

Ewa, 33
Zarejestrowani-
Zawartość
0 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Nigdy
Wszystko napisane przez Ewa, 33
-
myślę, że moja teflonowa patelnia za 120 zł też posłuży mi 10 lat :) tak czy inaczej, nikt bogatemu nie zabroni wydać nawet całej pensji wielu Polek na patelnię, ale może niech tu tego nie reklamuje, bo tylko niektórym ciśnienie podnosi niepotrzebnie
-
7 stów za patelnie??? na łeb upadłaś??? spadaj z tą reklamą
-
dzięki dzięki :) ale pogoda taka, że niech to! człowiek by się schował pod kolderke i nie wychodził aż do słońca jakiegoś... nawet na działkę nie ma po co jechać, bo wszystko mokre i zgnile :( pomidorki pewnie umarły zupełnie :(
-
po pierwsze, z nerwów, nie z nerw po drugie, nerwy mozna trzymac na wodzy po trzecie, jeśli nie umiesz panowac nad emocjami, idź do lekarza po odpowiednie leki, które zrobią to za ciebie po trzecie nie rób z siebie większej idiotki niz jesteś i nie pytaj kafaterian, jak masz żyć zgłos sie do psychiatry, bo masz syndrom ofiary i to się leczy tyle na ten temat
-
kompostownik, a raczej "kompostownik" zastałam na swojej działce rozbudowany dość w postaci kupy różnego rodzaju "śmieci" roślinnych kupę tę dwukrotnie zwiększyłam i juz mnie przerasta nie wiem, co z nią zrobię w planach mam mały, zgrabny kompostownik plastikowy z uchylną klapą od dołu :) a dzisiejsze, wreszcie, prace ogródkowe to głównie wyrwanie bobu (plus przekopanie grządki po nim), to samo z groszkiem zielonym nazbierałam też już trochę pomidorków (jakie słodziutkie :) ), czerwonych i żółtych, przerośniętych ogórasków, dynie też już chyba mogą iść pod nóż do tego mikroskopijne malinki (przy jedzeniu prosto z krzaka złapałam coś przy okazji i to coś użarło mnie w język, na szczęście jakoś mało kąsliwe było) wykopałam też wielką karpę z korzeniami czegoś, co kiedyś obciachałam przy samej ziemi i czekało na łopatę... to się zebrałam u was też komary tak szaleją? żyć się nie da... chyba następnym razem wypsiukam sie jakąś chemią... może w sobotę?
-
o, a ja żabki lubię, zwłaszcza takie maluśkie :) no, to witaj w klubie kobiet karczujących :) drzewo wycięliśmy dopiero jedno, ale to straszna męka, żeby jako-tako te korzenie poodcinać w miarę głeboko - żeby nie wyłaziły potem podczas uprawiania ziemi mamy jeszcze co najmniej dwa do wycięcia, jak nie więcej no i krzali kilka, a krzale są duże....
-
dzieki za radę :) jakoś przechodzi, bąbla już prawie nie ma, tylko krwista plama została nie wygląda pięknie, ale przynajmniej nie swędzi i jest płaska, więc chyba będzie dobrze a co do tych pręg na rękach - też takie mam, zauwazyłam, że rózne rośliny mi to robią, a że mam ich dużo, no to można sobie wyobrazić, jak wyglądam, odkąd mam swoją ukochaną działeczkę ;) szczególnie kąsliwy jest uczep, pokrzywa oczywiście, winogrona (o dziwo) - to z tych zidentyfikowanych na razie opuszczam glebę i jej mieszkańców na kilka dni - robię sobie mały urlop nie wiem, co zastanę po powrocie, ale nie omieszkam napisać :)
-
krwistą plamę mam cały czas i swędzi też cały czas chyba juz nie lubię biedronek! ślimaczkow też!
-
tak, widziałam ja i przyłapałam na gorącym uczynku, cholerę jedną!
-
no to sobie porobiłam na działce... ręce mnie tak bolały, że nie mogłam spać dzisiaj już trochę lepiej wybrałam się w sam najgorszy upał, też sobie wymyśliłam :( od 11 do 15 no, ale porobiłam trochę z trzech poletek truskawkowych zostawiłam jedno, reszta na kompost - zrobiłam tym samym miejsca na poziomki, które są narazie w przyszłym sadku niestety, nie przenioslam ich, bo za gorąco było, na 100% by mi padły no, ale został mi ładny kawałek ugoru, mogę tam jeszcze inne roślinki tymczasowo zmieścić no i wykarczowałam pokażny kąt działki, teraz wiem mniej więcej, gdzie się ona kończy, bo tak to ginęła w chaszczach nieprzebranych wszystko ręcznie sekatorem przy ziemi (maliny, malwy, arcydzięgle, jeżyny, maki i cała kupa chwastów i krzewów niewiadomoego pochodzenia) doszłam do jakiegoś drzewa owocowego, podejrzewam, że to jabłonka, ale nie zauważyłam na nim ani jednego owocu opowiedziałam to tacie, a on - że stare jabłonki rodziły kiedyś co drugi rok, więc ta pewnie ma rok bez owoców teraz - jest do wycięcia, ale to pewnie juz w przyszłym roku strasznie mnie pogryzły jakies robale, jednego przyuważyłam i była to ... biedronka! mam po niej takiego bąbla, że szok, swędzi non-stop inne czerwone plamy też swędzą, chociaż mniej trochę groszki zielone wyjedzone :) boberek jeszcze troszkę dynie rosną ogóreczki maleńkie
-
skończy się kiedyś ten deszcz? groszki pęcznieją, a nie mam jak na grządki wejść, takie błoto a pomidorki zielone i zielone, nie mają jak dojrzeć dobrze, że ogóreczki jeszcze małe, to nie zgniją, ale nie wiem, jak dynia...
-
teoretycznie tak... w lesie, anie nie w środku, tylko na skraju słonecznym miałam juz kiedyś poziomki na słonecznej grządce i rosło im sie bardzo dobrze, byly wielkie i słodziutkie, więc i tym razem spróbuję najwyżej sie nie udadzą, nic nie tracę, bo tam, gdzie są, to nie moga być
-
w pracy mam kolegę - fascynata naleweczek..... jak czasem coś przyniesie, to paszczę wykręca - żurawinówka czy aroniówka ale wiśniówkę robi słodką, taką "dla babci" - to mi pasuje akurat, chociaż babcia to ze mnie żadna :) w pracach ogródkowych przestój - wejść sie nie da, takie błoto zerwałam tylko groszki zielone, mniammmm boberek jeszcze z tydzień cebulki wyrwałam, bo wsadziłam je w złym miejscu i zostały zagłuszone zupełnie, mam nauczkę na przyszły rok dyńki fajne, duże już :) wymyśliłam też, co zrobię z poziomkami, które chcę zachować, ale oczywiście nie tam, gdzie są - wywalę część truskawek i na ich miejsce dam poziomki a za rok wszystko przeniosę tam, gdzie ma być - a teraz są tam maliny, które właśnie zaczynają owocować i szkoda teraz wycinać i tak w kółko ....
-
kupiłam we środę jagódek na targu, po 10 zl za litr strasznie malutkie kolega był w Suścu na jagodach, tez mówił, ze drobne dużo, ale drobne, zbierać się nie chce mogłoby przestać padać, bo nie da się w tą glinę i mokroć wejść na działce :(
-
ja mam w dalekich planach coś przy i pod altanką i waham się między jakąś kostką/betonem/granitem a żwirem na czarnej agrowłókninie
-
ja na razie sumei obylam się bez chemii, nei licząc dwukrotniego wypsiukania 4 szt. boberku od mszyc, tak malutko to się chyba nie liczy ;) wszystko pięknei rośnie, pierwsze groszki juz jadłam, ale jeszcze malutkie, nie mam cierpliwości czekać ;) boberek też ma juz strąki, ale za male do zrywania truskawki sie skończyły, krzaczki wygladają paskudnie, takie na wpół ususzone, mam ochotę wszystko wyciąć zerwałam pierwsze malinki, stare, paskudne i malutkie - tez pójda pod nóż, ale chyba po owocowaniu, bo M. nie da ich ruszyć, jak znam jego miłośc do malinek mogłoby przestać padać tak na jakieś 3 dni, żeby dało sie wejść i coś porobić, bo tak to strasznie mokro aż nie chce sie dotykać tej zieleniny mokrej
-
zaraz ci powiedzą, że w niedzielę sie nie pracuje ;)
-
to może byłby jakiś pomysł ;) a nie, jak teraz - mówię, że mam działkę, wszyscy pytają, kiedy grill, a ja - że za 3 lata :) trzeba zaprosić ich od razu i do łopaty :) ale gdzie oni by się pomieścili, jak tam wszędzie coś rośnie...
-
aaa, to do tego te butelki :) Gril jest planowany za jakieś 2-3 lata, na razie nie mam gdzie nawet jednego krzesełka postawić (no, chyba że na drodze, jest nieprzejezdna, prawie nieużywana, trawiasta i ładnie wykoszona)
-
na koniec kwietnia, zerknęlam sobie na pierwszy wpis, kiedy tą działke dostałam
-
ale one wiszą aż do przyszłej wiosny, nie wygląda to ladnie poza tym wytwarzanie nasion niepotrzebne obciąza drzewko, to po co? no i jak tam rosną potem tak wysoko kwiaty, to nie mam jak ich sobie pościnać do wazonu, a ptaszkom widoki niekoniecznie chcę upiększać, wolę miec coś dla siebie :) dlatego ze wszech miar przycięcie bzów musze przeprowadzić, tylko ciagle czasu mało ale może w sobote albo w piątek po pracy podjedziemy i się tym zajmiemy z M. bo sama to sie szarpac z piłą nie będę no i truskawki trzeba wyzbierać, mszyce sprawdzic, czy żyją, czy padły, jak nie - to je dobić :) a może już niektóre groszki zrobily się grube? :) :) :)
-
o własnie, trzeba bzy popodcinać, zwłaszcza wyciąć przekwitłe wiechy.... tylko są tak wysoko, że chyba poprostu spiłuję część gałezi tyle, co sięgnę nad głową
-
myślisz, że te szczęki są skrętne w jakąś jedną stronę? że nie są symetryczne i dlatego można je wykręcić? w kazdym razie moje wyrywane wyłażą ze wszystkim, albo miałam tyle razy szczęście ;)
-
Emmi :) wprawdzie na naukach u weta nie byłam, ale przyglądam sie temu, co wyciągam i łeb zawsze jest :) czyli wyciągać też można zresztą, tak na logikę, łatwiej łeb jest ukręcić niż urwać no trochę to drastyczne, ale można to sobie mniej więcej wyimaginować ;) a dzisiaj w tesco były do kupienia piękne rózyczki w doniczkach, wszystkie kolory, kupilam, a jakże, żółtą pokwitnie w domu a potem wysadzę ją na działkę, może się uchowa? ślicznotka, a te butelki na winogronie to jak mają działać na ptaki? dzisiaj wpadłam na moment na działkę, popsiukać mszyce jakąś chemią (na boberku) groszki mają już całkiem duże strąki, ale jeszcze płaskie kwitną dalej dynie, i zaczęły ogóreczki (ładnie podrosły przez kilka dni, deszcz im sluży), skubnęliśmy poziomek i truskawek i do domu, bo zaczęło kropić
-
ja tez żyję na czereśniach i boberku :) a co do kleszczy - są wszędzie i nie ma co panikować w pracy zajmuję się trochę kotkiem chodzącym luzem, mimo kropelek co jakiś czas wyciągam z niego kleszcze - idzie mi to juz całkiem sprawnie (trzeba tylko futerko dobrze rozgarnąć, co przy półdzikim kocie nie jest proste, dobrze zlapać w paluchy robala i ciągnąć... trzymając skórę obok, bo inaczej nie wylezie...) w Lublinie pada, mam nadzieję, ze nie tylko naCzubach, ale na działeczce też :) winogrona tnę jak się da, bo rosną mi na potęgę takie porządne przycina się bardzo krótko, winnice są bardzo niskie, krzaki mają po dwa konary tylko i są posadzone b. blisko siebie po zawiązaniu owoców wycinane sa nawet zbędne pojedyncze liście, które zasłaniają grona przed słońcem