Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Tablica liderów


Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją 03.02.2023 we wszystkich miejscach

  1. 1 punkt
    Witam, chciałabym poradzić się kogoś, kto spojrzy na temat z boku, bo ja sama nie wiem już naprawdę co myśleć. Zacznę może od tego, że w związku z moim chłopakiem jestem już od prawie 5 lat. Ale jest to związek na odległość. Odległość ta to około 1,5 h jazdy samochodem. Z racji tego, że zwykle miałam pracę od które wymagały ode mnie pracy również w weekendy, a oprócz tego studiuję też zaocznie, rzadko miałam wolne weekendy toteż spotykaliśmy i do dziś spotykamy się raczej rzadko (średnio 2 razy w miesiącu), chociaż był też okres, że nie spotykaliśmy się całe lato wcale, bo robił auto. Piszemy ze sobą codziennie i czasem gadamy przez telefon albo na kamerce. Problem polega na tym, że ja chciałabym popchnąć ten związek na dalszy etap, zamieszkać razem. Samej nie stać mnie na mieszkanie, we dwóch byłoby łatwiej. No i tu się zaczyna bo on boi się że nie znajdzie u mnie pracy (ja mieszkam w jednym z największych miast w Polsce, on zaś na zadupiu - nie urażając nikogo), że nie będzie dobrze zarabiał (nie ma wykształcenia wyższego, nawet matury) bo u siebie udało mu się znaleźć pracę, może nie ambitną, ale relatywnie dobrze płatną. I zaczyna się lawina wymówek, bo jak sprzeda samochód to może wtedy (od roku nie może go sprzedać), a może kiedyś, a może ja do niego (tylko, że u niego będę mieszkała z teściową i jego rodzeństwem, a pewności nie mam czy będzie się za mieszkaniem oglądał czy nie uzna, że fajnie się z mamusią mieszka i on się nigdzie nie wybiera). Nawet moja mama powiedziała, ze ona przez kilka miesięcy mogłaby nam z czynszem pomagać, a on miałby czas by sobie coś znaleźć, ale znowu on nie chce niczyjej pomocy bo czułby się dziwnie itp. Tylko lepsze czasy nie nadejdą, nie zapuka do niego ciotka z Ameryki z poł milionem w ręku, tak można czekać do 40! Ostatnio powiedział, ze jak wszystko dobrze pójdzie to ma zamiar w tym roku się wyprowadzić, ale powiedzieć można przecież wszystko. Natomiast muszę dodać, że nie jest to zły facet, dużo umie wokół siebie zrobić, dba raczej o siebie, jest pracowity, zaradny (w sensie, że dużo załatwi jak trzeba). Jest raczej wycofany i introwertyczny, ale ja też więc nie jest to dla mnie problem. Zawsze stara się mi pomóc gdy coś się dzieje, zawsze można pogadać, nie zawsze się dogadujemy we wszystkim, ale to raczej normalne. Jeśli chodzi o życie intymne to też się układa, co prawda on ma znacznie większe potrzeby niż ja, ale zawsze stawia moje potrzeby na pierwszym miejscu i jak odmawiam to nie robi z tego dramatu. Jak są jakieś okazje zawsze stara się z prezentem dla mnie (nie kupuje po taniości i byle co, stara się zawsze i to widać). Dogaduje się z moim rodzeństwem. Co zrobilibyście na moim miejscu? Dalej trwalibyście w tej relacji? Mimo wszystko nie chciałabym zrywać, mam niewielu znajomych, a z nim dogaduje się dobrze, nadajemy na podobnych falach, czuje się przy nim swobodnie jak chyba przy nikim i żal mi takiej relacji, no ale jednak... sama nie wiem co zrobić. Czasem myślę nad postawieniem ultimatum, tylko czy o to chodzi w związku, ze trzeba zmuszać kogoś do wspólnego mieszkania? Czy to nie powinno wyjść od niego? Pozdrawiam!
×