Hej, mam dwójkę wapanialychy dzieci 2.6 lat i 6 miesięcy. Z partnerem jestem 12 lat, kiedy byłam w ciazy wszystko było ok, ale czułam że jak urodze wszystko się zmieni i się nie mylilam. Już pierwsza noc po powrocie z maleństwem była taka, że jemu przeszkadzała lampka w pokoju i oczywiście chodzący laktator, bałam się sama spać, niemowlakiem w pokoju i chciałam żeby on spał w łóżeczku tym bardziej, że maly był spokojny całą noc. Mimo to szybko wyniósł się z sypialni i zostałam tam sama, jaki miałam zawód, bałam się właśnie tego przed porodem obiecywał mi że nie zostanę sama. Mały rósł, spał całe noc, a ja czułam się taka samotna. Zaszłam w drugą ciążę i jest dokładnie to samo śpię pomiędzy dwójką dzieci a jego wręcz nienawidzę. On wychodzi z domu o 8 wrca o 18, pobawi się 5 minut z dziecmi i leci tekst jestem zmęczony zaraz idę spać. Mieszkanie jest moje wiele razy chciałam, żeby się wyprowadził ale on myśli że sb żartuję. Po nocy mija mi złość on dzwoni z dwa razy w dzien co tam jak tam i o to moje życie. Co o tym myślicie, dodam, że starszy go uwielbia, chociaż nie wiem za co. Powinnam to ciągnąć ze względu na dzieci?