to straszne jaki los was spotkał. U mnie w domu się nie przelewało nigdy, ale zawsze miałam prezent pod choinką, na urodziny, jakieś ubrania nowe, zabawki, książki i zawsze byłam najedzona. Rodzice na rzęsach stawali, by mi i moim siostrom niczego nie brakowało, a potem jeszcze adoptowali mojego wujka -a mamy brata, kiedy mial 12 lat. Bywało krucho, więc latem całą rodziną jeżdziliśmy na jagody, a tata kilkakrotnie wybywał za granicę, by zarobić na życie.