Hejka:)
Chyba mam za dużo wolnego w pracy, ciągle czytam o lekach, cyklach, jajowodach, ciąży, inf,iui itp. Niby uzupełniam swoją wiedzę ale za każdym razem jak jestem u dr to jakoś dziwnie mi się wydaje że się wymądrzam, a dr na mnie patrzy jak na mądrale która wszystkie rozumy pozjadała i wydaje mi się że chce mi utrzeć nosa... ostatnio nawet myślałam że to że wyhodowałam tylko 1 pęcherzyk to wina dr -głupota wiem ale jakoś tak się rozczarowałam że chyba szukałam winnego:(
Postanowiłam nie pójść na usg żeby nie stracić całkiem nadziei jak się okaże że pęcherzyk nadal jest. Wyczytałam że owulka powinna wystąpić do 36 h po podaniu, mnie dopiero wczoraj wieczorem zaczęło kłuć i miałam płodny śluz. Możliwe że była 72 h po? Zazwyczaj skoki temp i testy lh pokazywały się około 16/17 dc (czyli wczoraj)
W każdym razie wykorzystałam to i całą noc spałam z tyłkiem na poduszkach ;)
Teraz tylko się wyluzować i nie nakręcać... tak łatwo powiedzieć a tak trudno zrobić...
Staram się więcej czasu poświęcam pieskowi, dostałam książkę o metodach tresowania i staram się je wcielać w życie. Na razie z marnym skutkiem choć to maltańczyk ponoć bardzo inteligentna rasa, ale jako coś próbuję nauczyć to Zuzka siada patrzy wielkimi oczami i głowa kręci na boki jakby chciała zapytać o co mi chodzi:)
A dla Tych dziewczyn które nie mają psiaka polecam układanie puzzli- wciąga lub czytanie książek(ja wieczorami czytam sagę o ludziach lodu)
Każda ma pewnie jakieś pomysły na nie myślenie przynajmniej na chwilę więc proszę piszcie swoje "sposoby"