Witam, pierwszy raz jestem na tego typu forum, 2 tygodnie temu zakonczylam 13letni zwiazek...placz, bol i zgrzytanie zebow. Wczesniej odchodzilam i wracalam juz kilka razy, mowil zawsze to samo ze sie zmieni , ze juz teraz bedzie dobrze , ze w koncu znajdzie prace..9 miesiecy temu wyjechal za granice, zaczelo sie psuc jeszcze przed jego wyjazdem ale bylam cierpliwa myslalam ze to przejsciowe ze zarabia w koncu normalne pieniadze. Po jakims czasie zauwazylam ze jego zachowanie sie zmienia , stal sie bardzo pewny siebie , opryskliwy az w koncu zazadal DZIECKA!! pomyslalam, ja w Polsce on za granica to nierealne dla mnie sama zmagac sie z ciaza wiec powiedzialam ze pomyslimy jak tu juz zjedzie wyremontujemy w koncu mieszkanie zeby zylo nam sie lepiej...nie i koniec !!jak mnie kochasz to masz czas do konca roku...i zaczelo sie! Klotniom nie bylo konca, on swoje racje ja swoje..od jakiegos czasu znajomi donosili o pewnej jego kolezacne ktora zreszta poznal w mojej obecnosci. Okazalo sie ze prowadzili bardzo intensywne rozmowy od sierpnia zeszlego roku, rozmawialam z ta dziewczyna, powiedziala ze przeciez my juz nie jestesmy razem i ze czeka az ja sie wyprowadze z jego mieszkania .. on natomiast stwierdzil ze ona nic dla niego nie znaczy i ze to byly tylko rozmowy poniewaz czul sie samotny. W ciagu jednego dnia wyprowadzilam sie, nie widzielismy sie od prawie 4 miesiecy, pisze smsy czasem dzwoni i prosi o powrot..on sobie nie zdaje sprawy z powagi sytuacji bo przeciez zawsze wracalam..Mowi zebym o tym zapomniala w dodatku denerwujac sie ze przy kazdej rozmowie do tego wracam..dalej traktuje mnie jak swoja wlasnosc. Nie chce wracac ! Nie moge bo wiem ze utone w tym toksycznym zwiazku na amen..jak to przetrwac bo znow mam chwile zwatpienia ...