Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Ona1989

Zarejestrowani
  • Zawartość

    54
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Ona1989

  1. Nie jest to zabronione przez prawo, ale jeżeli słyszysz od "partnera", że "nie chce, abys je nosiła" to raczej zostałabyś przy swoim, albo tak jak jest w tym przypadku, zrezygnowała że ślubu.
  2. Jakbym usłyszała inny argument odnośnie nazwiska to może bym mu uwierzyła (byla ma naprawdę nieprzyjemne panieńskie nazwisko). Jeżeli facet ma bzika na punkcie drzewa genealogicznego, szuka (a raczej pomagałam mu szukac) swoich przodków to wiem, że dużo to dla niego znaczy. Ale powiedzienie mi, że masz zostać przy swoim nazwisku skreśliło cały ślub.
  3. Myslalam, ze dzieci dojrzeja (teraz mają po 19 i 18 lat), będą miały swoje życie, przez to nie będą potrzebować tak tatusia. Teraz już wiem, że to był błąd. Mój błąd, że byłam tak głupia. Po tym wszystkim było też ratowanie związku u terapeuty ("bo jestem chora psychicznie i moja zazdrość jest wyolbrzymiona"). Czasami zastanawiam się po to mu to było? Po co marnował tyle lat?
  4. Odbiegam od mojego byłego, ale czy związałabyś się z mężczyzna, którego nie akceptuje Twoje dziecko/dzieci? Niestety czasami dzieci mają bardzo dużo do powiedzenia. U mojego byłego (jeżeli chodzi o kwestie ślubu) to jak napił się to powiedział prawdę o co chodzi z tym ślubem. Usłyszałam: "Chciałbym, żebyś została przy swoich nazwisku, bo wiesz, mam dzieci i one mają prawo je nosic". Na odpowiedź, czy była żona ma większe prawa odnośnie nazwiska niż ja odpowiedział, że tak "bo ona zawsze będzie matka jego dzieci". Po tym już wiedziałam, że zostanę stara panna P.s. Jeżeli chodzi o wspólne dzieci to ich miało nie być, ze względu na moją chorobę i jego dzieci. Co prawda nie jestem bezpłodna, ale jedyna szansa to in vitro i musielibyśmy bardzo postarać sie
  5. Dlaczego? Bo ciągle słyszałam: "Narazie dzieci są za małe. Poczekajmy chwilę bo beda mialy uraz". "Poczekajmy, az będą pelnoletnie". Dzieci teraz są pelnoletnie i tak co z tego. Ja zostałam sama. On z dziecmi i z byla.
  6. Niestety albo stety nie byłam byla zona, a wieloletnia partnerka. Po 14 latach "zwiazku" stwierdzam, że nigdy więcej takiego związku. Mimo największej chęci z mojej strony w stosunku do dzieci (zawsze wiedziałam, ze są na pierwszym miejscu, są najwazniejsze). W moim przypadku wydaje się, że najgorsze było nie odcięcie się od bylej zony. Ona zawsze byla łączona z dziecmi (jej komputer służbowy dotyczyl dzieci, jej samochodo dotyczył dzieci dlatego były maz musiał jej kupic, jej całe życie był łączone z dziecmi). Dla mnie kropka nad "i" było to, ze byla zona byla przy ostatnim namaszczeniu "teścia". Były "partner", dzieci i byla zona, brak mnie w tak ważnym momencie.Oczywiście obecność bylej zony bylo na życzenie jednego z dziecka (lat 18), które na codzień wyzywa matkę, ale niestety mają wspólnego wroga w postaci mnie. Odsunęłam się, niech żyją razem, beze mnie.
×