Anouk
Zarejestrowani-
Zawartość
0 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Nigdy
Wszystko napisane przez Anouk
-
Ubawiłam się tą złością, co nie miara......... Ma ktoś tu bujną wyobrażnie, fałszywie rozwiniętą empatię i zdolność nadinterpretacji, aż dziwią mnie takie cechy u mężczyzny, bo chyba do tej płci sie ktoś przyznawał. Głonie chodzi o usystematyzowanie odpowiedzi i postów...... W końcu nic nadzwyczajnego....i jak łatwo wpadam w złość, sama o tym nie wiedziałam. A co do moich zdolności łaćzenia wypowiedzi w całość i rzekomej irytacji - imponujesz mi wyobrażnią, może pisanie scenariuszy przez Ciebie ożywi niektóre polskie seriale:P jesteście biedne: w sumie masz rację, nikt nie zabrania i nie zmusza do zmiany nazwiska, tylko, że jakoś byłoby mi niezręcznie używać nazwiska człowieka, z którym nic mnie już nie lączy. Ja bym wrocła do swojego, a raczej została tylko przy nim. Mogłabym je zostawić tylko ze względu na dziecko, tylko to by mnie przekonało.
-
do autora postu powyżej bądz na tyle odważny i choć się podpisz ciężko dyskutować z kimś kto nawet nie popisze się jakimś nikiem:)
-
I pozdrawiam wojowniczki z tego topiku, mniej zażartości, proszę. Bo powoli dyskusja przypomina mi wojenki polskich polityków.
-
Do tego dowcipnisia od dam, daję żonatemu, bo jest moim mężem:P a poczucie humoru rodem z przedszkola uśmiałam się do rozpuku:P
-
Celineczka, trzymaj fason i zachowuj się jak dama....trochę Cię ponosi, a na złości się tylko traci, a nie wygrywa. Niestety...... Teoria trochę konfabulacyjna, przesadna i chyba z Twojej złości powstała. Ale nie dawaj się tak łatwo ponosić:) Trzymaj się:)
-
do celineczki: wiesz, może trochę Cię poniosło, ale straciłaś zimną krew, a czasem w takich sytuacjach warto ją zachować :) Trzymaj się i niech Wam wszystkim złość mija szybko. Bo zycie jest za krótkie na takie długie złości:)
-
Witam, widzę, że zeszło na slub kościelny...niespodzianka napisała, że to niesprawiedliwe, że biorą go ci, którym nie zależy, z tradycji czy przyzwyczajenia. Ja uważam, że człowiek powinien sam zdecydować, który mu bardziej odpowiada, a jeśli nie ma możliwości wyboru, jest uboższy i się denerwuje, co widać w tym poście Niespodzianko... Ta już bywa..... Ale przecież nie tylko wobec ślubu kościelengo nasze się życie toczy. to tylko fragment naszego szczęścia, prawwda? Akurat ostatnio moje sie toczy, bo zdecydowaliśmy się, że go weźmiemy, tylko, że ja musiałam mieć dyspensę u biskupa, hihi. A to, co pisała chyba KTOSIA.... - dla mnie nie ma znaczenia, nie ślubuje sie po raz drugi, tylko po raz pierwszy, bo tamto było nieważne, czyli, że ślubu nie było. Taka jest filozofia Kościoła Katolickiego. Teraz mamy mały ślubik, ale nasz ślub dwa lata temu był huczny, z niespodziankami, których nie ma na innych i fajnym weselem:) Nie myślcie jeszcze o czymś, co jest daleko, daleko, nie skupiajcie się na tych odległych detalach:p
-
z tą miłością to jest szansa...pod warunkiem, że uda się dowieść, że kłamał w czasie przysięgi i jej nie kochał. Trudne do przeprowadzenia, ale nie niemożliwe:P U nas mgła:)opada , świetnie to wygląda.
-
A do niespodzianki: to właśnie to, że pobrali się z \"wpadki\" może pomoć w uzyskaniu unieważnienia ślubu kościelnego. Bo małżeństwo zawarte zostało pod przymusem:P Pozdrawiam
-
Tylko tyle, że Tusk wziął po 26 latach slub koscielny, mój będzie za dwa tygodnie:) Oczywiście w kościele:)
-
Dzieki, raczej on jest przykładem... A ja tego, że dla ukochanej osoby robi się wszystko byleby tylko była szczęśliwa....bo dla mnie kościelny NIC nie zmiania. Wiem, że mu zależało na przystępowaniu do komunii itp. Ja się od tego zawsze trzymałam z dala i było mi to obojętne, ale jak chce...to nie wolno mi odmawiać, prawda?????
-
Dzieki Barba.........
-
A co u Was?????? Jak nastawienie do zycia......... Chcę Wam tylko przypomnieć, że bycie rozwodnikiem/ rozwódką to nie stygmat w naszym społeczeństwi.....to do ninke.
-
Zaskocze Was, ja i mój mąż szykujemy sie do ślubu kościelnego. Będziemy my i świadkowie i nasz znajomy ksiądz. To już niebawem :) Spytał czy nie można by tego załatwić, ja powiedziałam, że nie ma problemu, poszliśmy do naszego znajomego księdza i za 3 tygodnie będę ślubowała mu wierność i uczciwość małżeńską. Wiem, że bardzo mu na tym zeleży, więć co mi szkodzi :) Robię to dla niego, żeby miał to, co mu potrzeba. Zreszta jak Tusk może, to ja nie mogę.............. Musze sobie tylko sprawić jakiś strój z kapeluszem.........
-
Szczerość, szczerośc i jeszcze raz szczerość. Ja kiedyś próbowałam podobnie do Ciebie \"podejść\" rodziców i bardzo tego teraz żałuję. Bo może nie jakoś tak strasznie, ale coś zepsułam w naszych relacjach, zmniejszyłam w ich oczach zaufanie - i z tego powodu ciągle mi przykro. Szybko wyprotowałam sprawę, naprawdę szybko (po kilkunastu dniach), ale niesmak,że od razu nie powiedziałam pozostaje. Nie warto popełniać błędów już popełnionych...... ninke...piszesz o szczerości, a działa tylko w stronę jego rodziny:( Wiem, że odległość zmienia relacje.....ale ...... :) pozdrawiam
-
do ktosia: rozumiem Cię:) ale chyba ważne jest, żeby przedsięwziął odpowiednie kroki: sprawa, przeprowadzka, bycie z Tobą tak jak zazwyczaj są ze sobą ludzie. hmmmmm....tak normalnie i na codzień.
-
Ajsza, słuchaj siebie i swoich uczuc, a nie otoczenia. Ty z nim będziesz żyła, nie rodzina. Jeżeli jest to To, to do swojej miłości przekonacie wszystkich, tylko Ty musisz być pewna swoich uczuć:) Wapliwości mogą się pojawiać, normalne, tylko im mniej ich, tym większa pewność, większa frajda. Jak poznałam mojego męża, był jeszcze żonaty, choć małżeństwo osiągnęło fazę dna. Ale wiedziałam, że to TEN, od początku. I martwiłam się zdaneim rodziny, ale wiedziałam, że muszą się pogodzić. I tak sobie szczęsliwie żyjemy już czas jakiś:) Wsłuchuj się w siebie i we własne emocje, a nie rad innych....bo wiesz, jak jest z \"dobrymi radami\" ciotek........ :P
-
do wszystkich : szczera prawda:P z tym wyolbrzymianiem, poczekaj, może też potrzebuje czasu, żeby przemyśleć, byleby nie za długo nie byłby to czas stracony:)
-
A początkowo może się kwasić bo będzie się bał. Później w miarę oswajania zmienia podejście, my nasze macierzyństwo mamy dane z natury, natomiast męźczyźnis ię go uczą.... :)
-
Do do wszystkich: to co z tego, że już miaŁ? Jeśli kocha i jedst odpowiedzialnym mężczyzną, zrozumie.......... Moje dwie koleżanki, chyba nawet trzy, miały takie sytuacje i kiedy pojawiły sie na świecie dzieci z nowych związków tatusiowie byli całkowicie zatraceni w swoim tacierzyństwie. Chyba nawet bardziej się bobasami przejmowali niż w swoich pierwszych związkach........... jak sobie przypominam...... Nie ma tu żadnej sprzeczności i do licha, nie katuj się stwierdzeniem, że on JUŻ MIAŁ rodzinę... bo nowy związek małżeństwo jest czymś innym, generalnie mężczyźni strają się nie pamiętać tamtego małżeństwa, tylko czasem dzieci im na to nie pozwalają:P
-
Do do wszystkich: uważam, że nie masz racji w sprawie dzieci. Może się nie pali, ale przyjdzie moment i się pewnie zdecydujecie na dziecko. I wtedy nie będzie tak, że te dzieci beą ważniejsze niż wasze. Teraz są ważniejsze, bo waszych nie ma....... Moim zdaniem nie ma tu żadnego kłopotu w jego miłości do dzieci... Nie można kochać kogoś, kogo jeszcze nie ma. Tyle. Natomiast na pewno będzie się zastanwiałn nad zwiększeniem potomstwa, ale skoro jestecie zgodnym i kochającym związkiem - przyjdzie taka chwila. :)
-
Lepiej poczytajcie jak zdradzone żony szykują się do rozwodów. Pouczająca lektura............... http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=4852&start=18600 Ze też wcześniej tam nie zajrza łam............heh................
-
Powiem wam dziewczyny jedno, kiedy mężczyzna mówi Wam, że żona powiedziała, że rozwodu nie da - przeważnie znaczy, że nie zależy mu specjalnie na tym, by być z nową ukochaną, nie zależy mu na rozwodzie, bo to wygodne......... Natomiast jeśli mężczyzna jest pewnien swego, to to, że żona szantażuje, grozi tym, że nie da rozwodu nie ma znaczenia. Pisze zanosi poewz i walczy w sądzie. Sądy przecież orzekają rozwiązanie małżeństwa na podstawie wielu przesłanek, a to, że żona tego nie chce, czasem nie ma znaczenia. Więć dla mnie męśkie argumenty typu: nie chce dać rozwodu albo szantażuje i odwlekam sprawę jest tchórzostwem. To mój punkt widzenia, inni pewnie myślą, co innego:P Pozdrawiam
-
Barba, ja nawet nie wiem czym jest \"syndrom dwójki\", mówię to zupełnie szczerze:) Po prostu jestem szczęśliwa i robie wszystko by taką osobą byc, by się sama nie krzywdzić. A robi tak wiele osób, mimo tego, że mają wszystko, poukładany świat, zawsze jest coś nie tak...biedactwa. Już tu kiedyś sporo pisałam o mojej filozofii życiowej i może trąci to pychą, ale jestem z niej dumna. Sama ją wypracowałam, jestem radosną, zadowoloną kobietą i tyle, mam fajnego męża, który mnie uwielbia. I jest SUPER!!!!!!!! Oprócz tego fajna i ciekawa praca, w tym przypadku moje marudzenie brzmi: powinni lepiej mi płacić:P Po prostu jestem zdania, że wszystko ma w życiu sens. I może gdyby nie niektóre rzeczy, które sie kiedys wydarzyły w moim i jego zyciu nie mielibyśmy właśnie tego, co jest między nami. A jest to wielka miłość. Może nawet głupio o niej mówić, jak niezwykła, ale ...no po prostu filmowa. A jak będę juz stara i na emeryturze, to może napiszę jakąś o tym powieść:P Dziewczyny, parafrazując słowa papieża: nie lękajcie się :) Jeśli to TO, to wszystko się układa, samo się układa. Do ktosia, kto.......... nic na siłe, nie wmawiaj sobie niektórych rzeczy, nie łuź się, żyj realnym życiem i ciesz się nim bo jest jedno. Nie pozwalaj sobie na bycie wygodną odskocznią. Żadna kobieta na to nie zasługuje:)
-
spurpurowiałam po prostu jestem szczęśliwa i robie wszystko by nią być:)