego śmierć. Wyrzuty sumienia, wspomnienia i koszmary nie dają chwili wytchnienia, staram się żyć, być wsparciem dla dzieci rodziny, wmawiam im, że życie jest zaj***, ale sam przecież w to nie wierzę, gram i to jest bardzo męczące. Pamiętam o Tacie w dosłownie w każdej chwili mojego życia, w dzień i w nocy przeżywam Jego odejście, pamiętam o tych strasznych chwilach nie mogę sobie z tym poradzić i tak cholernie mi Go brakuje. Dziś jestem nikim.
    Natalia472 nie piszesz chaotycznie, ktoś kto to "przeżywa/przeżył' rozumie, ja Cię rozumiem doskonale.
    A na końcu musiała się pojawić oczywiście raklama jakiegoś "fachowca"!!!
  • gość Viola 2017.10.19 [21:29]
    Za 3 dni miną 3 miesiące odkąd zostałam wdową. Niby byłam przygotowana od jakiegoś czasu...ale wszystko tak szybko trwało...i koniec.Nie noszę czarnych ciuchów, staram się uśmiechać do ludzi i żyć jak wcześniej. mam wrażenie, że mąż pojechał do pracy i niedługo wróci...niestety nie dzwoni jak zawsze...już nigdy nie zadzwoni...Próbuję żyć normalnie, tym bardziej, że mam jeszcze 17 letnią córkę, która mnie potrzebuje.Strasznie boję się o nią...o naszą przyszłość.
    Brakuje mi mojego męża...jego marudzenia , długich rozmów na każdy temat...jego głosu...Dookoła nie ma przyjaciół...bo co ze mnie za żona...nie ubieram się na czarno...no i kilka dni po pogrzebie pojechałam z córką nad morze...a ja po prostu musiałam. Musiałam złapać oddech żeby nie zwariować! Ten tylko zrozumie, kto widział umierającą bliską mu osobę...był przy niej do końca...ja byłam ...przy nim. Zmarł w domu w naszym łóżku, w naszej sypialni... Wciąż mam przed oczami widok jego skulonego ciała, widzę wciąż jak próbuje łapać oddech...golę go, myję bo przecież w sobotę miał się ogolić,..ale nie dał już rady... w niedzielę rano dotykam go...zimnego, nienaturalnie zimnego...
    Czasami mam wrażenie, że wariuję, serce...ciśnienie, wszystkie mięśnie -mnie bolą.Nie chcę zanudzać innych moimi przemyśleniami, więc trzymam wszystko w sobie i idę dalej przez życie z moją, z naszą córcią.Mam nadzieję, że kiedyś wróci normalność.
  • gośćiza 2017.10.20 [10:53]
    gość Viola wczoraj [21:29], współczuję...
    Nikt nie ma prawa Cię oceniać, bo nikt nie jest na Twoim miejscu, rób to co uważasz, że dla Ciebie dla Was jest dobre.
    Ja też byłam do końca przy moim Tacie... nigdy tego nie zapomnę, umierał długo, świadomie w najgorszy sposób. Minęło ponad dwa lata, a ja wciąż nie mogę wymazać tego z pamięci i pewnie nigdy mi się to nie uda. Tez po śmierci Taty chciałam wyjechać, chyba uciec...nie zrobiłam tego, ale rozumiem Cię. Przykro mi, że nie masz przy sobie osoby która mogła by Cię wesprzeć, wysłuchać albo najzwyczajniej przytulić. Zaglądaj tu, pisz wszystko co czujesz, wyrzuc z siebie ten natłok strasznych myśli, to trochę pomaga, przynajmniej mi. Ludzie którzy mają za sobą odejście bliskiej, kochanej osoby rozumieją, nie oceniają, czują to samo...
  • Doma1990 2017.10.25 [11:20]
    Wczoraj minęły 3 tygodnie bez mojego kochanego Tatusia.. zmarł niespodziewanie w wieku 50 lat.. przewrócił się pod domem..zawał serca , zgon natychmiastowy.Nie potrafie sie pogodzic ze Śmiercią Mojego Kochanego Taty, zawsze byłam z Nim silnie związana,córeczka Tatusia.Jeszcze dwa miesiące temu miałam Własny Ślub na którym Tato bawił się,był taki radosny a dziś nie ma Go już z Nami. Nie potrafię sobie poradzić z tym Bólem w sercu który mam po Jego Śmierci . Pustka która mnie ogarnia jest nie do opisania,choć mam 27 lat nie potrafię się pozbierać po tym ciosie którym otrzymalam. Nie wyobrażam sobie Wszystkich Świętych,Tato stał zawsze z Nami nad grobem Babci a teraz My będziemy stać nad Taty grobem. Jest to bardzo świeże i nie wyobrażam sobie życia bez Mojego Tatusia ;(. Wieczorami siadam i placze, jestem bezsilna.
  • gośćiza 2017.10.27 [10:20]
    Doma1990 ,nie potrafię powiedzieć Ci nic "mądrzejszego" jak: przykro mi...po 2 latach ja wciąż nie mogę uwierzyć, czasem widzę na ulicy osobę, która w jakimś stopniu przypomina mi mojego Tatę wtedy mój mózg wariuje... po takim okresie we mnie wciąż tli się nadzieja, że może to On, że może jakimś cudem On żyje...wiem, że to głupie, jestem dorosła i powinnam sobie z tym radzić lepiej, ale nie radzę...czuję się jak mała zagubiona dziewczynka, nic nieznacząca sierota. Też nie mogę uwierzyć, że w te "święto" nie spotkam Go na cmentarzu, że Go nie zobaczę, nie porozmawiam, że to ja będę stała nad JEGO GROBEM. Znowu...
  • sto_krotka89 2017.10.27 [20:12]
    Hej dziewczyny. Łzy mi pociekły jak tak czytałam posty. Jakbym czytała o sobie. Wszystkich Świętych, Boze Narodzenie, nie wiem jak to zniosę... kiedy wszystko takie świeże...
  • gość 2017.10.29 [22:24]
    U mnie mija 1,5 tygodnia od smierci mamy.... odeszła nagle... miala 69 lat... na początku dziwiłam się, że tak "dobrze" to zniosła....odeszła i nie wroci koniec kropka....na zator nikt nic nie poradzi.... miała lekka śmierc....Od dnia pogrzebu prawie co noc sni mi się jej pogrzeb w różnych konfiguracjach....to jest tak okropne....a rano po przebudzeniu dostajesz w pysk rzeczywistością - nie ma jej....już nie zadzwonie do niej już nie napisze do mnie.....
  • gość 2017.10.29 [22:27]
    Czas jest lekarstwem
  • gość 2017.10.29 [22:27]
    jeszcze do tego mam zdiagnozowaną nerwice lekową od 2012 roku wiec emocje.... mną targają jak szalone.... Pogodziłam się z tym ale ta PUSTKA jest masakryczna.....ciągle sie na tym łazpię...zadzwonie do mamy o coz zapytam a tu.... nie ma....
  • Doma1990 2017.10.30 [11:43]
    Jutro minie już miesiąc jak Taty nie ma z nami,powiem Wam szczerze że z każdym dniem jest mi coraz to trudniej pogodzić się z tym że Tata odszedł już na zawsze.W Środę Wszystkich Świętych a ja nie potrafię sobie wyobrazić tego że w tym roku będę stała nad Jego grobem;( Tato jest moim Tatą ale również najlepszym przyjacielem,teraz po Jego Śmierci rozmawiam z Nim żale się jak mi trudno i źle i wiem że jest blisko mnie,możecie sobie pomyśleć że jestem wariatka ale gdy płacze i mówię do Taty to później czuje że czuwa nademna.Snil mi się jednej nocy..przytulił i nie kazał już mi więcej płakać bo bardzo cierpi patrząc na to jak wylewam łzy. Bardzo Cię Kocham Tato (*)
  • sto_krotka89 2017.10.30 [14:30]
    Doma1990, mam tak samo smutas.gif u mnie za trzy dni minie miesiąc i jest coraz gorzej.
    Dziewczyny, jak sie u Was objawia nerwica? Bierzecie jakieś leki? Rozważam kolejną wizytę u lekarza, niestety antydepresanty niewiele pomagają a bez nich jest bardzo źle.
  • Teppic No1 2017.10.30 [14:42]
    Ważne jest, żeby nawet trochę na siłę próbować kultywować relacje z innymi ludźmi. Po odejściu bliskiej osoby bolą nas więzi z nią, które zostały "wyrwane z korzeniami". Każde przeżywa inaczej, bo każde z nieco innych powodów.
    Nie wierzę w życie pozagrobowe, więc dla mnie śmierć bliskiej osoby to kwestia mojego własnego smutku, nie tejże osoby. Z tego tytułu nie smucę się, jestem wtedy dla innych, którzy też stracili więź.
  • gośćOla 2017.10.31 [09:32]
    Dzisiaj mija dwa lata od odejścia mojej kochanej mamy. Ten czas niby tak szybko zleciał ale ja czuje jakby to było wczoraj. Nadal nie mogę wspominać mamy. Próbuje przypomnieć sobie różne sytuacje z naszego życia ale mój mózg włącza blokadę i po prostu nie mogę. Jedyne co mnie trzyma tutaj to mój syn. Ma w sobie tyle życia i energii, której brakuje mnie. Po śmierci mamy przeczytałam chyba z tysiąc artykułów w internecie o tym co się dzieję z duszą człowieka po śmierci. W dniu urodzin mojego syna po 5 miesiącach od śmierci mamy w nocy obudził mnie zimny dotyk na moim lewym policzku . Nie wiem co to było, może mój mózg wtedy wariował. Czasem zastanawiam się, czy moja mama mnie widzi, słyszy jak do niej mówię. Wiem, że to głupie ale nie mogę i nie chcę się pogodzić z tym, że straciłam ją na zawsze. Jej ciuchy nadal leżą w szafie, nie chcę ich wyrzucać moje sumienie mi na to nie pozwala. Widzę, że zaczynają tutaj pisać ludzie, którzy zaczynają tą drogę cierpienia, bólu , która nigdy się nie skończy.
  • gość 2017.10.31 [10:47]
    Ja w tym roku przeżyłam śmierć dwóch osób, jednej znajomej osoby, druga to była śmierć dziadka. Kiedy dowiedziałam się o śmierci znajomej osoby to był dla mnie szok, pamiętam jak wybiegłam w amoku na ulicę, zapłakana, nic do mnie nie docierało. Nie spałam cała noc. Później wmawiałam sobie że on żyje a jego śmierć została upozorowana. To brzmi absurdalnie ale chciałam mieć nadzieję że żyje. Kiedy wreszcie ja straciłam została tylko pustka... Kiedy pomyślę że pewnie umierał w męczarniach, że już nigdy go nie zobaczę, że tak bardzo kochał życie i na pewno nie chciał umierać to zastanawiam się gdzie tu jest sprawiedliwość i te potworne uczucie, nie wiem jak je określić; mieszanka strachu, bólu psychicznego, uczucia jak by ktoś serce wyrywał a człowiek zostaje taki pusty z poczuciem że życie nie ma sensu, z jakimś takim strachem. Chociaż chciałam mieć nadzieję że żyje to intuicyjnie czułam że jest przy mnie duchowo i że go tutaj na ziemi nie ma smutas.gif dużo czytałam o życiu po śmierci i to mi jakoś pomogło, chce wierzyć że jeszcze kiedyś spotkamy się i z tą myślą funkcjonuje. Już się pogodziłam z tym że nie żyje, chociaż często zwykły podmuch wiatru mi o nim przypominasmutas.gif nie lubię kiedy ktoś o nim mówi, zbyt duży ból mi to sprawia, reaguje wtedy nerwowo i czuję że wraca to potworne uczucie.
    Niedawno też zmarł mój dziadek z którym byłam bardzo zzyta i bardzo kocham go i nie dociera do mnie że nie żyje. Dwa razy tylko płakałam. I mimo wszystko nie wierzę że już go nie ma, nie dociera do mojej świadomości. Nie rozpaczam bo nie wierzę w to, czy to jest normalne? smutas.gif

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...