P.S.
Chciałam jeszcze dodać, że z tego co do tej pory wyczytałam z różnych źródeł o PMDD, że PMDD nie jest chorobą, która można wyleczyć. Można łagodzić objawy a więc jest to leczenie tylko objawowe.
Wyczytałam, że jedyne co może uwolnić od tej choroby, to menopauza. Jeśli mnie osobiście menopauza uwolni od tego piekła przeżywania wciąż na nowo mimo "Yasmin" tego całe cyklu, to nie mogę się już mojej menopauzy doczekać.
PMDD w skrócie to: NADWRAŻLIWOŚĆ CAŁEGO ORGANIZMU NA HORMONY PŁCIOWE.
Badałam moje hormony przez lata, wydałam masę pieniędzy, aby sprawdzić, czy mam hormony w normie w różnych fazach cyklu. Tak, miałam wszystko w porządku, co dziwiło lekarzy (idioci). A potem wyczytałam z jakiegoś źródła, że PMDD to występujące przykre objawy psychiczne i fizyczne przy normalnym poziomie hormonów.
Wniosek z tego, że organizm kobiecy reaguje alergicznie w ogóle na obecność estrogenów i progesteronu a w szczególności CENTRALNY SYSTEM NERWOWY a więc mózg, a mózg wszystkim zawiaduje, dlatego ma się czasem wrażenie mając PMDD, że wszystko ma się chore i zaczynamy chodzić po lekarzach, robić badania i okazuje się, że jesteśmy zdrowe jak ryby!!! No właśnie! Jak to możliwe, skoro w II fazie cyklu, od jajeczkowania, czujemy się jakbyśmy miały początki ciąży (jest niedobrze), zawroty głowy, albo początki menopauzy czyli w nocy poty i na przemian zimno i gorąco, problemy z pamięcią, napady paniki i lęku, duszności i tarczyca dusi, jakby się miało sznur na gardle co doprowadza do kaszlu, bóle fizyczne w stawach, plecach itp. Jednym słowem piekło Dantego to miły, wiosenny piknik na trawie, sielanka, ostoja spokoju i równowagi. PMDD niszczy życie, niszczy wszystko.
Nie wiem, co mogę jeszcze powiedzieć. Kobiety "naznaczone" tym syndromem mają, brzydko mówiąc, przesrane, to pewne.
Gdyby można było usunąć bez powikłań jajniki i macicę, to bym to zrobiła. Niestety złośliwa natura tak urządziła cały mechanizm, że po usunięciu jajników można się bardzo pochorować.
Współczuje sobie i współczuję innych kobietom.
Jakoś jednak trzeba z tym żyć. Przynajmniej do menopauzy.
Jo