Po całym dniu szału sprzątaniowego i zakupowego, mam wszystkiego dość. Jestem zmęczona i padam na nos.
Rano jeszcze ściągnęłam syna, by wreszcie zabezpieczył to wejście na strych przed ptaszorami. Kiedy wieszałam pranie , widziałam jak przyleciał wróbel z źdźbłem w dziobie i oniemiał :D Nie było już jego dziury :D A skubaniec chciał znowu lepić gniazdko, bo poprzednie pewnie zabrudziły tamte młode, które już wyfrunęły z gniazda :D
Mam nadzieję że już się odczepią od mojego dachu.
Przy okazji bytności syna, poprosiłam o masaż karku i barków.
Jak dla mnie to mimo że specjalistą nie jest, ale ma do tego dryg, i mógłby w ten sposób zarabiać :D
Po masażu dostałam takiego powera że robota paliła mi się w rękach :D
Później pojechaliśmy na zakupy a przy okazji do tartaku.
Jak wróciłam , to praktycznie rzuciłam się na jedzenie, bo na obiad zjadałam tylko malutki kawałek mięsa:O
I tak, choć nie jem chleba, to wzięłam małą kromkę od M i położyłam na niej płat marynowanego śledzia:D Mało tego, otworzyłam kostkę sera i znów pomidora , zjadałam wszystko.
Nawet nie chcę liczyć tych kalorii:O
A wszystko przez to, że nie miałam czasu na porządny obiad.
Teraz Wam pomacham łapką na dobranoc, życząc wszystkim miłych snów