No więc. Obecna praca wykańcza mnie psychicznie (głównie przez szefową, która źle mnie traktuje). Pieniądze nie są złe (2600 zł, płacone pod stołem, na umowie najniższa krajowa), praca w miarę blisko, około pół godziny dojazdu. Pracujęod poniedziałku do soboty, bez wyjątków, poza dniami wolnymi ustawowo. Nie mogę wziąć urlopu wypoczynkowego, 5 dni to jest maksimum, więc odpocząć też nie jest łatwo. Pracuję tu ponad 5 lat. Jednak komfort psychiczny żaden, coraz częściej płaczę po nocach, mam problemy ze snem, ogólnie nie mogę sobie poradzić. Szefowa dostała chyba jakiejś wścieklizny macicy i jest tylko gorzej.
Dostałam propozycję pracy w tej samej branży, ale za o wiele lepsze pieniądze i wstępnie odmówiłam, bo dojazdy by zajmowały mi około 1,5 godziny w jedną stronę, a zimą (jeśli byłaby taka jak ostatnia), pewnie jeszcze dłużej. Praca od 11 do 19, do tego co druga sobota i 1 dzień do odbioru w miesiącu. I jak już mówiłam, lepsze pieniądze i wszystko pod linijkę w umowie, czarno na białym... I zastanawiam się, czy nie warto jednak dla tych wszystkich plusów zaryzykować? Co myślicie? Już sama nie wiem, każdy doradza mi inaczej, a ja mam dość obecnej pracy.