Odpowiedz na ten temat

prosz, o poradę - czy moje małżeństwo to fikcja?

  • regula6890- 2009.12.17 [12:18]
    Witam
    Piszę tutaj bo potrzebuje porady. Zacznę od początku w dniu dzisiejszym razem z mężem stoimy nad kwestią rozwodu, w zasadzie to ja go chcę choć mam miliony wątpliwości i ogromne poczucie winy.
    Jesteśmy małżeństwem 12 lat mamy jedno 10letnie dziecko, razem z mężem przyjechaliśmy z wioski do wielkiego miasta, wiadomo na początku miłość i zero rzeczy materialnych typu mieszkanie samochód. Mąż od razu znalazł prace, kończył kolejne szkoły, przynosił pieniądze, starał się. Ja nie potrafiłam się tu odnaleźć, przez wiele lat czułam się jakbym spadła z księżyca. W międzyczasie urodziło się dziecko, ja przerwałam studia bo wszyscy mi wmawiali że nie będą mi do niczego potrzebne.Przez kilka lat moje życie toczyło się tym samym torem tzn. dom , dziecko, mąż (sprzątanie, pranie gotowanie).Mąż zaczął mnie zawłaszczać wmawiając mi, że tego nie dam rady sama zrobić, do tego też się nie nadaje, tego nie załatwię itd. Zaczęłam czuć się jak śmieć wszystko zaczęło mnie uwierać, miałam jakieś wzloty typu staż z UP ale mąż nie był zainteresowany albo nie chciał mnie wspierać żebym szła dalej. Kilka lat temu zaczęłam wyjeżdżać zarobkowo do pracy za granicę było to kilka miesięcy w roku potem powrót do domu a ja miałam poczucie że wracam jeszcze do większego bagna nicości niż jestem tam, bo to praca fizyczna przez wiele godzin dziennie. Po moim ostatnim wyjeździe zaczęłam rozmawiać z mężem że nie chcę tak żyć, że chcę rozwodu, że nie chcę za kolejne dziesięć lat obudzić się w tej samej sytuacji. Mąż mnie błaga, mówi że kocha, że jest dziecko, prosi żebym się zastanowiła, płacze, wydaje mi się to szczere, to na pewno jest szczere, tylko ze ja nie mam ochoty już do walki coś się wypaliło przez tych 10 lat bezpowrotnie we mnie. Mąż wzbudza we mnie ogromne poczucie winy, zaczęłam sobie nawet wmawiać że to moja wina bo on jest taki dobry, jednocześnie nie chcę tak wegetować. Jestem kobietą po trzydziestce nie mam żadnego doświadczenia zawodowego praktycznie jestem pewna że do końca moich dni jeśli tu zostanę będę na jego utrzymaniu, na jego łasce. Tam za granicą nie mam wiele jedynie kilku ludzi którzy zaoferowali mi dach nad głową i prace taką tymczasową na kilka lat i faktycznie jest dziecko czy ja nie jestem zbyt egoistyczna w swym postępowaniu? Czy ja sama skazuje się na gorsze życie niż dotychczas, biorąc pod uwagę że mąż mnie jak mówi kocha, tylko czy to naprawdę jest miłość a nie strach przed samotnością z jego strony ?
  • A skąd my mamy 2009.12.18 [10:26]
    wiedzieć czy twój mąż cię kocha??
  • benitaa 2009.12.18 [11:03]
    Myślą że w tej kwestii nikt tobie nie udzieli jednoznacznej odpowiedzi bo to ty musisz podjąć decyzję .Ja miałam podobną sytuację , moje potrzeby były na szarym smutnym końcu a najważniejsze było męża i dzieci , tylko ja było w o tyle lepszej sytuacji bo miałam i mam pracę .Niestety mąż kontrolował moje konto i chociaż ze swojego nie mogłam wziąć nawet złotówki bo było to wykrzyczane że go okradam - paranoja.Dzieci są uważnymi obserwatorami i w moim przypadku sami kazali mi się rozwieść, ale ja zacisnęłam zęby bo niestety od rodziny żadnej pomocy bo mieszkają na drugim końcu Polski. Przyszedł czas że dzieci dorośli ja walnęłam w końcu pięścią trochę głośniej i wzięłam się za siebie .Pomimo że mam swoje lata poszłam do szkoły ,nadal pracuje a mąż zrobił się maluczki, nie ma dostępu do mojego konta , nie wie ile wydaję na kosmetyczkę czy swoje potrzeby.
    Tak że decyzja należy do ciebie ,ale przemyśl dobrze za i przeciw bo możesz być całe życie uzależniona od męża , płacze bo wie co by utracił -kochankę kucharkę i sprzątaczkę w jednym za darmo. Kto ma miękkie serce to ma twardą d***ę
    pozdrawiam
    *


  • pierwsze co mi się rzuciło 2009.12.18 [11:48]
    w oczy to to, że winą za swoje lenistwo obarczasz innych.
    studiow nie skończyłaś " bo inni wmawiali że mi do niczego niepotrzebne".
    Staż w UP też nic nie dał bo "mąż nie chciał wspierać abym szła dalej"
    A własnego rozumu nie posiadasz, że robisz to, co ci inni powiedzą?
    Takie lelum polelum co się błąka po świecie, bez własanego zdania i czeka w ktorą stronę ktoś ją popchnie, zamiast samodzielnie dokonywać wyborów życiowych.
    Nagle nie wiadomo dlaczego rozwod. Obstawiam, że tam, za granicą już czeka jakiś pan który cię " wspiera" hehe.

  • przeglądamy się w innych 2009.12.18 [12:04]
    jak w lustrach
    nasze reakcje mówią o tym kim jesteśmy
    "pierwsze co mi się rzuciło", niestety, jak i mąż autorki stosuje znaną metodę umniejszania, bardzo skutecznie działającą w przypadku ludzi z niską samooceną
    warto poczytać i się zastanowić:
    http://paszczur.com/czytelnia/umniejszacze/26 5-04.htm
    tu jest całość
    http://paszczur.com/czytelnia/umniejszacze/26 5-ind.htm


  • a ja zawsze odpowiadam 2009.12.18 [12:15]
    Skoro go nie kochasz, to skończ to. Nie można być z kimś przez litość. A co do tej jego miłości to cóż...trochę to trąci patologią. Kochający partner mający dobre intencje i chcący dla kochanej osoby jak najlepiej, nie traktuje go tak jak Twój mąż traktował w ostatnich latach Ciebie, tzn. podkopywał Twoje poczucie wartości, nie cenił Cię, nie szanował...Pewnie ma kompleksy i odreagowywał je na Tobie, a teraz zobaczył, że nabierasz pewności siebie, wiatru w żagle i się wystraszył. Bo jest prawdopodobnie tak słaby jak wmawiał to Tobie, tylko że on dzięki temu ( i Twoim kosztem) podbudowywał swoje ego.

    I cóż, to jest kolejny dowód na to, ze nigdy nie warto wieszać się na facecie, zawsze trzeba przede wszystkim myśleć o sobie - o swojej przyszłości, samodzielności, pracy, wykształceniu.
    Polecam Ci film "Plac Zbawiciela". On jest o takich kobietach jak Ty. Które siebie stawiają na końcu, a z faceta robią centrum Wszechświata. Polecam go każdej kobiecie. Ku przestrodze.

    Zacznij żyć na własne konto, jesteś jeszcze młoda - możesz zacząć od początku. Jeszcze masz czas. Za 10 lat będzie Ci już znacznie trudniej.


  • aleocochodzi 2009.12.18 [12:21]
    rozwód nie rozwiąże magicznym cieciem Twoich wszystkich problemów, Ty dowiedz się najpierw czego chcesz od życia.
    nie mam pomysłu na stopkę
  • pierwsze co mi się rzuciło 2009.12.18 [12:33]
    >"pierwsze co mi się rzuciło", niestety, jak i mąż autorki stosuje znaną metodę umniejszania, bardzo skutecznie działającą w przypadku ludzi z niską samooceną

    To nie jest umniejszanie pani domorosła psycholo, tylko zwykłe stwierdzenie faktu po przeczytaniu tego, co napisała ta kobieta. Według ciebie to normalne, że ktoś r zuca studia, bo inni coś tam mu powiedzieli?
    Bo dla mnie to raczej wygląda na lenistwo, do którego teraz nie bardzo ma ochotę się przyznac. Rzucila studia bo tak chciała, ale ladniej zabrzmi jak napisze, że rzucila bo ktoś jej powiedzial że ma tak zrobić.
    Kobieta która nie wykorzystuje oferty pracy po stażu a potem zwala winę za to na męża - to też jest dziwne.
    On jej nie zabraniał, nie robil awantur że ma nie pracowac, tylko "nie wspieral jej".
    Też fajna wymówka na usprawiedliwianie swojego wygodnictwa objaw niedojrzałości życiowej.
    Odkochala się w mężu - jej sprawa. rozwali dziecku rodzinę - jej sprawa.
    Ale niech wreszcie weźmie odpowiedzialnośc za swoje życie i czyny we własne ręce, a nie szuka po całym świecie wytłumaczenia dla własnego wygodnictwa i egoizmu.
    To wszystko.

  • regula6890- 2009.12.18 [14:08]
    Może sprostuję nie rzuciłam studiów zrobiłam licencjat, na dość dobrej państwowej uczelni, dalej nie dałam rady, może faktycznie byłam zbyt leniwa, ale dom, niemowlę którym trzeba się zajmować 24 na dobę to mnie przerosło, poza tym kwestie finansowe były też atutem do zaprzestania nauki. W tym samym czasie uczył się mój mąż nie daliśmy rady płacić, musieliśmy coś wybrać ja albo on, wybraliśmy jego bo to on utrzymywał rodzinę, bo też on tak chciał. Poza tym zwykle z jego ust słyszałam, że jestem zbyt słaba by zrobić magisterkę, że nie powinnam podejmować różnych działań bo nie dam rady aż w końcu w to uwierzyłam. Na kilka lat zamknęłam się na tyle że nawet tygodniami nie wychodziłam z domu, bałam się oceny innych ludzi, nie nawiązywałam żadnych znajomości w obawie przed tym że któraś z moich potencjalnych znajomych będzie myślała że nie jestem na tyle dobra by być jej koleżanką, w tym cholernym mieście do którego przyjechałam nie mam praktycznie nikogo znajomego, żadnej koleżanki, nikogo poza mężem.
    Kiedyś zacięłam się i znalazłam staż w UP półroczny, mąż był w szoku że mi się udało no ale jak to staż szybko mija a po mnie przyszli kolejni stażyści.
    Nie wiem sama może się tłumacze, może to było to moje lenistwo, jednak teraz czuje że jestem wystarczająco silna na zmiany w moim życiu. Zadaje sobie tylko pytanie czy nie rzucam się na zbyt głęboką wodę, czy nie postępuje w tym momencie zbyt egoistycznie w stosunku do mojego męża, czy on na to zasłużył, czy zasłużył na rozwód, czy jeśli zostanę w takiej próżni to moje dziecko będzie szczęśliwe.?
  • przeglądamy się w innych 2009.12.18 [15:00]
    "To nie jest umniejszanie pani domorosła psycholo..."

    to JEST umniejszanie w każdym calu

    zanim kogokolwiek osądzisz, zastanów się czy masz do tego moralne prawo
    ja oceniłam mechanizm umniejszania, dobrze mi znany i rozpoznawalny (co potwierdziłaś w kolejnym poście), ty oceniłaś mnie...

    autorko, nikt za Ciebie życia nie przeżyje i nie da jedynej rady dobrej na wszystkie okoliczności
    nieraz lepiej jest by dzieci dorastały w niepełnej rodzinie, niż powielały chore zachowania znane od dzieciństwa
    zrobisz jak uważasz, ja życzę Ci powodzenia

  • kartyniowa 2009.12.22 [09:51]
    Jeśli masz chociaż cień szansy na nowe życie to odejdź bez skrupułów, nie da się z kimś zbudować szczęśliwej rodziny przez litość, a ty już nie kochasz męża, teraz mu ciężko ale przyjdzie czas że ochłonie i chociaż osobno to oboje macie szanse na nowe być może szczęśliwsze życie.

  • gość 2017.10.11 [18:31]
    up

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...