Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

ophrys

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Wszystko napisane przez ophrys

  1. Dzięki Oneill. Zastanowiło mnie, że ja wciąż jeszcze myślę kategoriami - sprawdzi się, nie sprawdzi, dawać szanse, ile... Zamiast myśleć kategoriami - pasuje mi czy nie pasuje. Jest odpowiedzialny, dojrzały (a nie tylko - dorosły), to drobiazgi nie będą zbyt istotne, a w pryncypiach będziemy się zgadzać :-)
  2. Ja się właśnie w kontekście siebie i swojej przyszłości (kiedyś, bo na razie nie mam) z jakimś panem zastanawiam - ile szans można dać? Pierwszą, to oczywiste. Ktoś się nie sprawdził i co dalej? Daję kolejną, bo przecież mogliśmy się nie dogadać, coś zostało niedopowiedziane itp itd. Więc daję drugą. Bęc. Znów coś nie wypaliło. I teraz mam problem. Bo z jednej strony dając kolejną szansę otwieram furtkę do różnorakich nadużyć. Bo ktoś może pomyśleć, że można mnie doić swobodnie... A z drugiej strony może rzeczywiście były jakieś trudności obiektywne, ktoś chciał, starał się i mu najzwyczajniej w świecie nie wyszło? To jak? Do trzech razy sztuka??
  3. Ja usłyszałam świetne słowa, gdy jeszcze miotałam się po odejściu gada - dziewczyno, wyobraź sobie jakim fatalnym gustem on się wykazał, że rzucił taką osobę jak ty :-P Aweb Może ten facet jest fajny w codziennym życiu, ale pozmywane naczynia i przytulanki to nie wszystko. Przecież już wiesz, jak niektórzy potrafią manipulować i się ukrywać. Po prostu po dwóch latach powoli wychodzi natura tego pana. On już dłużej nie jest w stanie udawać ideału. Mnie się wydaje, że on liczy na to, że w Tobie będzie miał mamusię i opiekunkę w jednym. A jak już Ci się na dobre zalęgnie w domu, to będzie wymagał coraz więcej, a dawał coraz mniej. Z tego co piszesz wyczuwam w nim toksyczność. No, ale to spojrzenie jest tylko moim :-)
  4. Oczywiście zapomniałam dopisać - za najdrobniejsze przewinienie, które było przewinieniem w jego mniemaniu. Bo nie odisałam na smsa w ciągu 30 sekund. Bo nie uzgodniłam z nim wyjścia do sklepu, a to znaczy, że dz*wka ze mnie. A bo na miescie spotkkałam koleżankę i poszłam z nią na kawę (pan był w delegacji), i nie oinformowałam, ze właśnie idę/siedzę/wychodze z tej kawiarni. Bo takie zachowanie to lekceważenie i nielojalność :-O O cholera, ale to było bzdurne... Jakby była emotka z "pawiem", to powinnam wkleić...
  5. błędna, jakbym czytała swoją historię... Opowiem Ci fragmenty z mojej historii. Mój były zostawił swoją pierwszą stałą dziewczynę, bo puścił się z kolejną i zaszła w ciążę. Wzięli ślub, ale pan nie miał zamiaru zrezygnować z przyjemności. Rodzina i dzieci nie były przeszkodą, na porządku dziennym były różne panie - jednorazowe. Żona nie wytrzymała i pozbyła się pana. Wtedy pojawiłam się ja. Rany boskie co ja na początku słuchałam... Że jestem kobietą jego życia, że nigdy nikogo nie kochał tak jak mnie, że już dawno powinien się rozwieść, bo była to hetera, zmora, cień na jego życiu, dopiero ja pokazałam mu co to znaczy prawdziwa miłość. Wlazłam jak w masło :-O A potem powolutku, niezauważalnie, robiłam się w jego oczach coraz gorsza. Oszczędzę szczegółowego opisu lat upokorzeń, krzyków, wyzwisk i epitetów, rzucania mnie za wyimaginowanych kochanków, którzy wg niego byli wszędzie. W mojej szkole, wśród kolegów, nawet spotkanie z mamą bywało powodem do kłótni, bo przecież ja nie do mamy tylko się puścić. Dodatkowo okazało się, że była żona nie do końca jest taka była, bo w łóżku się sprawdzała nadal. A ja byłam taka chora, że bez względu na wszystko nie umiałam odejść. Prosiłam, błagałam i przekonywałam jak bardzo go kocham. Jak wyjeżdżał to potrafiłam za nim jechać na drugi koniec kraju żeby już nie był obrażony, żeby przebaczył. W końcu on mnie rzucił, wtedy znalazłam siłę aby pójść na grupę wsparcia. Już wiedziałam, że jestem uzależniona od niego... Ale jeszcze miałam cofkę, znów byliśmy razem... Tylko wtedy czuł się tak pewnie, że te miesiące były horrorem. Byłam karana odrzuceniem za najdrobniejsze przewinienie. W końcu powiedziałam - dość! W końcu odeszłam. Teraz jestem sama i próbuję wybaczyć samej sobie że pozwalałam się tak traktować. Błędna, ja nie mam dzieci, ale Twoje cierpią przez tego drania. Zaglądaj do nas, czytaj... Tyle dziewczyn się uwolniło, Tobie też się uda. Paolka :-) No, ja też jak nie oddzwoniłam natychmiast, to na pewno ktoś mnie j**bał (cytat). Nawet do kibelka, i wanny ją zabierałam. ggegegregeg To, że policja tak zareagowała mnie zdziwiło. Czy na pewno opisałaś im całą ytuację, powiedziałaś, że od lat nie jesteś z tym człowiekiem? Bo to co on robi nosi nazwę stalkingu i jest ścigane z mocy prawa. Poczytaj: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/489991,stalking_uporczywe_nekanie_bedzie_karalne_nawet_trzema_latami_wiezienia.html
  6. Hm... znowu zapomniałam emotek, jak to było... Oneill, gratuluję, właśnie doczytałam, że dom kupujesz :)
  7. No tak, ja też mogę się podpisać pod tym urywkiem. Cholernie prawdziwe... Na szczęście to już przeszłość. Cześć Oneill, dawno mnie tu nie było
  8. Witam dawne bywalczynie, które mnie może jeszcze pamiętają i nowe dziewczyny :-) Czy któraś z Was ma może jako ebook książkę "Dlaczego on nie kocha a ona za nim szaleje"? Google mi nie wyrzuciło, chciałam też kupić, ale nakład wyczerpany, allegro odmawia współpracy :-( A parę spraw chciałabym sobie odświeżyć. PS Pyza, czytanie pomaga, a pisanie... przychodzi chwila, że czuje się taką potrzebę. Nic na siłę :-)
  9. ta co nie wie Mogę Ci powiedzieć o sobie. Ja też wiedziałam już, że żyję z osobą toksyczną, która niszczyła mi życie. Na rozum wiedziałam wszystko, że to nie miłość, że uzależnienie. Książek przeczytałam całą górę. I co?? Nic, dalej z nim siedziałam, a jak uciekał ode mnie to ja jeszcze za nim goniłam i błagałam żeby był ze mną :o I tak się dwa lata bujałam... Coraz było gorzej, ja byłam coraz bardziej wykończona... Czasem wydawało mi się, że już nie wytrzymam, że po kolejnym rozstaniu już dam radę go nie chcieć. Że w danej chwili już pękło, że koniec definitywnie. Niestety chciałam.... Aż do chwili gdy naprawdę pękło. Nie umiem tego dokładnie opisać. Po prostu zobaczyłam tego człowieka w całej pełni, dokładnie takiego jakim jest. I poczułam, że NIE CHCĘ! Że naprawdę ja go nie chcę! Myślę, że każda z nas tutaj wie dokładnie co to za uczucie, gdy już je przeżyła... Może to tak jak z orgazmem - póki się pytasz czy go miałaś to znaczy, że nie ;-)
  10. Marika, Ty dziewczyno JUŻ siedzisz w więzieniu - więzieniu stworzonym przez jego chorą zazdrość. Bbo to na pewno nie miłość, a jedynie chęć POSIADANIA Cię na własność. A może być już tylko gorzej. Chcesz być już zawsze taką niewolnicą..? Wiej, wiej jak najprędzej! Z jego strony to tylko potworny strach, że utraci kontrolę nad Toba, i że wtedy się okaże, że tak naprawdę go możesz nie chcieć. Tacy ludzie w głębi duszy uważają, że nie zasługują na miłość, więc jeśli nie bedzie Cię kontrolował to odejdziesz... I jeśli teraz przychodzi Ci do głowy aby mu jednak pokazać jak Ty go kochasz, ze nie opuścisz i takie tam... (prawda, że właśnie to pomyślałaś?) - uwierz - możesz stanąc na głowie, a go nie przekonasz... On ma ogromny problem z samym sobą, a Ty go nie wyleczysz. Najwyżej wykończysz się sama! Wiem co piszę. W moim związku tez była zazdrość. Może nie aż tak wielka jak u Ciebie, ale była... I ja po latach przekonywania - jak bardzo kocham swojego - nie dałam juz rady... I jeszcze dowiedziałam się na koniec jaka to ze mnie suka była przez te lata, niekochajaca, kłamliwa i egoistyczna :-p Tez chcesz tak wyladować kiedyś? Bo mogę Ci zaręczyć, że to się tak kończy... :-O
  11. Trzeba skopiować do paska i zlikwidować spację po "d" :-)
  12. http://dano2005.wrzuta.pl/audio/0m7SjIszMqc/danuta_rinn_-_gdzie_ci_mezczyzni :-D ;-)
  13. A ja wpadam dziś tylko na chwilę, bo jadę na ulop - sama i z nadzieją że będzie udany :-) Pozdrawiam Was serdecznie i dla Was wszystkich łan letnich kwiatów
  14. Dla wszystkich z Was Kochane, którym zaczynają odrastać piórka: http://demotywatory.pl/1772227/Przelomowy-krok-do-przodu :-D Instant Magic Dokład nie tak jak już pisały dziewczyny - jedynym rozwiązaniem jest praca nad sobą, na deficytami i brakami. Zamieściłam ten tekst, bo jest on modelowy i dokładnie w takim też modelowym tokscznym związku byłam ja sama. Kiedyś się dziwiłam, skąd dziewczyny biorą tyle siły aby odejść. Teraz widzę, że to nie jest siła. Jest tak jak czytałam i nie umiałam uwierzyć... Przychodzi moment, gdy toksyk robi coś po raz 29863 i nagle się okazuje, że ja się na to nie godzę! Ja poczułam się tak jakby mi ktoś przepalone obwody w mózgu wymienił i zaczeło coś nagle działać :-)
  15. CD. "Przyczyny uzależnienia ''Kobieta kochająca za bardzo'' błędnie rozumie uczucie, jakie rzekomo łączy ją z partnerem. To, co ona nazywa miłością, tak naprawdę niewiele ma z nią wspólnego. Przyczyną takiego stanu są na pewno błędy wychowawcze rodziców i braki wyniesione z okresu dzieciństwa. Należą do nich: deficyt poczucia bezpieczeństwa, deficyt poczucia własnej kobiecości, deficyt poczucia własnej wartości oraz deficyt bezwarunkowej miłości. - Jeśli kobieta w życiu dorosłym poprzez rozwój osobisty nie zadba o uzupełnienie swoich deficytów, poszukuje ich „uleczenia w związku z mężczyzną. I zazwyczaj na początku relacji doznaje błogiego stanu, w którym znikają wszelkie negatywne emocje związane z tymi deficytami lęk, wstyd, smutek. Mężczyzna staje się dla niej sposobem na szczęście. A to pierwszy krok do uzależnienia dodaje Eugenia Herzyk. Kobieta obawia się, że bez mężczyzny sobie nie poradzi. Boi się samotności i znajduje liczne argumenty, które powodują, że tkwi w toksycznej relacji, np. powołuje się na dobro dzieci czy przysięgę małżeńską. Zasłania się słowami „ale ja go kocham, nie potrafię bez niego żyć. - Tylko mówiąc je, kobieta nie zdaje sobie sprawy, że właśnie przyznała się przed sobą do swojego uzależnienia - zauważa Eugenia Herzyk. Trudni partnerzy ''Kobieta kochająca za bardzo'' podświadomie szuka sobie trudnych partnerów, takich, którymi może się zaopiekować, wyciągnąć z opresji, poświęcić się w imię miłości, lub takich, których zachowanie wprowadza ją w stan „haju bo imponują jej swoją przebojowością, skłonnościami do podejmowania ryzyka, są zamknięci w sobie i niedostępni, co pobudza ją do walki o ich uczucia. Zwyczajni mężczyźni, dojrzali i poukładani wydają jej się mało interesujący. W innych wzorcach miłości kobieta wybiera mężczyzn unikających zaangażowania i bliskości, „zajętych, czyli będących już w związku z kobietą, czy też takich, z którymi może romansować na odległość (np.Internet, telefon), co stymuluje jej fantazjowanie. Najczęściej jednak właśnie toksyczni partnerzy, mężczyźni z deficytami wyniesionymi z dzieciństwa stają się obiektem zainteresowania ''kobiety kochającej za bardzo''. Niektórzy z nich szukają w kobiecie poczucia bezpieczeństwa, inni dowartościowują się podbijając niewieście serca, jeszcze innym dla wzmocnienia ego wystarczy, że będą w związku dominować i wywoływać w kobiecie lęk. Jak wyjść z uzależnienia? - Najważniejsze, aby kobieta uświadomiła sobie mechanizmy swoich nałogowych zachowań w relacjach z mężczyznami. Następny krok to przeanalizowanie strat, jakie poniosła lub ponosi nadal tkwiąc w uzależnieniu od miłości radzi Eugenia Herzyk. - Mogą one dotyczyć pracy, kariery, rodziny, relacji z przyjaciółmi, hobby, rozwoju osobistego, zdrowia fizycznego i psychicznego... Kobieta powinna przyjrzeć się swojemu życiu i dostrzec jak bardzo jej uzależniający związek z mężczyzną wpłynął na wszystkie straty, wziąć życie w swoje ręce i podjąć decyzję czy nadal chce kontynuować ten stan i ponosić straty, pomimo niewielu korzyści jakie jej przynosi relacja, czy zerwać z nałogiem i rozpocząć życie na nowo. - Jeśli kobieta chce walczyć ze swoim nałogiem, powinna sporządzić listę abstynencyjną czyli listę zachowań w relacjach z mężczyzną, czy mężczyznami, które uważa za nałogowe i z których chce zrezygnować - tłumaczy Eugenia Herzyk.- Powinna też określić , co jej pomaga, a co przeszkadza w wyjściu z nałogu. Dobrym rozwiązaniem jest też zwrócenie się o pomoc do specjalisty. Jak dodaje Eugenia Herzyk, zakończenie związku jest czasem nieodzowne (szczególnie gdy dotyczy relacji opartych na przemocy), ale nie jest to ani warunek konieczny, ani wystarczający, by wyjść z uzależnienia. - Jeśli kobieta nie podejmie walki ze swoim nałogiem, to po rozstaniu z jednym toksycznym partnerem zazwyczaj wiąże się z następnym, równie toksycznym podsumowuje ekspertka."
  16. Z sieci. Dla wszystkich kochających ZA BARDZO. "Nerwowe wyczekiwanie kontaktu z jego strony, obsesyjny strach przed rozstaniem i jednoczesne wmawianie sobie, że bez niego nie da się żyć - to pierwsze symptomy świadczące o uzależnieniu od partnera. Czy to jeszcze miłość, czy już tylko toksyczna relacja? Z czego to wynika i jak się z niej wyleczyć? Czy jedynym rozwiązaniem jest zerwanie związku? Scenariuszy może być wiele, ale jedno jest pewne - w tym związku nie czujesz pełnej satysfakcji, jedynie ciągły niepokój i strach przed porzuceniem. Panicznie boisz się samotności i tego, że on zostawi Cię dla innej. Twój partner daje Ci bowiem do zrozumienia, że nie jesteś dla niego wyjątkowa, a w jego życiu są także inne kobiety. Ty jednak wciąż żyjesz złudzeniami, karmiąc się każdym najdrobniejszym przejawem zainteresowania z jego strony, wciąż mając nadzieję, że wszystko się ułoży i stworzycie idealny związek. Nawet gdy słyszysz słowa krytyki i widzisz, że partner traktuje Cię bez szacunku, obwiniasz siebie za ten stan rzeczy, szukając w sobie wad i analizując swoje błędy. A potem starasz się wszystko nadrobić nadskakując ukochanemu. To jednak niewiele zmienia, bo ochłapy uczuć jakie otrzymujesz wystarczają na krótko... Wciąż żyjesz złudzeniami, oszukując siebie, że to miłość. Jak rozpoznać uzależnienie od miłości? Najtrudniej jest zidentyfikować problem i właściwie rozpoznać swoje zachowania. Nie jest bowiem łatwo przyznać się przed sobą, że jest się uzależnionym od miłości. - Kobieta panicznie boi się rozstania, jest skłonna wszystko wybaczać, obawia się, że postawienie przez nią granic w związku skończy się jego rozpadem, a ukochany staje się dla niej sensem życia wymienia symptomy uzależnienia Eugenia Herzyk z Fundacji Kobiece Serca, prowadząca terapie dla kobiet kochających za bardzo. - Kobieta wręcz traci zdrowy rozsądek pod wpływem miłosnych emocji, utożsamia „haj zakochania z miłością, nie potrafi oddzielić budowanej przez siebie iluzji od rzeczywistości. Ignoruje fakty, żyje nadzieją, że jej ukochany mężczyzna się zmieni nie przyjmując do wiadomości, że nie istnieją ku temu przesłanki. Dużą rolę ogrywają tu stereotypy, że kobieta musi mieć u swego boku mężczyznę, a jego brak oznacza dla niej życiową porażkę. - A jeśli zdarzy się, że jej jedynym pragnieniem i celem życiowym jest posiadanie dzieci i rodziny, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że uzależni się od swojego ukochanego dodaje Eugenia Herzyk. - Jest to tym bardziej możliwe, gdy wierzy w mit o dwóch połówkach i miłość, która wszystko wybacza, a partner ma pełnić dla niej rolę zastępczej matki i ojca, i zrekompensować jej niedosyt miłości w dzieciństwie. (...)"
  17. aweb Tu masz emotikony http://forum.o2.pl/emotikony.php Co u mnie... Dwa lata temu zaczęłam się wygrzebywać z toksycznego związku, przez jakiś czas było dobrze, niestety do spotkania (niezamierzonego0 z byłym. No i poległam :-O Na dość długi czas... Oczywiście schemat się powtórzył, ja zabiegałam coraz bardziej, on coraz bardziej był nieprzyjemny. Ot eufemizm taki ;-) Teraz znów od jakiegoś już czasu jestem sama. Na szczęście. I startuję jednak z innego poziomu - bardziej świadomego, widać w końcu osiągnęłam swoje dno. Wróciłam do starszych postów, żeby sobie dobitnie przypominać w złych chwilach, które się zdarzają, że zdecydowanie dobrze zrobiłam. Pozdrawiam Cię serdecznie. abssinthe Nie bądź egoistka ;-) Zamieść tę listę, my ją uzupełnimy i będzie taki mały przewodnik po zdrowych relacjach :-D
  18. Cześć aweb :-) Cieszę się, że Ci się udało! Nie tak dawno przeglądałam pierwszą częśc i właśnie trafiłam na Twoje posty,pisałayśmy w podobnym czasie, z tym, że ja się mało udzielałam. Dziewczyno, gdyby nie nick, to bym Ciebie nie poznała tak się cudownie zmieniłaś Twoje pytanie dotyczy chyba Paolki - smutnej. Odzywała się jakiś czas temu i jej tez się udało! Nie pamiętram już szczegółów, ale radzi sobie, odżyła i jest dużo szczęśliwsza niż z przemocowcem. Pozdrawiam :-)
  19. Idaalia, to o poprzeczce, to żywcem wyjęte z mojego dawnego związku! Nigdy tak o tym nie myślałam, ale rzeczywiście - poprzeczka coraz wyżej, jak do skoku o tyczce (a może i tyczki by zabrakło), a ex wmawiał, że to taki lajtowy bieg przez płotki ;-)
  20. Poa, piękny urywek i jaki prawdziwy... Chyba każda z nas wcześniej czy później przechodzi okres tego bujaania się. Najważniejsze, że to mija :-) Wszystkim, starym i nowym bywalczyniom topiku wielkie
  21. Paulina36 Z tym "bujaniem się na płocie" to u mnie jest tak. Rozstałam się z panem, a właściwie to pan rozstał się ze mną, bo mnie brakło sił. Wtedy już byłam świadoma, że żyję w związku przemocowym, ale nie umiałam odejść, byłam strasznie współuzależniona. No i zostałam sobie z tą swiadomością. W ogrodzeniu czyli związku już nie jestem, ale jeszcze tego całego świata, który otwiera się przede mną się po prostu boję... I to właśnie nazywam bujaniem :-) Wciąż brak mi jeszcze sił, żeby otworzyć się na pełnię życia, nadal noszę żałobę po (złym!) związku. Nie chodzi tu o kolejnego partnera, tylko o to właśnie żeby z własnym życiem zacząć coś konkretnego i konstruktywnego robić. Ale i na to przyjdzie pora, jestem tego pewna :-)
  22. Jeżeli zdołasz... Jeżeli zdołasz zachować spokój, chociażby wszyscy go stracili, Ciebie oskarżając; Jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy w Ciebie zwątpili, licząc się jednak z ich zastrzeżeniami; Jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia, jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami, jeżeli nie odpłacasz na nienawiść nienawiścią, nie udając jednakże mędrca i świętego; Jeżeli marząc - nie ulegasz marzeniom; Jeżeli rozumując - rozumowania nie czynisz celem; Jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę, traktując jednakowo oba jako złudzenia, Jeżeli ścierpisz wypaczenie prawdy przez Ciebie głoszonej, kiedy krętacze czynią z niej zasadzkę, by wydrwić naiwnych, albo zaakceptujesz ruinę tego, co było treścią Twego życia, kiedy pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami; Jeśli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie Twe sukcesy i potrafisz zaryzykować, stawiając wszystko na jedną kartę, jeśli potrafisz przegrać i zacząć wszystko od początku, bez słowa, nie żaląc się, że przegrałeś; Jeżeli umiesz zmusić serce, nerwy, siły by nie zawiodły, choćbyś od dawna czuł ich wyczerpanie, byleby wytrwać, gdy poza wolą nic już nie mówi o wytrwaniu; Jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości lub spacerować z królem w sposób naturalny, Jeżeli nie mogą Cię zranić nieprzyjaciele ani serdeczni przyjaciele; Jeżeli cenisz wszystkich ludzi, nikogo nie przeceniając; Jeżeli potrafisz spożytkować każdą minutę, nadając wartość każdej przemijającej chwili; Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej i co - najważniejsze - synu mój - będziesz Człowiekiem Rudyard Kipling PS Topik nam zamiera czy tylko ja mam takie odczucia? Wiem czemu ja się nie odzywam.... Chyba mam syndrom zajęcia się soba. Takie powolne prostowanie wszystkiego i skupienie na swoich przeżyciach. Nie mam już o czym pisać w związku z byłym partnerem, bo jest były :-) a na razie jeszcze trochę mi brakuje do tego zeskoczenia z płotu ( Optym, czy to nie Ty pisałaś o bujaniu się na płocie? A może Cztery Umowy? Kurcze, nie pamiętam a tak mi się określenie spodobało :-D ). No więc emocjonalnie jeszcze trochę wiszę i stąd ta kocentracja na sobie. A co u Was dziewczyny? Niebo odezwałaś się - od razu mi się fajnie zrobiło i chyba Ty mnie natchnęłaś aby też się przyponieć :-) dla Wszystkich
  23. Co robić Edytko Mc? Uciekać. Uciekać jak najdalej i najszybciej jak się da. Ja wiem, że możesz na razie nie miec siły, ale nie będzie lepiej tylko gorzej. A już bardzo źle, gdy weźmiesz z nim ślub... Zajrzyj do wcześniejszych części topiku, poczytaj historie dziewczyn. Te historie to Twoja przyszłość w tym związku. Twoja i Twoich przyszłych dzieci. Wiem, że wylewam Ci wiadro wody na głowę, ale może będziesz tą szcześciarą, którą ono otrzeźwi i nie zmarnujesz sobie kilku ( kilkunastu, kilkudziesięciu) lat życia z potworem...
  24. Co robić Edytko Mc? Uciekać. Uciekać jak najdalej i najszybciej jak się da. Ja wiem, że możesz na razie nie miec siły, ale nie będzie lepiej tylko gorzej. A już bardzo źle, gdy weźmiesz z nim ślub... Zajrzyj do wcześniejszych części topiku, poczytaj historie dziewczyn. Te historie to Twoja przyszłość w tym związku. Twoja i Twoich przyszłych dzieci. Wiem, że wylewam Ci wiadro wody na głowę, ale może będziesz tą szcześciarą, którą ono otrzeźwi i nie zmarnujesz sobie kilku ( kilkunastu, kilkudziesięciu) lat życia z potworem...
×