Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Erika30

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Wszystko napisane przez Erika30

  1. Auryn - wspolczuje i rozumiem. Ja z tego powodu biore leki przeciwdepresyjne, bez nich nie wyobrazam sobie jakbym miala normalnei funkcjonowac. W sumie nic nie zmieniaja w zyciu, ale daja swiatlo, pozytywne myslenie i wyciagaja czlowieka z ropaczy. Moze Tobie tez pomoga ? Nie chce reklamowac lekow, po prostu mi tak bardzo pomogly i dlatego to pisze.
  2. Agisz - na mnie tez wywarla ogromne wrazenie Twoja postawa, ogromna odpowiedzialnosc za rodzine. Dzieci na pewno to czuja jaka jestes dzielna i ucza sie tego od Ciebie. Oby nie zabraklo Ci sil Agisz. Przytulam !
  3. Migusia25-bardzo mi przykro, kazdej z nas jest bardzo ciezko pogodzic sie z tym co sie stalo i uporac z tesknota. Mamy dzieci w podobnym wieku i chcialam zapytac jak Twoja coreczka zareagowala na to wszystko ? Tlumaczysz jej co sie stalo, pyta o Tate ? Moja nadal pyta i chyba nadal tego nie rozumie chociaz tlumacze i nie ukrywam prawdy. Dzis mialam taki piekny sen, bylo slonecznie i znalazlam meza siedzacego przy komputerze na sali wylkladowej. Bylam taka szczesliwa i rzucilam mu sie w ramiona, a on tak mocno mnie przytulil ze czulam jakby to dzialo sie naprawde. Potem caly czas byl przy mnie w tym snie, a ja czulam tak ogromna milosc od niego, ktora mnie otacza. Obudzilam sie i nawet nie czulam smutku tylko ta milosc wlasnie. Chcialabym, zeby zyl, brakuje mi go kazdego dnia.
  4. Dzieki dziewczyny, wiem jak dobrze mnie rozumiecie. Dzisiaj doznaje chyba jakiegos oczyszczenia albo przestalam nad soba panowac bo odstawilam leki antydepresyjne, ktore bralam od roku, a dlatego przestalam, ze w czwartek wybieram sie po cos silniejszego, glownie na te moje nerwy, nad ktorymi czasem przestaje panowac. Jestem taka osoba, ze staram sie trzymac emocje na wodzy i mi sie to z reguly udaje. Nie chce, zeby ktos pomyslal, ze chce wzbudzic litosc, ze ma mnie zalowac. Jak placze to sama, nie umiem nawet o tym rozmawiac bo sie zamykam. A dzisiaj pojechalam zapisac dziecko do dwoch przedszkoli, Pani mowi ze sa male szanse, bo juz duzo dzieci jest zapisanych, ze osoby samotne maja pierwszenstwo. Mowie wiec, ze jestem wdowa i jakas rozmowa wyniknela najpierw w jednym przedszkolu, potem w drugim. Tak trudno o tym wciaz mowic. Potem okazalo sie, ze zle zaparkowalam i musialam sie tlumaczyc strazy miejskiem, ktorzy zreszta by mnie puscili, bo byli calkiem sympatyczni. Na koncu jeden zazartowal, ze chyba jestem zakochana i dodal cos o mezu. I nie wiem co mi sie stalo, ale zaczelam przy nich ryczec jak bobr i w ogole nie moglam sie uspokoic, az byli w szoku. Mi sie to nei zdarza przy ludziach, staram sie. Rycze juz tak 2h. Pojechalam do mojej ksiegowej z dokumentami, myslalam ze sie uspokoilam. Siedze na tym fotelu i czuje, ze lzy mi plyna i nie moge nic z tym zrobic. Teraz w pracy nadal placze, Moze jak to Wam napisze to przestane, przeciez nie moge plakac w pracy. W tym tygodniu minie pol rok jak umarl moj maz.
  5. W tej sytuacji, w ktorej sie znalazlysmy uwazam, ze zamieszczony cytat jest calkowicie nei na miejscu. Dla mnie przeszlosc, to co stworzylam z mezem ma ogromne znaczenie, to baza ktora daje mi siłę, bo wiem ze kiedys ktos mnie bardzo kochal i ja kochalam i ze to bylo prawdziwe i ze nie wszyscy ludzie sa w stanie tego doswiadczyc, jestem za to wdzieczna. Dzieki temu czuje sie spelniona jako kobieta i jako matka i z tą bazą latwiej mi isc przez zycie i starac sie byc szczesliwa. Nie bylismy idealni, ale kochalismy sie naprawde i jakos razi mnie teraz ten Twoj cytat. Ja rozumiem, ze nie mozna zyc tylko przeszloscia, ale nie jestem gotowa teraz z niej rezygnowac i budowac nowego zycia. Dla mnie to co przezylam i zbudowalam z mezem stanowi sens mojego zycia, a o przyszlosci to nawet nie mam sily myslec, podobnie jak wiekszosc z nas tutaj.
  6. 234ania - pewnie, ze trzeba brac sie w garsc, nauczyc sie zyc od nowa, ale mi kiedys ladnie powiedziala Pani psycholog, ze wcale nie musze sie trzymac, bo przeciez przezywam zalobe, mam prawo wlasnie teraz czuc sie zle, byc zdolowana, smutna. Zalobe trzeba przezyc, zeby moc sie pozniej podniesc i zyc dalej. Jedni potrzebuja mniej czasu, a inni wiecej.
  7. Myslalam, ze to wszystko jakos sobie poukladalam i ze skoro nie ma innego wyjscia to musze zaakceptowac i ze powoli sie to udaje. Jednak ja zrobilam to samo co przez cala chorobe robil moj maz, wyparlam jego smierc. Jak jechal na dluzej do szpitala na chemie to jechalam do mamy i teraz jestem u mamy, mijaja tygodnie, a on nie wraca, zaczal sie Nowy Rok, a nic sie nie zmienia. Dopiero sobie uswiadamiam, ze to nie sen, ze to sie naprawde stalo, ze nie ma juz tego zycia, ze wszystko sie naprawde zmienilo. Nie mieszkam wsrod wspomnien, odcielam sie od tego i tak bylo lepiej, ale teraz znow wszystko wylazi, bo ile mozna udawac ze jest normalnie skoro wszystko sie zmienilo. Mam wrazenie,ze moja zaloba dopiero zaczela sie z prawdziwa sila, teraz w tym Nowym Roku, tak mi zle, ze az powietrza czasem nie moge zlapac, tak to boli. Juz nie ma dawnego zycia, jego, milosci, moje dizecko juz nigdy nie bedzie mialo Taty, a ja wiem ze nigdy juz z nikim sie nie zwiaze. Po prostu wiem. Kilka lat wspomnien i zycia rodzinnego, fajnie ze tego dosiwadczylam, niektorzy tego nie przezyli. Tyle, ze wiem, ze to taka ogromna strata, ze to sie juz nigdy nie powtorzy, ze juz tego nigdy nie przezyje. Dlaczego tak krotko ? Po co byly plany, starania, budowanie gniazdka, kupowanie mebli, to jakis glupi zart. pstryk i mozna komus wszstko zabrac, cale jego zycie, dlaczego ?
  8. Ewcur - juz wczesniej pisalam, ze to szczegolnie trudne dla tych z Was, ktore nie macie dzieci. Nie ma tej ogromnej motywacji, zeby sie pozbierac i starac sie uczynic to zycie szczesliwe, mimo wszystko. Sciskam Cie mocno.
  9. Jestemnadnie - sadze, ze Twoj maz nie zna odpowiedzi na te pytania, chyba nikt nie zna. Ja i chyba kazda z nas tez ciagle sobie zadaje te pytania, sadze ze to przypadek, ze trafilo akurat na nich, bo przeciez Bog nie jest zly i nie krzywdzi ludzi specjalnie. Podobno wszystko jest po cos, ja nie rozumiem po co, nie widze w tym zadnej logiki. Moja corka ma 3 lata, jak maz chorowal i lezal juz w lozku miala tylko 2,5 roku, a wciaz pytala czy ja jestem chora czy zdrowa, bala sie o mnie, a przeciez swiadomosc tak malego dziecka jest tak mala jak ono samo. O wiele trudniej jest jednak tym dzieciom, ktore calkowicie swiadomie zdaja sobie sprawe z utraty rodzica, tak sadze. Tylko, ze moje dziecko nie bedzie pamietac taty, nawet jesli bede bardzo starala sie wciaz jej o nim przyominac. Nie wiem co bardziej boli: jej pytania o Tate, czy swiadomosc ze niedlugo przestanie pytac. Wiem jedno, jestesmy za dzieci odpowiedzialne, cale wychowanie, budowanie poczucia bezpieczenstwa spoczywa na naszych, czesto slabych barkach. Nie mozna sie poddawac i zatracac, bo mamy wiele do zrobienia i musimy to zrobic same. Nie bede se licytowac, nikomu o to nie chodzi, moze tylko chce sie pozalic, ale niedlugo po naszym slubie moj maz zaczal chorowac, nie wiele mielismy tego normalnego zycia, moze przez to juz wtedy zaczelam sie godzic z tym, ze nie bedzie nam dane zyc normalnie, akceptowac te sytuacje na tyle na ile potrafilam, przygotowywac sie na to, ze nasz zwiazek nie bedzie dlugi. Niby zylismy w miare normalnie, ale jak tu moze byc normalnie jak patrzysz na ukochana osobe i zastanawiasz sie ile czasu nam jeszcze bedzie dane, czy liczyc w tygodniach, miesiacach, czy to nasze ostatnie swieta czy moze przedostatnie. Moja zaloba nie trwa od smierci meza, ona poniekad zaczela sie juz wczesniej, bo ja go tracilam juz od dawna, widzialam jak gasnie. Jeszcze te Swieta, w zeszlym roku przeplakalam pol Wigilii bo maz tak zle sie czul, ubieralam choinke sama, nic nie cieszylo, wydzwanialam po lekarzach. Smutek, smutek, smutek. Towarzyszy mi juz od tak dawna, ze nie mam juz lez zeby plakac i nie mam juz na to sily.
  10. Wybieram nasze zdjecia do wywolania, z ostatniego polrocza. Wyc mi sie chce :( Musze kupic sobie jakies piwo bo jestem w rozsypce, a to troche pomaga :( Podobno cierpienie uszlachetnia wiec chyba jestesmy bardzo szlachetne dziewczyny. Pa
  11. Wiesz andzia, przerazilas mnie. Ja owszem, czuje sie czasem tragicznie, ale nigdy, przenigdy nie przeszla mi przez glowe taka mysl. To bylby szczyt egoizmu i najwieksza krzywda jaka moglabym zrobic swojemu dziecku, calej rodzinie ktora tak bardzo mnie wspiera i rowniez bardzo cierpi. Nigdy bym im nie dolozyla dodatkowej rozpaczy, a mojemu dziecku tak ogromnego bolu. Ja sie modle zebym jak najdluzej byla zdrowa, bo dziecko tak bardzo potrzebuje rodzica, jednego juz nie ma, a drugi musi zrobic wszystko zeby sie podniesc, zeby byc zdrowy jak najdluzej. Rozumiem Twoja rozpacz, bardzo mi przykro, ale nie rozumiem jak mozna nawet tak pomyslec.
  12. Dziewczyny kiedy bedzie troche lepiej, latwiej ? Po roku ? Powiedzcie keidy poczulyscie, ze dajecie sobie rade z tym bolem, z tesknota ? Niby funkcjonuje, usmeicham sie do ludzi, rozmawiam, ale w srodku tak sciska ten bol, ze jest to nie do zniesienia :( Kurcze, no nie moge sie z tym pogodzic chociaz teoretycznie powinno mi byc latwiej, moglam sie przygotowac na jego smierc. Jednak jak mozna myslec o smierci kiedy ktos nadal zyje, sciskak moja dlon, usmeicha sie do mnie, mowi ze mnie kocha, snuje plany. Wiem, ze gdyby zyl byloby tylko gorzej, jego cierpienie byloby nie dozniesienia, ze naprawde nie bylo juz ratunku. Niby to wiem, ale i tak sie na to nie godze :(
  13. Otworzylam sobie historie gg, pisalismy do siebie z mezem kiedy bylam w pracy. Jeszcze w sierpniu maz pisal, ze czuje sie w miare, napisal jak bardzo mnie kocha. Boze, po co ja to czytalam, to tak boli, przeciez dopiero co rozmawialismy, to wszystko jest takie swieze, takie nierealne. Ja nie moge na razie wspominac, bo to za bardzo boli, staram sie nie myslec, zajac praca, dzieckiem. Dziewczyny, jak to zniosly Wasze dzieci ?
  14. Andziu - ja rowniez wszystko robie w ten sposob jak on by tego chcial. Nawet na pogrzeb wlozylam takie ubranie jakie on najbardziej lubil, chociaz ja nigdy nie nosilam szpilek i nie lubilam sukienek. Zrobilam to dla niego, zeby ostatni raz mnie w tym "zobaczyl". Ciagle zastanawiam sie czy moglam rozne rzeczy zrobic lepiej, moze powinnam bardziej skupiac sie na nim i poswiecac mu jeszcze wiecej czasu, ale przeciez musialam pracowac, bo to ja ostatnio utzymywalam rodzine, po pracy zajmowac sie dzieckiem. Wiem, ze on to rozumial, ale ja mam niedosyt tego czasu, ktory spedzilismy razem. Moze nie zawsze bylam idealna, a teraz juz czasu nie cofne, nic juz nie naprawie, niczego juz nie wytlumacze. Poniewaz wiedzialam, ze jest ciezko chory nie bylo dnia zebym nie powiedziala mu jak bardzo go kocham, mialam okazje wiele powiedziec, ale ciagle mam poczucie ze to za malo, ze moglam wiecej, lepiej. Tylko pol roku naszego malzenstwa bylo w miare normalne, potem rozpoznano chorobe i ta choroba ciagle nam towarzyszyla. To takie cholernie niesprawiedliwe. Mimo to bylismy szczesliwi i rozumielismy, ze trzeba sie cieszyc kazdym dniem. Jednak ja mam ciagle ten niedosyt. Oj moglabym tak pisac o roznych rzeczach, ale co to da. Wdowa03990 - chcialoby sie jeszcze tyle powiedziec, tyle wyjasnic, ale to czy nas slysza jest malo prawdopodobne. Fajnie, ze dostrzegacie tyle znakow, ja zadnych konkretnych nie widze chociaz wciaz ich szukam. Mam nadzieje, ze jednak w jakis sposob sa z nami, nie tylko poprzez wspomnienia, ale moga sie opiekowac nami i naszymi dziecmi gdzies tam u gory. Czy po roku jest latwiej ?
×